Rozdział IX

"Witaj, Riddle."

Los naprawdę go nienawidził. No, bo jak inaczej wytłumaczyć to, że chcąc uciec jak najdalej od swojego niegdysiejszego wroga, prosto na niego trafia? To nie mógł być przypadek. Poza tym, on już dawno przestał wierzyć w przypadki.

Stał i patrzył na stojącą w oddali postać, niezdolny do jakiegokolwiek ruchu. Szok spowodowany nagłym spotkaniem powoli zaczynał opuszczać jego umysł, jednak nadal nie mógł uwierzyć w to, co widzi. Do rzeczywistości brutalnie ściągnęła go dopiero zapomniana przez wszystkich kobieta, która również po zapanowaniu nad najsilniejszymi emocjami postanowiła uciec, przerażona wydarzeniami ostatnich kilku chwil. Cóż, Harry wcale jej się nie dziwił. Także miał ogromną ochotę wziąć nogi za pas i biec jak najdalej stąd. Jednak nie zrobił tego, besztając się w duchu. "Jesteś w końcu gryfonem czy nie? Boisz się rozmowy z chłopakiem niemal w twoim wieku! To tak, jakbyś w panice ciągle uciekał przed Malfoy'em! No tak, ale ten nastolatek stał się największym czarnoksiężnikiem stulecia..." Bił się z własnymi myślami, a jego towarzysz spokojnie mu się przyglądał. Nie wiedział, czy postępuje właściwie, ale w jego pamięci nadal pozostawał dziwny list od Dumbledore'a. Może starzec miał rację? Może powinien w końcu dać szansę Riddle'owi?

Jego gryfońska ciekawość także nie dawała mu spokoju. Pragnął odpowiedzi, chciał rozwiązania całej sytuacji. Próbował się powstrzymywać przez kilka ostatnich dni, ale niechętnie musiał przyznać, że jego cierpliwość powoli się kończyła. Przywykł do niezwykłości magicznego świata już dawno temu, ale to było zbyt wiele, to nie było normalne. Wątpił, że znajdzie sposób na rozwiązanie swojego problemu w jakiejś książce. Merlinie, wiedział, że nawet Hermiona nie potrafiłaby mu pomóc. Mogła to zrobić tylko jedna osoba. W dodatku miał ją tuż przed sobą. Ciągle była w zasięgu wzroku, jakby z niego szydząc. "Jesteś taki słaby. Nie masz odwagi nawet na to, żeby przeprowadzić rozmowę." Westchnął. Musi się przełamać, wziąć się w garść. Zdecydował.

– Riddle! – zawołał. Teraz już nie ma odwrotu. Pozostało mu już tylko mieć nadzieję, że nie będzie tego żałować. Przynajmniej bardzo. Wziął głęboki oddech, aby uspokoić nerwy, które zaczęły zżerać go od środka, co według niego było całkowicie irracjonalne. Przecież czego mógł się bać? – Czy możemy... No wiesz, porozmawiać?

Sylwetka starszego chłopaka zdawała się pozostawać w bezruchu, co nieco speszyło Harry'ego. Przypomniał sobie wtedy swoje zachowanie, kiedy to Riddle próbował z nim rozmawiać. Co jeśli teraz chłopak obierze sobie taktykę Harry'ego? Jeśli teraz on będzie na każdym kroku unikał Pottera? Zrobiło mu się strasznie głupio, patrząc na swoje zachowanie. Będzie musiał przeprosić Ślizgona.

Pogrążony w myślach nastolatek nawet nie zauważył, kiedy Tom cicho zaczął się do niego zbliżać. Robił to powoli, próbując odczytać emocje rysujące się na twarzy młodszego z nich, jednak było na to zdecydowanie zbyt ciemno. Nagle uderzyła w niego myśl – przecież jest czarodziejem, a tutaj Namiar już nie działał.

Lumos – powiedział, zwracając tym gwałtownie uwagę Harry'ego. Przez chwilę chłopcy byli oślepieni światłem wydobywającym się z różdżki, ale Riddle szybko się opanował. – Chcesz rozmawiać? – wyszeptał niebezpiecznie, znajdując się już na tyle blisko drugiego chłopaka, aby ten mógł go usłyszeć. Z zadowoleniem zarejestrował dreszcz, który przebiegł po jego towarzyszu. Był wdzięczny światłu, że nareszcie mógł wszystko dokładnie zobaczyć. – Co skłoniło cię do tak nagłej zmiany decyzji? Z tego co pamiętam, ostatnim razem uciekłeś z płaczem w samym środku naszej miłej konwersacji.

– Hej! Wcale wtedy nie płakałem! – obruszył się Gryfon. Tom dotknął czułego punktu, którego wcale nie chciał poruszać tak szybko. Spróbował więc przesunąć rozmowę na bezpieczniejsze tory, aby poczuć się bardziej komfortowo przynajmniej na początku. – Powiedzmy, że złożyło się na moją decyzję kilka aspektów. Wątpię, aby teraz cię one interesowały.

Tak naprawdę to wątpił, aby jego powody w ogóle interesowały Riddle'a. Poza tym, co miałby mu powiedzieć? "Wiesz, ostatnio dostałem list od twojego znienawidzonego nauczyciela, który, nawiasem mówiąc, od jakiegoś czasu już nie żyje, w którym kazał mi z tobą porozmawiać! A ja oczywiście od razu mu uwierzyłem, więc czy już możesz mi powiedzieć, czemu nie zginęliśmy?" Mimowolnie prychnął na samą myśl o takiej rozmowie. Bez wątpienia jeszcze dzisiaj dostałby w prezencie bilet w jedną stronę do Św. Munga, najlepiej od razu na oddział chorób umysłowych.

