Rozdział 10. Tak zwani przyjaciele

Następnego ranka z małą pomocą Chwiejki, Harry odnalazł w końcu salonik przeznaczony do śniadań, w którym zdążyli już zgromadzić się wszyscy pozostali domownicy.

- Dzień dobry – ziewnął podchodząc do swojego ojca chrzestnego i całując go w policzek.

- Harry! – krzyknął Syriusz. – Martwiliśmy się jak cholera. Wszystko w porządku?

- Tak, czemu miałoby nie być? – odpowiedział niepewnie Gryfon mając niejasne wrażenie, że pominęło go coś istotnego.

Trzymając chłopca na wyciągnięcie ramion i przyglądając się mu w poszukiwaniu jakichkolwiek widocznych uszkodzeń ciała Syriusz odparł.

- Malfoy powiedział nam, że po waszej wczorajszej wycieczce wróciłeś cały zalany łzami i od tego czasu nie ruszasz się z pokoju. Co się stało?

- To miała być tajemnica – warknął na Ślizgona, który siedział naprzeciwko Syriusza i Remusa. – Nic się nie stało. Wszystko jest w porządku, Siri.

Syriusz nabrał już tchu by zaprotestować, ale w tym samym momencie Remus położył mu dłoń na udzie, więc prychnął tylko i pozwolił chrześniakowi ugryźć kęs swojego rogalika. Wilkołak zaś w milczeniu podsunął chłopakowi własną filiżankę białej kawy.

- Wiesz, może wyda ci się to nieco dziwne skoro wychowywałeś się z tymi rudzielcami, ale w naszym domu jest wystarczająca ilość jedzenia, by każdy miał swojego rogalika i kawę – rzucił dokuczliwie młody Ślizgon unosząc jasną brew.

- Czyżby Draco? – Harry wstał od stołu podchodząc do dziedzica Malfoyów i nachylając się do jego ucha. – O czymś jednak zapomniałeś...

Blondyn z trudem ukrył fakt, że jest nieco... pobudzony. W sumie czego innego można było oczekiwać? Był idealnie zdrowym, homoseksualnym nastolatkiem, a niecodziennie zdarzało mu się, by wspaniały młody czarodziej mruczał mu coś do ucha.

- O czym? – zapytał ledwo mogąc oddychać z napięcia.

- O fakcie, że jestem zbyt leniwy – wyszeptał uwodzicielsko Harry wgryzając się w miodową bułeczkę Ślizgona, by po chwili z gracją usiąść obok Mistrza Eliksirów.

- Dostaniesz za swoje Potter – zadrwił młody Ślizgon, podczas gdy reszta zgromadzonych przy stole albo otwarcie się śmiała (Syriusz), albo powstrzymywała śmiech (Remus i Narcyza), albo uśmiechała pod nosem (Lucjusz i Severus) lub też starała się wyglądać jak niewiniątko (Harry).

- Nie mogę się doczekać – odpowiedział zielonooki czarodziej. – Ja teraz zajmę się śniadaniem, a ty wymyślaj swój szatański plan, dobrze?

- W porządku i tak jesteś zdecydowanie zbyt chudy – odpowiedział Ślizgon uśmiechając się lekko, gdy po tym stwierdzeniu na twarzy Harry'ego pojawił się lekki wyraz dyskomfortu.

- Czemu wszyscy mi to mówią? – zapytał rozdrażniony Gryfon. – I nawet nie ważcie się odpowiedzieć bo taka jest prawda – dodał patrząc w kierunku Syriusza.

- Podobają ci się nowe sypialnie? – pospiesznie zmienił temat Lucjusz. Zajmował główne miejsce przy stole i jadł właśnie coś co podejrzanie przypominało zwykłe płatki z mlekiem.

- Tak, są wspaniałe – odpowiedział chłopak uśmiechając się i przypominając sobie miłą pobudkę w nowych komnatach.

