Rozdział 10
Następnego wieczoru Severus nie mógł dojść do tego, co go opętało, by zaprosić Hermionę na kolację. Z pewnością była dla niego atrakcyjna, ale zapraszać ją gdziekolwiek? Wciąż była uczennicą, a on był jej nauczycielem. Jedyną rzeczą, której był pewien, to to, że podarowano mu drugie życie i nie zamierzał go zmarnować. Ona była niezwykła kobietą i chciał się o niej dowiedzieć jak najwięcej.
Usłyszał pukanie do drzwi.
- Proszę! – warknął. Wszedł Albus i
natychmiast na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech, gdy zdał
sobie sprawę, że Severus założył swoje wyjściowe szaty.
-
Wyglądasz dzisiaj szykownie, Severusie.
- Czegoś potrzebujesz,
Albusie?
- Chciałem zapytać, jak się miewasz. Zaczął się w
końcu nowy semestr. Jednak z tego, co widzę, czujesz się
wystarczająco dobrze, by poszukać jakiejś rozrywki – w jego
oczach zamigotały iskierki. Wyczuł niezdecydowanie Snape'a. –
Severusie, przez większość życia byłeś wyizolowany. Kiedy inni
używali życia, ty byłeś zajęty poświęcaniem wszystkiego, by
doprowadzić do wygrania wojny. A kiedy to osiągnąłeś, prawie
straciłeś życie z powodu klątwy Crucio.
- O czym ty mówisz,
Albusie? – wysyczał.
- Zasługujesz na szczęście, nawet
jeśli jesteś innego zdania. Myślę, że kobieta, z którą
dzisiaj wychodzisz, jest szczęściarą.
- Nawet jeśli to
Hermiona Granger – zadrwił Severus, czekając, by dyrektor wydał
zakaz. Albus wciągnął głęboko powietrze, a potem, z wolna je
wypuścił.
- Wierzę, że Hermiona jest wystarczająco dojrzała,
by podejmować własne decyzje. A skoro przyjęła twoją propozycję,
niech tak będzie. – Severus patrzył na niego z niedowierzaniem.
Spodziewał się innej odpowiedzi. – Severusie, zaprosiłeś ją,
ponieważ nie chcesz przepuścić kolejnej szansy w życiu.
Zasługujesz na szczęście. Dlatego też daję ci moje
błogosławieństwo.
Hermiona założyła ciemnofioletową suknię i spędziła godzinę na opanowywaniu włosów. W przeszłości tylko raz poświęciła tyle czasu swoim włosom, dla Wiktora Kruma, ale okazał się on kompletnym idiotą. Spojrzała na swoje odbicie i zmrużyła oczy świadoma, że nie jest najpiękniejsza na świecie. W końcu to tylko kolacja, nie randka.
Skierowała się do głównego wejścia, by spotkać czekającego na nią profesora Snape'a. Ubrany w swoje czarne szaty wyglądał prawie przyzwoicie. „Gdyby tylko nie sprawiał wrażenia, jakby był wkurzony na cały świat!" – pomyślała.
- Dobry wieczór, profesorze – odezwała
się uprzejmie. Zmierzył ją spojrzeniem.
- Chodźmy.
Hermiona
nie była zaskoczona, w końcu nie spodziewała się uroczego
księcia.
Ponieważ zima była łagodna, do Hogsmeade dotarli pieszo i weszli do małej restauracji. Podprowadził ją do stołu i oboje zajęli miejsca. Nie odzywając się do niej, złożył zamówienie. Patrzył się na nią, jednak za każdym razem, gdy spotykała jego spojrzenie, szybko odwracał oczy. Kiedy przyniesiono potrawy, zjedli je w ciszy. Przez cały okres, kiedy pracowała razem z nim w laboratorium, rzadko kiedy rozmawiali, więc nie była to dla niej niespodzianka. Jednak byłoby miło, gdyby coś powiedział. Zapłacił rachunek i wyszli.
W drodze powrotnej
do zamku, Hermiona była trochę rozczarowana. Nie wiedziała, czego
po nim oczekiwać, ale spodziewała się, że przynajmniej się
odezwie.
Byli prawie w połowie drogi, kiedy nagle się
zatrzymał.
- Stop – powiedział.
- Coś się stało,
profesorze? – zapytała, spoglądając na niego, podczas gdy on
unikał jej oczu.
- To nie tak miało być – wykrztusił,
patrząc na nią.
- A jak? – zdumiała się.
