Betowała: sandwich. A/N: Dzięki Rozamundo za trafne uwagi! :)
Rozdział 10
Sobota, 16 maja 1998, 09:17
Rezygnacja z wycieczki do Hogsmeade była wystarczająco okropna, jednak jeszcze gorsza była konieczność skłamania Ronowi i Hermionie. Bo niby co miał im powiedzieć? Muszę zejść do lochów i przećwiczyć pozwalanie Snape'owi… No cóż, tego nie mógł powiedzieć, prawda? Nawet nie potrafił dokończyć zdania w myślach, ponieważ nie miał pojęcia, co Snape planował z nim zrobić.
Och, drogi Merlinie… Snape nie zamierzał go pocałować, prawda? Będąc na skraju histerii, mocno wgryzł się w dłoń i trwał tak, dopóki był pewny, że jest w stanie wziąć się w garść. Ponieważ oczywiście, że Snape nie zamierzał go pocałować. Sam pomysł był niedorzeczny. W końcu ich celem było nauczenie go czerpania przyjemności z poczynań Snape'a, a nie obrzydzenie go do tego stopnia, że pochoruje się w środku ich… czegoś.
— Wszystko w porządku, Harry? — zapytała Hermiona.
Dopiero wtedy zdał sobie sprawę, że nie opuściła pokoju wspólnego, bo wciąż chciała się dowiedzieć, dlaczego nie idzie do Hogsmeade.
— Ta — mruknął, próbując zmusić głos do pozostania spokojnym i nie zdradzenia przerażenia, które czuł. — Po prostu naprawdę muszę się uczyć. Okazało się, że przygotowanie do egzaminu bez uczęszczania na lekcje Snape'a jest o wiele trudniejsze, niż przypuszczałem, to wszystko. Chcę spędzić cały dzień w bibliotece, próbując wkuć coś do głowy.
Hermiona zmarszczyła brwi.
— Jeśli chcesz, mogę odpuścić sobie Hogsmeade. Znalazłam kilka akronimów, które pomogły mi w zapamiętaniu sekwencji warzenia rzadziej spotykanych eliksirów…
— Nie, nie, idź — nalegał Harry, myśląc szybko. Było to dość trudne, gdyż jego umysł zaprzątała tylko jedna myśl: co Snape ma zamiar ze mną zrobić? — Akronimy mi się nie przydadzą… To testu praktycznego obawiam się najbardziej. No wiesz, ostatnio nie mam możliwości warzyć.
Hermiona odsunęła z twarzy kilka zabłąkanych kosmyków.
— W takim razie jak ma ci pomóc spędzenie całego dnia w bibliotece?
— Robię, co mogę! — warknął Harry.
— Czy poprosiłeś profesora Snape'a o korepetycje?
— Ta, jasne. — Idąc do lochów, ani razu nie zabrał podręcznika do eliksirów. Wiedział, że zachowywał się niedojrzale i irracjonalnie, ale po siedmiu latach bycia klasowym pośmiewiskiem nie potrafił, po prostu nie potrafił. Omawianie innych przedmiotów? Tak, to faktycznie wypaliło. Ale eliksiry? Z wspólną przeszłością jego i Snape'a nie było szans. — Tylko by nie wyzwał od głupców, Hermiono.
Skierował się ku drzwiom, ale zatrzymał gwałtownie i odwrócił, gdy Hermiona zapytała cicho:
— Chodzi o przepowiednię, prawda?
— Co masz na myśli?
— Nie mówiłeś o tym za wiele, po tym jak dyrektor wywołał cię z transfiguracji, ale wiem, że ta sprawa zaprząta ci głowę.
Och, świetnie, nie zorientowała się, gdzie chodziłem w te wszystkie wieczory, gdy twierdziłem, że muszę się pouczyć w samotności.
— Już wszystko zostało ustalone. — Rozejrzał się dla pewności, że są sami, ale nawet wtedy ściszył głos. — Dopóki nie skończę szkoły, nie mamy zamiaru… uch, nic robić. Ale potem… sama słyszałaś.
— Tak bardzo, bardzo mi przykro! Nic dziwnego, że nie zapytałeś Snape'a, czy pozwoli ci korzystać z laboratorium po godzinach. Prawdopodobnie wolałbyś go w ogóle nie widzieć. A przynajmniej do czasu, aż nie będziesz miał wyboru.
— Tak, raczej wolałbym go w ogóle nie widzieć — odparł Harry, mając świadomość wielkiej ironii tych słów. Ruszył do dziury za portretem.
— Zapomniałeś wziąć książek — spostrzegła Hermiona z konsternacją.
— Racja. — Pobiegł po nie do dormitorium. Zabrał również podręcznik do eliksirów, bo Hermiona zauważyłaby, gdyby zszedł na dół bez nich. Pomachał jej na pożegnanie i ze wszystkich sił starał się wyglądać, jakby miał zamiar przez cały dzień ślęczeć nad książkami, a nie oddawać się przyjemności, którą Snape miał na myśli.
~.~.~
Sobota, 16 maja 1998, 10:01
— Powiedziałem ci, żebyś nie przynosił książek! — zganił go Snape w tym samym momencie, w którym Harry wyszedł z kominka.
Harry wzdrygnął się lekko, uświadamiając sobie, że powinien zostawić je w gabinecie dyrektora. Wzruszywszy ramionami, położył je na gzymsie.
— Służyły mi za przykrywkę. Inaczej Hermiona nie uwierzyłaby, że opuszczam Hogsmeade, żeby się uczyć.
— Ach. — Snape wykrzywił usta i omiótł go wzrokiem od stóp do głów. — To jest twój codzienny strój?
Na te słowa Harry zamarł i spojrzał w dół na swoje znoszone niebieskie dżinsy i bluzę z Armatami Chudleya. Mogło być gorzej. Mógł włożyć stare ciuchy po Dudleyu, zamiast tych, które sam sobie kupił. Te przynajmniej na niego pasowały. — Przepraszam. Wolałby pan, żebym przebrał się w szkolny mundurek?
— Severusie — poprawił go Snape. — Powiedz to.
— Severusie — powtórzył posłusznie, choć skrzywił się. — Powinienem się przebrać?
— Nie. Zaledwie próbowałem ustalić, co później dla ciebie kupić. Pamiętasz, że musisz mi oddać cały swój dobytek?
Harry zamrugał.
— Nawet ubrania?
— Wszystko.
Nie potrafił się powstrzymać, od razu pomyślał o konkretnym punkcie rytuału.
— Tylko nie mów, że muszę się rozebrać do naga przed świadkami…
Snape miał czelność się roześmiać.
— Nie. Zapewnię ci co trzeba. Nie martw się.
