Najszczęśliwsze wspomnienie
— Wyglądasz na zmęczoną — powiedziała Hermiona, gdy usiadłam w fotelu przy kominku.
— Severus chce, żebym koniecznie nauczyła się jednego zaklęcia — wyjaśniłam. — Niestety nie należy do tych łatwych.
— To są zaklęcia, których musisz się uczyć? — zapytał Ron ironicznie. Czasami miałam ochotę mu przywalić.
— Wyobraź sobie, że tak, muszę się uczyć. To, że wszystko przychodzi mi łatwiej niż wam, nie oznacza, że nie muszę najpierw poćwiczyć, żeby opanować choćby najprostsze zaklęcie.
Hermiona parsknęła śmiechem.
— Isabella! — zawołał Fred. — To twoja sowa? — wskazał na okno, do którego szybko podbiegłam. Miał rację, na parapecie siedziała Szafran. Drżącymi rękoma otworzyłam okno, a sowa wleciała do środka i usiadła mi na ramieniu. Szybko zabrałam od niej list, rozpoznając pismo Syriusza. Pobiegłam do dormitorium, nie zwracając uwagi na innych.
Cieszyłam się, że dziewczyn nie było. Z szuflady szafki nocnej wyciągnęłam przysmak dla sów, dałam go Szafran, a potem powiedziałam jej, żeby poleciała do Sowiarni odpocząć.
Gdy sowa już odleciała, szybko rozwinęłam pergamin i przeczytałam list. Odetchnęłam z ulgą, bo Syriusz napisał, że wszystko z nim w porządku, ale serce mi zamarło, gdy przeczytałam, że ukrywa się w Hogsmeade. Prosił mnie o spotkanie w piątkową noc przy Wierzbie Bijącej.
Jak on zamierzał się tu dostać? Przecież ostrzegałam go przed dementorami!
Wyjrzałam przez okno i nie mogłam uwierzyć, że Syriusz był tak niedaleko. Bałam się, że w piątek coś może się stać, więc postanowiłam następnego dnia odpisać mu i prosić, żeby niepotrzebnie nie ryzykował.
.
Następnego dnia spotkałam się z Amandą. Miałam godzinę do dodatkowej lekcji z Severusem, więc postanowiłyśmy wykorzystać ten czas i pójść na spacer. Dziewczyna chciała się czegoś więcej dowiedzieć o ataku hipogryfa, więc szybko jej streściłam, co się wtedy wydarzyło. Przede wszystkim zależało mi na spotkaniu z nią, bo musiałam opowiedzieć komuś o Syriuszu, a wiedziałam, że jej mogłam zaufać.
Wiedząc, jak mało czasu miałam, streściłam jej opowieść Severusa, według której Syriusz zdradził Potterów. Dodałam, że Ministerstwo Magii oraz Dumbledore też w to wierzą i myślą, że Syriusz uciekł z Azkabanu, żeby dopaść Harry'ego. Byłam zaskoczona, że Amanda nie wyglądała na przerażoną, ale właściwie ucieszyło mnie to.
W końcu przeszłam do sedna sprawy: Opowiedziałam jej, jak spotkałam Syriusza niedaleko Privet Drive, nie zatajając przed nią informacji, że był niezarejestrowanym animagiem. Widziałam w jej oczach zaskoczenie, gdy powiedziałam, że zaprosiłam go do domu, jednak nie skomentowała tego. W milczeniu wysłuchała jego wersji opowieści, którą postarałam się przekazać najdokładniej, jak potrafiłam.
Zapadła cisza, a ja ukradkiem spojrzałam na zegarek. Miałam jeszcze piętnaście minut. Poszło mi szybciej, niż się tego spodziewałam.
— Wierzysz mu? — zapytała Amanda po chwili.
— Na początku byłam skołowana — przyznałam. — Sev uczy mnie legilimencji i chociaż nie opanowałam jej, właściwie przed wakacjami nie potrafiłam przebić się do myśli Seva, postanowiłam spróbować.
