Rozdział 10 – Odkrycie
For those days we felt like a mistake,
Those times when love's what you hate
Somehow
We keep marchin' on*
Marching On – One Republic
Angela Montenegro, a teraz już Hodgins, nigdy nie należała do osób wścibskich. Może nie spędzała całych dni przy oknie obserwując swoich sąsiadów, ale zawsze wiedziała, co w trawie piszczy. Dlatego, od słowa wścibska wolała określenie „bardziej zorientowana". I ten jej szósty zmysł, który sprawiał, iż zawsze wiedziała więcej i lepiej, był niezastąpiony w Instytucie Jeffersona. Nikt tak jak Angela nie potrafił rozpoznawać nastrojów swoich przyjaciół, i nikt tak jak ona nie potrafił pocieszyć dobrym słowem czy gestem. Była powszechnie lubiana i nawet stażystki z innych działów Jeffersonian mówiły jej „cześć" lub zapraszały na kawę. A, że artystka była osobą towarzyską, chętnie przyjmowała takie zaproszenia. Czasami dobrze było poplotkować. Nie to, żeby Angela miała pretensje do Temperance o to, że tamta nie plotkuje. Co to, to nie. Z Bren rozmawiała na inne tematy, czasem poważniejsze, czasem zwyczajne, a czasem po prostu typowo kobiece, ale zawsze dobrze czuły się w swoim towarzystwie niezależnie od tego jak trudny temat był poruszany na ich spotkaniu. Dziś również poruszyły taki temat. Tempe opowiedziała jej całą historię dotyczącą jej i Bootha i teraz artystka wykonując polecenie Seeleya, które przekazała jej Bren, miała dużo czasu na zastanawianie i analizowanie. I nie mogła pojąć jak ta dwójka mogła tak zbłądzić. Tak pogmatwać swoje losy. Przecież tyle razem przeszli, pokonali Grabarza (trzykrotnie), przeżyli „śmierć" Bootha i przetrwali jego chorobę... Czy teraz o tym zapomnieli?
— Życie naprawdę jest ciężkie — mruknęła Angela i na powrót zajęła się sprawdzaniem osób, które posługiwały się Barettą, tak jak polecił jej Seeley.
.::.
Tymczasem Bones wykonywała swoje zadanie. Na monitorze komputera oglądała zapis wideo z przesłuchań jakich dokonał Booth, kiedy jej jeszcze nie było w Waszyngtonie. Dzięki temu mogła przypomnieć sobie jakim profesjonalistą był jej partner i z jakim zaangażowanie podchodził do każdej sprawy.
Pierwsze nagranie było typowym przesłuchaniem. Booth zadawał pytania a Thomas Winchester senior odpowiadał. Nic nadzwyczajnego, Tempe nie zauważyła niczego, co mogłoby okazać się przydatne. Może tylko to, że mężczyzna za bardzo nie cierpiał po stracie syna? Kolejnym przesłuchiwanym był właściciel budynku, w którym znaleziono ciało Toma Winchestera.
— Czy nie słyszał pan żadnych niepokojących dźwięków? — zapytał Booth.
— Nie. Ta okolica należy do naprawdę spokojnych, żadnych bijatyk, złodziejstwa. Częste patrole policyjne — odpowiedział mężczyzna.
Nic ciekawego. Z zeznań właściciela również nie wynikało nic, co mogłoby pomóc w rozwiązaniu śledztwa.
Brennan zaczęła oglądać przesłuchanie ostatniego świadka, kiedy do jej gabinetu weszła Angela. Zastopowała film i zwróciła się w stronę przyjaciółki.
— Coś się stało? — zapytała.
— Zrobiłam to, o co prosił Booth. Znalazłam 10 mężczyzn, z czego dwóch już nie żyje – zginęli na służbie, trzech to emeryci żyjący w domach spokojnej starości i wątpię, by byli w stanie unieść taką broń, jeden siedzi w wariatkowie. Zostało tylko czterech, już przesłałam dane do FBI, i... Kto to? — Artystka wskazała na ekran komputera, na którym widniała twarz ochroniarza Winchestera.
