Zastrzeżenie: Nie jest to moja praca, tylko tłumaczenie angielskiego oryginału należącego do JamesRamsey. Prawa do sagi, bohaterów należą do Stephenie Meyer.
Rozdział 9
Wręczył mi telefon i pocałował w czoło. Ze zmieszaniem obserwowałam, jak wychodzi na zewnątrz.
Kiedy przyłożyłam komórkę do ucha, usłyszałam zmartwiony głos mojego nowego taty.
- Bella, kochanie, wszystko w porządku?
W tle słychać było Esme.
- Carlisle, co z Bellą? Co się dzieje? – pytała z niepokojem.
- Esme, proszę, pozwól mi się dowiedzieć – ponownie zwrócił na mnie uwagę. – Dlaczego zadzwonił do mnie Jasper? Coś nie tak?
Nie wiedziałam, jak zacząć.
- Dzwoniła Rosalie. Ona i Emmett zjawią się tu w ciągu kilku dni. Rosalie chce, bym kupiła meble i ubrania przez Internet.
Esme stała się podekscytowana.
- Och! Będzie tyle zabawy! Zna parę świetnych sklepów, które zamieszczają swoje katalogi online.
Przerwał jej Carlisle.
- Esme, może powinnaś pozwolić jej dokończyć?
- Oczywiście. Przepraszam, Bello – rzekła z rozgoryczeniem.
Nie wiedziałam, jak kontynuować.
- Ja… jak mogę? Ja nie mogę… - brakowało mi słów. Musieli wiedzieć, że nic nie mam. Jak mogłam im pozwolić na kupienie mi nowego życia po tym wszystkim, co dla mnie zrobili?
- Bello, sądzę, że wiem o co ci chodzi. Po pierwsze pozwól mi powiedzieć, że nawet zanim do naszej rodziny dołączyli Alice i Jasper byłem już bardzo zamożny. Szpitale, dla których latami pracowałem, zawsze dobrze mi płaciły. Miałem również prawie 365 lat na przestudiowanie trendów w biznesie, więc moje inwestycje zawsze się opłacały – jego głos był kojący. Uważnie słuchałam.
- I wtedy Alice wskoczyła do naszego życia. Posiadanie widzącego przyszłość chochlika gwarantuje, że wszystkie twoje decyzje finansowe są ekstremalnie korzystne i pozwala zarówno na pomoc większej ilości fundacji charytatywnych, jak i dofinansowywanie badań mających na celu zwalczanie ludzkich chorób – to było takie w stylu patriarchy rodziny Cullenów, by pracować godzinami w szpitalach i wspomagać je finansowo. – Nawet po oddaniu wielu milionów dalej mamy więcej pieniędzy, niż Alice jest w stanie kiedykolwiek wydać.
Esme się zaśmiała.
- Nieważne, jak bardzo ona próbuje.
Carlisle jej zawtórował, po czym kontynuował:
- Od samego początku praktykuję zasadę, że kiedy dołącza do nas nowy członek, podarowuję mu pewną sumę pieniędzy, by umożliwić mu start w nowe życie. Niezależnie od tego, czy wybierze pozostanie czy odejście, pieniądze są do jego dyspozycji – próbowałam zaabsorbować te nowe informacje. – Bello, bardzo chciałbym, abym mógł osobiście przeprowadzić z tobą tę konwersację. Wiem, że Esme już ci powiedziała, że bardzo cię kochamy. Oczywiście nie będziesz mogła zatrzymać nazwiska Swan – chciałbym zatem uczynić cię Cullenem, o ile będziesz tego chciała. Nigdy nie zastąpimy Charliego i Renee, ale bardzo chcielibyśmy, abyś została naszą córką.
Ledwo powstrzymałam szloch, kiedy usłyszałam miękki głos Esme.
- Powiedziałam ci Bello – chcemy, żebyś z nami została. Kochamy cię.
- Jedyne, czego kiedykolwiek w życiu chciałam, to być częścią waszej rodziny. Oczywiście, że chcę nazywać was moimi rodzicami.
W głosie Carlisle wyraźnie było słychać uśmiech.
- W takim razie, Isabello Marie Cullen, czy mogłabyś nam z powrotem podać Jaspera? Potrzebuję ustalić kilka detali tak, byśmy zaczęli przygotowywać twoją nową tożsamość.
Udałam się na taras. Jasper opierał się o poręcz. Wtedy przyszło mi do głowy kolejne pytanie.
