Czas egzaminów, dla niektórych uczniów jest stresujący. Uciążliwe powtarzanie materiału, nieprzespane noce, presja związana z uzyskaniem jak najlepszego wyniku. Całość powoduje, że nastolatkowie są jak tykające bomby. Kilka nieprzemyślanych słów i wybuchają. Krótko mówiąc - bez kija nie podchodź.
Są też tacy, co wręcz nie mogą się doczekać egzaminów. Z niecierpliwością czekają na koniec Akademii. Pragnął zacząć w końcu nowy etap w życiu. Dwóch trzynastolatków podrygiwało nogami w oczekiwaniu na rozpoczęcie testów. Tego dnia nie przypominali, wiecznie opanowanych, przyszłych shinobi.
Blondyn próbował zgrywać zdenerwowanego. Ze względu na jego pogłębiającą się radość, było to jego najtrudniejsze zadanie, w ostatnim czasie. Kiedy czuł, że nie będzie w stanie dłużej udawać, jego ratunkiem będzie tylko, zrobienie czegoś głupiego lub widowiskowego.
Widział, że jego przyjaciel również nie radzi sobie z ukrywaniem ekscytacji. Wskoczył więc na stolik, przy którym siedział brunet, w celu rozpoczęcia ich standardowych przepychanek słownych. Czuł, że oboje tego potrzebują.
- Oi, teme! – zwrócił na siebie uwagę kilku osób wokół. – Pokażę ci dzisiaj, kto tu jest lepszym ninja. – Uchiha tylko prychnął rozbawiony. Naruto doskonale wiedział, że czarnowłosy nie śmieje się z niego, lecz z tej sytuacji. Był świadomy, że tak na prawdę, nie dorównuje siłą i umiejętnościami błękitnookiemu. Fakt, że Uzumaki w tak łatwy sposób omamia towarzystwo, bardzo go bawił. Robienie ludzi w bambuko, było jego ulubioną rozrywką, odkąd poznał blondyna.
- Chciałbyś młotku. – dołączył do zabawy. – Wszyscy dobrze wiemy, że nigdy mi nie dorównasz. – w normalnych warunkach, Naruto poważnie by się zezłościł, jednak aktualnie tylko takiego udawał.
- Jeszcze się przekonamy, Sasuke. – wpatrywali się w swoje rozbawione oczy z bardzo bliskiej odległości. Dla wszystkich dookoła wyglądało to, jakby ciskali sobie nawzajem gromy z oczu. Dodatkowego wrażenia nienawiści do siebie, dawały im ich kpiące uśmieszki. Dwójka przyszłych geninów bawiła się znakomicie.
Szybko ich miny jednak zmieniły się na zaskoczone. Bowiem ktoś przypadkowo pchnął lekko blondyna, przez co ten poleciał prosto w kierunku Sasuke, łącząc ze sobą ich usta. Byli tak bardzo zdziwieni, że żaden z nich nie reagował w celu przerwania tej chwili. Trwało to tak kilka bardzo długich dla nich sekund, dopóki tłum wściekłych fanek nie oderwał Naruto od zastygłego bruneta.
Czarnowłosy starał się nałożyć wściekły wyraz twarzy. W myślach jednak, jak litanie, powtarzał: „Nie zarumień się. Pamiętaj, wściekła mina. Nie zarumień się!". Przyglądał się, jak jego przyjaciel obrywa od grupki zazdrosnych dziewczyn. Próbował grać niewzruszonego, ale gdzieś tam w sercu czuł lekką satysfakcję, że to akurat Naruto skradł jego pierwszy pocałunek. Pominął fakt, że stało się to przypadkowo. Liczyło się dla niego to, że poznał smak tych kuszących ust i na pewno zapamięta go na długo.
