Kochani, spieszę donieść, że wreszcie ogarnęłam zasady zapisywania dialogów! :D *confetti, confetti, confetti* Od tego rozdziału zapis będzie już poprawny, bez tych nieszczęsnych kropek przed myślnikami ;) Wcześniejsze rozdziały poprawię, jak opublikuję już całość fanfika. I tyle ogłoszeń ^^
Hakkarii: Tak, chłopak ma wyjątkowo przechlapane :) Bardzo go podziwiam za znoszenie tego wszystkiego z takim (względnym) spokojem :)
Freja: Tytuły rozdziałów to w ogóle jedna z najgorszych rzeczy, z jakimi mam do czynienia :( Oryginalne wersje to jakby osobna kwestia, na którą nie mam wpływu, ale ich przetłumaczenie, choćbym nie wiem jak się starała, bardzo często wychodzi koślawe i nienaturalne, zwłaszcza jeśli tytuł jest imiesłowem - w angielskich fanfikach jest to częste i całkiem zgrabne, natomiast po polsku zawsze wygląda i brzmi jakoś nie tak. Ale odbiegam od tematu. W tym opowiadaniu tytuły można odbierać, według mnie, różnorako: albo jako zwykłe określenie tego, co w danym rozdziale się dzieje, albo jako komentarz (czasem ironiczny), albo jako metaforę... Nie do każdego to pewnie przemawia, ale mnie osobiście przekonało :]
Spotkanie ze Snape'em
Tom Riddle trzymał leniwie różdżkę między dwoma palcami; nawet nie patrzył na postać wijącą się na podłodze u jego stóp. Był znudzony – w tej szczególnej sesji tortur nie było nic ciekawego. Mężczyzna był przyzwyczajony do Cruciatusa; jego usta pozostały zamknięte, by nie wydobył się z nich najmniejszy krzyk, powieki były zaciśnięte i tylko ręce i nogi drżały od uderzeń zaklęcia.
- Drogi Severusie, głupotą było myśleć, że uda ci się uniknąć kary za to, co zrobiłeś.
Z ust stojących wokół Śmieciożerców wyrwały się okrzyki pogardy i aprobaty; Voldemort uciszył je jednym ruchem ręki, po czym uwolnił Mistrza Eliksirów spod zaklęcia, które wcześniej na niego rzucił i pochylił się nad nim tak nisko, że jego usta niemal dotknęły ucha Snape'a.
- Harry Potter umrze - szepnął miękko. - Syn Lily zginie z mojej ręki i to będzie twoja wina. Będziesz mógł z tym żyć? Czy twoje parszywe, rozkochane w szlamach serce zniesie taką porażkę, Severusie? - odwrócił się do swoich popleczników i skinął na dwóch stojących najbliżej, by podnieśli Mistrza Eliksirów. - Zróbcie z nim, co chcecie, ale nie zabijajcie go - warknął, gdy stawiali go na nogi. - Chcę, żeby dotrwał do chwili, gdy zabiję Chłopca-Który-Przeżył; muszę zobaczyć wyraz jego twarzy, gdy Harry Potter będzie umierał...
Zamilknął i przyjrzał się uważnie swojemu więźniowi.
- Nie zamierzasz błagać o litość, Severusie? - szepnął. Snape nie poruszył się; uniósł tylko powieki i spojrzał na Voldemorta oczyma pełnymi ukrywanej przez lata nienawiści. Przekręcił się na bok i chociaż poczuł przeszywający ból, zacisnął wargi i nie pozwolił, by z jego ust wyrwał się krzyk.
- Nie odniosłem porażki - rzekł chrapliwie z trudem łapiąc powietrze. - Zrobiłem to, co do mnie należało, tak jak to obiecałem Lily i Dumbledore'owi.