Zupełnie nierozbawiony Harry spojrzał na niego kamiennym wzrokiem. Czas spędzany ze Snape'em, zbliżające się sumy i obawa przed życiem pod działaniem Podentes zmieniły go w kłębek nerwów. W końcu usłyszał zaproszenie:
— Usiądź. — Ku zaskoczeniu Harry'ego zajęli swoje zwykłe miejsca na sofie. Biorąc pod uwagę, po co się dzisiaj spotkali, spodziewał się, że Snape usiądzie tuż obok niego. — Proponuję, żebyśmy się czegoś napili. — Niewielki uśmiech na twarzy mężczyzny sprawił, że przybrała mniej surowy wyraz. — Tym razem czegoś mocniejszego niż piwo kremowe.
— Poproszę szkocką.
— Wolałbym, żebyś się zrelaksował, a nie zemdlał — odparł Snape cierpko. Z roztargnieniem przeczesał palcami włosy, odgarniając czarne kosmyki z twarzy. Harry zagapił się, nie mogąc uwierzyć własnym oczom. Ten sam gest widział podczas lekcji tysiące razy (choć nie wtedy, gdy Snape warzył), ale nigdy wcześniej włosy mężczyzna nie były czyste. Świadomość, że zmienił wieloletnie przyzwyczajenie i je umył, była upiorna. Nagle poczuł się chory. Snape nie zrobił tego, ponieważ miał zamiar go dotykać, prawda? Z jednej strony był to przejaw taktu, lecz pozytywne wrażenie całkowicie przyćmiła odrażająca myśl o posiadaniu tych włosów w swoim pobliżu.
— Trochę szkockiej nie sprawi, że zemdleję — zaprotestował słabo. Czuł bardziej niż kiedykolwiek, że mocna dawka alkoholu pomoże mu dzisiaj przetrwać.
— Mówisz z doświadczenia?
— Um, nie…
— Możesz spróbować innym razem, gdy już zobaczę, jak zareagujesz na jeden czy dwa kieliszki dobrego wina. — Wina? Harry poczerwieniał, czując się, jakby właśnie próbowano go uwieść. — Nie patrz tak na mnie. Powiedziałem ci, że przed zakończeniem egzaminów nie będziemy robić nic zbyt intymnego.
— W takim razie, eee… co chcesz, żebyśmy robili?
Zamiast przywołać to, czego potrzebował, Snape wstał z kanapy i opuścił pokój. Gdy wrócił, trzymał w ręce dwa kryształowe kieliszki oraz butelkę opatrzoną etykietą w języku francuskim. Za pomocą odrobiny magii sprawił, że korek wyskoczył, jednak wino nalał w mugolski sposób. Następnie podał Harry'emu kieliszek czegoś aromatycznego o rubinowym odcieniu.
— Skosztuj — poradził Snape.
— Nie odpowiedziałeś na moje pytanie — przypomniał mu Harry, ostrożnie próbując trunku. Hm, to było naprawdę dobre; ostre lecz owocowe i miało gładką konsystencję, która rozpływała się przyjemnie na języku.
— Nie jestem zobligowany, by odpowiadać na twoje pytania — poinformował go Snape. Napełnił swój kieliszek do połowy. — To nie będzie równy związek. Lepiej, żebyś miał to na uwadze.
— Tak, s… Severusie — poprawił się w ostatniej chwili. — Ale czułbym się lepiej, wiedząc.
— Przez pewien czas będziemy pić i rozmawiać oraz zajmować się pewnymi… biznesowymi sprawami. Potem wypróbujemy zaklęcie, które dla ciebie stworzyłem.
— Dla mnie? — wychrypiał Harry.
Przechylił mocno kieliszek i pociągnął duży łyk. Snape spojrzał na niego z dezaprobatą, ale tego nie skomentował.
— Tak. Sprawi, że dotykanie stanie się dla ciebie… znośne.
Tym razem Harry napił się bardziej umiarkowanie.
— W sumie zaklęcia nie są takim złym pomysłem.
— Musimy obchodzić się z nimi ostrożnie — ostrzegł Snape. — Zbyt wiele zaklęć albo nieodpowiedniego rodzaju i magia zacznie walczyć z Podentes. Obecnie jednak, kiedy rytuał nie został jeszcze odprawiony, nie sądzę, żeby przeszkadzały.
Snape spędził kilka chwil na popijaniu wina, choć na oko Harry'ego napoju w jego kieliszku ubyło niewiele. Potem podał mu arkusz pergaminu.
— Zrób listę rodowych aktywów.
Do tego czasu Harry prawie całkowicie opróżnił swój kieliszek. Czuł się lekko zamroczony, choć nie aż tak, by nie rozumieć polecenia. Z drugiej jednak strony, nie wiedział, co te słowa znaczą. Przez mugolskie wychowanie nie był zaznajomiony z czarodziejskimi terminami prawnymi.
— Eee… a czym dokładnie są rodowe aktywa?
Snape uniósł brew, ale wytłumaczył:
— Wszystko, co jest w twoim posiadaniu, a co kiedykolwiek należało do osób powiązanych z tobą więzami krwi; ojca, matki, dziadków, babć i tak dalej.
Zanurzywszy pióro w kałamarzu, Harry pochylił się nisko nad stolikiem ustawionym przed kanapą i naskrobał numer swojej skrytki.
— Nie wiem, jak wiele się w niej znajduje.
— Nigdy nie żądałeś pełnego rachunku?
Harry zmarszczył brwi.
— Nie wiedziałem, że mogę. Eee… czy wystarczy poprosić goblina, który zabiera cię do skrytki?
— Radziłbym przesłać prośbę sowią pocztą. — Snape podał mu kolejny arkusz pergaminu. — Napisz ją teraz.
Harry ponownie podniósł pióro, ale zawahał się. Nawet nie wiedział, jak zacząć. Drogi Gringocie?
— W czym problem? — warknął Snape. — Aż tak bardzo nie chcesz zdradzać mi, ile cholernych pieniędzy zostawił ci twój święty ojciec? Muszę to wiedzieć, Potter, abym miał pewność, że nie wywiniesz jednego ze swoich bezmyślnych numerów, takich jak przekazanie Weasleyom części rodowych aktywów. Nie pozwolę, by twoje działanie w złej wierze zniszczyło naszą zdolność do odprawienia Podentes!
Harry zazgrzytał zębami.
— Problem w tym, że nigdy wcześniej nie pisałem listu do mugolskiego banku, a tym bardziej do czarodziejskiego. Co mam powiedzieć?
— Nie masz nic powiedzieć. Masz napisać. Ale skoro jesteś tak wielkim ignorantem, możesz napisać, tak jak ja powiem. Zacznij: Ja, Harry James Potter, niniejszym żądam pełnego wykazu zawartości mojej skrytki u Gringotta, wraz z uwzględnieniem odsetek, które narosną, do siedemnastego czerwca tego roku włącznie. Ponieważ jako osoba pełnoletnia mam prawo do zarządzania moimi finansami, proszę wysłać zabezpieczony wykaz, używając bezpośredniej sowy zaadresowanej jako Odbiorca Klucza, Szkoła Magii i Czarodziejstwa Hogwart. — Snape przerwał na moment. — Teraz podpisz się.
