Witam wszystkich czytelników! Zanim przejdziecie do czytania, chciałam tylko szybko wytłumaczyć następne dwa rozdziały. Otóż, na początku miał to być jeden rozdział, lecz wyszedł stanowczo za długi. Podzieliłam go na dwie części, aby się go lepiej czytało. Mimo to, proszę potraktujcie rozdział X i X/XI, jako jeden, długi. Już Was dłużej nie zatrzymuję, miłego czytania!
X
I put a spell on you
Because you're mine
You're mine
Gorzkie łzy spływały po jej policzkach mieszając się z lodowatym deszczem. Ogarniał ją mrok i dźwięki uderzających o ziemię kropel. Jej płuca przepełniał zapach lasu. Niebo zaczynało grzmieć. Idąc, potknęła się o gałąź wbijając obcas w wilgotną glebę. Pieprzone buty. Ściągnęła je i z impetem rzuciła nimi za siebie, dalszą drogę kontynuując na boso. Kolejną niechcianą łzę wcisnęła w policzek. Czuła się bezsilna i upokorzona. I to wszystko przez jednego mężczyznę. Kiedy tylko pojawił się w jej życiu, już nie chciał z niego zniknąć, nie ważne, jak bardzo by się nie starała. Usłyszała znienawidzony głos za plecami.
- Caroline!
- Daj mi spokój, Klaus!
Siedemnaście godzin wcześniej
Upadła twardo na ziemię czując, jak zaczyna brakować jej powietrza w płucach. Jej nowy dres, wybrany przez Rebekę, był cały ubrudzony ziemią, a jej włosy, rano upięte w zgrabnego koczka, przypominały teraz smętnie zwisający supeł. Po powaleniu przeciwniczki, Pierwotny szybko się przy niej znalazł widząc, że nie rusza się z miejsca. On również był brudny od leśnych szczątków, lecz w porównaniu do Caroline, prezentował się jak świeży poranek.
- Wstawaj, skarbie, to dopiero była rozgrzewka. – Wyciągnął dłoń do wampirzycy, rzucając Caroline promienny uśmiech, czym jeszcze bardziej ją zdenerwował. Ja ci dam rozgrzewkę. Z jękiem skorzystała z jego pomocy przy wstaniu.
- Czy zadawanie mi bólu naprawdę sprawia ci aż taką przyjemność? – Wysapała, starając się nabrać nowej porcji energii.
- To nic osobistego, panno Forbes, ale tak, zadowala mnie to, że kiedy jesteś zmęczona, twój język staje się uboższy, jeśli chodzi o złośliwe docinki. – Droczył się z nią Pierwotny. – Poza tym mówi się, że widok spoconej kobiety jest… Seksowny? – Caroline posłała mu lodowate spojrzenie, w głowie planując zemstę za dzisiejszy wycisk. Chociaż i tak miło spędzała czas z Klausem. Teraz była pora zabawnego Klausa i nie wiadomo było, kiedy się skończy.
- Spójrzmy prawdzie w oczy, szanse w naszej walce są bardzo nierówne. Ty jesteś jak Terminator – powiedziała oburzona. – Jesteś dwa razy szybszy i dwa razy silniejszy niż ja, a i tak jestem wampirem – wyburczała.
- Chcesz, żebym dał ci wygrać? – zapytał, ściągając bluzę. Caroline nie mogła się powstrzymać przed zerknięciem na jego umięśnione ramiona oraz obcisły top, który podkreślał muskulaturę. Zamrugała kilka razy, starając się odwrócić wzrok i powrócić do ich rozmowy. Dopiero po chwili zdała sobie sprawę z tego, o co mężczyzna ją pytał.
- Nie! – wykrzyczała. Klaus i tak zauważył, że dziewczyna poświęciła trochę zbyt dużo uwagi procesowi ściągania bluzy. Przybrał ledwo dostrzegalny uśmiech.
