Rozdział VIII: Rada
"Walka człowieka przeciw władzy jest walką pamięci przeciw zapomnieniu."
M. Kundera
Tayuu ze zdenerwowaniem zaciskał palce na poręczy krzesła. Ciężki kaptur czarnej peleryny, zaciągnięty na głowię, krył w cieniu jego twarz. Wokół okrągłego stołu, wyciosanego z jednego kawałka marmuru, siedziało jeszcze pięć, odzianych tak jak Tsubasa, postaci. Jedno miejsce, to, naprzeciwko Tayuu, pozostało puste. Zazwyczaj zasiadał na nim Yoh, lecz z powodu jego nieobecności, na przeciwko krzesła umieszczono szklaną kulę, na aksamitnej poduszce.
- Spóźnia się - odezwał się miękki, kobiecy głos.
- Nie, moja droga, ma jeszcze trochę czasu, nim zaczniemy obrady - odpowiedział mężczyzna, siedzący po prawej ręce Tayuu.
- Sam zaproponował swój udział w tejże misji, więc nie rozumiem, dlaczego mamy na niego czekać - zaprotestowała znów kobieta.
- Ponieważ on również należy do Rady, a nie możemy odbyć posiedzenia w niepełnym składzie - uciął mężczyzna. - Ma jeszcze piętnaście minut.
Tymczasem Yoh i Kakashi kończyli późną kolację w małym moteliku, w którym zatrzymał się ten pierwszy. Jednakże rozmowa zbytnio im się nie kleiła, gdyż Hatake myślami wciąż wracał do walki z demonem, nie mogąc pogodzić się z tym, iż tak łatwo wpadł w pułapkę potwora.
- Nie bierz tej potyczki tak do siebie - głos staruszka wyrwał Kakashiego z zadumy. - Nie ty pierwszy, i nie ostatni wpadłeś w sidła demonów. Potężniejsi wojownicy im ulegali, a to wszystko z braku odpowiedniego przeszkolenia. Nie miałeś pojęcia, z czym się mierzysz, więc zdziwiłbym się, gdyby udało ci się pokonać obake w pojedynku.
Słowa Yoh, choć szczere, nie złagodziły jednak zadry w dumie Konoszanina.
- Jednak twojej uczennicy, demon nie sprawił żadnego problemu - powiedział po chwili namysłu Kakashi.
- Bo, po pierwsze, był tylko jeden i to z rodzaju tych słabszych, a po drugie, ona całe życie zajmuje się walką z nimi - wyjaśnił spokojnie Yasukinyu. - My, Cienie, od dziecka uczymy się rozpoznawać i wyczuwać demony, a zwalczanie ich, jest naszym głównym celem. Latami pracowaliśmy nad różnymi strategiami walki z potworami, i nie przesadzę mówiąc, iż nikt nie dorównuje nam wiedzą na ten temat. No, może Akatsuki - dodał po chwili zastanowienia.
Kakashi spochmurniał na wzmiankę o Brzasku. Cóż, od dawna podejrzewali, iż ich wróg jest bardzo dobrze przygotowany do polowania na ogoniaste, a słowa starego mistrza Cieni, tylko go w tym przekonaniu utwierdziły.
- Mam nadzieję jednak, iż po podpisaniu paktu to się zmieni - powiedział Yoh, puszczając oko do szarowłosego. - Przecież nie możemy pozwolić, by ktoś wykorzystał demony do niecnych celów, prawda?
Kakashi uśmiechnął się tylko w odpowiedzi. Staruszek już po raz drugi zaskoczył go, w lot odgadując jego myśli.
- Panu naprawdę zależy na tym pakcie - stwierdził Hatake, patrząc w jasne oczy Yasukinyu.
- Oczywiście, że tak - odpowiedział poważnie staruszek. - W końcu ten pomysł wyszedł z mojej inicjatywy - z tymi słowami w oczach Yoh zapłonął jakiś żarliwy ogień, po którym rozpoznać można było, iż ten pakt należy do największych marzeń Yasukinyu i jest dopiero początkiem jego planów.
