Oto ja... rozdział temu pisząca o tym, że kolejne rozdziały mogą pojawić się po trochę dłuższej przerwie, dnia następnego wrzucając kolejny :X
Cóż dla czekających na ciąg dalszy to chyba lepiej, mam tylko jeden komunikat, uważajcie czego sobie życzycie, życzenia lubią się spełniać (¬‿¬)
-Brrr… zimno tutaj okropnie- mruknął Francja pocierając ręce -Nie wiem jak można mieszkać w takich warunkach!-
-Normalnie, kwestia przyzwyczajenia żabojadzie- stwierdził Anglia
Brnęli przez gęsty śnieg pokrywający fińską ziemię, zmierzając na miejsce spotkania z Rosją i Finlandią, podróż przez Norwegię i Szwecję zajęła im trochę czasu, ale przy okazji mogli rzucić okiem na to jak prezentowała się sytuacja i dopracowywać szczegóły wprowadzenia swoich wojsk na te tereny.
-A co ty możesz o tym wiedzieć?!- syknął Francis -Ty masz łagodny klimat na tej twojej wysepce, nawet w zimie rzadko się zdarza, że temperatura spada poniżej zera!-
-Wiesz nie potrzebuje jakichś ekstremalnych doświadczeń, żeby stwierdzić, że to kwestia przyzwyczajenia- powiedział Arthur z prychnięciem
-… A zresztą nieważne- mruknął Francja nie mając kontrargumentu -Daleko jeszcze?-
-Już prawie jesteśmy, to tam- odparł Anglia pokazując na namiot rozstawiony na środku pola, pomiędzy dwiema armiami czekającymi na rozkazy swoich dowódców.
-Bogu dzięki, ręce mi zaraz odpadną- wymamrotał Francis, tak niskie temperatury nie były jego domeną, przyspieszył nieco kroku chcąc jak najszybciej znaleźć się w środku.
-Anglia~ Francja~ jak miło, że w końcu się zjawiliście! Czekanie na was było bardzo nudne- przywitał ich głos Rosji, jak tylko weszli do namiotu.
Na środku namiotu ustawiony był składany stolik, Tino i Ivan siedzieli naprzeciw siebie, Rosja wyglądał na zrelaksowanego, podczas gdy mina Finlandii świadczyła o tym, że najchętniej znalazłby się jak najdalej od większej nacji.
-Jakże mi przykro- powiedział Anglia starając się nie zazgrzytać zębami ze złości -Dobrze wiesz dlaczego tu jesteśmy Rosja-
-Wiem- przyznał Ivan uśmiechając się radośnie -W końcu przysłaliście mi list, a nawet wyrzuciliście z Ligii Narodów-
-Twoja inwazja na Finlandię jest bezpodstawna- powiedział Francja -Przyszliśmy osobiście poinformować cię, że jeśli nie wycofasz swoich armii…-
-Dobrze wycofam się- powiedział Rosja nie przestając się uśmiechać, Francis i Arthur spojrzeli na niego jakby właśnie oświadczył, że leci na księżyc -No co? Powiedziałem coś nie tak? Przecież tego właśnie ode mnie żądaliście da?-
-Tak… tak po prostu?- zapytał Anglia kiedy odzyskał głos
-Tak po prostu- zgodził się Ivan -Widzicie mniej więcej o tym rozmawialiśmy zanim przybyliście, prawda Finlandia?- Tino kiwnął głową, niechętnie zgadzając się z Rosją
-Widzisz Anglia~ Nie jestem głupi- powiedział Rosja patrząc na niego i na Francję swoimi zimnymi fioletowymi oczami, które w tym momencie błyszczały z uciechy -Daliście mi jasno do zrozumienia, że nie żartujecie z wysłaniem swoich wojsk, w dodatku mój szef wyraził obawę, że pomimo naszego porozumienia, Niemcy może być niezbyt zadowolony moimi działaniami, a przecież nie chcę, żeby nasza współpraca dobiegła końca~. Bardzo dobrze, że się zjawiliście, będziecie mogli być arbitrami i świadkami przy podpisywaniu zawieszenia broni~-
-Jesteś… jesteś pewny, że to nie jest żaden podstęp Finlandio?- zapytał Francja, wciąż nie mógł uwierzyć w oświadczenie Rosji
-Dlatego cieszę się, że tu jesteście- odparł Tino -Jeśli będziecie wszystkiego pilnować, będę mieć pewność, że ten drań niczego nie wywinie-
-Ranisz moje uczucia nazywając mnie draniem towarzyszu~- powiedział Rosja smutno
-Jakie uczucia? Ty nie masz uczuć- parsknął Finlandia -W każdym razie jestem gotów zgodzić się, na podpisanie zawieszenia broni, mogę nawet pójść na pewne ustępstwa, jeśli tylko Armia Czerwona, wycofa się z inwazji i moich ziem-
-Jakie ustępstwa?- zapytał Anglia, starał się sprawiać wrażenie spokojnego, ale ten nagły obrót sprawy był dla niego i Francji sporym problemem
-Finlandia zgodził się oddać mi Przesmyk Karelski- powiedział Rosja
-Pod warunkiem, że moi obywatele, mieszkający na tych terenach dostaną możliwość opuszczenia przekazanego terytorium, a niepodległość mojego kraju nie będzie już zagrożona kolejną radziecką inwazją- stwierdził Tino
-Obaj zgadzacie się na te warunki?- zapytał Arthur
-Da~ Nawet już podpisaliśmy pakt, brakuje już tylko waszych podpisów, żeby zakończyć to małe nieporozumienie~- oświadczył Ivan, Finlandia spojrzał na niego ze złością, nie uważał, żeby atak na niego był ''małym nieporozumieniem''
-Dobrze… w takim razie miejmy to już za sobą- mruknął Anglia podnosząc ze stolika długopis i podpisując traktat zawieszenia broni podsunięty mu przez Rosję, następnie podał przybór do pisania Francji, żeby on też mógł się podpisać.
