Rozdzial 8

MPOW:

- Alec poczekaj – złapałam go za ręce.

- Przepraszam – przekręcił się na plecy i zakrył twarz dłońmi.

- Alec – nie reagował. – Alec?

- Co?

- Alec spójrz na mnie

Westchnął zrezygnowany. Zabrał ręce z twarzy i spojrzał na mnie. – Tak?

- Kochanie nie przepraszaj, bo nie masz, za co – pogłaskałam go po głowie. – Kocham cię i chce tego bardzo. Wiem, że mnie nie skrzywdzisz tylko ja nie jestem jeszcze na to gotowa…

- Też cię kocham – przytulił mnie mocno do siebie.

Reszta wolnego zleciała nam podobnie. Przez większość czasu leżeliśmy lub chodziliśmy na spacery. Od pamiętnego spotkania z Renesmee nie widziałam jej wcale może się obraziła i siedzi w domu, albo wróciła do domu do rodziców. Nie mam zielonego pojęcia. Choć to trochę dziwne miałam złe przeczucie, co do niej. Ona potrafi być nieobliczalna zwłaszcza po ostatnim wiem, że może posunąć się do wszystkiego.

Chodziłam przez to wszystko nerwowa byle, co mogło mnie wystraszyć bądź zdenerwować. Alecowi nie raz się dostało. Próbował mi wytłumaczyć, że nie mam się, czym tak denerwować, a ja ciągle na niego krzyczałam, później przychodziły wyrzuty sumienia i przepraszałam go. Dziwię się mu, że jeszcze ze mną wytrzymuje, raz go spytałam i wolę tego nie powtarzać.

Retrospekcja:

- Alec?

- Tak skarbie?

- Jak ty ze mną wytrzymujesz?

- Nie rozumiem

- No, bo chodzi o to, że każdy normalny na twoim miejscu uciekłby gdzie pieprz rośnie, a ty najnormalniej w świecie siedzisz tu i znosisz moje chimery

Popatrzył na mnie najpierw zdziwiony, a kiedy załapał, o co mi chodzi złość wstąpiła na jego twarz.

- Melanie Rose Cullen – będzie źle. – Jak ty możesz tak myśleć, a co dopiero mówić? Jaki związek jest normalny? Nie ma związków idealnych w każdym są złe dni, ale to nie znaczy, że mam ciebie zostawić! Nie rozumiem tylko jednego, dlaczego ty się tak nią przejmujesz po tym, co powiedziała! Ja się ciesz, że jej nie ma! – podniósł głos.

- Przepraszam – wgramoliłam się na jego kolana i objęłam za szyje chowając twarz w zagłębieniu pod nią.

- Nie przepraszaj tylko obiecaj mi coś – objął mnie mocno. – Przyrzeknij, że nie będziesz się nią przejmować, a przynajmniej spróbuj – desperacja w jego głosie była aż za bardzo słyszalna.

- Obiecuje – pocałowałam go w usta. – Kocham cię

Koniec Retrospekcji.

Tak, więc staram się zapomnieć i nie przejmować sie, ale to nic nie daje. Dzisiaj maja wrócić Emm i Rose i mamy rozmawiać na temat wakacji. Alec oczywiście w tej konwersacji też bierze udział, bo bez niego bym nie pojechała, a każda sugestia, która pomoże wybrać miejsce na wakacje jest przydatna. Koniec roku odbędzie się na szczęście za cztery dni w piątek, więc w szkole totalny chaos i dzieciaków mało.

Siedzieliśmy wszyscy w salonie i debatowaliśmy nad miejscem i hotelem.

- To, kto ma jakiś pomysł? – spytała Rose.

- Wyspy Bara Bara – krzyknął Emm.

- Hawaje? – zaproponowałam.

- Ja stawiam tak jak Emm na wyspy Bara Bara – oznajmił Alec.

- Ludzie to są Bora Bora, a nie Bara Bara – zachichotałam.

- Żadna różnica – oznajmił Alec.

- Rose? – spytałam.

- Ja bym pojechała do Brazylii.

- Wygraliśmy jedziemy na Bara Bara – krzyknął podniecony Emm i przybił piątkę dla Aleca.

- Dzieci… - wymamrotałam.

- Nie marudź młoda – powiedział Emm i poczochrał mnie po włosach.

Jęknęłam.

- To teraz hotel

- My się już tym zajmiemy, bo wy nam i tak już w niczym nie pomożecie – powiedziałam Rose.

- Nie to nie idziemy!

Złapałam Aleca za rękę i pociągnęłam na górę. Byłam tak zmęczona, że od razu położyłam się do łóżka. Alec zamkną drzwi, obrócił się w moją stronę i popatrzył na mnie z czułością. Poklepałam miejsce obok mnie w zachęcającym geście i uśmiechnęłam się trochę, położył się przy mnie i od razu wziął w objęcia.

Leżeliśmy tak do późnego wieczoru rozmawiając od czasu do czasu. Tak się cieszyłam, że niedługo koniec roku nie będzie trzeba chodzić do szkoły, wstawać rano i wszystkiego nie będę robić, co jest z tym związane. Za to będę wylegiwać się w słońcu na Bora Bora.

