Rozdział 10 (Chemia miłości)

-Niestety, Kotetsu-san. Mayuri-taichou chwilowo nie ma czasu Pana przyjąć.

-To fatalnie, miałem nadzieję na krótką choć rozmowę.

-Co nie znaczy, że odejdzie Pan stąd bez drobnego pocieszenia w postaci gorącej herbaty i ciasteczek ryżowych. Oczywiście jeśli obowiązki wzywają...

-Nie, skądże. Mam teraz trochę czasu dla siebie. Poproszę.

Stylowo urządzone pomieszczenie biurowe w kwaterach 12-tej Dywizji pełne precyzyjnie ustawionych i wygodnych foteli oraz sof z miękkiego pluszu w niczym nie przypominało laboratorium. Było ciepłe, jasne, przestronne i odprężające swym domowym klimatem. Kilka półek z książkami tworzyło nastrój refleksji i zadumy nad sprawami wyższego rzędu.

"Taki właśnie jest Kurotsuchi Mayuri jakby mnie ktoś pytał. Wszystko odbywa się po domowemu dopóki otoczenie uznaje go za absolutnego władcę Społeczności Dusz wraz z przyległościami. Założę się, że osobiście mierzył linijką ustawienie mebli, co do centymetra. Heh, nie tyle szalony naukowiec, bo Uraharze to on do pięt nie dorasta, co pedantyczny zarządca laboratorium. A mała Nemu to jeden z jego sprzętów. Więc trzymaj swój sprzęt z dala od niej chłopie bo się spełni twój proroczy sen."

-...słucha?

-Hmmm, czy słucham? Przepraszam, zmęczony jestem. Ilość nowych obowiązków mnie nie przerasta co prawda, ale ilość i jakość ludzi, których tu poznaję już tak. Jestem dość antypatyczny i opryskliwy z natury więc muszę się bardzo starać by kogoś nie urazić. Uraziłem Panią?

-Nie, skądże. -lekko rozbawiona rozmyślnie zrezygnowanym i znużonym tonem oficera Nemu uśmiechnęła się miło - Rozumiem Pana doskonale. Ja też nie jestem najlepsza w kontaktach międzyludzkich. Do tego stopnia, że czasem kompletnie nie słucham co do mnie mówi Mayuri-taichou.

-Oh, współczuję. Mam nadzieję, że nie będę zmuszony przepraszać go zbyt często. Wolę, żeby było tak jak jest. Żeby nie zwracał na mnie uwagi otoczony sprawami większymi ode mnie o całe rzędy wielkości.

-Mayuri-taichou bardzo się o nas troszczy. - zaprotestowała natychmiast lekko obruszona Nemu - Jego etyka zawodowa świadczy o tym najlepiej. Nieraz całe dnie i noce spędza w laboratorium by stworzyć kolejny genialny wynalazek.

- Wierzę i mam nadzieję, że nie urażę nikogo tym pytaniem, ale czy jest Pani...biologiczną córką taichou? Słyszałem plotki...tak, słucham?

-Jestem jego...adoptowaną córką.

-Aha. Muszę podziękować tym, którzy rozpuszczają plotki, najlepiej przy pomocy Hakudy. On podobno Panią "stworzył", w pewnym sensie. Przeklęci plotkarze...

-W pewnym sensie to prawda.

-Tak?

-Widzi Pan - Nemu z zapałem pochyliła się do przodu poprawiając odruchowo czerwoną wstążkę we włosach - Mayuri-taichou posiada szerokie zainteresowania badawcze... -

"Ta, jasne. Wie wszystko o niczym."

-...a jego wiedza już dawno przekroczyła poziom dostępny dla ludzkich istot...

"Wiedza, ale nie zrozumienie rządzących jej zdobywaniem mechanizmów. A teraz będzie najlepsze, mechanizmy..."

-...aby pogłębiać swą wiedzę i nasz wspólny dobrobyt poddał się licznym modyfikacjom organizmu. Przepraszam, czy Pan jest naukowcem?

-Niezbyt, w tym sensie, że nie zajmuję się zawodowo pracą w laboratorium. Mam jednak trochę lepsze przygotowanie teoretyczne w dziedzinie nauk ścisłych niż większość moich byłych kolegów z Dywizji Zarakiego-taichou.