— Udało się?
— Nie do końca — przyznałam. — Od razu poczuł, że coś robię. Nie byłam też w stanie przebić się zbyt głęboko, właściwie otarłam się tylko o to, co myślał w danym momencie. Jedyne i najważniejsze, co odkryłam, to fakt, że Syriusz naprawdę wierzył w to, co mi powiedział. Może to naiwne, ale uwierzyłam mu.
Amanda skinęła głową.
— Właściwie jego opowieść nie jest pozbawiona logiki — przyznała. — Mogli nie ufać sobie nawzajem, skoro wiedzieli, że wśród nich jest szpieg. Sama w tej sytuacji rozważałabym zmianę Strażnika Tajemnicy i nie powiedziałabym o tym nikomu, z wyjątkiem osób bezpośrednio wtajemniczonych. Czyli jego zdaniem Peter Pettigrew jest animagiem, żyje i ukrywa się w Hogwarcie?
— Kojarzysz szczura Rona?
— Parszywka? — zapytała zaskoczona. — Parszywek to Peter Pettigrew?
Skinęłam głową.
— To też by się zgadzało. Parszywek jest w rodzinie Rona od dwunastu lat. Nie ma palca, a może słyszałaś, że po Pettigrew…
— ...pozostał tylko palec.
— Owszem. Ostatnio wygląda kiepsko, bardzo schudł. Ron twierdzi, że odkąd przyjechali z Egiptu…
— A już wtedy Syriusz był na wolności — mruknęła Amanda. — Kiedy on uciekł? Jeszcze w lipcu, prawda?
Potwierdziłam.
— Co z tym zrobisz? — zapytała po chwili.
— Nie wiem. Syriusz powiedział, że mam się tym nie przejmować, że to jego misja i nie muszę o tym myśleć. Tylko problem w tym, że nie jestem pewna, czy mogę udawać, że o niczym nie wiem, gdy pod ręką mam prawdziwego zdrajcę ciotki i wuja.
Milczałyśmy. Wiedziałam, że Amanda nie była w stanie mi doradzić, ale cieszyłam się, że mogłam jej o wszystkim powiedzieć i wyglądało na to, że wierzyła w niewinność Syriusza.
Gdy zaczęłyśmy kierować się w stronę zamku, obiecała dochować tajemnicy. Potem opowiedziała trochę o swoich wakacjach w Nowym Jorku, a potem o tym, jak się pokłóciła z Monicą, najlepszą koleżanką z klasy, ponieważ Amanda zwróciła uwagę na dziewczynę o rok młodszą i zaczęła spędzać z nią trochę czasu.
— Wiesz, wszyscy uważają ją za świrniętą, prawdę mówiąc, wyróżnia się, wierzy w różne rzeczy, które nie istnieją, ale w gruncie rzeczy to naprawdę miła i mądra dziewczyna.
.
Gdy szłam do gabinetu Severusa, myślałam o szczęśliwych wspomnieniach. Czy to z Harrym było na tyle silne, by wyczarować patronusa? Nie potrafiłam się też na nim skupić, ciągle myślałam o Syriuszu. Nagle przystanęłam, przypominając sobie te dni, które spędził w moim pokoju, opowiadając mi o mamie.
To były wspaniałe dni, czułam się szczęśliwa, nie tylko dlatego, że mogłam ją lepiej poznać, ale przede wszystkim dlatego, że odkryłam, jak wspaniałym człowiekiem był Syriusz. Był moim ojczymem i naprawdę sprawiał wrażenie, że zależało mu na mnie, że mnie… kochał. Nie, żeby mi brakowało tego uczucia, byłam kochana przez Severusa, wiedziałam o tym i wiele razy czułam, ale w tym momencie zdałam sobie sprawę z tego, że Syriusz był dla mnie ważny i dlatego tak bardzo martwiłam się, czy powiedzie się jego misja i bałam się, że był tak blisko dementorów.
