Rozdział dziewiąty: Flight

Written by: The Black Arrow

Translated by: Eileen

Beta: chochlica1

Serce Belli podskakiwało i wyrwało się z piersi na całe godziny przed przyjęciem sylwestrowym. Włości Cullenów wypełnione były po brzegi obcymi ludźmi przygotowującymi dom do wieczornej imprezy. Specjaliści odpowiedzialni za catering urzędowali w kuchni, piekąc partiami niewielkich rozmiarów przystawki. Floryści ustawiali ogromne donice wypełnione kwiatami. Powietrze pachniało ciastem oraz kwieciem.

Setki lampek umocowano tak, że towarzyszyły drodze od schodów aż do drzwi rezydencji i okrążały balustradki usytuowane przed wejściem, czekając tylko na to, aż zostaną zapalone. Jakiś mężczyzna zagarniał żwir na podjeździe.

Bellę ogłuszyły te gorączkowe przygotowania, dlatego też udała się do domu Charliego, aby przygotować się do przyjęcia wspólnie z Alice.

Koleżanka panny Swan po zaledwie kilku miesiącach spędzonych w liceum w Forks stanowiła jedyną osobę, która zdawała się zawracać sobie głowę rzeczywistym poznaniem jej bliżej. Z braku innych alternatyw została jej nową najlepszą przyjaciółką. Faktycznie była jej jedyną przyjaciółką, nie wliczając do tego grona Edwarda oraz Emmetta.

Bella zaufała jej już na wstępie. Alice wydawała się zabawna, promienna. Sprawiała, że brunetka czuła się przy niej normalna. Pannę Brandon uznawano za lekko stukniętą i trochę ekscentryczną.

Nikogo nie zaskoczył fakt, że Alice poradziła sobie z Esme bardziej niż doskonale, kiedy tamtego wieczoru przyszła z wizytą do domu Cullenów. Na samym początku przywitała Edwarda uprzejmym uśmiechem oraz mocnym uściskiem dłoni, a następnie przystąpiła w kierunku Emmetta, aby uczynić to samo.

Dlatego też zdała test. Nie próbowała wyciągnąć z nikogo jakichkolwiek informacji dotyczących miedzianowłosego, interesując się jedynie trzymaniem się na uboczu, spacerowaniem, rozmawianiem z gośćmi oraz obserwowaniem ludzi.

Tamtej nocy Alice wyglądała wspaniale, jak zawsze, mimo tego iż zatroszczyła się o swój wizerunek jedynie pobieżnie. Pozostawiła na sobie jasnoszarą wełnianą sukienkę oraz żółte balerinki. Nie zastosowała jakiegokolwiek makijażu. Jej fryzurka była krótka, a także nastroszona. Wyglądem przypominała wróbla. Bella analizowała jej strój znowu i od nowa, starając się wychwycić ten drobny niuans, który sprawiał, że to wszystko jakoś funkcjonowało. Wreszcie uświadomiła sobie, że odpowiadała za to pewność siebie przyjaciółki.

Panna Swan założyła czerwoną sukienkę, którą Esme podarowała jej na Gwiazdkę, została jednak dotkliwie pozbawiona własnej śmiałości. Jej kreacja odsłaniała zdecydowanie za wiele. Ramiona oraz nogi brunetki miały odcień białej lilii. Uczucie łaskotania wywołane przez sztywny jedwab znajdujący się pomiędzy jej udami zamiast jeansu wyprowadzało ją skutecznie z równowagi.

Podczas zwykłej dziewczęcej rozmowy Bella stopniowo zapominała o tym, jak dużo wyjawia Alice.

Brunetka siedziała na krawędzi wanny, przechyliwszy głowę do przodu. Przyjaciółka stanęła nad nią, okręcając jej włosy metodycznie wokół lokówki.

− Podjęłaś już decyzję? – spytała Alice.

Panna Swan raz jeszcze poczuła się słabo. Wciągnęła powietrze w swoje drżące płuca.

Kilka tygodni temu organizowano w liceum pewne spotkanie. Szkolny doradca przedstawił niektóre z jej artykułów napisanych do szkolnej gazetki w międzynarodowej sieci dla najzdolniejszych studentów. W wyniku tego zaproponowano Belli trzymiesięczne stypendium w organizowanym przez nich programie Dziennikarstwa i Komunikacji.

Na początku oznaczałoby to pracę dla organizacji medycznej, naukę pisania wzmianek prasowych oraz reklamówek. Była to zaskakująca sposobność, która mogła zostać zaliczona jako część atutów branych pod uwagę przy przyjęciu do college'u.

Dziewczyna nie miała pojęcia, dlaczego nominowano ją do tak zaszczytnego wyróżnienia.