— Dlaczego do siedemnastego czerwca?
— Tego dnia zostanie odprawiony rytuał. Minie równy tydzień od zakończenia szkoły, co da ci wystarczającą ilość czasu na załatwienie wszystkich spraw. Czy jesteś w posiadaniu jakichś innych skrytek? — Kiedy Harry zaprzeczył, Snape napełnił winem jego kieliszek. — Dobrze. Spisz resztę rodowych aktywów.
Harry westchnął.
— Myślę, że mogę być w posiadaniu ruin w Dolinie Godryka, ale nie jestem pewien. Nikt mi o tym nigdy nie wspominał.
Snape wzruszył ramionami.
— Najprawdopodobniej akt własności znajduje się w twojej skrytce. Dowiemy się, gdy dostaniemy odpowiedź z banku. Mimo to jestem przekonany, że dom odziedziczyłeś. Dodaj go do listy.
— Za każdym razem, gdy wchodziłem do swojej skrytki, widziałem tylko pieniądze — mruknął Harry, skrobiąc na pergaminie.
— Ukrywające zaklęcia — wyjaśnił Snape. — Powszechne w przypadku dokumentów. A teraz spisz wszystko, co odziedziczyłeś po ojcu.
Harry zamarł.
— Ja… nie mam nic więcej, naprawdę.
— Naprawdę? — zapytał Snape z powątpiewaniem.
— Naprawdę — upierał się Harry. — W ciągu ostatnich lat ciotka i wuj dali mi kilka rzeczy, ale nie zaliczają się one do twojej definicji. Poza tym nie miałyby dla ciebie żadnej wartości.
— Czyżbyś zapomniał o pewnej pelerynie-niewidce?
Harry zbladł.
— Nie możesz jej zabrać!
— Zaniepokojony, że nie będziesz mógł się dłużej bezkarnie wymykać?
— To jest praktycznie jedyna rzecz, jaką mam po ojcu!
— To bez znaczenia. Jeśli jej nie wezmę, nie będziemy mogli odprawić rytuału. — Snape westchnął, ponownie przeczesując palcami włosy. Gdyby Harry nie znał go tak dobrze, przypuszczałby, że czuje się źle. Nie było jednak to możliwe, ponieważ Snape od lat powtarzał dyrektorowi, żeby zabrał Harry'emu pelerynę. — Dodaj ją do listy i napij się trochę wina.
Niechętnie Harry wykonał oba polecenia. Przynajmniej Snape nie wyskoczył z jedną ze swoich niedorzecznych kar i nie kazał mu ściągnąć butów lub czegoś w tym stylu.
— W porządku, co my tutaj mamy? — kontynuował Snape. — Musi być coś jeszcze, skoro peleryna jest praktycznie jedyną rzeczą należącą do Jamesa.
Harry pomyślał o Mapie Huncwotów. Potrząsnął przecząco głową.
— Tamten przedmiot nie jest rodowym aktywem — wyjaśnił, na poczekaniu decydując, że odda mapę Ronowi na przechowanie.
— Jeśli okaże się inaczej, a nie oddasz mi go…
— Tak, tak, wiem! — wybuchnął Harry. — Zaklęcie się nie uda! Umrę, a Voldemort zapanuje nad światem i zacznie zabijać wszystkich po kolei!
— Powiedz Czarny Pan — warknął Snape. — Teraz!
— Czarny Pan — burknął.
Kurna, Snape nie zamierzał mu pozwolić czegokolwiek zatrzymać, prawda? Wkrótce pozbawi go wszystkiego, co stanowiło o jego tożsamości, ale być może to było sednem pieprzonej klątwy Podentes.
— Dlaczego nie pozwolisz mi ocenić, które rzeczy zaliczają się do rodowych aktywów? Mam zdecydowanie więcej doświadczenia niż ty w sprawach własności, jak również samej magii.
— Tamten przedmiot należy w równym stopniu do czterech przyjaciół — wyjaśnił Harry. — Dwaj z nich wciąż żyją.
Czarne oczy Snape'a pociemniały, gdy pogrążył się w myślach.
— Twojego ojca i trzech innych. Podejrzewam, że już wiem, o czym mowa.
— Z pewnością — mruknął, wdzięczny, że Snape nie wymienił imion Huncwotów. Minęły lata, ale za każdym razem, gdy ktoś wspominał Syriusza, Harry musiał walczyć z dławiącym uczuciem w gardle. Nawet myślenie o nim było trudne. Przełknął resztę alkoholu w daremnej próbie stłumienia bólu.
— W jaki sposób wszedłeś w jego posiadanie?
Harry westchnął ciężko.
— Została mi przekazana.
— Przez Lipina?
— Nie na początku, ale później tak. Został eee… skonfiskowany. Jednak dostałem go z powrotem, kiedy doprowadziłeś do wyrzucenia Remusa z pracy.
— Lupin sam zrezygnował.
— Sprawiłeś, że nie miał innego wyboru — warknął Harry. — Na jedno wychodzi!
— Biorąc pod uwagę, że ty i twoi tępi przyjaciele niemal posłużyliście mu za kolację, myślałem, że będziesz umiał spojrzeć na tę sprawę mniej emocjonalnie, a z nieco większym rozsądkiem. Niestety rozsądek nigdy nie był twoją mocną stroną, więc nie mówmy już o Lupinie. Wracając do owego przedmiotu, należy do rodowych aktywów. Dodaj go do listy.
— Jeśli już, to należy do Remusa! — zaprotestował Harry.
— Który zrzekł się wszystkich praw w momencie przekazania go tobie.
— A co z Glizdogonem?
— Ach tak, nim. Odpowiedz mi szczerze, Harry. To, o czym dyskutujemy, jest zwykłe czy magiczne?
— Magiczne — przyznał niechętnie.
— Czy twój ojciec i jego przyjaciele stworzyli ten magiczny przedmiot sami, czy też został kupiony?
— Stworzyli.
— Doskonale orientuję się, w jaki sposób funkcjonowała tamta grupa — poinformował go Snape. — Zapewniam cię, że Peter Pettigrew miał niewiele wspólnego z wysiłkiem, jaki włożono w produkcję czegokolwiek. Jest pewne, że Potter, Black i Lupin wykonali całą pracę i są de facto właścicielami rezultatu, który jest obecnie twoją własnością. Dodaj go do listy!
Harry wydał z siebie krótki okrzyk frustracji i nagryzmolił: zapasowy kawałek pergaminu.
— Mam szczerą nadzieję, że nic więcej po ojcu nie posiadasz — skomentował Snape. — Ten cały proces jest wyjątkowo nieprzyjemny. — Wypił trochę wina. Tym razem jego poziom w kieliszku zmienił się, choć wciąż nieznacznie. — Nie? A co z twoją mamą? Jest coś, co po niej odziedziczyłeś?
— Nic — burknął Harry.
