Od tego rozdziału wszystko się zaczęło. Kiedyś miałam dziwny pomysł na oneshota w którym Cameron i Allison idą na zakupy. ;) Potem miałam jeszcze jeden pomysł na innego oneshota (kiedyś przeczytacie go jako chapter tego opowiadania). Myślałam jakby tu sprawić, żeby Cam i Allis mogły się spotkać w mniej tragicznych okolicznościach niż w serialu, no i wymyśliłam. Tak oto powstało opowiadanie "Crazy Times", a oneshot o zakupach stał się jednym z jego chapterów. Takim troszkę jakby 'oderwanym' od reszty i lightowym, ale mam nadzieję, że się spodoba.

Wiem jak faceci "kochają" robić zakupy, szczególnie z kobietami, więc ten rozdział dedykuję wszystkim prawdziwym mężczyznom.

Dodatkowo - fioletowa kurteczka z dedykacją dla jacekjana. ;)

Trzynastek - dzięki za uwagi, były rzeczowe więc się przydały ;)).


Kobiety, cyborgi i zakupy

Następny dzień zaczął się od realizacji planu Jacka. Wszystko po kolei. Najpierw fałszywe dokumenty. Tym postanowiła się zająć Sarah. Nadal miała przecież tu i ówdzie przydatne kontakty. Z uwagi na to że jest poszukiwana, wyjście było trochę ryzykowne ale stwierdziła, że sobie poradzi. W końcu to Sarah Connor.

Jack, Cameron i Trzynastka natomiast zdecydowali zacząć od sprzedaży kilku diamentów. Cameron polegając na wcześniejszych doświadczeniach pokierowała tą akcją. Udało się, ku zaskoczeniu Jacka i Trzynastki, szybko i bez problemów. Potem wypadałoby rozejrzeć się za jakimś domem lub mieszkaniem, ale jego kupno lub wynajem bez żadnych dokumentów tożsamości byłoby czynnością niemożliwą. Poza tym starający się o to facet w starym, wojskowym płaszczu i dwie bliźniaczki, z których jedna ma pół twarzy zasłonięte czarnym szalem a druga chodzi ubrana w kombinezon mechanika, wzbudzaliby podejrzenia – delikatnie mówiąc. Najpierw więc postanowili zorganizować jakieś ubrania, tym samym przechodząc do tej przyjemniejszej części planu.

Znaleźli dość duże centrum handlowe. Z braku samochodu poruszali się pieszo, od czasu do czasu przykuwając uwagę przechodniów – co ich trochę martwiło. Jack stwierdził jednak, że póki nie zrobią nic niezgodnego z prawem * to są bezpieczni, przecież żadne z nich formalnie nie jest poszukiwane, są tylko 'dziwakami na ulicy'.

Kiedy weszli do sklepu to Trzynastce aż zakręciło się w głowie. Nigdy nie widziała czegoś takiego. Tyle kolorów, hałasu i ludzi, z których jedni beztrosko się przechadzali a drudzy zmierzali gdzieś w pośpiechu. Jack lepiej pamiętał jak wyglądało życie przed Dniem Sądu więc łatwiej mu się było w tym wszystkim odnaleźć, zresztą on był typem faceta który chyba w każdej sytuacji umie się odnaleźć. Dla Trzynastki za to był to nie mały szok. Ci ludzie, domy które nie wyglądają jak kupa gruzu, samochody jeżdżące po ulicach, dzieci idące do szkoły a teraz jeszcze ten sklep – za dużo było tego wszystkiego.

- W porządku? – widząc jej niepokój zapytał Jack.

- Tak, nic mi nie jest. Po prostu to wszystko… cały ten świat…

- Rozumiem – w geście pocieszenia delikatnie chwycił ją za ramię – ale będzie dobrze, przyzwyczaisz się – posłał jej dodający otuchy uśmiech. – Teraz chodź, nie zamierzam oszczędzać, kupimy ci jakieś ładne ciuszki i od razu poczujesz się lepiej.

- Taa… pewnie bikini – powiedziała sarkastycznie.

- Czytasz w moich myślach słonko.

Po chwili dotarli do części odzieżowej. Zaczęli się rozglądać za czymś odpowiednim dla nich. Nie było to jednak takie proste. Ilość ubrań leżących na półkach i równo porozwieszanych na wieszakach ich przytłaczała.