Był tak zamyślony, że nie zauważył, że do klasy wszedł Iruka-sensei z pozostałymi egzaminatorami. Ocknął się z tego letargu, dopiero, gdy wywołali jego imię. Jak zdążył zauważyć, był jednym z ostatnich uczniów w Sali. Skierował się do sąsiadującego pomieszczenia, wciąż czując gorąc na ustach. Skarcił się w duchu za taką nieuwagę. Musiał skupić się na egzaminie.
Całość trwała tylko kilka minut. Zadano mu parę pytań, a gdy odpowiedział bezbłędnie, musiał wykonać trzy podstawowe techniki. Bez problemów zdobył maksymalny wynik. Czuł wręcz pogardę dla tego testu. Okazał się banalnie prosty. Z rozbawieniem pomyślał, że trudniejsze chyba jest tylko oblanie tego egzaminu. Po czym w duchu życzył Naruto powodzenia.
Jego relacja z blondynem rozwijała się dość szybko. Śmiało mógł powiedzieć, że uważa go za przyjaciela. Naruto otworzył się przed nim, kiedy zaakceptował go razem z jego współtowarzyszem. Nie zaprzeczy, że przeżył wtedy szok, ale jednocześnie wszystko zaczęło mu się w głowie układać. Tamten dzień, zapamięta chyba do końca życia.
Parę dni po ostatniej wizycie w bibliotece, brunet uciekł z pod czujnego wzroku ANBU. Ukrył się wtedy na jednym z nieużywanych pól treningowych. Siedział w cieniu drzew ciesząc się spokojem i ciepłym popołudniem. Trwał tak w samotności około godziny. Później dołączył do niego blondyn.
Przyglądał się błękitnym oczom, które świeciły zadowoleniem i lekką dumą. W tamtej chwili, jego ego zostało mile połechtane, czego próbował nie okazywać. Nie był pewien czy mu się to udało, ponieważ Naruto patrząc na jego odrobinę bardziej wyprostowane ramiona, uśmiechał się z rozbawieniem. Zauważył też, że chłopak jest trochę spięty i zdenerwowany. Domyślał się, że rówieśnik czuł napięcie , ponieważ podczas tego spotkania chciał mu coś ważnego powiedzieć. Czekał więc po prostu, aż jasnowłosy będzie gotowy.
Siedzieli tak w ciszy około piętnastu minut, po czym brunet ujrzał na twarzy towarzysza pewną zaciętość. Widocznie chłopak zakończył swoje przemyślenia i zdecydował się z nim porozmawiać. Nic jednak nie było w stanie przygotować się na to co usłyszał.
- Mam zapieczętowanego z sobie Kyubiego. – wypalił stanowczo blondyn, po czym czekał na jego reakcję.
Tak po prostu… Powiedział te słowa tak po prostu. Dało się wyczuć w jego głosie lekkość, dumę i zadowolenie. Jakiekolwiek wahanie można było zobaczyć jedynie w oczach. Sasuke podejrzewał jednak, że dotyczyło ono bardziej jego reakcji na oświadczenie trzynastolatka, niż z powodu samej obecności demona w jego ciele.
Przez kilka pierwszych minut, brunet po prostu wgapiał się w rówieśnika. Nie odzywał się, nie ruszał, nawet nie mrugał. Zaskoczony jak jeszcze nigdy w życiu, był w stanie tylko myśleć. A miał o czym. Myśli plątały się, a wcześniejsze pytania jakby zniknęły. Jedno zdanie sprawiło, że rozwiązały się jego poprzednie dylematy na temat blondyna.
Chłopak nazywany demonem, w tamtej chwili, nie przypominał takiego nawet w najmniejszym stopniu. Pełen obaw, że popełnił błąd, miał ochotę cofnąć czas, cofnąć te kilka słów. Niepewność sytuacji sprawiała, że był zakłopotany.