Kakashiemu spodobał się ten szczery zapał, gdyż świadczył on o tym, że staruszek nie miał żadnych ukrytych intencji. Miał zamiar wypytać się o projekt umowy, lecz w tym momencie usłyszał trzask otwieranych drzwi. Odwrócił się i zobaczył wchodzącą do środka Nariko. Kobieta zerknęła na nich, skłoniła się z daleka swojemu mistrzowi, po czym zniknęła na schodach prowadzących do wynajmowanych pokoi.
- Coś mi się jednak wydaje, że ona nie jest zachwycona pańskim pomysłem - stwierdził szarowłosy, odwracając się z powrotem w stronę Yasukinyu.
- Nariko? Cóż, ona nigdy nie reaguje zbyt optymistycznie na większość moich pomysłów - odparł staruszek, wzdychając z rezygnacją. - Jest osobą niezwykle ostrożną i bardzo skrytą, więc nie dziwię się, iż plan "wydobycia" Cieni na światło dzienne, nie napawa jej optymizmem. Nie oceniaj jej jednak zbyt surowo. Jeśli chce, potrafi dać człowiekowi nieźle w kość, ale to w gruncie rzeczy bardzo dobra osoba. Trzeba ją tylko poznać bliżej.
Kakashi miał powiedzieć, iż z jej nastawieniem trudno o bardziej zażyłą znajomość, lecz w tej chwili obiekt ich rozmowy niczym płomienna burza zbiegł ze schodów, szybkim krokiem podchodząc do ich stolika. Nariko nachyliła się nad swoim mistrzem, szepcząc mu coś gorączkowo do ucha. Kiedy skończyła mówić, Yasukinyu zerwał się gwałtownie ze swojego miejsca.
- Prawie bym zapomniał! - wykrzyknął, z zakłopotaniem drapiąc się po głowie. - Cóż, wiek niezbyt dobrze wpływa na pamięć. Muszę cię przeprosić, ale mam do załatwienia niezmiernie ważną sprawę - zwrócił się do Kakashiego. - Nariko, proszę dotrzymaj mu towarzystwa - dodał patrząc wymownie na płomiennowłosą, która nawet jednym ruchem nie zdradziła, jak bardzo jest jej to nie na rękę.
"Ale cię wrobił, Smocza Damo" - usłyszała Tsubasa w swojej głowie.
"Nie denerwuj mnie bardziej" - warknęła w odpowiedzi.
"Pamiętaj, że musisz być dla niego MIŁA, w końcu reprezentujesz całe Kage-gakure. Wiesz, chociaż co to oznacza? Nie wolno ci go obrazić, pobić, podpalić..." - ciągnął dalej głos, którego posiadacz najwidoczniej doskonale się bawił.
"Kiedyś się doigrasz" - zagroziła Nariko, siadając na miejscu swojego mistrza, który poszedł na górę.
Kobieta zawołała kelnerkę i zamówiła sobie lekką kolację. Przez cały ten czas czuła na sobie wzrok Kakashiego, który ją uważnie obserwował.
"Zapowiada się interesująco" - usłyszała podekscytowany szept w swojej głowie.
Takeshi lekko drżącą dłonią nacisnął przycisk przewijania. Obaj z Akihito odsłuchiwali nagranie już po raz trzeci, i wciąż nie mogli uwierzyć w to, co słyszeli.
- Puść jeszcze raz - poprosił blondyn, ocierając zimny pot z czoła.
Takeshi skinął głową i uruchomił dyktafon. Z początku słychać było same trzaski, lecz zaraz odezwał się zimny, kobiecy głos:
- Dla kogo pracujesz?
- Nnie wwiem - padła odpowiedź, przerywana szlochem. - Kontaktuje się ze mną tylko przez posłańców, i za każdym razem jest to ktoś inny. Nie znam jego prawdziwego imienia, zawsze podpisuje się pseudonimem.
- Jakim? - wysyczała kobieta.
- Ja nie... - protest został zagłuszony nieprzyjemny trzaskiem, a po nim głośnym krzykiem bólu.
- Ty dziwko! Złamałaś mi, kurwa, rękę! - wrzeszczał mężczyzna nienaturalnie wysokim głosem.
- Podaj mi jego pseudonim, albo złamię ci coś jeszcze. Masz wystarczająco dużo kości, więc mam, w czym wybierać - głos kobiety był beznamiętny, jakby codziennie torturowała ludzi.