- I dobrze, i tak nie dałbym ci wygrać. Sama sięgniesz po zwycięstwo. I nie dbam tutaj tylko o swój interes. Taka już jesteś. Tylko coś, do czego dojdziesz własną pracą, będzie cię cieszyć. – Miał rację. Dziewczyna czasem nie mogła się nadziwić, jak łatwo ją rozszyfrowywał. Sama skopię mu tyłek. Nie musi mi dawać forów. – Gotowa?
- Gotowa – powiedziała pewnie, przybierając odpowiednią pozę. Mężczyzna zdawał się być zdziwiony nagłym hartem ducha kobiety.
- Zanim zaczniemy, chcę wprowadzić coś nowego. Postaraj się teraz skupić na walce z przedmiotami, które są w zasięgu twojej ręki. Jesteśmy w lesie, więc może to być zwykła gałąź, kamień i inne. Liczę na twoją pomysłowość. - Kiedy już przybrał pozę gotowości, wyszeptał – I pamiętaj. Nie trać czujności.
- Nie zamierzam – odparła Caroline, rzucając mu wyzywające spojrzenie. Wiedziała, że starał się ją wytrącić z równowagi przypominając ostatnią porażkę na polanie, lecz była zbyt zdeterminowana, by dać się zdenerwować głupim zaczepkom. Ruszyli na siebie. Nie wiedząc, co zrobić, w ostatnim momencie prześlizgnęła się dołem tuż pod nogami Klausa powodując, że stracił na chwilę panowanie nad swoimi ciałem. Zadowolona z własnego uniku poczuła, że drobne zwycięstwo dodaje jej sił. Pierwotny skinął głową z podziwem. Po chwili, pojawił się znikąd tuż przy dziewczynie, w ręce trzymając gałąź. Zrobiła szybki unik, jednak wampir znów zniknął z jej pola widzenia. Nagle poczuła obezwładniające ją silne ramiona tuż za swoimi plecami. Chciała się z nich wyrwać, ale coś ją blokowało. Owa gałązka którą jeszcze przed chwilą widziała w dłoniach Klausa, znajdowała się na jej szyi.
- No i co teraz zrobisz? – Kawałkiem drewna zwrócił głowę Caroline w swoją stronę, by móc jej szeptać do ucha. W co on ze mną pogrywa? Obróciła się w jego ramionach, stojąc do niego twarzą w twarz. Brak dystansu między nimi sprawił, że przylegała ciałem do Klausa. Nachyliła się do jego ucha, czując narastającą w niej chęć do zabawy.
- Będę kreatywna. – Po czym z całej siły odrzuciła się do tyłu, bez problemu łamiąc blokującą ją gałąź. Teraz postanowiła szybko opracować plan, aby zakończyć tę bitwę wygraną. Póki co, szło jej całkiem nieźle, udawało jej się go zaskakiwać. Postanowiła nie myśleć, tylko poddać się swojemu instynktowi. Klaus znów na nią ruszył, a ona na niego. W połowie drogi się zatrzymała, wymierzając mu cios z pięści. Zrobił szybki unik. Postanowiła zaatakować jeszcze raz, z drugiej strony. Tym razem bez skutku. Mimo nieudanych prób miała wrażenie, że Pierwotny tylko się broni.