Sasuke natomiast analizował wszystkie znane mu fakty. Czwarty Hokage pokonał Lisiego demona, pieczętując go w ciele własnego syna. Konoszanie musieli wiedzieć, że chłopak ma w sobie Kyubiego, skoro nazywają go potworem. Są chyba tylko nieświadomi prawdziwego pochodzenia blondyna. Tłumaczy to także samotność nastolatka, brak dorosłych i dzieci wokół niego. Niechęć ludzi była związana ze strachem. Niektórzy mścili się za stratę bliskich osób z dnia ataku. Dlatego ci mężczyźni szukali go kilka miesięcy temu, chcieli go skrzywdzić. Zastanawiał się jak często zdarzały się takie sytuacje.
Niepokojące dla niego było, że Hokage pozwolił na takie traktowanie jakiegokolwiek mieszkańca. Resztki jego szacunku do tego starca, w tamtej chwili, po prostu wyparowały. Powinnością przywódcy wioski jest przede wszystkim dobro ludzi w niej mieszkających, bez wyjątków. Gdyby nie był aktualnie w szoku, na pewno wpadłby we wściekłość.
Wyjaśnił się też kolejny powód posiadania przez blondyna szpiegów. Błękitnooki nie był jedynie obserwowany, zapewne każdy jego krok stale kontrolowano. Podejrzewał, że życie w ciągłym ograniczeniu nie było łatwe, ani przyjemne. Sama świadomość, że ludzie się go boją, prawdopodobnie była przykra.
Zastanawiał się, od jakiego czasu blondyn był świadomy jego towarzysza. Czy wiedział o Kyubim od niemowlęcych lat, czy raczej wychował się bez tej informacji? Ciekawiło go, jak duży wpływ na jego rówieśnika miał demon. Czy umiejętności jasnowłosego były jego zasługą? Może dogadywali się dość dobrze, a przynajmniej na tyle, by Lis zgodził się go nauczać? Czy wręcz przeciwnie? Chłopak musiał się podszkolić, aby być w stanie kontrolować dziewięcioogoniastego?
Analizując moment, w którym blondyn wypowiada swoją tajemnicę, stwierdził, że muszą z Kyubim być jednak w przyjaznych stosunkach. Naruto był wyraźnie zadowolony i dumny. Jedyne obawy kierował w kierunku czarnowłosego. To, że wyjawił mu tak wielki sekret, świadczyło o jego zaangażowaniu. Zaufał mu z pełną świadomością, że Sasuke może tego nie zaakceptować.
Sam brunet nie wiedział w jaki sposób powinien zareagować. Pomijając treść, znowu została mu powierzona ważna tajemnica. Na pewno nie odrzuci szansy, którą dostał. Zastanawiał się tylko co powinien powiedzieć. Jakie słowa byłyby odpowiednie?
- Zamierzasz coś powiedzieć, Uchiha? – blondyn w końcu zdecydował się przerwać panującą ciszę. Czarnooki zdążył zauważyć, że jego towarzysz w zdenerwowaniu zaciska i rozpościera pięści. Podejrzewał, że spowodowało to przedłużające się milczenie ze strony Sasuke.
- Jesteś takim młotkiem, młotku. – były to jedyne słowa, jakie przyszły mu do głowy, aby wypowiedzieć. Ton jego głosu był lekko zniecierpliwiony, jakby czekał na ciąg dalszy tajemnicy. Nie mógł po sobie pokazać, jak bardzo jego słowa nim wstrząsnęły. Wiedział, że ten posiada ich jeszcze kilka, a on chciał być tym, który pozna je jako pierwszy.
- O co ci chodzi? – oburzył się błękitnooki. – Ja ci tu zdradzam sekret rangi S, a twoją jedyną reakcją jest obrażanie mnie? – lekkie niedowierzanie ze strony Naruto, powoli przeradzało się w rozbawienie. –Drań.