- Więc będzie w porządku, jeżeli wybiorę jakieś meble?
Carlisle się zaśmiał.
- Co tylko dusza zapragnie!
- Dziękuję, tato – kochałam to brzmienie. Podałam telefon Jasperowi, a on pociągnął mnie do swojego boku i oplótł mnie ramieniem. Zdziwiłam się, ale nie zawahałam z odwzajemnieniem, biorąc komfort, który on mi zaoferował. Siedziałam, wtulona w jego bok, podczas gdy on dyskutował z Carlisle. Dzięki mojemu nowemu słuchowi z łatwością mogłam usłyszeć obydwie strony konwersacji.
Ton Jaspera był droczący.
- Gratulacje! To dziewczynka! – figlarnie pacnęłam go w klatkę piersiową, podczas gdy Carlisle i Esme śmiali się do rozpuku. Esme brzmiała na pozytywnie roztrzepaną, a moje serce zatrzepotało. Jasper oczywiście to wyczuł i ponownie pocałował mnie w czoło.
Carlisle mówił wesoło.
- Synu, zorganizuję całą nową dokumentację dla rodziny. Rosalie i Emmett będą używali ich ślubnego nazwiska McCarty. Chciałem się dowiedzieć, które nazwisko wybierasz, biorąc pod uwagę dołączenie Belli do rodziny i opuszczenie na jakiś czas miasta. Chciałbyś dla zmiany uchodzić za swój wiek? – to ostatnie zostało wypowiedziane z rozbawieniem.
- Więc, byłoby miło choć raz nie być licealistą. Chcę wrócić do korzeni, Carlisle – proszę o nazwisko Whitlock i mój ostateczny wiek dwudziestu lat – z zainteresowaniem słuchałam nowych rzeczy o Jasperze. Chciałam się o nim co nieco nauczyć.
- Okej, dwie nowe tożsamości. Rose i Emmett wezmą nowe dokumenty i karty kredytowe, kiedy do was wyruszą.
Konwersacja zakończyła się życzeniami powodzenia i obustronnym pożegnaniem. Jasper uśmiechnął się do mnie.
- Lepiej się już czujesz, maleńka?
- Tak. Dziękuję, że do nich zadzwoniłeś. Zgaduję, że pomyślałam, że po tym wszystkim, co się wydarzyło nie będą mnie tak naprawdę chcieli. Czy już im o tym wspominałeś?
Potrząsnął głową.
- Wiem, co o tym myślę i wiedziałem, że poruszą ten temat wcześniej czy później. Teraz okazała się idealna pora. W zasadzie była to tylko formalność – oni już od dawna tak czuli.
Czułam się o wiele lepiej z wiedzą, że nie tylko chcieli, abym została, ale uważali mnie również za jedną z nich. Spojrzałam na mojego towarzysza z uśmiechem.
- Więc Whitlock, huh?
Wyraz jego twarzy się zmienił, stał się melancholijny.
- Bello, może wejdziemy do środka i posiedzimy przy kominku?
Popatrzyłam w jego oczy, zmartwiona.
- Co jest? Powiedziałam coś nie tak? – kochałam naszą nową przyjaźń i nie chciałam niczego zniszczyć. Był moim oparciem. Potrzebowałam go.
Wyglądał na smutnego.
- Sądzę, że nadszedł czas, abyś usłyszała moją historię.
- Nie musisz tego robić. Jeżeli boli cię to, że musisz mi powiedzieć, to znaczy, że nie muszę wiedzieć – mogłam prawie poczuć jego ból. Ten uprzejmy, troskliwy mężczyzna nigdy nie powinien przeze mnie cierpieć.
Weszliśmy do środka, a on usiadł ode mnie dalej, niż poprzednio.
- Zasługujesz na to, by znać prawdę i chciałbym, byś usłyszała ją ode mnie, a nie od osoby trzeciej.
Widziałam, jak bardzo był zmartwiony – cokolwiek miał mi do wyjawienia, nie będzie to przyjemne.
- Jasper, nie dbam o to, co to jest. Jesteś moim przyjacielem. Uratowałeś mnie, chroniłeś i byłeś dla mnie. Nieważne, co powiesz, to i tak tego nie zmieni.
Potrząsnął głową.
- Możesz tak nie uważać po tym, co mam ci do powiedzenia, ale w dalszym ciągu muszę ci wyjawić.
Przysunęłam się bliżej jego, aby zaoferować mu komfort, ale mnie zatrzymał.