Edward stawał się coraz bardziej i bardziej rozchwiany emocjonalnie przez ostatnie kilka miesięcy i napięcie zalegało pomiędzy nimi grubą warstwą. Wszystko to sprawiało wrażenie, jakby jej opór zjadał go od środka. Miedzianowłosy ciągle znajdował się na psychicznej krawędzi, będąc bezustannie wściekły. Pozornie nierozcieńczony testosteron przelewał się przez jego żyły.

Ostatnio młody Cullen został zawieszony na tydzień w prawach ucznia za wybicie górnego siekacza pewnego lekkomyślnego chłopaka na zajęciach sportowych. Edward bronił się przed zarzutami stwierdzeniem, jakoby pokrzywdzony zrobił utajoną uwagę na temat spódniczki gimnastycznej Belli.

− Mówili, że ten ząb był wyjątkowo trudny do wybicia – powiedział po wszystkim miedzianowłosy, leżąc na jej łóżku i skrzętnie rozkładając talię kart do gry na kupki.

− Oczywiście, nie jest to jakiś straszny problem, kiedy ma się odpowiednią motywację. – Dumał w typowy dla siebie arogancki sposób.

Młody Cullen, jako iż przyniósł ewidentny wstyd rodzinie, został umieszczony w domowym areszcie. Zachowywał się niespokojnie, przemierzając wciąż korytarze, a jego dłonie desperacko poszukiwały jakiegoś doznania.

Chłopak dotykał ram mijanych obrazów i drapał poręcze podczas schodzenia po schodach. Nie odnajdował przyjemności w robieniu fotografii.

Wślizgiwał się bezdźwięcznie do pomieszczeń, sprawiając, że Esme rozlewała kawę na biały obrus.

Zużywał całą gorącą wodę. Wyjadał całą żywność z lodówki.

Podleganie karze aresztu oraz bycie rozdzielonym z Bellą nie stanowiło jedynej straty Edwarda. Jego harmonogram zajęć był teraz przyjemnie pusty, co umożliwiało mu śnienie o nowych sposobach drażnienia się z brunetką, rozważania rozmaitych, iście makiawelicznych planów, które rozegrane prawidłowo prawie na pewno doprowadziłyby do namiętnego pocałunku z przyjaciółką na oczach członków drużyny koszykówki.

Carlisle, który wrócił do domu ze szpitala, wkraczając we mgłę uformowaną z męskich hormonów, zasugerował delikatnie, że Bella powinna udać się do swojej bezużytecznej, bezosobowej sypialni w mieszkaniu Charliego. Miedzianowłosy przyglądał się z okna niczym upiór, jak dziewczyna wdrapywała się do samochodu.

Podczas szkolnej wywiadówki, na którą pan i pani Cullen poszli bez pytania, kazano brunetce poczekać na zewnątrz.

Jednak mimo tego przez ściankę działową podsłuchała kolejne powody, dla których powinna skorzystać ze stypendium. Umożliwiłoby jej uwolnienie się od tej chorej zależności. Każdy wtedy przekonałby się o tym, że była dobrą dziewczyną znajdującą się pod złymi wpływami. Jej wspaniałe oceny zaczęły się pogarszać. Bella ewidentnie czuła się źle i wydawała się wycieńczona. Starania związane z odesłaniem jej do innej szkoły spaliły na panewce.

Łzy błyszczały fluorescencyjnie na jej twarzy niczym gwiazdy, kiedy panna Swan przysłuchiwała się, jak Cullenowie szeptali słowa przeprosin kierowane do jej ojca. Obietnice zapłacenia za przelot.

Brunetka wyjawiła Alice, że nie podjęła jeszcze decyzji. Ojciec pozwolił jej zadecydować samodzielnie. Jednak tego właśnie ranka dziewczyna otrzymała paszport. Leżał aktualnie na komodzie stojącej przy jej łóżku, świecąc radioaktywnym blaskiem.

– Ale co zamierzasz uczynić w kwestii Edwarda? – spytała Alice.

Bellę niezmiernie cieszył fakt, że jej głowa była aktualnie zwieszona i ukryta przez w połowie nakręcone loki. Dziewczyna udała ignorancję.

– Cóż – powiedziała przyjaciółka. – On cię nie puści.

Nie stanowiło to dla brunetki żadnej nowości.

– Dlaczego nie chcesz Edwarda? – zapytała Alice szczerze zainteresowana. – Jest doskonale wręcz idealny. I w dodatku mu się podobasz.

– Zjada mnie żywcem – odpowiedziała Bella. – Obecnie to dość skomplikowana sprawa. Gdybyśmy się ze sobą przespali, wszystko tylko by się pogorszyło.

