Danny nie odbierał swojego telefonu, co zaczynało drażnić. Williams chciał wrócić do klubu i pomimo jego sprzeciwu, zamierzał wejść tam sam. Wszystko mogło pójść źle. Jeśli ich podejrzany znajdował się tam, a najprawdopodobniej tak było, mógł się zawinąć z wyspy i nigdy nie dorwaliby go w swoje ręce. Sprawy takiego typu policja ukrywała, więc nie mieli szans połączyć faktów.

Kono wydawała się równie niezadowolona co on. Może nawet odrobinę wściekła na Danny'ego i cieszyło go, że podczas następnego planowania kroków, zapewne poprze go. Williams nie powinien chodzić własnymi ścieżkami, gdy takie zagrożenie wisiało w powietrzu, a widziano go w towarzystwie funkcjonariuszy Five O. Może i kupiono historyjkę o tym, że byli w związku, ale zawsze ktoś mógł nabrać podejrzeń.

Danny nie byłby pierwszym funkcjonariusze HPD, który zniknął bez śladu.

- Chin, namierz jego komórkę – poprosił, wyciągając kluczyki z kieszeni.

ooo

Był trochę zaskoczony, gdy Kelly podał mu adres baru Kamekony z lodami. Nie widział powodu, aby Danny siedział tam w środku dnia. Może Carla ponownie wpadła z wizytą, ale w takim wypadku powinni się byli z nią obaj spotkać. W jego umyśle zaczął się kreować szalony plan. Aby stać się członkiem klubu ktoś musiałby za niego poręczyć i o ile Danny zapewne nigdy by tego nie zrobił, Carla wydawała się rozsądniejsza.

Nawet ją lubił. Jej lista nazwisk nie była długa, ale podała ogólnie jakie problemy były z poszczególnymi dominantami, z których trzech było kobietami. Nie wykluczyli nadal żadnej z płci i zaczynało go to denerwować. Nie wiedział nawet na kogo powinien zwracać baczniejszą uwagę.

Danny siedział przy jednym ze stolików śmiejąc się głośno. Towarzysząca mu kobieta popijała herbatę z filiżanki i Steve nie wiedział nawet, że Kamekona ma coś tak eleganckiego. Nie ona jednak przyciągnęła jednak jego uwagę. Pomiędzy nimi siedziała mała dziewczynka, która lizała lody i cały czas mówiła, a Danny słuchał jej zafascynowany.

Wiedział, że większość ludzi przychodzących do klubu była w stałych związkach, ale to go zszokowało. Danny nie nosił obrączki, nigdy o nich nie wspomniał. I Steve nie bardzo wiedział jak ma się z tym czuć. Może był jedynym, który był świadom tego, że Danny zdradzał swoją rodzinę. Miał ochotę odejść, bo w jego głowie panował tak wielki chaos, że nie wiedział czego się chwycić. Jednak kobieta spojrzała wprost na niego wzrokiem tak ostrym, jakby chciał skrzywdzić jej córkę, a potem powiedziała coś do Williamsa, którego dłoń powędrowała instynktownie do kabury, gdy odwracał się w jego kierunku.

Danny spojrzał na niego zaskoczony, ale nie wydawał się wściekły czy skrępowany. Mężczyzna westchnął tylko i zamachał do niego dłonią, jakby zapraszał go do stolika, co nie miało sensu.

- Grace, chciałbym, żebyś poznała kolegę taty z pracy – powiedział Williams. – Steve McGarrett, Grace i Rachel – przedstawił ich.

- Komandor McGarrett – uzupełnił, chociaż pojęcia nie miał dlaczego to powiedział.

- Komandorze – odparła Rachel, ciekawie przyglądając się mu, jakby nie spodziewała się kogoś takiego. – Five O? – spytała.

- Tak – odparł Danny za niego. – Tymczasowo mamy razem śledztwo.

- Och – wyrwało się jej i straciła nim kompletnie zainteresowanie. – Grace, myślisz, że dasz radę zjeść jeszcze jedną porcję lodów? – spytała kobieta, podnosząc się ze swojego miejsca.

Chyba w ten mało subtelny sposób chciała im umożliwić rozmowę. Steve nie bardzo wiedział jednak od czego zacząć.

