Between the devil and the deep blue sea – wersja polska


Disclaimer: Nie posiadam praw autorskich do prac, które zainspirowały to opowiadanie.
Bohaterowie, etc. należą do L.J. Smith i do Producentów serialu "Vampire Diaries" - "Pamiętniki Wampirów"

Jestem jedynie autorką swoich własnych, oryginalnych bohaterów.


AN: Bardzo, bardzo dziękuję za komentarz od olkadolka!:)

Cieszę się ogromnie, że podoba Ci się ta historia:)

Ponieważ mam już napisane całkiem sporo rozdziałów do przodu, to załaduję ich kilka jeszcze dzisiaj:)


Rozdział 9

W końcu się obudziłam i dłuższą chwilę zajęło mi uświadomienie sobie tego, gdzie się znajduję. Nie był to samochód Damona. Nie – to była moja stara sypialnia. A właściwie – JEGO sypialnia. Leżałam w JEGO łóżku. Kiedy spojrzałam w dół, zorientowałam się, że jestem w samej bieliźnie. Kiedy natomiast zerknęłam na drugą stronę posłania, z przerażeniem zobaczyłam… śpiącego Damona! Śpiącego Damona, nagiego przynajmniej od pasa w górę (choćby nie wiem co, w życiu bym nie sprawdziła, czy także od pasa w dół, odkrywając jego część kołdry). Miałam ochotę krzyczeć, wrzeszczeć.

Najgorsze było to, że nie pamiętałam nic od momentu zaśnięcia w Camaro! Co, jeśli, po pijaku, kiedy już dojechaliśmy do Warszawy, rzuciłam się na niego i spędziliśmy resztę nocy uprawiając tu dziki seks?! Próbowałam oddychać głęboko, uspokoić się. Nie, to nie mogłoby się wydarzyć. Nie zrobiłby tego!

Wtedy aż trzepnęłam się w czoło. Oczywiście, że by to zrobił! To w końcu Damon!

Bardzo ostrożnie wydostałam się z łóżka i znalazłam na krześle swoją sukienkę i obok ukochane szpilki i torebkę. Czym prędzej pobiegłam do swojej sypialni, gdzie przebrałam się w obszerny, czarny podkoszulek, który czasem służył mi również za piżamę. Musiałam się uspokoić, musiałam myśleć logicznie.

Poczułam w pewnym momencie, jak bardzo jestem głodna. Po prostu, po ludzku głodna. Zeszłam na dół, do kuchni, gdzie najpierw wyciągałam z szafek co popadnie, a gdy w końcu zdecydowałam, co zjem, wyciągnęłam patelnię i zaczęłam wszystko przygotowywać.

By zagłuszyć myśli, które plątały się w mojej głowie i nie dawały mi spokoju, włączyłam I-Poda, założyłam duże, radiowe słuchawki i zaczęłam dodatkowo nucić do piosenek, które znałam już na pamięć.

Nagle poczułam, jak ktoś łapie mnie w pasie i ściąga mi z głowy słuchawki. Z wrażenia wypuściłam z dłoni patelnię, która z brzdękiem opadła na kuchenkę. W mgnieniu oka odwróciłam się z tąż właśnie patelnią, gotowa do ataku, ale wtedy zobaczyłam nad sobą wpatrujące się we mnie z rozbawieniem piękne, srebrnobłękitne oczy.

- Nie powiesz mi, że naprawdę miałaś zamiar zaatakować mnie tą patelnią, co? – Jego twarz wykrzywiał znów ten irytujący uśmieszek. Spiorunowałam go wzrokiem i odsunęłam się od niego, niby po to, by wziąć z kuchennego blatu łopatkę do smażenia. I tak wolałam nie drażnić swojej wyobraźni, bo miał na sobie tylko czarne dżinsy i jego nagi, pięknie umięśniony tors nadzwyczaj mnie rozpraszał.– Em, co ty robisz? – Usłyszałam za sobą jego kpiący głos.