Przyjaciółka wybuchła śmiechem.

– To takie romantyczne. – Nadal nawijała pukle panny Swan na lokówkę. – Chciałabym mieć kogoś, kto darzyłby mnie podobnymi emocjami. On jest taki mroczny, kocha cię w desperacki sposób. – Jej głos pobrzmiewał dziwną nutą, co sprawiło, że czoło Belli przecięła zmarszczka. Milczenie koleżanki jak zawsze nie zdawało się wcale zniechęcać Alice. – Gdyby ktoś kochał mnie w taki sposób, nie wiedziałabym, jak się z tym uporać.

– Ja wciąż nie mam pojęcia, jak to zrobić – odparła brunetka. – To dla mnie za wiele. Poza tym, że on nie żywi do mnie dokładnie takich emocji, jak mówisz. Nie mam pojęcia, co czuje.

– A co z tobą? – spytała przyjaciółka, sadzając ją prosto i upinając loki na czubku jej głowy. – Kochasz go?

– Boże, nie – powiedziała Bella.

Było to jedyne kłamstwo, które wypadało przekonująco.

– Dorastaliśmy wspólnie. On jest praktycznie moim bratem.

Znajomy ucisk paniki zacisnął się supłem wokół żołądka brunetki jak zawsze, kiedy znajome płci żeńskiej wplatały osobę Edwarda w rozmowę.

Alice nie tkała nici konwersacji w zbyt subtelny sposób. Przypominało to raczej bawienie się sprayem z farbą. Bella podkręciła głośność swojej wieży stereo, dając przyjaciółce do zrozumienia, iż ten temat został wyczerpany.

– Bądź szczera – Alice nie zaniechała tego wątku, przekrzykując muzykę, gdy tymczasem brunetka okrywała ciało mgiełką uformowaną z perfum. – Nie wmówisz mi, że o tym nie rozmyślałaś. Sypiacie w pokojach ulokowanych w tym samym korytarzu.

Panna Swan nie odezwała się na to choćby słowem. Oczywiście, że o tym myślała. Każdego dnia, od wielu lat.

Charlie odwiózł dziewczęta na zabawę sylwestrową. Kiedy podjeżdżali pod rezydencję Cullenów, mamrotał coś o tym, że wpadnie na przyjęcie, gdy skończy się jego zmiana w pracy. Ojciec Belli nienawidził wszelakiego rodzaju imprez. Prawdopodobnie uda się od razu do domu i wymyśli jakąś skuteczną wymówkę.

Brunetka wkraczała po schodach wiodących do wnętrza posiadłości Cullenów do budynku, w którym przebywała na dobrą sprawę praktycznie każdego dnia od śmierci swojej matki, choć do tej pory ledwo co to sobie uświadamiała. Rezydencja była piękna – wreszcie ukazywała cały drzemiący w sobie potencjał. Dom wypełniali elegancko ubrani ludzie dzierżący w dłoniach kryształowe kieliszki, a także wybierający z tac przekąski roznoszone przez personel.

W tle dźwięczała muzyka autorstwa Elli Fitzgerald. Bella – odziana w czerwoną suknię, z włosami ułożonymi na lokówce, z umalowanymi na czerwono ustami – nagle poczuła się tak, jakby wszyscy tu zgromadzeni zebrali się w tym miejscu z powodu rozgrywającej się w kraju wojny, zamknięci tu wspólnie, poszukując maksymalnej dostępnej dawki ludzkiego towarzystwa, a także choćby szczypty luksusu, jakiej mogli zaznać. Aby żyć i kochać, nim zadźwięczą syreny oznajmiające nalot bombowy.

Ta wizja przykuła dziewczynę do podłoża. Zawładnęło nią uczucie niesamowitego szczęścia oraz wrażenie własnej młodości. Była teraz w stanie wkroczyć do pomieszczenia z większą pewnością siebie, ramię w ramię z Alice. Atmosfera zionęła nagle wszelakiego rodzaju możliwościami. W bawialni znajdowało się kilka osób, które Bella znała ze szkoły, a kiedy Carlisle wręczył jej odrobinę szampana w kieliszku, jej wzrok skrzyżował się ze spojrzeniem Edwarda.

Chłopak wyglądał niczym demon odziany w smoking, którego włożenie wymogła na synu Esme. Jego włosy były zmierzwione i roztrzepane. Młody Cullen rozbierał pannę Swan oczami. Dziewczyna zadrżała. Wsparła się o murowaną powierzchnię, aby się na niej podeprzeć. Gawędziła z Alice i przyglądała się miedzianowłosemu ukradkiem przez cały wieczór.

