Rozdział IX

− Więc − powiedział w końcu Cedrik usiłując jakoś powiązać ze sobą wszystko co usłyszał. − Wciąż nie mam pojęcia dlaczego mnie tu sprowadziliście.

Pokręcił głową po czym spojrzał na pozbawione nadziei i wymizerowane twarze dookoła.

− Wygląda na to, że Harry bronił samego siebie, aż wreszcie postanowił rozszerzyć swoją osłonę na wszystkich tych, którzy czyją się lepiej u jego boku niż gdzie indziej. Wydaje mi się, że właśnie to zrobiłby Harry, bez wątpienia. Tym czego nie rozumiem jest to, że jesteście temu tak bardzo przeciwni.

Neville westchnął po czym przemówił z powagą w głosie.

− Ponieważ obawiam się, że to nie jest takie proste. Gdyby takie było to porozumienie zostałoby osiągnięte wiele miesięcy temu. Od jakiegoś czasu... otrzymujemy raporty, że Harry nie zadowolił się tym co osiągnął do tej pory i nie ma zamiaru zna tym poprzestać.

Justin odezwał się cicho.

− Wydaje nam się… wierzymy, że Harry oszalał, Cedriku.

Puchon prychnął w odpowiedzi.

− Harry? Oszalał? Nie wydaje mi się zwłaszcza po tym co dzisiaj usłyszałem, mam wrażenie, że jest najzdrowszą psychicznie osobą z was wszystkich.

Justin potrząsnął głową.

− Chcielibyśmy by tak było, Ced, ale nie jest. Docierają do nas wieści o zachowaniu Harrego i nie są zbyt optymistyczne.

− Rozmawia z tobą, Cedriku... albo raczej z twoim cieniem... każdej nocy. Z Ginny Weasley też − dodała Susan.− Używa Insygniów Śmierci do przywoływania waszych... twojego cienia każdej nocy i krzyczy do nich.

− Obiecuje, że wskrzesi was z martwych, Cedriku − powiedziała Hermiona. − Posiadamy wiarygodne informacje nie tylko od towarzyszących mu osób, ale też... z innych źródeł...

− ... 'wiarygodne informacje' od pewnej starej, przypominającej gigantyczną ważkę 'Widzącej', jeśli dasz w to wiarę − wtrącił Draco.

− ... że Harry planuje przeprowadzić starożytny rytuał Wskrzeszenia podczas najbliższej równonocy − dokończyła Hermiona.

− Chociaż nie wiemy zbyt wiele o charakterze tego rytuału to wiemy, że wiąże się ze znaczącą ofiarą krwi rzędu tysięcy ludzkich istnień − twarz Neville Longbottoma poczerwieniała z gniewu gdy mówił. − Cokolwiek myślimy o Harrym czy tej wojnie, nie możemy mu na to pozwolić! Nie pozwolimy Harremu — czy komukolwiek innemu — na przeprowadzenie takiego rytuału!

− Poza tym żywimy pewne inne obawy − podjął Draco. − Istnieje znaczne ryzyko, że skuteczne przeprowadzenie tego specyficznego rytuału może mieć katastrofalne następstwa pomijając już masowe morderstwo na nieznaną do tej pory skalę.

− Inne obawy? Jakie następstwa macie na myśli? − zapytał Cedrik nie chcąc uwierzyć własnym uszom.

− Jak dobrze znasz mugolską historię, Cedriku? − zapytała go Hermiona. − A dokładnie, co wiesz o wulkanie zwanym Krakatoa?

Cedrik mógł tylko potrząsnąć głową. Jako czarodziej czystej krwii urodzony i wychowany w jednym z nienanoszalnych dworków na południu kraju, mógł szczerze powiedzieć, że nigdy o nim nie słyszał.

− Krakatoa jest wulkanem znajdującym się po drugiej stronie kuli ziemskiej w Indonezji − Cedrik przytaknął przypominając sobie niejasno oglądanie Indonezji na mapach i globusach, a Hermiona kontynuowała. − Kiedy wybuchł ostatnim razem w 1883 roku, całkowicie zniszczył wyspę na której się znajdował, zabił tysiące ludzi, spowodował tsunami — ogromne fale pływowe — które zabiły jeszcze więcej osób, wywołał fale, które były odczuwalne w kanale La Manche i wyrzucił w atmosferę wystarczająco pyłu i dymu by obniżyć temperaturę na całym świecie niemal o stopień i pół. Siła eksplozji była większa od energii wyzwolonej przy wybuchu tysiąca ton mugolskich materiałów wybuchowych i faktycznie zniszczyła wszelkie formy życia na obszarze większym niż współczesny Londyn.

Kiedy nie pojmujący niczego Cedrik wciąż siedział w tej samej pozycji, zaczęła mówić.