- Nie, Bello. Uwierz, naprawdę chciałbym, abyś była przy moim boku, ale nie zniósłbym uczucia, które pojawiłoby się po tym, jakbyś się po wszystkim odsunęła – był taki pewien, że będę się go bała lub nienawidziła po usłyszeniu jego historii. Usiadłam obok i czekałam.
- Skłamałem o moim wieku, kiedy wstąpiłem do Armii Konfederackiej w roku 1861. Nie mogłem się doczekać walki o wyższe cele i udowodnienia, że jestem mężczyzną. Byłem bardzo charyzmatyczny i szybko zacząłem osiągać wyższe rangi. Nawet wtedy, kiedy wszyscy myśleli, że jestem starszy, dalej byłem najmłodszym Majorem w armii.
Słuchałam, kiedy opowiadał mi o spotkaniu z Marią, o trenowaniu nowonarodzonych i walce w wojnach wampirów, o spotkaniu Petera i bitwie o terytorium. Brzydziło mnie słuchanie o południowych klanach i sposobie, w jaki widzieli ludzi – żywy inwentarz do kontrolowania. Czułam przepełniające go wyrzuty sumienia za zabijanie zarówno ludzi, jak i wampirów. Odczuwał zazdrość, kiedy powiedział mi o pozwoleniu Peterowi na ucieczkę ze swoją partnerką, Charlotte. Smutek blondyna zdawał się zejść na drugi tor, kiedy wspomniał o powrocie Petera i pozostawieniu życia wojny i rzezi za sobą.
Jego szczęście na wspomnienie spotkania Alice było piękne i spowodowało, że moje serce gorzko się zacisnęło. Myślałam, że byłam częścią czegoś specjalnego, kiedy byłam z Edwardem. Zabijała mnie świadomość, że wszystko, co mieliśmy było sfabrykowane przez czytającego w myślach wampira i tak naprawdę trzymał mnie przy sobie niczym domowego pupilka. Nigdy mnie nie kochał.
Jasper patrzył na mnie. Zdałam sobie sprawę, że byłam pogrążona w myślach i prawdopodobnie nie potrafił odczytać moich emocji. Spojrzał na ziemię ze skatowanym wyrazem twarzy. Wstałam i podeszłam do niego. Mogłam ujrzeć jego zdziwienie, kiedy ulokowałam się na moim ulubionym miejscu na jego kolanach. Objęłam go ramionami i pomyślałam, jak bardzo byłam z niego dumna.
- Bella? – zmieszanie w jego głosie było oczywiste.
- Wiedziałam, że walczyłeś z pokusą mojej ludzkiej krwi, a teraz wiem, dlaczego. Porzuciłeś jedyne źródło jedzenia i sposób życia, jaki znałeś. Miałeś odwagę, by odejść i zbudować sobie nowe życie – spojrzałam na niego.
Przyglądał się mojej twarzy i wiedziałam, że także próbuje odczytać moje emocje.
- Czy słyszałaś, co ci powiedziałem, Bello? Polowałem na ludzi. Zabiłem tysiące ludzkich i wampirzych istnień. Jestem mordercą, Bello – był poważny. Delikatnie zdjął mnie ze swoich kolan i stanął przy oknie.
- Słyszałam cię, Jasper.
Potarł tył swojej szyi.
- Spytałaś mnie, jak zdobyłem moje blizny. Zdobyłem je, zabijając nowonarodzonych takich jak ty. Zmasakrowałem ich dosłownie tysiące. Kiedy tylko kończyliśmy używać je jako narzędzia walki, po prostu pozbywaliśmy się ich jak śmieci i nic to dla mnie nie znaczyło. Byłem maszyną do zabijania, narzędziem czystej destrukcji i profanacji. Jestem potworem, demonem! Cullenowie może i są wampirami, ale to ja jestem demonem – szalał, otwierając przede mną swoje wewnętrzne rany, pozostawiając je obnażone i krwawiące. – Może i odszedłem od tego życia, ale i tak zabijałem. Rodzina musiała się przeprowadzać więcej, niż raz przez moje… wpadki – przy ostatnim słowie dosłownie splunął z obrzydzeniem.