- Mogę w czymś pomóc? – dostrzegając ich zagubienie, zza rogu wychyliła się ekspedientka z szerokim, plastikowym i przyklejonym do twarzy uśmiechem.

- Tak moja droga – równie sztucznie, uśmiech odwzajemnił Jack. – Widzisz, nie jesteśmy stąd. Dopiero co przyjechaliśmy, z daleka. Potrzebujemy jakichś ubrań w których będziemy mogli poczuć się… jak tutejsi, rozumiesz?

- Tak, tak, oczywiście – kobieta uśmiechnęła się jeszcze szerzej niż poprzednio, mierząc ich wzrokiem. – Nie takie historyjki już słyszałam – dodała pod nosem.

- Pomożesz nam wybrać coś odpowiedniego? A kiedy to mówię to mam na myśli coś naprawdę odpowiedniego. Nie chcę żeby żadne z nas chodziło w pierwszym lepszym byle czym.

- Rozumiem, ale… zakupy w naszym sklepie… kosztują… - powiedziała do nich powoli jakby byli opóźnieni w rozwoju.

Jack w odpowiedzi wyjął z kieszeni pokaźny zwitek banknotów. – Czy tyle wystarczy?

Oczy ekspedientki aż zabłyszczały z radości – Sądzę że tak – tym razem jej uśmiech wydawał się szczery. Zapewne myślała już o prowizji, od sprzedaży, jaką dostanie jeśli wciśnie tej trójce dziwaków jak najwięcej się tylko da.

- Proszę tędy – poprowadziła ich między wieszakami. – Lucy, Victoria, chodźcie tu.

Na te słowa nagle, jak spod ziemi pojawiły się dwie młode kobiety (blondynka i brunetka). Każda z nich z tak samo sztucznym uśmiechem i karteczką 'Praktykantka' przyczepioną do bluzki.

- Zajmijcie się paniami. Doradźcie im i wybierzcie wszystko co potrzeba – poleciła im ekspedientka, która najwyraźniej była ich zwierzchniczką. – Tym panem ja się zaopiekuję osobiście – chwyciła Jacka pod ramię. – Do działu męskiego tędy…

Ekspedientka i kapitan zniknęli za rogiem a Cameron i Trzynastka zostały z praktykantkami.

- No to w czym możemy pomóc? – zapytała brunetka - Lucy.

- Emm… - Trzynastka nie wiedziała co powiedzieć.

- Siostra i ja jesteśmy z daleka, u nas panuje inna moda. W Los Angeles nie chcemy chodzić w tym co przywiozłyśmy ze sobą. Potrzebujemy ubrań w których będziemy wyglądały jakbyśmy były stąd – z opresji wyratowała ją Cameron.

- Siostra? – mruknęła pod nosem zaskoczona Trzynastka.

- Ach no tak oczywiście, bliźniaczki! Jak mogłam nie zauważyć wcześniej. Jesteście przecież podobne jak dwie krople wody – wykrzyknęła blondynka - Victoria. – Mamy dla was wybrać identyczne ubrania? To by było dość urocze.

- Nie! – powiedziały jednocześnie i dobitnie Cameron i Trzynastka. – Zdecydowanie nie.

- Dobrze więc, zaraz coś wymyślimy. Proszę tędy – Lucy pokierowała je w przeciwną stronę niż poszedł Jack.

- Obie macie świetną figurę więc będzie na was pasowało wiele rzeczy, możecie sobie nawet pozwolić na duże wzory geometryczne lub kwiatowe ** – powiedziała Victoria – ale może na początek to? – Podała Trzynastce kremowy, kaszmirowy płaszcz.

- No cóż… - zaczęła dziewczyna – nie wiem, może coś bardziej…

Cameron w tym momencie wypatrzyła wiszące na wieszakach skórzane kurtki. Podeszła do nich i szybko wybrała odpowiedni rozmiar oraz kolor. Wzięła do ręki fioletową kurteczkę.

- Ja chcę to – powiedziała do Lucy – Miałam kiedyś identyczną.

Trzynastka szybko porzuciła kaszmirowy płaszcz i podeszła do terminatorki.