Były nawet bardziej przestronne od gościnnego pokoju Severusa, ale w przeciwieństwie do niego nie utrzymane były w kolorach czerni, raczej koloru kremowego, pomieszanego gdzieniegdzie z ciemniejszym brązowym. Pierwszą rzeczą, na którą zwrócił uwagę po przebudzeniu była niesamowita miękkość ogromnego łoża, na którym spał. Pościel była koloru kasztanowego (więc Ron z miejsca by ją znienawidził), a wzdłuż jej brzegów wyszyte były runy. Na środku leżała tylko jedna, wielka poduszka, w którą w nocy wtulał głowę. To jednak nie łóżka sprawiało, że tak bardzo kochał swoje nowe komnaty. Drugą rzeczą, którą zobaczył po przebudzeniu było wielkie okno rozciągające się od jednego końca pokoju do drugiego. Wyglądając przez nie dostrzec było można strumyk, który mijali niedawno z Lucjuszem, ławeczkę oraz cały park Malfoyów. Niesamowity widok.

Musiał na chwilę odpłynąć, bo dopiero po pewnym czasie zauważył Świnkę, sowę Rona, która wylądowała przed nim o mały włos nie wpadając do talerza. Do jej nóżki przyczepiona była czerwona koperta.

- Dzień dobry Świńko – powitał ptaka, który zaćwierkał wesoło opierając się o jego dłoń, gdy ten odwiązywał kopertę. – Chcesz trochę bułki? Nie musisz czekać aż odpiszę. Z listem powrotnym wyślę Hedwigę, dobrze?

Sowa zaćwierkała jeszcze raz wesoło, po czym wyleciała przez otwarte okno zostawiając w jego rękach list. Czerwona koperta powoli zaczynała dymić... Harry nie miał nawet czasu jej otworzyć nie mówiąc już o wyjściu z pokoju w poszukiwaniu prywatności. Ułamek sekundy później wyjec zaczął wrzeszczeć piskliwym, rozwścieczonym głosem Hermiony.

Ty niewdzięczna szmato, jesteś zadowolony?! Teraz masz wszystko czego chciałeś, prawda Potter? Co dostałeś za sprzedanie swojego ciała? Nie próbuj nawet wciskać nam tych kitów o pokoju w świecie czarodziejskim i wolności Syriusza, naprawdę sądziłeś, że to kupimy? Nie wszyscy są tak naiwni jak ty. Więc co dostałeś? Władzę? Obiecał ci, że uczyni z nas twoich niewolników? Tego byś chciał, prawda? Zapomnij, nie jesteśmy już twoimi przyjaciółmi i nigdy nie będziemy ci służyć. A może zaproponował ci pieniądze? Nie, wtedy byś się nie zgodził, prawda? W końcu i tak mieszkasz w domu Malfoyów, jestem pewna, że kto jak kto, ale oni dobrze opłacają swoje dziwki. Z którym sypiasz? Pewno się tobą dzielą, co? Co na to Syriusz? W sumie i tak nie należy do najinteligentniejszych, głupiec, nawet nie zorientował się, że Peter jest zdrajcą. Może byłoby lepiej gdybyś po prostu zginął, wtedy wszyscy moglibyśmy żyć w spokoju. ŻYĆ, słyszysz?! Przez ciebie zginął Cedrik. Nie podobało ci się, że jest bardziej popularny od ciebie, tak? A potem ponownie sprowadziłeś nam na głowę Sam-Wiesz-Kogo tylko po to, byś znów mógł odgrywać bohatera. Co za pech, Ministerstwo nawet ci nie wierzy. Czemu właściwie mieliby? Ostatecznie zbyt wiele Cruciatusów może nieźle namieszać w mózgu. Pamiętasz jeszcze Longbottomów? Oczywiście wiedziałeś o nich na długo przed nami, ale nigdy nam nie powiedziałeś! Co z ciebie za przyjaciel? Jedyną osobą, z którą się liczysz jesteś ty sam. Potrafisz jedynie narzekać na Dursleyów, bo tylko dla nich nie jesteś nietykalną świętością. Jak dla mnie traktują cię zdecydowanie bardziej odpowiednio niż twój błaznowaty ojciec chrzestny albo jego chłopak. Czasem chciałabym im podziękować, że spuścili przynajmniej trochę powietrza z twojej nadętej głowy. Czy kiedykolwiek w ogóle przeszło ci przez myśl, że ja albo Ron też mamy jakieś problemy? Prawdziwe, nie urojone jak twoje! Co za szczęście, że twoi rodzice nie żyją, przynajmniej nie muszą brać odpowiedzialności za takie dziecko! Bez nas byłbyś niczym...