-Z pewnością - lekko znużony uśmiech Kotetsu sprawił, że Nemu odpowiedziała uśmiechem - Więc rozumie Pan...

-Przepraszam, ale czy mogę mówić do Pani, "Nemu-san"? Tak byłoby łatwiej.

-Tak, Kotetsu-san - mężczyzna odniósł wrażenie, że dziewczynie spodobał się ten pomysł bardziej niż to okazała - Jeszcze herbaty?

-Poproszę. I słucham z uwagą.

-Widzisz, Kotetsu-san, Mayuri-taichou jest biegły między innymi w modyfikowaniu i ulepszaniu żyjących organizmów przy pomocy genetyki. I co ważne - dziewczyna uniosła różowy paluszek by podkreślić swe słowa - wszystkie swe wynalazki testuje najpierw na sobie.

"Ta jest, panno Nemu, ciekawa bajeczka. Ciekawe czy nowe psychotropy też."

-Dzięki temu uzyskuje informacje z pierwszej ręki, oszczędza czas i środki. Bardzo dba o etykę zawodową swoją i pracowników Dywizji. Już chyba poznałeś go z tej strony, prawda Kotetsu-san?

-Owszem, często pyta o moje zdrowie, jak się czuję...

"I czy jestem już gotowy na zabawę w doktora."

-...tak więc zdaję sobie sprawę z tego, że Mayuri-taichou jest wspaniałym Kapitanem. Dba o nas, chroni, poświęca swój czas i energię. Tylko zastanawiam się...

-Nad etyką zawodową?

-Niezupełnie. Zastanawiam się czy on hoduje kwiaty.

-Kwiaty?

-Tak, to takie zabawne przyzwyczajenie Unohany-taichou. Ona ma podobną pracę do naszego zwierzchnika, ale trochę inaczej do niej podchodzi. Za każdym razem gdy przyjmuje nowego żołnierza sadzi nowy kwiat. Ciekawe, prawda?

-Hmmm, to może być próba spychania w podświadomość negatywnych emocji związanych z ciągłą odpowiedzialnością za żołnierzy.

-Możliwe, przyznam, że wcześniej na to nie wpadłem. Jak radzi sobie z takim stresem Mayuri-taichou?

-Cóż, pracuje.

-Domyślam się, że ma jednak wolny czas. I że wtedy zajmuje się lekką pracą, wykonywaną dla odprężenia. Jak na przykład obliczaniem potrójnych całków w pamięci czy obserwacją konstelacji. Ot, tak dla relaksu.

-Zgadza się - Nemu znów się uśmiechnęła - Skąd wiesz, Kotetsu-san?

"Ponieważ Sekcja Behawioralna Drugiej ma tego świra rozebranego na czynniki pierwsze. I ciebie też panno Nemu. Różni są specjaliści w naszej Dywizji."

-Wygląda na odpowiedzialnego żołnierza, a tacy najlepiej odprężają się w pracy.

-Ale to nie znaczy, że nie ma czasu na cokolwiek innego, na przykład dla mnie. - Nemu w lot odgadła co się dzieje pod potylicą Shiraia.

"Ostrożnie mały. Ta sztuka głupia nie jest. To nie twoja taichou, ale sprytna mała bestyjka. I nie brzydka. Niech to, już dawno..."

-Nie wątpię, ale dzisiaj chyba nie porwie cię do swego królestwa z bajki, Nemu-san. Widziałem jak nosił całe stosy papierów narzekając na stan swych pleców i słyszałem jak przeklinał szukając pieczątek.

Nemu zachichotała.

-Więc może dasz się zaprosić na kolację. Gwarantuję, że nie będziemy rozmawiać o pracy.

-A o czym, Kotetsu-san?

-Hmmm, może o tobie, Nemu-san?

-Jeśli chce Pan poznać mój schemat konstrukcyjny to wystarczy zapytać teraz.

"Szlag, ona jednak jest przewrażliwiona."

-Schemat konstrukcyjny? Tak to się nazywa?

-Kotetsu-san!