- No dalej, boisz się mnie uderzyć? – wysyczała, starając się go sprowokować. Jeszcze raz wymierzyła cios, trafiając. Uderzając, usłyszała gruchające kości. Nie była pewna, czy należały do niej czy do wampira. To, co ją zdenerwowało to fakt, że teraz już w ogóle się nie bronił. Klaus powoli odwrócił głowę z jej stronę, z drwiącym uśmiechem. Znowu ze mną pogrywa! Teraz ze wściekłością nie trafiła pięścią w jego twarz. Skutecznie ją unieruchomił w połowie drogi, wykręcając ją tak mocno, że aż sapnęła. Szybko wymierzył cios bokiem ręki, jednak udało mu się tylko przeciąć powietrze. Dziewczyna, robiąc unik, szarpnęła wampirem w dół tak, by razem upadli. Był ciężki i silny, lecz element zaskoczenia dał jej pewne szanse. Klaus przewidując jej następny ruch, w oka mgnieniu na niej usiadł. Znów nie miała możliwości ruchu. Przeżywała deja vu. Czując jak jej serce irracjonalnie przyśpiesza swój rytm zastanawiała się, co może zrobić. Zaplanowała, że musi wygrać, więc nie zamierza się poddać. Czując, że Klaus zaraz zablokuje jej ręce, aby tylko przypieczętować swój triumf, zaparła się nimi w podłoże. Bądź kreatywna. Używaj tego, co masz pod ręką. Mając chwilę przebłysku, mocno zatopiła dłonie w trawie. Wyrwała grubą grudę ziemi i trawy, po czym rzuciła nią w twarz wampira. Pierwotny wrzasnął w zaskoczeniu. Pyłek gleby na moment go oślepił. Dało to na tyle czasu Caroline, aby zrzucić go ze swojego ciała oraz dźwignąć się z podłoża. Nie mając lepszego pomysłu, zwinnie wdrapała się na najbliższe drzewo. Usiadła na gałęzi, zwisając z niej tuż nad głową Klausa. Nie wiedziała, co robi, ale jej podświadomość podpowiadała jej, że jest to dobry pomysł. Pierwotny w ułamku sekundy również wstał z podłoża, ku radości Caroline, nie wiedząc, gdzie jej szukać. Widząc, że zamierza spojrzeć w górę, zeskoczyła z gałęzi lądując na Pierwotnym. Znów upadli na ziemię, lecz tym razem dziewczyna była przygotowana. Wyłapując odpowiedni moment, usiadła na nim okrakiem, unieruchamiając jego ręce po bokach. Przez moment chciał się wyrwać, ale bez skutku. Czując jak zalewa ją fala zwycięstwa, nie mogła powstrzymać szerokiego uśmiechu.
- Wygrałam? – zapytała nie mogąc pohamować dziecięcej radości.
- Wygrałaś – wymruczał Klaus, najwyraźniej również będący dumny ze swojej podopiecznej. Wydała z siebie okrzyk zwycięstwa. Była fizycznie wykończona, ale psychicznie czuła, że rośnie w siłę. Zatracając się w swoim sukcesie odchyliła się do tyłu, na moment tracąc równowagę. Klaus złapał ją w odpowiednim momencie, przytrzymując tuż przy kościach biodrowych. Caroline jeszcze bardziej się zaśmiała myśląc o tym, jaką potrafiła być niezdarą. Pierwotny śmiał się razem z nią. Atak głupawki przybierał w swojej sile. Caroline mając się już uspokoić, parsknęła śmiechem, gdy zdała sobie sprawę, że Klaus jest cały umorusany ziemią.
- Co się stało?
- Poczekaj. – Zdołała wydusić przez własny chichot. Nachyliła się nad mężczyzną, aby zetrzeć brudne grudki. Przejechała palcem po jego policzku, zbierając kawałki ziemi. Później przejechała palcami tuż nad jego ustami, delikatnie strzepując pozostałości brudu. Po chwili zrozumiała, że Klaus bacznie ją obserwuje. Nie mogła się powtrzymać, aby nie odwzajemnić tego spojrzenia. Zagłębiła się w szaro-niebieskie oczy korzystając z okazji, że jest bezbronny. Nie może jej nigdzie uciec, zamknąć się w sobie.
- Teraz co możesz mi zrobić, panno Forbes? – Wymruczał głębokim głosem, do złudzenia przypominając dziewczynie o sytuacji z ostatniego treningu.
- Tu jesteście, gołąbeczki – usłyszeli Rebekę, wyłaniającą się z lasu. Klaus wzdrygnął się na dźwięk głosu siostry. Caroline wyczuwała wręcz, że żartobliwy Pierwotny powoli ją opuszcza, powracając do rzeczywistości. Wstała otrzepując się z reszty ziemi.
