Zastrzeżenie: Opowiadanie jest tłumaczeniem „Chance for a Prophecy" autorstwa Dorcyy, które istnieje w oryginale w serwisie (s/8611318/1/Chance-for-a-Prophecy). Wszelkie prawa autorskie należą do niej, oczywiście prócz tych do mangi „Naruto" Masashi'ego Kishimoto.


Od tłumaczki: Zapraszam na kolejny rozdział :)

Nakurishi, adiex, Anonim – dziękuję!


Szansa dla przepowiedni

Rozdział 9: Obietnica Ropuchy


Bryza muskała trawę na polu treningowym w świetle przedpołudniowego słońca, zmuszając żyjące morze do pełnego gracji falowania niczym niekończący się, szmaragdowy ocean. Na brzegu zielonej polany, tuż obok klifu siedziały cztery postaci, niecierpliwie czekając na pojawienie się ostatniego członka drużyny.

- Mówiłem ci, byśmy zgarnęli go z jego domu! – wymamrotał Toroku ze splecionymi na kolanach rękoma. Minato w odpowiedzi tylko przewrócił oczami. – Możemy zacząć bez niego. Kakashi może poczekać. Obiecałeś mi sparing, Aniki.

- Nieprawda.

- Prawda!

- Nie…

- Jeżeli wy dwaj będziecie to kontynuować, przyrzekam, że złapię was w genjutsu do momentu zjawienia się Kakashi'ego. Matko. Zacznijcie zachowywać się na swój wiek – burknął znajdujący się na tyłach Jiraiya, podczas gdy delikatny śmiech Rin był słyszalny zza pleców zirytowanego blondwłosego nastolatka. Toroku wymamrotał tylko coś niesprecyzowanego, po czym wyciągnął z kieszeni swojej kamizelki zwój, atrament oraz miękki pędzel do kaligrafii.

- Co robisz? – Namikaze pochylił się nad jego ramieniem, by przyjrzeć się otwartemu zwitkowi na jego kolanach.

- Nudzę się i chcę dokończyć tą pieczęć.

- Kolejna bariera?

- Coś w tym stylu… - sannin uniósł brew, po czym przysunął się bliżej, by także rzucić okiem na pracę.

- To pułapka… - stwierdził ze spokojem Ropuszy Mędrzec, z grymasem wskazując na wzory. – I nie zadziała z tak chwiejną aranżacją.

Chłopak zmrużył oczy, po czym zwrócił się do mężczyzny.

- Zadziała… nie jestem amatorem. A tak w ogóle to dlaczego ten zboczeniec tu jest? – Jiraiya parsknął, po czym odwrócił się od młodszego blondyna, dąsając się niczym pięciolatek.

- By obserwować twój sparing…

Minato powoli potrząsnął głową, ale jego wzrok cały czas był wbity w znakomity projekt. Był niezwykły tak jak prawie wszystkie poprzednie prace, ale przyszły kage był pewien, że to zadziała. Na jego twarzy pojawiło się skonfundowanie, kiedy jego spojrzenie dotarło do wyższych partii pieczęci.

- Co to zrobi z jeńcami?

Toroku posłał mu pewny siebie uśmiech, po czym z powrotem zwrócił się do zwoju.

- Wyssie ich chakrę do cna.

- W takim razie dlaczego używasz tu i tu Błyskawicy? Nie ma to dla mnie sensu – Żółty Błysk wskazał na poszczególne części, marszcząc czoło.

- A to mała niespodzianka – odparł nikczemnie jego brat, śmiejąc się do siebie, zarabiając tym uniesienie brwi od sannina. Namikaze powoli podrapał się po podbródku, ostrożnie, od pociągnięcia do pociągnięcia pędzla przyglądając się dziełu, na jakiś czas zatapiając się we własnych myślach.

- Widzę teraz… to całkiem przytłaczająca pułapka – chłopak tylko wzruszył ramionami… i wtedy nagle przechylił głowę na bok.

- Najwyższy czas – wymamrotał, pospiesznie składając swój zestaw do tworzenia pieczęci, odchodząc kilka kroków na bok od pozostałych. Jiraiya uniósł brew, a jego usta szeroko się otworzyło, kiedy tuż obok nastolatka, z pomocą Shunshina, zmaterializował się Kakashi, który w mgnieniu oka został przywitany uderzeniem w głowę. – Spóźniłeś się!

Hatake pomasował swoją pulsującą potylicę, posyłając Toroku rozzłoszczone spojrzenie, po czym podszedł do niewielkiej grupy, by się z wszystkimi przywitać.

- Jiraiya-sama – srebrnowłosy lekko ukłonił się do sannina, który odpowiedział mu skinieniem głowy, a następnie zwrócił się do Minato.

- Czy możemy zaczynać?

- Zaczynać co, dokładnie? – Hatake uniósł pytająco brew.

- Masz swój rewanż, Kakashi – nieoczekiwany uśmieszek zagościł na zazwyczaj stoickiej twarzy chłopaka. Zwrócił się do blondwłosego nastolatka, który tylko skrzyżował ramiona na klatce piersiowej.

Pięć minut później dwaj shinobi stawili sobie czoła pośrodku polany. Syn Białego Kła zajął pozycję z odsłoniętym Sharinganem, podczas gdy Odoroki pozostał nieruchomo, nieostrożnie i z wielką pewnością siebie obserwując przeciwnika.

- Sharingan? – Jiraiya rzucił okiem na kage, który tylko mu przytaknął. Nie umknęło mu jednak gasnące światło w oczach Rin, smutny wyraz na jej zazwyczaj łagodnej i uprzejmej twarzy. – Rozumiem… - sannin westchnął, po czym zwrócił się do nastolatków, krzycząc: - Macie zostać na polanie! – na co krewny Żółtego Błyska mu tylko pomachał.

- Więc, czy możemy zaczynać, Kakashi-kun? – blondyn wyśpiewał zadziornie do swojego spiętego partnera, na co ten tylko przytaknął.

Na twarzy Toroku pojawił się uśmieszek. Wyskoczył przed Kakashi'ego, błyskawicznie posyłając w kierunku jego głowy kopniaka, po czym obrócił się z gracją tancerza, a w jego dłoni pojawił się wyciągnięty z kieszeni kunai. Nagle tuż obok pojawiły się dwa klony, zmuszając jounina do wycofania się ze środka i tym samym zyskując nad nim przewagę. Jounin posłał shurikena w kierunku najbliższego Bunshina, na co ten rozpłynął się w kłębie dymu, gdy ostry metal przebił jego brzuch. Jego miejsce w mig zostało zajęte przez kolejną kopię chuunina, która wyskoczyła do Hatake po to tylko, by skończyć jak jej poprzednik.

- Żadnych ręcznych pieczęci? – stwierdził ze spokojem Jiraiya, obserwując intensywny pokaz taijutsu, skupiając wzrok przede wszystkim na ruchach Toroku.

- Żadnych. Do tej pory nie użył też żadnych znaków do wykonania technik Uwolnienia Wiatru – białowłosy tylko mruknął coś w odpowiedzi, w międzyczasie patrząc, jak blondyn wykonuje perfekcyjne salto w tył po to, by za chwilę wylądować na prawej dłoni i z pomocą lewej posłać shurikena na użytkownika Sharingana, ani przez moment nie tracąc płynności. Sekundę później stał już na nogach, od razu wykonując kolejny atak na przeciwnika.

- Ma interesujący styl walki.

- W rzeczy samej. Totalny miszmasz. Efektywny i nieprzewidywalny… no i bardzo polepszył się w taijutsu. Ostatnim razem Kakashi potrafił dorównać mu – zarówno w kwestii szybkości, jak i efektywności własnego stylu - bez użycia Sharingana.