— To ochroniarz... Jason West — odpowiedziała Bones, znajdując jego nazwisko w stercie papierów leżących na jej biurku.
— Niemożliwe... Znalazłam tego człowieka, jest on jednym z tej czwórki, ale...
— Ange, ale co?
— U mnie, nazywa się Michael Dalton.
.::.
Dokładnie w momencie, w którym Angela spostrzegła, iż mają do czynienia z mężczyzną, który posiada dwie tożsamości, Booth otworzył plik przesłany mu przez artystkę. Chwilę potem miał podobne spostrzeżenie. Nie minęła minuta a telefon w kieszeni jego marynarki zawibrował, sygnalizując połączenie. Agent spojrzał na wyświetlacz, na którym widniał napis BONES. Tym razem nie poczuł nieprzyjemnego ukłucia zawodu, bardziej skupił się na pracy i ewentualnym odkryciu mordercy.
— Mamy trop — powiedział, odbierając połączenie. Odpowiedziała mu cisza po drugiej stronie.
— Słucham? — odezwała się po chwili Tempe. No tak, zapomniała z kim rozmawia.
— Ślad, Temperance — wyjaśnił. — Angela pokazała ci co znalazła?
— Tak, właśnie odkryła że Jason West to Michael Dalton i...
— To nam wystarczy — przerwał jej Seeley, nie siląc się na zbędne uprzejmości. — Zaraz sprawdzę gościa, potem przyjadę do instytutu. Być może jeszcze dziś uda nam się zamknąć tę sprawę. Do zobaczenia.
Po tych słowach rozłączył się nie dając swojej partnerce szansy na pożegnanie. W tej chwili ogarnął go swego rodzaju trans, podczas którego nie myślał o niczym innym niż o pracy, a którego nauczył się kiedy nie było przy nim Bones. To sprawiło, że przestał o niej myśleć, przynajmniej nie przez cały czas. Teraz było podobnie, wyrzucił z głowy obraz Tempe i zajął się tym, co umiał najlepiej – łapaniem morderców.
.::.
Dwie godziny później agent Booth przekroczył próg Jeffersonian w towarzystwie Sweetsa. Idąc w stronę gabinetu Brennan zawzięcie o czymś dyskutowali, nie zważając na to, że przyglądają im się pracownicy laboratorium.
— To mi wystarczy — zakończył stanowczo Booth.
Mina Słodkiego zdradzała jednak, że nie jest on do końca przekonany o słuszności tego, co powiedział Seeley. Nie miał jednak szans zaprotestować, gdyż znaleźli się już w gabinecie Tempe. Antropolog oglądała właśnie przesłuchanie Daltona, kiedy usłyszała kroki, a potem zobaczyła Bootha i Sweetsa stojących po przeciwnej stronie jej biurka.
— To ten facet — powiedział agent wskazując na ekran komputera. — Przejrzałem jego akta. To były snajper, który po pobycie w Iraku przeszedł lekkie załamanie nerwowe. Odbył terapię i rzekomo wyjechał a potem słuch o nim zaginął. Poza tym on jako jedyny w kontyngencie posługiwał się „Light Ffity", no i pasuje do profilu mordercy stworzonego przez Słodkiego. — Seeley mówił szybko, a Bones uważnie go słuchała starając się nie uronić ani jednego słowa. Tylko Sweets nie wydawał się podekscytowany tymi rewelacjami.
— To nie był porządnie zrobiony profil! Dałeś mi na to godzinę z czego połowę spędziłem w samochodzie jadąc tutaj — zaoponował Lance.
— Ale stwierdziłeś, że byłby on zdolny do morderstwa. — Booth spojrzał na Sweetsa.
— Tak, ale...
— Nie ma żadnego „ale". To on jest mordercą Winchestera — zakończył Seeley i spojrzał na Brennan.
