Rozdział 10
Była wściekła. Jak ten przerośnięty nietoperz mógł zrobić im takie coś? Przez te wszystkie lata oszukiwał ich wszystkich. Niby robił dla nich tyle pożytecznych rzeczy, a tak naprawdę biegał do Voldemorta jak posłuszny piesek i o wszystkim mu donosił. Wiedziała teraz, że nie można mu ufać. A ona jak głupia już zaczynała go lubić… Była naiwna.
Kiedy Ginny przyszła zapytać się, czemu Hermiony nie było na obiedzie, zbyła ją dolegliwościami natury kobiecej. Przyjaciółka zrozumiała i zostawiła Gryfonkę samą. Po kilku godzinach jednak wróciła i zastała ją czytającą jakąś mugolską książkę. Usiadła obok i zapytała, jak się czuje.
- W porządku.- odparła.- Chyba już trochę lepiej.
Przykro jej było, że musi okłamywać przyjaciół, ale nie widziała sposobu, aby im o tym powiedzieć. Harry i Ron zaczęliby krzyczeć, że oni od początku to wiedzieli, czym by jej i jej zbolałej duszy nie pomogli, a Ginny chyba by się zdziwiła. Tylko jak miałaby im to powiedzieć bez wplątywania Draco w całą historię. A obiecała mu, że nikomu nie powie o nim i jego rodzinie.
- Idziemy na kolację?- zapytała Hermiona, chcąc zmienić temat rozmowy.
- Jasne.- odparła ruda i uśmiechnęła się do koleżanki.
Wchodząc do Wielkiej Sali, Hermiona rzuciła okiem na stół nauczycielski. Siedział obok McGonnagall i w najlepsze rozmawiał z Lupinem. Kiedy ich oczy na ułamek sekundy się spotkały, szybko odwróciła wzrok i już więcej podczas posiłku nie patrzyła w tamtym kierunku. Usiadła koło Rona i zaczęła przysłuchiwać się jego rozmowie z Harry'm. Dzisiaj odwiedzili Hagrida, a ten znów pokazał im jakieś nowe nabytki. Niebezpieczną sałatę, jak Ron to opisywał. Hermiona jednym uchem słuchała i potakiwała, ale myślami była zupełnie w innym miejscu. Jej wzrok spoczął na stole Ślizgonów. Wyszukała Malfoy'a pomiędzy innymi uczniami i zobaczyła, że jego mina idealnie odzwierciedla to, co ona teraz czuje. Miał nieobecny, ale także smutny wyraz twarzy i dłubał widelcem w talerzu. Kiedy ktoś się go o coś pytał, zbywał tę osobę kilkoma słowami. No tak, dla niego musiał to być nie lada cios. W końcu Snape był jego ojcem chrzestnym, więc Draco czuł się jeszcze gorzej niż Hermiona. Chciała mu wysłać pocieszający uśmiech, ale Malfoy uparcie wpatrywał się w swoje jedzenie. Po chwili jednak wstał i wyszedł, a Hermiona westchnęła. Nie może sobie nawet wyobrazić, jak on się teraz czuje. Jedyna możliwość, aby stanąć po stronie dobra rozsypała się w chwili, gdy pierwsze słowa opuściły usta Snape'a.
- Panno Granger.- Hermiona odwróciła się i zobaczyła za sobą ów osobę, która popsuła jej nastrój chyba do końca życia.- Mogę panią prosić na słówko?
Gryfonka zobaczyła zdziwienie na twarzach przyjaciół, lecz pomaszerowała do wyjścia za łopoczącymi szatami profesora. Kiedy byli już na zewnątrz, ten się odezwał.
- Myślałem, że dzisiaj również się pani zjawi, aby pomóc mi przy eliksirach dla Zakonu. Jakież było więc moje zdumienie, gdy się pani nie pojawiła przez cały dzień.
Dla Zakonu. Jasneee…- prychnęła w myśli.
- Nie sądzę, żebym mogła dłużej to kontynuować.- odparła ozięble.
Brwi Snape'a wniosły się ku górze w niemym pytaniu, lecz gdy zobaczył, że dziewczyna nie ma zamiaru odpowiedzieć, rzekł:
- Dobrze. – i odszedł.
Gryfonka wróciła do Wielkiej Sali, a na pytanie przyjaciół, co od niej chciał Snape, odpowiedziała, że omówić jej ostatnią pracę.