Na szczęście Severus opanował się na tyle szybko, że nim Hermiona zdążyła obrazić kogokolwiek innego (na przykład jego) zdążył wrzucić list do ognia. Nagła cisza wyrwała Syriusza z osłupienia szybko więc poderwał się z miejsca i podbiegł do płaczącego bezgłośnie chrześniaka przytulając go mocno.

- Cii, w porządku, już w porządku – próbował go pocieszyć. – Wiesz, że nic z tego co wygadywała nie było prawdą. Cii...

- Moglibyście zostawić nas na chwilę samych? – Remus zwrócił się do Malfoyów i Mistrza Eliksirów. – Oczywiście jeśli to nie kłopot.

- Nie ma problemu, panie Lupin – odpowiedziała Narcyza z zatroskanym, ale szczerym uśmiechem. – Jeśli będziecie czegoś potrzebować będziemy w gabinecie Lucjusza. O wszystko możecie też prosić skrzaty – powiedziała, po czym wyprowadziła wszystkim z pokoju zamykając za sobą drzwi.

W międzyczasie Syriusz krążył po pokoju trzymając w ramionach zdruzgotanego Harry'ego i przemawiając do niego spokojnie jak do niemowlaka, który nie może zasnąć. Poklepywał go po plecach, szepcząc do ucha słowa pocieszenia, dopóki chwytające za serce szlochy nieco nie przycichły. W końcu usiadł z chłopakiem na parapecie. Remus podszedł do nich, wyczarował koc i owinął nim trzęsącego się Gryfona, obejmując obu mężczyzn w szczelnym uścisku. On także zaczął uspokajająco krążyć dłonią po jego plecach. Długą chwilę spędzili w ciszy, po czym wilkołak zapytał.

- Zasnął?

- Nie – odpowiedział Harry. – Wy teraz... – zakrztusił się, po czym ciągnął dalej. – Nienawidzicie mnie teraz? Proszę, nie róbcie tego...

- Cicho. Oczywiście, że nie, nigdy więcej nie waż się myśleć, że cię nienawidzimy. Nigdy więcej nie waż się wątpić w naszą miłość – upomniał go surowo Syriusz. – Granger nie miała najmniejszego prawa by tak cię obrażać. Fakt, że to zrobiła pokazuje tylko jak bardzo myli się w osądzie całej sprawy. Miała szczęście, że w ogóle chciałeś się z nią przyjaźnić. Jesteś inteligentnym, pięknym, zabawnym, nadzwyczajnym i potężnym młodym człowiekiem i masz w to uwierzyć!

- Więc czemu mnie tak nienawidzą? – wyszlochał tobołek w jego ramionach.