Voldemort uniósł brew; jego oczy błysnęły. Pstryknął palcami – dźwięk rozległ się echem po ciemnym pomieszczeniu, w którym się znajdowali – i Śmierciożercy rozstąpili się, by zrobić przejście dla Nott'a i Avery'ego, którzy przyprowadzili, czy raczej przyciągnęli, jakąś nieruchomą postać. Snape poczuł uścisk w piersi; Śmierciożercy rzucili nieznajomego na ziemię obok Mistrza Eliksirów i wrócili na swoje miejsca w kręgu towarzyszy.
Voldemort spojrzał w dół i wymierzył szybkiego kopniaka w brzuch leżącego człowieka; jego ciało obróciło się i zebrani ujrzeli zmaltretowaną, posiniaczoną twarz Harry'ego Pottera. Chłopak miał zamknięte oczy i z trudem oddychał. Snape wybuchnął śmiechem.
Jego śmiech brzmiał chropowato i ostro, ale rozbrzmiewał w całej komnacie, dziwny tym bardziej, że dochodził właśnie z ust Mistrza Eliksirów. Przez tłum mężczyzn przebiegł pomruk zdenerwowania.
- Co cię tak bawi, Severusie? - spytał z zaciekawieniem Voldemort.
- Nie wiesz, co? - syknął Snape ze straszliwym uśmiechem na ustach. Czarny Pan wymierzył kolejnego kopniaka Harry'emu – tym razem w twarz. Rozległ się przyprawiający o mdłości trzask i głowa chłopca obróciła się w drugą stronę; Snape doszedł do wniosku, że jeśli Potter wcześniej nie stracił przytomności, na pewno nastąpiło to teraz.
- On umrze - warknął Voldemort spoglądając na dwóch więźniów.
- A ty razem z nim!
Oczy Czarnego Pana błysnęły gniewem; wycelował swoją różdżkę w Harry'ego i krzyknął:
- CRUCIO!
Harry obudził się gwałtowanie; jego bliznę przeszył dotkliwy ból i chłopiec przycisnął do niej dłoń zaciskając zęby. Wstał i ruszył do łazienki starając się przy okazji pozbyć dezorientacji, która towarzyszyła przebudzeniu. Na miejscu odkręcił kran, zamoczył ręcznik w zimnej wodzie i przyłożył go do czoła; ulga przyszła niemal natychmiast – ból zmniejszył się i Harry, wdzięczny, usiadł na podłodze i oparł się o wannę. Wiedział, że powinien komuś powiedzieć o swojej wizji, ale sam miał co do niej wątpliwości; prawie wszyscy mówili przecież, że w zeszłym roku to Voldemort podsuwał jego umysłowi różne obrazy – dlatego właśnie tak bezmyślnie ruszył na ratunek Syriuszowi. Ale wizja dotycząca Snape'a? Przecież Harry nawet go nie lubił!
Rozległo się nieśmiałe pukanie do drzwi.
- Harry?
Chłopiec westchnął z ulgą i oparł głowę o brzeg wanny.
- Możesz wejść, Remus.
Drzwi otworzyły się i były nauczyciel Harry'ego, cały rozczochrany, wszedł do środka, po czym wyciągnął rękę, zapalił światło i zmrużył oczy, kiedy go chwilowo oślepiło.
- Czemu siedzisz po ciemku? - spytał siadając na toalecie. Harry wzruszył ramionami.
- Która godzina?
- Około drugiej.
Harry uniósł brwi.
- Więc czemu nie śpisz?
Remus zaśmiał się.
- Robisz się coraz bardziej podobny do Molly - powiedział. - Nie mogłem zasnąć. Mój umysł pracuje ostatnio na najwyższych obrotach.
- Wiem, co masz na myśli - Harry nieświadomie potarł swoją nową bliznę i skrzywił się – wciąż była nadwrażliwa na dotyk. Spojrzał na Lupina, który przyglądał mu się z dziwnym wyrazem twarzy. Chłopiec wiedział, że nie obejdzie się bez pytań, ale nie miał nic przeciwko temu; to nie był Dumbledore przewiercający spojrzeniem na wylot – to był Remus, który nigdy by go nie okłamał i któremu ufał.