− Próbuję ci powiedzieć, Cedriku, że mamy wszelkie powody by sądzić, na podstawie dostępnych danych zawartych w dokumentacji z epoki, badań na miejscu erupcji...

Draco przerwał jej z nieprzyjemnym odgłosem.

− Uważamy, że rytuał jaki Harry chce przeprowadzić po raz ostatni został... wykonany przez indonezyjskiego czarodzieja... na szczycie góry Krakatoa... 26 sierpnia 1883 roku.

Na twarzy Cedrika pojawiło się bezbrzeżne przerażenie, a w sekundę później Neville wyraził swoje zdanie.

− Tak, Cedriku... wierzymy, że Harry wkrótce spróbuje wskrzesić cię z martwych. Niszcząc przy tym większość Wysp Brytyjskich i sporą część Europy.

− Cholera! − była to jedyna odpowiedź Cedrika.


− Pozwólcie mi pomyśleć czy rozumiem to co powiedzieliście − mruknął Cedrik. − Wasza grupa... wy wszyscy − rozejrzał się po twarzach otaczających go ludzi − sprowadziła mnie z przeszłości... w której zginąłem... ponieważ uważacie, że Harry Potter ma zamiar zniszczyć większość Anglii i Europy, usiłując mnie wskrzesić z martwych?

Hermiona wyglądała na nieco zawstydzoną.

− Właściwie może być znacznie gorzej niż sądzisz. Nie tylko Wyspy Brytyjskie i Europa są zagrożone, ale też Islandia, Azory, Karaiby, wybrzeża obu Ameryk, Afryki, Chiny, Indie, Japonia, a przede wszystkim Oceania, poza tym... − urwała gdy Neville położył dłoń na jej nodze.

− Fala wywołana erupcją Krakatoa całkowicie zniszczyła by wybrzeża Atlantyku na tej półkuli, Cedriku. Jakby samo to nie było wystarczająco złe, zmiany klimatyczne byłyby katastrofalne. Niektóre prognozy przewidują kolejną epokę lodowcową i dosłownie miliony ludzi na całym świecie zmarło by z głodu lub z wyziębienia. Poza tym zanieczyszczenie atmosfery znacznie zmniejszyłoby ilość docierającego do ziemi światła powodując masowe wygięcie roślinożerców i zniszczenie większości łańcuchów pokarmowych. Amerykanie są zaangażowani by temu zapobiec.

Odpowiedzią Puchona były uniesione pytająco brwi. Justin wziął to za pytanie i pośpieszył z wyjaśnieniami.

− Stworzyli własne stymulacje dotyczące możliwych oddziaływań na swoje wschodnie wybrzeże, a ich odpowiedź brzmiała cytuję 'pan prezydent wystosował wiadomość do odpowiednich służb', a sam Merlin wiedział o jakie służby mogło im chodzić. W zasadzie otrzymaliśmy ultimatum — powstrzymajcie Pottera, albo...

Cedrik zauważył, że twarze kilku osób przybrały nieprzyjemny wyraz, ale musiał o to zapytać.

− Albo...?

− Jeśli nie zapewnimy ich, że Harry Potter został zabity albo unieszkodliwiony w ciągu kilku tygodni to Stany Zjednoczone rozpoczną 'nieograniczone działania militarne' na obszarach chronionych przez Harrego.

− Ale... to by znaczyło, że musieliby użyć wojska... zaatakować nas! − wydyszał Cedrik.

Neville przytaknął.

− I nie będą sami. Francja i Hiszpania już zobowiązały się do udzielenia im wsparcia, a Niemcy i Włochy czekają w kolejce by się do nich przyłączyć. − prychnął. − Republika Irlandzka obwołała go krwawym mordercą i robi wszystko co możliwe by dołączyć się do koalicji... Zaoferowali nawet Jankesom swoje terytorium jako bazę do ataków.

− To niesamowite co strach przed katastrofalną destrukcją robi z krajem − powiedziała sucho Susan.

Draco musiał dodać swoje trzy grosze.

− Nawet ten głupiec Chavez mimo wszystko po cichu wspiera Amerykanów w Wenezueli... i ma dobry powód. Tsunami jakie może wywołać Harry zniszczy większość jego przemysłu naftowego i infrastruktury. Straciłby dochody z kopalin, które utrzymują go na powierzchni.

− Nie ma w tym nic głupiego, Draco − zbeształa go Hermiona. − Chociaż nie może sobie pozwolić ze względu na swoją przeszłość na otwarte poparcie jakiegokolwiek działania amerykańskiego prezydenta, ciche wsparcie tej inicjatywy najlepiej świadczy o jego pozycji.

− Hermiono, kochana... nigdy się nie zmieniaj, cokolwiek by się stało... − Draco uśmiechnął się czule do przyjaciółki, która patrzyła nań groźnie.

