Rozdział dziesiąty: Straty
Morana uśmiechnęła się słabo, obserwując z brzegu pływających w rzece Ubbego i Sigurda.
Są w tej chwili tacy niewinni. – pomyślała. – Jeszcze nie wiedzą, co ich czeka w przyszłości. Aż im chwilami tego zazdroszczę… tej błogiej niewiedzy. Też bym chciała czasami nie wiedzieć, co nas w przyszłości czeka.
Zaraz potem przeniosła spojrzenie na siedzącego niedaleko niej Ivara. Chłopak siedział cicho, nie odzywając się do nikogo słowem. Kaptur swojej grubej peleryny zaciągnął mocno na twarz, tak że prawie jej nie było widać.
Czuła, że wciąż przeżywa on śmierć swoich rodziców. Starał się ukrywać te emocje w sobie, ale z każdym dniem było z nim coraz gorzej. Wiedziała, że prędzej czy później wszystkie te emocje przerosną go i wybuchną w najmniej spodziewanym momencie.
- Te kobiety mnie coraz bardziej denerwują. – powiedział nagle, wyrywając ją tymi słowami z zamyślenia. Morana w pierwszej chwili nie domyśliła się, o co mu chodziło. Dopiero gdy spojrzała się w miejsce, w które i on się wpatrywał. Zobaczyła wtedy, że przygląda się on czterem wojowniczkom, które obserwowały ich z oddali.
Lagertha znów wysłała tu swoich szpiegów. – Morana zmrużyła podejrzliwie oczy, przyglądając się im z dezaprobatą. – Liczy pewnie na to, że zdoła się czegoś w ten sposób dowiedzieć. Naiwna kobieta. Nie wie nawet, co ją wkrótce czeka.
Zaraz potem odwróciła od nich swoje spojrzenie i wróciła do obserwowania swoich towarzyszy. Ubbe i Sigurd też zauważyli te wojowniczki, ale zbytnio się nimi nie przejęli. Morana dostrzegła, że o wiele częściej zerkają oni z niepokojem w stronę niej i Ivara. Nie dziwiła im się. Oni także z pewnością zauważyli zmiany zachodzące w chłopaku. Bali się tego, co może się z nim stać. I chcieli coś z tym zrobić, ale najzwyczajniej na świecie nie wiedzieli, jak do niego podejść.
- To jak, dowiem się w końcu o tych twoich zdolnościach? – Ivar zmienił nagle temat. Morana odwróciła powoli spojrzenie od jego braci i spojrzała się na niego. – Mówiłaś, że wyjaśnisz mi to wszystko i opowiesz mi, jakie dokładnie masz moce. Obiecywałaś mi to.
- Owszem, obiecywałam ci to. – przyznała ze spokojem dziewczyna. – Ale nie mówiłam, że zrobię to po przybyciu do Kattegat. Powiedziałam, że wyjaśnię ci to w odpowiednim czasie, a on jeszcze nie nastał. Jeszcze. – dodała zaraz potem, widząc po jego spojrzeniu, że ten jest zirytowany tą odpowiedzią. – Musisz jeszcze trochę zaczekać. Zapewniam cię, że będzie to miało miejsce już niedługo.
- Niech ci będzie. – Ivar nie miał teraz siły na żadne kłótnie i przepychanki słowne. Morana do tego była dla niego jedną z nielicznych osób, jakie szczerze polubił. Nie chciał doprowadzić swoimi słowami do tego, żeby dziewczyna go znienawidziła lub odsunęła się od niego. – Miałaś ostatnio może jakieś wizje? – spytał się jej po chwili milczenia. – Wiesz może, czy Lagertha coś wobec nas planuje?
- Ona cały czas coś planuje. – odpowiedziała mu na to Morana. – Została władczynią Kattegat w dość gwałtowny i brutalny sposób. Musi zatem uważać na każdym kroku. Wkrótce na pewno wykona następny ruch. – dodała zaraz potem. – Ostatnimi dniami wizje nawiedzają mnie bardzo często.
Zaciekawiła tym Ivara. Chłopak obrócił się tak, że siedział teraz przodem do niej. Nawet na moment nie odrywał od niej teraz swojego spojrzenia.
- Czy teraz też masz jakąś wizję? – zaciekawił się.
Morana uśmiechnęła się słabo po tym pytaniu.
- Można to tak ująć. – powiedziała. – Nie jest to szczegółowa wizja, jak to bywa w przypadku niektórych, ale… tak, można to w sumie nazwać wizją.