-Ah~ Ale ulga nieprawdaż?- zapytał zadowolony Ivan kiedy było już po wszystkim
-Taa… ulga- mruknął Tino podnosząc się z miejsca -Wybaczcie ale nie chcę siedzieć ani chwili dłużej w towarzystwie tego dupka- powiedział wskazując na Rosję -Możecie sobie pogadać na osobności, a jeśli do rana nie wycofa swoich wojsk, to możecie uznać traktat za nieważny- po tych słowach Finlandia opuścił namiot i udał się w stronę obozu swojej armii.
-Dlaczego macie takie nietęgie miny? Anglia, Francja?~- zapytał Rosja przyglądając się im z rozbawieniem -Czyżby moja decyzja wam nie odpowiadała? Powinniście się cieszyć~ wasza zdecydowana postawa powstrzymała agresora! Sprawiedliwości stało się za dość, zapobiegliście dalszym ofiarom, pomogliście obronić suwerenność i niepodległość Finlandii~ Hura~!-
-Do czego zmierzasz Rosja?- zapytał Francja patrząc na Ivana z rozdrażnieniem, ton w jakim wypowiadała się większa nacja mu się nie podobał, wyraźnie z nich kpił
-Och do niczego takiego~- odparł Ivan uśmiechając się jeszcze szerzej -Zastanawia mnie tylko… i pewnie nie tylko mnie…- nachylił się bardziej w stronę państw europejskich, jego oczy błysnęły sadystyczną uciechą -Dlaczego nie byliście tak samo zdecydowani kiedy to mały Polsha prosił was o pomoc?-
-O co ci chodzi?- zapytał Anglia czując jak mróz wżera mu się aż do szpiku kości, a poczucie winy znów zaczyna zżerać go od środka
-Dobrze wiesz o co mi chodzi Anglia~- powiedział Rosja -Chciałbym żebyście odpowiedzieli na moje pytanie~ Dlaczego? To wszystko mogłoby wyglądać zupełnie inaczej gdybyście wtedy zareagowali~ Nie musielibyście martwić się rosnącą potęgą Niemiec, gdybyście uderzyli kiedy cała jego uwaga była skupiona na maleńkim Feliksie~. Może Państwo Polskie nadal by istniało, gdybyście pomogli mu pokonać najeźdźców~? Może wiedząc, że ma wsparcie tak potężnych państw jak wy, nie zdecydowałbym się na inwazję na niego~? Może ta wojna skończyłaby się już dawno, gdybyście nie trzymali się tej płonnej nadziei, że Niemcy na tym poprzestanie?-
-Skończ te swoje gierki Rosja- warknął Francja zaciskając dłonie w pięści -To, że zajęliście z Niemcami jego tereny, nie znaczy, że Polska przestał istnieć, żaden inny kraj nie zaakceptował waszej decyzji o rozwiązaniu kraju Feliksa!-
-Ale ja nie prowadzę żadnych gierek Francjo~- zaśmiał się Ivan -A skoro jesteś taki pewny swoich słów, powiedz mi… gdzie w takim razie Feliks teraz jest, skoro według was jego kraj wciąż istnieje?-
-Ty nam to powiedz sukinsynu!- krzyknął Anglia uderzając pięścią w stół -Byłeś u niego, ty i Ludwig!-
-Ajajaj Anglio nie denerwuj się tak~ Skąd ci przyszło do głowy, że wiem gdzie on się znajduje? A nawet gdybym wiedział, dlaczego miałbym wam to powiedzieć? Czyżby jego los nagle zaczął was obchodzić?-
-Skończ pierdolić i gadaj co z nim zrobiliście! Gdzie on jest?!- Arthur nie dawał za wygraną
-Nie wiem~- oznajmił Rosja z uśmiechem -Niemcy nie mówił dokąd go zabiera~ Mogę wam tylko powiedzieć, że nie wyglądało jakby miał wobec niego przyjazne zamiary~-
-Anglio chodź, idziemy stąd, nie ma sensu gadać z tym wariatem- powiedział Francja patrząc z obrzydzeniem na Ivana
-Och już wychodzicie~? Miałem nadzieje, że porozmawiamy dłużej~- zanucił wesoło Rosja kiedy Arthur i Francis bez słowa ruszyli w stronę wyjścia z namiotu -Aaach~ liczyłem na to, że zaspokoicie moją ciekawość… co zrobicie teraz, kiedy wiecie, że ofiara którą złożyliście poszła na marne?-
-Arthur…- powiedział Francis, starając się nadążyć za wzburzonym Anglią
-Ten drań… żeby tak kiedyś zapił się na śmierć tą swoją wódką!- warknął Arthur kopiąc ze złością kupkę śniegu
-Anglio uspokój się, wiesz, że specjalnie nas prowokował- Francja starał się uspokoić Brytyjczyka
-Wiem! A najgorsze w tym wszystkim jest to, że ma rację!- krzyknął Anglia stając nagle w miejscu i opuszczając głowę -Gdybyśmy wtedy zareagowali…-
-Nie mamy pojęcia co by się stało- wpadł mu w słowo Francis -Nie możemy cofnąć czasu i tego sprawdzić, jedyne co nam pozostało to zmierzyć się z konsekwencjami naszych wyborów-
-Taa… innej opcji nie mamy- powiedział cicho Arthur, nie potrafił jednak oprzeć się wrażeniu, że Rosja miał rację, tak samo jak nie potrafił pozbyć się przeczucia, że już wkrótce oboje z Francisem pożałują swoich decyzji.