— To ważne, żeby niczego nie pominąć — przypomniał mu Snape, tak jakby Harry tego nie wiedział. — Nic a nic? Jakiś symboliczny drobiazg, część biżuterii, lub coś, co miała na sobie podczas ślubu, a co później zostało ci przekazane przez jej siostrę?
— Nie mam nic — przyznał gorzko.
Snape wyglądał na zaskoczonego lub nawet wytrąconego z równowagi, ale Harry'ego nic to nie obchodziło.
— Po dziadkach?
— Od nich też nic.
— W porządku. Myślę, że pierwszą część mamy za sobą. Następna będzie już łatwiejsza. Spisz wszystko, co zamierzasz mi przekazać podczas rytuału, ale ogranicz się do magicznych przedmiotów. Nie mogę zaakceptować niczego, co nie łączy się z tobą więzami krwi lub nie zawiera w sobie magii.
Nie ma to jak odrobina czarnego humoru na poprawienie nastroju. Harry roześmiał się.
— Dlaczego miałbym dawać ci cokolwiek poza tym, co muszę?
Snape skrzyżował nogi w kostkach, a na jego twarzy pojawił się wyniosły uśmieszek. Przyjrzał się Harry'emu, którego wkrótce nabędzie wraz własnością znajdującą się na liście.
— Ponieważ — powiedział, przeciągając głoski — nie będę mógł zezwolić ci na używanie rzeczy, których nie jestem właścicielem. Przypuszczam, że będziesz chciał, żebym trzymał pieczę przynajmniej nad twoją miotłą, sową i oczywiście różdżką.
— Moją różdżką — sapnął Harry.
— Przyda mi się zapasowa — dumał Snape, po czym zerknął na Harry'ego. — Jak długo zamierzałeś wstrzymywać oddech?
Zirytowany wypuścił powietrze z płuc.
— Chyba nie zamierzasz mnie jej pozbawić?
— A już myślałem, że prędzej umrzesz z niedotlenienia, nim do tego dojdziesz — pokpiwał Snape. — Nie chcesz jej? Jeszcze nie dodałeś jej do listy.
Twarz Harry'ego wykrzywiła się gniewnie. Naskrobał: różdżka, Błyskawica, Hedwiga, album ze zdjęciami, rozbite lusterko. Nie posiadał nic więcej, bez względu na to, jak długo się nad tym zastanawiał. Dmuchnął na mokry tusz, osuszając go, a następnie przekazał pergamin Snape'owi.
— Rozbite lusterko? Jest magiczne?
— Tak.
— Do czego służy?
— Obecnie do niczego. Jest zepsute — zaszydził i odstawił pusty kieliszek z głuchym odgłosem. Część niego pragnęła go roztrzaskać. Snape nalał mu trzecią porcję wina, choć musiał wiedzieć, że Harry'emu kręciło się w głowie.
— Myślałem, że nie chciałeś, żebym zemdlał — zaprotestował.
— Masz kłopot ze zrelaksowaniem się.
Roześmiał się gorzko.
— Kapitalnie, czyż nie? Mogę cię zapewnić, że jestem na prostej drodze od bycia spiętym do bycia nieprzytomnym, więc marnujesz alkohol.
— Dlaczego rozbite lusterko, Harry? — nacisnął Snape.
— Nie lubię pospolitych — skłamał prosto w oczy, ten jeden raz nie przejmując się pieprzonym zaklęciem. Rytuał nie został jeszcze odprawiony, więc Harry nie musi wykonywać każdego cholernego rozkazu.
— Nie lubisz pospolitych — powtórzył Snape w osłupieniu.
— Ta, masz z tym jakiś problem?
— Zaczynam dochodzić do wniosku, że zbyt duża ilość alkoholu sprawia, że stajesz się wojowniczy.
— Nie, siedzenie tutaj i katalogowanie rzeczy, które muszę ci oddać, sprawia, że staję się wojowniczy! Jak również siedzenie tutaj i zastanawianie się, co zaplanowałeś na drugą połowę tego jakże wspaniałego dnia!
Snape przelewitował pergamin przez salon, aż znikną za otwartymi drzwiami w drugim pokoju. Następnie powiedział:
— Myślę, że najwyższa pora na obiad.
— Czemu nie powiesz mi, co zaplanowałeś ze mną zrobić?! — wykrzyknął Harry, mając dość.
— Ponieważ musisz nauczyć się, że nie mogę dawać ci żadnych obietnic — wytłumaczył Snape.
— Nie proszę o obietnice!
— Prosisz. Po prostu nie zdajesz sobie z tego sprawy. W każdym razie przestań martwić się tym, na co nie masz wpływu. Chodź, czas coś zjeść.
~.~.~
Sobota, 16 maja 1998,12:35
Snape nie posiadał jadalni, ale mały okrągły stół ustawiony we wnęce pomieszczenia, które wyglądało na czytelnię lub prywatną bibliotekę. Każda ze ścian była zastawiona od podłogi po sufit półkami pełnymi zakurzonych woluminów. W żyrandol wetknięto prawdziwe woskowe świece, które oświetlały biurko znajdujące się poniżej. Na stosie dokumentów, schludnie ułożonych w rogu, Harry dostrzegł pergamin z listą swojego dobytku. Pospiesznie odwrócił wzrok i skierował uwagę na żyrandol.
— Czy wosk nie kapie na ciebie, kiedy pracujesz?
Snape spojrzał na niego.
— Ty rzeczywiście wciąż nie przyzwyczaiłeś się do czarodziejskiego świata.
A więc świecie były zaczarowane. Snape mógł to po prostu powiedzieć.
Bez pytania Harry podszedł do małego stołu, odsunął krzesło i usiadł na nim. Było mu gorąco i czuł się lepki. Zastanawiał się, czy to przez wino, czy też Snape ogrzał zaklęciem kwatery tak, żeby normalni ludzie nie mogli w nich wytrzymać. Prawdopodobnie nie miewa wielu gości, więc nie zdaje sobie sprawy, że gotuje ich żywcem.
Jak tylko Snape zajął swoje miejsce, na stole pojawiły się potrawy i napoje wraz ze sztućcami i talerzami. Harry patrzył na to bez entuzjazmu. Powinien być głodny, ponieważ na śniadaniu nie tknął niczego z nerwów. Jednak konieczność spędzenia obiadu sam na sam ze Snape'em tylko spotęgowała jego zdenerwowanie i był pewny, że się pochoruje, jeśli spróbuje zmusić zaciśnięte gardło do przełknięcia czegokolwiek.
— Mam nadzieję, że umiesz jeść — odezwał się Snape, nabierając na widelec kawałek idealnie upieczonego sufletu z serem. Mimo aluzji Harry nawet nie drgnął. W końcu mężczyzna odłożył sztućce z brzękiem. — Coś nie tak?
Harry nie mógł się powstrzymać. Zaczął się niekontrolowanie śmiać.
— Musisz pytać?
— Och, na litość Merlina! Nawet nie potrafisz tolerować wina!
— Oczywiście, że potrafię. To towarzystwa nie jestem w stanie tolerować — wypalił, wciąż rechocząc.