- Tak myślisz? – obydwaj mężczyźni obrócili się na piętach, by stanąć twarzą w twarz ze szczerzącym się Toroku. Chłopak stanął pomiędzy nimi, krzyżując ramiona na klatce piersiowej, rzucając okiem na cały czas trwającą bitwę taijutsu z nowopowstałymi pięcioma klonami. – Wiesz, ostatnio sporo praktykuję. Odblokowałem mnóstwo nowych ruchów, a dzięki temu wzrosła też moja szybkość. Czuję jednak, że w moim stylu walki w dalszym ciągu brakuje mi czegoś wielkiego…

Minato zmarszczył czoło, po czym mocno pacnął nastolatka w głowę, który zniknął z głośnym pyknięciem, pozostawiając za sobą małą, puszystą chmurę chakry. Ze środka polany w mgnieniu oka słyszalne było wściekłe parsknięcie, a znajdujący się wokół Kakashi'ego blondyni, którzy akurat nie byli zajęci przeciwnikiem, odwrócili głowy i znacząco spojrzeli na Namikaze. Najbliżej stojąca kopia wskazała na niego palcem, mrużąc przy tym oczy i unosząc brew.

- Hej! Nie znęcaj się nad klonami! On nie był tam bez przyczyny! – wrzeszczący chuunin zniknął, gdy Kakashi wbił kunai w jego klatkę piersiową. Sannin zachichotał na tę scenę, patrząc kątem oka na towarzyszącego mu shinobi.

Srebrnowłosy odskoczył w tył, wykonując łańcuch ręcznych pieczęci po to, by sekundę później przywalić dłońmi w glebę.

- Raiton: Jibashi! (Uwolnienie Błyskawicy: Elektromagnetyczny Morderca)

Ziemia została pochłonięta przez prąd elektryczny. Atak przemknął przez polanę z głośnym świergotem, rozpraszając znajdujące się na jego drodze Kage Bunshiny, kierując na ostatnią grupkę blondynów. Dwie kopie schwytały dłoń Toroku i wyrzuciły go w powietrze, by uniknąć techniki, zanim ta do niego dotarła. Poszybował z gracją do w dalszym ciągu kucającego jounina. Gdy jutsu dotarło do klonów, zadrżały, by po chwili zniknąć w kłębie dymu. W międzyczasie brat Minato jeszcze w powietrzu wykonał kilka ręcznych znaków, wziął do płuc całkiem spory haust powietrza i w ułamku sekundy wypluł na przeciwnika ogromną ilość wody.

- Suiton: Daibakufu no Jutsu! (Uwolnienie Wody: Technika Wielkiego Wodospadu)

Żywioł uderzył w niego zanim zdążył skończyć własną technikę. Kiedy woda wzięła go w swoje objęcia, chakra Błyskawicy dostała się do jego organizmu, zmuszając mięśnie Kakashi'ego do skurczu. Na całe szczęście po chwili był w stanie zakończyć atak, jednak doświadczenie było na tyle silne, by rozkojarzyć jego zmysły i otępić. Blondyn płynnie wylądował tuż przed nim, z głośnym pluskiem rozbryzgując powstałą kałużę. Użytkownik Sharingana zmrużył oczy i zniknął w kłębie dymu, pozostawiając za sobą pień oraz marszczącego czoło Odoroki'ego. Chłopak zastygł w miejscu, gdy wokół jego łydki owinęła się dłoń, a wzrok napotkał spojrzenie prawdopodobnie szczerzącego się Elektrycznego Klona.

- Cholera…

Bunshin eksplodował w milionach iskier, które teraz zawładnęły jego układem nerwowym, wywołując spazmatyczne skurcze mięśni, wymuszając bolesne zaciśnięcie powiek i szczęk. Gdy to wreszcie się skończyło, Toroku zatoczył się o krok w tył, po czym chwycił za włosy i histerycznie nimi potarmosił.

- Nienawidzę Uwolnień Błyskawicy, krewetko! Zamierzam za to zetrzeć cię z powierzchni ziemi, dotarło?!

Blondwłosy nastolatek uspokoił się, przyjął zrelaksowaną pozycję, po czym zamknął oczy, by powąchać powietrze. Przez jego twarz przemknął pytający grymas. Stojący na obrzeżu dwaj mężczyźni oraz Rin wzdrygnęli się, kiedy dotarła do nich ogromna ilość chakry wysłanej, by zlokalizować młodego Hatake. Usatysfakcjonowany uśmiech ubarwił oblicze shinobi. Powoli otworzył powieki, wykonując długi szereg ręcznych pieczęci. Kiedy skończył, lazurowe tęczówki ponownie ukryły się przed światem. Chwilę poczekał, po czym twardo stanął stopą na ziemi.

- Katon: Keshi Makuga Hara. (Uwolnienie Ognia: Wybuchający Płomienny Krater)

W glebie pola treningowego pojawiło się pęknięcie, które rozprzestrzeniło się do pewnego punktu i rozdzieliło w dwie odmienne strony, formując perfekcyjny okrąg. Toroku złożył ze sobą dłonie, a znajdująca się w obrębie okręgu ziemia zniknęła w eksplozji, wypełniając powietrze pyłem, a ziemię glebą. Chłopak wymamrotał coś, po czym znów zamknął oczy. Jego prawa powieka bez przerwy drgała.

- Jeżeli chcesz bawić się w kotka i myszkę, Kakashi, to wybrałeś do tego złą osobę – rzekł.

Młody mężczyzna powoli uklęknął i położył prawą dłoń na ziemi, posyłając w nią masywną ilość chakry. W nie za dużej odległości od krateru utworzonego przez poprzedni atak gleba eksplodowała niczym wulkan, a Kakashi wyskoczył z dziury, ścigany przez pięć klonów. Kunaie raz po raz zderzały się ze sobą, a shurikeny latały po okolicy, gdy srebrnowłosy jounin raz po raz rozprawiał się z przeciwnikami, posyłając szybkie spojrzenie na w dalszym ciągu klęczącego blondyna. Jego źrenice zwęziły się, kiedy mentalnie sobie zanotował, że oczy krewnego Minato w dalszym ciągu były zamknięte. Tuż obok Hatake pojawiły się dwie kopie, podczas gdy oryginał nagle wykonał skomplikowany szereg pieczęci i ponownie przywalił dłońmi w podłoże. Jego oczy ani na moment nie ujrzały światła dziennego, kiedy klony położyły ręce na ramionach użytkownika Sharingana. Oczy Kakashi'ego szeroko się otworzyły, gdy w końcu do jego umysłu dotarło znaczenie wykonanych znaków, a oczne kekkei genkai zinterpretowało przepływ chakry. Nie miał jednak czasu na ruch.

- Gekijou no Gaia. (Gniew Gai)

Ziemia eksplodowała dookoła, a jounin znalazł się pośrodku zabójczego tornado. Wiatr wirował z szaleńczą prędkością, porywając liście i niewielkie gałęzie, mieszając je ze sobą po to tylko, by w przeciągu milisekund z pomocą wietrznych ostrzy przerobić na miał. Kakashi poczuł, jak z wietrznej ściany, ze świergotem dotarło do jego boku wyładowanie elektryczne, a słodki zapach deszczu i mokrej gleby zawładnął jego wrażliwym nosem. Złączył ze sobą dłonie, wykonując pieczęcie z niesamowitą prędkością, rozmazującą jego ruchy. Ale zanim zdążył skończyć, wewnątrz polany rozległ się grzmot, a piorun wycelował w ziemię, zmuszając go do zaniechania techniki i odskoczenia, by uniknąć niemożliwie szybkiego ataku. Kolejna błyskawica uderzyła w jego bok w chwili, w której jego stopa zetknęła się z ziemią, zmuszając do kolejnego uniku po to tylko, by powtórzyć to samo kilka milisekund później, pozostawiając zero czasu na kontratak czy chociażby możliwość ucieczki z pułapki.

- Czy potrafiłbyś to zrobić, Jiraiya? – Ropuszy Mędrzec odwrócił się od sceny i powoli potrząsnął głową.

- Kombinacja trzech elementów w jednym ataku… to jest po prostu… szalone… Manipulacja kształtu, elementów, miksowanie ich w całość, a także separacja w celu eksploatacji silnych stron każdego z osobna… Wiatr, by odseparować ofiarę, woda jako przewodnik, a błyskawica bezpośredni atak… a to czwarty element, co nie? – Minato tylko przytaknął, wbijając wzrok w walkę, egzaminując każdy najdrobniejszy detal ataku. Widział na trzech twarzach czystą koncentrację, kontrolę do manipulowania elementami, kształtami, ograniczenia ofensywy do bezpieczniejszej skali. Hokage zmrużył oczy, kiedy w jego umyśle pojawiła się scena możliwego rezultatu użycia przez nastolatka masywnej ilości chakry.