- Macie coś nowego? – spytał Danny ciekawie.

- Masz rodzinę – wyrwało mu się i Williams przewrócił oczami.

- Każdy ma rodzinę. Mam również matkę, ojca, brata oraz siostrę – wymienił ze spokojem Danny.

- Twoja żona… - zaczął Steve.

- Łoł, łoł, łoł! – wszedł mu w słowo Danny. – Nie zapędzaj się tak. Była żona – poinformował go.

- Nie ma ich w twoich aktach – odparł Steve i Danny spojrzał na niego jakby chciał spytać 'poważnie przeglądałeś moje akta i się do tego tak przyznajesz?'.

Obaj jednak wiedzieli, że Steve przegrzebał cały jego życiorys, ponieważ to właśnie robił.

- W New Jersey to był standard. Mamy mafię, mafia ma wtyki, a uwierz mi lub nie, ale nawet po rozwodzie lubię Rachel żywą. Jest matką mojego dziecka – odparł Danny spokojnie i spojrzał za siebie na Grace, która ćwierkała do Kamekony.

Pojęcia nie miał dlaczego grubas nigdy mu nie powiedział o tym, że Williams miał córkę. I najwyraźniej byłą żonę.

- Och – wyrwało mu się. – Znaczy, że wy dwoje…

- Uprawialiśmy seks przynajmniej raz, skoro mamy dziecko. Tak, Steven. W małżeństwie uprawia się seks – poinformował go Danny śmiertelnie poważnym tonem.

- Czy to jest 'twoja przyjaciółka'? – uściślił, przypominając sobie, że Williams opowiadał mu o kobiecie w przeszłości, która go dominowała.

Nigdy nie powiedział jak i dlaczego się to skończyło.

Danny parsknął śmiechem i zakrył twarz dłonią.

- Nie, Steven – odparł rozbawiony do żywego. – 'Moja przyjaciółka' i ja skończyliśmy się spotykać na długo przed Rachel. Ona też nie jest żadną z moich uległych. To po prostu moja była żona. I zanim zapytasz, nie, podczas naszego związku nie spotykałem się z nikim innym. Większość związków tak się kończy, kiedy ludzie nie są kompatybilni – wyjaśnił mu.

Grace pomachała im, więc Steve odpowiedział tym samym i Danny uśmiechnął się odrobinę szerzej.

- Znalazłeś się tutaj przez przypadek? – spytał Williams.

- Nie odbierałeś telefonu – odparł, ale nie dodał, że w takim razie kazał go wyśledzić.

Danny i tak wydawał się być całkiem tego świadom. Nie mogli jednak rozmawiać w tej otwartej przestrzeni z córką Williamsa zaledwie parę kroków od nich. Rachel zresztą wydała się już znudzona i podeszła do nich z niezbyt przyjemną miną. Nie mogło być między nimi całkiem dobrze, ale to pewnie stygmat rozwodu.

- Danny, jeśli nie masz teraz czasu… - zaczęła Rachel.

- Przepraszam, że przeszkodziłem wam w spotkaniu – wszedł jej pospiesznie w słowo. – Gracie, twój tata nie lubi Hawajów, wiesz może dlaczego? – spytał i dziewczynka wyszczerzyła się szeroko.

- Danno nienawidzi piasku i plaży! A ja ją kocham! I lekarz powiedział, że mogę pływać…. – zaczęła Grace.

- Miała wycięte migdałki – uściślił Danny. – I skarbie, tata pójdzie z tobą na plażę, ponieważ tak jak nienawidzi piasku, tak ciebie kocha bardziej.

Grace promieniowała szczęściem, chociaż lody zaczynały skapywać jej po dłoni.

- Przed domem mam prywatną plażę – wtrącił. – Widziałeś ją już chyba. Może wpadniecie do mnie? Zamiast się ściskać z turystami? – zaproponował.

Danny otworzył usta, jakby nie bardzo wiedział co powiedzieć. Sam nie był pewien co wpadło mu do głowy, ale Grace cieszyła się tak cudownie. Nie przypominał sobie, aby widział kogokolwiek kto promieniował tak pozytywną energią.