Istniały setki odpowiedzi na to pytanie. Przynajmniej dziesięć z nich miało zapewnić chłopca, że jego przyjaciele zwyczajnie przesadzają i niedługo wszystko wróci do normy. Jeszcze więcej odpowiedzi mogło przekonać go, że to nie ma znaczenia, że zawsze znajdą się ludzie, którzy będą cię za coś nienawidzić. Jeśli udzieli się komuś trzydziestu innych odpowiedzi, z pewnością nieco się uspokoi przekonany, że ktoś się o niego troszczy. A reszta... Reszta zapewne tylko jeszcze bardziej go przygnębi, bo nieważne ile odpowiedzi się zaprezentuje one nigdy nie wystarczają. Nie ma więc co ich udzielać, chyba że oczywiście zależy nam by kogoś zdołować. Remus znał Syriusza zbyt dobrze, mógł więc przypuszczać, że ten wybierze jedną z najgorszych możliwych odpowiedzi. Sam oddałby wszystko, by móc uspokoić Harry'ego przyzwyczajony do radzenia sobie z dziećmi. Wszelakimi dziećmi. Szczęśliwymi, nadpobudliwymi, ze skłonnościami do histerii, melodramatycznymi, smutnymi, zranionymi. Był cholernie dobry w radzeniu sobie z nimi. Dlatego właśnie w szkole uczyniono go prefektem, chociaż z niektórych przedmiotów Syriusz i James mieli lepsze oceny od niego. Dlatego też to on zawsze musiał przepraszać jeśli któryś z żartów Huncwotów kogoś nieumyślnie zranił.

- Może najpierw opowiesz nam co stało się wczoraj na Pokątnej? – zaproponował delikatnie animag. – Spotkałeś się tam z Ronem i Hermioną, tak?

Harry ponownie pociągnął nosem, ale pokiwał głową i zrelacjonował im wydarzenia z poprzedniego dnia.

- ... wtedy uciekłem, a teraz oni mnie nienawidzą! – wyszlochał chowając twarz w ciemnoniebieskich szatach Syriusza.

- Cii, posłuchaj mnie – uspokoił go animag. Lupin w tym czasie poprawił koc zsuwający się z trzęsących się ramion Gryfona. – Opowiem ci coś o twoich rodzicach, ok? Nigdy nie mówiłem ci, że podkochiwałem się w twojej matce, prawda? – Harry uniósł lekko głowię i wpatrywał się z niedowierzaniem w swojego ojca chrzestnego. – Tak, to było gdzieś w piątej klasie zanim zacząłem spotykać się z Remusem. Nic w tym dziwnego, James ciągle o niej gadał co chwila wychwalając jej wspaniałe zalety. Kiedy więc zorientowałem się, że ja także zaczynam myśleć o niej w ten sposób pierwsze co zrobiłem to porozmawiałem z twoim ojcem. Oczywiście wpadł we wściekłość. Mam wrażenie, że gdyby nie zaklęcia uciszające przynajmniej połowa szkoły by wtedy ogłuchła – zachichotał lekko wpatrując się gdzieś w dal. Potem kontynuował.

- Zapewniłem go, że to nic poważnego, że takie zadurzenia zdarzają mi się co chwilę. Nie miałem zamiaru jej podrywać zresztą James miał do niej większe prawo, jako że zakochał się w niej pierwszy. Jestem pewny, że gdyby twoja matka nas wtedy słyszała kilka następnych tygodni musielibyśmy przeżyć bez istotnych części naszego ciała. Poprosiłem go, by nie wspominał nic o niej przez jakiś czas żebym ja mógł zadurzyć się w jakiejś innej dziewczynie. James się oczywiście zgodził i przez trzy tygodnie ani słowa nie usłyszałem o twojej matce. Potem umówiłem się z jakąś Puchonką i oświadczyłem twojemu tacie, że Lily już nic z mojej strony nie grozi. James powiedział mi wtedy jak wiele to dla niego znaczyło. Kochał twoją matkę, ale jeszcze bardziej cenił sobie swoją przyjaźń ze mną. Oczywiście nie powiedział mi tego dosłownie, ale wiedziałem, że gdybym naprawdę zakochał się w Lily, a ona wybrałaby mnie, zaakceptowałby to.

- A więc... co dokładnie chciałeś mi przez to powiedzieć? – zapytał nieco skołowany Harry.