- Ładne, ja też taką chcę.

- Och… widzę że macie podobne gusta, ale to zrozumiałe, w końcu jesteście bliźniaczkami, tyle że mówiłyście, że nie chcecie się ubierać tak samo – odpowiedziała im Victoria.

- No tak… to ja wezmę czarną – Trzynastka chwyciła pierwszą czarną kurtkę jaką wypatrzyła.

- To nie nasz rozmiar – powiedziała Cameron i zaczęła przeszukiwać wieszaki, po chwili znalazła odpowiedni. – Ta będzie dobra.

- Och… dzięki… - Trzynastka wzięła od niej ubranie.

- Kupujemy je – powiedziała do praktykantek Cameron.

- Nie chcecie przymierzyć? – zapytała Lucy.

- Nie ma takiej potrzeby. Wiem, że są odpowiednie – odpowiedziała terminatorka.

- Dobrze więc, odłóżmy je na bok – Victoria wzięła od nich kurtki. – A teraz chodźmy dalej.

- Nie chce pani zdjąć tego szala? – podczas spaceru przez sklep Lucy zwróciła się do Cameron – Będzie pani wygodniej.

- Nie – krótko odpowiedziała terminatorka.

- Ale… - sprzedawczyni chciała kontynuować, przerwała jej jednak Trzynastka. Tym razem to ona wybawiła terminatorkę z niezręcznej sytuacji.

- Siostra niedawno przeszła operację oka. Teraz musi je przez jakiś czas chronić przed światłem. Przestrzega tego bardzo starannie.

- Och… rozumiem – odparła, trochę bez przekonania, Lucy.

- To teraz może jakieś sukienki? – wtrąciła się Victoria. – Niedawno mieliśmy nową dostawę – wskazała na wieszaki koło których właśnie przechodziły.

- Nie potrzebujemy sukienek – powiedziała Cameron.

- Dlaczego nie? – sprzeciwiła się Trzynastka. – Ja chcę sukienkę, nigdy żadnej nie miałam… - zasmuciła się lekko.

- Naprawdę nigdy nie miała pani sukienki? Ciężko w to uwierzyć – Victoria była zaskoczona.

- Emm… to znaczy, nie, miałam, oczywiście że miałam – Trzynastka starała się zatuszować tą małą wpadkę – chodziło mi o to, że nigdy nie miałam tak ładnej sukienki jak te tutaj – dla podkreślenia wypowiedzi szybko chwyciła materiał pierwszej z brzegu kwiecistej sukienki.

- … no skoro tak, to coś wybierzemy, pokażę pani te najodpowiedniejsze – praktykantka poprowadziła dziewczynę w stronę innych wieszaków.

Natomiast druga z nich – Lucy – została z Cameron.

- Jeśli dobrze rozumiem to woli pani styl… mniej elegancki, a bardziej swobodny, czy tak?

- Tak, jest praktyczniejszy – odparła Cameron.

- Rozumiem. Chodźmy więc dalej, pokaże pani jeansy.

Po kilku godzinach…

Cameron i Trzynastka nazbierały już całkiem pokaźny stos ubrań, butów i innych potrzebnych szpargałów. Po chwili dołączył do nich Jack. Niósł kilka toreb a za nim szła rozszczebiotana ekspedientka. Jak się dowiedział miała na imię Jenny. Jack cały ubrany był na czarno. Półbuty, spodnie i koszula. Do tego czarny pasek ze srebrną klamrą. Najwidoczniej postanowił założyć coś nowego i dość eleganckiego. Całkiem innego niż to w czym przybył z przyszłości.

- Hej dziewczyny i jak wam idą zakupy?

- Już skończyłyśmy – odpowiedziała mu Cameron.

- Tak, chyba mamy już dość ubrań – poparła ją uśmiechnięta Trzynastka – ale to była świetna zabawa!

- Cieszę się, że ci się podobało, mała. Mam coś dla ciebie. Natknąłem się na to po drodze – rzucił jej mały pakunek.

- Co to?

- Otwórz – uśmiechnął się zawadiacko.

Trzynastka otwarła pudełko i jej oczom ukazało się… żółte bikini.

- Co to ma być? – zapytała dziewczyna.