- Smażę naleśniki. – Zerknęłam na niego przez ramię. Wydawał się być wręcz zszokowany. Przez moment. Zaraz potem oparł się o blat, założył ręce na piersi i obserwował mnie z niedowierzaniem.

- Naleśniki? Przecież ty…

Zmrużyłam oczy i oparłam ręce na biodrach.

- Ja: co? – Wyszczerzył zęby, żeby mnie jeszcze bardziej zirytować.

- Wybacz, Skarbie, ale uważałem cię za beztalencie kulinarne. - Zanim się zorientował, dostał po głowie patelnią. – Au! A to za co?! – Kiedy próbowałam przyłożyć mu ponownie, złapał patelnię w ostatniej chwili, po czym w mgnieniu oka przyciągnął mnie do siebie tak blisko, że ocieraliśmy się o siebie. – Nawet nie próbuj!

- Bo co? – Wydyszałam, wściekła, ale także jednocześnie coraz bardziej podniecona. Nasze twarze dzieliły zaledwie centymetry. Miałam ogromną ochotę ulec swoim własnym zachciankom, przyciągnąć go do siebie i całować się z nim tak długo, aż to doprowadzi nas do jego sypialni i…

NIE! Nie ma mowy! Rozum krzyczał, kazał mi wrócić na ziemię. Szczególnie, że wciąż właściwie nie wiedziałam, co działo się wtedy, gdy – przynajmniej jak mi się wydawało teraz – byłam nieprzytomna.

- Bo oddam! – Jego wzrok mówił mi, że jest absolutnie gotów to zrobić. Wyszarpnęłam się z trudem z jego uścisku i zabrałam mu patelnię. To także nie było łatwe, bo uniósł ją wysoko nad głowę, a, ponieważ byłam na boso, nie miałam pomocy w postaci swoich szpilek. – Ale, tak na serio, przecież ty nie znasz się w ogóle na kuchni…

Uśmiechnęłam się z pobłażaniem, położyłam patelnię na kuchence i założyłam ręce na piersi, by stworzyć między nami dodatkową barierę.

- To, że pozwalam wam obu codziennie przygotowywać posiłki, bo ze swoimi włoskimi korzeniami jesteście przekonani, że kobiety nie umieją gotować tak dobrze jak mężczyźni, nie oznacza wcale, że nie umiem zrobić czegoś tak prostego, jak naleśniki! Ha! Mogłabym się nawet założyć, że moje będą lepsze od twoich! – Wysunęłam podbródek, pewna swego. Rzuciłam mu wyzwanie i czekałam na reakcję. I się nie zawiodłam.

Damon w bardzo charakterystyczny dla siebie sposób przewrócił oczami i podał mi rękę do uścisku.

- Zakład stoi.

Zabraliśmy się do roboty. Moje ciasto do smażenia wydawało się gotowe, ale, ponieważ zamierzałam go olśnić swoimi umiejętnościami i wygrać w tej małej rywalizacji, dodałam jeszcze kilka sekretnych składników. Damon natomiast przygotowywał wszystko z drugiej strony, odwrócony do mnie plecami tak, że, chociaż kilka razy próbowałam, nie dałam rady zerknąć na to, co robi. Później nawet tych prób zaprzestałam, bo jego plecy rozpraszały mnie dokładnie tak samo, jak tors. Jeszcze był gotów to wykorzystać, by mi zepsuć moje dzieło!

Potem oboje smażyliśmy i jednocześnie mierzyliśmy się wzrokiem.

- A tak w ogóle, to co dostanę, jeśli wygram? – Oczywiście, dla mojego przeciwnika liczyła się tylko ewentualna wygrana. Zmierzyłam go wzrokiem.

- Satysfakcję. – Uśmiechnęłam się od ucha do ucha.

Zacmokał z niezadowoleniem i pokręcił głową.