Sasuke prychnął w odpowiedzi lekko się uśmiechając. Przy jasnowłosym nigdy nie umiał zachować maski obojętności. Zadowolony postanowił wykorzystać sytuację i wypytać rówieśnika o kilka interesujących go faktów. Mimo, że zyskał odpowiedzi na wcześniejsze pytania, tak teraz pojawiały się nowe.
- Zacznijmy może od tego, co dla mnie na dzisiaj przygotowałeś? – z zadowoleniem, przyglądał się jak chłopak się rozluźnia. Po chwili zaczął trajkotać wesoło o wszystkich jego planach, zarówno dotyczących nauki, jak i tych przyszłościowych. Pomysł opuszczenia wioski w celach podróży i treningu, wydawał mu się dość zachęcający. Szczególnie jeśli mieliby wędrować wspólnie.
Tamtego dnia, po raz pierwszy dostał od Naruto zwój z techniką jego klanu. Na początku był zły. Zarzucił jasnowłosemu kradzież. Dopiero potem, gdy się uspokoił, dowiedział się, że jest to zwój z osobistej kolekcji Czwartego. Na pytanie, skąd ma dostęp do tych zbiorów, odpowiadał jedynie, że kiedyś się dowie.
Tak rozpoczęła się ich wspólna nauka. Widywali się dwa lub trzy razy w tygodniu, ćwicząc taijutsu lub kontrolę chakry. Rywalizowali ze sobą o każdą, najdrobniejszą rzecz. Uwielbiali dogryzać sobie słownie. Przezwiska „dobe" dla Naruto i „teme", dla Sasuke, pojawiały się praktycznie co drugie zdanie.
Poznał też trochę współlokatora blondyna. Uzumaki za pomocą nieznanej mu dotąd techniki, wciągnął go do swojego umysłu. Kurama okazał się w stosunku do niego okropnie złośliwy i podejrzliwy. Sasuke nie czuł się komfortowo, gdy demon zarzucał mu, że tylko zwodzi jego sakryfikata, a jak kiedyś spróbuje go skrzywdzić, poczuje na sobie gniew biju. Dobrze wiedział jakimi uczuciami darzy rówieśnika, ale mimo to zawsze ogarniał go gniew, gdy Kyubi go oczerniał w oczach jasnowłosego. Tylko jeden raz stracił nad sobą panowanie i wykrzyczał swoją złość.
- Zamknij się demonie! Myślałem, że skoro Naruto wciąż cię tak zachwala, będziesz miał w sobie odrobinę ogłady. – w tamtej chwili skupiony był jedynie na dziewięcioogoniastym, przez co przeoczył błysk ostrzeżenia w tych błękitnych oczach. – Co niby miałbyś mi zrobić? Jesteś tylko uwięzionym w klatce, głupim lisem. To ty powinieneś się obawiać mnie, ponieważ jeśli wciąż będziesz mnie obrażać, pożałujesz. – wysyczał wściekle kruczowłosy.
Był zły, a w dodatku nie rozumiał, dlaczego w odpowiedzi, Lis jedynie uśmiechnął się ironicznie. Krew w nim buzował i miał dość tej rozmowy. Odwrócił się do Naruto, chcąc aby ten zabrał ich z powrotem do rzeczywistości. Jednak spoglądając na twarz chłopaka, stanął ja wryty. Ujrzał bowiem wściekłe, czerwone oczy, zamiast pogodnego błękitu. Źrenice blondyna były zwężone, pionowe niczym u zwierząt. Zauważył wydłużone kły i paznokcie, a z gardła wydobywało się lekkie warczenie. Widać było, że trzynastolatek jest bardzo, bardzo zły.
- Wygląda na to, że czegoś tu nie rozumiesz, Uchiha. – głos Uzumakiego był głęboki i chrapliwy. Całkowicie przeciwny do jego normalnego sposobu mówienia. – Ten kto grozi mojej rodzinie, nie pożyje zbyt długo. – groźba blondyna wywołała u niego okropne dreszcze. Czuł wręcz pot spływający mu po plecach. W tamtej chwili, naprawdę obawiał się o swoje życie. – Uważam cię za przyjaciela, więc ostrzegam cię, ale tylko ten jeden raz. Jeśli znów powiesz coś takiego, nie będę miał dla ciebie litości.