-Jesteś śliczna gdy się oburzasz, Nemu-san, ale ja jeszcze nie zwariowałem by zapraszać na randkę córkę swego taichou. Zwykła rozmowa w zupełności mi wystarczy. Tym bardziej, że chciałbym pokonać wreszcie swą wrodzoną opryskliwość i poznać nowych kolegów i koleżanki z 12-tej Dywizji.

-Nie wiem...muszę zapytać Mayuriego-taichou...

"Czego się boisz głupia, no chodź. Będę uważał."

-Bardzo proszę. A jeśli to uspokoi twoje sumienie, Nemu-san, to obiecuję zaprosić na naszą kolację połowę oficerów naszej Dywizji. Od razu zrobi się przytulnie i intymnie.

-Kotetsu-san...

-Naprawdę lubię gdy się uśmiechasz, Nemu-san. Więc jak? Idziemy wspólnie do taichou prosić o pozwolenie na dobrą zabawę czy wolisz dać mi kosza?

XXX

-Nemu-chan?

-Tak?

-Te wstążki we włosach...to prezent?

-Tak.

-Od kogo? Chyba nie od Mayuriego-taichou?

-Nie. - dziewczyna zaczerwieniła się lekko. Po tym wszystkim co między nimi zaszło wciąż potrafiła się rumienić co autentycznie wzruszało, cynicznego na ogół, Shiraia.

-Powiedz, proszę...

-To od Shunsuia-taichou.

-Kapitana 8-mej Dywizji? On ci je dał?

-Tak on. Co cię tak bawi, Shirai-kun? Powiedziałam coś śmiesznego? A może mną nie mogą się interesować normalni mężczyźni?

-Hahaha, to nie to kochanie i nie przesadzaj proszę z tymi kompleksami. Zbyt wartościową osobą jesteś by się tak dołować.

-Więc?

-Po prostu wyobraziłem sobie tego kozła, Shunsuia-taichou, jak rozmawia o pracy z Mayurim-taichou. 110% profesjonalizmu i kompletna frywolność wiecznego dzieciaka, co za spotkanie. - Shirai znów parsknął śmiechem.

-On jest bardzo miły. - częściowo udobruchana Nemu ułożyła się ponownie przy jego boku - Daje mi kwiaty i wstążki, prawi komplementy. Potrafi sprawić, że się uśmiecham. To dobry człowiek.

-Słusznie. - Kotetsu przestał się już śmiać i teraz ocierał załzawione oczy - Ja po prostu nie rozumiałem co ty w nim widzisz. To straszny kobieciarz i niepoprawny uwodziciel, ale nie wykluczam, że cię autentycznie lubi.

-Tak. A ty, Shirai-kun?

"Wiedziałem."

-Sprawiłaś, że się śmieję, po raz pierwszy od bardzo dawna. Tak, lubię cię, Nemu-chan. Bardzo.

-To dobrze. Prawdopodobieństwo, że się we mnie zakochasz nie jest zbyt wysokie, ale chyba mówisz prawdę.

-Chyba?

-Na 85%. A szansa, że się zakochasz...

-Wiesz co, kochanie? Doszedłem do wniosku, że mało się jeszcze znamy skoro przeliczasz takie sprawy na procenty. Stąd właśnie biorą się twoje kompleksy. Mayuri-taichou zrobił z ciebie swój kalkulator, ale odnoszę wrażenie, że chcesz się już od tej roli uwolnić.

-Mmmm, a jak to zrobić?

-Mam pomysł. Ciało jest jak maszyna, prawda? Naciskasz tu i tam i dostajesz reakcję jaką sobie życzysz. Co ty na to, żebyśmy się teraz nawzajem trochę zaprogramowali? Tak raz albo dwa?

-Na litość Kami, Shirai-kun! - uśmiech na twarzy dziewczyny stanowczo przeczył jej oburzeniu - I kto tu jest frywolny?

-Powiedzmy, że każdy z nas ma w sobie swego wewnętrznego Shunsuia-taichou...

XXX

Kotetsu ocknął się z przyjemnego leniwego snu z przekonaniem, że wszystko jest na swoim miejscu po raz pierwszy od bardzo długiego czasu. Przeciągnął się leniwie nie ruszając z pościeli i z prawdziwą przyjemnością oddał wspomnieniom.

