Ech, bez szkoły ciężko się zorientować w dniach tygodnia, dacie wiarę? Tłumaczenie siedzi sformatowane grzecznie na moim dysku od rana, a ja zupełnie zapomniałam, że jeszcze to niedziela. Przepraszam.
W każdym razie, życzę udanego Sylwestra i miłego czytania!
…
Potwierdzeniem tego, że Fury wpadł w, no cóż, furię, którą wywołało niezgodne z jego planami i zbyt szybkie uwolnienie Lokiego, był fakt, że Pepper Potts oraz niejaki pułkownik James Rhodes potrzebowali aż półtora tygodnia wspólnych wysiłków, żeby Tony został wypuszczony z aresztu SHIELDu. Z punktu widzenia Tony'ego równie dobrze mógł minąć i rok. Zazwyczaj po swoich konfliktach z prawem wracał do świata w ciągu kilku godzin.
Ale nie tym razem. Nick Fury w rzeczy samej nie poddał się presji, ale wcale nie dlatego, że zgodnie z prawem nie wolno mu było tego zrobić. Kierował SHIELDem; nie odpowiadali przed nikim poza Światową Radą Bezpieczeństwa. Która, według Tony'ego, była podejrzaną grupką indywiduów, tym bardziej, że zostawiła jego los w rękach Fury'ego. Ostatecznie to staromodne podlizywanie się i obietnice go uwolniły i nawet Rhodey nie chciał mu się przyznać, co naobiecywali kierownikowi. Tony widział w jego spojrzeniu, że wisi mu naprawdę wielkie piwo. Takie rozmiaru oceanu.
I chociaż Tony został zwolniony z aresztu, nie obyło się bez warunków. Takich, od których robiło mu się wręcz niedobrze, ale jakoś je zniósł. Nie miał innego wyboru.
Jednym z nich był areszt domowy. Tyle że tym razem nawet kwatera główna Avengersów była dla niego zamknięta na cztery spusty, a SHIELD eskortowało go wprost do penthouse'u w Stark Tower. Zabrali też każdą część elektronicznego wyposażenia. Debatowali nawet nad wyniesieniem mikrofalówki i tostera, co Tony uznałby za zabawne, gdyby nie czuł dosłownie jak ktoś wciśnięty do najgłębszego kręgu piekieł.
Rdzeń Sztucznej Inteligencji Jarvisa został usunięty ze Stark Tower. Jego automatyczne funkcje wciąż działały w stopniu, który dało się kontrolować, a system bezpieczeństwa też na tym nie ucierpiał, ale Tony nie mógł już z nim rozmawiać. Nie, źle to ujął: po prostu Jarvis już go nie słyszał. Wywołane tym poczucie paniki było zaskoczeniem, ale nie pozwolił na to, żeby odbiła się ona na jego twarzy, kiedy obserwował, jak Rhodes podążał za agentami SHIELDu, którzy ostrożnie nieśli ułożone warstwowo części rdzenia Jarvisa.
- To tylko do procesu - wymamrotała Pepper i wsunęła ciepłą rękę w dłoń Tony'ego. - Przejdziemy przez to, Tony. Jakoś.
Nie patrzył na nią.
- Ta.
Dźwięk zamykających się za agentami drzwi zabrzmiał jak odgłos dzwonów na pogrzebie.
Odwiedziny też nie wchodziły w grę. Pepper, jako pełnomocnik, miała pozwolenie na jedną, nie trwającą dłużej niż godzina wizytę tygodniowo. W towarzystwie uzbrojonej eskorty, rzecz jasna. Jakby jakimś cudem Tony Stark, choćby i pozbawiony swojej technologii, wszystkich swoich narzędzi, otoczony szczególną ochroną wyznaczoną przez drzwi i rygle, wciąż miał zamiar zbiec. Jakby jakimś cudem miał jeszcze gdzie pójść.
No i był Steve. Steve Rogers. Kapitan Ameryka. Tony nie był pewien, jak powinien się teraz do niego zwracać. Nie żeby miał mu cokolwiek do powiedzenia, serio. Po tym, jak Thor został zatrzymany w celi Lokiego, a następnie wrzucony do jednej z pustych cel, Steve po prostu stanął w drzwiach i popatrzył na Starka.
Tony spodziewał się zmęczonego rozczarowania. Spodziewał się wykładu o tym, czego to nie jest godzien. Wrzasków. Może nawet paru przekleństw. Ale Steve stanowił ciche studium gorzkiej rezygnacji, a jego oczy pociemniały, kiedy pociągnął za klamkę, żeby zamknąć drzwi. Nie trzeba było nic mówić; Tony doskonale zrozumiał, co oznaczał ten dźwięk. Zero odwiedzin, jeśli chodzi o jego starego kumpla Steve'a.
Tony był zdany na dwóch swoich najstarszych i najlepszych przyjaciół przez co czuł się wręcz nostalgicznie i przez jakiś czas myślał, że być może tak powinno było zostać. Zdecydowanie nie był graczem zespołowym. Nie pytał innych o radę, zanim zaczynał działać, i robił niemożliwie głupie rzeczy, co do których nie było gwarancji, że przyniosą jakieś zyski. Jasne, Avengersi byli niezłą zabawą przez kilka lat. Ale nawet gdyby Tony któregoś dnia mógł wrócić do tego, co było, nie był pewien, czy by się na to zdecydował. Być może byłoby lepiej dla wszystkich zainteresowanych, gdyby się po prostu od nich odłączył.
Spędzał samotne dni, głównie siedząc na balkonie i obserwując życie codzienne miasta. Kiedy nie był w stanie dłużej tego znieść, czytał albo oglądał wiadomości, żeby wiedzieć o tym, co w przestępczej trawie piszczy. Pepper zapewniła go, że media nie dowiedzą się o nagłym zniknięciu Tony'ego z zespołu, a zamiast tego skoncentrują się na zebraniach rozwoju biznesu i nowiusieńkim projekcie Stark Industries. Fakt, że wszyscy to kupili, był najlepszym świadectwem dla wielu lat doświadczenia, jakie Pepper miała w pomaganiu mu w uprzątnięciu bałaganu, którego często był powodem.