- Ni-men-sei*, tak o sobie mówi - wyjęczał mężczyzna.
- Widzisz? Jak chcesz, potrafisz współpracować - prychnęła jego rozmówczyni z pogardą. - A teraz dokładnie opowiesz mi, co dla niego robiłeś.
- Ppani... bbłagam... on mnie... zabije... jeśli wyjawię...
- Jeśli nie odpowiesz na moje pytanie, to ja cię zabiję. Tak czy inaczej, zginiesz, tylko w tym drugim przypadku pożyjesz odrobinę dłużej. Jesteś, jak to się mówi, pomiędzy młotem, a kowadłem.
- Nie zrobię tego.
- Jak chcesz. Katon, Umei no hi jutsu**!
Przeraźliwy, nieludzki wrzask zagłuszył wszystkie inne odgłosy. Niemalże zwierzęce wycie, każdego śmiertelnie by przeraziło. Akihito, który miał wrażliwszy słuch od swojego przyjaciela, zatkał dłońmi uszy, nie mogąc znieść po raz kolejny tych krzyków. Takeshi jednak nie miał zamiaru przewinąć taśmy. Słuchał tego wszystkiego, na pierwszy rzut oka, z niewzruszonym spokojem, oczyma wyobraźni oglądając scenę, jaka musiała się wtedy rozegrać. Nariko użyła na więźniu jednej ze swoich "demonicznych" technik. "W ogniu zatracenie" było to jutsu wykorzystujące moc ognia, żywiołu demona zapieczętowanego w Tsubasie, do "wypalenia" wspomnień. O ile ktoś nie dysponował wystarczającą silną wolą, oprawca mógł wyciągnąć z niego potrzebne informacje, a następnie "wypalić" je we własnym umyśle. Jednocześnie dane wspomnienia zostawały wymazywane z mózgu przesłuchiwanego. Była to straszliwie bolesna, i wyniszczająca technika, niebezpieczna zarówno dla tego, na kim była wykonywana, jak i dla osoby jej używającej. Nieumiejętnie użyta mogła zabić, nim nastąpił transfer informacji. Takeshi wiedział, iż jego kuzynka używała jej tylko w ostateczności, przeważnie pozostając przy "tradycyjnych" metodach przesłuchania. Najwidoczniej Nariko nie miała zbyt wiele czasu, bądź czuła się zagrożona, dlatego chciała skończyć z więźniem jak najszybciej.
Po chwili krzyki przesłuchiwanego umilkły. Słychać było tylko jego chrapliwy oddech.
- Co dla niego robiłeś? - powtórzyła swoje pytanie Tsubasa.
- Miałem zbierać informacje... szukać... ludzi, rzeczy, sprzętu... cokolwiek sobie zażyczył... - odpowiedział jej gorączkowy szept, zupełnie jakby mężczyzna chciał teraz za wszelką cenę pozbyć się tej wiedzy.
- Czego szukałeś? - padło kolejne pytanie.
- Mnóstwo rzeczy. Skomplikowane aparatury do laboratorium, jakieś zioła, lekarstwa, narkotyki, a także drobne narzędzia chirurgiczne. Parę razy prosił o żywe osoby, miały robić za króliki doświadczalne, jak mniemam. Mnóstwo książek o genetyce, kilka razy musiałem zdobyć współrzędne miejsc, w których znajdowały się bardzo stare zwoje shinobi...
- Sam mu je przynosiłeś? - w głosie Nariko zabrzmiała nutka zaskoczenia.
- Nie nie nie. Ja jestem tylko drobnym przedsiębiorcą, nie wojownikiem ninja. Do zdobywania lepiej strzeżonych obiektów, Ni-men-sei wysyłał swojego goryla, on mu je przynosił...
- Opisz go.
- Ja... ja nie potrafię - głos mężczyzny się załamał. - Proszę, nie każ mnie! On... on zdawał się nie być człowiekiem...
- Wytłumacz.