- Ten atak z pełną mocą byłby w stanie zetrzeć mniejszą wioskę z powierzchni ziemi… - Namikaze skinął głową, wcale nie zaskoczony identycznymi przemyśleniami swojego senseia.

Kakashi zebrał siły i w końcu był w stanie dokończyć pieczęcie. Zmrużył oczy i, między dwoma uderzeniami pioruna, przywalił dłońmi w ziemię.

- Raiton: Jibashi! (Uwolnienie Błyskawicy: Elektromagnetyczny Morderca)

Elektryczność przemknęła zygzakiem przez glebę, prosto na blondynów, tym razem się nie rozprzestrzeniając, zmuszając oryginał do zejścia z drogi i uwolnienia rąk i zarazem jutsu. Technika zniknęła wraz z ostatnim głośnym grzmotem. Przez pole przewinęła się masywna fala powietrza, posyłając kurz, liście i gruz w kierunku jego obrzeży. Minato wykonał szereg pieczęci, po czym ze stoickim wyrazem twarzy przyłożył dłonie do ziemi, podczas gdy stojący nieopodal Toroku milisekundy później skopiował tylko ostatni ruch, także tym razem nie wykonując znaków.

- Fuuton: Kuuki Hanmaa. (Uwolnienie Wiatru: Powietrzny Młot)

Niewidzialna ściana wiatru uderzyła w nadchodzącą masę powietrzną, przeciwstawiając się reperkusjom nagle odwołanej techniki nastolatka, pozostawiając za sobą grupkę nietkniętych osób. Toroku spojrzał ze zmartwieniem na pozostałych, po czym gwałtownie obrócił głowę, kiedy wyczuł nagły ruch Kakashi'ego.

Jounin skoczył na niego z kunaiem w dłoni. Odoroki zmrużył oczy na dyszącego chłopaka, po czym na jego twarzy pojawił się grymas, gdy do jego nosa dotarł metaliczny zapach krwi. Kolejny atak odparł zgrabnym ruchem ręki, tak jakby właśnie otrzepywał kurz z ubrań. Z linii włosów srebrnowłosego pociekł niewielki strumień czerwonego płynu, zabarwiając część kosmyków na zabawny odcień różu. Szkoda była niewielka, nic większego od głębszego rozcięcia, jednak ostra chakra Wiatru dotarła do miejsca pełnego drobnych kapilar. Toroku odskoczył w tył, by uniknąć intensywnego taijutsu, pozostawiając za sobą ciężko oddychającego Hatake.

Toroku niespodziewanie zastygł w miejscu, gdy w krwistoczerwonych oczach zaczęły powoli wirować trzy tomoe. Nagle zmroziło mu krew w żyłach, po czym jej temperatura gwałtownie wzrosła. Chłopak poczuł się tak, jakby płynęła przez niego wrząca lawa. Jego ciało zaczęło trząść się z furii. Świat wokół niego zniknął, gdy został pochłonięty przez genjutsu.

W mgnieniu oka całkowicie zatrzymał przepływ chakry i, moment później, opuścił tamy, uwalniając do swoich punktów monstrualne zasoby energii, pozwalając jej na swobodny, dziki przelot przez cały organizm, a następnie atak na twórcę iluzji. Rzeczywistość twardo uderzyła go w głowę, kiedy otworzył oczy i ujrzał bezradnego, rzuconego w powietrze srebrnowłosego, któremu w końcu udało się obrócić i niezbyt zgrabnie wylądować. Wpatrywał się w niego pełnym szoku wzrokiem. Krewny Yondaime powoli się wyprostował. Kiedy się odezwał, w jego głosie brak było zwykle obecnego ciepła i krnąbrności.

- Nigdy… przenigdy nie używaj już na mnie tej rzeczy… - Kakashi tylko przytaknął, nie będąc w stanie nic z siebie wykrztusić.

Minato zmrużył oczy, ostrożnie obserwując brata. Ilość chakry, którą uwolnił, była nawet jeszcze większa niż wtedy w szpitalu, pięć tygodni temu. Blondyn odwrócił głowę na bok, rzucając okiem na także zszokowaną Rin, po czym z powrotem skupił się na Toroku, egzaminując każdy jego najdrobniejszy ruch. Nie był wściekły ani się nie wygrażał. Emanował spokojem oraz stanowczością. Jego pozbawione uczuć, prawie że zamglone spojrzenie na chwilę się z nim spotkało, po czym nastolatek obrócił się, z niepokojem patrząc na trzęsącą się kunoichi. W lazurowych głębiach nagle wróciła iskra, a Toroku podrapał się w tył głowy.

- Przepraszam, Rin, odrobinkę przesadziłem… - usta i oczy dziewczyny szeroko się otworzyły.

- Odrobinkę…? Odrobinkę? – powoli potrząsnęła głową, wzdychając.

Rin ogarnęła się, zmuszając swoje ciało do relaksu. Posłała blondynowi nerwowy uśmiech, zarabiając od niego zawstydzony śmiech. Podrapał się po policzkach. Odwrócił się do teraz siedzącego Kakashi'ego, posyłając mu zawadiacki uśmieszek.

- Więc… myślę, że rewanż też należy do mnie – Hatake pomachał mu tylko w lekceważącym geście, po czym opadł na trawę.

- Jesteś potworem… - Toroku wzruszył ramionami, uśmiechając się do leżącego jounina. Powoli się do niego zbliżył, oferując pomocną dłoń. Syn Białego Kła ją zaakceptował, a następnie się wyprostował, desperacko strzepując z ubrań kurz i glebę. Blondyn splótł ręce za głową i z szerokim uśmiechem podszedł do znajdującej się po drugiej stronie polany grupy. Kakashi, który w dalszym ciągu usiłował uczynić swój wygląd mniej żałosnym, podążył tuż za nim.

Medyczna kunoichi stanęła przed jouninem, ze zmrużonymi oczami przyglądając się jego głowie. Zbliżyła dłonie do skroni chłopaka, lecząc małą ranę. Srebrnowłosy westchnął, kiedy ciepłe, mrowiące uczucie przyniosło ulgę jego umysłowi i zrelaksowało znużone mięśnie. Dalej splatający dłonie na szyi Toroku zwrócił się do nich, z ciekawością przyglądając się swojemu przeciwnikowi.

- Oszukałeś mój nos… - Kakashi powoli otworzył oko, a pod maską pojawił się usatysfakcjonowany uśmieszek. Wyraz jego twarzy jednak dalej był nieodgadniony.

- Przygotowałem to specjalnie dla ciebie.

- Niezły ruch, schować tak swoją skórę pod cienką warstwą chakry… jednak nie tylko mój nos jest czuły, wiesz? Ale, tak czy inaczej, nie spodziewałem się tego – użytkownik Sharingana tylko wzruszył ramionami, kiedy Rin skończyła swoją pracę i zabrała dłonie, przenosząc swoją uwagę na krewnego Minato w poszukiwaniu jakichkolwiek urazów. Był jednak nietknięty. W przeciwieństwie do srebrnowłosego nie spocił się nawet i tak bardzo nie zmęczył. Toroku rozciągnął ramiona nad swoją głową, po czym z zadziornym uśmiechem przeniósł wzrok na Namikaze.

- Więc, jako że mam za sobą rozgrzewkę, możemy teraz przejść do bardziej poważnych spraw – dziko się szczerzył. Żółty Błysk uniósł brew. – Chyba że się boisz… - Czwarty w odpowiedzi przewrócił oczami. – Albo bolą cię stawy? Staruszek Ho-ka-ge… - prawa powieka Minato zadrżała, a usatysfakcjonowany uśmiech zagościł na twarzy Toroku. Strzał w dziesiątkę.

- Och, to więc to. Zbyt stary, by walczyć – Jiraiya znacząco się uśmiechnął, kiedy dostrzegł, jak powieka jego ucznia znowu drga. No teraz to przegiąłeś…

- Niech tak będzie… - Namikaze ze spokojem skierował kroki na środek polany, a Toroku krzyknął triumfalnie, unosząc pięść w powietrze w geście zwycięstwa, po czym podbiegł do brata z szerokim i pełnym satysfakcji uśmiechem.