— To nie jest zabawne — warknął Snape. — Myślisz, że cieszy mnie myśl o związaniu się z tobą? Wyobrażasz sobie, że Podentes to jakiś żart?
Harry już miał odpowiedzieć, że owszem, i to na dodatek cholernie kiepski, ale zamiast tego przyznał:
— Przepraszam. Nie jadłem zbyt dużo na śniadanie. Pewnie dlatego alkohol tak mocno na mnie podziałał.
— Jak dużo jest niezbyt dużo?
— Eee… trochę soku.
— Tobie to potrzebny jest opiekun — fuknął Snape ze złością. — Dlaczego nic nie powiedziałeś, kiedy oferowałem ci wino?
Harry spojrzał na mężczyznę, przez moment czując się dziwnie trzeźwo, choć wiedział, że było to tylko złudzenie.
— Chciałem whisky, pamiętasz? A właściwie czegokolwiek, co sprawi, że reszta wieczoru stanie się… łatwiejsza.
Snape rzucił mu dziwne spojrzenie.
— Zdaję sobie sprawę, że wolisz wiedzieć, co cię czeka, ale istnieją powody, dlaczego zachowuję się w ten sposób. Musisz mi zaufać w kwestii przygotowania do rytuału. Nie wyjaśniłem, jakiego rodzaju dotykanie zaplanowałem, ponieważ jest to jego częścią.
— Ale ja ci nie ufam — oznajmił Harry, na co Snape drgnął gwałtownie. Widząc to, wyjaśnił: — Wiem, że zrobisz wszystko, by ocalić moje życie. To, co napisałem w dzienniku, jest wystarczającym tego dowodem. Nie umknęło mi też, że z tego samego powodu zgodziłeś się odprawić Podentes. Ale nie ufam, że nie będziesz mnie upokarzać, krzywdzić czy poniżać tę część mnie, którą udało mi się oddzielić od Chłopca-Który-Przeżył. Spędziłeś zbyt wiele godzin, próbując pokazać mi, gdzie jest moje miejsce, pławiąc się w zadowoleniu, że możesz to robić. Trochę alkoholu nie zmieni tego, co myślę na ten temat.
Z tymi słowami podniósł widelec i bez przekonania wbił go we własny suflet, który do tej pory pozostawał magicznie podgrzany. Wystarczyło go jednak dotknąć i zaklęcie znikło, sprawiając, że ciasto opadło niczym przekłuty balonik, co idealnie odwzorowywało to, jak Harry się czuł. Nawet nie zauważył, że Snape odszedł od stołu, ale ciężko było zignorować filiżankę podstawioną mu pod nos. Naczynie wypełniała pieniąca się biała substancja, która przypominała Harry'emu fale uderzające o brzeg — coś, co widział bardzo dawno temu.
— Eliksir na kaca — wyjaśnił Snape, a kiedy Harry wypił, dodał: — I Eliksir Słodkiego Snu. — Podejrzewam, że zamiast spać, zamartwiałeś się całą noc. Naprawdę jesteś bardzo… niemądry.
— Wielka pieprzona niespodzianka… — mruknął Harry, czując działanie eliksiru. Nawet nie był pewny, czy uda mu się dojść do sieci Fiuu, nie mówiąc o przeniesieniu się do gabinetu dyrektora i wróceniu do Wieży. Mimo to zmusił się, by wstać i wymamrotał do Snape'a coś, co brzmiało jak „do widzenia".
— Odpocznij na kanapie — polecił Snape, potrząsając głową. — Mamy do dyspozycji cały dzień. Zaczniemy od nowa, gdy poczujesz się lepiej.
— Nie poczuję się lepiej — jęknął Harry, potykając się o własne nogi w drodze do pokoju, który jak miał nadzieję, był salonem. Silna ręka uchroniła go od upadku, gdy wpadł na zabytkową sofę.
— Poczujesz.
Wypowiedziane głębokim głosem słowo brzmiało jak obietnica. Ale to nie mogła być prawda. Zaklęcie nie pozwala Snape'owi składać obietnic. Z jękiem zamknął oczy i pozwolił, by eliksir przejął nad nim pełną kontrolę. Wszystko rozpłynęło się w ciemności.
~.~.~
Sobota, 16 maja 1998, 13:05
Severus powrócił do stołu, by dokończyć obiad, i z pewnym rozdrażnieniem uświadomił sobie, że widok nietkniętego sufletu Harry'ego całkowicie odebrał mu apetyt. Powodem było nie samo ciasto, ale to, co reprezentowało: młodego mężczyznę, który w krótkim czasie ma zostać jego kochankiem, ale który był tak zdjęty grozą na myśl o byciu przez niego dotykanym, że dosłownie nie mógł jeść ani spać.
Atrakcyjnego młodego mężczyznę, który chciał zachować stłuczone lusterko, bo nie podobały mu się pospolite. Czy aż tak bardzo przejmował się swoją blizną? Od lat Severus miał świadomość, że Harry nieszczególnie ją lubi. Z jakiego innego powodu nosiłby na głowie taki bałagan, jak nie po to, by ją zasłonić? Albus nawet powiedział mu, że włosy Harry'ego po ich ścięciu odrosły w jedną noc — jego magia pomagała mu ją dobrze ukryć.
Suflet nabrał faktury much siatkoskrzydłych. Severus wypluł kęs w serwetkę i machnął różdżką, by przywołać skrzata, który posprząta ze stołu.
Teraz do rzeczy. Wcześniej jedynie pobieżnie rzucił okiem na listę dobytku Harry'ego. Zapis stłuczone lusterko zaskoczył go tak bardzo, że nie zwrócił uwagi na resztę. Ogólnie rzecz biorąc, lista przedstawiała raczej smutne świadectwo niemal dziewiętnastoletniego życia. Harry rzeczywiście prawie nic nie posiadał po rodzicach. Złoto — zabezpieczone osobiście przez Albusa, peleryna-niewidka — przekazana mu przez dyrektora, kilka czarodziejskich zdjęć oraz zapasowy kawałek pergaminu, który Lupin skonfiskował, a następnie zwrócił? Ostatni zapis był zagadkowy sam w sobie. Harry dzielnie walczył, żeby ów przedmiot nie znalazł się na liście, najwyraźniej nie chcąc zrezygnować z niego na rzecz Severusa. Pytanie teraz: dlaczego? Ponieważ należał do jego ojca? Jeśli to byłoby powodem, Harry zacieklej kłóciłby się o pelerynę.
Poza tym sformułowanie przypomniało mu pewne wydarzenie, które miało miejsce kilka lat temu. Zapasowy kawałek pergaminu… Zajęło mu chwilę, żeby umiejscowić zwrot w czasie, ale nie był mistrzem eliksirów bez powodu. Miał fenomenalną pamięć. Głowę Pottera widziano w Hogsmeade, mimo że chłopak nie miał zgody na opuszczanie zamku. Severus przyłapał go w drodze powrotnej i nakazał wywrócić kieszenie na lewą stronę. To wtedy znalazł złożony pergamin, który emanował dziwną magią, choć z wyglądu wydawał się być całkowicie pusty. Zapasowy kawałek pergaminu, twierdził Potter, ale kiedy Severus usiłował ustalić, do czego służy, na frontowej stronie pojawiły się obelgi. Tego dnia Lupin zabrał pergamin — skonfiskował, jak przyznał Harry — ale ostatecznie oddał go z powrotem.