Proces majaczył na horyzoncie; ponura obietnica SHIELDu, że nieopatrzone pozwoleniem wypuszczenie jednego z ich najcenniejszych i najbardziej niebezpiecznych więźniów nie będzie mu puszczone płazem. Tony osobiście uważał, że jak do tej pory nie wpakowali mu pocisku w czaszkę tylko dlatego, że był znaczącą osobą publiczną. Bo pociągnęłoby to pewne pytania. To właśnie sugerował ten morderczy błysk w oku Fury'ego, jeśli Tony odpowiednio go odczytał.
Tony starał się nie myśleć o przeciągającej się nieobecności Lokiego. Po wyłączeniu Impasu Loki rozpłynął się w powietrzu i od tamtej pory nie pojawił się ani razu. W ciągu okrągłego miesiąca. To, czy uciekł na koniec wszechświata, żeby lizać swoje rany, czy zaczął ścigać Amorę, nie robiło im żadnej różnicy. Cóż, nie. Nie była to do końca prawda - odzyskanie z powrotem duszy Thora wciąż było dla nich priorytetem numer jeden. Ale w przypadku Tony'ego to, co robił Loki, na serio nie miało znaczenia. Sam nawarzył sobie tego piwa.
Jak tylko SHIELD zbierze dowody i je zaprezentuje, Tony może oczekiwać wyroku dożywocia. Biorąc pod uwagę fakt, że proces sądowy pozostanie zamknięty, równie dobrze będą mogli wyrzucić klucz od jego celi, a nikt nawet się nie odezwie w jego obronie. Cała ta sprawa była farsą; tanim przedstawieniem dobrej wiary, żeby ludzie tacy jak Steve Rogers nie wypłakiwali sobie oczu, kiedy zostanie wrzucony do najgłębszej otchłani piekielnej, jaką SHIELD mogło znaleźć, bez chociażby stroju więziennego czy kostki mydła. I nawet najlepszy prawnik na całej planecie nie mógł podważyć tego, że Tony wiedział dokładnie, co robi, kiedy wypuszczał Lokiego. Kamery wszystko wychwyciły.
Ale Tony wiedział jedną rzecz na pewno. Thor czy nie Thor, niezależnie do tego, czy Loki zamierzał się pojawić, czy też nie, nawet jeśli istniała możliwość, że dowody oskarżenia zaczną się Tony'emu wylewać uszami, nie odpuści. Z całą cholerną pewnością uczyni zamknięcie go na jakimś zapomnianym końcu świata tak trudnym dla Nicholasa J. Fury'ego, jak to tylko będzie możliwe.
A gdyby wszystko inne zawiodło, no cóż…
Zamykanie Tony'ego Starka zazwyczaj nie miało zbyt przyjemnych konsekwencji dla pozostałych zainteresowanych.
…
Była ciemna czwartkowa noc, a Tony czytał sądowe papierki, które przyniosła mu Pepper, kiedy Natasza Romanow oparła odzianą na czarno nogę na barierce jego balkonu.
Tony ze zdumieniem obserwował, jak podciąga się i zgrabnie ląduje wewnątrz, po czym upuszcza shieldowską torbę ze sprzętem i całkiem niezłym asortymentem urządzeń do infiltracji na kamienną podłogę. Jej włosy wyglądały niczym błyszcząca czerwona flaga na czarnym stroju, a kiedy zdjęła gogle, Tony doszedł do wniosku, że jej oczy mają najbardziej niewzruszony odcień zieleni, jaki kiedykolwiek widział.
- Nie - powiedziała, zanim zdążył chociażby otworzyć usta. - Wysiadłam z windy dziesięć pięter niżej i wspięłam się tutaj stamtąd.
- Ale po…
- Odpowiedzi. Przyszłam po odpowiedzi.
Tony wykrzywił usta.
- Ty? Czy też Steve? Bo zakładam, że to on cię tutaj przysłał. A może to Fury? Z całą pewnością wciąż tańczysz, jak ci zagra, więc który z nich za tym stoi?
Oczy Nataszy zwęziły się z zastanowieniem, ale nie wyglądało na to, żeby przejęła się jego słowami. Najzwyczajniej w świecie wyciągnęła długą linę ze swojej torby. Tony zrobił krok w jej stronę i przyglądał się, jak mocuje ją na poręczy i kilka razy mocno nią szarpie, żeby sprawdzić, czy jest stabilna. Po czym rzuciła ją w dół.
- Przyszłam we własnym imieniu - powiedziała tym samym tonem i zsunęła z dłoni rękawiczki bez palców. Jako że lina była zabezpieczona, obróciła się do niej tyłem i oparła o balustradę z rękami skrzyżowanymi na piersiach. - Znam cenę robienia koszmarnych rzeczy w imię większego dobra. Dokonałam kiedyś tego ciężkiego wyboru.
- Ja także - dodał napięty głos spod balkonu, a Tony ze zdumieniem patrzył, jak Clint Barton podciąga się na linie i ląduje na poręczy z o wiele mniejszym wdziękiem niż Natasza. Barton wyszczerzył się do niego, starając się złapać oddech. - Zanim cokolwiek powiesz, pozwól mi na początku zauważyć, że jest z ciebie cholernie brzydka Roszpunka.
Tony zagapił się na niego.
- Poczułbym się urażony, ale jestem zbyt zajęty zastanawianiem się, gdzie trzymasz kołczan w tym dopasowanym stroju jednostek rozpoznania.
Barton w odpowiedzi uśmiechnął się tak, że było widać wszystkie jego zęby.
- Zostawiłem go. Za bardzo rzuca się w oczy. Z tego, co wie Steve, Nat i ja jesteśmy na randce.
Tony uniósł brew, ale wyraz twarzy Nataszy pozostał idealnie obojętny.
- No dobra, to po co tutaj jesteście? Po odpowiedzi? Na jaki temat?
Clint skrzywił się i przeczesał włosy palcami.
- Na temat Lokiego. Ciebie i Lokiego. - Zamilkł i skrzywił się, jakby właśnie zjadł cytrynę zanurzoną w gównie, ale mówił dalej: - Sypialiście ze sobą, prawda? Ale to nie dlatego pozwoliłeś mu zniknąć. Wierzysz, że on to zrobi, nie?