- Poczekaj, pozwól mi opowiedzieć ci jeszcze jedną historię tym razem o mnie i o pewnym szczurze. Bodajże w czwartej klasie ten futrzak zakochał się w pewnej dziewczynie. Nic w tym dziwnego, Peterowi podobało się wiele dziewczyn. Ku jego zdziwieniu uczucia te rzadko były odwzajemniane, a płeć piękna tolerowała go jedynie dlatego, że włóczył się z nami. Dziewczyna, w której tym razem się podkochiwał była już jednak zadurzona w kimś innym... We mnie. I powiedzmy sobie szczerze nie ma się jej co dziwić. – Harry zaśmiał się krótko, a Remus trzepnął animaga po ramieniu co nie zrobiło na nim większego wrażenia. – Peter nie widział w tym żadnego problemu, kazał mi zostawić dziewczynę chcąc zatrzymać ją dla siebie. Dla mnie również nie był to kłopot, ten szczur miał okropny gust. To jednak wcale nie sprawiło, że Peter nagle stał się bardziej atrakcyjny, a uwielbienie dziewczęcia do mnie wcale nie zmalało. Nadszedł w końcu ten pamiętny dzień, gdy zaproponowała mi randkę. Powiedziałem jej – oczywiście najdelikatniej jak tylko umiałem – że nie ma u mnie szans i że nie umówię się z nią. Nie przyjęła tego najlepiej i zaczęła mnie unikać. A razem ze mną – Petera. On o wszystko obwiniał mnie. Powiedział, że wszystko zepsułem i jestem cholernym egoistą czy coś w tym rodzaju. Nie odzywał się do mnie przez kilka tygodni, dopóki nie zakochał się w innej dziewczynie.

Harry milczał, więc Syriusz kontynuował.

- Chciałem przez to powiedzieć, że gdyby Hermiona naprawdę kochała Rona i zależałoby jej na waszej przyjaźni przynajmniej starałaby się to zaakceptować tak jak uczyniłby to James, gdybym chciał być z Lily. Ona natomiast zachowuje się jak Peter, a to zbyt dobrze o niej nie świadczy. A jeśli chodzi o Rona... Gdyby naprawdę mu na tobie zależało walczyłby o ciebie będąc najlepszym przyjacielem jakiego mógłbyś sobie wymarzyć. Może kiedyś sobie to uświadomi, chociaż nie wydaje mi się, by był wystarczająco dojrzały, by naprawdę wiedział co to znaczy miłość. Tak czy owak jak dla mnie lepiej ci będzie bez nich tak jak nam byłoby lepiej bez Petera.

- Mimo wszystko straciłem najlepszych przyjaciół – odpowiedział Harry bezbarwnym głosem. – Nawet jeśli tak jest dla mnie lepiej oni wciąż mną pogardzają i nie chcą mieć ze mną nic wspólnego. Teraz w Hogwarcie będę kompletnie sam.

- Harry, pamiętasz co powiedziałeś Tanei? – wtrącił Remus opierając się o animaga, by móc spojrzeć młodemu Gryfonowi w załzawione oczy. – Hogwart to nie tylko Ron i Hermiona. Hogwart to mnóstwo ludzi, którzy patrzą na pewne sprawy inaczej. Jestem pewny, że szybko znajdziesz sobie nowych przyjaciół.

- A co z dzieciakiem Malfoyów? – zasugerował Syriusz. – Niezbyt lubię tych fanatyków czystej krwi, ale wydają się raczej mili, a sam wspominałeś, że Draco oferował ci swoją przyjaźń w pierwszej klasie.

- Nie byłbyś zły, że przyjaźnię się ze Ślizgonem? – zapytał zdumiony Harry.

- Nie – odpowiedział mężczyzna przytulając go nieco mocniej. – Co prawda muszę przyznać, że jestem do nich trochę uprzedzony, ale nie wierzę, że w całym Slytherinie nie ma porządnych ludzi. A jeśli postanowią wspomóc cię i postawić się Dumbledorowi jestem gotowy dać im szansę.

- Dzięki – odpowiedział Harry po raz pierwszy się uśmiechając. – Czuję się już o wiele lepiej. Chociaż nadal jest mi przykro, Hermiona mówiła o was okropne rzeczy.