Kiedy brunet pokiwał głową, że zrozumiał, został znów przeniesiony do rzeczywistości. Widząc normalnie wyglądającego rówieśnika, odetchnął z ulgą. Jeśli chciał, Naruto potrafił być przerażający. W tamtej chwili miał nałożoną na twarz maskę obojętności. Spoglądał na Sasuke nieodgadnionym wzrokiem nie odzywając się. Po czym jakby podejmując jakąś decyzję, odwrócił się i odszedł.
Sasuke, w tamtym czasie, czuł się niezwykle głupio. Nie chciał urazić przyjaciela. Zrozumiał wtedy, że blondyn darzy Kuramę bardzo głębokimi uczuciami. W porównaniu z ich relacją, brunet będzie musiał starać się prawdopodobnie kilka lat, aby i on znalazł swoje miejsce w sercu błękitnookiego. Ich znajomość rozwijała się w naprawdę zadowalającym tempie, jednak wciąż była świeża. Do braterskiej miłości było im daleko. Na razie przechodzą próby zaufania oraz poznają siebie nawzajem.
Po tym incydencie, Naruto unikał czarnowłosego przez tydzień. Był jak cień. Sasuke widywał go jedynie na zajęciach w Akademii, lecz zaraz po skończonych lekcjach, blondyn rozpływał się w powietrzu. Nie był w stanie dostrzec momentu, kiedy ten opuszczał budynek. Szukał go wzrokiem na ulicach Konohy, w miejscach, w których często przesiadywał, ale nigdzie go nie dostrzegał.
Przerażało go myśl o utracie tego niewielkiego zaufania, którym został obdarzony. Blondyn nauczył go tak wiele, uratował od zatopienia się w nienawiści, dał mu chęci do życia. Nawet przez tak krótki okres czasu, czuł się jak dawniej, jeszcze przed morderstwem jego rodziny. Pluł sobie w brodę za swoje zachowanie. Otrzymał tak wiele, a w zamian groził jedynej rodzinie blondyna. Podejrzewał, że tak właśnie jego rówieśnik traktuje demona, jakby ten był jego bratem.
Chciał to naprawić, wręcz musiał. Był sfrustrowany ciągłą niepewnością. Jedynym rozwiązaniem bruneta było złapanie Naruto, zanim ten opuści Akademię. Musiał mieć go cały czas na oku, więc postanowił usiąść obok niego na lekcjach. Dotychczas Uzumaki siedział sam, więc jego towarzystwo, wprawiało całą klasę w niemałe osłupienie. Szczególnie, że wszyscy myśleli, że się nie znoszą.
Przez całe zajęcia, błękitnooki nie zwracał na niego uwagi. Jak zawsze wyglądał przez okno. Czarnowłosy za to, nie chcąc niczego przegapić, przyglądał mu się uważnie. Zauważył więc, że jego rówieśnik ma lekko spięte ramiona oraz jedna noga delikatnie drga w zdenerwowaniu. Przede wszystkim chciał, żeby Naruto na niego spojrzał. Nie mógł z nim normalnie rozmawiać w klasie, bo przyniosłoby to im tylko niepotrzebne zainteresowanie. Dlatego jedynym sposobem, aby ten zauważył jego skruchę, było spojrzenie w jego oczy.