-Mamy teraz poważniejszy problem niż gdybanie co by było gdyby- przypomniał mu Francja -Skoro Finlandia i Rosja podpisali zawieszenie broni, nie mamy już pretekstu żeby wysłać nasze wojska do Norwegii-
-Wiem- powiedział Anglia sfrustrowany -Ale to zbyt ważna sprawa, żeby po prostu z niej zrezygnować, Norwegii się to nie spodoba ale…- przerwał unosząc brwi ze zdziwienia widząc brytyjskiego żołnierza biegnącego w ich stronę
-Sir! Mam pilne wieści!- wysapał żołnierz walcząc o złapanie oddechu
-Spokojnie żołnierzu- powiedział Arthur kładąc mu dłoń na ramieniu -Uspokój się, złap oddech i powiedz mi co się stało?-
-Panie… nasz wywiad donosi, że Dania została zaatakowana przez Trzecią Rzeszę- zameldował żołnierz kiedy odzyskał zdolność mówienia.
Anglia i Francja spojrzeli po sobie, zszokowani i przerażeni, Niemcy nie tracił czasu
-Czy te dwa kraje wypowiedziały sobie wojnę?- zapytał Arthur
-Nie sir!- oznajmił żołnierz kręcąc głową
-Rozumiem, skontaktuje się, ze sztabem głównym jak najszybciej to będzie możliwe- powiedział Anglia dając mężczyźnie znak, że może odmaszerować.
-Arthur…- powiedział Francja po długim milczeniu
-Wygląda na to, że Niemcy dał nam odpowiedni pretekst- stwierdził Anglia zaciskając dłonie w pięści
-Znów zaatakował bez wypowiedzenia wojny- stwierdził Francis
-Cóż teraz przynajmniej mamy pewność, że nie zgodzenie się, na podpisanie traktatu pokojowego z Niemcami, po jego inwazji na Polskę, to nie był błąd- Arthur zazgrzytał zębami ze złości, czując jednocześnie, że jego obawy zaczynają się spełniać -Ten skurwysyn nie szanuje żadnych paktów i traktatów-
-Zdaję się, że znów musimy porozmawiać z Norwegią- oznajmił Francja -Zdaje się, że w obliczu inwazji na Danię, może zweryfikować swoje poglądy-
-Więc nie zwlekajmy dłużej- powiedział Anglia ruszając przed siebie żywym krokiem.
Feliks jęknął cicho czując jak w uszach dzwoni mu tak, jakby przywalił głową w Dzwon Zygmunta, potrząsnął lekko głową, żeby rozjaśnić myśli, mógłby przysiąc, że w środku coś zagrzechotało.
-''Ostatnio za często obrywam w łeb''- pomyślał Polska, czuł, że siedzi na czymś co mogło być krzesłem, a górna część jego ciała oparta jest na czymś gładkim i chłodnym -''Co się w ogóle… gdzie ja...''- zamarł kiedy przypomniał sobie co się działo zanim stracił przytomność.
Zerwał się z miejsca rozglądając się wokół zdezorientowany, syknął gdy poczuł szarpnięcie w okolicach ramion, zwłaszcza mocno dało o sobie znać to ramię, które niedawno miał wyrwane ze stawu.
To co zobaczył sprawiło, że serce zaczęło tłuc mu się w piersi jak oszalałe. Pomieszczenie w którym się znajdował, do złudzenia przypominało mu salę szpitalną, wszystko było takie… czyste, sterylne… i w tych mdłych, przygnębiających kolorach. Siedział na krześle, przy metalowym stole, oprócz rękawic, spodni i bielizny nie miał na sobie nic, a jego nadgarstki były przykute do blatu metalowymi obręczami które, jak z przerażeniem zdał sobie sprawę chwilę później, właśnie do tego były przeznaczone… do unieruchamiania kogoś. Póki co był sam, ale coś podpowiadało mu, że nie na długo, w każdej chwili mógł przyjść ten popaprany doktor. Spojrzał w kierunku drzwi, te z kolei wyglądały jak żywcem wyjęte z więzienia o zaostrzonym rygorze, ciężkie, metalowe, z jedną klapką umieszczoną na poziomie oczu, a drugą przy podłodze, tak żeby można było wsunąć jedzenie. Było też okno… zakratowane, gdzie pręty krat miały grubość jego przedramienia, samo okno musiało znajdować się dość wysoko, bo widział czubki drzew rosnących wokół posiadłości.