- Nie możesz używać swojej stałej pieczęci!

- Jak sobie życzysz. Czy możemy zaczynać? – nastolatek tylko pokiwał głową i w mgnieniu oka przyjął pozycję, podczas gdy starszy z nich dalej stał na luzie z dłońmi schowanymi w kieszeniach. Toroku zmrużył oczy. Spiął mięśnie, gotów do skoku.

Nie miał nawet szansy się wzdrygnąć, kiedy poczuł, jak w dolną część jego pleców uderza dłoń, posyłając prosto na drzewo. W locie minął dalej stoickiego Minato. Był w stanie obrócić się w powietrzu i wylądować na pniu, równolegle do ziemi. Zmrużył oczy i poruszał ramionami, by ulżyć sobie pomiędzy nimi w bólu, w międzyczasie przyglądając się dwóm spokojnie stojącym na środku, z dłońmi schowanymi w kieszeniach Żółtym Błyskom. Chłopak powoli skrzyżował przed sobą palce, a przez jego twarz przebiegł pewny siebie uśmiech.

- Tajuu Kage Bunshin no Jutsu! (Technika Zwielokrotnionych Cienistych Klonów)

Polana wypełniła się włosami koloru blond, kiedy wokół nich pojawiło się setki klonów. Białowłosy sannin głośno parsknął, zaś dwaj starsi blondyni powoli obrócili głowami, bezuczuciowo mapując otoczenie. Oryginalny Namikaze powoli przechylił głową na boki, pozwalając swoim stawom na pstryknięcie, a na jego twarzy pojawił się szeroki, usatysfakcjonowany, prawie animalistyczny uśmieszek, który w ułamku sekundy zgasił pewność Toroku. Mam złe przeczucia…

Nie zauważył nawet, kiedy dwie postaci zniknęły. Jego oczy i nerwy nie potrafiły wystarczająco szybko transmitować informacji. Zamiast tego jego umysłem zawładnęły obrazy ciągle znikających Kage Bunshinów. Ich skonfundowanie, wspomnienia pojawiających się za plecami żółtych błysków bez przerwy go zalewały, gdy raz po raz, z nieziemską szybkością znikały w kłębach dymu, po brzegi wypełniając nim pole treningowe. Nieustający i dezorientujący przypływ informacji przyprawiał chłopaka o zawroty głowy. Jego umysł stał się zamglony i otępiały.

Nie minęła nawet minuta, kiedy został wbity w ziemię. Siła uderzenia pozbawiła go tchu. Silne ramiona przyszpilały go brzuchem do gleby. Klon Minato wygiął jego ręce w bolesny i nienaturalny sposób. Podnosił go za nadgarstki, w tym samym czasie wbijając prawą nogę w kręgosłup, wymuszając z jego ust nieświadomy i zawstydzający pisk, kiedy jego płuca opuściły pozostałości powietrza. Prawdziwy Żółty Błysk z dalej stoickim wyrazem twarzy ukucnął i się do niego przybliżył.

- Więc… jakieś skargi, Otouto? – nastolatek mógł poczuć moment, w którym blond loki musnęły jego policzki, a ciepłe powietrze przemknęło po skórze.

Wziął bolesny, gwałtowny wdech, kiedy klon jeszcze wyżej uniósł jego ręce. Od razu potrząsnął głową. Minato przytaknął z satysfakcją, a na jego twarzy pojawił się uśmieszek, gdy odwołał swoją kopię, uwalniając nadgarstki zakładnika. Kończyny Toroku padły na ziemie tak samo bezwładnie jak jego ciało. Chłopak pomału przeturlał się na plecy, masując zbolałe miejsce, spoglądając niczym dzikie zwierzę na swojego oprawcę.

- Przesadziłeś…

- Nadszedł najwyższy czas, aby nauczyć cię dobrych manier…

- Stało się tak tylko i wyłącznie przez twoją idiotyczną, permanentną pieczęć! Oszukiwałeś! - Yondaime zachichotał, po czym zaoferował chłopakowi dłoń, który zasyczał, kiedy poczuł nacisk na swoim zmaltretowanym nadgarstku.

- Nie użyłem istniejącej pieczęci – młodszy blondyn zmrużył oczy, ostrożnie obserwując rozmówcę. – Nałożyłem tymczasową, kiedy uderzyłem cię w plecy – Toroku coś wymamrotał, po czym zaczął powolny marsz do reszty grupy. Zastał znacząco uśmiechającego się Jiraiyę, usatysfakcjonowanego Kakashi'ego oraz zmartwioną Rin, która teraz analizowała stan jego zaczerwienionych nadgarstków.

- Więc… wyciągnąłeś z tego jakieś wnioski, Gaki? – na twarzy nastolatka pojawił się grymas. Wskazał palcem na Minato.

- Następnym razem skopię twój tyłek, Aniki! – sannin zachichotał.

- Każdy kąt tego pola treningowego został w mniej niż minutę naznaczony twoimi blond lokami, a ty już prosisz o rewanż? – chłopak tylko coś odpowiedział mu pod nosem. Powoli pozbył się swojej kamizelki chuunina, ze zmrużonymi oczami przyglądając się atramentowoczarnemu oznaczeniu na środku jej pleców.

- Muszę tylko rozgryźć, jak pozbyć się jego denerwującego Hiraishina… - w odpowiedzi białowłosy mężczyzna parsknął i przewrócił oczami, zaś Namikaze zachichotał.

- Powodzenia z tym…

- Wiesz, że tytuł Hokage oznacza najsilniejszego shinobi w wiosce. To nie jest tylko wyszukana nazwa – stwierdził ze spokojem Kakashi, przykrywając Sharingan swoim hitai-ate.

- Jak twoje nadgarstki, Toroku? – Rin powoli się zbliżyła.

- Nah, jest okej, w ciągu godziny będą jak nowe. Widzisz? Już mnie nawet nie boli – z tym je wyeksponował, uśmiechając się do medycznej kunoichi. Jiraiya uniósł brew, wiedząc, że Minato prawie je skręcił. Nie skomentował jednak.

Jego zdolności regeneracyjne są naprawdę szalone – pomyślał.

- Myślę, że na dzisiaj skończyliśmy – przyszły kage rozciągnął się. – Ale zanim się rozejdziemy, chciałbym, byś poznał powód obecności Jiraiyi w czasie twojego małego występu.

- Ponieważ będzie nowym senseiem naszej drużyny… - rzekł Toroku, rzucając sanninowi znaczące spojrzenie.

- W rzeczy samej. Nie martwcie się. Będziecie w dobrych rękach – na to chłopak parsknął, a następnie pomachał dłonią swojemu krewnemu. Poczuł, jak jego twarz przyjmuje kwaśny grymas. Odwrócił się, nie chcąc dłużej patrzeć na smutny uśmiech Minato.

- Toroku…

- Wiem… i rozumiem, więc już nic więcej nie mów – westchnął, obracając się do reszty z ewidentnie fałszywym uśmiechem.

- Umieram z głodu. Możemy się gdzieś zatrzymać?


Nowoutworzona drużyna opuściła bar serwujący barbecue, pozostawiając tam tylko Jiraiyę, Minato oraz porządnie najedzonego Toroku. Nastolatek odchylił się, z ukontentowaniem i zamkniętymi oczami głaszcząc się po pełnym i wyraźnie większym brzuchu. Minato zaśmiał się na ten widok, zaś sannin ze złością zmierzył młodszego blondyna wzrokiem.

- Chłopcze, naprawdę nie chcę być tym, kto zapłaci za twoje jedzenie – nastolatek otworzył jedno oko i przeciągnął się, tworząc z ciała literę X.

- Może głodowałem w moim poprzednim życiu – tylko wzruszył ramionami, znów odchylając się z zamkniętymi oczami.

- Powiedziałeś mi, że odzyskałeś sporo podstawowej wiedzy. Nie pokazałeś jednak zbyt wiele nowych ruchów – rzekł Namikaze, chwytając za swoją butelkę, po czym także odchylił się w poszukiwaniu wygodniejszej pozycji.