- No jak to co? Obiecane bikini. Nie sądziłaś chyba, że zapomnę? Będzie ci w nim do twarzy.

Dziewczyna wyjęła kostium i go rozłożyła. Jej źrenice aż się rozszerzyły na widok tego z jak małej ilości materiału uszyte zostało wspomniane bikini.

- Co? To ma być to? Nie zamierzam nosić czegoś takiego – zdenerwowana powiedziała Jackowi.

- Czemu nie? – zapytał zawiedziony.

- Bo nie – syknęła przez zaciśnięte zęby.

- Jeszcze cię przekonam… a jak nie ciebie to Cammy – już nie wyglądał na przejętego. – Drogie panie – zwrócił się do ekspedientek – proszę zapakować wszystko co wybrały dziewczyny, a widzę że trochę zaszalały, i podliczyć.

- Oczywiście – powiedziała Lucy i razem z Victorią ruszyły do kasy.

- Czy mogę jeszcze w czymś pomóc? – zapytała Jenny.

- Właściwie to tak, moja droga. Cam – zwrócił się do terminatorki – znasz może rozmiar Sary?

- Tak.

- Świetnie. Jenny, pomóż Cameron wybrać jeszcze coś dla naszej znajomej, dobrze? Coś eleganckiego, myślę że taki powinien być jej nowy styl.

- Oczywiście – powiedziała Jenny. Po czym oddaliły się z Cameron.

- Chodź – Jack powiedział do Trzynastki – zobaczymy jak idzie pakowanie. Przy okazji, z tego co kupiłyście, wybierzemy dla ciebie i dla Cam coś w co teraz będziecie się mogły przebrać.

- Jak to teraz?

- No nie będziecie chyba dalej chodzić w tych szmatach? Ludzie się przecież gapią, zresztą te ekspedientki też były w lekkim szoku.

Trzynastka spojrzała na swój kombinezon – No może masz rację, te ubrania które wybrałyśmy są znacznie ładniejsze.

Po chwili Cameron i Jenny wróciły wraz z eleganckim kostiumem kolorze grafitowym, pasującymi szpilkami i zieloną bluzką z żabotem ***. Wszystko wyglądało na stosunkowo drogie.

- Super – powiedział Jack – Sarah będzie w tym wyglądała… ekhem – odchrząknął… no dobrze będzie. Bierzemy.

Jenny wzięła kostium i dołączyła przy kasie do Lucy i Victorii.

W tym momencie z przymierzalni wyszła Trzynastka. Miała na sobie czarno-białe, wysokie trampki; jasnoniebieskie, dość obcisłe jeansy; krótką, czarną kurtkę do kompletu i biały top.

- Fajnie wyglądasz słonko – skomentował Jack.

- Dzięki… i nie mów do mnie 'słonko' – powiedziała lekko poirytowana.

- Teraz ty się przebierz Cammy. Wybrałem już dla ciebie bluzkę. Wolałbym żeby miała większy dekolt, ale cóż… nie można mieć wszystkiego…

Cameron bez słowa wzięła bluzkę od Jacka i poszła do ekspedientek, przy kasie, wybrać resztę swojego stroju. Potem weszła do tej samej przymierzalni z której przed chwilą wyszła Trzynastka. Jack tymczasem postanowił zapłacić rachunek. Ku uciesze ekspedientek była to suma obrzydliwe wysoka.

Kiedy zabierał torby z zakupami to zauważył, że z jednej z nich wystaje fioletowa koronka. Zajrzał do środka i okazało się, że cała była wypełniona bielizną w przeróżnych kolorach i o różnych wzorach i fasonach.

- Serio? Aż tyle? – unosząc brew z niedowierzaniem zapytał Trzynastkę.

- Cameron mówi, że kobiety powinny mieć dużo bielizny – lekko zarumieniła się dziewczyna.

- Dobra. Niech wam będzie. Chodź, poczekamy na nią.

Jakiś czas później terminatorka odsunęła zasłonę i wyszła z przymierzalni. Ubrana była w czarne, skórzane kozaki z ciemnozłotymi klamrami, w środek były włożone spodnie rurki – również czarne. Miała też na sobie długą, dopasowaną, gładką bluzkę - w tym samym kolorze - z fioletowym napisem 'Kiss the girl' na środku i ściągaczami na dole i na przydługich rękawach – tą którą wybrał jej Jack. Do tego założyła swoją fioletową kurtkę. Twarz nadal miała zasłoniętą szalem.

