Dziękuję wszystkim za zainteresowanie moim tekstem, a przede wszystkim Satahe Shetani (o której nie mogłaby zapomnieć) za bardzo motywujący komentarz. Tortury? Hmm… Wiesz jak człowieka zmusić do bardziej efektywnej pracy :-)
Rozdział dziesiąty, czyli romantyczność i wielkie zmiany.
Severus jeszcze raz spojrzał na karteczkę z adresem, którą poprzedniego dnia wręczył mu Harry. Nie mógł uwierzyć, że bohater czarodziejskiego świata mieszka tak… zwyczajnie. Po dziedzicu fortuny Potterów i Blacków spodziewał się raczej jakiegoś dworku z prywatnym boiskiem do Quidditcha albo przynajmniej okazałego domu z ogrodem, ogrodnikiem i gosposią. Tymczasem Snape przebywał właśnie w samym środku mugolskiej części Londynu pod jednymi z wielu takich samych drzwi w tym ogromnym wieżowcu. W końcu niepewnie zapukał.
Po chwili drzwi się otworzyły, a z wnętrza wyjrzał mężczyzna w szmaragdowozielonej koszuli, czarnych, opiętych spodniach i długich butach ze smoczej skóry.
- Potter?
- Ja też się cieszę, że cię widzę.
- Och, przepraszam. To znaczy ja pomyślałem… ty… wyglądasz dzisiaj bardzo elegancko – wyjąkał Severus rumieniąc się.
- Dziękuję. Ty też wyglądasz dziś przystojnie – powiedział Harry patrząc z satysfakcją na to, jak rumieniec zdobiący lico mistrza eliksirów pogłębia się jeszcze bardziej.
Przez moment stali w milczeniu wpatrując się w siebie. Wreszcie pierwszy otrząsnął się psycholog.
- Gdzie moje maniery – wykrzyknął. – Proszę, wejdź. – Przesunął się w drzwiach, aby dać miejsce do przejścia swojemu gościowi. Po chwili zaprowadził Severusa do salonu. W pokoju panował półmrok. Jedynym źródłem światła był ogień z rozpalonego kominka oraz świece stojące na stole pokrytym krwistoczerwonym obrusem. Wokół świecznika były rozsypane płatki róż, a w tle grała cicho nastrojowa muzyka. Snape patrzył oniemiały na Pottera, który odsunął mu krzesło by mógł usiąść. Mistrz eliksirów nigdy przez całe swoje życie nie czuł się w ten sposób. Jak ktoś cenny, o kogo warto dbać. Zawsze czuł się niepożądanym gościem, dlatego też za każdym razem, gdy tylko zdał raport, uciekał z zebrań Zakonu. Tymczasem teraz kiedy spoglądał w oczy Harry'ego doznawał uczucia jakby był dla niego całym światem. Uśmiechnął się delikatnie, podczas gdy młody mężczyzna nalewał mu wytrawne, czerwone wino. Było cudownie.
Po skończeniu wykwintnej kolacji mężczyźni siedzieli patrząc sobie w oczy.
- Dziękuję. To było przepyszne – powiedział Severus.
- Dziękuję. Starałem się.
- To znaczy, że przygotowałeś to wszystko sam? – zapytał wstrząśnięty Snape.
- Tak, a w lodówce mam jeszcze tiramisu – odpowiedział Potter.
- Gdybyś tylko z taką starannością przygotowywał eliksiry. – Profesor spojrzał niepewnie na psychologa, ale ten tylko się roześmiał. Siedzieli jeszcze przez pewien czas rozmawiając o błahych sprawach.
- Wiesz, że Luna jest w ciąży z Draco?
Severus zakrztusił się deserem. Po chwili rzekł:
- A wiedziałeś, że jeszcze dwa dni temu była oficjalnie w związku z Nevillem?
- Co?
- Teraz jest kompletnie załamany. Ja dowiedziałem się o ich związku przypadkiem i od razu kazałem, żeby wyznali prawdę Neville'owi. Gdybym nie znalazł skąpej bielizny panny Lovegood na komodzie w salonie Draco to nie wiem czy w ogóle by mu powiedzieli.
- Gdyby dziecko urodziło się z tymi malfoyowatymi włosami na pewno by zauważył – zaśmiał się Harry. – Dzieciak pewnie pójdzie do Hogwartu – dodał po chwili namysłu.
Siedzieli przez chwilę w milczeniu. Nev jest za miły – pomyślał Severus, zapominając na chwilę o tym co powiedział ostatnio jego przyjaciel. – Nigdy by nie popełnił mojego błędu.
W końcu, aby przerwać niewygodną ciszę nauczyciel eliksirów zdecydował się na drastyczny krok.
- To co z moją karą doktorze? – zapytał, jak miał nadzieje, seksownym tonem.