Tony zerknął na Nataszę, która wciągała z powrotem linę i nawijała ją wokół przedramienia. Jej pełne usta były zaciśnięte z namysłem, ale oczy błyszczały inteligencją, kiedy bacznie mu się przyglądała. Do Tony'ego zaczęło docierać, że być może ma więcej sprzymierzeńców niż początkowo zakładał.
- Właźcie do środka - powiedział, głową wskazując ciepłe światło palące się wewnątrz. - Ale nie oczekujcie za wiele. Nawet ja sam do końca nie wiem, co się wydarzyło.
- Tylko nie mów, że się potknąłeś - wymamrotał za nim Barton, ale stukot kroków na kamiennej podłodze świadczył o tym, że zdecydowali się wejść z nim do środka.
To było… było dobre, pomyślał Tony. Był nieco zdziwiony tym, że węzeł w jego klatce piersiowej nieco się rozluźnił. Więc Avengersi jednak nie rzucili go ot, tak na pożarcie tym biurokratycznym psom. Cóż, a w każdym razie nie wszyscy. Ale gdyby Hawkeye i Czarna Wdowa, dynamiczny duet SHIELDu, stanęli po jego stronie, to w połączeniu z Pepper i Rhodeyem, cóż… Być może mimo wszystko Tony nie potrzebował Steve'a Rogersa.
Ale biorąc pod uwagę trzymany przez niego w ręce papier, w którym stało czarno na białym, że rozprawa ma się odbyć za tydzień, czas pokaże - i to szybko.
- Zanim zaczniemy, mam pytanie - powiedziała Natasza, kiedy weszli do salonu. Rzuciła swoją torbę obok oparcia kanapy.
- Dobra, ale jeśli dotyczy ono seksu, to zachowaj je dla siebie.
Natasza spojrzała na niego, uniosła sugestywnie brwi i nie powiedziała ani słowa. Niemniej wyciągnęła pięćdziesiąt dolarów z rękawa i przekazała je Clintowi, który uśmiechnął się radośnie.
Ten jeden raz Tony wiedział, że lepiej nie pytać.
…
Należące do SHIELDu sale sądowe były zimne i pachniało w nich lakierowanym drewnem oraz wypolerowanym metalem. Tony, który siedział na miejscu przesłuchiwanych, miał idealny punkt do obserwacji, skąd doskonale widział, komu SHIELD pozwoliło wejść do środka. Wewnętrznie odznaczał ludzi na liście, kiedy wchodzili. Musiał to pamiętać na wypadek, gdyby wszystko się posypało.
Podwójne drzwi z tyłu pomieszczenia dzieliły widownię na dwie części. Granica szła dokładnie na wysokości nawy, w której siedział Tony. W części, która, jak zadecydował, była po „jego" stronie, Pepper i Rhodey siedzieli razem, wertowali papiery i wyglądali na zestresowanych. Za nimi znajdował się Bruce Banner, który przywdział odpowiedni do sytuacji garnitur, ale wyglądał, jakby chciał się znaleźć gdziekolwiek indziej, byle nie tutaj.
Clint i Natasza zostali usadzeni za nieprzeniknionym jak zawsze agentem Coulsonem, który bez wątpienia używał tabletu, żeby przejrzeć dowody, które pogrążą Tony'ego. Byli także obecni inni wybrani agenci SHIELDu i kilku ważniaków w garniturach, których nie rozpoznawał, ale na sali nie było więcej niż trzydzieści osób, wliczając w to mających zeznawać świadków.
Tony pozwolił swoim oczom bezmyślnie wędrować po zgromadzonych, ale nigdzie nie dostrzegł znajomej blond czupryny. Czyżby ktoś ponownie zmienił rozkład dyżurów, żeby nie musiał się tutaj pokazać?
Jednak jego uwagę przyciągnął Fury, który wszedł na środek pomieszczenia. Jego płaszcz złowieszczo migotał, kiedy zbliżał się do Tony'ego. Z twarzy kierownika nie dało się nic odczytać, ale wszystko w jego postawie wręcz krzyczało, że podchodzi do sprawy na poważnie. Włączył mikrofon przypięty do klapy marynarki, po czym postukał w niego dwoma palcami, żeby sprawdzić, czy działa.
- Anthony Edwardzie Stark, stoisz tutaj oskarżony o pomoc i współpracę w ucieczce Lokiego Laufeysona z aresztu SHIELDu. Jak wygląda twoje wytłumaczenie?
Tony zauważył, że Fury nie marnuje czasu. A więc nie ma innego wyboru. Pochylił się do przodu tak, że był w zasięgu zamontowanego mikrofonu.
- Na rozbawione.
Pepper i Rhodey zesztywnieli. Bruce schował twarz w dłoniach. A Tony po prostu się uśmiechnął, kiedy Fury głośno wciągnął powietrze nosem i wbił spojrzenie w swoich agentów.
- Panie Stark, proszę podać uzasadnione wytłumaczenie.
- Dlaczego? - rzucił Tony, po czym odłączył mikrofon i oparł się o krzesło, wciąż trzymając go w dłoniach. - Wszystko dotyczące tego przesłuchania jest nieprawomocne, w tym twoje oskarżenia, a i tak masz zamiar zataić jego rezultaty, więc po co niby potrzebujesz wytłumaczenia?
Wyraz twarzy Fury'ego mógłby być równie dobrze wyciosany z kamienia.
- Proszę odnotować, że oskarżony zrzekł się prawa do podania wytłumaczenia. W tym wypadku najwyższe możliwe kary za wszystkie oskarżenia zostaną narzucone w zależności od rezultatów tego przesłuchania.
Tony uśmiechnął się kącikiem ust, kiedy spojrzał wprost w piorunujące go spojrzeniem oko Fury'ego.
- Nie moglibyście mnie zatrzymać, nawet gdybyście nie wiem jak się starali. Ale spoko, wal we mnie tym, czym masz. Jestem otwarty na propozycje. Prawdę mówiąc, wyświadczę ci przysługę i zakończę tę farsę. - Tony podniósł głos tak, żeby każdy mógł go usłyszeć. - Przyznaję się do wyłączenia Podwójnego Impasu.
Nagle sala eksplodowała kakofonią mówiących na raz głosów. Tony wychwycił między innymi, jak Rhodey soczyście i głośno przeklina. Pepper wyglądała, jakby zaraz miał jej pęknąć tętniak. Twarz stojącego przed Tonym Nicka Fury'ego wręcz oklapła ze zdumienia. Czegokolwiek się po Tonym spodziewał, z pewnością nie pomyślał o tym.