A co, jeśli moje najszczęśliwsze wspomnienie łączy się z człowiekiem, którego paradoksalnie znałam tak słabo? Postanowiłam je wypróbować.
W gabinecie Severusa od razu przeszliśmy do ćwiczeń. Sev przypomniał mi zaklęcie, jak wykonać obrót różdżką i żebym pomyślała o czymś szczęśliwym. Skupiłam się na tegorocznych wakacjach, mnie i Syriuszu.
— Expecto Patronum! — krzyknęłam, a z mojej różdżki wystrzeliła srebrna mgła. Było jej więcej niż poprzednim razem.
— Zmieniłaś wspomnienie? — zapytał Sev.
Skinęłam głową.
Sev chwilę się zastanowił.
— Myślę, że będzie wystarczająco silne.
— To dlaczego pojawiła się mgła, a nie jakieś zwierzę? — zapytałam.
— Cierpliwości — uspokajał mnie. — To nie jest tak, że wybierzesz szczęśliwe wspomnienie, które będzie bardzo silne i nagle pojawi się cielesny patronus. Musimy trochę poćwiczyć, popracować nad techniką, a na pewno za jakiś czas pojawi się coś więcej niż tylko ta mgła, aż w końcu uda ci się stworzyć zwierzęcą postać.
Miałam nadzieję, że miał rację. Postanowiłam skupić się na wspomnieniu z Syriuszem, jeśli nie będzie coraz lepszych efektów, w miarę ćwiczeń, będę musiała poszukać nowego. Miałam jednak nadzieję, że znalazłam już odpowiednie wspomnienie, ponieważ bałam się, że lepszego nie znajdę.
.
Byłam wykończona lekcją z Severusem. Radziłam sobie coraz lepiej, srebrnej mgiełki było coraz więcej, niestety nadal to nie był patronus, który pomógłby mi podczas spotkania z dementorem.
Mimo zmęczenia wieczorem zabrałam się za odrabianie lekcji. Ku mojemu zaskoczeniu również Hermiona, Harry i Ron ślęczeli nad lekcjami. Co oni robili w czasie, gdy uczyłam się Zaklęcia Patronusa? Hermionę potrafiłam zrozumieć, naprawdę miała sporo lekcji i nadal nie wiedziałam, jakim cudem udaje jej się przebywać na dwóch jednocześnie.
Po jakimś czasie dołączyły do nas bliźniaczki. Usiadły i bez słowa zaczęły pracować nad własnymi wypracowaniami. W pociągu odniosłam wrażenie, że nie przepadały za sobą. Prawdę mówiąc, były ciekawym obiektem do obserwacji: Chociaż często odnosiły się do siebie chłodno, nie potrafiły się rozstać na dłużej niż kilka godzin. Często jedna drugiej dogryzała, nawet Latika pokazywała swój wredny charakterek, obie potrafiłyby być bardzo miłe, zarówno w stosunku do siebie, jak i innych osób. Różniło je wiele rzeczy, a jeszcze więcej ich łączyło. Przede wszystkim kochały siebie, co okazywały zupełnie inaczej, niż bliźniacy Weasley. Wiele osób tego nie zauważało i uważało, że nienawidziły siebie, a potem obserwowali z zaskoczeniem, że potrafiły usiąść razem, żeby odrabiać zadania domowe czy zrobić coś wspólnie.
.
Po kolacji poszłam samotnie do Sowiarni. Szybko napisałam list do Syriusza, prosząc go, żeby nie ryzykował wejścia na teren Hogwartu. Załączyłam również niewielką paczkę z jedzeniem, które zwinęłam ze stołu, z nadzieją, że nikt mnie nie obserwował.
Szafran z chęcią wysunęła nóżkę, bym przywiązała jej list. Szepnęłam, do kogo ma lecieć, chociaż byłam pewna, że znała cel krótkiej podróży. Przez chwilę obserwowała, jak leci w kierunku Hogsmeade i wróciłam do Pokoju Wspólnego.
.