Harry spojrzał na niego w szoku, lecz po chwili uśmiechnął się drapieżnie.
- No cóż, myślę, że odpowiednią karą byłoby…
Wypowiedź Harry'ego przerwał dzwonek telefonu.
- To służbowa komórka. Rozumiesz, musze odebrać. – Severus kiwnął głową na znak, że mu to nie przeszkadza, mimo, że w duchu aż się gotował. Co Harry chciał mu zrobić? Argh! No cóż, musi chwilę poczekać.
Tymczasem Potter rozmawiał z jednym ze swoich pacjentów, który cały czas mówił, że chce się zabić. Mimo, że psycholog był pewien, że ten mężczyzna tego nie zrobi, to jego kompleks bohatera nie pozwolił mu na zajęcie się swoim gościem.
- Przepraszam Severusie, ale mam pilne wezwanie…
- Oczywiście rozumiem – opowiedział mężczyzna nie potrafiąc ukryć zawodu w swoim głosie.
Kiedy stał już przy drzwiach nagle poczuł jak jego usta są atakowane. Po chwili uświadomił sobie, że to Harry go całuje. Mocno. Wreszcie ich wargi się rozstały. Snape patrzył oczarowany na Harry'ego, tak jakby ten był fiolką z jakimś cennym składnikiem eliksirów. Potter zaśmiał się i złożył jeszcze jeden, tym razem delikatny pocałunek na wargach mężczyzny.
- Miałem ci to powiedzieć wcześniej, ale byłem zaabsorbowany czym innym. Przez następne dni się nie spotkamy.
- Och.
- Mój wuj umarł…
- Przykro mi.
- Nie byliśmy blisko. Ale mimo wszystko muszę iść na pogrzeb. Poza tym mój kuzyn chce spędzić ze mną trochę czasu. Kiedy byliśmy dziećmi… sam wiesz. Widziałeś moje wspomnienia. Ale teraz chcemy przynajmniej spróbować być rodziną. – Harry westchnął.
- Rozumiem.
- No to do zobaczenia w następną sobotę. – powiedział, a Severus wyszedł za próg. – Ach, i panie Snape.
- Tak?
- Niech pan nie myśli, że zapomniałem o pańskiej karze.
Severus się uśmiechnął.
Kilka dni później do Hogwartu powrócił profesor Longbottom.
Alicja Higgs i Tom Baddock – para ślizgonów z siódmego roku - jak zwykle szli spóźnieni na zielarstwo. Nie spieszyli się. Przecież ten przygłupi, pożal się Merlinie, profesor nie odbiera nigdy więcej niż dwa punkty. Jak zwykle do klasy weszli, gdy lekcja trwała już w najlepsze. Od początku wyczuli, że coś jest nie tak. Było cicho. Za cicho. Na lekcjach tego konkretnego nauczyciela zawsze było gwarnie. To, że na zielarstwie wymieniało się najnowszymi ploteczkami było równie oczywiste jak to, że na historii magii się śpi. Tymczasem na twarzach uczniów była wypisana dezorientacja, a u niektórych nawet przerażenie. Dwójka ślizgonów stała przy drzwiach nie wiedząc co począć z zaistniałą sytuacją.
- Och, patrzcie kto się pojawił – powiedział głośno Neville. – Najlepszy szukający Hogwartu od kilkunastu lat wraz ze swoją wybranką. Która to już w tym roku? – dodał zjadliwie.
Tymczasem cała klasa patrzyła zamurowana na rozgrywającą się scenę. Wciąż nie mogli uwierzyć w to co widzą.
- No cóż. Czuję się w obowiązku zauważyć, że nawet takie znakomitości jak wy są zobowiązane do przestrzegania reguł i aby wam to wbić raz na zawsze do tych pustych czaszek myślę, że zabranie pięćdziesięciu punktów z waszego domu i tygodniowy szlaban będą odpowiednie.
- Niech się pan nie martwi panie Baddock – powiedział, widząc, że chłopak chce się kłócić. – Jestem pewien, że nasza gwiazda podczas następnego meczu odzyska punkty łapiąc znicza – rzekł tonem, który wyraźnie wskazywał co sądzi o tego typu zajęciach.
W końcu Longbottom porzucił gnębienie tej dwójki i zajął się innymi uczniami. Okazało się, że nikt nie jest bezpieczny, a punkty można było stracić praktycznie za wszystko.
Lekcja mijała, a punkty i szlabany sypały się niczym piasek w klepsydrze w rogu sali. Nagle jeden z gryfonów odkrył coś przez co spadł z krzesła. Nie zwrócił uwagi nawet na karę jaką wlepił mu nauczyciel. Nie mógł uwierzyć w to co widzi.
Jeszcze raz spojrzał na Longbottoma. Tak to prawda.
Profesor zielarstwa wyglądał jakby od swojego wyjazdu ani razu nie umył włosów!