- Mam lepszy pomysł. Co powiesz na pocałunek? Tylko że tym razem to TY pocałowałabyś mnie?

Moje oczy zrobiły się wielkie jak spodki.

- Nie ma mowy!

Jego uśmieszek zrobił się nie tylko złośliwy, ale i pewny siebie.

- A co? Boisz się już, że przegrasz?

Postanowiłam zmienić temat. Szybko!

- A co ja dostanę, jeśli wygram? - Poruszył brwiami, dając mi do zrozumienia bardzo dokładnie, na co mogę liczyć. – Zapomnij! Jakoś nie kręci mnie jako nagroda pocałunek od ciebie! – Kłamczucha! Cieszyłam się, że nie umie czytać w myślach. Kiedy tylko to powiedziałam, przed oczami stanęła mi scena w poprzedniej nocy, kiedy całował mnie tak namiętnie, tak gorąco… - Mam lepszy pomysł. Jeśli ja wygram… Powiesz mi, co się stało wczoraj i dlaczego obudziłam się dzisiaj w twoim łóżku i tylko w samej bieliźnie!

Wydawał się być nadzwyczaj zadowolony.

- Mogę ci powiedzieć od razu. – Zaczął, coraz bardziej sugestywnym tonem, jeszcze niższym głosem, który brzmiał w moich uszach, jak mruczenie kota. – Przywiozłem cię do domu. Zaczęliśmy się całować aż wylądowaliśmy w moim łóżku. To było…jak trzęsienie ziemi. Wyznałaś, że kochasz mnie ponad wszystko i już nigdy nie chcesz mnie opuścić… - Zauważył, jak moje oczy rozszerzają się coraz bardziej i bardziej z przerażenia. W końcu parsknął śmiechem i przyznał, że bawił się moim kosztem. – Żartowałem. Nic się nie stało! Cały czas spałaś, więc przyniosłem cię na górę.

Wciąż na niego wściekła, szturchnęłam go w bok, zazgrzytałam zębami i groźnie przymrużyłam oczy.

- A dlaczego znalazłam się w samej bieliźnie?! W TWOIM łóżku?

Przewrócił oczami.

- Och, już nie przesadzaj. To było niedawno twoje łóżko. A dlaczego w bieliźnie? A co się miałaś męczyć w ubraniu?

Ręce mi opadły z bezsilności.

- To cię nie usprawiedliwia!

- To prawda. Ale, ponieważ już odpowiedziałem na twoje pytanie, musisz wymyślić sobie nową nagrodę w zakładzie. Naprawdę, skłaniałbym się ku opcji z pocałunkiem. Przecież oboje wiemy, że tego chcesz…

Odetchnęłam głęboko, by się uspokoić.

- Nie, dziękuję bardzo, ale obędzie się bez tego. A może po prostu… Pozwolisz mi prowadzić Camaro przez tydzień?! - Jego ukochane, wypieszczone Camaro? Jego śliczny samochodzik, o który dbał bardziej niż o każdą kobietę, która przewinęła się w jego życiu? Niemożliwe, żeby się zgodził. Miałam natomiast idealny pomysł na to, jaka byłaby trzecia opcja… Kazać mu odczepić się ode mnie na zawsze! To był genialny plan.

Skinął głową.

- Zgoda.

Zdziwiło mnie to, że tak łatwo się poddał. Naprawdę, mogłam od razu zaproponować nagrodę numer trzy…

Kiedy jednak dziesięć minut później nasze talerze z naleśnikami i wszelkimi dodatkami stały już na wysokim kuchennym blacie, zorientowałam się, w czym tkwił haczyk.

- Każde z nas próbuje obu porcji i potem głosujemy! – Damon zarządził, zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć.

To było przecież oczywiste, że oboje zagłosujemy na swoje.