- Daj spokój, nie tak nas już obrażano – zaśmiał się Syriusz. – Większość uczniów Hogwartu sądziła, że dobre oceny mam dzięki łapówkom, szantażom lub sypianiu z nauczycielami. Chociaż mogę cię zapewnić, że nic z tego nie miało miejsca.

- Syriusz ma rację...

- Och, dziękuję!

- Cicho Łapo! Fakt, że Hermiona nazwała mnie jego chłopakiem nie jest jakąś wielką obrazą...

- Jestem zaszczycony!

- Chociaż faktycznie chodzenie z nim może być nieco uciążliwe – powiedział Remus chociaż jego wypowiedź bez przerwy przerywana była przez wesołe wstawki animaga.

Harry uśmiechnął się lekko uwalniając się z objęć Syriusza, który zajęty był teraz krytykowaniem Remusa za podłość tak urażonym głosem, że można było niemal pomyśleć, że mówi serio. Niemal.

Kiedy miał już rzucić na pół opróżnionym kubkiem po kawie nad głową Syriusza (bądź co bądź, był przecież synem huncwota), rozległo się głośne pukanie do drzwi saloniku. Cała trójka okręciła się natychmiast dookoła własnej osi trzymając różdżki w pogotowiu (animag dodatkowo starał się bezskutecznie zakryć siostrzeńca własnym ciałem).

Zza drzwi wychyliła się głowa Draco, do której po chwili dołączyła reszta jego ciała (ukrywanie się za wyłomem byłoby kompletnie niegodne jego osoby).

- Wybaczcie, że przerywam wasze rodzinne pogaduszki, ale do dworu przybył właśnie Czarny Pan i chciałby się z tobą widzieć.

- Dziękuję Draco – odpowiedział Harry głosem tak opanowanym, że zadziwił nawet Ślizgona. – Jeśli dasz mi minutkę, niedługo przyjdę do gabinetu twojego ojca.

Chłopak pokiwał głową i zniknął za drzwiami zamykając je cicho za sobą.

- Wiesz, że jeśli nie masz ochoty się z nim widzieć, nie musisz tam iść – powiedział Remus, za którego plecami Syriusz kiwał głową entuzjastycznie. Harry tylko uśmiechnął się z niedowierzaniem przeglądając się w wielkim lustrze o srebrnych ramach wiszącym na suficie upewniając się, że nie widać na jego twarzy oznak wcześniejszego płaczu. Następnie opuścił pokój. Animag miał właśnie ruszyć w jego ślady, ale Remus złapał go za ramię.

- Nigdy nie mogłem zrozumieć dlaczego James i Lily uczynili cię jego ojcem chrzestnym, ale teraz już wiem, że nie mogli dokonać lepszego wyboru.

Ku jego zdziwieniu Syriusz wybuchnął śmiechem.

- Nie mogę uwierzyć, że przez tyle lat cię to męczyło. Wiesz czemu to ja, a nie ty zostałem jego ojcem chrzestnym? Lily chciała byś to ty nim był, James był natomiast za moją kandydaturą, poszli więc na kompromis: zostanie nim ten, na którego Harry pierwszy spojrzy. A jako że jestem wspaniałym, przyciągającym wzrok Syriuszem Blackiem spojrzał na mnie. Oczywiście ty też nie wyglądasz źle...

- Myślę, że możesz przedstawić mi swoje racje kiedy indziej – przerwał mu wilkołak zanim mężczyzna całkiem się nie rozkręcił i nie zaczął tłumaczyć mu dlaczego to właśnie jego wygląd był lepszy od wyglądu Remusa. – Chyba, że chcesz zostawić swojego chrześniaka sam na sam z bandą Ślizgonów i Czarnym Panem.

Syriusz nic mówiąc wybiegł szybko z pokoju. Śmiejąc się cicho Remus podążył za nim.


T/N:

Na tym rozdziale kończy się praca Cleo, a zaczyna się moja. Trzymajcie kciuki kochani :)