- Jeżeli próbujesz spowodować, abym cię znienawidziła i zaczęła się bać, to w ogóle ci to nie wychodzi – byłam spokojna i odrobinę smutna, że bardziej we mnie nie wierzył. – Jasper, spójrz na siebie. Katujesz się z żalu za swoje przeszłe czyny. Maria zmieniła cię i przedstawiła takiemu sposobowi życia. Tylko to znałeś. Kiedy usłyszałeś od Petera, że jest inne wyjście, odszedłeś bez drugich myśli. Zabijanie ludzi, by przeżyć dalej szargało twoje emocje i zmuszało cię do coraz dłuższych przerw między kolejnymi posiłkami, by uniknąć choć części bólu, który odczuwałeś.
Przysunęłam się bliżej jego i pozwoliłam mu poczuć moją szczerość i dumę.
- I wtedy spotkałeś Alice. Wskoczyła do twojego życia i powiedziała coś kompletnie zwariowanego, że można przeżyć żywiąc się krwią zwierząt i już więcej nie musisz zabijać ludzi. Znowu się zmieniłeś i to nie dlatego, że musiałeś, tylko dlatego, że chciałeś. Chwyciłeś nowy sposób życia obiema rękami. Powiedz mi, jak się czułeś po każdym wypadku?
Spojrzał na mnie oczami pełnymi żalu.
- Czułem się potwornie. Ktoś miał syna lub matkę, która już nigdy nie wróci do domu. Czułem strach osoby, której pozbawiałem życia i nienawidziłem się za to.
Stanęłam przed nim i się uśmiechnęłam.
- I dlatego jestem z ciebie dumna. Jesteś dobrym człowiekiem, ponieważ każdego dnia usiłujesz być lepszy, niż wcześniej. Nienawidzisz, kim byłeś i dążysz do pokonania tego. James wiedział o innym sposobie życia, a i tak wybrał polowanie i torturowanie ludzi. Ty i inni mnie ocaliliście.
Odruchowo przełknęłam, powstrzymując łzy, które nigdy nie wypłyną.
- Próbowałeś mnie ocalić, kiedy ugryzł mnie Edward i chroniłeś mnie, a przecież mogłeś tylko dokończyć, co zostało rozpoczęte. Nie jesteś potworem. Już nigdy więcej. Jesteś moim wybawcą. Sam to powiedziałeś, Jazz. Widzę cię jako mężczyznę, którym starasz się być.
Pociągnął mnie w swoje ramiona i zamknął w niedźwiedzim uścisku. Staliśmy tak przez, wydawałoby się, wieczność. Kiedy głaskał mnie po włosach, napięcie powoli opuszczało jego ciało. Przebywanie w jego ramionach było łatwe i komfortowe. Czułam się bezpieczna.
Uwolnił mnie z wahaniem i pocałował w czoło.
- Dziękuję ci, Bello – jego głos był osobliwie ochrypły. Resztę nocy spędziliśmy na cichym czytaniu. Mogłam dostrzec, jak od czasu do czasu mi się przygląda, a ja tylko uśmiechałam się, ukontentowana. Cieszyłam się chwilą.
Kiedy wstało słońce, obdarowałam go uśmiechem i wzięłam za rękę.
- Jestem głodna. Zapolujesz ze mną?
Wyraz jego oczu był… intensywny, kiedy na mnie spojrzał i odwzajemnił sentyment.
- Dla ciebie wszystko.
Kolejne dwa dni zeszły nam na polowaniu, naprawie domu, sprzątaniu i rozmowie. Dyskutowaliśmy o wszystkim. Teraz, kiedy Jasper podzielił się swoją przeszłością i zdał sobie sprawę, że ją zaakceptowałam oraz człowieka, którym chciał się stać, stał się bardziej zrelaksowany i beztroski niż kiedykolwiek wcześniej.
Nadszedł poranek, kiedy mieli nadjechać Rosalie i Emmett. Stresowałam się. Jasper udał się do głównej drogi naszą furgonetką, ponieważ ciężarówka, którą zabrali będzie miała ciężki czas z poradzeniem sobie z ostatnim odcinkiem drogi, który nazywaliśmy podjazdem – bez pomocy blondyna nie przejedzie nawet fragmentu. W rzeczywistości była to nawet i nie ścieżka. Mój umysł wiedział, że Jasper będzie tylko dziesięć mil od domu – czyli żaden dla nas dystans. Moje nerwy były nieprzekonane.
Jasper również miał ciężki czas. Wiedział, że tylko reagował na mój strach i wydawał się równie nerwowy przez świadomość, że zostawia mnie samą. Był to pierwszy raz od mojej przemiany. Chciałam, abym mogła z nim pojechać, ale wiedziałam, że istniała niewielka szansa na złapanie zapachu człowieka i nie chciałam ryzykować.