- Miałeś kolejny z tych dziwnych snów? - spytał Lupin delikatnie.
- Nie sądzę – obudziłem się w moim własnym łóżku - odparł Harry. - Voldemort torturował profesora Snape'a... ale Snape jest przecież tutaj, prawda? Został na noc w Kwaterze Głównej?
- Uważaj, Harry – jeszcze ktoś pomyśli, że zacząłeś się martwić o Severusa - powiedział Remus z łobuzerskim błyskiem w oku. - Ale tak, jest tutaj cały i zdrowy.
- To było dziwne - stwierdził Harry marszcząc brwi i patrząc w przestrzeń. - W tym śnie Snape powiedział, że nie złamał przysięgi złożonej mojej mamie.
- Lily?
- Tak... Voldemort mówił, że Snape ją zawiódł, ale Snape odpowiedział mu, że zrobił to, co miał zrobić, tak jak to obiecał jej i Dumbledore'owi.
Remus wyglądał na tak zdumionego, jak Harry się czuł.
- Myślę, że Voldemort znów próbował opanować twój umysł za pomocą fałszywych wizji.
- Ale dlaczego dotyczących Snape'a? - zapytał Harry. - Myślisz, że on wie, że Snape jest szpiegiem?
- Nie wiemy, Harry; i nie dowiemy się, dopóki Severus znów nie zostanie wezwany.
Harry uniósł brew i przeczesał ręką swoje zmierzwione od snu włosy.
- Czyli kiedy jego Znak znów zapiecze, Snape po prostu pójdzie na spotkanie w Voldemortem, jakby nigdy nic?
- Severus musi podtrzymywać swoją rolę szpiega tak długo, jak to możliwe. Jego pozycja w najbliższym kręgu Voldemorta jest dla nas bezcenna, a i on sam nie zamierza z niej rezygnować, choć jest świadomy zagrożenia.
Harry milczał przez kilka chwil rozmyślając nad tym, co usłyszał; w ten sposób wkrótce zginie przez niego kolejna osoba – Snape.
- Ale może ten sen... może chciał mi coś przekazać? - spytał nie mogąc pozbyć się uczucia niepokoju. Remus usiadł prosto.
- Powiedz mi: jeżeli ten sen był prawdziwy, to co takiego próbował przekazać ci Voldemort?
Harry podrapał się po głowie i znów przejechał palcami po wielkiej bliźnie ukrytej pod włosami.
- No cóż, jeśli ta wizja była jego dziełem, to sądzę, że już nie ufa Snape'owi. Być może nie wie, że Snape jest szpiegiem, ale coś podejrzewa.
- A to, co Voldemort powiedział o Lily? - kontynuował Remus. - I o przysiędze złożonej przez Severusa jej i profesorowi Dumbledore'owi?
- Myślę... myślę, że Voldemort chciał w ten sposób zasugerować, że Snape ma sekrety i przed nim i przed nami.
- Ja też doszedłbym do takiego wniosku – ale to tylko spekulacje. Nie możesz tego traktować jak niezaprzeczalnych faktów. Voldemort może po prostu próbować namieszać ci w głowie... a może to w ogóle był tylko zwykły sen? Właśnie dlatego dyrektor chciał, żebyś znów uczył się Oklumencji, Harry – żebyś był w stanie zupełnie odciąć się od tych wizji. Jeżeli tego nie zrobisz, w końcu zaczną doprowadzać cię do szaleństwa; musisz nauczyć się je blokować – takie, jak dzisiejsza, i te, po których budzisz się poza swoim łóżkiem, zupełnie bez kontroli.
Harry znów uniósł brew. Pomyślał, że łatwiej to powiedzieć, niż zrobić, ale wiedział, że Remus ma rację – musiał się bardziej postarać, jeśli chciał jeszcze kiedyś poczuć się normalny.
- Nie wiem już, czy to, co widzę, jest prawdziwe - powiedział cicho. - Przez Voldemorta coraz częściej czuję się tak, jakbym zaczynał wariować.