- Rebeko, czy musisz nam przerywać? Wiesz, że trening z Caroline jest dla mnie bardzo ważny – odparł chłodnym tonem.
- Właśnie widzę, Nik – obdarzyła go uśmiechem zadowolona, że nakryła parę wampirów na gorącym uczynku. – Jeżeli chcesz, ja mogę potrenować z Caroline, chociażby jutro. Jestem pewna, że będzie bardziej produktywny.
- Rozważymy twoją propozycję – wymamrotał zirytowany Klaus. Boże, tylko nie trening z Rebeką. O ile Klaus jest silny, ona zmiażdży mnie swoją nienawiścią.
- Nie mogę się doczekać – rzuciła Caroline słodki uśmiech. Zbyt słodki. – A teraz zbierajcie się do domu, trzeba się wyszykować.
Caroline stała opatulona ręcznikiem na środku sypialni, z ciążącymi na głowie wałkami. Rebekah, w podobnej fryzurze, krzątała się po pokoju w jedwabnym szlafroku, w poszukiwaniu wszystkich potrzebnych kosmetyków.
- Usiądź na łóżku, zaraz zabiorę się do pracy. – Nakazała wampirzyca Caroline. Dziewczyna posłusznie przysiadła na materacu, czekając na towarzyszkę. Gdy tylko wrócili do domu z wykańczającego treningu, Rebekah nakazała jej porządną kąpiel, do której nawet nie musiała być zachęcana. Czuła się wykończona, brudna i lepiąca od potu. Zanurzona w wodzie nie wiedziała, że to był dopiero początek pomocy Rebeki przy przygotowaniach do dzisiejszego balu. Kiedy tylko Caroline wyszła z wody, kobieta czekała na nią w sypialni, z rozgrzanymi wałkami. Pierwotna była wyraźnie podekscytowana wydarzeniem. Jej entuzjazm wkrótce zaczął oddziaływać na Caroline. Po mimo pewnych obaw, nie mogła się doczekać zabawy.
- Zamknij oczy – powiedziała Rebekah, przynosząc kuferek z kosmetykami. Po chwili wampirzyca czuła miękkie włosie pędzli do makijażu na swoich powiekach.
- Możesz mi opowiedzieć w detalach o balu? – zapytała dziewczyna.
- Nie da się tego opisać, wydarzenie jedyne w swoim rodzaju. Ale mogę powiedzieć jedno, mimo dziwacznych okoliczności, masz szczęście, że będziesz mogła w nim uczestniczyć.
- Nie zdradzisz mi żadnych szczegółów? – Napierała Caroline, szczerze ciekawa tego, co ją może czekać. Zastanawiała się, czy gala będzie wysoce elegancka, goście wyniośli oraz czy muzykę będzie grać orkiestra. Z drugiej strony, rozważała opcję mrocznego balu rodem z opowieści o krwiożerczych wampirach i innych istotach nadnaturalnych. Rebekah westchnęła.
- Potrafisz być strasznie denerwująca z tymi swoimi pytaniami. Zapewniam cię, że będziesz się świetnie bawić – odparła zirytowana. Przez resztę procesu wykonywania makijażu zachowały ciszę. Kiedy skończyła, wyciągnęła wałki z włosów Caroline i spryskała je lakierem, lekko upinając po bokach, wypuszczając niektóre pasma.
- Gotowe – odrzekła Rebekah, wyraźnie zadowolona z efektu, jaki osiągnęła. – A teraz pozwól, muszę sama wyczarować taki sam efekt na mojej twarzy. W końcu mamy być do siebie podobne – Pierwotna zebrała cały ekwipunek i usiadła przy zabytkowej toaletce.
- Gdzie jest moja sukienka? – zapytała Caroline. Jeszcze nie widziała kreacji, którą miała włożyć na dzisiejszy wieczór.