Odczuwałam przerażenie, ale próbowałam je ukryć. Wiedziałam, że nic mi nie wychodzi, ponieważ Jasper ciągle wysyłał mi fale spokoju i trzymał za rękę. Zdawał sobie sprawę, że nienawidziłam przebywać od niego dalej, niż kilkadziesiąt metrów. Moje instynkty dalej trzymały mnie w gotowości – było to zarazem wkurzające, jak i mentalnie wyczerpujące. Przebywanie blisko blondyna sprawiało, że czułam się bezpieczna i uciszało moje instynkty, które wiecznie podpowiadały mi bycie przestraszoną. Dziwne, że kiedy byłam człowiekiem, jeszcze zanim spotkałam Edwarda i Cullenów, złe rzeczy ciągle mi się przytrafiały i mimo tego nie żyłam w strachu. Wtedy spotkałam miedzianowłosego i on powoli zaczął mnie uczyć, że jestem w niebezpieczeństwie za każdym razem, kiedy nie jest blisko i zarazem kontrolował moje zachowanie przez opowiadanie, jak bardzo jest dla mnie groźny. Zaczęłam nienawidzić za to Edwarda. Nie chciałam być taka bojaźliwa i bezradna.
Wiedziałam, że moja prawie-panika utrudniała sprawy Jasperowi, więc zepchnęłam ją tak daleko, jak tylko mogłam i upewniłam go, że będzie dobrze. Nie mogłam wiecznie na nim wisieć. Będzie dobrze. Najwyższy czas, abym pożegnała się z moimi obawami i przestała polegać na bezpieczeństwie gwarantowanym przez Teksańczyka. Byłam wampirem, na miłość boską!
- Jasper, ze mną wszystko dobrze. Naprawdę. Idź! – szybko go uścisnęłam, po czym pobiegłam nad jezioro. Kochałam obserwować zbierające się i szykujące do migracji na południe ptaki. Drzewa wokół domu i jeziora przybrały najbardziej intensywne kolory czerwieni, żółci i pomarańczy mieszające się z zielenią sosen. Wiewiórki i pręgowce amerykańskie pracowicie zajmowały się przygotowaniami do zimy. Unikaliśmy polowań blisko rezydencji, więc sarny od czasu do czasu przychodziły nad wodę.
Usłyszałam warkot silnika furgonetki i poziom mojego niepokoju od razu poszybował w górę.
Opowiedz mi, co dzisiaj porabiają ptaki.
Jego mentalny głos był kojący. Posłałam mu strumień obrazów jeziora i jego mieszkańców. Jego głos cichł wraz ze zwiększeniem odległości. Czułam się kompletnie zagubiona, kiedy nie wyczuwałam już dotyku jego umysłu.
Wstałam i poszłam po książkę, ale nie mogłam się skoncentrować. Wzrastało we mnie złe przeczucie, a instynkty fiksowały. Jeszcze nigdy wcześniej nie było z nimi tak źle i nie byłam całkowicie pewna, że to tylko z powodu odejścia Jaspera.
Blondyn zniknął na około godzinę, kiedy to wyczułam. Nie wiem, skąd to wiedziałam, ale byłam pewna, że poczułam wampira. Gorzej – dwa nieznane mi wampiry. Moje ciało zamarło, a moje oczy przeczesywały obszar na wschód. Skupiły się na błysku krwistych włosów, które wynurzyły się z drzew około tysiąca metrów dalej. Dwie sylwetki. Mężczyzna i kobieta. Wyglądali znajomo, ale nie mogłam ich skojarzyć. Jedyne, co wiedziałam, to to, że mnie przerażali. Ich oczy lśniły intensywnym szkarłatem – polowali na ludzi. Kobieta trochę przyhamowała – zdała sobie sprawę z niebezpieczeństwa. Mężczyzna podchodził wyraźnie obojętnie, skupiony na mnie. Przyjęłam pozycję obronną i nieznacznie zaczęłam się wycofywać. Mogłam usłyszeć wydobywający się z mojego gardła warkot i nie mogłam nic zrobić, aby to powstrzymać. Potrzebowałam wrócić do domu.
- Bella, Bella, Bella. Jesteś tu sama? – ton jego głosu był wysoki, drwiący, mówił z lekkim akcentem.
Ponownie poczułam się tak, jakbym powinna była wiedzieć, kim jest, ale za bardzo się bałam, by się skoncentrować.