Po długich namowach Alec został na noc. Przecież nie mógłby wracać tak późno do domu, a zresztą chciałam go mieć przy sobie. Noc zleciała nam spokojnie pewnie, dlatego, że spaliśmy, ale mniejsza z tym. Rano obudziłam się na czymś, co na pewno nie było moją poduszką, ale narzekać nie mogłam. Poczułam jak ktoś bawi się moim włosami i wtedy zrozumiałam, że leże na Alece, wtuliłam się mocniej. Kiedy wstaliśmy i zjedliśmy coś na podobe a'la śniadania poszliśmy na miasto żeby kupić rzeczy potrzebne na wakacje.

Po spędzeniu sześciu godzin na łażeniu i kupowaniu ciuchów, kosmetyków i inne tego typu rzeczy byłam wykończona nogi myślałam, że mi odpadną dziwiłam się Alecowi, że on jeszcze nie rąbnął gdzieś z tymi wszystkimi torbami po drodze tylko szedł przed siebie.

- Alec

- Tak?

- Nie jest ci ciężko?

- Nie – podszedł bliżej do mnie i nachylił się nad uchem. – To się nazywa zdolności wampira skarbie

Jęknęłam.

- Też bym tak chciała

Zachichotał. – To tylko dla wtajemniczonych – poruszył śmiesznie brwiami.

- Tak, tak chodź, bo zaraz padnę

- Ej no tu nie padaj, padnij sobie w domu

- Choć – trzepnęłam go w ramie na co zachichotał.

Po powrocie do domu moim głównym celem była sofa w salonie. Alec śmiał się, że jeśli dalej tak pójdzie to wakacje całe przeleżę. Ja tam nie miałam nic przeciwko tylko będę leżała na plaży, a nie w domu.

Wieczorem zaczęliśmy się pakować, co zajęło nam jakieś trzy godziny, co jest rekordem zwłaszcza z Rose nad głową, która co pięć minut przychodziła i patrzyła czy dobrze układamy ciuchy i gdzie wsadzam kosmetyki, a Emm przychodził z nią patrzył czy przydatkiem Alec nie chowa prezerwatyw po kieszeniach toreb ciuchów jak i toreb. Boże! Daj tylko przeżyć wyjazd z nimi.

- Mel wstawaj koniec roku – Rose piszczała z podekscytowania.

- Która godzina?

- Już siódma

- Siódma? Rose! Koniec roku jest na dziesiątą!

- Ale musisz przecież jakoś wyglądać, bo później od razu przebierasz się i Alec tez i jedziemy! – piszczała.

- Dobra już wstaje

- No to wstawaj, a nie leżysz

Boże, co za kobieta! Wstałam i od razu dostałam reprymendę żeby iść pod prysznic. Poczłapałam mało, co nie zabijając się o własne nogi. Woda spływała po moim ciele rozluźniając wszystkie mięśnie. Po depilacji i nabalsamowaniu ciała wyszłam z łazienki, a tam w obroty wzięła mnie Rose. Posadziła na krześle i latała jak szalona dookoła mnie malując i prostując włosy jednocześnie. Poważnie zaczęłam obawiać się o swoje zdrowie fizyczne w obecnej chwili. Po dwóch godzinach istnych tortur byłam gotowa i muszę powiedzieć, że nie było tak źle oczywiście ma na myśli swój wygląd, bo siedzenie przed lustrem to były istne tortury i jeszcze gorzej.

Kiedy zeszłam na dół Alec siedział już gotowy na wyspie w kuchni, spojrzał na mnie uśmiechnął się zadziornie i zaczął iść w moją stronę.

- Ślicznie wyglądasz – dał mi całusa.

- Ty tez niczego sobie – i następny całus.

- Choć, bo się spóźnimy

Zeszliśmy na dół do garażu i już szłam w stronę od kierowcy, kiedy poczułam jak para silnych ramion owija mnie w tali i gorący oddech na szyi.

- Chyba nie myślisz, że będziesz prowadzić – wyszeptał i zaczął całować mnie od szyi do ucha.

- A czemu nie? – odchyliłam głowę żeby dąć mu lepszy dostęp.

- Bo to nie wypada

- Czemu?

- Bo jesteś w spódnicy i wyglądasz zbyt seksownie żeby dać ci prowadzić i tak większa część męskiej populacji w szkole będzie pożerała się wzrokiem

- Już po wiedzę – powiedziałam sarkastycznie.

- Nie żartuje będę zazdrosny

Zachichotałam.

- Choć już czas – trzepnęłam go w ramie i dałam kluczyki.

Wyjechaliśmy z garażu i pojechaliśmy do szkoły przez całą drogę żartowaliśmy z byle, czego ogółem coś nam odbiło. Nie mogę stwierdzić, żeby mi to przeszkadzało czy coś, bo było mi bardzo dobrze.

Kiedy wysiedliśmy pod szkołą wszystkie oczy wrzuciły się ku nam jakbyśmy byli jakąś parą Hollywoodu czy coś nie powiem trochę wkurzające, ale szybko uciekliśmy do szkoły. Uroczystość była tak nudna, że musiałam się czymś zająć żeby nie zasnąć. Padło na to, że bawiłam się ręką Aleca. Po przemowach nauczycieli i dyrekcji jak to nazwano musieliśmy iść jeszcze do klasy na spotkanie z nauczycielem nudy, ale mus to mus.

Po wszystkim pojechaliśmy do domu gdzie zastaliśmy wkurzoną Rose i podjaranego Emmetta. Woleliśmy się nie pytać, co się stało tylko od razu wsialiśmy do samochodów i pojechaliśmy.

Wiem, że rozdział jest do kitu i przepraszam was za to, ale moja wena ode mnie uciekła jakbym jej coś zrobiła ehh. Poprawię się jak tylko znajdę moją wene :)