Krótka metryka one-shota:

Tytuł: Możemy pogadać?

Data powstania: 24.07

Pairing: Darkshipping gdzieś w tle, ogólnie brak

Gatunek: Humor, Parody

Rating: T (chyba mogę, co?)

Inspiracja: brak

Dodatkowe informacje: Nie wiem czemu, ale lubię pisać z perspektywy Ryou, tak dużo można z nim zrobić :)


Możemy pogadać?

"Możemy pogadać?"

Niemal zakrztusiłem się herbatą. Rzadko się zdarzało, żeby Bakura pytał o pozwolenie na rozmowę ze mną. Właściwie, do tej pory w ogóle się to nie zdarzało. Zwykle po prostu przenikał przez ścianę w swojej widmowej postaci, nie przejmując się, że mogłem właśnie spać, uczyć się albo przebierać. Raz zmaterializował się też pod prysznicem. Tak, wtedy, gdy JA tam byłem i jeszcze przeniknął przeze mnie jak gdyby nigdy nic. W życiu nie wrzeszczałem głośniej niż w tamtej chwili. Sąsiedzi nawet wezwali policję, bo myśleli, że zostałem napadnięty.

"Jasne", odpowiedziałem przez połączenie naszych umysłów, po czym odstawiłem filiżankę. Zacząłem się zastanawiać, co takiego skłoniło Bakurę do rozmowy. No dobra, od kilku dni faktycznie zachowywał się co najmniej dziwnie. Często unikał jakiegokolwiek kontaktu, znikał w najmniej oczekiwanych momentach, a ta mieszanka niezidentyfikowanych uczuć w jego głowie porządnie mnie wkurzała – zwłaszcza nocami, kiedy próbowałem zasnąć. Czyżbym wreszcie miał się dowiedzieć, co jest grane? Może będę w stanie mu pomóc?

Widmo Ciemności pojawiło się dobre kilka minut później, niepewnie przenikając przez ścianę korytarza do mojej sypialni. Wystarczyło jedno jedyne spojrzenie i wiedziałem – coś było nie w porządku. Bakura wyglądał, jakby starał się zachowywać normalnie, ale nie pamiętał, co to w ogóle znaczyło. Wiercił się jak piskorz na środku pokoju. W jednej chwili patrzył na mnie z charakterystycznym dla siebie ponurym, kpiącym wejrzeniem z ramionami skrzyżowanymi na piersiach, w drugiej prędko odwracał wzrok i zakładał ręce za plecy. I ten nietypowy mętlik w głowie... Powiedziałbym wręcz, że się czegoś wstydził, chociaż... nie, to nie możliwe. W końcu, mówimy o Bakurze. On zapomniał, co to wstyd, zanim się jeszcze urodził.

A może jednak...?

- Chciałeś o czymś porozmawiać, tak? - zagadnąłem przyjaźnie, chcąc przyspieszyć zdarzenia.

Bakura ledwie zauważalnie pokiwał głową.

- No, tak... Tak jakby... - potwierdził nieśmiało, nie patrząc mi w oczy.

- No więc? O co chodzi? - spytałem z uśmiechem.

Bakura nie palił się do udzielenia odpowiedzi. O dziwo, wydawał się robić wszystko, by nie musieć jej udzielić. Rozglądał się po pokoju, jakby w poszukiwaniu tematu zastępczego, co zaczynało mnie strasznie irytować. Gdy nie znalazł żadnego zapychacza, odezwał się niewinnym tonem, wciąż unikając mojego wzroku:

- A czy ja ci czasem... nie przeszkadzam? No wiesz, pewnie chciałbyś mieć odrobinę prywatności, prawda? Pewnie masz dość tych wszystkich klasówek, prac domowych i innych problemów... Z pewnością chciałbyś pobyć sam, w spokoju i ciszy...

- Bakura, dzięki tobie słowa "prywatność", "spokój" i "cisza" od dawna nie figurują w moim słowniku. - przerwałem czym prędzej ze zniecierpliwieniem. - I jakoś nigdy nie przeszkadzało ci materializowanie się w moim pokoju bez pytania, na przykład kiedy przebierałem się w piżamę...