- Oklumencja z pewnością pomoże...
- Kiedy próbowałem stworzyć swoją barierę ochronną – przerwał Harry. - miałem wrażenie, że coś próbuje ją znów zburzyć i było mi bardzo trudno utrzymać ją w gotowości. Snape powiedział, że to pewnie przez mój uraz głowy, albo że to moja podświadomość próbowała ją zniszczyć, ale nie wydaje mi się, żeby o to chodziło.
- Nadal zdarza ci się odpływać, Harry – Severus może mieć w tym wypadku rację. Wygląda na to, że twoja głowa nie jest jeszcze zupełnie wyleczona... - Harry chciał mu przerwać, ale Remus uniósł dłoń. - Wiem, że czujesz się dobrze, ale ludzki umysł jest zdecydowanie bardziej skomplikowany. Oklumencja pomoże ci uporać się ze snami, ale do tego potrzeba czasu.
Mężczyzna przechylił głowę i przyjrzał się Harry'emu, który bawił się ręcznikiem.
- Może wrócisz do łóżka? Wyglądasz na wykończonego.
Miał rację; Harry był wyczerpany, nie tylko dziwnym snem, ale wydarzeniami całego poprzedniego miesiąca. Chłopiec wypuścił ze świstem powietrze z płuc i wstał.
- Ty też szałowo nie wyglądasz - powiedział zadziornie. Remus uśmiechnął się i popchnął go żartobliwie w stronę drzwi.
- Nie ćwiczyłeś, Potter - powiedział nazajutrz chłodno Severus Snape stojąc nad Harry'm niczym jakiś zły omen; chłopiec uniósł brew w niedowierzaniu.
- Po tym wszystkim, co się wydarzyło?
- To żadna wymówka dla Czarnego Pana - stwierdził Snape. - Wczoraj wyraźnie widać było, że ma nad tobą pewnego rodzaju kontrolę.
- A czy to moja wina? - warknął Harry przypominając sobie, jak okropne było to uczucie – być kompletnie uwięzionym we własnym ciele. Dumbledore, rzecz jasna, nijak mu nie pomógł. Remus skontaktował się z nim od razu po tym incydencie i Harry nie mógł oprzeć się wrażeniu, że dyrektor trzyma przed nim w tajemnicy coś bardzo ważnego; wydawał się kompletnie nie przejmować bólem, jaki odczuwał Harry podczas niszczenia barier wokół Privet Drive i tylko powiedział mu, by dalej ćwiczył Oklumencję, zupełnie jakby nic się nie stało. Nawet Remus zaczął tracić do niego cierpliwość.
- Gdybyś zokludował swój umysł...
- Nie byłem w stanie! - krzyknął Harry. - Miałem w głowie kompletny mętlik! Nie miałem pojęcia, co się dzieje; nie mogłem się nawet ruszyć!
Snape zgromił chłopca wzrokiem i usiadł na swoim fotelu.
- Nie przerywaj mi, Potter - powiedział chwytając poręcze siedzenia tak mocno, że jego palce zrobiły się trupio blade. Harry zauważył, że Mistrz Eliksirów wygląda jeszcze gorzej, niż podczas ich lekcji kilka dni wcześniej. Mężczyzna zamknął na chwilę oczy. Harry dostrzegł, jak powoli wypuszcza powietrze i stropił się widząc go w takim stanie.
Ale dzięki temu przypomniał sobie swój sen.
- Jeśli wolałby pan sobie dziś odpuścić...
- Nie, Potter nie wolałbym sobie tego odpuścić, jak to ująłeś; tak się składa, że uważam Oklumencję za kwestię priorytetową, nawet jeśli nie podzielasz mojego zdania.
- Nawet kiedy jest pan w takim stanie? - spytał Harry zanim zdążył się powstrzymać; kiedy zorientował się, co powiedział, aż cofnął się razem z krzesłem.
- Przepraszam, ja...
- Nie - mruknął Snape machając ręką. - Masz rację. I to przez ciebie, niewdzięczny bachorze, jestem w tym stanie.