- No, Danny. Z kim będzie bezpieczniejsza niż z super SEALem? – spytał, wykorzystując ulubione przezwisko Danny'ego.

- Och, tato! Tam będą foki – powiedziała Grace, kompletnie źle go rozumiejąc, ale zanim zdążył to sprostować, Danny już się wtrącił.

- Skarbie, tylko jedna, a do tego przerośnięta – poinformował córkę Williams.

ooo

Podjechali pod jego dom dwoma samochodami i wysiadł, szperając za kluczami w kieszeni. Wstukał kod alarmu i wpuścił Danny'ego do środka, starając się wymyślić jakiś dobry sposób na rozpoczęcie rozmowy. Grace zdominowała ich spotkanie i nie miał naprawdę nic przeciwko. Córka Williamsa była cudowna. Była tak doskonała, że żałował, że musieli wrócić do pracy. Jednak spędziła kilka ostatnich dni w szpitalu i tak intensywny dzień nie był jej potrzebny.

- Danno? – spytał, ponieważ to cały czas krążyło mu po głowie.

- Nawet nie próbuj – odparł Danny.

- No weź. Opowiesz mi o wszystkim tylko nie o swojej rodzinie? – spytał, ponieważ to naprawdę nie było fair.

Danny'ego nie krępowało odpowiadanie na pytania co lubił w seksie. Steve nie poznał chyba bardziej otwartego faceta nigdy w życiu. Williams nie wstydził się tego kim był ani tego co sprawiało mu przyjemność. A jednak były tematy, które pozostawały poza obrębem dyskusji. I nie wiedział za bardzo co z tym zrobić, ponieważ wyglądało to na kwestie dotyczące zaufania.

- Danno – mruknął.

- Nawet nie próbuj, Steven, mówię poważnie. To coś co jest pomiędzy mną, a moją córką – uprzedził go Williams. – Masz sześć lat? Nie, nie masz. Zachowuj się więc jak dorosły mężczyzna i przestań namawiać China, żeby śledził mój GPS – warknął zirytowany.

Steve zbił usta w wąską kreskę, ponieważ to też nie było sprawiedliwe.

- Czyli zasady są tylko w jedną stronę? – spytał zgryźliwie. – Bo kiedy opowiadałeś mi o waszej cudownej społeczności, spodziewałem się, że 'nie' ma faktycznie jakąś wartość – warknął.

Danny spojrzał na niego zszokowany.

- O czym ty mówisz? – spytał Williams ostro.

- Wybierasz się dzisiaj wieczorem do klubu. Powiedziałem ci, że nie chcę, żebyś szedł tam sam – przypomniał mu.

- Nie będę tam sam. Idziesz za mną. Przyjąłem do wiadomości to co mówiłeś, Steven. Po prostu uznałem za oczywiste, że idziemy razem, skoro nie mamy innego wyjścia – odparł Danny i to była jedna z tych sytuacji, gdy gdzieś tam w tle tkwiło wyraźnie 'w odróżnieniu od ciebie'.

Jakby Steve wysyłał cały czas sygnały, że nie wolno mu ufać i należy go dwa razy sprawdzać. I nie mogli się kłócić teraz, bo miał mętlik w głowie. Nie wiedział nawet za co być bardziej wściekłym.

- Dobra – powiedział nagle, kompletnie się poddając. – Dobra, przepraszam. Zróbmy to – dodał.

Danny zmarszczył brwi, jakby się zgubił w pewnym momencie. I to świetnie, bo Steve chyba właśnie się odnalazł.

- To nie działa, coś jest źle, więc zróbmy to – powtórzył uparcie, patrząc na Danny'ego z wyczekiwaniem, aż mężczyzna zrozumie o co chodzi.

Zmarszczka między brwiami Williamsa pogłębiła się tylko bardziej, kiedy dotarło do niego wszystko.

- Coś nie działa, więc zamierzasz po prostu wskoczyć na głęboką wodę i sprawdzić jak będzie? – spytał z niedowierzaniem Danny. – To takie po twojemu, Steven. Kompletnie…

- Wiem, co działa. Wiem, że kiedy wtedy w klubie po prostu na tobie polegałem, było lepiej. Więc zróbmy to, bo to jedyne co działa – przyznał, nie dodając wcale, że najwyraźniej jego ośli upór wszystko niszczył.