- To miała
być randka. Mieliśmy porozmawiać i lepiej się poznać –
powiedział szybko. Hermiona zagryzła dolną wargę, próbując
otrząsnąć się z szoku, że to jednak była randka. – Tylko nie
mam pojęcia co robić – jasne było, że czuł się sfrustrowany.
– Po prostu wróćmy do zamku i będziesz mogła zapomnieć o
całym tym wieczorze – stwierdził i ruszył dalej.
Hermiona
sięgnęła po jego dłoń i ujęła ją w swoje, zatrzymując go.
Nie mogła pozwolić, by to się tak skończyło.
- Severusie –
zaczęła miękko – możemy pójść na lody? – Nie
wiedziała, co innego mogłaby powiedzieć, gdyż czuła jego
frustrację i zawstydzenie.
- Jesteś pewna? – zapytał, nie
chcąc pogarszać sytuacji.
- Tak, proszę.
- Dobrze –
Zawrócili. W drodze na lody trzymała jego dłoń w swojej i
splotła ich palce.
Weszli do lodziarni i zajęli miejsca w
oczekiwaniu na kelnerkę.
- Hermiono, na co masz ochotę?
-
Poproszę pucharek lodów czekoladowych w gorącej polewie –
powiedziała z uśmiechem.
- Dla mnie to samo – zamówił
u kelnerki.
- Nie wiedziałam, że lubisz czekoladę – Hermiona
próbowała zacząć rozmowę.
- Nie lubię. Po prostu nie
wiem, co innego mógłbym zamówić – stwierdził z
uśmieszkiem. Była świadoma tego, że nie czuł się dobrze
zaczynając rozmowę, więc starała się go w nią wciągnąć.
-
Cóż, ja ją uwielbiam. Zawsze tak było. Jaki jest twój
ulubiony smak lodów? – spytała, podczas gdy kelnerka
przyniosła zamówione smakołyki.
- Lubię wanilię –
odpowiedział po chwili zastanowienia.
- Dlaczego?
W
normalnych okolicznościach warknąłby na każdego, kto drążyłby
jego odpowiedzi, jednak przypomniał sobie, że sam chciał z nią
rozmawiać.
- Ponieważ ten smak jest tak podstawowy –
stwierdził płasko.
- Podstawowy? Czy z tego powodu nosisz tylko
czarne ubrania? Ponieważ to barwa podstawowa? – pytała, próbując
go rozluźnić.
Spojrzał na nią zimno, po chwili jednak jego
wzrok złagodniał.
- Tak, przypuszczam, że noszę czerń z tego
właśnie powodu. Oszczędza mi to czasu przy dopasowywaniu stroju.
Zajadając lody rozmawiali o błahostkach, ale jednak rozmawiali.
Po jakiejś godzinie zdecydowali się opuścić lodziarnię. Raz
jeszcze Hermiona wzięła go za rękę i trzymała ją w drodze do
Hogwartu.
Kiedy zbliżyli się do głównego wejścia,
puścił ją i obrócił się do niej.
- Dziękuję ci,
Hermiono – powiedział, całując ją pośpiesznie w policzek i
opuścił ją bez oglądania się. Hermiona była zaskoczona tym
pocałunkiem, ale uśmiechała się z wielu powodów. Po
pierwsze, Mistrz Eliksirów był jednak człowiekiem,
okazującym niepewność; po drugie, za wyjątkiem kolacji, miło
spędziła czas; a po trzecie, ze wszystkich wiedźm w Hogwarcie, to
właśnie ją zaprosił na randkę.
Po dotarciu do lochów
Severus przebrał się w codzienne szaty. Po chwili usłyszał
pukanie do drzwi.
- Proszę!
Syriusz Black wszedł do jego
komnat.
- Co, do diabła, tutaj robisz? – wysyczał Snape
-
Cóż, byłem w sąsiedztwie, odwiedzałem Harry'ego i
pomyślałem, że powinienem wpaść do ciebie – ironizował Black.
- Wyjdź – wrzasnął Snape.
Syriusz zignorował go.
-
Wiesz, byłem na błoniach, kiedy zostałem świadkiem interesującego
wydarzenia. Widziałem ciebie, idącego za rękę z Hermioną. Na
początku pomyślałem, że mam omamy, ale gdy podszedłem bliżej,
zobaczyłem, jak całujesz ją w policzek– Czekał na reakcję
Snape'a, jednak jego oblicze było, jak wykute z lodu.
-
Spotykasz się z nią? – zapytał Black zdegustowanym głosem.