Kiedy hałas został uciszony, a protesty umilkły, Tony powstał i pochylił się nad swoją ławką.
- Agencie Coulson! Powiedz mi coś, proszę. Kiedy SHIELD może powiedzieć, że trzyma więźnia w areszcie?
- Panie Stark - powiedział stanowczo Fury i uprzedzająco podniósł rękę, żeby uciszyć Coulsona. - Proszę nie zwracać się do ludzi na widowni, kiedy jest pan przesłuchiwany.
Tony zmrużył oczy. Manipuluj tłumem, Stark.
- A więc ty mi odpowiedz, kierowniku. Ostatecznie to ty masz na wszystko odpowiedź, prawda? No to mam tutaj dla ciebie zagadkę: kiedy więzień SHIELDu nie jest więźniem SHIELDu? Czy mógłbyś mi to wyjaśnić?
Nozdrza Fury'ego rozszerzyły się wściekle. Cóż, pomyślał Tony bez cienia litości, jeśli nie chciał, żebym wykłócał się o prawnie przysługujące podejrzanemu przywileje, nie powinien był robić ze mnie oskarżonego.
- To ja tutaj zadaję pyta…
- A więc ja ci powiem kiedy. Więzień SHIELDu nie jest więźniem SHIELDu, kiedy jest przetrzymywany w areszcie z pomocą niezarejestrowanej, nieprzetestowanej i niezaakceptowanej przez rząd technologii Stark Industries. Kierowniku, bardzo mi przykro, ale nigdy nie miałeś uprawnień do przemieszczania mojej własności ani używania jej. W tym wypadku Loki Laufeyson nigdy nie był twoim więźniem.
Fury dosłownie zamarł w miejscu. Zresztą tak, jak każdy znajdujący się w pomieszczeniu agent SHIELDu. Bruce Banner wyszczerzył się do Tony'ego zza ramienia Pepper. Wyglądał, jakby miał zaraz rzucić w niego swoimi bokserkami. Ale Tony jeszcze nie skończył.
- Ponadto chciałbym dodać, że Podwójny Impas pozostaje moją własnością, w związku z czym to do mnie należała decyzja o jego dezaktywacji z powodu nieuprawnionego użytkowania. Kierowała mną troska o bezpieczeństwo twoich agentów, rzecz jasna. Bóg wie, że w dzisiejszych czasach dostajesz to, za co płacisz. Albo też… nie, przykro mi, nie dam cienia szansy na wątpliwości. Czy zapłaciłeś mi za wersję beta Podwójnego Impasu? Panno Potts, czy mamy umowę sprzedaży?
Pepper idealnie przejęła pałeczkę. Zaczęła uderzać palcami w klawiaturę z łatwością, jaka przychodzi z doświadczeniem. Jej wyraz twarzy był ucieleśnieniem grzeczności i neutralności, ale jej oczy błyszczały od gwałtownej radości.
- Po przeszukaniu rejestrów mogę stwierdzić, że nie istnieje żadna umowa sprzedaży pomiędzy Anthonym E. Starkiem, jakąkolwiek z jego spółek ani stowarzyszonym z rządem zespołem, a mianowicie Avengersami oraz…
- W porządku, starczy tego dobrego - wyrzucił z siebie Fury. - Rozumiem, o co ci chodzi. - Pepper uśmiechnęła się do niego anielsko i zamknęła laptopa z kliknięciem.
Stojący na miejscu oskarżonego Tony przesunął wzrokiem po agentach ustawionych po tej stronie sali sądowej, która popierała Fury'ego. Wyglądali na nieco zdenerwowanych - poza Coulsonem, ale ten chyba był wiecznie naszprycowany jakimiś lekami, żeby nigdy nie tracić opanowania - a Natasza niemalże niezauważalnie skinęła mu głową, zanim z powrotem przeniósł spojrzenie na Fury'ego.
Twój ruch, stwierdził bezgłośnie Tony, prowokując go spojrzeniem. Interesy i rzeczy zgodne z prawem były cholernie nudne i gdyby miał chociaż pół szansy, raczej pracowałby teraz nad nowym projektem. Co nawet przez chwilę nie oznaczało, że nie miał odpowiedniej pamięci czy teoretycznej znajomości prawa, żeby grać z Furym na zwłokę aż do dnia sądu ostatecznego.
A Fury o tym wiedział.
- Dobra, Stark, chyba mnie pokonałeś. - Fury rozłożył ręce w geście przegranej. Tony kątem oka zauważył, że Natasza i Clint patrzą na siebie z konsternacją. Siedzący dokładnie naprzeciwko niego Rhodey zmrużył oczy. Znajdująca się z jego boku Pepper wsunęła palce do aktówki.
Tony nagle zaczął mieć bardzo złe przeczucie.
- Widzisz, zorganizowałem przesłuchanie tylko po to, żeby oczyścić moje sumienie. - Fury uśmiechnął się do niego lekko. - Prawda jest taka, Stark, że mogłem cię zniszczyć w tej samej chwili, w której wyłączyłeś to swoje urządzenie. Czego nie zrobiłem, bo, odkładając na bok osobiste konflikty, robisz kupę dobrych rzeczy. Więc pomyślałem, że zakończę wszelkie wątpliwości, które zgromadzeni tutaj mogli mieć na temat twojej winy w tej kwestii. - Fury pochylił się ku niemu lekko i skłonił głowę. - Dziękuję za przyznanie się na samym początku przesłuchania. Naprawdę, to było wszystko, co chciałem usłyszeć.
Zrozumienie rozlało się na twarzach jego przyjaciół; twarze osób, które dobrze znał i lubił, pobladły i znikły z nich uśmiechy. Zgodność z prawem. Kto jej niby potrzebował, kiedy razem z całą swoją organizacją było się ponad prawem?
Oszukany przez Nicka Fury'ego, pomyślał Tony pogardliwie. Cóż, to było wręcz obraźliwe.
- Zorganizowałeś przesłuchanie tylko po to, żeby mnie tutaj zwabić, prawda?