- To prawda – Odoroki tylko stwierdził spokojnie bez otwierania powiek, ale kiedy tylko wyczuł na sobie wzrok pozostałych, otworzył je i położył głowę na skrzyżowanych przed sobą ramionach.

- Większość mojego arsenału jest całkiem… hmmm… radykalna. Nie mogłem tego użyć na Kakashim – odparł, stawiając czoło dwóm parom uniesionych brwi.

- Co masz na myśli przez radykalna? – chłopak dumnie uśmiechnął się do Jiraiyi:

- To znaczy całkiem destrukcyjna – zmarszczył czoło. – Będę musiał nauczyć się więcej niskorankingowych technik, albo wcześniej czy później Kakashi skopie mi tyłek jak tylko dowie się, jak je wszystkie odeprzeć…

- Czy próbowałeś technik Doton? – Toroku przytaknął.

- Taa, ale żadna nie zadziałała tak, jak powinna.

Minato zmrużył oczy. Więc mamy cztery. W dalszym ciągu to niesamowite.

- Spróbowałem ich wczoraj z Gekijou no Gaia (Gniew Gai) – Żółty Błysk zmarszczył czoło. Nie otrzymał żadnego raportu na temat treningu jego brata.

- Toroku… gdzie wczoraj ćwiczyłeś?

- W domu… znowu każde pole treningowe było przepełnione – oczy przyszłego kage zwiększyły się do nienaturalnych rozmiarów.

- Próbowałeś tego jutsu w swoim mieszkaniu?! Jak, u licha? Zwariowałeś? Mogłeś wysadzić cały budynek w powietrze! – shinobi tylko machnął ręką. U jego boku pojawił się klon po to tylko, by wyciągnąć z jego kieszeni zwój, a następnie zniknąć z rozzłoszczonym wyrazem twarzy.

- Mógłbyś pobić Narę w lenistwie… - wymamrotał Jiraiya, na co nastolatek tylko wzruszył ramionami.

- Nie mogę się ruszyć. Jestem zbyt pełny.

Minato powoli otworzył zwój, razem z sanninem przez kilka długich minut wbijając w niego wzrok. Perfekcyjnie zaprojektowana pieczęć bariery, wystarczająco potężna, by odeprzeć technikę rangi S i zamaskować jej energię.

Nie… - blondwłosy mężczyzna uniósł brew. Ona nie tylko zwyczajnie neutralizowała czy maskowała chakrę ataku. Używała jej, by się wzmocnić i utrzymać i, co więcej, adaptowała się do jego poziomu, by zrównoważyć jego siłę, perfekcyjnie izolując każdą najmniejszą cząstkę energii oraz dźwięku. Żółty Błysk rzucił okiem na znajdującego się obok Jiraiyę i zachichotał na widok szeroko otwartych oczu i prawie zwisającej do ziemi szczęki jego dawnego senseia.

- Mówiłem ci, że z barierami jest lepszy ode mnie… czy ciebie – Toroku wyszczerzył się do nich, drapiąc po swojej ręce.

- Jestem usatysfakcjonowany jej wzorem, jednakże podczas pierwszej aktywacji to żrąca chakrę suka. Będę musiał to później naprawić – rzekł blondwłosy nastolatek, spokojnie, z pełnym satysfakcji uśmiechem przyglądając się dalej zszokowanemu białowłosemu. – Hej, staruszku – Jiraiya w mig spojrzał na niego, mrużąc oczy. – Zaślinisz moją pieczęć… - sage parsknął, odchylając się.

- Bezczelna krewetka – chłopak tylko szeroko się uśmiechnął, po czym skupił uwagę na drugim blondynie.

- Minato. Kiedy w końcu będziemy mogli pójść na misję?

- Przyjdź jutro do wieży Hokage – mężczyzna znacząco się do niego uśmiechnął, zaś Ropuszy Mędrzec zmarszczył czoło. Przez twarz młodego shinobi przemknął zadowolony uśmiech i w końcu zmusił swoje ciało do wstania od stołu.

- Świetnie. W takim razie jutro – odwrócił się do drzwi.

- I Toroku… - nastolatek obrócił się, by wyjść naprzeciw znajomej mu pary lazurowych tęczówek. - Jeżeli kiedykolwiek spróbujesz jakiegokolwiek jutsu wewnątrz obojętnie jakiego budynku… skończę to, co zacząłem dzisiaj na polu treningowym. Zrozumiano? – głos Yondaime był spokojny, ale jego wzrok sprawił, że przez ciało chłopaka przebiegły dreszcze, zmuszając go do głośnego przełknięcia śliny. Skinął głową, po czym z przestraszonym wyrazem twarzy opuścił lokal.

Jiraiya przeniósł wzrok na swojego nowego lidera.

- Jaka misja?

- Eskorta… potrzebuję kogoś, kto ochroni delegację do Suny – półuśmiech zagościł na twarzy białowłosego.

- Suna? Co za zbieg okoliczności… - Minato odwzajemnił znacząco sentyment.

- Może wyjdzie na jaw coś z jego przeszłości.


Następnego ranka cztery postaci stały w szeregu przed biurkiem, stawiając czoła Minato, chuuninowi oraz Sarutobi'emu. Minato uśmiechnął się do Jiraiyi, wręczając mu zwój misji zawierający przedyskutowane po odejściu Toroku detale.

- Poseł będzie czekał na was dokładnie o dziesiątej przy bramach. Nie spóźnijcie się. Kakashi, to zwłaszcza dotyczy ciebie – jounin tylko przewrócił oczami, ale powstrzymał się od nieuprzejmej odpowiedzi.

- Toroku… ty idziesz incognito.

- Dlaczego? – nastolatek uniósł brew na to stwierdzenie.

- Mam swoje powody… będziesz ANBU w czasie misji – blondyn tylko wydał z siebie rozzłoszczone parsknięcie, przytaknął, po czym sekundę później przez jego twarz przebiegł zawadiacki uśmieszek. Na skroni Namikaze zapulsowała żyłka. - Zabronione…

- Nic nie zrobiłem!

- Ale o tym pomyślałeś. Żadnego denerwowania ANBU.

Nastolatek zmarszczył czoło, co zapoczątkowało pomiędzy nimi bitwę bez słów. Walka na spojrzenia skończyła się jakieś pół minuty później. Odoroki westchnął ze zrezygnowaniem, skinął głową, mamrocząc coś o nadużywaniu władzy przez Hokage. Skrzyżował ramiona na klatce piersiowej, delikatnie odwracając się od krewnego. Chuunin uniósł brew, a Sarutobi lekko się zaśmiał, podczas gdy Jiraiya chrząknął, kiwając głową na biurko. Odwołał swoją nowoutworzoną drużynę, by przygotowała się do podróży.


Drużyna – a także zaskakująco Kakashi - zebrała się dokładnie o umówionej porze, by spotkać się z posłem, którego będą eskortować do Sunagakure. Ciało wysokiego mężczyzny opatulone było białym płaszczem, a twarz zasłonięta połowicznie maską niczym u srebrnowłosego wystawiając tylko brązowe oczy na działanie wiatru. Kiedy się zjawili, mężczyzna nie odezwał się ani słowem. Kiwnął tylko głową, po czym zachował kompletną ciszę. Niestety był cywilem, co nieziemsko spowolni ich ruchy. Podróż będzie długa – zajmie około tygodnia w jedną stronę, z czego połowa to przedzieranie się przez pustą i upalną pustynię, do tego jeszcze pobyt w mieście oraz tyle samo z powrotem… Myśli w błyskawicznym tempie przebiegały przez głowę Toroku, który przyglądał się ich tajemniczemu towarzyszowi. Powoli uniósł dłoń, by podrapać się po czole, jednak zatrzymał ruch, gdy zamiast ciepłej skóry napotkał zimną porcelanę. Jęknął z frustracji, po czym sięgnął w celu zdjęcia maski. Powstrzymał go jednak Jiraiya.

- Żadnego dotykania i nie masz pozwolenia na jej zdjęcie. Nawet w czasie snu. Od teraz twoje imię definiuje ta maska.