-
To nie twój cholerny interes – syknął Snape.
-
Umawiasz się z nią – Black uśmiechnął się. – To mnie
zaskakuje.
- Co takiego?
- Och, to że Hermiona spotyka się
z tobą. Jednak z drugiej strony, ona zawsze miała miękkie serce,
żałujące tych w potrzebie – stwierdził Black, doskonale
wiedząc, że gra Snape'owi na nerwach i kontynuował. – Czyż
nie pomaga wciąż Longbottomowi, który nie potrafi nawet
zawiązać sznurówek? Wątpię by robiła to z powodu jego
czarującej osobowości. To po prostu natura Hermiony – Black
zerknął na Snape'a. – Tak, to cała Hermiona, śpiesząca z
pomocą wszystkim żałosnym stworzeniom.
- Na Salazara, wynoś
się stąd! – wrzasnął Snape biorąc Blacka na cel. Ten wiedział,
że go wkurzył, więc wyszedł bez wahania.
„Żałuje mnie", wypluł Snape, zdając sobie nagle sprawę, że ich randka nic nie znaczyła. „To było żałosne myśleć, że umówiła się ze mną, ponieważ lubi moje towarzystwo"mruczał wychodząc na nocny dyżur. Tej nocy Snape był bezwzględny w odejmowaniu punktów wszystkim, którzy mieli pecha wpaść na niego.
Następnego dnia była sobota i Ravenclaw grał mecz przeciwko Gryffindorowi. Hermiona ubrała zimowy płaszcz oraz szal i rękawiczki Gryffindoru. Ponieważ Harry i Ron byli w drużynie, szła z Ginny.
Snape obserwował ją z oddalenia, ciągle rozbity z powodu tego, co Black mu uświadomił. Patrzył jak idzie z panną Granger, kiedy podbiegł do nich Syriusz.
- Hermiona! – wykrzyczał.
- Syriusz! Jak
się masz? – spytała podekscytowana i uściskała go. Wiedział,
że Snape ich obserwuje, więc podniósł ją i okręcił
dookoła.
- Syriuszu, postaw mnie – zachichotała.
-
Przepraszam, Hermiono, po prostu jestem w dobrym nastroju –
powiedział. – Cześć, Ginny. Miło cię znowu widzieć.
-
Witaj, Syriuszu. Przyszedłeś, by oglądać Harry'ego?
- Tak,
cały sezon mu to obiecywałem i wreszcie udało mi się przyjść –
stwierdził. – Czy dotrzymają mi panie towarzystwa? – Każdej z
nich podał ramię.
Snape pogrążał się w złości, patrząc,
jak Hermiona udaje się na boisko w towarzystwie jego wroga.
Siedząc już w loży Gryffindoru, Syriusz zwrócił
się do niej:
- A więc, co porabiałaś wczoraj wieczorem,
Hermiono?
Jego pytanie wywołało natychmiastowe podejrzenia,
ponieważ nigdy wcześniej nie pytał o jej rozrywki. Równie
dobrze wiedziała, że on i Severus byli zaprzysięgłymi wrogami. Te
dwie okoliczności pozwalały jej wierzyć, że za jego pytaniem
kryło się coś więcej, niż chciał pokazać.
Mecz się rozpoczął i Hermionie ulżyło, ponieważ nie chciała odpowiadać na jakiekolwiek pytania zadawane przez Syriusza, które dotyczyłyby Severusa. Zauważyła, że Severus siedział w loży nauczycieli, jednak zamiast meczu obserwował ją. Próbowała się do niego uśmiechnąć, ale wszystko co otrzymała w zamian, to zimne spojrzenie. Stwierdzając, że to z powodu towarzystwa Syriusza, poddała się i skupiła na meczu.
Po
niemiłosiernie ciągnących się ośmiu godzinach, Harry w końcu
złapał Znicz i zakończył grę. Hermiona, Syriusz i Ginny
skierowali się na boisko, by pogratulować jemu i Ronowi.
-
Chodźmy do Trzech Mioteł – zasugerował Syriusz.
- Brzmi
świetnie – stwierdzi Harry, a Ginny mu przytaknęła.
-
Napijemy się Kremowego – zaśmiał się Ron.
- Ja powinnam
wracać do zamku – zaprotestowała Hermiona. – Muszę wypełnić
obowiązki Prefekta Naczelnego.
- Jesteś pewna, Hermiono? –
spytał Syriusz.