- I dać mi czas na przygotowanie się, gdyby którykolwiek z twoich przyjaciół zdecydował się zrobić coś głupiego - zgodził się z nim Fury. - Straciłeś naszą jedyną kartę przetargową, której moglibyśmy użyć, gdyby Asgard zwrócił się przeciwko nam, Stark. Thor jest, praktycznie rzecz biorąc, martwy. Ale mieliśmy Lokiego. W przypadku załamania przesłuchań, co się stało, gdybyś nawet ty nie zdołał go nakłonić do mówienia, Laufeyson miał być atutem, którego potrzebowaliśmy, żeby uniknąć wojny. Póki go nie wypuściłeś. - Fury walnął ręką w dzielącą ich barierkę i piorunował Tony'ego wzrokiem, póki nie wrócił na swoje miejsce. - Więc w tym wypadku czuję się nadzwyczajnie usprawiedliwiony odnośnie ignorowania należnego postępowania. Zdecydowałem wrzucić cię do celi i poczekać, aż równowaga na świecie przestanie się tak chwiać. Masz pojęcie, ile to może potrwać? Bo ja z całą pewnością nie.
Tony zerknął nad ramieniem Fury'ego i zobaczył, że Bruce Banner zaczął się podnosić z miejsca.
- Przepraszam najmocniej, ale…
Fury okręcił się na pięcie.
- Doktorze Banner, jeśli chociażby przeszło panu przez myśl pomalowanie wieży na zielono, powinieneś wiedzieć, że mam mały zespół ustawiony na pozycjach niedaleko prywatnej rezydencji niejakiej Elizabeth Ross. Bądź pewien, że to od twojego postępowania tutaj zależy, czy będzie miała dobry dzień, czy też niezwykle zły.
Bruce zatrzymał się w pół kroku i zamilkł. Spojrzał na Tony'ego i zacisnął szczękę. Po czym z powrotem usiadł, ale jego oczy były nieludzko zielone i wręcz kipiały wściekłością.
- Czy masz zamiar zabić albo zaszantażować każdego, kto ci się sprzeciwi? - zapytał ostro Rhodey. Jego oczy były zimne jak stal. - Ponieważ mam spotkanie o trzeciej, które być może powinienem odwołać.
O, Tony znał ten głos. To nie był dobry głos. Najwyraźniej Fury też tak uważał, ponieważ wyprostował się jeszcze bardziej. Jego uśmiech był tak pełen otuchy, jak wyraz paszczy rekina.
- Proszę się uspokoić, pułkowniku Rhodes, nikt dzisiaj nie umrze. Tony Stark ma zamiar pójść z nami w ciszy i spokoju ze względu na tych, których kocha. - Fury odwrócił się w jego stronę. - Nieprawdaż?
Agenci SHIELDu jak jeden mąż przybrali tę samą pozycję, dyskretnie udając, że składają się do strzału. Bruce wyglądał, jakby po cichu zastanawiał się, czy uda mu się rozedrzeć śledzionę Fury'ego na strzępy, zanim jego „zespół" zorientuje się, co się dzieje, i podejmie odpowiednie kroki. Pepper i Rhodey z kolei chyba z furią wysyłali wiadomości pod stołem, jak gdyby jakiekolwiek elektroniczne urządzenie mogło przesyłać dane z tego pokoju.
Mają mnie, pomyślał Tony odrętwiale, czując, jak świadomość tego osadza się na jego ramionach. Musiał im pozwolić, żeby go zabrali. Nie było innego wyboru. Natasza i Clint zrobili, co mogli, żeby znaleźć mu wszelkie istniejące luki prawne, usunęli wszelki nadzór z jego otoczenia, a nawet dali mu wytrych do kajdanek, bo istniała szansa, że zostaną mu założone przed przesłuchaniem. Pepper i Rhodey znajdowali argument za argumentem w jego obronie i wydzwaniali do wszystkich, którzy mieli na tyle władzy, żeby naciskać na SHIELD, aby doprowadzić do uwolnienia Tony'ego. I wszystko to na nic. Nie mógł narażać przyjaciół. Tony pochylił się powoli do przodu, wyciągając ręce w kierunku nieuniknionych kajdanek.
Dzisiejszy dzień nie był dniem cudów.
Oko Fury'ego błyszczało od satysfakcji.
- Proszę zanotować, że Tony Stark wreszcie wykazał odrobinę cholernego rozsądku. Agencie Coulson, proszę zaaranżować eskortę dla…
Znajdujące się z tyłu pomieszczenia podwójne drzwi otworzyły się gwałtownie.
Tony zamrugał, kiedy do środka wdarło się ostre światło, ale tej sylwetki nie dało się z pomylić z żadną inną.
Czarna skóra, jaką miał na sobie, była podarta, a każdy z zielonych elementów jego stroju pokrywała krew. Uwalane zaschłą krwią złoto błyszczało na jego szyi, nadgarstkach i klatce piersiowej. Z zabójczo zakrzywionym berłem w jednej ręce i płóciennym workiem w drugiej, Loki stąpał pomiędzy nawami, ledwo co rzucając okiem na agentów SHIELDu, którzy szamotali się, żeby wyciągnąć broń. Niemniej rzucił Fury'emu kilka celnych słów:
- Upominek dla ciebie, kierowniku. - Worek, który trzymał wcześniej w dłoni, prześliznął się przez podłogę połowy sali, póki nie uderzył w stopę Fury'ego z grzmotnięciem. - Lub być może obietnica. Świadcząca o tym, co się stanie z tymi, którzy mnie zirytują. - Worek rozpruł się na szwach, a zielone światło prześwitywało przez płótno, zachęcając do ujawniania zawartości.
Pepper krzyknęła cicho. Wszyscy pozostali po prostu stali i gapili się w milczącym szoku, póki Clint Barton nie parsknął dziwnie piskliwym śmiechem.
Fury po prostu się pochylił i podniósł głowę Skurge'a za miejsce, w którym została odcięta od kręgosłupa, po czym obrócił ją w rękach. Nagle zaczął wyglądać nieco niewyraźnie.
- Och, raczej jest prawdziwa - stwierdził Loki, odsłaniając zęby w czymś, co było bardziej prezentacją ostrych zębów niż uśmiechem. - A teraz wynoś się stąd i przestań mi stać na drodze albo zedrę też twoją głowę do pary.