Na twarz białowłosego przeniosła się para rozzłoszczonych niebieskich oczu, których źrenice znacząco się zwęziły. W końcu jedyną odpowiedzią przybranego w kompletny mundur ANBU nastolatka był niezadowolony jęk. Shinobi skrzyżował ramiona na klatce piersiowej i bez słowa odwrócił się od sannina, który na to tylko potrząsnął głową.

- Okej, drużyno. Wyruszamy.

Trzej nastolatkowie przytaknęli, po czym podeszli do lidera, który wyznaczył ich pozycje wokół posła. Mała grupa w końcu przeszła przez ogromne bramy Konohy, znikając w lasach Kraju Ognia.


Idący na tyłach Jiraiya bez przerwy przyglądał się Toroku. Przez jego twarz przebiegł niewielki uśmiech, kiedy wyczuł niewielką ilość chakry, powoli kierującą się na znajdującą pod maską twarz Kakashi'ego. Srebrnowłosy jounin zmrużył oczy i zaczął bez przerwy drapać ukrytą skórę. Blondyn najwyraźniej usiłował zmusić go do jej zdjęcia. Hatake parsknął, rozzłoszczony, posyłając nastolatkowi wrogie spojrzenie, po czym przykrył twarz warstwą swojej chakry, by odseparować się i zneutralizować działania natręta.

- Jesteś dziecinny…

- Nie, tylko ciekawy… - Toroku rzucił okiem w kierunku Rin.

- Hej, widziałaś jego twarz? – dziewczyna tylko wzruszyła ramionami i zuchwale się uśmiechnęła, co mogło oznaczać dosłownie wszystko. Blondyn zmrużył oczy, a jego usta opuściło zirytowane „ch".

W końcu odwrócił się i skupił uwagę na swoje lewo, gdzie – po tym, jak minęli drzewo - usłyszał lekkie, ale za to szybkie bicie serca. Uśmiechnął się, gdy jego nos uchwycił zapach skradającego się pod krzakami lisa. Delikatnie pogładził znajdującą się na jego twarzy maskę, czując wyraźną wypukłość długiego zwierzęcego nosa i trzy świeżo wymalowane, czerwone krzywizny po każdej stronie białej powierzchni. Kiedy pierwszy raz ujrzał na rękach Jiraiyi maskę lisa wraz z nowym zestawem ubrań, na jego twarzy pojawił się prawdziwy, animalistyczny, lisi uśmiech. Nie mógł nic poradzić, tylko wybuchnąć, kiedy coś ukłuło go w zakątkach umysłu, wywołując śmiech aż do bólu brzucha. Zanim założył całkowicie białą maskę, znowu coś poczuł i nie wiadomo kiedy wziął do ręki jeden z jego pędzli, a także czerwony tusz. Nie miał pojęcia, dlaczego namalował to samo po obu stronach, jednak w czasie oględzin końcowych rezultatów poczuł, jak wypełnia go uczucie dziwnej satysfakcji. Jeszcze raz powoli pogłaskał wymalowane wąsy i z westchnięciem zatoczył kółko ramionami. Zanudzę się na śmierć…

Tuż obok zmaterializował się klon, który uniósł na niego brew.

- Czy jesteś poważny?

- Warto spróbować – blondyn wzruszył ramionami, w czasie gdy wszyscy członkowie drużyny z ciekawością mu się przyglądali. Kage Bunshin położył dłoń na lewej wyciągniętej dłoni chłopaka. Obydwaj zamknęli oczy w koncentracji, a pomiędzy nimi pojawił się niewielki, powoli krążący wiatr. Zaczął przyspieszać, a małe tornado się spłaszczać do momentu, w którym stało się prawie niewidoczne dla obserwatora. Od góry utworzyło perfekcyjny okrąg – nie większy, niż standardowy shuriken. Klon zaczął marszczyć czoło. Mocniej zacisnął powieki.

Kakashi podniósł ręce, by odkryć swój Sharingan, a następnie z pomocą powoli wirujących tomoe w krwistoczerwonym oku przeegzaminować progres. Widział, jak chakra pomału wędruje z lewej ręki Toroku, zatrzymuje na chwilę na wysokości nadgarstków, następnie kieruje na dłoń, by w końcu zostać wessaną przez niewielką technikę. Kopia blondyna wydała z siebie jęk, kiedy w swoim ciele powtórzyła ten sam proces, dodając do jutsu własnej chakry. Energia dotarła do wirującego tworu, powoli, krok po kroku, miksując Ogień z Wiatrem, co sprawiło, że całość zaczęła mienić się nienaturalnym, pomarańczowym światłem – tak jak żelazo w kuźni chwilę przed przekształceniem przez kowala w miecz. Ruch wiatru raz jeszcze się spotęgował, a Odoroki zmrużył oczy.

- Wystarczy. Po prostu utrzymaj tą ilość – klon zacisnął zęby, a usta oryginału opuściło bolesne syknięcie, kiedy znajdująca się między ich dłońmi wirująca technika odrobinę się zachwiała.

- Co robisz? – zapytał spokojnie sannin.

- Jestem zbyt zajęty na pogawędkę… - wysyczał z pomiędzy zaciśniętych zębów krewny Minato. Z lekkim jękiem uwolnili jutsu, które powoli rozpłynęło się w powietrzu, pozostawiając za sobą delikatną woń ozonu. Bunshin potrząsnął głową, w czasie gdy shinobi przyjrzał się swojej czerwonej dłoni i pęcherzowi, który właśnie się tam tworzył. – Musimy więcej nad tym popracować. W porównaniu do większej wersji potrzebuje ona dokładniejszych proporcji – chłopak zmrużył oczy, kiwając potwierdzająco głową. Westchnął, a klon zniknął w kłębie dymu. Z przepraszającym uśmiechem podszedł do Rin, która na to przewróciła oczami.

- Powinieneś być bardziej ostrożny, wiesz? Nie jestem zawsze przy tobie… - delikatnie umieściła dłonie nad uszkodzoną tkanką, po czym użyła na niej zielonej chakry, dając przyjemne zimno jego pieczącej skórze.

- Czy mogłabyś mnie uczyć, Rin-chan? – Kakashi parsknął, a Jiraiya zaczął się głośno śmiać, zarabiając tym rozzłoszczone spojrzenie od blondyna.

- Nie sądzę, że jestem najlepszą osobą do tego celu. Jesteś ode mnie silniejszy.

- Może i tak, ale moja kontrola chakry ssie, a ja potrzebuję dobrego dopracowania pomniejszych technik. A to jest coś, w czym tylko ty jesteś w stanie mi pomóc. Tak samo z medycznymi jutsu. Bez dobrego wyczucia możesz wszystko zdemolować, a ja chcę się uczyć u możliwie najlepszych osób – Toroku uśmiechnął się za maską tak ciepło, jak tylko mógł, przyglądając się zarumienionej kunoichi. – Proszę… - Rin uśmiechnęła się i skinęła głową czując, jak przepełnia ją uczucie dumy. Jiraiya delikatnie uśmiechnął się na ten widok.

- Dlaczego w ogóle chcesz uczyć się drobniejszych technik? Masz mnóstwo potężnych asów w swoim arsenale… - prychnął Hatake, splatając ręce na szyi.

- Siła czasami tkwi w małych formach, Kakashi-kun – rzekł luźno sannin i pstryknął jounina w głowę, który odpowiedział mu sfrustrowanym jękiem i przeczesał dłonią swoją czuprynę. Blondyn skinął głową z aprobatą.

- To prawda, że potrafię być bardzo… destrukcyjny, ale… potrzebuję technik, które nie będą zagrażać życiu osób znajdujących się dookoła i tego właśnie mi brakuje – chłopak powoli potrząsnął głową, ciężko wzdychając, jeszcze raz zwracając się do koleżanki. – Więęęc… pomożesz mi, Rin-chan?

- Oczywiście. Zobaczmy… Dopracowanie… - przez chwilę zamyśliła się, po czym znów skupiła uwagę na rozmówcy.

- Nie masz trudności z manipulacją natury i postaci, co oznacza, że główny problem nie leży konkretnie w kontroli, tylko ilości. Zobaczmy. Której techniki wymagającej mniejszej ilości chakry nie potrafisz dobrze wykonać?