W czwartek zaczęliśmy dzień od lekcji eliksirów. Byłby to mój ulubiony przedmiot, gdyby nie stosunek Severusa do Gryfonów i wyjątkowe faworyzowanie Ślizgonów, którzy czasem działali mi na nerwy. Tak się złożyło, że tego dnia robiliśmy eliksir powodujący kurczenie się ludzi i zwierząt, a składniki przygotowywałam na stole razem z bliźniaczkami. Przez większość czasu pracowałyśmy w milczeniu, od czasu do czasu upewniając się, że na pewno dobrze wykonujemy pracę. Już w ciągu pierwszej godziny odkryłam, że dziewczyny były niezłe w tym przedmiocie.
Nie uszło również mojej uwadze to, że Julia dość często spoglądała w naszą stronę. Zastanawiałam się, o co jej chodziło. A może oceniała, jak bardzo Claudia się do mnie zbliżyła?
Po godzinie w klasie pojawił się Draco. Wszedł chwiejnym krokiem, z prawą ręką owiniętą bandażem i unieruchomioną na temblaku. Krzywił się, jakby musiał znosić potworny ból. Prychnęłam z wściekłością. Byłam pewna, że nic mu nie było.
Obserwowałam, że ustawił kociołek niedaleko Harry'ego i Rona, więc pracował na tym samym stole, co oni. Szybko wykorzystał okazję, zwalając na nich siekanie czy przygotowywanie innych składników. Gdybym ja tam była, na pewno nie pozwoliłabym na to, żeby eliksir wyszedł Draconowi, ale wiedziałam, że mnie coś takiego uszłoby na sucho. Harry i Ron nie mogli ryzykować.
Starałam się skupić na własnym eliksirze, ale nie potrafiłam przestać spoglądać w kierunku chłopaków. O mały włos nie zrobiłabym błędu, przez który popsułabym całą swoją pracę, ale Claudia w porę mnie powstrzymała. Do końca lekcji również Latika kilka razy zwracała mi uwagę, żebym uważała, bo znów chciałam wrzucić do kociołka coś niewłaściwego.
.
Pół godziny przed końcem lekcji Severus krążył po sali, sprawdzając zawartość naszych kociołków. Przy moim zatrzymał się trochę dłużej i pytająco podniósł lewą brew. Wzruszyłam ramionami. Co miałam mu powiedzieć? Że byłam rozkojarzona, dlatego mój wywar nie był idealny? Nadal był dobrze zrobiony, ale Sev wymagał ode mnie więcej niż od innych, co nigdy mi nie przeszkadzało. Tego dnia zawiodłam nie tylko jego, ale i siebie.
Kilka kociołków dalej zatrzymał się ponownie.
— Pomarańczowy, Longbottom — powiedział, nabierając chochlą nieco płynu i wylewając go z powrotem z dużej wysokości, tak żeby wszyscy zobaczyli. — Pomarańczowy. Powiedz mi, chłopcze, czy przez twój gruby czerep nic nie dociera do mózgu? Nie słyszałeś, jak mówiłem, i to bardzo wyraźnie, że trzeba dodać tylko jedną śledzionę szczura? Czy nie powiedziałem, że wystarczy tylko odrobina soku z pijawek? Co mam zrobić, żebyś zrozumiał, co się do ciebie mówi, Longbottom?
Neville zaczerwienił się i cały dygotał. Wyglądał, jakby miał się za chwilę rozpłakać. Za każdym razem w takiej sytuacji czułam się bezsilna. Mogłam zareagować, co nie przyniosłoby pożądanych efektów, a tylko wpłynęłyby negatywnie na moje relacje z Severusem. Na pierwszym roku próbowałam z nim o tym rozmawiać, prosić, żeby nie gnębił tak ani Harry'ego, ani Neville'a, ale nie przyniosło to żadnych efektów. Nawet gdybym oświadczyła, że nie będę z nim rozmawiać i tak nie zmieniłby swojego zachowania w stosunku do Gryfonów.