- Pudło obok łóżka. Obok są też buty. – odparła wampirzyca, wyraźnie zajęta sobą. Caroline od razu odszukała zgubę. Wciągnęła dwa pudła na łóżko. Otwierając wieko jednego z nich, oniemiała z zachwytu. Rebekah miała naprawdę doskonały gust. Delikatnie wyciągnęła suknię z opakowania, czując miękkość materiału, z jakiego była wykonana. Od stóp po nadgarstki kreacja składała się z koronki. Materiał był przezroczysty, lecz jej główna, kończąca się w połowie ud część, była bawełniana, sprytnie ukryta pod delikatną fakturą. Dekolt sukni był wycięty w literę V, wyzywająco podkreślający biust. Jej dekoracją były nieliczne koraliki, idealnie komponujące się z wzorem koronki. W talii była wiązana grubą fałdą lejącego, krzyżującego się materiału układającego się w kończącą się w kostkach płachtę. Jednym słowem, kreacja była nieziemska. Podekscytowana Caroline wsunęła ją na siebie, bez problemu ją zapinając. Eteryczna faktura koronki przyjemnie otulała ciało wampirzycy sprawiając wrażenie, jakby była utkana z pajęczyny. Podeszła do lustra, nie rozpoznając swojego odbicia. Owszem, potrafiła wyszykować się na imprezę, lecz Rebekah wykreowała jej idealnego sobowtóra. Jej oczy były delikatnie, acz stanowczo podkreślone tak, aby nadać im kociego charakteru. Rysy Caroline zostały wyostrzone sprawiając wrażenie, że wyglądała seksownie i drapieżnie. Włosy układały się w puszyste fale, miękko opadając na jej ramiona. Suknia, którą wsunęła na swoje ciało, idealnie się do niej dopasowała. Jeszcze nigdy nie czuła się tak kobieco, elegancko i… Niebezpiecznie. Miała wrażenie, że przed lustrem stoi nie słodka, lecz zadziorna Caroline, jakiej jeszcze nie znała.
- Włóż jeszcze buty – odparła Rebekah, która w wykończonym makijażu przypominała Caroline, w ostrości rysów i włosach a la Brigitte Bardot. Wręczyła towarzyszce parę prostych obcasów, w kolorze nude. Wsunęła buty na stopy, które od razu dodały jej kilku centymetrów. Wampirzyca zmierzyła dziewczynę od stóp do głów, oceniając swoją pracę. Po chwili na jej pełnych ustach zagościł uśmiech pełen zadowolenia. – Wykonałam całkiem niezłą robotę. Ładnie wyglądasz, z pewnością wpasujesz się w resztę gości. – Caroline odwzajemniła uśmiech na myśl o tym, jak rzadko słyszała komplementy od Pierwotnej siostry.
- Włóż swoją – odparła Caroline, wyciągając z innego pudła identyczną kreację. Zręcznie pomogła wampirzycy wsunąć sukienkę. Po chwili wyglądały łudząco podobnie. Rebekah przeglądnęła się w lustrze roztrzepując palcami włosy, poprawiając lejący się materiał sukienki.
- Fantastycznie. A teraz chodźmy już na dół, Nik i Elijah czekają.
Ostrożnie zeszła ze schodów, podtrzymując rąbek kreacji. Klaus rozmawiał z Elijah w kącie przedpokoju. W jednym momencie odwrócił głowę i zaniemówił, wyłączając się z rozmowy. Oniemiał na widok Caroline. Jednak w porę się opamiętał, nieskutecznie przybierając obojętny wyraz twarzy. Podszedł do schodów, podając dłoń wampirzycy i nie mogąc oderwać od niej wzroku. Rzucił Caroline to spojrzenie, które uważała za jedyne w swoim rodzaju. Klaus również świetnie się prezentował. Miał na sobie idealnie skrojony, czarny garnitur oraz muszkę. Jego włosy wyjątkowo były ujarzmione żelem, nadając mu wygląd dżentelmena z lat '20. Nawet w takim prostym i klasycznym stroju, prezentował się niesamowicie. Chwytając dłoń Caroline, odprowadził ją w kierunku wyjścia.