− Tak żeby była jakaś jasność − odezwał się Cedrik przerywając rozmowę między tą dwójką. − Sprowadziliście mnie do tego czasu, w to miejsce ponieważ... chcecie bym powstrzymał dla was Harrego? Mam rację? − usiadł wygodniej przekonany, że w końcu zrozumie całą sytuację.

− Zdecydowanie!

− No cóż, tak...

− W pewnym sensie na pewno..

− Nie tak dosłownie.

−Tak, ale nie w sposób o jakim mógłbyś pomyśleć, Cedriku − Ignorując inne odpowiedzi, Cedrik zwrócił się do Susan Bones.

− Co masz na myśli, Susan?

− Tak, chcemy byś powstrzymał Harrego. Tylko... nie w tym czasie.

− Och.

− Dość − Susan uśmiechnęła się łagodnie. − Widzisz, Cedriku... nie sądzimy, że Harrego da się teraz powstrzymać. Nasze najlepsze źródła twierdzą, że Harry stał się... nieco szalony.

− Szalony jak Kapelusznik i mroczny jak szyb kopalni − dodał Justin bez śladu humoru w głosie. − Chodzi o coś więcej niż przyzywanie cienia twojego i Ginny. Dostajemy raporty o przeprowadzaniu wielkiej ilości rytuałów na jego ziemiach, używania magii krwi, wszelkiego rodzaju zakazanych zaklęć. Poza tym jest jeszcze sprawa martwych aurorów pozbawionych mocy aż do sedna ich magicznego rdzenia. Harry wchłonął energię dziesiątków czarodziejów i czarownic, Cedriku. W połączeniu z potęgą Insygniów... − potrząsnął głową. − Cedriku, nawet jeśli zdołałbyś dotrzeć do Harrego, gdybyś go znalazł... to nie byłby Harry, którego zapamiętałeś.

− Mogę spróbować! − Oczy Puchona zapłonęły. Jak ci ludzie śmieli w ten sposób mówić o jego Harrym! Musieli być szaleni... Harry Potter, którego znał i kochał — był jedną z najbardziej szczerych, dobrych i heroicznych istot jakie znał... czy lata smutku mógłby to zmienić? — Nie, był pewien... Harry Potter NIGDY nie zostałby mrocznym czarodziejem.

Jego myśli ścigały się ze sobą usiłując znaleźć jakąś lukę w argumentach jakie usłyszał, gorączkowo szukając słów, które uświadomiłyby tym ludziom ich głupotę, błąd w ocenie jaki popełnili. Wstał ze złością i zaczął chodzić po pomieszczeniu, jego ręce drżały, a obecni usiłowali go uspokoić.

− Wszyscy się mylicie! Nie wiem jak Harry... jak ja... po prostu powiedzcie mi gdzie jest, pozwólcie mi po niego iść... Powstrzymam go, zobaczycie, że wszystko inne niż... − Cedrik wiedział, że zaczął bełkotać, ale nie obchodziło go to, nie chciał się teraz tym zajmować, a wszystkim czego pragnął, wszystkim czego chciał było znalezienie Harrego, rozmawianie z Harrym, trzymanie Harrego w ramionach...

− Niech to diabli, Diggory, zapanuj nad sobą! − jakimś cudem głos Nevilla przebił się przez wszystkie inne i zaległa cisza. Ton głosu starszego podoficera sprawił, że Cedrik nieoczekiwanie się zatrzymał. Nieco delikatniej, ale wciąż władczo kontynuował. − Nie masz czasu by dotrzeć tam gdzie znajduje się Harry, nawet jeśli ci na to pozwoli.

− Czasu? Och, to dobre, Longbottom. Wydaje mi się, że czas jest jedyną rzeczą jaką mam w nadmiarze... Mimo wszystko przecież miałem zginąć czternaście lat temu, prawda?

− To nie działa w ten sposób, Cedriku − Susan znowu znalazła się u jego boku i położyła mu dłoń na ramieniu. − Nie do końca rozumiem co ma z tym wspólnego Numerologia, ale mogę poprosić Hermionę by ci to wyjaśniła...

− ... lepiej nie, kumplu... nie najlepiej wpłynie ci to na mózg... − dodał Justin.

− ... ale zaklęcia, których użyliśmy by cię tu sprowadzić będą działać zaledwie przez następną godzinę bądź krócej...

− Godzinę bądź krócej? Co to znaczy? − Cedrik uważnie przestudiował jej twarz w poszukiwaniu czegokolwiek co świadczyłoby, że kłamie. Nie znalazł niczego.

− To oznacza, że plus–minus w ciągu godziny... zostaniesz przeniesiony tam skąd przybyłeś, Cedriku Diggory − w głosie Hermiony nie było niczego poza absolutną pewnością.

− Cholera − po raz kolejny to słowo było jedyną rzeczą jaką Cedrik mógł powiedzieć lub wymyślić.