Edward siedział dokładnie naprzeciwko niej, w przeciwległej partii pomieszczenia, w której zebrano kilka krzeseł ulokowanych pod ścianą. Wydawał się znudzony, a znienawidzony krawat zwisał już poluzowany z jego szyi. Nie kłopotał się nawet czymś takim jak golenie. Wziął ze sobą swój aparat fotograficzny, jednak nie fotografował gości, tak jak poprosiła go o to Esme. Kręcił głową na jakąkolwiek próbę oferowania mu posiłku przez obsługę. Ignorował każdego, kto znajdował się w jego pobliżu.

Nie uczynił nic poza zagłębieniem się w swoje siedzenie. Nie uosabiał jakichkolwiek emocji poza tymi, jakie malowały się w jego oczach.

Edward zerkał na Bellę w nieprzerwanych odstępach dwudziestosekundowych. Dziewczyna przetrzymywała go. Wykradła kolejny nieupilnowany kieliszek szampana, starając się ugasić płomień zajmujący żarem wnętrze jej klatki piersiowej. Czoło miedzianowłosego przecięła zmarszczka, kiedy przyglądał się, jak brunetka opróżniała zawartość kryształowego naczynia. Jego oczy wyrażały pełne konsternacji rozbawienie.

Ignorował dziewczęta pociągające go za rękawy. Oddech Belli wiązł w gardle za każdym razem, gdy jego świetliste spojrzenie krzyżowało się z jej własnym. Puls wyczuwalny w tętnicy szyjnej przypominał dźganie tego miejsca opuszkami palców. Przyśpieszył.

Bunetka wygładziła swoją sukienkę. Oczy Edwarda podążały za jej dłońmi, kiedy ona sama poprawiała głęboki dekolt swojej kreacji. Wzrok chłopaka prześlizgnął się w dół wzdłuż całej odzianej w czerwień sylwetki, a także po jej wyeksponowanych kończynach.

Szczęka młodego Cullena zacisnęła się, gdy Bella zaczęła gawędzić z jednym z kolegów Emmetta, nie poderwał się jednak ze swojego siedzenia.

Carlisle skinął na syna. Ten niechętnie podniósł się z miejsca i szedł właśnie prosto w stronę brunetki. Przeciął tłum gości. Kolana dziewczyny zadrżały.

Ich kontakt wzrokowy uległ przerwaniu, po czym Edward zmienił kierunek, zmierzając ku swojemu ojcu.

Nagle cała rozdygotana i owładnięta nieśmiałością Bella skierowała się do łazienki, zamykając się w niej od środka, po czym zaczęła studiować swoje odbicie w lustrze. Zastanawiała się, na co właśnie patrzy.

Uświadomiła sobie, że wygląda jak zupełnie inna osoba. Alice w jakiś sposób udało się uczynić z niej piękniejszą kobietę, bardziej urzekającą wersję jej samej. Jej skóra miała odcień mlecznej bieli. Ciemne oczy pałały skryte pod firanką miękkich, czarnych rzęs. Ciało panny Swan przyjęło kształt klepsydry owiniętej aktualnie jedwabiem. Nie włożyła żadnej biżuterii.

Sprawdziła stan szminki pokrywającej jej usta i opuściła łazienkę. Żołądek dziewczyny skręcił się nagle w słodkim bólu.

Zamykała właśnie za sobą drzwi od toalety, gdy tymczasem Edward przechodził obok niej, dzierżąc w dłoniach torby z lodem przyniesione z piwnicy. Bella tknięta impulsem pociągnęła go za rękaw. Czuła dziwną dla siebie śmiałość.

– Muszę z tobą pomówić – wyszeptała, a wszystkie jej nerwy napięły się. – Muszę powiedzieć ci coś na osobności.

Miedzianowłosy odchylił się od niej, kiedy pociągnęła za klapę jego smokingu. Dziewczyna zerknęła na torby z lodem znajdujące się pomiędzy nimi.

– Spotkasz się ze mną na piętrze?

Cullen skinął głową, jednak jego twarz pozostawała kompletnie pusta. Nie odpowiedział zupełnie nic.

Bella wchodziła po schodach, a szampan niespodziewanie uderzył w jej krwiobieg, sprawiając, że czuła się lekka jak powietrze. Skoncentrowała się na własnych stopach, przypatrując się, jak jej piękne buciki pokonują każdy schodek. Jeden krok bliżej…

Nie wiedziała dokładnie, co ma zamiar uczynić, jednak cieszył ją fakt, iż włożyła pod spód ładną bieliznę.