W tym czasie Tom postanowił, że nie będzie wypytywał chłopca o szczegóły, a już na pewno nie na środku jakiegoś zapyziałego zaułka, gdzie każdy mógł bez trudu ich zauważyć, czy też podsłuchać. W końcu nie tylko ściany mają uszy.

– W porządku – odpowiedział, uśmiechając się pod nosem. Oczywiście nie był to prawdziwy uśmiech, jeszcze nie. – Jednak, jeśli nareszcie nie chcesz prowadzić cichej wojny na odległość, to może przeniesiemy się w jakieś bardziej odpowiednie miejsce? Chyba że wolisz rozmawiać tutaj, chociaż nie polecałbym tego – powiedział, cały czas uważnie obserwując twarz Harry'ego, szukając oznak nieszczerości, czy też tego, że chłopak miał jakiś ukryty plan. Kiedy niczego nie zauważył, usatysfakcjonowany po prostu w ciszy oczekiwał odpowiedzi. Wolał nie narzucać się chłopcu na siłę, mimowolnie nie chcąc, aby ten ponownie od niego uciekł.

– Myślę, że to dobry pomysł – stwierdził powoli. Tom przybrał na twarz wyraz zadowolenia. Może jednak jest szansa, aby odzyskać zaufanie Pottera.

–––

Ponownie znaleźli się w tym samym domu, w którym Riddle próbował pierwszy raz rozmawiać z Harry'm. Znaleźli się nawet w tym samym pokoju, co poprzednio. Harry miał przedziwnie wrażenie déjà vu.

– Herbaty? – spytał Tom, zaglądając do pokoju, w którym pozostawił drugiego chłopaka. Harry aż sapnął ze zdziwienia. Nie wiedział czemu, ale w życiu nie spodziewał się, że otrzyma takie pytanie z ust Ślizgona. Wydawało mu się zbyt... zwyczajne? To było chyba dobre określenie. Tom uśmiechnął się przebiegle. – Zdziwiony? Niektórzy jeszcze zachowują zasady dobrego wychowania – rzucił, wychodząc do kuchni.

– Pragnę ci przypomnieć, że nie tylko ja tutaj jestem sierotą – odpowiedział Harry lekko nadąsanym tonem. Wiedział, że może i zachowuje się dziecinnie, ale nie mógł nic na to poradzić. Riddle po prostu zawsze wiedział, za które sznurki pociągnąć, co potrafiło mocno wyprowadzić go z równowagi. Szczególnie, że z reguły odznaczał się dość wybuchowym temperamentem. – I tak, poproszę herbatę – dodał w końcu.

Kiedy starszy chłopak w końcu powrócił do pomieszczenia, lewitując przed sobą tacę z herbatą oraz ciasteczkami, miał ochotę zetrzeć mu z twarzy uśmieszek samozadowolenia. Był tak bardzo pewny siebie, to aż bolało. Postanowił jednak uspokoić nerwy, aby móc przeprowadzić cywilizowaną rozmowę, uzyskać w końcu odpowiedzi. Potem dopiero będzie czas na denerwowanie się. Zaczekał, aż Riddle odstawi tacę i spokojnie usiądzie, a potem zadał pierwsze pytanie.

– Zechcesz mi w końcu powiedzieć, o co tutaj chodzi? – Wyszło mu to trochę ostrzej niż zamierzał, przez co jego policzki lekko zapiekły z zażenowania. Odchrząknął i spróbował zatuszować swoją wpadkę: – Zaczynam się w tym wszystkim gubić. Niczego nie rozumiem – westchnął ze zrezygnowaniem, po czym opadł na oparcie sofy, na której siedział.

– Zaraz postaram się wszystko ci wytłumaczyć. – Na te słowa Harry wyraźnie odetchnął z ulgą. – Zapytam tylko jeszcze, czy na pewno niczego nie pamiętasz?

Musiał złapać się ostatniej deski ratunku. Wiedział, że nie ma to sensu, bo oboje zdawali sobie sprawę z tego, jak działa zapomnienie. Cóż, oboje do pewnego czasu. Głupie z jego strony było takie kurczowe trzymanie się nadziei, z resztą, w ogóle to do niego nie pasowało. Zazwyczaj pozbywał się emocji, a już na pewno tak zgubnych jak nadzieja. Teraz jednak nie mógł się do tego zmusić, mimo że wiedział, że być może tak byłoby lepiej dla wszystkich. Może gdyby dał sobie spokój... Nie. Nie mógł. Musiał doprowadzić to do końca. Z pomocą Harry'ego lub bez. Lecz na pewno dla Harry'ego.

Harry był skonsternowany. Nie miał pojęcia, o co pyta go Riddle. Widział, że musiało to mieć dla niego duże znaczenie, bo intensywność uwagi, jaką poświęcał mu drugi chłopiec znacznie się zwiększyła. Przez to czuł się tylko coraz gorzej. Zdawało mu się, że gdy pozna on prawdę, będzie zawiedziony. Merlinie, czuł się chory od samego myślenia o tym, chociaż nie miał pojęcia dlaczego. Nie chciał zawieść drugiego chłopaka, mimo że nie pałał do niego jakąś wielką sympatią, przynajmniej jak na razie. Jednak musiał mu odpowiedzieć, a nie chciał okłamywać Ślizgona.

– Nie – wyszeptał, spuszczając głowę.

Nie zobaczył przez to zranionego spojrzenia, jakie posłał mu Tom, ani opuszczenia ramion, jakby znalazł się na nich nagle wielki ciężar.