- Bunshin… - Toroku wypluł to słowo niczym truciznę. Pomału złączył ze sobą dłonie, uformował odpowiednie pieczęcie, tworząc obok bezkształtną masę, która w następnej sekundzie opadła bezładnie na ziemię. Nastolatek westchnął z irytacją, a karykatura człowieka rozpłynęła się w powietrzu. – Widziałaś? Totalnie spaprany. Nie potrafił nawet stać – użytkownik Sharingana uniósł brew, po czym z ciekawością spojrzał na członków drużyny. – Więc, sensei. Gdzie powinniśmy zacząć? – medyczna kunoichi znów się zarumieniła, posyłając rozmówcy niewielki uśmiech.

- Pierwszym krokiem powinna być praca nad tą techniką – chłopak przytaknął, zajmując pozycję. Zamknął oczy, a za małą grupą pojawiła się około setka jego klonów, bez potknięcia za nimi podążająca. Kakashi od razu zmarszczył czoło, kiedy obrócił się, by zobaczyć rezultat.

- Po co są Kage Bunshiny?

- Tylko patrz – Odoroki zawadiacko uśmiechnął się pod maską, a jounin znów skupił uwagę na kopiach, które były w trakcie tworzenia niezbędnych ręcznych pieczęci. Pojawiła się setka normalnych, bezużytecznych Bunshinów, a maszerująca obok mała armia raz po raz uniosła brew. Oryginał zwrócił się do nich, wrzeszcząc: - Stwórzcie cztery grupy i odwołujcie się co piętnaście minut! – odpowiedział mu chór okrzyków „tak, szefie!".

Jiraiya spojrzał na blondyna z rozbawionym wyrazem twarzy.

- Aa, o to ci chodzi – Kakashi przeniósł skonfundowany wzrok na sannina, zaś Toroku tylko zmierzył go wzrokiem, po czym wzruszył ramionami i sam rozpoczął pracę nad jutsu. Blisko końca piętnastej minuty jeden ze znajdujących się blisko grupy klonów wydał z siebie zwycięski okrzyk, gdy tuż obok pojawił się przypominający człowieka, chwiejący się na cienkich nogach akademicki Bunshin. Nastolatek mu przytaknął, po czym kopia zniknęła, a reszta w ułamku sekundy się zdziwiła.

- Pięć minut opóźnienia, póki nie zniknie pierwsza grupa! – klony przyjęły to do wiadomości i kontynuowały swoje. Zadziwiająco, tym razem prawie każdy nowy Bunshinbył w stanie przynajmniej stać.

- Nie rozumiem tego.

- Kiedy Cienisty Klon znika, dostaję każde jego wspomnienie. Oryginalnie używane były do szpiegowania. A z ich wspomnień mam również to, czego się nauczyły. W ten sposób jestem w stanie skompresować lata nauki w tygodnie. Ale metoda ta niesie ze sobą również ryzyko – chuunin ostrożnie wytłumaczył dziewczynie, zarabiając tym zmrużenie oka od srebrnowłosego.

- Jakie ryzyko?

- Wracają nie tylko wspomnienia, ale także wycieńczenie – na zmartwione spojrzenie swojej nauczycielki chłopak tylko wzruszył ramionami. Wędrowali przez jakiś czas w ciszy.

Po tym, jak odwołała się ostatnia grupa, Toroku był w stanie zrobić normalnie wyglądającego, zwykłego klona, o ile nie liczyć pozbawionej twarzy głowy i lekko pomarańczowych ubrań. Twór potrafił przejść prawie pięć kroków, zanim tracił równowagę, upadał i znikał w kłębie dymu. Blondyn westchnął ze znużeniem i z zawodem potrząsnął głową.

- To jest trudniejsze, niż kiedykolwiek zakładałem… - sannin podszedł do niego i poklepał po ramieniu.

- Nie wymagaj od siebie tak wiele, w przeciwnym razie ty także tu zaraz padniesz – nastolatek przytaknął ze zrozumieniem głową i się przeciągnął.

- Wiem, ale wkurza mnie to jak diabli. Rany. To jutsu poziomu akademickiego.

- Nie dziw się tak. Masz na to zbyt wiele pokładów chakry. Po prostu poddaj się i rób to, w czym jesteś dobry – Toroku zmrużył oczy, kiedy w jego tęczówkach pojawiła się czysta determinacja.

Tak uparty jak Minato. Musiałem po prostu pociągnąć za właściwe sznurki – Ropuszy Mędrzec uśmiechnął się, po czym powoli odwrócił do reszty.

- Słońce prawie zaszło. Za godzinę rozbijemy obóz. Za tym wzgórzem jest przyzwoite miejsce – drużyna przytaknęła. Ich znajdujący się pośrodku stoicki i nie odzywający towarzysz także westchnął z ulgą na wizję przerwy po długiej podróży.


Dwie godziny później obozowisko było gotowe, a znajdujące się pośrodku, otoczone śpiworami palenisko radośnie skwierczało. Jednak tylko cztery tymczasowe miejsca do spania były zajęte. Toroku siedział na grubej gałęzi na pobliskim drzewie. Poczuł, jak zbliża się znajoma mu sygnatura chakry. Sekundę później srebrnowłosy jounin usiadł tuż obok bez słowa.

- Powinieneś spać…

- Toroku-san – na ten tytuł blondyn uniósł brew pod maską, czekając na pytanie, którego spodziewał się odkąd opowiedział o triku pod postacią Kage Bunshina. – Czy mógłbyś… - Kakashi przerwał, szukając słów, ale to „ANBU" dokończył za niego zdanie.

- Nauczyć cię techniki Kage Bunshin? – Hatake tylko skinął głową. Krewny Minato westchnął ze zmęczeniem, przeczesując dłońmi swoje włosy. – Mógłbym, ale nie będzie dla ciebie zbyt efektywna. Nie masz wystarczająco chakry, by poprawnie używać jej w celach treningowych, jednakże może być przydatna w szpiegowaniu – syn Białego Kła tylko przytaknął. Był już tego świadom. Jeżeli by się tego nauczył, nie będzie w stanie używać więcej niż czterech czy pięciu klonów. – Ale… tym razem nie możesz posługiwać się Sharinganem. Nauczysz się tego na własnej skórze.

Chłopak uniósł brew, skonfundowany, ale zgodził się. Bazując na poprzednich reakcjach jego rozmówcy oraz więcej niż jednym wspomnieniu o tym przez Minato wywnioskował, że nagłe pojawienie się Toroku było najprawdopodobniej powiązane z użytkownikiem Sharingana. Blondyn zrelaksował ramiona, po czym wskazał na oddaloną o około dwadzieścia metrów polanę. Na drzewie pojawiło się pięć klonów, po czym rozlokowały się w różnych miejscach, na i nad ziemią, zaś dwaj nastolatkowie wyprostowali się, a Toroku pomachał do Jiraiyi, który tylko uniósł dłoń w geście zgody.


Kiedy wrócili po godzinie, Kakashi był wyraźnie zmęczony. Prawie wpadł do swojego śpiwora, a na jego ciele było widoczne więcej niż jedno zadrapanie. Ale w końcu udało mu się stworzyć porządnego klona. Toroku powoli potrząsnął głową, odwołał swoje kopie i zajął poprzednie miejsce na gałęzi. Oparł się o szorstką korę, zwracając głowę w kierunku atramentowoczarnego nieba. Od zawsze lubił obserwować Księżyc i gwiazdy. Uspakajało go to, a także relaksowało umysł. Westchnął, gdy dołączyła do niego kolejna postać.

- Co teraz? Też chcesz się czegoś ode mnie nauczyć? – Jiraiya parsknął i pomachał rękami.

- Nie – blondyn przytaknął, ale nie odwrócił wzroku od delikatnego blasku ciał niebieskich. Sannin przez dłuższą chwilę się nie odzywał.

- Jak sobie radzisz ze swoimi Bunshinami?

- Nie za dobrze, ale nie sądzę, że po to tu przyszedłeś.

- Dlaczego nauczyłeś Kakashi'ego kinjutsu? – nastolatek wzruszył ramionami.