Szarpnął się jeszcze raz, bezskutecznie próbując się uwolnić, nienawidził szpitali, kojarzyły mu się z bólem, śmiercią i cierpieniem, co w niepokojący sposób zgrywało się z wyglądem człowieka który kazał go tu umieścić. Fleischer nie wyglądał mu na doktora, raczej na sadystycznego psychopatę, a biorąc pod uwagę, że Niemiec aż za bardzo zainteresował się jego osobą… wystarczyło powiedzieć, że od dawna się tak nie bał.
Usłyszał kroki, zaczął trząść się ze strachu, kiedy dotarło do niego, że zmierzają w jego stronę, zamknął oczy i zaczął się cicho modlić, żeby to wszystko okazało się tylko snem… albo żeby się okazało, że te kroki wcale nie zmierzają w jego stronę.
Bóg chyba musiał go znienawidzić, bo jego żarliwa modlitwa nie została wysłuchana, drzwi zabrzęczały metalicznie, po czym zaczęły otwierać się z cichym piskiem zawiasów.
-Och już się obudziłeś? Wspaniale! Miałem obawy, że jeden z moich asystentów za bardzo cię ''znieczulił''!- na sam dźwięk głosu doktora, Feliks poczuł jak jego wnętrzności skręcają się w ciasny supeł
-Skąd ta wystraszona mina?- zapytał z troską Fleischer siadając na drugim krześle, po przeciwnej stronie stołu -Nie musisz się mnie bać, chcę tylko przeprowadzić kilka testów. Może humor ci się nieco poprawi, kiedy powiem ci, że nie będziesz musiał tu siedzieć cały czas. Jestem bardzo zajętym człowiek i z ubolewaniem muszę stwierdzić, że nie zawsze będę miał dla ciebie wolną chwilę.-
Feliks nadal się nie odzywał, humor poprawiłby mu się tylko wtedy gdyby znalazł się jak najdalej od tego człowieka, jak najdalej od tego pokoju, najlepiej jak najdalej od tego miejsca.
-Na początek chciałbym przeprowadzić z tobą małą rozmowę, dowiedzieć się o tobie jak najwięcej… . Widzisz od dawien dawna jestem… zafascynowany istnieniem uosobień państw. Gdy byłem mały uważałem opowieści mojego dziadka za czcze wymysły starczego umysłu, do czasu kiedy sam nie spotkałem Ludwiga. Uosobienie państwa niemieckiego wyglądało tak samo jak opisywał to dziadek, nie zmienił się ani odrobinę, nie zestarzał ani ociupinkę- Fleischer mówił nie zważając na to czy Feliks w ogóle go słuchał, szukając czegoś w swojej lekarskiej torbie, w końcu wyciągnął ze środka gruby notatnik i kilka długopisów.
-Hmm zobaczmy…- mruknął doktor urywając swoją wcześniejszą wypowiedź -Imię… Rzeczpospolita Polska, ludzkie miano… Feliks Łukasiewicz- mruczał pod nosem zaczynając pisać -Waga… wzrost… wiek… hmm pomyślmy chyba coś około tysiąca lat jako Państwo Polskie, prawdopodobnie znacznie starszy, wygląd na jakieś… dziewiętnaście ludzkich lat-
Podczas gdy Fleischer był zajęty pytaniem, Polska wciąż starał się wynaleźć jakąś możliwość ucieczki, mimo że na razie nic poważnego się nie działo, poczucie zagrożenia wciąż mu towarzyszyło.
-Och wybacz chyba zboczyłem z tematu! W każdym razie, od tamtego momentu dostałem wręcz… obsesji na tym punkcie, po prostu musiałem dowiedzieć się więcej! Jak bardzo różnicie się od zwykłych ludzi? Czy wasze zdolności poznawcze są takie same jak ludzkie? Jak wygląda wasz sposób postrzegania i wyrażania emocji? Przez lata próbowałem sobie odpowiedzieć na te pytania, ale bez odpowiednich badań… sam rozumiesz, że nie mogłem przeprowadzić ich na swoim własnym kraju… a teraz los zesłał mi ciebie! Patrząc na twoją historię, jesteś wręcz niemożliwie interesującym przypadkiem, feniks wschodniej Europy… nie mogłem trafić lepiej!- w oczach doktora znów pojawił się ten wygłodniały wyraz, który doprowadzał Feliksa na skraj przerażenia, który sprawiał, że chciał uciec za wszelką cenę.
-Tak więc jak wspominałem, najpierw odpowiesz mi na kilka pytań, ale najpierw muszę cie odpowiednio oznaczyć. Jakby nie patrzeć jesteś własnością Trzeciej Rzeszy- w ręce Fleischera pojawił się nóż, Polska spojrzał na niego rozszerzonymi ze strachu oczyma, odsunął się najdalej jak tylko mógł kiedy mężczyzna wstał i ruszył w jego stronę z sadystycznym uśmiechem. Doktor złapał Feliksa za kark i przycisnął go do stołu, eksponując jego plecy, pokryte gojącymi się bliznami po niedawnych chłostach. Polska zesztywniał czując na skórze dotyk chłodnego ostrza
-Nie… proszę nie- wyszeptał drżącymi wargami usiłując się wyrwać
-Och proszę cię… właściwe oznaczenie obiektu badań jest bardzo ważne- zaśmiał się Fleischer, wbijając ostrze nieco głębiej i zaczynając powoli rozcinać tkankę. Z gardła Feliksa wyrwał się głośny krzyk, zaczął wyrywać się jeszcze mocniej, ale nie był w stanie ani zerwać okowów, ani wyrwać się z uścisku doktora na swoim karku. Wił się z bólu czując ciepła krew ściekającą mu po plecach i łzy cieknące po policzkach, to nie był zwykły nóż, rany zadawane zwykłym ostrzem nie paliły żywym ogniem, nie doprowadzały niemalże do obłędu.