- Zawsze otaczała go jakby taka aura. Coś na kształt mgły, przez co nie sposób było dojrzeć jego sylwetki. Nawet jego głos był taki... rozmazany, niewyraźny. Jakby kilka osób mówiło naraz. Nie mam pojęcia, kim on jest. Ale poczekaj! Jest coś, coś, co nie wie, że widziałem. Raz, po jednej walce... przyszedł do mnie. Był kompletnie wykończony, ścigali go, może przez to, ta jego "bariera" się zmniejszyła... Dostrzegłem coś, to był chyba tatuaż, albo znamię.
- Jak wyglądało?
- Jak półksiężyc, na końcach zaś miało odchodzące w przeciwną stronę kreski. W środku półksiężyca była jeszcze kropka. Nigdy przedtem nie widziałem tego symbolu.
- Nie wątpię - głos Nariko na powrót stał się zimny. - Wiem już wszystko, co chciałam. Nie jesteś mi dłużej potrzebny - w tle dało się słyszeć cichy zgrzyt metalu - katany, wyciąganej z pochwy.
- Co? Nie, nie, przecież obiecałaś... - rozpaczliwe błaganie przerwał krzyk przerażenia, zmieszany z nieprzyjemnym chrupotem, jak wydaje kość w zetknięciu z ostrzem miecza.
Dyktafon jeszcze przez chwilę wyrzucał z siebie trzaski, po czym umilkł. Takeshi wyłączył go, po czym wstał, bezwiednie podchodząc do barku. Zatrzymał się w połowie drogi do niego, kiedy przypomniał sobie, iż i tak tam nic nie znajdzie. Obaj z Akihito milczeli, zbyt przerażeni tą myślą. by wypowiedzieć ją na głos.
"A wiec w końcu to się stało" - pomyślał szarowłosy, błędnym spojrzeniem wpatrując się w barek. - "W końcu do tego doszło."
Doskonale znał ów symbol, opisany przez mężczyznę. Miał go wypalony na ramieniu, od ósmego roku życia. On, Akihito, Nariko, Yuuki i każdy cholerny ninja w tej wiosce. Cienie nie nosili ochraniaczy z logo. Zamiast nich, z chwilą osiągnięcia pełnoprawnego statusu ninja, wypalano im ten właśnie symbol, dzięki któremu się rozpoznawali. Tatuaż dodatkowo był widoczny tylko wtedy, kiedy przez ciało danej osoby przepływała większa ilość chakry. Tylko Cienie mogły go mieć, a to oznaczało...
- Zdrajcę - wyszeptał blondyn, zbielałymi wargami. - Mamy w swych szeregach pieprzonego zdrajcę.
- Na to wygląda - odpowiedział Takeshi zachrypniętym głosem.
Nigdy, w przeciągu tych wszystkich lat, nie zdarzyło się, by ktokolwiek z Kage-gakure zdradził swą wioskę. Cienie żyli w odosobnieniu, odizolowani od reszty społeczeństwa, dlatego wszyscy mieszkańcy Kage-gakure musieli współpracować, by przetrwać. Mogli polegać wyłącznie na sobie, i na swoich umiejętnościach, dlatego tak ważne było wzajemne zaufanie oraz lojalność. Sekrety Cieni nie mogły wyjść na jaw, dlatego wszelkie oznaki buntu były tłumione już w zarodku, nim zdołały wyewoluować w coś, co napawało przerażeniem wszystkich shinobi Kage-gakure. W zdradę. Cienie zawsze szczycili się między sobą tym, iż w każdej wiosce ktoś łamał zasady, zaś u nich panowała żelazna dyscyplina. I nagle, z niewiadomego powodu, ktoś miał się wyłamać? Ktoś bezkarnie śmiał zdeptać świętą przysięgę, działać, jako podwójny agent? Takeshi zacisnął z całych sił pięści.
- Przecież to niemożliwe, po prostu niemożliwe - szeptał gorączkowo.
Akihito nerwowo pocierał lewe ramię, na którym widniał jego tatuaż. Znak ten miał jeszcze jedną, dodatkową funkcję. Był jednocześnie pieczęcią, mającą być ostatnią deską ratunku, właśnie przeciwko takim sytuacjom. Pieczęć ta, w chwili zdrady, rozrywała taką osobę na kawałki, uwalniając w jej ciele wszystkie pokłady chakry. Do tej pory ta technika była skuteczna, potrzeba było aż siedmiu najpotężniejszych shinobi Cienia, by ją założyć, więc jakim cudem udało się komuś złamać tę barierę?