Kolejny weekend minął, a Hermionie jako tako wrócił humor. Pomijając oczywiście momenty, w których Snape znajdował się w zasięgu jej wzroku. Wtedy była zdecydowanie zła i piorunowała go wzrokiem. Na lekcji natomiast nie podnosiła już ręki na zadawane przez niego pytania i starała się, aby jej eliksiry były bez zarzutu. Kiedy natomiast pytał ją o coś, odpowiadała oschle i surowo. Nie uszło uwadze nawet Ronowi i Harry'emu, jak zmienił się stosunek ich koleżanki do znienawidzonego profesora, ale doszli do wniosku, że w końcu przejrzała na oczy. Nie mogli jednak zrozumieć, dlaczego Malfoy zachowuje się w identyczny sposób, co Hermiona. Zawsze był grzeczny w stosunku do swojego ojca chrzestnego, a teraz dał wszystkim do zrozumienia, że wprost go nienawidzi.
Wieczorem Hermiona już nie mogła wytrzymać i musiała wyładować swoją frustracje. Ten palant zachowywał się, jakby był… No właśnie, zachowywał się tak samo, podczas gdy ona totalnie wyrzucała mu w twarz, jak bardzo nim gardzi. On zachowywał spokój, ten przeklęty spokój! Nie mogła tak siedzieć i nic nie robić, więc niezauważona wymknęła się z Pokoju Wspólnego i udała się nad jezioro. Chodziła nad brzegiem wody w tę i z powrotem, co jakiś czas kopiąc jakiś niewielki kamień. Była tak zła, że mogłaby teraz rzucić klątwą w każdego, kto by do niej podszedł.
- Granger!- usłyszała głos ze swojej lewej strony i automatycznie rzuciła klątwę rozbrajającą w kierunku zmierzającej w jej stronę postaci.
Ta tylko lekkim ruchem różdżki odbiła jej zaklęcie i Hermiona dostrzegła, że z wszystkich nauczycieli, którzy mogli ją tu przyłapać, to musiał być właśnie on.
- Co ty tu robisz do cholery?! Czy wydarzenia z początku roku szkolnego nic cię nie nauczyły?- widać, że był totalnie wściekły.- Mogło ci się coś stać!
- Jakby to pana kiedykolwiek obchodziło!- Hermiona nie miała już siły trzymać swojego gniewu na wodzy.
- O czym ty do diabła mówisz dziewczyno?- zbiła go tym lekko z tropu, ale wiedziała, że to tylko jego gra.
- Równie dobrze mogłabym spotkać pana gdziekolwiek indziej i wtedy również nie byłabym bezpieczna! Co to za różnica- pan czy inni Śmierciożercy?!
- Akurat ty, Granger, powinnaś dobrze wiedzieć, po której jestem stronie!
- Ja to wiem… Nie musi pan przede mną udawać idealnego szpiega Zakonu!
- Nie mam pojęcia, co sobie ubzdurałaś w tym swoim gnieździe, ale nie mam zamiaru się przed tobą tłumaczyć.- podszedł do niej trochę bliżej, ale ona się go nie bała.
- Nic sobie nie ubzdurałam! Wiem z wiarygodnego źródła, że nie można panu ufać!
- Jeśli w końcu dałaś się przekonać Weasley'owi i Potterowi to gratuluję intelektu.- syknął w jej kierunku.
- Nie chodzi mi o nich!
Snape przez chwilę łączył fakty z minionych dni. Draco się na niego obraził z jakiegoś powodu i jego zachowanie było do złudzenia podobne do zachowania Granger. Czyżby jednak pomylił się, co do swojego chrześniaka? Czyżby on naprawdę szukał u niego rady i wsparcia, bo nie chciał być Śmierciożercą? A on myślał, że to tylko próba, że Voldemort go wysłał, by podważyć wierność Mistrza Eliksirów. Ale w takim razie młody Malfoy musiał rozmawiać najpierw o tym z Gryfonką, no i po całej sprawie również. Jak to możliwe, że zawarli pakt?
- Chodzi ci o Dracona.- powiedział spokojnie.
Hermiona nie odpowiedziała. Nie chciała, by dowiedział się o tym. Teraz Malfoy i jego rodzina będą w niebezpieczeństwie. Jaka ona jest głupia!
Snape zobaczył panikę malującą się na twarzy dziewczyny i łzy zbierające się w jej oczach. Podszedł spokojnie do niej i położył dłonie na jej ramionach. Spojrzała mu w oczy.
- Nie wiedziałem, że Draco mówi serio.- powiedział najłagodniej, jak umiał.- Myślałem, że to podstęp. Nie martw się, nic mu się nie stanie.
- Nie wierzę panu!- wyrwała mu się, a po jej policzkach leciały łzy.- Nie wierzę już w żadne pana słowo.