- Widzę, że ja już nie mogę liczyć na męską dłoń – westchnęła Rebekah, bez niczyjej pomocy schodząc ze schodów. Elijah wykrzywił usta w uśmiechu i również zaoferował jej ramię. Caroline dopiero w tym momencie zauważyła, że Pierwotny dostosował się do zaleceń i również ubrał się tak, jak Klaus. W identycznych garniturach i takiej samej fryzurze byli łudząco podobni.
- Jeszcze tylko maska – odparł Klaus, przynosząc dwie z nich. Jedna była prosta, czarna, z drobnymi, połyskującymi zdobieniami. Domyślała się, że ta jest dla mężczyzny. Druga wydawała się być stworzona do kreacji wampirzycy. Tak jak suknia, wykonana była z koronki, a jej kanty były wydłużone w kocie łuki. Klaus, delikatnie odgarniając włosy dziewczyny, zawiązał jej maskę.
- Zapierasz dech w piersiach – wyszeptał jej do ucha, korzystając z chwili zbliżenia. Uśmiechnęła się pod nosem czując, jak w jej brzuchu pląsają motylki. Zanim zdążył zaprotestować, sięgnęła po jego maskę, również zawiązując ją z tyłu głowy.
- Ty również wyglądasz niczego sobie – odwdzięczyła się szeptem. Nie rozumiała dlaczego cicho mówią, ale wywoływało to dreszczyk emocji.
- Niklaus, musimy wychodzić – przerwał im zabawę Elijah. Caroline zwróciła się w jego stronę, lecz musiała mrugnąć kilka razy. Kiedy wszyscy ubrali maski, byli prawie nie do odróżnienia. Może tylko ona i Rebekah nie były łudząco podobne, jednak w ciemnym i zatłoczonym pomieszczeniu, nie będzie to miało żadnego znaczenia. Mimo podobieństwa, Caroline potrafiła wyliczyć kilka różnic między Pierwotnymi braćmi. Elijah był bardziej postawny oraz poruszał się w trochę inny sposób. Jednak miała taką możliwość tylko dzięki czasu, jaki spędziła z Klausem, a wątpiła czy ktokolwiek inny miał taką okazję.
Po chwili znaleźli się w samochodach. Elijah i Rebekah wyjechali pierwsi eleganckim Volvo Pierwotnego. Klaus i Caroline wyjechali dziesięć minut później. Siedząc w samochodzie, ogarnęła ich cisza pełna napięcia. Dopiero teraz zrozumiała, że nie idzie na bal tylko się bawić. Najważniejsze było to, aby odkryć, kto ich nęka przez ostatnie tygodnie. Aby rozładować nerwową atmosferę, włączyła radio z jedną z płyt wampira. Samochód wypełniły dźwięki Billie Holiday I' m a fool to want you.
- Więc Daphne… Opowiedz mi coś o niej – wymamrotała Caroline nie wiedząc, jaki temat poruszyć, mimo iż wiele słów cisnęło się na jej usta. Niestety pytania, które ją trapiły, z pewnością nie zmuszą Klausa do szczerej odpowiedzi.
- Nie ma co opowiadać – westchnął Klaus. – Spotkaliśmy się mniej więcej pod koniec siedemnastego wieku. Odnawialiśmy naszą znajomość co jakiś czas, jednak w pewnym momencie musiałem dać jej do zrozumienia, że nie mamy podobnych celów.
- Czyli ona chciała stałego związku, ale tobie nie szło to po myśli – wypaliła szybko Caroline żałując, że tak szybko dzieli się swoimi przemyśleniami.
- Coś w tym stylu – odparł Klaus rozbawiony trafnymi podejrzeniami Caroline, po czym przełączył piosenkę na następną. Z głośników wydobyła się melodia Fever Peggy Lee.
- Polubię ją? – Kontynuowała przesłuchanie, szczerze zainteresowana Daphne. Klaus jeszcze bardziej się roześmiał.