Westchnęła mentalnie na tę myśl, wmawiając sobie, że przecież nic nie zostało zadecydowane. Że mogła w końcu zmienić zdanie w każdym dowolnym momencie. Pojmowała jednak, że w chwili, gdy Edward uświadomi sobie, jaką opcję brała pod uwagę, suwak jej sukni zostanie rozsunięty.

Dziewczyną zawładnęło poczucie winy, kiedy zrozumiała, że to być może perspektywa rozdzielenia nakłoniła ją do działania.

Myśl – upomniała siebie samą. – Jeszcze niczego właściwie nie zdecydowałaś.

Myśli Belli trzepotały w jej głowie. Musiała pozbyć się ich z wnętrza swojego umysłu, w przeciwnym razie miedzianowłosy odczytując je, zdenerwowałby się.

Własne ciało upewniało pannę Swan co do tego, że tak naprawdę klamka już zapadła. Dziewczyna czuła, że jej jestestwo robi się wrażliwe, a podniecenie wzrasta.

To niesamowite, jak bardzo wolna się sobie wydaję – dumała w zawrotnym tempie. – Powinnam przestać z nim walczyć, przeciwstawiać się jego wpływowi. Powinnam oddać się temu, czego od tak dawna łaknę. Być może Alice miała rację. Może Edward faktycznie kocha mnie na tyle mocno, że zda to egzamin. Być może trzeba mu po prostu pokazać, że darzy mnie miłością, a także wskazać, jak duża ona w rzeczywistości jest.

Los wraz z przeznaczeniem wniknęły w jej kości. Kiedy Bella zerknęła w dół ze szczytu schodów, dostrzegła, że Carlisle skrada Esme przelotny pocałunek tuż przed sprawdzeniem, co dzieje się w kuchni oraz ze zgromadzonymi we wnętrzu rezydencji gośćmi. Ciepło i energia tego domu zdawały się parować, przyprawiając brunetkę o wypieki na twarzy.

Krew pulsowała z całą mocną w jej żyłach. Dziewczyna dotarła do końca korytarza, siadając na łóżku miedzianowłosego.

Po upływie około dziesięciu minut wypełnionych przyprawiającym ją o agonię oczekiwaniem Bella wyłoniła się z jego sypialni.

– Edwardzie? – zawołała.

Poczuła się strasznie głupio, uświadamiając sobie, że chłopak czeka na nią prawdopodobnie w jej własnym pokoju. Brunetka przesuwała palcem po ścianie, zmierzając w kierunku białych wrót.

Zatrzymała się, słysząc dobiegające jej uszu dźwięki. Przy akompaniamencie zalewających ją nagle mdłości dotknęła klamki i po raz pierwszy udało się jej otworzyć drzwi bez towarzyszącego temu skrzypienia. Stanęły one przed nią otworem niczym przesuwająca się teatralna kurtyna.

Edward klęczał nad Alice, wdzierając się w nią. Sukienka jej przyjaciółki została uniesiona w górę jej ud, a spodnie od smokingu, które włożył na siebie miedzianowłosy były rozpięte. Jej jedyna prawdziwa koleżanka śmiała się melodyjnie do Cullena, chwytając go za barki.

Bella nie zdołała uczynić nic poza staniem tam i gapieniem się na tych dwoje, podczas gdy jej dłoń zaczęła zaciskać się na gardle.

Ogarniające ją mdłości wzbierały na sile i dziewczyna pomyślała, że za chwilę zwymiotuje.

Nagle zarówno Edward jak i Alice odwrócili ku niej głowy w tym samym momencie, całkiem jakby uosabiali swoje lustrzane odbicia.

Jej przyjaciółka sprawiała wrażenie zbolałej. Miedzianowłosy natomiast nie wyglądał na szczególnie zaskoczonego jej widokiem. Odsunął się od Alice, odwracając się, aby zapiąć spodnie. Potarł dłonią swój kark.

Z gardła Belli wykradł się szloch. Panna Swan powoli wysunęła stopy z bucików na wysokim obcasie i zbiegła boso w dół po schodach.

– Bello? – Esme zawołała za nią, gdy ta minęła ją, chwiejąc się.

Dziewczyna wkroczyła na znajdujące się na zewnątrz kamienne stopnie, a także przemierzyła żwirowy podjazd.

Każdy krok wgryzał się w jej skórę, okaleczając ją.

Powietrze okazało się zimne i cięło jej ciało na kawałki, ale fakt ten cieszył brunetkę. Biegła przez pola. Trwała właśnie pełnia księżyca. Niebo było kryształowo czyste.

Bella słyszała goniącego ją Edwarda, jego szorstki oddech. Wślizgnęła się w oszronioną trawę. Upadła na biodro, niszcząc sobie sukienkę. Poderwała się na nogi, a oddech rozrywał jej płuca.