— Panie profesorze — odezwała się Hermiona — może bym pomogła Neville'owi zrobić to jak należy…
— Granger, czy ja cię prosiłem, żebyś się popisywała przed wszystkimi? — zapytał chłodno Snape, a Hermiona zarumieniła się jak Neville. — Longbottom, pod koniec lekcji zaaplikujemy kilka kropel tego eliksiru twojej ropusze i zobaczymy, co się stanie. Może to cię zachęci do słuchania, co się do ciebie mówi.
— On zawsze jest taki? — zapytała cicho Latika. Skinęłam głową.
— Większość Gryfonów traktuje podle — odpowiedziałam.
— Większość?
— Jestem wyjątkiem — mruknęłam.
Kończyliśmy swoje eliksiry. Chwilę musiał się uwarzyć, a w tym czasie posprzątaliśmy nasze stanowiska. Następnie Severus wziął odrobinę eliksiru Neville'a, który miał teraz zieloną barwę, czyli taką, jaką powinien mieć i napoił nim ropuchę. Po chwili rozległo się ciche pyknięcie i na jego dłoni wiła się maleńka kijanka. Odetchnęłam z ulgą.
Severus nie był zachwycony. Użył eliksiru, który przywrócił Teodorę do poprzedniego stanu i odjął Gryffindorowi pięć punktów za to, że Hermiona pomagała Neville'owi.
.
W Wielkiej Sali usieliśmy w czwórkę: Harry, Ron, Hermiona i ja.
— Podobno niedaleko stąd widziano Syriusza Blacka — powiedział Ron. — Seamus powiedział, że pisali o tym w Proroku Codziennym. Jakaś mugolka go zobaczyła, zadzwoniła pod numer specjalny, ale zanim zjawili się ci z Ministerstwa Magii, Black już prysnął.
Hermiona wyglądała na przerażoną.
— Spokojnie, nie da rady wejść do Hogwartu — powiedziałam uspokajająco. Nie wyglądała na przekonaną.
— Już raz uciekł dementorom, może zrobić to po raz drugi — zauważyła.
— Czytałaś Historię Hogwartu — spojrzałam na nią. — Przecież wiesz, że dementory są tu dodatkowo. Poza nimi zamek zawsze jest chroniony różnymi zaklęciami. One same w sobie skutecznie chronią nas przed intruzami.
Hermiona pokiwała głową, a chłopcy patrzyli na mnie zaskoczeni. Nawet nie byłam zdziwiona, że nie wiedzieli takich rzeczy.
— Właściwie chciałem wam powiedzieć o czymś innym — szepnął Harry. — Malfoy słyszał Seamusa i później powiedział coś w stylu, że gdyby chodziło o niego, to już dawno by coś zrobił. Nie siedziałby w szkole, tylko sam by go szukał.
— I chciałby się zemścić — wtrącił Ron.
— Po czym zaczął się śmiać, że chyba czegoś nie wiem… Masz może pojęcie, o co mu chodzi? — zapytał Harry.
Byłam pewna, że Draco znał tę historię: Syriusz Black jako Strażnik Tajemnicy Potterów, który wydał ich Voldemortowi. Na pewno o to mu chodziło. Nie byłam tylko pewna, czy wiedział, że Syriusz był ojcem chrzestnym Harry'ego.
Chciałam powiedzieć Harry'emu, o co chodziło. Niestety obiecałam panu Weasleyowi, że tego nie zrobię. Poza tym wiedziałam, że Draconowi zależało na podburzeniu Harry'ego i ten zareagowałby dokładnie tak, jak Draco to opisał: Zacząłby szukać Syriusza. Nie mogłam na to pozwolić. W tej sytuacji niewiedza była bezpieczniejsza.
Z bólem serca zaprzeczyłam. Nienawidziłam go okłamywać, szczególnie że zdawałam sobie sprawę, że przez to Harry nadal nie będzie mi w pełni ufać. Na zaufanie trzeba sobie zapracować, a byłam świadoma, że częściej tracę punkty, niż je zdobywam.
Redakcja & korekta: as_ifwhat