Oczy Harry'ego rozszerzyły się.
- Co...?
- Musiałem wymyślić przekonującą historię na temat tego, dlaczego twojego wuja i ciotki nie było w domu wtedy, kiedy powinni być – i dlaczego członkowie Zakonu Feniksa urządzili zasadzkę na Czarnego Pana, kiedy przybył na Privet Drive.
- Nie wiedziałem - przyznał Harry cicho.
- Nie, nie wiedziałeś; zdaje się, że byłeś zbyt zajęty swoim własnym przedstawieniem w kuchni.
- To nie było przedstawienie - warknął Harry. - Nie wiem, co się stało.
- I dlatego właśnie znów tutaj jestem - powiedział Snape. - Gdybyś zokludował swój umysł, być może nie cierpiałbyś tak bardzo.
- Mówiłem panu...
- A ja mówiłem tobie, Potter, że nie interesują mnie twoje wymówki. A teraz wstawaj; wygląda na to, że mamy przed sobą mnóstwo pracy.
Harry podniósł się; nienawiść do Snape'a walczyła w nim z poczuciem winy za to, że nie wiedział o jego udziale w uratowaniu ciotki i wuja.
- Legilimens!
Snape uniósł różdżkę zanim Harry zdążył podnieść się z fotela; chłopca od razu zalała fala obrazów, w większości dotyczących poprzedniego dnia. Ból i cierpienie, które wtedy czuł, powróciły do niego z pełna mocą. Jego ciało przeszył dreszcz gniewu i nagle Snape został niemal brutalnie wyrzucony z jego umysłu; zniknął jakby z pyknięciem i teraz, w realnym świecie, wpatrywał się w Harry'ego z uniesioną brwią.
- Co jest? - spytał chłopiec ostro.
- To było nadzwyczaj silne odepchnięcie - mruknął Mistrz Eliksirów.
- No i? Nie chciałem, żeby pan widział te rzeczy.
Snape nie odpowiedział; patrzył na Harry'ego jeszcze przez moment dochodząc do siebie i znów wycelował w chłopca różdżkę.
- Legilimens! - krzyknął.
Tym razem jego oczom ukazał się sen Harry'ego; Snape zwolnił swój rejs przez poszczególne obrazy i, zaintrygowany, zatrzymał się, by obejrzeć to konkretne wspomnienie. Harry rozpaczliwie próbował wznieść wokół niego swój mur złotych zniczy, ale Snape bez trudu odepchnął je tak, że rozsypały się bez ładu dookoła niego. Harry przycupnął więc i czekał na jakąś reakcję swojego nauczyciela. Co innego mógł zrobić? Jeśli ten sen był prawdą, Snape pewnie i tak temu zaprzeczy, ale gdyby go jednak potwierdził, to byłoby to jeszcze bardziej absurdalne; Snape składający przysięgę Lily? Kiedy tak bardzo nienawidził jego ojca?
Nagle Harry zaczął wątpić w lojalność swojej matki.
Snape wydostał się z umysłu chłopca i odwrócił się w stronę okna czekając, aż Harry dojdzie do siebie.
- To było interesujące - powiedział beznamiętnie.
- To był tylko sen - powiedział Harry szybko.
- Sen, który ukazał ci sporą część mojej przeszłości - dodał Snape cicho. - Ach, no tak... - odwrócił się do chłopaka z czymś przypominającym uśmiech na ustach. - Ty nie wiesz, że znałem twoją matkę.
- Więc to prawda? - ciekawość Harry'ego wzięła nad nim górę.
- Czarny Pan osobiście zesłał ci ten sen; powiedziałbym, że był dość dokładny.
- A teraz powie mi pan, że gdybym okludował umysł, to był tego wszystkiego nie widział.
Snape zamyślił się na kilka chwil obracając w palcach różdżkę.
- Nie - powiedział w końcu. - Uważam, że Czarny Pan i tak ukazałby ci tę wizję – w ten czy inny sposób.