Muszę przyznać, jego dzieło naprawdę mi smakowało. Zrobił naleśniki na słodko-ostro. W zdumiewający sposób ta mieszanka nie raziła. Część była delikatna, prawie słodka, natomiast, kiedy spróbowało się dalej, okazało się, że napakował tam kilku nadzwyczaj ostrych przypraw.

Genialne połączenie.

Byłam jednak zbyt dumna ze swojego dania, by nie uznać, że było lepsze. Także zaczęłam od słodkiej części, ale oprócz tego dołożyłam jeszcze cytrusów, by nie było zbyt mdłe i dodało daniu charakteru.

Wynik zdawał się być przesądzony. Żadne z nas nie wygrało. Jednak Damon znów mnie zaskoczył.

- Mam pomysł! Wychodzi na to, że, po prostu, oboje wygraliśmy! – Jego drapieżny uśmieszek wystarczył, by mnie przestraszyć. Zrozumiałam bez trudu, co oznaczało takie rozwiązanie.

- Lepiej chyba będzie, jeśli wyjdzie na to, że oboje przegraliśmy… - Próbowałam się wycofać, ratować, czym tylko się dało. To było jak walka z wiatrakami.

Uśmiech Damona, jeśli to było w ogóle możliwe, zrobił się jeszcze bardziej drapieżny. Zanim się zorientowałam, przyciągnął mnie do siebie i opuścił swoje usta na moje.

Kolejny raz mnie zaskoczył. Ten pocałunek był zupełnie inny od poprzednich – taki… władczy, jakby w ten sposób zaznaczał, że należę do niego. Mieszały się nasze oddechy, języki, smaki… Wyszło na to, że połączenie dwóch porcji naleśników w jednym było najsmaczniejszą ze wszystkich możliwych kombinacji. Damon przyciskał mnie do siebie tak, jakby już nigdy więcej nie chciał mnie wypuścić ze swoich ramion. Tym razem moje włosy były rozpuszczone, więc czułam, jak wplata w nie palce, jak bawi się nimi, kiedy w tym samym czasie jego usta doprowadzały mnie do szaleństwa. Przesuwałam z przyjemnością dłońmi po jego nagim torsie, po kształtnych plecach, a potem moje dłonie wracały na górę, ujmowały jego twarzy, przybliżały ją jeszcze bardziej do mojej. Zanim się zorientowałam, Podniósł mnie za biodra i posadził na blacie. Instynktownie objęłam go w pasie nogami i nie oponowałam, kiedy ściągnął mi przez głowę podkoszulek, który niedawno narzuciłam na bieliznę. Zaraz też zsunął mi ramiączka stanika i czułam jak jego usta przesuwają się po linii mojej szyi, jak przechodzą na ramię, a potem coraz niżej i niżej…

Mój rozum znów próbował krzyczeć, bym przestała, bym się opamiętała. Wtedy, by uciszyć zdrowy rozsądek, znów przyciągnęłam twarz Damona do swojej i pocałowałam go mocno, wkładając w to całą siebie.

Kto wie, jakby się to skończyło, gdybyśmy w tym momencie oboje nie usłyszeli klucza przekręcającego się w zamku drzwi wejściowych. W czasie krótszym niż potrzeba na to, by mrugnąć, oboje staliśmy już na podłodze, na dwóch nogach, a ja miałam znów narzucony na bieliznę podkoszulek, który zasłaniał to, w jak opłakanym stanie się znajdowała. Przynajmniej jej górna część.

Chwilę później drzwi się otworzyły i stanął w nich Stefan, który spojrzał na nas oboje, ogromnie zdziwiony, że widzi nas oboje razem, a my nie skaczemy sobie do gardeł. My natomiast w tym czasie zajadaliśmy się swoimi porcjami naleśników, mieszając je obie.

Damon, jakby nigdy nic, posłał młodszemu bratu krzywy uśmieszek, wskazał na nasze dania i spytał:

- Masz może ochotę?