Nemu okazała się rozkoszną istotką, cudownie niepewną swego i czekającą tylko na dłoń, która ją popchnie we właściwym kierunku. Gdy się trochę lepiej poznali podczas wieczoru spędzonego na łagodnym przekomarzaniu Shirai zrozumiał, że najbliższa współpracownica jego nowego taichou jest rozpaczliwie spragniona uwagi i uznania. Gładko łykała wszystkie jego komplementy, sprawiały jej radość drobne gesty przywiązania i czułości. Gdy nieco sobie popili zaczęła nawet znajdować przyjemność w delikatnym podkpiwaniu z ich taichou. I tak od słowa do słowa wieczór znalazł swój finał w jej kwaterach.

-Taaak, życie jest piękne, Soi Fon-taichou, niekoniecznie tylko w twoim towarzystwie. Dawno się tak nie ubawiłem...

-Jestem tego pewien, ale muszę przerwać ci tą sielankę. I to raczej drastycznie, mój zięciu.

Kotetsu zdrętwiał, charakterystyczny głos taichou 12-tej Dywizji brzmiał jakby jego właściciel był głodny. Niby nic dziwnego gdyż nadchodziła pora śniadania, ale młodemu oficerowi włosy zjeżyły się na głowie. Tym bardziej, że na jego szyi spoczął okład z zimnego metalu, który nie mógł być niczym innym jak osławionym zanpakutoh Kapitana Mayuriego.

-Jak to mówią bękarty z 11-tej Dywizji, ani jednego fałszywego ruchu, plebejuszu...

-Mayuri-sama...

-I ani słowa bez rozkazu. Chyba, że chcesz poczuć się jak Nemu gdy przychodzi jej do głowy robić ze mnie durnia. Rzadko jej się to ostatnio zdarzało, przyznaję, trochę mnie zaskoczyła, ale co się odwlecze to można złapać i dobić. Więc uwaga na każde słowo i ruch rozcieczony prosiaku albo odbiorę ci na dobre władzę w kończynach.

-...

-A potem porozmawiasz z moim skalpelem. Wiedz, że to co wy, amatorzy z Drugiej Dywizji, słyszeliście o mojej sekcji badaczej, nawet w połowie nie oddaje twojej obecnej sytuacji. Żebyśmy się dobrze zrozumieli, Kotetsu, ty nie masz już żadnych szans na przeżycie. Możesz jedynie wybierać między szybką śmiecią od mego zanpakutoh, a długimi jak wieczność dniami spędzonym w roli mej zabawki. Nawet nie spytam co wolisz bo widzę po...hmmm...odruchach bezwarunkowych, że już zapominasz o Nemu. Potwierdź lub cierp.

-Tak jest, taichou.

-Więc bądź posłusznym prosiakiem Kotetsu i zdradź mi jedno. Czego Soi Fon-taichou chce ode mnie i mojej Dywizji? Bo to chyba jej imię wymieniałeś w tym surogacie emocji zwanym orgazmem. Przynajmniej Nemu tak twierdzi.

"Niech...to...szlag."

-Tylko szybko sobie przypominaj. Chcę prawdy, a nie tego co ci po namyśle przyjdzie do głowy.

-Czy mogę wstać, taichou?

-Nie. I nie nazywaj mnie tak, prosiaku. Przestałeś być moim żołnierzem gdy zawiodłeś moje zaufanie. Teraz jesteś mięsem.

-Hmmm, tak jest Mayuri-sama. - Shirai zebrał językiem pot znad górnej wargi pośpiesznie wysyłając swoją zwykłą impertynencję na wakacje- Od czego zacząć?

-Od momentu gdy wylądowałeś w Robaczej Norze, bo to chyba tam ostatni raz widziałeś się z tym szerszeniem w ludzkiej powłoce. Nawiasem mówiąc Kotetsu, masz dziwne gusta. Z dobrych źródeł wiem, że Soi Fon-taichou nie gustuje w pomniejszym robactwie.

-To znaczy w larwach męskiego rodzaju?

-Wiesz co mnie w tobie ciekawi? Nie tylko twoje reiatsu choć przyznam, że jest nietypowe. Lecz twoje poczucie humoru. To dziedziczne?