- Tak, a teraz idźcie, zanim inni dotrą tam
przed wami i zajmą wszystkie stoliki – powiedziała, machając im
na pożegnanie. Czwórka odeszła, a ona skierowała się do
zamku. Z jakiejś przyczyny pójście z Syriuszem do Trzech
Mioteł uznała za zły pomysł ze względu na zimne spojrzenia,
jakimi obdarzał ją Severus.
Wchodząc do zamku, postanowiła udać się do biblioteki, by skorzystać z nieobecności innych uczniów. Usadowiła się na krześle stojącym w kącie i czytała jedną z wielu książek przypisanych do przedmiotów.
- Dlaczego umówiłaś się ze mną? – zasyczał
mroczny głos.
Przestraszona, spojrzała znad książki i ujrzała
Severusa stojącego przed nią i wpatrującego się w nią.
- Co
takiego? – spytała.
- Dlaczego umówiłaś się ze mną?
– powtórzył.
- Ponieważ mnie zaprosiłeś – odparła
szczerze.
Chciał jej uwierzyć, ale obawiał się tego.
-
Umówiłaś się ze mną, ponieważ było ci mnie szkoda, mam
rację? - wysyczał
Jego słowa zszokowały ją. Odkładając
książkę, stanęła przed nim.
- Severus, nie umówiłam
się z tobą z litości. Zrobiłam to, ponieważ mnie zaprosiłeś –
jej głos brzmiał przekonująco.
„Gdyby mówiła
prawdę" – pomyślał.
- Umówisz się ze mną raz
jeszcze?
- Rzeczywiście mnie zapraszasz, czy też chcesz mnie
sprawdzić? – odparła pytaniem na pytanie.
- Naprawdę cię
zapraszam. Czy zjesz ze mną ponownie kolację?
- Tak, z
przyjemnością – odparła bez wahania.
Tak bardzo pragnął
chwycić ją w ramiona i pocałować, jednak zachował zimną krew i
powiedział:
- Spotkamy się jutro o siódmej przy głównym
wejściu – odwrócił się i odszedł zanim zdążył zrobić
z siebie większego głupca. Uśmiechała się, obserwując, jak
powiewają jego szaty, gdy wypadał z biblioteki.
Następnego dnia na śniadaniu Syriusz został zaproszony do
Stołu Nauczycielskiego, jako gość Dumbledore'a. Pech chciał, że
usiadł koło Severusa.
- Zatem – zaczął Syriusz z ustami
pełnymi jajek – rozgryzłeś czemu Hermiona się z tobą umówiła?
Severus zignorował go i dalej spożywał śniadanie. Black
zauważył spojrzenia, jakie Hermiona rzucała Severusowi i
uśmiechnął się do siebie.
- Może cię lubi. Dałeś jej
kwiaty?
- Co takiego? – spytał Severus, uświadamiając sobie,
że tego nie zrobił.
- Dałeś jej kwiaty? No wiesz, bukiet róż
albo innych – odpowiedział Syriusz
- Nie – powiedział
cicho.
- Cóż, a chociaż powiedziałeś jej jakiś
komplement? – dopytywał się Syriusz. – Biorąc pod uwagę, jak
jej włosy dziś wyglądają, musiała spędzić nad nimi dużo czasu
przygotowując się na spotkanie z tobą.
„Melinie, on ma
rację" – pomyślał Severus.
- Zauważyłem również,
że zostawiłeś ją przy wejściu do zamku. Prawdziwy dżentelmen
odprowadziłby ją pod jej drzwi i życzył dobrej nocy –
kontynuował Syriusz.
Severus jadł dalej rozmyślając o tym, co
usłyszał od Syriusza i dochodząc do wniosku, że wszystko zrobił
źle.
- Jesteśmy umówieni na kolację. Spotykamy się
przy głównym wejściu – powiedział Severus, nie wiedząc
dlaczego zwierza się Syriuszowi, jednak, z jakiegoś powodu,
potrzebował jego zapewnienia, że postępuje słusznie.
- Nie,
nie, nie. Idź do jej dormitorium, przywitaj się i poprowadź na
kolację – powiedział Snape'owi. – Na Merlina, Severusie. Czy
mam ci również powiedzieć, jak ją pocałować?
- Odwal
się! – wysyczał Severus. Black się zaśmiał, jednak żołądek
Severusa, aż się skurczył na samą myśl o pocałowaniu Hermiony.
Upłynęło dużo, dużo czasu od momentu, gdy ostatni raz całował
kobietę, i nawet wtedy było to szybkie muśnięcie jej ust.