- Świetnie wyglądasz kotku – z uśmiechem powiedział Jack.

- Dziękuję za komplement – odpowiedziała terminatorka. Nie czekała jednak na reakcję Jacka, tylko mówiła dalej – Co zrobimy z tymi rzeczami? – wskazała na leżące na ziemi jej wcześniejsze ubrania.

- Zabierzemy ze sobą, a potem wyrzucimy – powiedział Jack.

Cameron wzięła je więc i upchnęła w jednej z toreb. Trzynastka ze swoimi starymi ubraniami zrobiła dokładnie to samo.

Potem każda z nich wzięła po dwie torby, a Jack całą ogromną resztę, pożegnali się i opuścili dział odzieżowy.

Po 15 minutach…

- Jestem zbyt uroczy i przystojny, żeby być tragarzem – jęczał przytłoczony zakupami Jack.

Cameron i Trzynastka szły z przodu a on wlókł się mizernie za nimi – co kompletnie nie było w jego stylu. Powinien był zapłacić komuś za noszenie tych toreb, ale nie przewidział takiego obrotu spraw. Dziewczyny naprawdę zaszalały w części odzieżowej. 'Jak to kobiety' - westchnął ciężko.

- Zaraz wyjdziemy – pocieszała Trzynastka.

W tym momencie mijały jednak stoisko z kosmetykami. Cameron nie przeszła obok obojętnie, zatrzymała się.

- Czemu stoimy? – zapytał Jack.

- Właśnie? - dołączyła się Trzynastka.

- Każda prawdziwa kobieta musi mieć kosmetyki, a my nie mamy – Cameron zwróciła się do Trzynastki. – Chodźmy.

Nie czekając na jej odpowiedź zostawiła swoje torby Jackowi i ruszyła w stronę stoiska.

- Czekaj! – krzyknęła Trzynastka i również porzucając torby pobiegła za nią.

- No pięknie, teraz nie wyjdziemy stąd do jutra – mruknął pod nosem Jack podnosząc zakupy. - Jedyna korzyść będzie taka, że z makijażem będą zabójczo wyglądały – dodał z uśmiechem. Ta perspektywa bardzo go pocieszała.


- Ale tu tego dużo – rozglądając się powiedziała Trzynastka – nawet nie wiem do czego służy połowa z tych rzeczy, a o drugiej połowie tylko słyszałam.

Cameron podeszła do półeczki z cieniami do powiek. Wybrała kilka kolorów i włożyła pudełeczka do koszyka na zakupy.

- A to? – zapytała Trzynastka biorąc do ręki ciemny, różowy, brokatowy cień. – Ładnie wygląda.

- Tego nie bierzemy – odpowiedziała jej Cameron. – Jestem na 86,3% pewna, że Johnowi kiedyś nie podobałam się w tym kolorze.

- Johnowi? Jego przecież tu nie ma…

- Wiem – odparła Cameron i ruszyła dalej.

Trzynastka westchnęła, odłożyła cień na miejsce i poszła za nią.

- Teraz kredka do oczu i tusz do rzęs – powiedziała terminatorka wkładając je do koszyka. – To podstawa.

- Skąd tyle wiesz o… - zawahała się dziewczyna - zwyczajach ludzi, kobiet?

- Obserwuję i uczę się.

- Dlaczego? Terminatory nie mają potrzeby uczenia się, nawet nie potrafią.

- Chce wiedzieć więcej o gatunku ludzkim.

- Po co? – zaniepokoiła się Trzynastka.

- Jestem przecież infiltratorem, tak już zostałam skonstruowana. Nigdy nie miałam zablokowanej zdolności uczenia się, wręcz przeciwnie – odpowiedziała Cameron i poszła w stronę lakierów do paznokci.