-Nie wiem, Mayuri-sama. Ale Pan pewnie już wie. Więc może da mi Pan zarobić na szybką śmierć?

-Powtórz, szpiclu. Żebym miał pewność, że to nie był przypadek.

-Posłuszny Waszej woli. Sądzę, że Pan wiedział o mojej słabości do Nemu-chan nim jeszcze me oko spoczęło na niej po raz pierwszy. Jeśli my w Drugiej mamy Sekcję Behawioralną to Pan również. A to Pan się po mnie zgłosił do porucznika Ohmaedy. Więc sądzę, że był Pan zainteresowany Soi Fon-taichou i jej planami już wtedy gdy targował się Pan z moim porucznikiem o moje usługi. I że zawczasu przygotował Pan Nemu-chan do zadania uprzyjemnienia mi wieczoru by doprowadzić do tej sytuacji.

-No proszę...

-Więc proszę, z łaski swojej, posłuchać teraz mojego chrząkania. Chętnie Panu wszystko opowiem w ramach współpracy między naszymi Dywizjami. Bo my naprawdę nie mamy złych zamiarów wobec Pana i pańskich Shinigami za to ma je ktoś inny. Mogę się Panu zwierzyć?

Namysł Kurotsuchiego trwał nie dłużej niż jedno uderzenie serca.

-Co ty chcesz powiedzieć? Że mam wrogów? Myślisz, że jestem durniem...

"Na to liczę, mój ty megalomanie."

-...i sam tego jeszcze nie ustaliłem?

-W tym problem. Widzi Pan wrogów wszędzie tam gdzie spojrzy. A ja miałem Pana chronić przed niebezpieczeństwem, a nie pozbawić informacji lub życia. Nie ten wydział Drugiej.

Przerażający taichou przyglądał się swej niedoszłej ofierze przez dłuższą chwilę swoimi nieruchomymi jak u rekina oczami, ale Kotetsu z czystym sumieniem wytrzymał jego spojrzenie. W końcu Mayuri pokręcił z niedowierzaniem głową.

-TY miałeś MNIE chronić?

-Tak jest. Taka jest moja specjalność, ochrona osób. Jak Pan się pewnie domyśla jestem też mordercą na rozkaz, ale moim głównym zajęciem jest ochrona osób istotnych dla mej taichou. Jak Pan.

Znów chwila namysłu.

-Czy Soi Fon-taichou kazała ci zlikwidować Zarakiego-taichou?

-Taki był początkowy plan, Mayuri-sama. Miałem go zabić po wkręceniu się do jego Dywizji, ale moi zwierzchnicy uznali, że jeszcze nie czas na to. Nie wiem dlaczego, taichou Drugiej nie wtajemnicza mnie w swoje plany bardziej niż musi.

-Co ma wspólnego z tym wszystkim wspólnego Yoruichi-san?

-Nie wiem, Mayuri-sama. Ale wiem kto chce zabić Pana. I nie jest to Soi Fon-taichou.

-Nie pogrywaj ze mną, kpie. Mów kto to jest.

-Komamura-taichou, sir.

Zaskoczenie taichou 12-tej Dywizji trwało niecałe uderzenie serca. Chwilę później najbardziej nieludzki spośród 13 Kapitanów zaniósł się piskliwym śmiechem, uzbrojona ręka mimo obaw Kotetsu nie drgnęła mu nawet.

-Komamura? KOMAMURA? Ze wszystkich taichou właśnie on? Masz wyobraźnię, prosiaku!

-Dziękuję. Ale to nie zmienia faktu, że Kapitan 7-mej chce Pańskiej śmierci. Zaraz to udowodnię.

-Brawo szpiclu, jeszcze będą z ciebie ludzie. Pod warunkiem, że twoje wnioski będą czymś więcej niż garścią plotek i ochłapów.

-Heh. - Kotetsu poczuł jak miejsce desperacji zajmuje wisielczy humor - Mam dla Pana świeże ochłapy, proszę mi wierzyć. Wiadomość z ostatniej chwili, Kaname Tousen, taichou 9-tej, nadal nie żyje.

Przez chwilę myślał, że przegiął ostatecznie. Na szczęście do bladego wisielczego humoru dołączyła opalona i wypoczęta panna impertynencja, gadał więc dalej byle szybciej.