- Jakby to był jakiś kłopot... I tak już widziałem cię bez ubrań... - wymruczał pod nosem.

Moją cierpliwość szlag trafił.

- Do rzeczy, Bakura! - wrzasnąłem wściekle, na co widmowa postać aż zadrżała. - Właśnie czytałem zajebistą książkę, a ty jak zwykle musiałeś się wpieprzyć do mojego życia ze swoim nudnym ja... Więc gadaj, czego chcesz i wynoś się do stu diabłów!

Czasami mam wrażenie, że tylko w ten sposób potrafię jakoś dogadać się z moją Ciemnością. Udawany wybuch złości poskutkował także i tym razem. Niezdecydowany Bakura spojrzał w bok i przygryzł dolną wargę, najwyraźniej bijąc się z myślami. Jeszcze chwila, jeszcze sekunda...

- Szy-mgbm-poszszć-twje-ciao-zbm-mg-żbrć-Frana-na-rdkie?

Szczerze – kompletnie nic nie zrozumiałem z tego bełkotu.

- Możesz... powtórzyć? Wolniej i wyraźniej? - poprosiłem.

Bakura odetchnął głęboko i powtórzył z zakłopotaniem:

- Czy mógłbym pożyczyć twoje ciało, żebym... żebym mógł zabrać Faraona... na randkę?

Nie byłem na to przygotowany. Więcej, nie mogłem być na to przygotowany. Gapiłem się z otwartymi ustami na unoszące się na środku pokoju widmo Ciemności, która miała chyba ochotę zapaść się pod ziemię. CO takiego? Bakura się zakochał?! Bakura! I to w kim?! Serio?! Sama wizja zakochanego Bakury wydała mi się tak absurdalna i komiczna, że aż...

Wybuchnąłem śmiechem. Mało brakowało, a klepnąłbym się po udzie jak rasowy debil.

- O to ci chodziło?! O TO?! Hahaha! - zawołałem, śmiejąc się do rozpuku. - Jeszcze mi powiedz, że dlatego tak ciągle znikałeś, co? Żeby się widywać ze swoim... chłopakiem?! Hahaha! Nie mogę, trzymajcie mnie, zaraz zdechnę! Zakochany Bakura? Czy to nie urocze?! Hahaha!

Gdyby spojrzenie mogło zabijać, pewnie padłbym trupem. Bakura patrzył na mnie, jakby żałował, że nie ma pod ręką piły mechanicznej, by odtworzyć scenę z jednego ze swoich ulubionych krwawych horrorów.

- Tak, widujemy się po kryjomu. I co z tego? - odparł oburzony, łypiąc spode łba. - Zapomnij, nie będę ci się zwierzał. Powiedz tylko, zgadzasz się, czy nie?

Nareszcie przestałem się śmiać. Pora się odpłacić pięknym za nadobne.

- Oj, będziesz się zwierzał, mój ty Romeo! - powiedziałem, zacierając ręce. - Zgodzę się, ale pod trzema warunkami. Po pierwsze: Yugi też musi wyrazić zgodę na wypożyczenie swojego ciała Faraonowi... jakkolwiek to brzmi. Po drugie: pełny raport z waszej randki mam usłyszeć w formie ustnej zaraz po twoim powrocie do domu. W skrócie, opowiadasz mi wszystko. Ze szczegółami! A po trzecie: żadnych malinek w widocznych miejscach. Rozumiemy się?

Zajęty gratulowaniem sobie wspaniałego pomysłu nie zauważyłem, że Bakura uśmiechnął się perfidnie.

- Zgadzam się na pierwszy i drugi warunek, ale ten trzeci... Cóż, niczego nie obiecuję, zwłaszcza jeśli chodzi o ciało YUGIEGO...

Przeniknął przez ścianę i tyle go widziałem. Zachichotałem raz jeszcze na myśl o swoim genialnym planie zmuszenia Bakury do zdania relacji z randki z Faraonem, ale wtedy dotarł do mnie sens jego ostatnich słów. Mimowolnie przełknąłem ślinę ze strachu.

W co ja się, u licha, wpakowałem?