Kiedy starał się, aby było po jego, kiedy udowodnić chciał jemu i sobie, że wie lepiej – wszystko się sypało. I słuchanie Danny'ego przez ostatnie dwa dni pchnęło śledztwo tak daleko, że powinien mu oddać dowodzenie nad tą sprawą. Williams co prawda i tak zlecał Kono i Chinowi zadania, ale uczynienie tego oficjalnym byłoby lepsze. Czuł to wyraźnie w kościach, ale i tak się wzdrygał.

- Chcesz, żebym… - urwał Danny. – Chcesz czego Steven? – spytał, nie chcąc zapewne zakładać za wiele.

- Nie wiem – przyznał całkiem szczerze. – Nie znam się na tym, ale ty się znasz. To nie jest tak, że robicie to od zawsze wiedząc wszystko, więc mnie naucz – zażądał. – Naucz mnie, proszę – dodał, przypominając sobie, że agresywny ton na wiele się nie zda. – Danielu – dodał.

Nie ruszył się, bo Danny drapał się cały czas po brodzie, jakby nie wiedział co teraz zrobić. I jego wzrok był całkiem podejrzliwy, jakby szukał ukrytego znaczenia w tym wszystkim. A Steve po trochę się modlił, aby Danny niczego się nie doszukał. Rozmowa z Kono wbrew pozorom wiele przejaśniła w jego głowie. Wiedział już co bolało go najbardziej, kiedy rozmawiali z Dannym. Może nie był ideałem, nie był doskonały w każdym calu, ale jednak chciał chociaż spróbować zanim Williams zdecyduje, że nie powinien się nim kłopotać.

- Musimy porozmawiać jeszcze… - zaczął Danny.

- Pytaj – powiedział wprost.

- Usiądź – poprosił go Williams i zajął kanapę tak jak poprzedniej nocy, a Steve przylgnął do jego ramienia, ponieważ mógł. – Czy w ogóle wiesz na co się piszesz? – spytał Danny.

- Mam ogólne pojęcie – przyznał. – Ogólne, ale nie szczegółowe – dodał. – Jakoś to wypracujemy – rzucił jeszcze nerwowo, ponieważ przed oczami przelatywały mu różne definicje, z którymi zaznajomił się przez ostatnie dni.

Wszystko było obce i abstrakcyjne. Większość z tych rzeczy nie brzmiała dobrze w jego uszach, ale to nie on się znał na rzeczy. Nie wiedział nawet jak to odebrałoby jego ciało. Skoro ludzie to robili, musieli mieć coś z tego.

- Wypracujemy – powtórzył po nim Danny, jakby nie wierzył, że usłyszał to słowo z jego ust. – Kompromis jest idealnym słowem. Co powiesz na to, żebyśmy jeden osiągnęli? – zaproponował i Steve pokiwał głową. – Mogę powiedzieć ci o czym myślę, a ty mi powiesz na co się zgadzasz – rzucił jeszcze Danny.

- Dobra, ale czy mógłbyś mnie tak dotykać jak w klubie? – spytał i jego serce zaczęło bić odrobinę szybciej.

Nie wiedział czy z nerwów, ponieważ spytał, więc się odsłonił. Czy dlatego, że bał się cholernej odpowiedzi, która nadejdzie.

- W zasadzie o tym właśnie myślałem – przyznał Danny. – Dziękuję, że mi powiedziałeś. Coś jeszcze chodzi ci po głowie? – spytał ciekawie.

Steve przygryzł wnętrze policzka.

- Gdzie mój całus? – spytał pół żartem pół serio.

Coś pojawiło się we wzroku Danny'ego zanim znikło.

- Och, nie martw się. Dostaniesz ich tyle, ile będziesz chciał – obiecał mu Williams. – Zamierzam cię rozebrać do naga i położyć na plecach w twoim łóżku. Chcę, żeby ci było wygodnie. I nie zwiążę cię, ale nie chcę, żebyś się ruszał. Postaraj się być tak nieruchomy jak to tylko możliwe. Będę cię dotykał dłońmi, ustami. Całego – uściślił Danny i Steve poczuł jak przez jego ciało przechodzi dreszcz.