-A przynajmniej tak wynika z inskrypcji na jego pomniku w Alei Zasłużonych. Na pomniku, który Komamura-taichou codziennie po służbie oblewa rzewnymi łzami. Mam Panu powiedzieć co on czuje do tego zdrajcy, który jako jedyny w całym Seiretei podjął trud by zostać jego przyjacielem?

-Bardzo ciekawe. A co ja mam wspólnego z tą dwójką gołąbeczków?

-Osobiście nic. Ale jako taichou 12-tej Dywizji utrzymywał Pan z Kaname-taichou liczne kontakty na gruncie zawodowym. Czy on nie próbował Pana namówić na mały skok w bok z przyszłym imperatorem Aizenem-sama?

Nie przestając mówić Kotetsu oparł się wygodniej o poduszki. Na jego pobrużdżonej twarzy nie było nawet cienia bezczelnego uśmiechu. W złych oczach czaiła się czujność.

-Czy ty nie za dużo sugerujesz, szpiclu?

Mayuri-sama zrewanżował się dociskając delikatnie swój Ashizogi Jizo do tętnicy rudzielca. Zawahał się jednak.

"Mam cię, chłopie. Taki z ciebie geniusz jak z Soi Fon-taichou siostra miłosierdzia."

Zamknął na chwilę oczy przywołując obraz zbiorczego harmonogramu służby dla całej Gotei-13. 7-ma Dywizja, wymarsz na manewry dokładnie..."Soi Fon-taichou, w takich chwilach tylko podziwiam twoje wpływy. Jestem zbyt wyczerpany i zajęty by cię kochać jak zwykle."

-Twierdzę, że w ciągu najbliższego miesiąca Dywizja Komamury uda się do Hueco Mundo na manewry połączone z polowaniem na Pustych. Twierdzę, że Komamura-taichou spotka się tam ze swym przyjacielem. Wiem, że podjął już decyzję, ponieważ od dwóch tygodni mój kolega z Drugiej czyta jego prywatną korespondencję. Mayuri-sama, mogę? - Shirai ostrożnie wyciągnął dłoń w kierunku swych ubrań.

-Zostaw, sam to zrobię. - ruch brwi Kapitana 12-tej rozdarł ubrania Kotetsu na strzępy wyzwalając z kieszeni spodni enigmatyczną karteczkę. Taichou złapał ją zręcznie.

-Hmmm, prosty szyfr. Dwa znaki są istotne, reszta to śmieci. "Piasek" oraz ideogram mojej Dywizji. Piasek, hmmm. W moich danych to oznacza...co to ma być? Kpina?

-Pańskie dane obejmują wszystkie współczesne słowniki?

Taichou przez chwilę przyglądał mu się podejrzliwie.

-Wszystkie?

-Nie. Brakuje części najnowszych danych z internetu śmiertelnych. Ten postęp...

"Urahara by wieeedział..." - panna impertynencja zawyła na melodię popularnego szlagiera.

-Niech Pan sprawdzi słowa kluczowe w Urban Dictionary. I...

-Sprawdzi autentyczność tego świstka? Wiesz co, kpie? Daję ci dostęp do twojego zablokowanego reiatsu byś wysłał Tenteikura do swego kamrata z waszej Dywizji. Ma godzinę by dostarczyć mi kopie tej korespondencji do dokładnego zbadania. Ty zostajesz tutaj pod blokadą. Spróbuj użyć Shunpo by zwiać to...zresztą, już się dzisiaj nagroziłem, wystarczy. A teraz ubieraj mundur i siadaj do pisania.

-Pisania? Czy to był rozkaz...taichou?

-Czy ja ci kiedyś wydałem coś innego niż rozkaz? Ubieraj się. Wstyd mówić, ale widok twego sflaczałego przyrodzenia budzi we mnie mdłości.

-Ekhem, taichou, nie ma papieru i przyborów do pisania. To jest sypialnia...tak jest, żadnych banałów. Sprawdzę za Pana, blokada tkwi na miejscu. Już biegnę do pracowni Nemu-chan. Wie Pan może gdzie ona trzyma swoje przybory i papier? Nie wspominając o zapasowych mundurach, przecież mój jest w strzępach...