- I co w niej widzisz? – dociekał dalej chłopak.
- Widzę w niej mojego brata. – Po tych słowach na jej ustach pojawił się przez moment błogi uśmiech szczęścia. – Znów się spotkamy – i to już niedługo.
Ivar tylko zaśmiał się cicho na te słowa.
- Też chciałbym móc być teraz takim optymistą. – powiedział ponurym tonem głosu. – Nie jest mi to jednak chyba dane.
Zaraz potem chłopak obrócił się wokół własnej osi, ułożył się na brzuchu, po czym zaczął odczołgiwać się w sobie tylko znanym kierunku. Morana wstała instynktownie, gotowa do pójścia za nim.
- Zostaw go. – usłyszała w tym momencie głos Ubbego. Odwróciła się w tym samym momencie, w którym obydwaj bracia Ivara wyszli z wody, ubrani tylko w przepaski na biodrach. – Nie ma co za nim tak ciągle łazić. On już tak ma. Chce pewnie teraz trochę pobyć sam.
- Widzicie przecież chyba, jak on cierpi. – zwróciła mu w tym momencie uwagę Morana. – Jesteście jego braćmi. Powinniście się nawzajem wspierać w takiej chwili.
- To właśnie dlatego tu z nim przybyłaś? – Ubbe uśmiechnął się krzywo po tym pytaniu. – Chcesz dotrzymywać mu towarzystwa, bo się zwyczajnie o niego martwisz? Wiesz w ogóle, o kim ty teraz mówisz?
- Doskonale zdaję sobie z tego sprawę. – Morana już chciała odejść i udać się za Ivarem, ale w tym momencie Ubbe ją przed tym powstrzymał, łapiąc ją za ramię i przytrzymując twardo w jednym miejscu.
- Czy nasz ojciec naprawdę nie żyje? – spytał się jej niespodziewanie.
Znów to samo. – Dziewczyna z trudem powstrzymała się od ciężkiego westchnienia. – Nie są jeszcze w stanie zaakceptować tego faktu. Ile już razy coś takiego widziałam. Niezwykle trudno jest pogodzić się ze śmiercią kogoś bliskiego. Tym bardziej, gdy nawet nie było się tego świadkiem.
- Przykro mi. – powiedziała cichym głosem, kładąc dłoń na ramieniu chłopaka. – On na pewno nie żyje. Król Aelle nigdy nie odpuściłby sobie zadanie waszemu ojcu ogromnego cierpienia. Czekał na tę możliwość od wielu lat. Wkrótce sami się o tym przekonacie.
- Mówisz to tak, jakbyś to widziała. – wtrącił się w tym momencie Sigurd.
- Bo poniekąd to widziałam. – przyznała Morana. – W swojej wizji.
- Posiadasz dar wizji? – zdumiał się Ubbe. – Nasza matka też posiadała taką umiejętność. Jesteś völvą?
- Nie, nie jestem żadną wieszczką. – dziewczyna zaśmiała się krótko po tych słowach. Zawsze bawiło ją to, gdy ludzie z miejsca to zakładali. Nie miała im jednak tego za złe; nie znali przecież całej prawdy o niej ani o tym, co jeszcze potrafiła. A ona z kolei nie mogła wszystkim tego ot tak ujawniać. Musiała chronić ten sekret za wszelką cenę.
- To kim zatem jesteś? – Ubbe dociekał dalej.
- Niedługo wam to wszystko wyjaśnię. – zapewniła go Morana, chcąc jak najszybciej zakończyć tę rozmowę. Ujęła dłoń chłopaka i uwolniła się z jego uścisku, po czym szybko się od niego odsunęła, robiąc kilka kroków w tył. – Mam teraz coś innego do załatwienia.
Nie czekała na ich odpowiedź. Odwróciła się i czym prędzej ruszyła na poszukiwania Ivara. To on był teraz jej priorytetem, nie jego bracia.
Dość długo go szukała. Jej wizje nie przydały się jej teraz – jak na złość żadna się teraz nie pojawiła, żeby pokierować ją we właściwą stronę. Była zdana tylko na siebie.
Najpierw udała się do chaty braci, żeby zobaczyć, czy być może to tam chłopak się udał. Nie znalazła go tam jednak. Przeszła następnie przez całą długość plaży, zanim nie zdecydowała się udać w stronę klifów. Nie sądziła, żeby Ivar chciał się teraz trzymać blisko innych ludzi – na pewno udał się w jakieś odludne miejsce, gdzie nikt nie będzie mu przeszkadzał.