- Daphne nie da się nie lubić, na początku. Jest czarująca i gościnna, ale są to tylko pozory.
- Jest ładna? – Wypłynęły słowa z ust wampirzycy. W tym momencie dziewczyna pragnęła siebie zakneblować. Pierwotny rzucił jej zdziwione spojrzenie, a na jego ustach malował się enigmatyczny uśmiech. Z zakłopotania, tym razem to ona przełączyła piosenkę. Kolejną na liście było El Tango de Roxanne.
- Uroda to kwestia względna.
- Czyli jest – wymamrotała, nie mogąc uwierzyć we własną reakcję. Jestem zazdrosna o kogoś, kogo nawet nie poznałam.
- Kochanie, uważam, że mam dość dobry gust, więc odpowiadając na twoje pytanie, jest ładna. Ale zapewniam cię, że przy tobie, wiele traci. – Caroline rzuciła mu naburmuszone spojrzenie, w głębi duszy chcąc uwierzyć w jego słowa. Klaus znowu przełączył piosenkę na Cry Me a River Elli Fitzgerald. Dziewczyna wzdrygnęła się, natychmiast zmieniając na kolejną. Tym razem The Man I Love, tej samej wykonawczyni.
- Caroline, skarbie, czy w końcu wysłuchamy czegoś do końca?
- Tak, byle nie tamta piosenka – odpowiedziała przygaszonym głosem.
- Cóż, ja mam sentyment do Elli. Polubiłabyś ją.
- To nie o to chodzi – wyszeptała. – To była ulubiona piosenka mojego taty…
- Caroline, przykro mi. – Posłał jej ciepłe, smutne spojrzenie.
- To nie to… Nie jestem smutna, raczej nie chcę przywoływać nieprzyjemnych wspomnień. Pomijając jego śmierć, nasze stosunki nie najlepiej się układały – wydukała z trudem.
- Z chęcią cię wysłucham – odparł Pierwotny sprawiając, że poczuła się trochę bardziej komfortowo.
- Mam mu za złe, że nas opuścił. Mnie i mamę. Dla Stevena... Nie powiem, było to trochę upokarzające – westchnęła, czując zalewającą ją falę wspomnień. – Później raczej nie utrzymywał z nami kontaktu. No chyba, że nagle zachciał mnie wychowywać przypalając na słońcu.
- Co chciał zrobić? – zapytał z niedowierzaniem.
- Naprawić mnie. No wiesz, z bycia wampirem… - Zwierzając się, do głowy zakradły jej się słowa Billa. Jesteś potworem. – Mimo wszystko, przed jego śmiercią pogodził się z faktem, że jestem, czym jestem i tego nie zmieni. Niestety, nie jest to w stanie wymazać tego, co nam wcześniej zrobił.
- Moja relacja z ojcem, a raczej z obojgiem rodziców, też nigdy nie była najlepsza – zaczął Klaus, a Caroline uważnie słuchała, wyłapując rzadki moment zwierzania. – Krótko ujmując, uważał mnie za jeden, wielki problem. – Teraz Klaus wyglądał na równie zranionego jak Caroline. Dziewczyna czuła, jakby wręcz mogła odbierać jego emocje, rozumiejąc jego trudną sytuację. Matka, Esther, nie była przykładem kochającego rodzica, lecz z opowieści wampira, Mikael wydawał się być jeszcze gorszy. Kiedy znów zapadła cisza w samochodzie w tym samym momencie sięgnęli do radia, chcąc zmienić piosenkę. Muskając jej palce, chwycił całą dłoń, lekko dotykając kciukiem jej grzbiet. Caroline odwzajemniła uścisk mając nadzieję, że przynajmniej w ten sposób zapewni mu komfort oraz poprawi humor.
- Może rzeczywiście wysłuchajmy piosenki do końca – wyszeptała Caroline wiedząc, że w tym momencie nie ma to już znaczenia. Resztę drogi spędzili przy dźwiękach I Put Spell On You Niny Simone.