Biegła tak, jakby goniły ją psy gończe nasłane przez piekielne moce.

Gnała, nim jej ciała nie ogarnął pożar tam, gdzie pokrywała ja warstwa lodu. Pędziła, zanim nie była w stanie czuć już niczego. Wielki siniak wykwitł na jej boku. Zawładnął nią odrętwiający chłód. Jej serce zostało złamane.

Bella słyszała jego nieustępliwe kroki zbliżające się do niej coraz bardziej i bardziej. Edward sapał, artykuując jej imię przy każdym zaczerpniętym oddechu.

Dziewczyna wbiegła po schodkach do jej rodzinnego domu i wdarła się do kuchni. Charlie stał tam w spodniach od garnituru, zapinając guziki białej koszuli. Na stole ustawiono butelkę z winem. Ojciec panny Swan planował mimo wszystko pojawić się na przyjęciu.

Komendant zapatrzył się na swoją córkę kompletnie przerażony. Ona zaś uczepiła się jego koszuli, całkowicie ją niszcząc. Pokryła ją błotem i brudem.

– Edward mnie goni. Nie pozwól mu na to! Proszę. Zmuś go do tego, żeby sobie poszedł – błagała.

Charlie złapał ją za jej skostniałe ramiona i zażądał, aby wyjaśniła mu, co się stało. Spytał córkę, czy młody Cullen wyrządził jej krzywdę.

Nie – tak – nie – jąkała się.

Stopy Belli cierpiały katusze, porozcinane przez kamienie i tak zmrożone, że ciepło panujące w pomieszczeniu przekłuwało je niczym szpilki.

– Rozmówię się z nim. Idź na górę i weź prysznic. – Twarz komendanta przyjęła szary odcień.

Mężczyzna podniósł swój służbowy rewolwer i stanął na ganku.

Bella tkwiła otępiona pod strumieniem gorącej wody, przyglądając się jak błoto wirowało wciągane przez odpływ w brodziku. Rany na jej stopach piekły ją tak bardzo, że odgłosy jej jęków odbijały się echem od kafelków.

Brunetka umyła swoje śliczne loki, starła szminkę ze swoich warg, pozwoliła perfumom spłynąć po jej skórze. Zmyła z siebie swoją wywołaną chwilą, jakże głupią decyzję. Nakazała swoim oczom patrzeć przed siebie. Nie pozwoliła sobie na płacz. Myśl o jej ojcu znajdującym się na dole, a zajmującym się jej problemami okazała się ponad jej siły. Jedna parząca niczym kwas łza wykradła się spod powieki dziewczyny.

Bella zeszła na parter, a jej bolące stopy były niezwykle wrażliwe na dotyk. Charlie siedział beznamiętnie w swoim fotelu.

– Poszedł sobie – powiedział szorstko, patrząc, jak jego dziecko kuleje. – Zdezynfekuj te rozcięcia.

– Błagam, chcę stąd wyjechać – odparła łagodnie brunetka, wpatrując się w podłogę. – Muszę się od tego wyrwać.

Komendant kiwnął głową. Oboje dzielili ze sobą kilka minut niezręcznej ciszy. Kiedy stało się jasne, że ojciec nie powie nic więcej, dziewczyna wspięła się z powrotem po schodach.

Marzyła tylko o tym, aby zniknąć.

Pragnęła, aby wszystko potoczyło się tak, jakby on nigdy nie istniał.

Kiedy Bella skuliła się na swoim łóżku, nareszcie załkała.

Oto, co otrzymała za podejmowanie pochopnych decyzji. Oto, co spotkało ją za to, że komuś zaufała. Że uwierzyła, iż ładna sukienka i trochę szminki są w stanie wszystko zmienić. Wraz z każdym szlochem warstwa otaczająca jej serce kurczyła się coraz mocniej.

Dziewczyna nie potrafiła się rozgrzać, a rany okazały się zbyt głębokie.

***

– Wyjechałam następnego dnia w porze lunchu. Charlie zawiózł mnie do Seattle, skąd udałam się następnie, aby zatrzymać się na tydzień u swoich dziadków, nim wreszcie nie opuściłam Stanów Zjednoczonych. Nie starałeś się ze mną skontaktować. Nie miałam żadnych wieści na twój temat przez pięć miesięcy – powiedziała Bella na głos, wyczerpana.

Wysunęła swoją dłoń z jego uścisku. Wiatr smagał jej włosami. Burza zbliżała się coraz bardziej.

Oczy Edwarda wciąż pozostawały skryte za okularami przeciwsłonecznymi.