Severus nie łudził się, że chłopak będzie skłonny do wyjawienia informacji na temat pergaminu. Prawdopodobnie nawet przypomnienie o posłuszeństwie i Podentes nie rozwiąże mu języka, więc przesłuchaniem niczego nie zyska. Co gorsza, mieli zbyt wiele do stracenia. Harry musiał zacząć czuć się swobodnie w jego towarzystwie, i to w bardzo krótkim czasie. Przegląd jego dobytku był konieczny, ale niezwykle nieprzyjemny. Teraz, kiedy mieli to już za sobą, lepiej do tego tematu nie wracać. Severus skinął głową. Tak, wystarczy, że chłopak wymienił wszystkie rodzinne dobra pomimo niechęci, by stały się własnością Severusa.
Mimo wszystko Severus nie mógł się doczekać, żeby skrupulatnie zbadać ten zapasowy kawałek pergaminu. Właściwie to już zacierał ręce z niecierpliwości.
Zalakował list do Gringotta i przywołał swoją sowę, nakazując jej zabrać przesyłkę do goblina Gardholfa, który bardzo kompetentnie zarządzał jego własną skrytką. Następnie zaczarował pergamin ze spisem majątku, żeby pismo pojawiało się wyłącznie po usłyszeniu głosu chłopaka, i włożył go do zabezpieczonej zaklęciem szuflady biurka. Skończywszy, poszedł sprawdzić co u Harry'ego.
~.~.~
Sobota, 16 maja 1998, 14:14
Chłopak spał na kanapie, pogrążony w głębokim śnie. Leżał na brzuchu z głową spoczywającą na rękach i zgiętym kolanem. Była to sugestywna pozycja, ale Severus starał się nie dumać nad tym zbyt wiele. Harry już wystarczająco stresował się perspektywą jakiejkolwiek intymności ze swoim znienawidzonym, starym mistrzem eliksirów. Severus usiadł na swoim ulubionym krześle i nie potrafił powstrzymać się od grymasu, gdy obserwował, jak plecy Harry'ego łagodnie wznoszą się i opadają.
Chłodna obojętność, zadecydował. Tak, to było odpowiednie zachowanie, jeśli nie chciał, żeby Harry uciekł z lochów z krzykiem. Chociaż bardziej prawdopodobne, że zamiast uciec, stanie się wojowniczy i sprawi kłopoty, a tego nie potrzebowali.
Dobrą stroną chłodnej obojętności był też fakt, że łatwo w nią uwierzyć. Nigdy nie lubił Pottera, a przez dłuższy czas praktycznie go nienawidził. Nie mógł jednak zaprzeczyć, że ostatnie dwa lata nie były nieustannym pasmem nieszczęść, jak w przypadku pierwszych pięciu, i jego gniew powoli zmniejszał się do… szczerej pogardy. Prawdopodobnie pomogła w tym śmierć Blacka, po której Harry w końcu zrozumiał, że jego działania mają konsekwencje, niekiedy nawet bardzo tragiczne. Już ani razu nie popełnił tak dużego błędu.
Co do związku, do którego przepowiednia ich zmuszała… No cóż, skłamałby, gdyby stwierdził, że w ogóle nie był zainteresowany, choć zdecydowanie nie pociągało go to w dosłownym znaczeniu tego słowa. Chłopak był dla niego zbyt młody, zbyt gryfoński i zbyt sławny — połączenie niedorzeczne samo w sobie, a przecież pozostawał jeszcze istotny problem, że Harry wciąż był uczniem. Owszem, nie uczęszczał do jego klasy, ale Severus nie należał do ludzi pozwalających, by wygodny legalizm przesłonił kodeks moralny. Harry był uczniem, a on nauczycielem, co oznaczało, że wymogi Podentes nie tylko budziły jego sprzeciw — one były wręcz obsceniczne.
Niestety nie można było też ich kwestionować.
Przedyskutował całą sprawę z Albusem i udało mu się wynegocjować, że on i Harry sformalizują więź dopiero po ukończeniu szkoły — stąd data siedemnastego czerwca. Jego głośne argumenty, aby opóźnić jakiekolwiek preliminaria, spotkały się z ofertami herbaty i słodyczy. Albus był głuchy na wszystko. Severus miał rozpocząć przygotowywania na długo przed wyznaczoną datą i koniec kropka.
Co było najgorsze, głęboko w duszy wiedział, że Albus ma rację. Przystąpienie do rytuału z Harrym, który obawiał się ledwie dotknięcia, było idealnym przepisem na katastrofę. Chłopak nie do końca pojmował, że rytuał może się nie udać, jeśli któraś ze stron będzie temu niechętna. Prawdopodobnie myślał, jak przystało na typowego naiwnego Gryfona, że po prostu odprawią sobie obrzęd, kiedy przyjdzie taka potrzeba. Jednak ten rodzaj magii jest zbyt skomplikowany. Postanowił, że wyjaśni to Harry'emu, choć nie oczekiwał, że zrozumie rządzące nią reguły.
Harry poruszył się we śnie z cichym jękiem, a jego palce przylgnęły do zielonego, aksamitnego obicia sofy, delikatnie je głaszcząc. Severus pomyślał kwaśno, że najprawdopodobniej śni o Granger. Nie zwiodło go to całe przedstawienie podczas lekcji eliksirów. Tych dwoje sypiało ze sobą, tuż pod nosem Ronalda Weasleya, ale Harry miał w sobie dość heroizmu, żeby chronić reputację dziewczyny i stąd te wszystkie bzdury o miłości na odległość, które wygłosił podczas lekcji. No cóż, lepiej, żeby jedynie śnił o niej, niż miał dalej zaspokajać swoje żądze.
Severus doszedł do wniosku, że możliwość obserwowania Harry'ego bez konieczności znoszenia jego koszmarnego zachowania było raczej przyjemne. Chłopak był na swój sposób atrakcyjny, choć przed usłyszeniem przepowiedni Severus nigdy nie myślał o nim w ten sposób. Zawsze patrzył na uczniów wyłącznie z obojętnym zawodowym profesjonalizmem. Jednak wiedza, że bez cienia wątpliwości będzie musiał pójść z nim do łóżka — na dodatek nie raz czy dwa — zmieniła to. Jego pierwszą reakcją była wściekłość oraz wstręt prawdopodobnie równie silny jak Harry'ego, ponieważ był to Harry cholerny Potter, zmora jego egzystencji oraz uczeń, zbyt młody i gryfoński, i tak dalej.