Obserwując ją Trzynastka była zaciekawiona ale i zaniepokojona. Cameron była w tym momencie lepsza w 'byciu człowiekiem' niż ona. Doskonale czuła się w sklepie i wiedziała co robić – w przeciwieństwie do Trzynastki. Jeśli ktoś miałby tu wskazać osobę, która zachowuje się dziwnie i podejrzanie to na pewno nie byłaby to Cameron. Maszyna stała się perfekcyjna w naśladowaniu człowieka. Tak perfekcyjna, że ciężko ją odróżnić od istoty ludzkiej. Nikt nawet nie podejrzewa czym tak naprawdę jest Cameron. Teraz to zrozumiałe bo terminatory jeszcze nie powstały, ale co będzie w przyszłości? Będzie łatwiej? Nie ma na to gwarancji. A patrząc jak Cameron wybiera kolory lakierów do paznokci – robi coś tak zbędnego dla maszyny – Trzynastka była pewna, że nie będzie to proste.

- Skończyłaś już? – zapytała terminatorkę.

- Potrzebujemy jeszcze kilku rzeczy – ta odpowiedziała jej wkładając do koszyka nowe zakupy. Potem skierowała się w stronę półki z kosmetykami do pielęgnacji włosów.

Trzynastka ruszyła za nią.

- Włosy są ważne – mówiła Cameron. – Należy o nie dbać, ale to nie łatwe, trzeba im poświęcać dużo czasu.

- Aha. Rozumiem – Trzynastka cały czas obserwowała jak Cameron przegląda kolejne kosmetyki do włosów. Nagle zauważyła jak coś błysnęło na jej palcu. Czemu nie widziała tego wcześniej? To przecież… pierścionek od Jacka!

- Nosisz to?

- Tak. Założyłam kiedy przebierałam się w nowe ubrania.

- Ale dlaczego?

- Dziewczyny lubią błyskotki – terminatorka odpowiedziała jak gdyby nigdy nic i przeszła dalej, aby wybrać szampon do włosów.

- 'To zaczyna być dość… przerażające' – pomyślała Trzynastka lecz nie mając większego wyboru ruszyła za nią.

Jakieś pół godziny później…

Cameron zdecydowała w końcu, że mają chyba wszystko co potrzeba. Przynajmniej na razie. Dziewczyny poszły więc po Jacka aby zapłacił, bo to on nadal miał wszystkie pieniądze.

W ten oto sposób biedniejsi o kilkadziesiąt dolarów i bogatsi o kolejne wypchane torby Jack, Cameron i Trzynastka opuścili dział z kosmetykami.

Po drodze zatrzymali się jeszcze przy automacie do robienia zdjęć, żeby się sfotografować do fałszywych dokumentów. Trzynastka zrobiła zdjęcia za siebie i za Cameron – z wiadomych powodów.

Sarah była nieobecna więc będzie musiała jakoś potem sama dać sobie radę.

Kiedy w końcu wyszli z centrum handlowego to Jack zaprotestował, że nie będzie dźwigał tych wszystkich toreb, aż do dzielnicy portowej. Teraz byli nie wzbudzającą podejrzeń trójką młodych ludzi, wzięli więc taksówkę. Zawiozła ich ona do odpowiedniej dzielnicy, a do samego magazynu doszli już pieszo.

- No najwyższa pora! – krzyczała zdenerwowana Sarah. – Co robiliście przez prawie cały dzień?

- Mieliśmy przecież iść na zakupy. No to poszliśmy i kupiliśmy kilka drobiazgów – odpowiedział jej Jack, odkładając torby.

- Właśnie widzę, chyba przynieśliście tu cały sklep.

- Nie cały – rzeczowo powiedziała jej Cameron.

- Nie bój się kochana, dla ciebie też coś mamy – Jack podał jej torbę, w której był grafitowy kostium. – To tylko taka mała próbka, bo nie byliśmy pewni co będziesz chciała. Resztę ubrań kupimy ci potem.

Sarah zajrzała do torby.

- Kostium?

- Potrzebujesz nowego wizerunku. Myślę, że styl elegancki będzie do ciebie pasował.

- A to co? – ponownie zapytała kobieta wyjmując z torby rudą perukę.

- To też część twojego nowego wizerunku. Kupiłem jak dziewczyny buszowały po dziale z kosmetykami – uśmiechnął się Jack. – Myślę, że będziesz w tym seksownie wyglądać.