Nie odpowiedział kompletnie nic, a zatem uczucie niezręczności i beznadziei ścisnęło brunetkę za gardło. Ona wyznała mu wszystko, a on nie odezwał się choćby słowem.

– Na początku udałam się do RPA. Pisałam robocze wzmianki prasowe dla „Medecins Sans Frontiers".

Wciąż kompletna cisza.

Bella nienawidziła świadomości bycia uwięzioną razem z nim na tej plaży, gdy tymczasem najgorszy dzień jej życia leżał teraz u jego stóp otworem.

Edward szedł dalej, odkopując w dal kamienie, które wtłaczały się pod jego buty, czym zmusił pannę Swan do wzdrygnięcia się.

Wyłom w Ścianie wyłonił się przed nimi, majacząc w górze w niespodziewanie bliskiej odległości od nich.

– Czy mogę opisać ci swoją wersję wydarzeń tamtego wieczoru? – spytał nagle miedzianowłosy, wsuwając swoje okulary przeciwsłoneczne na czubek głowy.

Obrócił brunetkę tak, by stanęła z nim twarzą w twarz.

– Czy ma to jakiś głębszy sens? – zadała pytanie, a on spojrzał na nią ze szczerym zawodem malującym się na jego obliczu.

– Bello, jestem dupkiem, ale nie możesz zaprzeczyć, że ja cię wysłuchałem. Czy potrafisz zmusić się do podobnego wysiłku?

Dziewczyna otworzyła usta, nie będąc w stanie dobrać właściwych słów. Edward spoglądał na nią przez dłuższą chwilę. Wreszcie odwrócił się i podjął marsz.

Furia zaatakowała pannę Swan od tyłu, wstępując wzdłuż jej kręgosłupa. Nagle kontrola, jaką Bella posiadała do tej pory nad swoją cierpliwością, uległa przełamaniu. Zmęczyło ją już czynienie mu ustępstw, przymykanie oka na jego zachowanie, znoszenie jego postępków niczym wybryków trudnego dziecka. Młody Cullen skutecznie ją zlekceważył i gdy kroczyła tak dalej po nierównościach uformowanych przez piasek i kamienie, które wprawiła swoim marszem w lekkie drżenie, jej wściekłość nasilała się.

Dziewczyna dogoniła Edwarda i złapała go za nadgarstek, ciągnąc go za niego tak, by zwrócił się ku niej twarzą.

Chłopak starał się wyszarpnąć rękę, a jej gniew zdawał się siekać go w międzyczasie na maleńkie kawałeczki. Brunetka trzymała go jednak tak mocno, że nie był w stanie się wyplątać.

Bella zapatrzyła się w jego oczy, gdy tymczasem jej własne pozostawały zwężone i pozbawione jakiegokolwiek współczucia. Pamiętała wszystko.

Rozpamiętywała wzdryganie się, kiedy jakiś szkolny kolega przypadkiem otarł się o wierzchnią partię jej dłoni. Wspominała przerażenie na twarzy tego samego chłopaka, który zastanawiał się, co takiego jej uczynił. To, że nie mogła mu się z tego wytłumaczyć.

Pamiętała atak paniki, jakiego doświadczyła pół godziny przed pierwszą randką, na którą miał zabrać ją Michael. Znów doznała uczucia dotyku kafelków znajdujących się na podłodze w jej łazience, a muskających jej policzki, gdy jej serce waliło tak mocno, iż ona sama odnosiła wrażenie, że spali się od środka. Adrenalina pulsowała szaleńczo w jej żyłach, zatruwając jej krew. Obraz zamazywał się przed oczami Belli, pogrążając ją w otchłani. Dziewczyna rozpamiętywała, jak słabo czuła się po tym wszystkim, jak ten atak odebrał jej skutecznie apetyt oraz umiejętność uśmiechania się i zachowywania normalnie, kiedy ona sama siedziała w restauracji naprzeciwko Michaela. Wspominała ciągły odruch spoglądania za siebie przez ramię…

Edward wyszarpywał teraz swoją rękę mocniej niż wcześniej. Odstąpił do tyłu, mrugając szaleńczo powiekami. Bella jednak kroczyła w ślad za nimi, wbijając paznokcie w grzbiet dłoni miedzianowłosego. Chwyciła go za pasek w spodniach. Wrażenie ciepłego skórzanego materiału przeniknęło jej górną kończynę, gdy ona sama trzymała go przy sobie z całej siły.

Twarz pięknego Cullena wyglądała na niezwykle zabiedzoną. Dziewczyna kontynuowała smaganie jego świadomości tamtymi obrazami. Robiła to teraz w większym tempie, pozbawiając swoje myśli jakiegokolwiek porządku chronologicznego. Rozcięcia na jej stopach. Trzymanie się na uboczu. Bycie zawsze unikaną i samotną. Wrażenie bycia poddawaną ciągłej obserwacji. Złośliwe szepty za jej plecami, kiedy brunetka kroczyła szkolnymi korytarzami.