-PRZESTAŃ! BŁAGAM!- krzyczał starając się przebłagać swoje oprawce, próbował w każdym znanym sobie języku, ale jego prośby pozostawały bez odpowiedzi
-O tak doskonale!- powiedział w końcu Fleischer odsuwając się w końcu i podziwiając swoje dzieło, wielki krwawiący krzyż z zagiętymi ramionami, pokrywający całą górną część pleców Polski -Teraz nikt nie będzie miał wątpliwości, że jesteś własnością Trzeciej Rzeszy- usiadł z powrotem na swoim miejscu, zakrwawiony nóż odłożył na stół, dopiero teraz udręczony Feliks mógł zobaczyć, że ostrze było pokryte jakąś lepką, żółtą substancją, najgorsze było to, że ból nie zelżał mimo że ostrze już nie dotykało jego pleców.
-Interesujące obserwacje… pokrycie ostrza jadem Paraponera clavata, znacznie zwiększyło doznania bólowe obiektu… konieczne dalsze obserwacje, gdyż mówi się, że ból nie ustępuje nawet do 24 godzin. Notatka na przyszłość: Upewniać się jak najczęściej czy oznaczenie się nie goi, przy okazji sprawdzić doniesienia o wysokich zdolnościach regeneracyjnych- mruczał pod nosem doktor nie zwracając teraz zbytniej uwagi na swoją ofiarę.
-''To jest nie do wiary, a myślałem, że to Ivan jest psychopatą jedynym w swoim rodzaju...''- pomyślał nieprzytomnie Polska, jego ciało niekontrolowanie podrygiwało, dręczone bólem, który kojarzył mu się z polaniem otwartych ran kwasem.
-Kolejną ciekawostką jest spostrzeżenie odnośnie wiedzy posiadanej przez obiekt. Wedle moich obserwacji, obiekt (który dalej w tym dzienniku, nazywany będzie Feliksem lub Polską), potrafi posługiwać się nie tylko językiem niemieckim, rozpoznałem między innymi angielski, węgierski, polski, rosyjski, litewski, a nawet łaciński…-
-''Wypchaj się tymi swoimi obserwacjami! Daj mi spokój… po prostu dajcie mi spokój...''- myśli Feliksa dalekie były od pozytywnych, zacisnął zęby czując jak szepty w jego głowie się nasilają -''Nie teraz… błagam tylko nie teraz!''-
-Hmm? Mówiłeś coś?- Fleischer uniósł głowę znad notatnika, Polska zaklął w myślach, musiał nieświadomie zacząć szeptać do siebie
-Nie…- wymamrotał słabym głosem Feliks
-Ach czyli jednak będziesz ze mną rozmawiał!- ucieszył się doktor, Polska zdał sobie sprawę, że właśnie sam się pogrążył, po raz kolejny Fleischer wstał ze swojego miejsca i podszedł do niego -Zadam ci więc kilka pytań, byłbym wdzięczny gdybyś odpowiadał na nie szczerze-
-A co jeśli w ogóle na nie nie odpowiem?- wymamrotał Feliks nie miał najmniejszej ochoty zwierzać się psychopatom
-Pozwól, że coś ci powtórzę i przy okazji unaocznię- odparł doktor, płynnym ruchem złapał za nóż i wbił go z rozmachem w dłoń Feliksa leżącą na stole -Twoje zdanie nie ma tu żadnego znaczenia, będzie lepiej dla ciebie jeśli będziesz współpracował- wyjaśnił Fleischer spokojnym tonem, nie przejmując się zawodzącym krzykiem wydobywającym się z ust Polski.
-Czy to jest jakieś przesłuchanie?!- krzyknął Feliks skręcając się z bólu
-To zależy od ciebie- stwierdził doktor -Jeśli będziesz grzecznie odpowiadał na moje pytania, to będzie zwyczajna rozmowa, w przeciwnym wypadku wydrę z ciebie potrzebne mi informacje, korzystając z rozmaitych metod, a mam ich całkiem sporo-
Toris był mocno zaniepokojony. Chociaż słowo zaniepokojony, w najmniejszy sposób nie oddawało tego co czuł. Od czasu jego ostatniego spotkania z Feliksem minęło już wiele dni, a nawet tygodni... . Odwiedzał Pola tak często jak tylko był w stanie, ale nigdzie nie było ani śladu Polski, niepewność o los jego partnera, nie dawała mu spokoju, a jakby tego było mało, wojska rosyjskie zaczynały wykonywać niepokojące manewry.