Otwarcie ust, żeby odpowiedzieć, zamiast grzecznego posłuchania polecenia najwyraźniej było złym ruchem ze strony Fury'ego. Loki machnął berłem i brutalnie wbił jego tępy koniec pomiędzy żebra kierownika, po czym odepchnął go akurat na tyle, że kiedy obrócił berło, zakrzywiony koniec przeciął opaskę na oko i powiekę, odsłaniając pokrytą bliznami, białawą ruinę pod nią. Z przeciętej skóry popłynęła krew, a Loki zrobił wściekły krok naprzód, żeby wypełnić do końca swoją groźbę.
- Znalazłeś Amorę? - wypalił Tony, który jak zawsze nie potrafił się powstrzymać. Musiał wiedzieć. - Dlatego wróciłeś?
Loki obrócił się w jego stronę akurat na tyle długo, żeby jakiś idiota z tyłu zdążył wystrzelić. Kula uderzyła boga w tył głowy i najzwyczajniej w świecie odbiła się rykoszetem.
Pepper ponownie wrzasnęła, tym razem wysoko i z zaskoczeniem.
Wnętrzności Tony'ego wypełnił lód, kiedy zobaczył krew wykwitającą na rękawie jej jedwabnej bluzki. To tylko draśnięcie, pomyślał nieprzytomnie, patrząc, jak Rhodey wkracza do akcji i ściska ramię, kula nie przebiła…
Loki obrócił się niemalże nieśpiesznie, po czym zmienił nieszczęsnego agenta w kilkadziesiąt kawałków mięsa, a jego przesiąknięte krwią berło posłało mnóstwo pokrytej zielenią magii prosto w - i na wylot - klatkę piersiową faceta. Powstała w rezultacie fontanna krwi posłała pięcioro agentów w mdłościach na podłogę.
- Och, to było oczyszczające - wymamrotał Loki i uśmiechnął się słabo. Wbił oczy w spanikowany tłum. - Jeśli cenicie swoje niemające sensu ani znaczenia życia, mądrze postąpicie, upuszczając teraz broń.
Łoskotu wielu pistoletów uderzających o kafelki nie dało się pomylić z niczym innym. Niedaleko ławy Fury szamotał się, próbując się podnieść z tym, co wyglądało na kilka złamanych żeber i pęknięty mostek. Połowa jego twarzy była pokryta krwią.
- Czy przybyłeś tu - wyrzęził Fury - po zemstę?
Wyraz twarzy Lokiego przeszedł od barbarzyńskiego zachwytu do palącej wręcz wściekłości i z powrotem tak szybko, że Tony niemalże poczuł się jak smagnięty biczem. Coś złamało się w bogu oszustw i to coś ważnego. Albo też tak wygląda jego żądza krwi.
- Poniekąd. Ale, co istotniejsze, masz coś, czego potrzebuję. - Zielone oczy lśniły jak gwiazdy, płonęły wręcz od magii i złych zamiarów, kiedy wreszcie odwrócił się w stronę Tony'ego i zwrócił na niego całą swoją uwagę. - Zmusiłem ją do ucieczki tak szybkiej, że nie ma czasu ani zapału, by dotknąć jego duszy - stwierdził Loki i położył dłonie na lakierowanym drewnie, które ich dzieliło. Stali tak blisko siebie, że Tony widział, iż czerwone zacieki na zazwyczaj złotych elementach stroju to na sto procent krew. Wręcz z nich kapała i ani jedna jej kropla nie należała do Lokiego. - Skurge jest martwy, a Wiktor pozostaje tutaj. Jest całkiem sama i bardzo zdesperowana, ale jej magia pozwala na znalezienie środków, dzięki którym może wciąż uciekać. Dokładnie tak, jak ja wymknąłem się jej kiedyś, tak teraz ona umyka mi. - Ze skrzywienia jego warg można było dokładnie wyczytać, co o tym sądzi, ale Tony'ego rozpraszały jego ostre, długie i zabarwione na czarno paznokcie, wychudzona twarz i dłuższe o stopę ciemne włosy, które opadały mu na plecy.
Gdzie dokładnie był Loki?
I przez jak długo?
Tony zamrugał, usiłując pozbyć się tych myśli.
- Chcesz Podwójnego Impasu.
- Nie. - Loki podniósł berło i gwałtownie położył je na trybunie. Włosy i kawałki skóry wciąż trzymały się zakrzywionego końca. - Chcę, żebyś je wzmocnił.
Tony nie był typem, który często gapił się na coś z otwartymi ustami. Nie, na sytuacje, w których domagano się od niego niemożliwości, zachowywał pełen dystansu cynizm. Ale jego szczęka była cholernie blisko opadnięcia, kiedy dotarło do niego, że Loki tymczasowo przestał ścigać Amorę, żeby poprosić go o zmodyfikowanie jego magicznego berełka tak, żeby strzelało antymagicznym promieniowaniem w ruszające się cele. Jakby była to rzecz, którą Tony był w stanie zrobić i… i czy przypadkiem nie znajdował się na liście Lokiego tuż po Furym i jego zagarniturowanych kumplach? Kiedy to się zmieniło, do jasnej cholery?
- Proszę pana? Mamy w niego strzelać? - zapytał skądś łagodnie Barton. - Znaczy się, to wcale nie tak, że potrzebujemy urządzeń Tony'ego, żeby złapać psychicznego boga, który ma świra na punkcie władzy i jakąś dziwną urazę do nas, prawda?
Fury podniósł się już na nogi i opierał się na Coulsonie. Otoczone bliznami oko krwawiło brzydko, ale drugie patrzyło tak trzeźwo jak zawsze. Fury zerknął na Lokiego, a potem na Tony'ego i z powrotem na Lokiego, starając się wykombinować, co powinien zrobić.
Loki odwrócił się w jego stronę.
- Nigdy nie miałeś szansy na pokonanie mnie bez swoich Avengersów, kierowniku. - Jego słaby uśmiech wyglądał jak wyraz rozbawienia wycięty na ustach nożem. - Ilu stoi teraz po twojej stronie? Brakuje kapitana, a twój Hulk z równym prawdopodobieństwem rozedrze cię na kawałki, co zaatakuje mnie. Esencja Thora leży pogrążona we wzburzonym śnie i znajduje się całe wymiary z dala od ciebie. Twoi wytrenowani zabójcy nie mogą nic na to poradzić, ale podobnie jak rekiny wyczuwają krew w wodzie.