- Moja rodzina zaraz tu będzie – chciałam, by wiedział, że oprócz Jaspera jest ktoś jeszcze.
Wampir zaśmiał się, po czym usłyszałam to samo od stojącej za mną kobiety. Stanęła pomiędzy mną, a domem, kiedy ja koncentrowałam się na moim rozmówcy.
- Kim jesteście? Czego chcecie? – chciałam, aby mój głos był silniejszy, ale wiedziałam, że byłam w tarapatach. Cofałam się tak, aby mieć ich w zasięgu mojego wzroku.
- Co chcemy? – głos wampirzycy był drwiący, a w jej oczach widoczna była nuta szaleństwa. – Ciebie chcemy, mała Bello – i ten okrutny śmiech.
- Moja rodzina zaraz tu będzie. Nie będą szczęśliwi, jeżeli cokolwiek mi się stanie – chciałam, by brzmiało to jak groźba, ale nie byłam pewna, jak bardzo mi się udało.
Mężczyzna spojrzał na mnie jak na małe dziecko, które właśnie powiedziało coś niedorzecznego.
- Nie bądź niemądra. Jak wiele mogłabyś dla nich znaczyć, skoro pozostawili cię tu bez opieki?
- Nie dbają o to, co się z tobą stanie. Jesteś tylko nowonarodzonym, z którym zmuszeni są sobie poradzić – wtrąciła czerwonowłosa.
To nieprawda. Esme i Carlisle mnie kochali. Uczynili mnie Cullenem.
- Nie. Kochają mnie i nie będą szczęśliwi, że mnie straszycie. A teraz czego chcecie?
Twarz kobiety zmieniła wyraz, kiedy zawarczała.
- Zemsty! Byłaś bezwartościowym człowiekiem, a teraz jesteś bezwartościowym wampirem. Wampiry się nie boją. Prawdziwe wampiry nie potrzebują ochrony. Jesteś ciężarem dla twojego klanu i będziesz pierwsza do zapłaty za ich grzechy! Robię im przysługę – jej słowa spowodowały, że w moim gardle zaczął zbierać się jad. Próbowałam nie słuchać, ale jej słowa bolały niczym prawdziwe strzały.
- Zamierzam cię rozerwać, kawałek po kawałeczku – trucizna spływała jej wzdłuż podbródka, a jej źrenice były ciemne z furii. – Najpierw twoje palce, potem stopy, wyślę im twoją głowę, ukryję ciało i spalę członki. Wszyscy poznacie mój ból! – zaczęła na mnie napierać.
Wykrztusiłam „nie", ale mój głos był słaby. Odwróciłam się do biegu, mój umysł krzyczał:
JASPER!
Mężczyzna zablokował mi drogę ucieczki, więc zmieniłam kierunek i ruszyłam między drzewa. Głaz wylądował tuż za mną i zdałam sobie sprawę, że to sprawka wampirzycy. Nie trafiła tylko z powodu mojej szybkości. Wampir był prawie na mnie, ale obróciłam się i przeturlałam po ziemi, zwalając go z nóg. Pobiegłam do domu. Znalazłam się w kącie, kiedy dosięgnęła mnie czerwonowłosa. Rzuciła się na mnie, ale wywinęłam się z jej uścisku i znalazłam na nogach, z plecami tylko kilka kroków od ściany. Udało im się złapać mnie w potrzask.
Miałam telefon w dłoni, ale wampirzyca wytrąciła go z mojego uścisku. Obserwowałam, jak roztrzaskuje się na skale. Wycofałam się, obronnie warcząc, ale wampir skradał się ciągle do przodu. Na twarzy miał chory uśmiech – sprawiało mu przyjemność obserwowanie straszenia mnie przez jego wspólniczkę. Ostatnią rzeczą, jaką pamiętałam, to jego uniesiona ręka, gotowa, by uderzyć i ociekające jadem, przerażająco odsłonięte zęby.
Instynktownie upadłam na kolana i zakryłam głowę ramionami.
Od tłumaczki: Cliffhanger! Haha! :D Mam nadzieję, że rozdział się spodobał :) Nie wiem, kiedy będzie kolejna aktualizacja – kolejny tekst jest bardzo długi, mam na głowie parę innych tłumaczeń, a przede wszystkim zbliżającą się maturę, której to na pierwszym miejscu muszę poświęcić uwagę. Mam nadzieję, że wytrzymacie! Do następnego i dziękuję za tak wielkie zainteresowanie!