— A motyw? — Sweets nie dawała za wygraną. Bones musiał się z nim zgodzić, nie było żadnego powiązania. Nic co mogłoby pchnąć Daltona do zabicia syna swojego pracodawcy.
— Motyw? Zaraz ci powiem jaki to motyw miał ten facet — odparł Booth, a Bones zaczęła uważniej słuchać.
— Zamieniam się w słuch — rzekł wojowniczo Słodki i usiadł na jednym z foteli przed biurkiem Brennan.
— Myślisz, że nie prześwietliłem dokładnie jego przeszłości? Nie skupiłem się tylko na tym, że był on w wojsku. Poszukałem też informacji o jego rodzinie i znalazłem coś, co was zainteresuje. Otóż Daltona wychowała matka, którą była Theresa Dalton...
— Ta aktorka teatralna? — przerwał Lance.
— Ta sama — przytaknął Booth. — Nigdzie nie znalazłem wiadomości o ojcu więc skupiłem się na matce. Miała ona romans z Thomasem Winchesterem seniorem, ta informacja pojawiła się na łamach prasy, ale sprawę szybko zatuszowano. Możemy się tylko domyślać, że pozostał niesmak.
Bones miała taką minę jakby chciała się dowiedzieć, co ma wspólnego z tym wszystkim poczucie smaku, ale nic nie powiedziała. Seeley zaś kontynuował.
— Na tym by się wszystko zakończyło, gdyby nie to, że kilka miesięcy po tym jak romans wyszedł na jaw, na świat przyszedł Michael Dalton. Theresa nigdy nie powiedziała kto jest jego ojcem, ale parę dni po porodzie na jej konto wpłynęła pokaźna gotówka. A niecałe pół roku później żona Winchestera urodziła Thomasa Juniora — zakończył Booth i usiadł na skraju biurka, spoglądając to na Tempe to na Lance'a.
— Klasyczne pokazanie, że kłopoty w małżeństwie to przeszłość — powiedział Sweets, rozważając ostatnie słowa agenta, który przytaknął.
— Sugerujesz, że Dalton jest synem Winchestera? — Bones zwróciła się do swojego partnera, którego mina świadczyła o tym, że trafiła w samo sedno.
— Ty tu jesteś znawcą od kości. — Na twarzy Seeleya pojawił się uśmiech, a Tempe już wiedziała co powinna zrobić. Tylko Słodki był lekko zdezorientowany, kiedy Brennan natychmiast po słowach Bootha wystukała coś na klawiaturze, potem jeszcze raz i znowu. Jej wzrok był skupiony a czoło zmarszczone. Nie trwało to jednak długo, chwilę potem na jej twarzy odmalowało się zrozumienie. Bones odwróciła monitor w stronę mężczyzn i powiedziała: — Markery pokrywają się niemal w całości. — Wskazała na zdjęcie Daltona a potem na Winchestera. — Podobna budowa twarzoczaszki. Potrzebne by było jeszcze badanie DNA dla potwierdzenia, ale jestem pewna, że Dalton jest synem Winchestera — powiedziała Temperance i uśmiechnęła się.
— Mamy motyw — dodał agent.
— Jaki? — zapytał Sweets, który najwyraźniej wciąż miał problemy z nagłymi przebłyskami geniuszu w wykonaniu jego pacjentów.
— Pieniądze — powiedzieli jednocześnie partnerzy. — Prawie zawsze chodzi o pieniądze — dodał Seeley, po czym zwrócił się do Słodkiego. — Czy to cię przekonuje?
— Raczej nie pozostawiłeś mi możliwości protestu. — Psycholog uniósł ręce w geście bezradności.
— Świetnie. Zbieraj się, Tempernace, jedziemy przymknąć Daltona — powiedział Booth i wyszedł z gabinetu. Bones nie pozostało nic innego jak ruszyć za nim.
* Przez te dni poczuliśmy jakby błąd
Przez ten czas kiedy miłość jest tym czego nienawidzisz
Jakoś
Nadal maszerujemy