Loki podszedł w kierunku Fury'ego, zostawiając Tony'ego z berłem, a jego wzrok przenosił się z kierownika na Coulsona, jakby nie wiedział, kogo powinien zabić pierwszego. Korzystając z tego, Rhodey przeskoczył przez drewnianą barierkę odgradzającą od siebie części pomieszczenia i podbiegł do Tony'ego.
- Jeśli pozwolisz mu zabić kierownika SHIELDu, ściągniesz na nasze głowy polityczny huragan gówna, Tony - wyszeptał zdecydowanie Rhodey. - Zmuś go, żeby przestał!
- Ale niby jak? - odszeptał. - Na wypadek, gdybyś nie zauważył, gość jest walnięty!
- Nie wiem! Pokaż mu swoją łydkę czy coś!
- Ły… a co to niby ma znaczyć? Nie jestem jakąś podstarzałą wiktoriańską wdową, Rhodey.
- Hej, nawet nie wyobrażasz sobie, jak bardzo jestem na nich wkurwiony, Tony, ale musisz odwrócić jego uwagę albo będziemy brodzić we krwi. Policzysz się z Furym później, na razie musisz założyć kaganiec tej uroczej istotce. - Wskazał palcem na Lokiego, który okrążał Fury'ego pod czujną obserwacją shieldowskich asów. - Najlepiej zanim Banner straci kontrolę nad sobą. - Tony zerknął nad ramieniem Rhodeya i doszedł do wniosku, że Bruce wygląda, jakby miał poważne problemy z ciśnieniem.
Cholera by to wzięła.
- Prawie mnie mieli, Rhodey - powiedział Tony przez zaciśnięte zęby. - Ale Lokiego udało im się uwięzić naprawdę. Na całe trzy tygodnie. I ty chcesz, żebym kazał mu przestać? Tak jakby facet w ogóle zamierzał łaskawie rozważyć moje słowa?
Rhodey przez chwilę wpatrywał się w niego bez wyrazu, powoli łapiąc wszystko, czego Tony nie mówił na głos. Pewnie miał to wypisane na twarzy czy coś. W sumie sam nie wiedział, co chciał mu przekazać, ale wiedział jedno…
Jego ciąg myśli urwał się, kiedy Rhodey wyciągnął pistolet i wycelował lufą w skroń Tony'ego.
- Loki, powstrzymaj te swoje maniackie zapędy albo rozwalę głowę mojemu najlepszemu przyjacielowi.
Loki zesztywniał i powoli odwrócił się w stronę Tony'ego. Powiedzenie, że wyglądał na niezadowolonego, byłoby niedopowiedzeniem, stwierdził Tony. Rhodey wpakował mu przedramię pod brodę, żeby przytrzymać go w miejscu.
- Ach. Więc większe dobro przebija więzi przyjaźni. - Loki odsunął się od Fury'ego i Coulsona, który spocił się, jakby ktoś kazał mu zjeść jego własny pistolet, ale poza tym nie wyglądał na poruszonego. Stojący przy Tonym Rhodey był zwartym i gotowym przykładem wzorowego żołnierza. Dupek. Co za idiotyczny szantaż sobie wymyślił.
- Zamorduj tych, którzy cię torturowali. Nie ma sprawy. Nieszczególnie mnie to obchodzi - powiedział Rhodey, a jego głos nie zdradzał niczego poza stalowym zdecydowaniem. - Ale Fury i SHIELD zostają bez uszczerbku, a wtedy będziesz mógł mieć Tony'ego. Zaatakuj ich, a wpakuję kulkę w jedynego faceta, który może ci pomóc.
- W przyszłym roku nie wysyłam ci kartki na Święta - mruknął Tony, kiedy Rhodey zmusił go do podniesienia się, częściowo używając jego ciała jako tarczy. Loki zbliżał się w ich stronę. Opuszki jego palców iskrzyły się jakąś zielono-czarną energią.
Och, na litość…
- Jeśli go zabijesz, nie ma mowy, żebym ci pomógł - stwierdził Tony z irytacją. Ponieważ pierdolić Thora, jeśli dla jego dobra ma ucierpieć Rhodey.
Loki natychmiast się zatrzymał.
- Grozi, że cię zabije, Stark. - Jego niedowierzanie było namacalne.
- Ostatnio wszyscy grożą, że mnie zabiją. Rhodey ma po prostu więcej powodów niż większość z nich. - Tony pociągnął nieco w dół przytrzymujące go ramię, żeby móc łatwiej oddychać. - Dobij targu, Loki, i możemy zacząć budować ci berło.
Na krótką chwilę wszyscy obecni w pomieszczeniu wstrzymali oddech, czekając, aż pewien niemożliwie żądny krwi, szaleńczo potężny, mityczny czarnoksiężnik użyje swoich zdolności rozumowania i podejmie odpowiednią decyzję.
Była to bez cienia wątpliwości najdłuższa chwila w życiu Tony'ego.
Furia wykrzywiła twarz Lokiego, ale emocjonalny instynkt dzikiego zwierzęcia został ujarzmiony. Tony wiedział, że wygrali, kiedy zobaczył samo ułożenie jego ramion. A później iskra tańcząca na opuszku palca Lokiego znikła.
- Akceptuję twoje warunki - powiedział powoli, cedząc każde słowo pomiędzy zaciśniętymi zębami. - Przeklinam was wszystkich.
No, to zabrzmiało jak najszczersze wyznanie uczuć, na jakie Loki się kiedykolwiek zdobył, zadecydował Tony, kiedy Rhodey go puścił, a pistolet z powrotem zniknął za jego paskiem.
- Chyba powinienem zmienić spodnie - usłyszał jego mamrotanie Tony. Prychnął.
- Dzięki Bogu, że facet nic o tobie nie wie albo od razu zorientowałby się, jak bardzo zmyślasz z tą ofertą. - Tony zamilkł na chwilę. - A tak swoją drogą, co się stało z twoją zamorską misją?
- Dostałem specjalną przepustkę, żeby uratować ci tyłek, a co innego niby mogło się stać? Zgaduję, że paru oficerów wyższej rangi wciąż ma nadzieję na odnowienie kontraktu ze Stark Industries.