Ale w którymś momencie po otrzymaniu listu od Harry'ego pełnego pytań (kilka z nich nawet inteligentnych i świadczących o oczytaniu), zaakceptował swój los i przestał Albusowi tak głośno narzekać. A potem spojrzał na chłopaka, naprawdę spojrzał, studiując go w sposób jak nigdy wcześniej.
Jego pierwszy wniosek zmroził mu krew w żyłach. O ile młodsza wersja Harry'ego rzeczywiście bardzo przypominała Jamesa, obecny wygląd został złagodzony przez geny matki. Jeśli Severus uważnie się przyjrzał, w twarzy wciąż mógł odnaleźć Jamesa, ale gdy nie szukał podobieństw, nie było ich tam. Co gorsza, Lily Potter była absolutnie olśniewająca. Jej kości policzkowe i oczy wkomponowane w Harry'ego nie czyniły z niego oszałamiającego w ten sam sposób; zdecydowanie nie był piękny, ponieważ piękno implikowało kobiecość. Tego w żadnym wypadku nie było w Harrym Potterze.
On był doskonały. Nawet z tą swoją potarganą czupryną.
Pierwszą zaletą był kolor oczu i włosów. Zielony i czarny należały do ulubionych barw Severusa, jak również domu Slytherin. Drugą natomiast lekko opalona skóra i… sylwetka. Ach, słowo doskonały nie potrafiło oddać rzeczywistości. Harry nigdy nie będzie wysoki, ale jego ciało miało idealnie proporcje. Severus nigdy nie zgadłby, co naprawdę kryło się pod tymi wszystkimi warstwami ubrań. Dzięki grze w quidditcha jego ciało było szczupłe i gibkie, z szerokimi ramionami i wąskimi, zgrabnymi biodrami. Głównym powodem, dlaczego Severus zakazał mu nosić szat, był fakt, że po prostu cieszył się widokiem.
To była niemal szkoda, że sumienie nakazało mu wyjaśnić istotę kary za opryskliwość. Może powinien opóźnić wyjaśnienia… tylko trochę, na tyle, żeby Harry zdjął koszulę, zamiast ją jedynie rozpiął. Ale nie, nie żałował swojej decyzji.
Na poziomie czysto fizycznym wzięcie chłopaka do łóżka nie stanowiłoby trudności, ale dla Severusa było to jednocześnie zniechęcające, jak i emocjonujące, ponieważ był jeden problem. Jeden bardzo poważny problem.
Harry nie będzie zadowolony z jego zainteresowania.
Ale będzie musiał je przyjąć albo wymiana Podentes będzie stratą czasu.
Więc... chłodna obojętność. Harry posiada gryfońską odwagę, przymus ryzykowania zdrowia i poświęcania się dla innych. Jeśli będzie myślał o swoim życiu z Severusem w tych kategoriach, jeśli uwierzy, że jest wykorzystywany, to wszystko bardzo szybko się rozpadnie. Przyznanie, że chłopak mu się podoba, tylko się do tego przyczyni, ponieważ Harry nie zrozumie tego i nie uwierzy, że czar Podentes nie jest uknutym spiskiem, mającym na celu skrzywdzenie go i upokorzenie. Już zdążył Severusa o to oskarżyć, a przecież nie znał całej prawdy.
Chłodna obojętność… To będzie jego dewiza.
~.~.~
Sobota, 16 maja 1998, 16:52
Harry zamrugał, wracając do świata żywych, i z przyzwyczajenia sięgnął do grzywki, żeby wygładzić ją nad blizną. Dopiero wtedy obudził się na tyle, by rozpoznać, gdzie się znajduje.
Komnaty Snape'a. Teraz będzie musiał ścierpieć kolejny posiłek. A po tym...
Zadrżał od stóp do głów. Chłód przetoczył się przez jego ciało, mimo że w pomieszczeniu wciąż było bardzo ciepło.
Snape spojrzał znad pliku pergaminów, wspartym na jednym kolanie, a następnie odłożył pióro na bok. Harry wyszukał po omacku okulary i zobaczył czerwony atrament przecinający czarny. Domyślił się, że Snape oceniał eseje, niewątpliwie patrosząc swoimi okrutnymi uwagami każdego ucznia, który nie został przydzielony do Slytherinu.
Harry odchrząknął.
— Czy mogę dostać trochę wody?
Snape uniósł brew.
— Odmawiam uwierzenia, że mimo przychodzenia do moich komnat każdego wieczora, przez cały tydzień, wciąż nie wiesz, gdzie się znajduje kuchnia.
Harry usiadł, potrząsnął gwałtownie głową, aby pozbyć się resztek snu, i zapytał:
— Mam się tu czuć jak u siebie w domu, Severusie? Wybacz, ale nie zauważyłem.
— Tak — odparł Snape, wyrównując pergaminy, aż stos stał się idealnie równy, i odłożył wszystko na bok.
— Tak? — powtórzył Harry, nie nadążając.
— Tak, masz się tu czuć jak u siebie w domu. Chyba zaświtało ci w głowie, że wkrótce to miejsce będzie twoim domem.
— Lochy przyprawiają mnie o gęsią skórkę — mruknął niegrzecznie Harry.
— Szkoda.
Coś w niedbałym tonie i słowach nacisnęło Harry'emu na odcisk.
— Odpieprz się.
Snape uśmiechnął się zimnym, niemal sadystycznym uśmiechem. Jakby był prawie zadowolony, że Harry jest tak niegrzeczny. Teraz pewnie zemści się na nim.
— Harry — wymruczał groźnie. — Ostrzegałem cię, żebyś nie zwracał się do mnie w ten sposób…
— Nie, nie ostrzegałeś — sprzeciwił się Harry. — Powiedziałeś, żebym nie ociekał sarkazmem i nadskakiwał ci, wykonując twoje święte rozkazy.
— Na jedno wychodzi — wtrącił gładko. — Myślę, że potrzeba małej demonstracji, aby pomóc ci się opamiętać, bo po odprawieniu rytuału takie zachowanie jak to może w znaczący sposób odciąć dopływ mojej magii do twojej. Mogą potrwać miesiące, zanim odbudujemy wymianę mocy. A więc… — zamilkł na moment, a następnie wydał edykt. — Zdejmij tę idiotyczną bluzę.
Harry przygryzł wargę.
— Jeszcze nie jesteśmy związani — spostrzegł. — I szczerze mówiąc, uważam, że to całe musisz ćwiczyć jest głupotą.
— Myślisz, że już potrafisz poczuć przyjemność z mojej ręki?
— Oczywiście, że nie! — wykrzyknął Harry. — To jest inna sprawa! Jeśli obrzęd naprawdę tego wymaga, to przypuszczam, że muszę ćwiczyć. Ale już ćwiczenie posłuszeństwa jest kupą bzdur. Zniosę to później, kiedy nie będę miał wyboru.