- Ta osoba dalej jest w wiosce - powiedział Takeshi. - Aura ją otaczająca to tylko iluzja, którą posługujemy się my wszyscy. To może być dokładnie każdy ninja, nie da się tego ustalić.
- Takeshi, czy Nariko wymazała mu te wspomnienia o zdrajcy? - spytał z nadzieją blondyn.
- Nie sądzę. Tayuu zorientowałby się, gdyby zmieniła mu pamięć. Będzie dobrze jak nie zauważy, iż wyciągnęła już wcześniej z niego te informacje.
- Wiesz, co to oznacza? Wiesz, co zrobi Rada, kiedy się o tym dowie?
- Wiem. I chyba rozumiem, czemu Nariko kazała pilnować nam Ayumi - odpowiedział Machika, odwracając się do przyjaciela.
Czarne chmury gromadzące się nad Kage-gakure od tylu miesięcy, w końcu przyniosły burzę. A kto wie, czy nie znacznie coś gorszego...
Kula na przeciwko Tayuu zamigotała jasnym światłem. Po chwili dało się w niej zobaczyć odbicie postaci Yasukinyu, który skłonił się reszcie zgromadzonych nerwowo.
- Shitsurei shimashita***, drodzy Bracia i Siostry. Mam nadzieję, że nie spowodowałem opóźnienia? - spytał Yoh, rozglądając się dookoła.
- Nie, zdążyłeś w ostatniej chwili, Yoh-sama - odpowiedział mu zakapturzony mężczyzna, ten, który kazał na niego czekać. - Teraz możemy rozpocząć obrady. Tayuu-sama, czy masz to, o co prosiliśmy?
Tsubasa wyjął z kieszeni dyktafon i położył go przed sobą. Przełykając z trudem ślinę, puścił nagranie. Wśród Rady zapadła cisza...
Nariko skończyła jeść, i teraz siedzieli oboje z Kakashim, popijając zieloną herbatę. Hatake przypomniał sobie, iż jeszcze nie podziękował kobiecie za ratunek przed demonem.
- Chciałem ci podziękować za pomoc - zaczął, ostrożnie dobierając słowa. - Gdyby nie ty, byłoby ze mną krucho.
- Taka praca - mruknęła Tsubasa, wzruszając ramionami, po czym jej uwagę znów całkowicie zabsorbowała herbata.
"Nie jest zbyt rozmowna" - pomyślał Kakashi, obserwując płomiennowłosą.
- Tak więc, eee... Masz jakiś uczniów? - spróbował zagadać Konoszanin.
- Jedną uczennicę. Ma na imię Ayumi - odparła kobieta.
Na wspomnienie o błękitnowłosej, wesołej dziewczynce, twarz Nariko się wypogodziła. Fiolet źrenic nie wydawał się już taki chłodny i nieprzystępny. Kakashi zauważył, iż utrafił w czuły punkt Tsubasy, postanowił, więc ciągnąć dalej ten temat.
- Ile ma lat? - spytał, dolewając sobie herbaty.
- Dwanaście, tyle, co twoi uczniowie. Bo cała trójka to twoi podopieczni, prawda?
- Zgadza się - przytaknął Hatake. - Czemu masz tylko jedną uczennicę? U nas gennini dzieleni są po trzyosobowe zespoły.
- Z prostego powodu, Uważamy, iż shinobi, mając tylko jednego ucznia, może mu poświęcić znacznie więcej czasu - zaczęła wyjaśniać Nariko. - Skupiając się tylko i wyłącznie na jednej osobie, możemy lepiej pracować nad poprawą jej umiejętności, przez ustalenie specjalnego treningu, uwzględniającego preferencje gennina. Nie ma potrzeby tworzenia drużyn, gdyż Cienie i tak działają w pojedynkę, maksymalnie w dwie osoby.
Był jeszcze jeden, najważniejszy powód, o którym Tsubasa nie chciała póki, co wspominać. Liczebność Cieni w ostatnich latach drastycznie spadła, przez co jakikolwiek podział na grupy nie miał najmniejszego sensu, gdyż po prostu nie było tyle dzieci. Dlatego też Rada zezwalała, na przegarnięcie sierot, takich jak Ayumi. Był tylko jeden warunek - dziecko musiało posiadać umiejętności, które w przyszłości okażą się pożyteczne dla całej Kage-gakure.
