Janet

Jak powiedziała tak zrobiłyśmy. Zanim jeszcze doszłyśmy do przejścia, mama przywitała się z mistrzem Kimorą i zaprowadziła mnie do sali treningowej. Całe szczęście chwilę później przyszli Megan i Tom, więc zaczęliśmy rozmawiać aby zabić czas. Wczoraj miałam wrażenie, że ich skądś kojarzę nie wiedziałam tylko skąd.

- Chodzimy do tej samej szkoły i mnie nie rozpoznaliście. Jakim cudem? -Zapytałam się kiedy okazało się, że chodzimy do tej samej szkoły. Byłam dość rozpoznawalna w szkole ze względu na pozycje rodziców i swoje zachowanie. Do tej pory myślałam, że nie ma się w szkole osoby, która mnie nie zna.

- Nie mamy lekcji z twoimi rodzicami i nie interesujemy się łobuzami dlatego nie interesowaliśmy się jak wyglądasz. Mimo to do wydaniaszła się miła. - Kiedy Megan powiedziała to ostatnie zdanie zrobiło mi się ciepło na sercu.

- Masz szczęście, że masz takich rodziców. Dobra ale wymagająca nauczycielka i jednocześnie byli mistrzowie kaijudo. Ile bym dał, żeby moi byli chociaż w połowie tacy jak twoi. - Tom tylko westchnął kiedy skończył mówić. Przyznam, że nigdy na to tak nie patrzałam.

- Tom jest ich fanem ale nigdy nie miał odwagi się robić od nich odezwać, zresztą ja też nie . Chcielibyśmy Ich poznać osobiście Nie TYLKO z widzenia.

- Wow. Zaskoczyliście mnie. - Wtedy przyszedł mi do głowy pomysł, aby za jakiś czas zaprosić się do siebie kiedy rodzice będą w domu.

- Dobra koniec plotek. Pora na trening. - Aż podskoczyliśmy kiedy za nami usłyszeliśmy głos Raya.

- Myślałam, że pierwszy trening to będzie tylko przywoływanie wyuczonych stworzeń ale się trochę pomyliłam. Musiałam przywołać stworzenie jednocześnie odpierając ataki Czaszkościnacza wymierzone nie w stworzenie tylko prosto we mnie.

- Chwila przerwy. - Powiedział Ray podając mi butelkę wody. - Nieźle sobie poradziłaś. Musisz pamiętać jedno, jeśli wiesz, że nie masz rady pokonać stworzenia tym, które przywołałaś do skupiasz uwagę na wojowniku, jeśli jest.

- Wątpię aby mi się do przydało.

- Póki Choten jest na wolności to napewno się przyda. Twojej mamie kilka razy ta taktyka uratowała życie. Wracajmy do treningu.

Kolejna część treningu, to był pojedynek między mną a Tomem. Tom przywołał Krwiogrzywego, a ja w tym czasie przywołałam Gilażara. Dobrze mi się szło ale nagle spanikowałam i podjęłam decyzje, która skutkowała wygnaniem Gilażara.

- Dobra walka. Jeszcze chwila i mogłaś wygrać.- Tom mówił do podnosząc mnie z ziemi.

- Poważnie? - Spytałam nie dowierzając w co usłyszałam.

- Tom ma rację. - Ray jednak wyglądał na zmartwionego. - Jednak w prawdziwej walce nie możesz panikować. Od twojego skupienia i decyzji może zależeć twoje życie. - Chciałam to zbagatelizować, tak jak wszystkie uwagi do mnie, jednak ciągle podświadomie słyszałam jego ostatnie słowaem. - Koniec treningu. Możecie iść do domu.

Nikt z naszej trójki nie chciał na razie iść do domu więc poszliśmy na pizze. Czekając na pizze rozmawialiśmy dosłownie o wszystkim, czułam się jakbym znała ich od dziecka a nie tylko jeden dzień. Odważyłam się nawet powiedzieć im o słowach dyrektora.

- Nie może cię przenieść! Nie ma prawa! - Oburzała się Megan. - potrafisz być naprawdę fajna i miła.

- Ale nie panuje nad sobą i to jest ten jeden szczegół. - Powiedziałam to uderzając głową w stół.

- Nie martw się, będziemy cię pilnować na przerwach. - Po słowach Toma zaczęliśmy się śmiać.

Kiedy wróciłam do domu na parterze byli tylko rodzice. Mama sprawdzała jakieś testy a tata robił pompki. Widziałam, że tata specjalnie robił je przy mamie, zawszetak było kiedy załamała się sprawdzianami.

- I jak było na treningu? -Mama spytała kiedy mnie zauważyła.

- Spodziewałam się, że będzie ciężko ale nie sądziłam, że aż tak. - Powiedziałam siadając obok niej. Ona mnie tylko przytuliła i pocałowała w czoło.

- Musisz się przyzwyczaić.

- Ile razy otarliście się o śmierć? - Przyznam szczerze, że tego się bałam. Rodzice chyba zrozumieli moje obawy i bez żadnych dodatkowych słów, mama tylko mnie mocniej przytuliła a tata kucnął obok mnie i chwycił za dłoń.

- Mówiąc szczerze, ciężko zliczyć. Boisz się, że zginiesz na misji, prawda? -Po słowach mamy tylko się mocniej wtuliłam w nią. - Skarbie to normalne, każdy na początku się tego boi, nawet my.

- Poważnie?

- No pewnie. Ja się chowałam w bibliotece aby tylko nie iść na misje.

- Ja też się bałem ale zawsze gdy obok był Gilażar byłem dużo spokojniejszy. Później przestajesz o tym myśleć i skupiać się na ratowaniu naszego wymiaru. - Tata uśmiechnął się do mnie.

Porozmawialiśmy chwilę i poszłam do siebie. Następnego ranka zeszłam na dół jako pierwsza.

- Już gotowa? - Mama spytała kiedy mnie zobaczyła.

- Tak. Nie dam im pretekstów do przeniesienia.

- I taką zdeterminowaną chcę cię widzieć codziennie. Na śniadanie będziesz musiała chwilę poczekać.

Jakieś 10 minut później do kuchni przyszli pozostali. Po śniadaniu skończyliśmy się szykować i pojechaliśmy do szkoły. Wiedziałam, że plotki szybko się rozchodzą ale nie sądziłam, że aż tak. Wszyscy już wiedzieli, że grozi mi przeniesienie. Pytanie skąd? Megan i Tom jeszcze nie przyjechali a moja rodzina prędzej przez się pocięła niż komuś powiedziała. Jednak najgorsze czekało mnie w klasie.

- Jakieś pytania? -Mama zawsze o do pytała kiedy wyjaśniła temat i chciała przejść do zadań.

- Kiedy Janet się przenosi? - Courtney musiała to powiedzieć. Nienawidziła mnie i chciała sprowokować.

- Ty chyba chcesz oberwać. - Już się podnosiłam ale Allie mnie przytrzymała.

- Uspokój się, jej o chodzi. -Szepnęła do mnie.

- Módl się aby nie spotkać mnie po szkole. - Powiedziałam i usiadłam z powrotem na swoim miejscu.

- Masz coś jeszcze do powiedzenia Courtney? - Widziałam delikatny uśmiech na twarzy mamy kiedy to mówiła.

- Nie. - Przez resztę lekcji siedziała cicho.

To będzie trudniejsze niż myślałam.