— Będziesz przygotowywał się do tego teraz — rozkazał groźnie Snape, podchodząc do kanapy, na której Harry siedział. — Musisz podążać za moimi instrukcjami podczas dokonywania rytuału. To jest tak samo istotne, jak umiejętność czerpania przyjemność z mojego dotyku.
— Będę potrafił to robić, kiedy przyjdzie taka potrzeba — nalegał Harry, odsuwając się, gdy Snape pochylił się nad nim.
— Czy takie jest też twoje podejście do quidditcha? Nie trzeba ćwiczyć?
— To co innego. Znicza bardzo trudno złapać i...
— A słuchanie się mnie będzie łatwe?
— Kurwa — zaklął cicho Harry, zrywając bluzę i dysząc lekko z gniewu. — Nienawidzę, kiedy masz rację. No i co, zadowolony?
— Prawie — odpowiedział Snape dziwnym tonem. — Jesteś... spocony.
— Jaka niespodzianka — zadrwił lekko Harry, machając rękami w wzburzeniu. — Tak ogrzałeś swoje komnaty, że przypominają saunę. Prawie pomyślałem, że próbujesz mnie zmusić do pozbycia się ubrań! Tu jest jak w piecu!
— Nie wiedziałem, że czujesz się niekomfortowo.
— Jakby ci zależało — burknął Harry i natychmiast spiął się w oczekiwaniu kolejnej kary. Może Snape zażąda od niego, żeby zdjął pasek...? Jednak po chwili zrozumiał swoją głupotę. Było wiele sposobów ukarania go poza ściąganiem ubrań, a Snape był nieprzewidywalny. Harry nie miał pojęcia, czego się spodziewać.
— Chodź ze mną — rozkazał mu, okręcając się na pięcie. Jakimś cudem wyglądał elegancko i zastraszająco nawet bez swoich szat.
— Jeśli chcesz mnie ukarać — zaprotestował Harry — możesz to zrobić tutaj.
— To nie możne być zrobione tutaj. — Snape ruszył, nie oglądając się za siebie. — Nie pogarszaj sytuacji, Harry. Chodź.
Harry wydał z siebie udawany odgłos wymiotowania, ale potem — jak niewolnik, którym miał się wkrótce stać — wykonał polecenie, podążając za Snape'em ku zamkniętym drzwiom. Ale kiedy otworzyły się przed nimi, nie ujawniły komnaty tortur, którą spodziewał się zobaczyć.
A może jednak to zrobiły.
Snape prowadził go do sypialni.
~.~.~
Sobota, 16 maja 1998, 17:04
Snape przeprowadził Harry'ego przez sypialnię prosto do łazienki i zwyczajnie powiedział:
— Weź prysznic.
— Mam wziąć prysznic? — jęknął Harry osłabiony ulgą. Spodziewał się jakiejś klątwy lub, zważywszy na przepowiednię, więcej dotykania, niż byłby w stanie znieść. — To jest moja kara? Wziąć prysznic?
— Co kazało ci myśleć, że cię ukarzę?
Harry skrzywił się na tę szczerą wypowiedź.
— Cóż, zachowałem się niegrzecznie.
— Robisz z tego zwyczaj — zauważył Snape, krzyżując ręce na piersi. — Żywię jednak nadzieję, że nie będziesz miał potrzeby dawania upustu złości, kiedy będzie ci bardziej komfortowo.
— Naprawdę nie potrafię sobie tego wyobrazić, profesorze — przyznał Harry drżącym głosem. Nie próbował być niegrzeczny. Nie tym razem. Mówił po prostu prawdę.
— Severusie — poprawił go Snape, potrząsając głową. — I wiem, że nie potrafisz. Miałem jedynie na myśli, że po prysznicu poczujesz się lepiej. Nie zdawałem sobie sprawy, że jest tutaj dla ciebie za ciepło. Zmienię to. — Wyciągnąwszy różdżkę z kieszeni spodni, transfigurował kostkę mydła w kryształową szklankę grawerowaną złotem i ozdobioną jakimś herbem, po czym ustawił ją na granitowym blacie umywalki. — Byłeś spragniony, jak pamiętam.
Kiedy Harry uniósł szklankę, na jego ustach pojawił się mały uśmiech.
— Gryffindor, profesorze? — zapytał, śledząc herb obgryzionym paznokciem.
— Severusie.
Harry westchnął i spróbował jeszcze raz.
— Gryffindor, Severusie?
— W ten sposób nie pomieszam naszych szklanek — wyjaśnił Snape, wskazując ku podobnym naczyniom z godłem Slytherinu.
— Prawda — przyznał Harry, starając się do tego przyzwyczaić; szkła zarezerwowanego tylko do jego użytku w łazience Severusa Snape'a. Nadal był półnagi, ale teraz czuł się tym jakoś mniej zaniepokojony. Może powodował to surrealistyczny fakt przebywania w łazience Snape'a. A może jest to jeden z skutków ubocznych tamtego eliksiru… Jakakolwiek byłaby przyczyna, Harry czuł się odrobinę swobodniej. Rozejrzał się po przestronnym pomieszczeniu i zmarszczył brwi. — Hmm. Nie ma wanny, co?
— Jest jedna w pomieszczeniu zwiększająco-zmniejszającym — odpowiedział Snape i zatoczył różdżką kilka precyzyjnych łuków.
Harry zobaczył, jak tylna ściana rozpada się, ujawniając coś, co było bardziej małym basenem niż wanną. Umieszczona w kamiennej podłodze i wykończona hebanem wyglądała na wystarczająco głęboką, by w niej stanąć. Nie posiadała tuzina kranów jak ta w łazience prefektów, ale zamiast tego po bokach znajdowały się płytkie wyżłobienia, z których wyrastały zielone i srebrne paprocie. Harry założył, że do jej napełnienia trzeba użyć magii.
— Um... czy mogę?
Niejasno machną ręką w kierunku pomieszczenia.
— Czuj się jak w domu — oznajmił Snape.
Znaczenie tych słów nie uszło jego uwadze.
— Dobrze — zgodził się i czekał. Snape po prostu stał. Harry nie wiedział, czy mężczyzna także na coś czeka ani co by to było. W końcu zapytał z odrobiną frustracji: — Zamierzasz mnie podglądać? — I przeniósł dłonie do paska spodni.
Snape parsknął cicho.
— Nie zapomnij wyczyścić swoich ubrań zaklęciem.
Z tymi słowami przywołał jego bluzę i cisnął nią w Harry'ego.
— Czyli potem mam się ponownie ubrać? — Słowa wyrwały się z jego ust, zanim uświadomił sobie, że pyskuje. Znowu.
— Nie kuś mnie — syknął Snape i wymaszerował z pomieszczania.
Kiedy wejście zamknęło się za nim, pokój niespodziewanie zamigotał, jakby próbował zniknąć. Harry uchwycił się granitowego blatu w próbie utrzymania się w pionie. Potem jednak wszystko się ustabilizowało. Biorąc głęboki wdech, wyciągnął różdżkę i rozpoczął napełnianie wanny wspaniale chłodną wodą.