- Daruj sobie kapitanie, twoje teksty nie robią na mnie wrażenia. Nie lubię takich typków jak ty – powiedziała ostro Sarah i schowała perukę, a potem poszła odłożyć torbę.

- 'Twarda sztuka, ale lubię takie. Im trudniejsza gra, tym przyjemniejsza wygrana' – pomyślał Jack.

Trzynastka podeszła do Sary i podała jej zdjęcia, które zrobili. – To do dokumentów.

- Dobrze. Ja też sobie zrobię i dostarczę gdzie trzeba. Dokumenty będą gotowe za kilka dni. Wszystko załatwiłam.

- Super – wtrącił się Jack. – A jak będziemy się nazywać?

- Nie wiem. Imiona zostaną te same a nazwiska są nieistotne.

- Nazwiska? To znaczy że będziemy mieli różne? – zapytała Trzynastka.

- Najprawdopodobniej. Dowiemy się wszystkiego jak będą gotowe. A co do ciebie dziewczyno z przyszłości, to nie masz imienia więc jakieś ci wymyślą.

- Jakie?

- Nie wiem. Poczekamy, zobaczymy. A właściwie to… im szybciej tym lepiej. Zrobię sobie zdjęcie i dostarczę wszystko od razu. Nie ma sensu dłużej czekać.

Sarah wzięła torbę, którą wcześniej dał jej Jack i skierowała się do wyjścia.

- Bądźcie grzeczni – rzuciła na odchodne.

- No to zostaliśmy sami moje panie. Co robimy? – z szelmowskim uśmiechem zapytał Jack.

- Ty idź może pozwiedzać, a ja zamierzam przymierzać nowe ubrania. Ratowanie świata może chwilę poczekać – odpowiedziała mu Trzynastka.

- Pokażę ci jak się robi makijaż – zwróciła się do niej Cameron.

- Serio? Wow, dzięki – tego dziewczyna się nie spodziewała.

Jakie są motywy Cameron? Czemu to zaproponowała? Chce być miła bez powodu? Maszyna miła? Paranoja…ale przecież całe jej życie to jedna wielka paranoja – nawet to że tu teraz jest. Z zamyślenia wyrwał ją dopiero głos Jacka.

- Będziecie się przebierać i malować a ja mam wyjść? To niesprawiedliwe.

- Daj spokój Jack. Idź już lepiej. – Trzynastka wzięła go pod ramię i praktycznie wypchnęła za drzwi.

- No, ale słonko… - próbował protestować, ale dziewczyna nie dała mu szansy.

- Dobra, dobra – powiedziała i nacisnęła guzik zamykający wejście do magazynu.

- To co mówiłaś Cameron? Makijaż? – zapytała odwracając się do terminatorki.

- Tak, makijaż…


Przypisy:

* właśnie dlatego nie ukradli samochodu. (Nie wiem po co to piszę ale uznałam, że napiszę – chyba mam obsesję na punkcie wyjaśniania różnych głupot w tym opowiadaniu – czemu tak a nie inaczej). Zaparkowaliby kradziony samochód pod centrum handlowym? Czekałby aż zrobią zakupy? Policja mogłaby się nim zainteresować, a nikt nie chce takiego kłopotu. Czy traciliby czas na pozbywanie się go i potem szukanie następnego, żeby nim wrócić? Szczególnie że żadne z nich, oprócz Cameron, nie znało miasta. Postanowili więc poczekać aż będą mieli dokumenty i po prostu kupić samochód. Jeśli to was nie przekonuje to podam inny miażdżący argument czemu szli pieszo – bo ja tak chcę i już :P

** duże wzory pogrubiają optycznie więc powinny je nosić tylko szczupłe osoby – bo ich to nie pogrubi – takie osoby jak Cameron lub Trzynastka.

*** żabot (wyjaśnienie dla facetów – bo dostałam sygnał, że mogą nie wiedzieć - rodzaj ozdoby z udrapowanego (czyli jakby zmiętego i zsuniętego do siebie) materiału umieszczany pod szyją na przedzie sukni lub bluzki damskiej, ewentualnie na przedzie koszuli męskiej – ale to głównie w dawnych czasach. Żabot jest obecnie częścią polskich strojów sądowych – na pewno wiecie o co chodzi.