Poprzednim razem skupili się tylko na wszystkim od pasa w górę. I to było cudowne.

- Możesz robić tak wiele hałasu jak tylko chcesz, w zasadzie stosuj się przy mnie o zasady im więcej tym lepiej. Nie mów jednak, będę wiedział, kiedy coś ci się spodoba. Chcę, żebyś doszedł, kiedy będziesz miał ochotę, ale postaraj się wytrzymać jak najdłużej – oznajmił mu Danny. – Nie będziemy robić nic skomplikowanego. Wystarczy, że powiesz 'stop', 'nie' albo 'zwolnij' i przerwiemy, żeby porozmawiać. Nie mamy zbyt wiele czasu. Musimy dzisiaj wyjść – ciągnął dalej Danny. – Jeśli się zgodzisz, zaczniemy teraz i po prostu cię pomasuję, żebyś się odprężył. Miałeś fatalny dzień, więc jeśli będziesz chciał zasnąć, nie krępuj się. Obudzę cię, gdy zajdzie taka potrzeba. Najprawdopodobniej będziesz trochę zamroczony, gdy dojedziemy do klubu, ale to nie będzie problem. Większość z tamtych ludzi po prostu będzie zafascynowana tym jak cudownie się temu poddajesz, Steven. W klubie nie będziesz klęczał. Kiedy leżałeś wczoraj, to wyglądało cudownie. Zresztą podoba mi się jak walczysz o moją uwagę – przyznał Williams i uśmiechnął się krzywo.

A Steve przełknął ciężko, ponieważ sądził, że to jednak nie było aż tak oczywiste. I nie mógł nie zastanawiać się jak wielu ludzi wiedziało, że jego mała zabawa nie była tylko formą drażnienia się z Williamsem, częścią ich codziennej gry. Może jednak zawsze chodziło o jedno i to samo, żeby nie przeszedł koło Danny'ego niezauważonym.

- Nie zostaniemy długo, ale będę trzymał dłoń pod twoją koszulą. Nie dotknę cię jednak, ponieważ chcę to zachować na później. Chcę też, żebyś o tym myślał, gdy będziesz leżał z głową na moich kolanach – ciągnął dalej Danny. – I kiedy wrócimy tutaj, zdecydujesz czy jesteś zbyt zmęczony, żeby kontynuować.

Steve zrobił głębszy wdech.

- Nie będę zmęczony – odparł z pewnością w głosie.

Danny prychnął.

- Nie zakładaj niczego z góry. To ja mam plan, ty jedynie dasz mi zielone światło do wykonania go – oznajmił mu Williams. – Czy wszystko do tej pory brzmi dobrze?

- Nie chciałeś mnie czasem zobaczyć na kolanach? – spytał Steve, nie mogąc się powstrzymać.

Danny zmrużył oczy i wydął usta.

- Kto powiedział, że nie zobaczę cię na kolanach? – odbił piłeczkę Williams. – Wolę cię jednak na plecach i odprężonego. Chcę cię dotykać i poznać. Jeśli się zgodzisz, chciałbym cię do prowadzić do orgazmu ustami – przyznał tak spokojnie, że Steve przez chwilę sądził, że się przesłyszał.

Nie znał nikogo, kto w ten sposób mówił o seksie. I kropla potu zaczęła spływać po jego skroni. W salonie było chyba jakieś sześćdziesiąt stopni. Oddychał przez otwarte usta, a w jego spodniach zaczęło się robić coraz ciaśniej. Zresztą Danny zerknął na jego krocze, jakby chciał dodatkowego potwierdzenia na to, co z nim robi.

- Będę do ciebie mówił cały czas, ponieważ wydaje mi się, że to lubisz – przyznał Williams. – Chciałbym cię komplementować.

- Komplementować? – zdziwił się Steve.

- Chcę sprawdzić czy lubisz być nazywanym dobrym chłopcem, Steven – przyznał szczerze Danny, a z jego ust wyrwał się jakiś dziki półjęk. – I mam swoją odpowiedź – odparł Williams z szerokim uśmiechem.