- Komplementy. - Tony podniósł berło obiema rękami, ostrożnie ignorując krew i kawałki Skurge'a na jednym z końców. Jak niby, u licha ciężkiego, Loki obciął mu tym głowę? Facet miał przecież kark jak byk. - Antymagiczne magiczne berło. Muszę być szalony. Jak niby mam oddzielić…
- Dojdziesz do tego prędzej czy później - odparł zwięźle Loki. - Na razie powinniśmy powrócić do twojego warsztatu. - Biorąc pod uwagę rękę o ostrych paznokciach, którą wyciągnął przed siebie, najprawdopodobniej miał zamiar ich tam teleportować. Tony doszedł do wniosku, że dostaje choroby lokomocyjnej na samą myśl o magii jako środku transportu.
- Nie może tam pójść - powiedział Bruce z rezygnacją. Wciąż siedział w sali, ale jego tęczówki odzyskały swój normalny brązowy kolor. - Jego dostęp do wszystkiego został unieważniony, a urządzenia skonfiskowane. Nawet Jarvis. Odzyskanie i uruchomienie wszystkiego zajmie przynajmniej dwadzieścia cztery godziny.
Tony nie miał pojęcia, co miało oznaczać ostre spojrzenie, którym obdarował go chwilę później Loki, ale nie miał czasu na rozszyfrowywanie tego, jako że kolejny głos odezwał się z tyłu pokoju:
- Mogę przywrócić mu pełen dostęp.
Steve wyglądał na zmęczonego, lecz zdecydowanego, kiedy szedł w ich stronę, starając się nie nadepnąć na porzucone pistolety ani powiększającą się plamę krwi. Zobaczył głowę Skurge'a na podłodze i zacisnął szczękę, ale nie powiedział niczego, póki nie stanął twarzą w twarz z Tonym.
Przesunął białą kartę dostępu po stole. Biorąc pod uwagę fakt, że była oznakowana czerwonym „A" na wierzchu, nie dało się jej pomylić z żadną inną. Kiedy kwatera główna Avengersów została oficjalnie otwarta, a przepustki rozdane, Steve powiedział, że ich przeznaczenie jest zabójczo oczywiste. Tony wtedy tylko się zaśmiał i powiedział, że jeśli ktoś będzie w stanie obejść system zabezpieczeń rezydencji, zasłuży na to, żeby dołączyć do zespołu. Miał wrażenie, że wydarzyło się to jakieś sto lat temu.
- Wyciągnę wszystko ze skarbca - zaproponował Steve, kiedy milczenie się wydłużyło. Jego niebieskie oczy patrzyły na Tony'ego.
- Nie ma potrzeby - odparł krótko i przesunął kartę z powrotem do niego. - Lepiej będzie mi się pracowało w Stark Tower na poziomach prac badawczo-rozwojowych. Po prostu oddajcie Jarvisa i resztę mojego sprzętu. Rano przyślę kogoś, żeby go zabrał.
Steve mrugnął raz.
- Al… w porządku, dopilnuję, żeby to zostało zrobione - odparł dotknięty do żywego. Tony zignorował jego spojrzenie i obrócił się do Lokiego, który obserwował całą ich wymianę zdań swoim bystrym spojrzeniem. Stark po prostu nie był gotowy, żeby teraz porozmawiać o wszystkim ze Steve'em.
- Czy potrafisz przetransportować żywy ładunek bez zniszczenia go w trakcie? Nie chcę przybyć na miejsce bez nóg. Albo rąk.
- Jeszcze zauważysz, że nauczyłem się sztuczki lub dwóch, kiedy mnie nie było - odparł Loki i to była jedyna odpowiedź, jaką zamierzał dać. Ponownie wyciągnął rękę do Tony'ego. - A więc Stark Tower.
Tony zawahał się i rzucił okiem na resztę pomieszczenia. Pepper ściskała swoje zranione ramię i szeptała coś gorączkowo do Bruce'a, który bazgrał dla niej notatki. Clint i Natasza zbierali porozrzucane na podłodze pistolety i rzucali mu zadowolone spojrzenia. Mimo leżących tu i tam zębów agentów SHIELDu poruszali się lekko i prędko.
Nick Fury patrzył na niego z zaciśniętą szczęką. Krew na jego twarzy zaczęła już krzepnąć, ale wściekłość wydawała się dopiero budzić, kiedy patrzył na ich czwórkę. Gdy napotkał wzrok Tony'ego, ponownie skłonił głowę. Pełna godności kapitulacja, a przynajmniej tak to pewnie opiszą w kronice SHIELDu. Tony zamierzał brać, co mu dają.
Odwrócił się do Lokiego, który patrzył na niego zmrużonymi oczami, i nie mógł nie zacząć zastanawiać się nad tym, czy mądre jest wybieranie zła, które się już zna. W każdym razie niezależnie od tego, czy było to częścią planów Lokiego, czy też nie, facet ocalił mu dzisiaj tyłek. A wszystkim, czego chciał w zamian, była broń, dzięki której będzie mógł odzyskać duszę brata. Biorąc pod uwagę okoliczności, była to uczciwa cena.
Tony wyszedł mu naprzeciw i chwycił wyciągniętą w swoją stronę dłoń, wiedząc, że nawet jeśli to tylko zawieszenie broni, Loki naprawdę powrócił. Niezależnie od tego, czy był wrogiem, przyjacielem czy niełatwym sprzymierzeńcem, jego ponowne pojawienie się oznaczało, że ryzykowny krok Tony'ego w pełni się opłacił.
Oznaczało to także, że Thor naprawdę ma szansę. Ze sprzętem Tony'ego i magią Lokiego połączonymi w jedno w kosmosie nie było nawet jednego ciemnego zakątka, w którym Amora mogłaby się skryć.
Więc nawet jeśli płomienne spojrzenie Lokiego wciąż obiecywało mu zapłatę, kiedy to wszystko się skończy, nawet jeśli to, jak owinął swoje palce wokół dłoni Tony'ego, sprawiło, że temu zacisnęło się coś w klatce piersiowej, mieli cel, na którym należało się skoncentrować. I przez chwilę będzie to dla Starka wystarczająco dobre.
Miał tylko nadzieję, że będzie to też wystarczająco dobre dla Thora.