Zaskoczyła go decyzja Ivana o wycofaniu się ze zdobycia Finlandii, wiedział, że Anglia i Francja interweniowali w tej sprawie, ale słyszał też, że wpływ miały inne czynniki i w tym momencie pojawiało się pełno plotek. Ponoć Rosja obawiał się odwrócenia sojuszy i zaatakowania go przez Trzecią Rzesze, ponoć straty Związku radzieckiego były tak duże, że to zmusiło Ivana do wycofania się. Były też mniej prawdopodobne wersje, mówiące, że Rosja okazał skruchę i osobiście przeprosił Finlandię za napaść, w co Toris absolutnie nie wierzył.
Tym bardziej, że radzieckie oddziały zaczęły się koncentrować wokół terenów jego, Eduarda i Raivisa, powoli spełniając ich osobisty koszmar o ponownym dostaniu się pod panowanie Rosji, a podobno obecne wydanie ustroju panującego w tamtym kraju, było jeszcze gorsze od poprzedniego.
Ale jego prywatnym największym zmartwieniem i tak było to co działo się z Feliksem, to co działo się z jego krajem było mu dobrze znane, dostawał nawet więcej informacji niż by chciał, a brak jakichkolwiek wiadomości na temat Polski sprawiał, że miewał problemy ze snem, po części właśnie z powodu tego że nie miał pojęcia co się z nim dzieje, po części dlatego że… przełknął cicho ślinę, poprawiając kołnierzyk swojej koszuli, czując nagłe uderzenie gorąca. Po części dlatego, że chyba stęsknił się za Feliksem, bardziej niż do tej pory sądził, czy też może w inny sposób niż wcześniej zakładał… a może jedno i drugie.
Upił łyk kawy i odwrócił głowę, żeby pogapić się przez okno, ślęczał nad kolejną górą papierów, wciąż pozostawało dla niego tajemnicą, jak to się działo, że codziennie było ich aż tyle, jedynym plusem było to, że mógł się nimi zajmować we własnym domu… co uznał za dopust Boży bo nie czuł się na siłach tłumaczyć komukolwiek, dlaczego znienacka jego twarz potrafiła przybrać barwę zachodzącego słońca.
Jedno nie ulegało wątpliwości, był w blond nacji beznadziejnie zakochany, przyłapywał się na tym, że myślami często wracał do czasów kiedy byli praktycznie nierozłączni, rozpamiętywał każdą chwilę którą razem spędzili… a ostatnio spora część jego snów była tak odważna, że mógłby się założyć o całe swoje państwo, że Węgry wykrwawiłaby się na śmierć z powodu silnego krwotoku z nosa. Zaczynało się zazwyczaj niewinnie, spotykali się na Polach, gadali o mało istotnych sprawach, uciekając chociaż na chwilę od rzeczywistości, aż w którymś momencie zaczynało pojawiać się między nimi napięcie.
Od tego momentu zazwyczaj wszystko działo się tak samo, Feliks rzucał mu spojrzenie, które jasno świadczyło, że wiedział o czym on myśli
-''Hmm~? Liet wszystko w porządku? Wyglądasz jakbyś miał gorączkę~''- mówił udając niewiniątko, doskonale zdając sobie sprawę jaka to gorączka i przykładając mu rękę do czoła. Toris odnosił wrażenie, że jego dotyk wręcz parzy, nie odzywał się słowem, wiedział, że nie ma takiej konieczności, znali się tak dobrze, że w takich chwilach, rozumieli się bez słów… dlatego wiedział, że każde słowo Feliksa było częścią gry, która miała doprowadzić go na skraj szaleństwa.
-''Dlaczego tak na mnie patrzysz~?''- jedno pytanie Polski, poparte spojrzeniem jego szmaragdowych oczu, posłanym spod półprzymkniętych powiek, sprawiało, że po plecach Litwy przebiegał potężny dreszcz, pozbawiający go resztek nieśmiałości i niezdecydowania. Jednym ruchem przygważdżał Feliksa do ziemi, czując jak jego oddech i serce przyspieszają nieubłaganie
-''Ach prawie zapomniałem~! Mały Litwa ma przecież wieeelkie potrzeby~''- w oczach Feliksa pojawiał się błysk, unosił odrobinę głowę tak żeby móc wyszeptać do ucha Torisa -''Na co jeszcze czekasz~? Dlaczego nie weźmiesz sobie tego, co ci się należy~?''-
To nie było tylko kolejne uwodzicielskie zagranie, każdy z nich wiedział o tym doskonale, Feliks należał do niego… a on należał do Feliksa, od momentu w którym pierwszy raz wyznali sobie miłość, od ich pierwszego razu, kiedy słowa zostały poparte przez czyny.
Ta świadomość zawsze sprawiała, że Litwa już nie wahał się dłużej, od tak dawna tego pragnął, od dziesięcioleci marzył o tym właśnie momencie nawet nie zdając sobie z tego sprawy, dopiero teraz uświadamiał sobie ile okazji zmarnował i jak wiele czasu stracił. Wpijał się w usta swojego partnera z taką gwałtownością, że zaskakiwał ich oboje, to co zrobił kiedy po długiej nieobecności udało mu się wrócić na Pola to było nic, teraz nie przyjmował żadnej odmowy, był głodny, głodny Feliksa, głodny tego co mógł mu zaoferować i miał zamiar ten głód zaspokoić bez względu na okoliczności.