Kobiety, które sprowadzał Voldemort, były prostytutkami.
Służyły do stosunku, a nie do całowania.
„Może będę
dla niej zbyt odpychający i nie będę musiał się o to martwić"– myślał, ale jednak pragnął ją pocałować. Opuścił
Wielką Salę zanim Syriusz zdążył powiedzieć coś więcej.
Hermiona była w swoim dormitorium Prefekt Naczelnej,
szykując się na randkę, kiedy wielka, czarna sowa wleciała do
pokoju i wylądowała na biurku.
- Witaj – powiedziała do
nieruchomo patrzącego ptaka w trakcie odwiązywania przyniesionego
przez niego zwitka. Sowa natychmiast po tym odleciała bez żądania
pokarmu. Hermiona złamała pieczęć z symbolem SS i rozwinęła
list.
Hermiono,
zamiast czekać przy
głównym wejściu, przyjdę po Ciebie do dormitorium.
Severus
Zachichotała, ponieważ od razu przypomniał jej się szlaban, na którym zostawił jej liścik. Był tak samo bezosobowy, z jedną poprawką: użył imion zamiast nazwisk. „To po prostu w jego stylu, krótko i na temat" – uśmiechnęła się do siebie.
Dokładnie o siódmej
wieczorem zapukał do jej drzwi. Hermiona otwarła je i została
zaskoczona przepięknym bukietem kwiatów, który
trzymał.
- Witaj, Hermiono – powiedział, jak gdyby spodziewał
się, że wrócił jej zdrowy rozsądek i zmieniła zdanie, co
do ich wyjścia. – Mhm, to dla ciebie. – Wręczył jej róże.
Wyczuła, że cały ten randkowy rytuał jest dla niego równie
nowy, jak i dla niej.
Przyjęła kwiaty i, wąchając je,
przymknęła oczy.
- Dziękuję, Severusie – powiedziała. –
Są piękne – szybko transmutowała filiżankę w wazon z wodą i
włożyła do niego róże.
- Jesteś gotowa?
- Tak –
odpowiedziała, zamykając za sobą drzwi i ujmując go za rękę.
Z
obawą zapytała o kwestię, która nie dawała jej spokoju:
-
Severusie, nie mam nic do ukrycia i nie wstydzę się pokazywać z
tobą, ale muszę to wiedzieć. Czy będziemy mieli kłopoty skoro
wciąż jestem twoją uczennicą?
- W normalnych okolicznościach
tak by z pewnością było – stwierdził. – Jednak, zanim cię
zaprosiłem, rozmawiałem z Albusem. A ponieważ jesteś już w
odpowiednim wieku, dał nam swoje przyzwolenie. – Severus obrócił
się, by na nią spojrzeć i prawie zastygł z zachwytu, zauważając
jak pięknie wyglądała. – Zaczarował również korytarze,
więc, kiedy jesteśmy razem, nie wpadniemy na żadnego ucznia. Nie
chciał byśmy czuli się zakłopotani, jednak – dodał – ja
również nie wstydzę się ciebie.
Uśmiechała się w
drodze do Hogsmeade. Tym razem naprawdę rozmawiali w trakcie
kolacji. Bawiło ją, że mimo ostrego tonu, jego słowa były
znacznie milsze. Cała sytuacja była wciąż lekko niezręczna,
ponieważ był tak zdenerwowany, jednak Hermiona zdała sobie sprawę,
że naprawdę cieszyło go jej towarzystwo.
- Ładnie dziś
wyglądasz – wyrwało mu się, gdy wracali do Hogwartu. Natychmiast
zaczął siebie przeklinać, gdyż chciał powiedzieć jak
przepięknie wyglądała, jednak „ładnie" było wszystkim, co
zdołał wykrztusić.
- Dziękuję – zarumieniła się.
Odprowadził ją do drzwi dormitorium Prefekt Naczelnej, gdzie
puściła jego rękę. Stali tam, patrząc na siebie przez kilka
sekund, które wydawały im się godzinami. Pragnął ją
ponownie pocałować (jeśli całusa w policzek można uznać za
pocałunek). Uśmiechała się do niego, mając nadzieję, że to
teraz uczyni. Z wolna pochylił się, zbliżając usta do jej warg,
podczas gdy ona uniosła głowę i przymknęła oczy. Nagle poczuła
szybkiego buziaka na policzku, a kiedy otwarła oczy, on znajdował
się już w połowie korytarza. Szaty oczywiście powiewały za nim.
„Może następnym razem" – pomyślała rozczarowana.