- Hmm, a co w takim razie z pracą w zespole? - dopytywał się szarowłosy.
- Chyba mnie nie słuchałeś - głos kobiety stal się odrobinę chłodniejszy. - My działamy w pojedynkę. Idziemy na misję w grupach tylko w ostateczności.
Kakashi instynktownie wyczuł, iż Nariko nie mówi mu wszystkiego, ale wolał póki, co nie drążyć tego tematu.
- Wyruszamy zaraz o świcie. Przekaż reszcie, by byli gotowi - powiedziała Tsubasa wstając. - Powinniśmy wypocząć, jutro czeka nas daleka droga.
- Racja - przytaknął jej Hatake, również podnosząc się ze swojego krzesła. - W takim razie... Dobranoc.
Kobieta skinęła lekko głową na pożegnanie, po czym skierowała się na górę, ani razu nie oglądając się za siebie. Wyczuła, iż jej mistrz kończy właśnie rozmowę, i będzie mogła w spokoju udać się na spoczynek. Była niezmiernie ciekawa, jak Yoh zareaguje na to, co usłyszy, lecz wiedziała, iż nie może dać po sobie poznać, że cokolwiek wie na ten temat. Miała tylko nadzieję, iż Takeshi i Akihito pojmą nadchodzące zagrożenie, i będą się starali za wszelką cenę chronić Ayumi. Przynajmniej dopóki nie uda się jej bezpiecznie przetransportować do Konohy. Znalezienie azylu, nowego domu dla swojej uczennicy, było głównym powodem, dla którego Nariko poparła ten pakt. Bo miała nadzieję, iż nowi sojusznicy przygarną jej Ptaszynkę, że otoczą ją opieką, dadzą szansę na normalne życie... O niczym więcej Tsubasa nie mogła marzyć. Siebie już dawno spisała na straty, od czterech lat żyjąc wyłącznie dla tej kruchej, błękitnowłosej dziewczynki. Żyła, by zapewnić jej szczęście...
Kakashi jeszcze przez chwilę przyglądał się idącej Nariko, nim ta nie znikła mu z zasięgu wzroku. Potem wyszedł z motelu, wracając do miejsca, w którym zatrzymał się ze swoją drużyną. Idąc powoli, przemknęło mu przez myśl, iż ta misja może okazać się jedna z najciekawszych, w jakich brał udział...
Wszyscy członkowie Rady wpatrywali się w milczeniu w dyktafon. Zaraz po skończeniu się nagrania, wybuchła żarliwa dyskusja, czy raczej kłótnia, o to, co powinni zrobić. Nie mogli zostawić tak tej sprawy, trzeba było podjąć jakieś kroki. Teraz zapadła ciężka, wręcz przytłaczająca cisza. W powietrzu dało się niemalże wyczuć, unoszący się strach, przeradzający się w panikę. W końcu przewodniczący Rady powstał, a za nim pozostali zgromadzeni.
- Wprowadzić kod zero. Nie wysyłać żadnych oddziałów na misję, aż do odwołania. Do jutra chcę mieć listę osób, będących poza granicami Kage-gakure. Otworzyć czwarty poziom lochów i przygotować go do użytku. Od dziś nikt nie ma prawa opuszczać wioski, bez specjalnego zezwolenia. Karą za niedostosowanie się do tej zasady jest śmierć.
Ostatnie zdanie zawisło ciężko w powietrzu, potęgując tylko nastrój grozy.
- Posiedzenie ogłaszam za zamknięte - rzucił przewodniczący, wychodząc z sali.
W ślad za nim ruszyli pozostali shinobi. Tylko kula jaśniała jeszcze przez jakiś czas, oświetlając pustą salę, lecz i ona wkrótce zgasła. Zapadły nieprzeniknione ciemności, ciemności karmiące się ludzkimi lękami...
*Ni-men-sei - jap. "Dwie Twarze"
** Umei no hi - jap. "W ogniu zatracenie"
*** Shitsurei shimashita - jap. Przepraszam bardzo