Wiedział, że należało zwrócić uwagę blondyna na siebie w dyskretny sposób. Jego pierwszy pomysł nie był zbyt ambitny, ale nie miał czasu dłużej myśleć, więc postanowił działać. Kiedy upewnił się, że ławka ich zasłania, położył rękę na kolanie rówieśnika. Spostrzegł jedynie delikatne drgnięcie ciała Naruto, a kiedy nie doczekał się dalszych reakcji, zaczął lekko gładzić dłonią po nodze kolegi. Tym razem widoczne było zawahanie jasnowłosego w celu odwrócenia się. Rezultat jednak wciąż nie zadowalał Sasuke, więc w ostatecznym rozrachunku, stanowczo przesunął swoją rękę ku górze oraz do wnętrza jego ud. Był już gotowy by dotknąć intymnych miejsc chłopaka, gdy ten w końcu zwrócił się w jego stronę.
Lekko oburzony i zaskoczony blondyn miał ochotę nawrzeszczeć na Uchihę, lecz wtedy ich spojrzenia się spotkały. Cokolwiek chciał powiedzieć, zniknęło z jego myśli, gdy widział te czarne oczy. Spojrzenie bruneta wręcz krzyczało „przepraszam", błagało o wybaczenie i rozmowę. Wzrok miał pełen skruchy, tak samo jak jego postawa. Zgarbiony i zdecydowanie zmartwiony chłopak żałował swoich poprzednich słów. Naruto oczywiście wiedział, że i tak nie mógłby gniewać się na przyjaciela zbyt długo, ale i tak czuł się winny, że trwało to tyle czasu. Dodatkowo wygląd czarnowłosego uświadomił mu, że ten zrozumiał swój błąd.
Pokiwał mu więc głową, jako potwierdzenie, że mu wybacza. Coś aż go ścisnęło w sercu, gdy zobaczył u odpowiedzi lekkie uniesienie kącika ust oraz wielką ulgę i radość w tych hebanowych oczach. Sam odczuł pewien spokój, gdy uświadomił sobie, że nie będzie już musiał unikać nastolatka. W duchu dziękował chłopakowi, że ten zwrócił na siebie jego uwagę, bo nie był pewien ile czasu byłby w stanie to ciągnąć. Mimo to i tak najbardziej podobał mu się sposób, w jaki to zrobił. Wciąż czuł na sobie przyjemne dreszcze.
Sasuke natomiast ogarnięty ulgą, próbował powstrzymać się przed szerokim uśmiechem. Był zadowolony z tego, że blondyn mu wybaczył, a jeszcze więcej radości przyniosły mu silna reakcja rówieśnika na jego dotyk. Było to niezwykle intymne i podniecające, niemal zapomniał, że znajduje się w klasie pełnej uczniów. Miał ochotę zrobić to znowu. Powstrzymał się jednak, by nie tworzyć między nimi dodatkowego napięcia.
Ich znajomość nie rozwijała się na razie w romantyczny sposób. Poza tym incydentem, nie wykonywali wobec siebie więcej takich ruchów. Byli jeszcze bardzo młodzi, mimo, że nadprzeciętnie dojrzali, w porównaniu z resztą ich rocznika. Skupiali się na rozwijaniu swojej przyjaźni i treningach.
Kolejnym zbliżeniem był dopiero ich pocałunek przed egzaminem na genina. Przypadkowe zetknięcie ust może nie było wielkim wyczynem, ale dla nich znaczyło całkiem sporo. Napięcie pomiędzy nastolatkami rosło bardzo powoli i każdy z nich zdawał sobie z tego sprawę. Jeśli chodzi o ich uczucia, to płynęli z prądem, czekając na samoistny rozwój wydarzeń.
Sasuke uśmiechnął się czując lekkie mrowienie na ustach. Wszyscy wokół myśleli, że cieszy się ze zdania egzaminu. Dla niego jednak miniony test był od dawna nic nie warty. Pozwalał sobie na okazywanie zadowolenia tylko dlatego, że chciał aby blondyn również zobaczył ten uśmiech.
Jednocześnie pragnął mu przekazać, że następnym razem, na pewno nie zadowoli się tak krótkim pocałunkiem.