- Ponieważ chcę, by stali się silni. Może i nie będzie mógł używać tego w treningu, ale pewnego dnia może to ocalić mu życie… albo Rin. No i wierzę w niego. Już jest osobą, z którą trzeba się liczyć, a pewnego dnia stanie się potężnym i elitarnym shinobi. Pracuje ciężko, mimo że tego po sobie nie pokazuje, mając na sobie stoicką maskę. Wiem, że coś go martwi od momentu, w którym dowiedział się o naszej podróży do Suny.

- Jak dużo o nim wiesz? – ninja powoli potrząsnął głową.

- Niezbyt wiele. Prawie nigdy o sobie nie mówi. Mniej więcej wiem, co wydarzyło się w Iwie no i to, że jest sierotą, ale to wszystko – rzucił okiem na Kakashi'ego, słuchając jego lekkiego oddechu przy tlącym się płomieniu.

- Jego ojciec, Hatake Sakumo, był Białym Kłem Konohy. Silnym, budzącym lęk i respekt shinobi. Był na tym samym poziomie co ja, jeden z sanninów. Został wysłany na misję… i podjął ciężką decyzję – Toroku uniósł brew pod maską. Położył ręce na kolanach. – Wybrał życie swoich towarzyszy zamiast pomyślnego wykonania bardzo ważnego zadania, którego niepowodzenie wywołało wiele zamętu w Kraju Ognia. Po tym, jak porzucił misję dla przetrwania przyjaciół, wszyscy, łącznie z nimi, zrzucili na niego całą winę. Ninja odwrócili się od niego, zhańbili, opluli… Został złamany przez presję i popełnił samobójstwo… - chłopak otworzył szeroko usta. – Po tym Kakashi zaczął czcić zasady i regulacje świata shinobi. Stał się pozbawiony uczuć i pracował tylko po to, by zmyć wstyd z nazwiska Hatake. Ta misja odbyła się w Sunie… - białowłosy mężczyzna podrapał się po ramieniu i ziewnął. – Jednakże… coś się w nim zmieniło po tym, jak zginął członek jego drużyny. Ale nie wiem, co się dokładnie stało. Minato nie chce o tym mówić.

- Wiem, co to spowodowało… a przynajmniej tak myślę – Toroku westchnął. – Kiedy wróciliśmy z Kumo, powiedział mi coś, kiedy ja… byłem przygnębiony. Nie znam detali, ale wygląda na to, że dzieciak Uchiha zrobił na nim ogromne wrażenie, skoro jego światopogląd zmienił się o 180 stopni – Jiraiya przytaknął, skupiając wzrok na blondynie.

- Co myślisz o swojej sytuacji?

Odoroki zamrugał na to nieoczekiwane i nagłe pytanie. Skierował głowę na sage, jedną ręką chwytając za swoją maskę, czekając na reakcję towarzysza. Ropuszy Mędrzec tylko skinął głową z aprobatą. Blondyn z gracją ją podniósł, by potrzeć swoje znużone oczy. Wyciągnął z jednej z kieszeni batonik energetyczny i zaczął go bezmyślnie żuć. Nie był głodny, ale potrzebował czasu na zebranie myśli. Sannin z ciekawością, ale nie podejrzliwością wpatrywał się w jego błękitne tęczówki, czekając na odpowiedź. Chuunin w końcu położył resztki jedzenia na kolanach i oderwał od nierównej powierzchni drzewa. Nie spojrzał rozmówcy w oczy.

- Wiem, że jesteś po to, by mnie powstrzymać, jeżeli… coś mi odwali… a to oznacza, że jesteś silny… Może czasami gram idiotę, ale nie jestem głupi. Wiem… wiem, że może jestem zabójcą lub szpiegiem lub co tam jeszcze… - westchnął ze znużeniem, w końcu przenosząc swoje prawie błyszczące lazurowe oczy na sage. – Ale także mam nadzieję, że jeżeli naprawdę nim jestem, jeżeli odzyskam swoje wspomnienia, to nie stracę tego, kim teraz jestem – Toroku potrząsnął głową, znów ciężko wzdychając. Rzucił okiem na śpiących towarzyszy. – Nie chcę skrzywdzić Minato, Kushiny, gówniarzy tam na dole czy kogokolwiek innego. Chcę tylko chronić tych, którzy są dla mnie ważni… - pozwolił, by na jego twarzy pojawił się niewielki uśmiech. Znów przeniósł wzrok na towarzysza. – A ty? Co myślisz o mojej sytuacji?

Jiraiya zaśmiał się, machając dłonią.

- Mam o tobie swoje własne przypuszczenia, gówniarzu – blondyn przewrócił oczami, z cierpliwością czekając, aż sannin otworzy usta. – Czytałem raporty o tobie…

- I? Coś interesującego? – białowłosy przewrócił oczami.

- Pisało tam, że miałeś kilka… przebłysków – nastolatek tylko wzruszył ramionami.

- Nie zawsze. Czasami, gdy ujrzałem coś bądź usłyszałem, no i nie są to prawdziwe obrazy. Nie wspomnienia. Uczucia. Tak jak déjà vu lub coś w tym stylu. Kiedy wiesz, że coś ci się już przytrafiło i ogarniają cię znajome emocje.

- Nagato… - Jiraiya rzekł spokojnie, a jego oczy zabłysły zainteresowaniem, podczas gdy twarz chłopaka wymalowała się zdezorientowaniem. Spojrzał na sannina, a wtedy zadrżała mu powieka, a uczucie powoli zaczęło pojawiać się w jego umyśle po to tylko, by zniknąć wraz z kolejnym mrugnięciem oka.

- Coś w związku z tym? – brat Minato zmrużył oczy, kontemplując.

- Coś się pojawiło i po chwili zniknęło… szacunek? Nie wiem. Było to gdzieś sekundę temu, ale teraz wyparowało i nie mam pojęcia, co. – Kim jest ten Nagato? – nastolatek podrapał się w tył głowy, z frustracją przymykając powieki, czekając na dalsze wyjaśnienia, ale kiedy nic nie otrzymał, znów westchnął, z poważnym spojrzeniem powoli odwracając się do rozmówcy. – Jiraiya?

- Co, gówniarzu?

- Czy mógłbym prosić cię o przysługę? – sage uniósł brew, ale skinął głową.

- Obiecaj mi… jeżeli… jeżeli wszystko pójdzie źle, a ja zatracę się w sobie… proszę, nie pozwól, bym kogoś skrzywdził – mężczyzna pozostał w całkowitej ciszy, z powagą obserwując chłopaka, czekając, aż jego determinacja przeminie, ale nic podobnego się nie wydarzyło. Jego lazurowe spojrzenie pozostało spokojne i uroczyste.

- Będę szybki i miłosierny, Gaki. Obiecuję.

- Jakiś ty hojny – Toroku zachichotał, posyłając Jiraiyi delikatny uśmiech, ale ten pozostał poważny. Przez minuty żaden z nich się nie odezwał. Po prostu siedzieli obok siebie, słuchając dobiegających z dookoła głosów natury. – Hej, staruszku, idź odpocząć. Nie zawlekę cię do Suny, jeżeli padniesz ze zmęczenia.

Mężczyzna parsknął, po czym spróbował pacnąć Toroku w tył głowy, ale ten się odsunął, lekko się śmiejąc z tej zabawnej próby. Poczuł, jak jego umysłem zawłada déjà vu, a na twarzy wykwita prawdziwy uśmiech, kiedy spojrzał na sannina.

- Jesteś naprawdę interesującym młodym mężczyzną, Toroku-kun… i bardzo kłopotliwym, nadętym, małym gówniarzem – gówniarz tylko się zaśmiał, a Jiraiya w końcu zeskoczył na ziemię, by ruszyć w kierunku swojego śpiwora i tym razem zapaść w głęboki sen. – Za cztery godziny cię zastąpię, krewetko – nastolatek tylko przytaknął i z powrotem spojrzał w niebo, by znów odnaleźć świecącą Gwiazdę Wieczorną, Hesperos.


Od autorki/tłumaczki: Tworzenie więzi... zyskiwanie zaufania... przepraszam za takie drażnienie się z Wami, ale to konieczne. Już wkrótce zrozumiecie dlaczego :)