Jego dłonie nie próżnowały kiedy kosztował ust Polski, jego niecierpliwe palce nieznośnie wolno radziły sobie z guzikami koszuli blondyna, był pod wrażeniem swojego opanowania, mógł po prostu zerwać przeszkadzający mu kawałek materiału siłą. Feliks też nie pozostawał bierny, oddawał pocałunki Torisa z równą pasją i zaangażowaniem, wydając z siebie zadowolone pomruki i wplatając palce w brązowe włosy swojego kochanka. W końcu, po nieznośnie długim czasie koszula Polski lądowała gdzieś na boku, a dłonie Litwy mogły w końcu dotknąć skóry swojego partnera, podążać tylko sobie znanymi ścieżkami, podsycając płomień błyszczący w oczach Feliksa, wyciskając z jego gardła te ciche, ale jakże słodkie jęki.
Feliks nigdy nie był przesadnie umięśniony, był smukły i gibki, rysy miał raczej delikatne, czasami sprawiały wrażenie wręcz kobiecych, ale dla Torisa był ideałem, nawet gdyby mógł, nie śmiałby zmieniać czegokolwiek.
-''Nie tak szybko''- Polska powstrzymywał jego dłonie sunące w kierunku paska od spodni -''Teraz moja kolej~ Może tym razem to ty grasz pierwsze skrzypce, ale ja też chcę mieć z tego odrobinę więcej przyjemności''-
-''Pośpiesz się''- głos Litwy był ochrypły i zniecierpliwiony, nie miał pojęcia jakim cudem Feliks miał jeszcze siłę czekać, obaj byli tak boleśnie pobudzeni, żar między nimi był tak silny, że potrafił spalić na popiół… ale nawet pomimo to nie śmiał przeszkadzać blondynowi, kiedy ten zajął się rozpinaniem jego koszuli.
-''Nie martw się Liet~ Nie pozwolę ci długo czekać~''- chichot Feliksa sprawiał, że Torisowi ciężko było się powstrzymać, całe szczęście Polska o wiele wprawniej radził sobie z koszulą bruneta, dość szybko się jej pozbywał -''I już po kłopocie~''- mruczał po wszystkim sunąc ustami wzdłuż szyi Litwy, składając na niej serię drobnych pocałunków, zatrzymywał się w zagłębieniu tuż obok obojczyka i przygryzał delikatnie i ssał skórę w tym miejscu, wiedząc, że to był jeden ze słabych punktów Torisa.
-Po~!- Toris rzadko używał tego zdrobnienia, wolał zwracać się do swojego kochanka po imieniu, ale w takich chwilach, kiedy praktycznie zapominał jak on sam się nazywa, nadawało się idealnie, zaciskał dłonie na pasku Feliksa czując jak atmosfera gęstnieje jeszcze bardziej, jego palce praktycznie bez udziału jego woli rozpinały spodnie Polski…
I w tym momencie sen bezlitośnie się urywał, a Litwa budził się cały zlany potem, płonąc ze wstydu i niezaspokojonego pragnienia.
Toris usiadł prosto jak na komendę, sprzedając sobie solidnego liścia, żeby się otrzeźwić, samo wspominanie tego snu było niebezpieczne, a zagłębianie się w te wszystkie żenujące szczegóły… a miał przed sobą jeszcze całe mnóstwo pracy
-Ja chyba naprawdę jestem zboczeńcem- jęknął Litwa przykładając sobie dłoń do czoła -Ale prędzej skonam niż przyznam się komukolwiek… zwłaszcza Feliksowi-
Kampania duńska przebiegała bez większych problemów. Duńczycy co prawda stawiali zaskakująco silny opór, ale trwało to tylko do czasu kiedy siły Niemiec dotarły do Kopenhagi. Ludwig stanął przed obliczem Danii, ze spokojnym wyrazem twarzy, chociaż pokonana nacja patrzyła na niego raczej nieprzyjaźnie.
-Poddaj się Dänemark, nie chcę zrobić ci krzywdy- oświadczył Niemcy
-Och doprawdy?- parsknął Dania przez zaciśnięte zęby -Jaką mam na to gwarancję? Taką samą jak na dotrzymanie traktatu o nieagresji?-
-Proszę, bądź rozsądny- Ludwig nie tracił spokoju -Masz moje słowo, że jeśli dobrowolnie się poddasz, nic złego ci się nie stanie. Ty i twoja rasa jesteście zbyt wartościowi, żeby przelewać waszą krew-
Danii niedobrze się robiło od tej gadki, zupełnie nie rozumiał o co chodzi Niemcom z tym całym gadaniem o wartościowej rasie, jednak w obliczu miażdżącej przewagi swoje zdanie wolał zachować dla siebie.
-Poddaje się- powiedział cicho kraj skandynawski wbijając wściekły wzrok w ziemię, ta decyzja była aktem tchórzostwa, ale jego szef kazał mu schować dumę do kieszeni… poza tym… słysząc plotki o tym co stało się z Polską, wolał ustąpić, nie chciał żeby to samo co stało się w tamtym kraju, przydarzyło się jemu, jego krajowi, jego cywilom.