Snape westchnął.
- Wróć tylko bezpiecznie pod zaklęciem Kameleona do zamku, jak się uspokoisz.- odwrócił się i odszedł, a Hermiona jeszcze długo siedziała na ścieżce wydrążonej przy jeziorze i cicho łkała.
Następnego dnia z samego rana poszła do Sowiarni i napisała krótką notkę do Draco.
Spotkaj się ze mną po lekcjach tam, gdzie zawsze. To bardzo ważne.
H.
Miała nadzieję, że domyśli się, od kogo jest to wiadomość, a nie mogła ryzykować i napisać wprost. Jeszcze by ktoś zobaczył, że dostaje listy od znienawidzonej Gryfonki. A to by było skrajnie podejrzane.
Dzisiaj na szczęście nie mieli eliksirów, więc nie musiała się przejmować obecnością Snape'a. Zdumiało ją jednak to, że nie pojawił się również na śniadaniu. Pewnie poleciał do Voldemorta i już mu wygadał o niewierności młodego Malfoy'a.
Na przedostatniej lekcji, którą było Zielarstwo, zauważyła malutką sówkę, która puka w okno szklarni, aby zwrócić na siebie uwagę Gryfonki. Wszyscy byli zajęci przesadzaniem fikusów dwulistnych, więc podeszła i zabrała mały zwitek pergaminu od posłańca. Otworzyła go i odczytała:
Też muszę ci powiedzieć o czymś bardzo ważnym, jednak mogę się spotkać dopiero przed kolacją.
D.
Czyli już wie… Czy w takim razie chce jej powiedzieć coś strasznego? Czy jego rodzina jeszcze żyje? Czy on sam musi uciekać? Dręczyły ją okropne wyrzuty z sumienia, a przełożenie spotkania spotęgowało jej panikę. Jeśli będzie zajęty po lekcjach, to dlatego, że Voldemort go wezwie? Czy ona go jeszcze zobaczy? Wbrew pozorom zaczynała darzyć Malfoy'a jako takim przyjacielskim uczuciem. A nawet jeśliby tak nie było, to przecież sam fakt, że są po tej samej stronie powodował ukłucie żalu nad jego osobą. Miała wiele pytań pozostawionych bez odpowiedzi i mnóstwo strasznych domysłów. A fakt, że Snape pojawił się na obiedzie, a Draco nie, jeszcze bardziej ją niepokoił. Nie mogła nic dostrzec po zachowaniu nauczyciela. Nic wywnioskować. Wkurzała już ją ta obojętność i wszechogarniający go spokój. Chciało jej się krzyczeć, żeby jakimkolwiek gestem pokazał jej, czy Malfoy jest w niebezpieczeństwie.
Nadeszła chwila spotkania i Hermiona zmierzała do Pokoju Życzeń z wielkim strachem w sercu. Już zawsze to pomieszczenie będzie jej się kojarzyło z bólem, paniką i okrutną niepewnością przyszłości.
Malfoy jak zwykle siedział w fotelu i patrzył w przestrzeń, ale na jego twarzy malował się cień uśmiechu. Hermiona zastanawiała się, o co chodzi. Czyżby kompletnie oszalał?
- Draco?- pierwszy raz zwróciła się do niego po imieniu.
Malfoy nie odpowiedział, tylko wstał i bezceremonialnie ją przytulił. Gryfonka czuła się kompletnie skonfundowana.
- Dziękuję.- powiedział, gdy już ją puścił.- Nie wiem, jak to zrobiłaś, ale dziękuję. W życiu nie czułem się szczęśliwszy.
- Nie rozumiem…
- Dumbledore dowiedział się o wszystkim i powiedział, że mogę działać w Zakonie jako szpieg, a Snape jest po naszej stronie!
- Jak to?- Gryfonka nie wiedziała, co się dzieje.
- Nie wiem, jak dałaś radę wyciągnąć ze Snape'a prawdę o tym, że jest po naszej stronie, ale udało ci się! Poszedł do Dumbledore'a i powiedział mu, że nie chcę być Śmierciożercą. Dyrektor wezwał mnie do siebie po lekcjach i przejrzał moje wspomnienia w myślodsiewni. Wytłumaczyłem mu całą sytuację i obiecał pomóc. Spróbuje ukryć moją matkę i wspierać mnie i mojego ojca. A w razie wygrania wojny wstawi się za nami! Czy to nie wspaniale? Ale powiedz mi lepiej, jak ty to zrobiłaś?