- Czemu? - spytał Harry.
- Skoro sam nie potrafisz się domyślić... - mruknął Snape z gniewem. - Ponieważ stara się zasiać wzajemną nieufność między członkami Zakonu; uznał, że gdybyś dowiedział się, że składałem jakieś obietnice twojej matce, automatycznie zacząłbyś być podejrzliwy w stosunku do mnie.
Harry uśmiechnął się lekko.
- Bez urazy, ale zawsze jestem w stosunku do pana podejrzliwy.
Kąciki ust Snape'a drgnęły na te słowa.
- Zakładam jednak – kontynuował. - że Czarny Pan oczekiwał, że podzielisz się z kimś tą informacją.
- Z Remusem - odparł Harry. Snape skinął głową.
- A więc zaczyna się zabawa w głuchy telefon...
- Ale Remus w to nie uwierzył - przerwał mu Harry. - Powiedział, że Voldemort pewnie znów próbuje namącić mi w głowie. Pan też zresztą mówił, żebym nie wierzył wszystkiemu, co widzę w swoich snach!
- Jak mówiłem, tym razem starał się zasiać w tobie ziarno niepewności, więc byłby to wyjątek; najwyraźniej podejrzewa...
- Myśli pan, że to dlatego, że pomógł mi pan po wypadku pociągu? - spytał Harry z nagle ściśniętym gardłem. Snape westchnął ze znużeniem.
- Możesz mi wierzyć lub nie, Potter, ale nie cały świat kręci się wokół ciebie - powiedział lodowato. - Myślę, że podejrzewał mnie już od dłuższego czasu.
- Więc... – zaczął Harry powoli. - Złożył pan przysięgę mojej mamie?
Snape spojrzał na niego; jego oczy wydawały się migotać w przytłumionym świetle.
- Złożyłem.
Harry czekał na rozwinięcie tematu.
- Jaką?
- Myślę, że już wkrótce sam się dowiesz - odpowiedział Snape chłodno.
- A co pan zamierza zrobić w sprawie Voldemorta? Jeśli on wie, że pan jest szpiegiem...
- Nie wie - warknął Mistrz Eliksirów. - Podejrzewa.
- No tak, ale jeśli podejrzewa...
- Jestem szpiegiem, Potter. Moim zadaniem i obowiązkiem jest do niego wrócić.
- Nie, jeśli pan nie chce - powiedział Harry ze złością. - Naraża pan swoje życie!
- Tak, jak to robię od wielu lat. Nie ty będziesz mnie uczył jak zachować ostrożność!
Przez kilka momentów patrzyli na siebie w pełnej napięcia ciszy; twarz Snape'a była blada jak marmur, a jego ręka ściskała parapet okna, jakby od tego zależało jego życie.
- On pana zabije - powiedział mu Harry, gdy mężczyzna doszedł do siebie na tyle, by odejść od okna. Snape, nagle zmęczony, spojrzał na niego.
- Jestem w stanie sobie wyobrazić gorsze rodzaje śmierci.
- Jak pan w ogóle może tak mówić? - spytał Harry zdumiony. Mistrz Eliksirów sięgnął po pelerynę i zaczął zakładać ją na ramiona; jego twarz była zupełnie bez wyrazu.
- Ponieważ muszę tak myśleć - powiedział i opuścił pokój.
Harry wpatrywał się w drzwi, za którymi zniknął, zdziwiony tym, jak wiele dowiedział się o swoim nauczycielu z tych kilku słów; być może niekończące się tortury Voldemorta dawały mu poczucie realności, sprawiały, że zastanawiał się nad własną śmiertelnością. Harry natomiast zastanawiał się tym momencie nad jego normalnością... ostatecznie Snape był przed chwilą prawie grzeczny w stosunku do niego!
- Widzimy się o tej samej porze z poniedziałek, Potter; nie radzę się spóźniać – mam do wypróbowania ciekawe zaklęcie żądlące, jeśli znów każesz mi na siebie czekać!
Harry westchnął.
Prawie.