Zero prywatności. Zero sekretów. Zamknięte drzwi. Spojrzenie Charliego, gdy stała u podnóża schodów, błagając o możliwość wyjazdu.

Przerażenie związane z przybyciem do obcego kraju całkiem sama. Wrażenie bycia ostatnim ludzkim istnieniem na Ziemi. Dziwna świadomość zdolności do spoglądania w oczy innym ludziom, którzy nie mieli pojęcia, kim była, kim był Edward, jego dar, a także jej nieustępliwa psychiczna słabość.

Sypianie w ciszy po raz pierwszy od wielu lat.

Wspomnienie poznania pierwszej znajomej płci żeńskiej w chwili podjęcia pracy w redakcji w Portland. Ich regularne rytuały związane z piciem kawy oraz jedzeniem ciasteczek o dziesiątej rano każdego dnia.

Wrażenie anonimowości, stanowienia jedynie bezosobowego istnienia w wielkim mieście. Płynięcie wraz z jego nurtem. Nieznoszenie tego stanu, kochanie go.

Ponowne bycie piętnastoletnią dziewczynką, a także oglądanie czarno – białego filmu w domu Cullenów. Przypatrywanie się, jak szamocząca się bohaterka przywiązana do szyn stara się wyswobodzić, gdy tymczasem pociąg drapieżnie zbliża się ku niej coraz bardziej, wypuszczając z komina kłęby białego dymu. Spoglądanie na Edwarda i rozmyślanie z chorą, dziwną fascynacją, że cała ta dramaturgia uosabiała dokładnie to, czym było jej własne życie. Jedyna osoba, jaka mogła ją ocalić, stanowiła zarazem tą, która ją skrępowała.

Wieczór, podczas którego po raz pierwszy uprawiała seks z Michaelem po upływie ośmiu miesięcy wypełnionych zabiegami z jego strony oraz wytrwałością narzeczonego. Wrażenie dotyku bawełnianego prześcieradła o jej policzek, kiedy Newton przesuwał dłonią w dół jej ramienia, a jej sekrety pozostały bezpieczne…

Edward warknął przeraźliwie, a jego oddech uwiązł w gardle. Pasek jego spodni wpijał się boleśnie w palce panny Swan.

Oswobodziła go zatem z uścisku. Oboje stali w miejscu, dysząc ciężko, a także gapiąc się na siebie.

Później ta właśnie dziewczyna pomyśli, że to, co się stało, okazało się najdziwniejszym, czego kiedykolwiek doświadczyła.

Kiedy leżała zwinięta pod okryciami w swoim łóżku, ćwiczyła przebieg swojej wersji wydarzeń związanych z sylwestrowym fiaskiem częściej niż jakąkolwiek inną fantazję. Śniła o zranieniu miedzianowłosego, odebraniu mu zdolności oddychania, wykorzystywaniu dla prywatnych celów okrucieństwa oraz władzy, jaką nad nim posiadała.

Wszystko potoczyło się dokładnie tak, jak to sobie wymarzyła. Właściwie to nawet lepiej. Opowiedziała swoją historię, zmusiła go wreszcie do wysłuchania wywodu na temat czynników, które stały się ogniwem zapalnym dla zerwania więzów, jakie krępowały ich ze sobą. Wymogła na Edwardzie zrozumienie cierpienia, jakie wywołał. Była tego pewna. Dostrzegła to spojrzenie w jego oczach, gdy w końcu uwalniała go ze swego uścisku. Zauważyła, jak mężczyzna poruszył boleśnie palcami, cofając się od niej chwiejnie.

Jednak kiedy przypatrywała się, jak się od niej oddala, a jego aparat fotograficzny dynda bezużytecznie w jego ręku, nie poczuła się wcale jak zwyciężczyni.

Analizując wzrokiem jego przygarbione ramiona, Bella wyobraziła sobie, że o mały włos nie doznała wrażenia głębokiego szoku oraz żalu miedzianowłosego emanującego do niej z jego dłoni.

N:/ Dziękuję za czytanie tłumaczenia cudnego dzieła Sally!!! Kochamy Was:*** Dziękuję raz jeszcze swoim cudownym betom, a tym razem zwłaszcza Weronice, która spisała się koncertowo:*** Za tydzień zapraszam na rozdział 10, w którym serce ściśnie się niejednej fance Edwarda...;) Buziaki, kocham Was!!! Ewa:)