Hermionę zalała fala wstydu. Jak miała mu powiedzieć, że wygadała się Snape'owi, mimo że myślała, że jest zdrajcą? Ale to, że naprawdę był po ich stronie było dla niej kompletnym szokiem. Czyli jednak wczoraj mówił prawdę. A ona mu nie uwierzyła…
- To nie moja zasługa tylko Snape'a.- powiedziała i uśmiechnęła się do Draco.
- Nawet mi nie mów, że nie. I tak wiem swoje. Jak mogliśmy się tak mylić w stosunku do mojego ojca chrzestnego?
- Dawał nam ku temu powody…
- Tak, ale jednak jest dobrym człowiekiem. Teraz mam kogoś, do kogo mogę iść z problemami. Kogoś zaufanego. Ale przejdźmy do konkretów. Musiałem dyrektorowi wyznać twój udział w całej tej aferze i powiedział, że w przyszłym miesiącu przyjmie nas jako prawowitych członków Zakonu.
- Jak to?
- I tak miał zamiar was niedługo dołączyć, a ja dołączę z wami.
- To cudownie. Ale jak zareagują pozostali na twoje członkostwo?
- O to się nie martw. Będzie wiedział tylko Dumbledore, ty i Snape. Przynajmniej na razie… Tak będzie łatwiej, przecież w szkole dalej mam nienawidzić Złotego Trio.- uśmiechnął się do niej szarmancko, a ona lekko uderzyła go dłonią w ramię.- I jeszcze coś. Snape powiedział, że mam cię nauczyć Oklumencji, bo wiesz za dużo.
- Ty?- zdziwiła się Gryfonka.
- Tak, on nie ma czasu, a mnie uczył od małego, więc prawie mu dorównuję. Dumbledore poparł ten pomysł. Spotykajmy się w weekendy tutaj. Będę cię zawiadamiał pocztą o godzinie. Teraz musimy już iść, bo jest już kolacja i zauważą naszą nieobecność.
Dziwne są zrządzenia losu, nieprawdaż? Gdybym nie wygadała się przez przypadek Snape'owi dalej z Draco byśmy go nienawidzili, a rodzina Malfoy'ów nie miałaby pomocy… Jednak i tak dużo ryzykowałam, nigdy więcej nie mogę popełnić takiego głupiego błędu. Teraz wiadomo, że Snape jest po naszej stronie. W końcu nie powiedział nic Voldemortowi i zwrócił się z całą sprawą do Dumbledore'a. Musiała zrobić z siebie niezłe pośmiewisko tamtego wieczoru nad jeziorem…
Siedziała na Eliksirach cała czerwona ze wstydu i unikała wzroku profesora. Nie mogła mu spojrzeć w oczy po tym, co wykrzyczała mu w twarz. To było takie upokarzające. Oskarżyła go o zdradę na podstawie własnych głupich przemyśleń. Unikała konfrontacji z nim już od kilku dni, ale dzisiaj postanowiła coś z tym zrobić.
Została po lekcji i przygotowała nowy kociołek. Wyjęła z szafki potrzebne składniki do ulepszonego eliksiru Wielosokowego i zaczęła siekać. Mistrz Eliksirów nie odezwał się ani słowem, tylko zabrał się do pracy tuż obok niej. Uznała to za przyjęcie przeprosin i lekko uniosła wzrok, aby spojrzeć na nauczyciela. Gdy w końcu na nią spojrzał, zobaczyła spokój na jego twarzy i w oczach. Uśmiechnęła się niepewnie, a on się odezwał.
- Widzę, że nie ma pani już problemu z korzeniem cyjanu?- zapytał obojętnie.
- Nie. Profesorze…- nie dokończyła jednak, gdyż Snape przytknął sobie palec do ust na znak, żeby milczała.
Uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Uważał sprawę za zamkniętą i nie chciał już do tego wracać. Kiwnęła głową i wróciła do pracy. Dalsza współpraca przebiegała w milczeniu. Od czasu do czasu tylko Snape podsuwał jej kolejne przepisy mikstur, a kiedy Hermiona miała problem z jakimś składnikiem w milczeniu wykonywał czynność za nią. Po kilku godzinach jednak się odezwał.
- Jest już północ, a pani nie była na kolacji. Proszę już iść, dokończę to sam.
Północ? Hermionie czas tak szybko minął, że nawet nie zauważyła. Odłożyła moździerz, który właśnie miała w ręku i pożegnawszy się wyszła. Przyjaciele musieli się strasznie zamartwiać, gdyż nie widzieli jej pół dnia. Musi im powiedzieć, że razem ze Snape'em robią dla Zakonu eliksiry. Nie może dłużej tego ukrywać.