Wejście na szczyt klifu zajęło jej dość sporo czasu. Pod sam koniec była już bardzo tym marszem zmęczona – z trudem łapała oddech. Weszła jednak na sam szczyt i przystanęła na moment, żeby odetchnąć.
Mam nadzieję, że go tu znajdę. – pomyślała, pochylając się do przodu, żeby jak najszybciej unormować swój oddech. – Nie wiem, czy dam radę dłużej tak chodzić bez celu.
Czyjeś głośne westchnienie sprawiło, że dziewczyna podniosła się nagle do pionu. W pierwszej chwili wydało się jej, że się przesłyszała, lub że to był tylko wiatr. Myliła się jednak.
Na niskim, płaskim kamieniu w niedużej odległości od niej siedział Ivar. Chłopak był zwrócony plecami do niej. Wciąż miał zaciągnięty na głowę kaptur.
Kierowana instynktem, Morana zrobiła pierwszy krok w jego stronę. Już miała zrobić drugi krok, gdy nagle Ivar uniósł głowę i zaczął krzyczeć głośno ku niebu.
Krzyk ten sparaliżował ją kompletnie. Ból i rozpacz, jakimi on emanował, był nie do opisania. Morana aż poczuła zimny dreszcz na całym ciele, widząc go w takim stanie.
Wiedziałam, że tak z nim będzie… ale nie sądziłam, że to będzie aż tak trudne do zniesienia.
Nie wiedziała, ile jeszcze tak stała, niezdolna do poruszenia się choćby o cal. Przyglądała się mu tylko, nie mogąc nic zrobić. Tak, widziała już wcześniej tę scenę w jednej ze swoich wizji, ale i tak nie przygotowało to jej na cały wachlarz uczuć, z jakimi przyjdzie się jej zmierzyć. Przez jedną krótką chwilę pożałowała nagle, że nie mogła odmienić losu jego rodziców.
Oni nie pojawili się w żadnej z moich wizji o przyszłości. – Morana próbowała przekonać samą siebie, że prawidłowo postąpiła. – Ivar musiał ich stracić, żeby móc stać się człowiekiem, którym pisane jest mu się stać. Zmieniając ich los wpłynęłabym również i na jego przyszłość. A wtedy cały mój plan mógłby polec. Nie mogę na to pozwolić. To jest ważniejsze niż cokolwiek innego.
Krzyk w końcu ustał. Morana powoli zrobiła kilka kroków w stronę chłopaka. Ivar drżał na całym ciele i płakał. Nie zauważył jej jeszcze.
To wtedy zdecydowała się w końcu do niego podejść. W siedmiu krokach zamknęła przestrzeń pomiędzy nimi i stanęła u jego boku.
Dopiero teraz ją zauważył. Wcześniej był tak zatracony we własnych myślach i rozpaczy, że cały świat dookoła przestał dla niego istnieć. Zaskoczony jej widokiem, chłopak nagle zorientował się, że wciąż płacze, i w pośpiechu zaczął ocierać łzy z policzków.
- Nie rób tego. – Morana złapała jego rękę i przytrzymała ją w miejscu. Następnie powoli usiadła obok niego, przez cały czas nie odrywając od niego spojrzenia. – Nie powinieneś ukrywać swoich emocji. Masz do nich pełne prawo.
Chłopak nic jej nie odpowiedział – był wciąż pod wpływem silnych emocji. Morana, działając pod wpływem instynktu, przysunęła się bliżej i objęła go.
Zaskoczyła go tym. Ivar zastygnął w bezruchu, nieprzyzwyczajony do tego. Nikt do tej pory go tak nie potraktował. Wszyscy bali się go i unikali. Tylko jego matka nie bała się zbliżyć do niego. Nawet jego bracia trzymali się możliwie jak najdalej od niego.
W końcu jednak jego emocje z nim wygrały. Desperacko potrzebował bliskiego kontaktu z drugim człowiekiem. Objął ją więc i przysunął się jeszcze bliżej, pozwalając sobie na tę jedną chwilę słabości.
Ona jedna mnie wydaje się rozumieć. – pomyślał. – Tylko ona wie, przez co przechodzę. I tylko ona naprawdę chce mi pomóc. Bogowie chyba naprawdę postawili ją na mojej drodze, żeby wspierała mnie w mojej zemście. Nie może się jej nic stać. Nikt nie ma prawa jej tknąć. Nikt.