-Rozsądna decyzja Dänemark- powiedział Niemcy z zadowoleniem -Prosiłbym żebyś udał się z jednym z moich oddziałów do Berlina, do mojego domu, rozgość się tam jak będzie ci pasowało-
-A ty nie wracasz? Czego jeszcze szukasz na moim terenie?- zapytał chłodno Dania
-Potrzebne mi twoje lotniska, zwłaszcza Aalborg- odparł Ludwig dając swoim ludziom znak, żeby odprowadzili kraj skandynawski do samochodu
-Lotniska? Po co?- zdziwił się Dania
-Żeby polepszyć obronność powietrzną Niemiec… oraz żeby ułatwić osiągnięcie kolejnego celu- powiedział Niemcy
-Kolejnego celu?- Dania zadał to pytanie z rozpędu, niemal natychmiast tego żałując, odpowiedź którą dał mu Ludwig, sprawiła, że jego oczy rozszerzyły się z szoku, złości i strachu.
-Dokładnie Dänemark, twoje lotniska są mi potrzebne żeby dokonać inwazji na Norwegię-
-Hmm Ludwig miał rację, jesteś strasznie opornym przypadkiem- stwierdził zmartwiony Fleischer -To tylko parę pytań, może wydają się być nieco zbyt osobiste, ale te informacje są mi niezbędne do badań-
Feliks tylko łypnął na niego spode łba, jego oczy były przepełnione łzami, bólem, nienawiścią i strachem, jego dłonie były podziurawione jak sito, a czymkolwiek pokryty był nóż, sprawiało to, że ból stawał się jeszcze gorszy.
-No dobrze ostatnia próba- stwierdził doktor odkładając nóż -Z którymi pozostałymi państwami, swój kontakt opisałbyś jako dobry? Czy pośród nich jest ktoś kogo darzysz specjalnym uczuciem?-
W odpowiedzi Polska tylko potrząsnął głową, to pytanie należało do kategorii tych na które nie miał zamiaru odpowiadać był na skraju wytrzymałości psychicznej i fizycznej, ale nie chciał wciągać innych do tego koszmaru, co jeśli przez niego, kolejnymi ofiarami tego psychopaty stałaby się Czechy? A Słowacja? Węgry? Nawet nacje z którymi dogadywał się całkiem nieźle, ale które nie były bezpośrednio zagrożone, wolał zachować w tajemnicy… . Poczuł zimny dreszcz na myśl o najgorszej możliwości.
Co mogłoby się stać, gdyby powiedział mu o Litwie? Fleischer mógł go torturować, pochlastać na kawałki, wykonywać na nim swoje chore eksperymenty i doświadczenia, ale gdyby coś stało się Torisowi… nie wytrzymałby tego, znosić to wszystko samemu, a patrzeć jak najbliższa ci osoba cierpi to była dla niego kolosalna różnica.
-Nie? Nie powiesz? Jesteś tego pewny?- doktor brzmiał na rozczarowanego postawą Polski -Hmm… masz takie długie i delikatne palce…- Feliks poczuł kolejną fale strachu, nim zdążył zareagować, Fleischer chwycił za środkowy palec jego prawej dłoni i pociągnął do siebie. Rozległ się trzask, Feliks zgiął się w pół z krzykiem, starał się opanować mdłości, ale jego żołądek nie wytrzymał, zwymiotował na podłogę, drżąc na całym ciele. Chciał zemdleć… tak bardzo chciał stracić przytomność, wyłączyć się chociaż na chwilę, chociaż na kilka minut uciec od bólu, ale doktorowi zależało na tym, żeby był cały czas przytomny, ilekroć był bliski omdlenia, ostry policzek zaraz go otrzeźwiał.
-Jesteś pewny, że nie powiesz?- zapytał Fleischer chwytając kolejnego palca Polski
-Nie… błagam… nie chcę… dość! Proszę! DosAAAAAAGH!- Feliks zawył kiedy rozległ się kolejny trzask, towarzyszący łamanej kości.
-Masz jeszcze… sześć szans- stwierdził beznamiętnie doktor, kciuków nie uwzględniał w swoim rachunku
-Nie… proszę przestań… to boli…- załkał Polska
-Przestanie boleć, jeśli odpowiesz mi na te dwa krótkie pytania- powiedział Fleischer, westchnął rozczarowany, kiedy Feliks potrząsnął głową, po czym rozprawił się z kolejnym palcem
-LIEEEEET!-
Toris uniósł głowę znad dokumentów, wydawało mu się, że słyszał jakiś głos. Podszedł do okna i otworzył je wpuszczając do swojego pokoju wilgotne wiosenne powietrze.
-Feliks?- zapytał cicho rozglądając się jakby spodziewał się, ujrzeć Polskę gdzieś w pobliżu, w przeszłości zdarzało się, że blondyn wpadał do jego domu bez zapowiedzi, niekoniecznie korzystając z drzwi wejściowych. Znów to usłyszał, coś jak odległy krzyk niesiony przez wiatr, Toris zacisnął dłonie na framudze okna, to było niemożliwe, Feliksa nie mogło tu być, znajdował się gdzieś na wrogim terenie, jedyne czego Litwa mógł być pewny, to to, że jego partner cierpi i go potrzebuje, czuł to.
-Pomogę ci obiecuję- powiedział Toris drżącym głosem -Jeszcze nie wiem jak, jeszcze nie wiem kiedy… ale nie zostawię cię samego!-
O mój dobry Boże... zaprawdę powiadam wam, że kiedyś trzaśnie mnie grom z jasnego nieba i spłonę w piekle za wytwory swojej wyobraźni.
