A/N: Jak ja was kocham wszystkich. Dziękuję jak zwykle za komentarze.

Roxxie: Obiecuję, że...nie czekaj nie mogę obiecać, że nie będzie wzruszających rozdziałów :)

Kokosz: Sugeruję utworzyć konto, powymieniamy się pomysłami ;) I miło mi, że podobała ci się dedykacja.

Glittery Angel: Zdecydowanie Alec zaczyna rozumieć, że kocha Magnusa :)

Miłego czytania. Ten rozdział nie będzie z POV Alec'a, bo jego strona jest opisana w książce!


Rozdział 9. Weź moją siłę

Nie rozmawiałem z Alec'iem od wczoraj. Nadal byłem na niego zły. Chociaż wielokrotnie mnie przepraszał, jeszcze nie do końca mi przeszło. Wiem, że Cate miała rację, mówiąc mi, że powinienem z nim zerwać, ale nie mogę. Kocham go. I wiem, że będzie dla mnie zgubą. Ale nie mogę nic poradzić na moje serce, które wciąż wyrywa się do niego. Wiem, że nie zrobił tego celowo, że tak naprawdę nie miał na myśli tego, że nic nas nie łączy, wiem, że się boi powiedzieć prawdę. Ale niemniej mnie to zabolało, i to porządnie. I dlatego jeszcze nie mogłem stanąć z nim twarzą w twarz. Jeszcze nie był na to czas. I chciałem się tego trzymać, ale niestety było inaczej. Późnym popołudniem dostałem niepokojącą wiadomość od Alexandra.

„Proszę Cię. Potrzebujemy pomocy. Valentine wrócił. Jest na East River. Błagam Cię…Potrzebuję Cię. Spotkajmy się w dokach. Wiem, że wciąż jesteś zły na mnie, ale potrzebuję cię"

Moje serce przyspieszyło. Alec mnie potrzebuje. Choć byłem na niego wielce zły, nie mogłem tego zignorować. Nawet nie wiedziałem kiedy odpisałem mu, że będę. Po tym szybko wybiegłem z domu. Po dwudziestu minutach byłem na East River. Zauważyłem ciężarówkę Luke'a, a w niej Jace'a, Clary i właściciela. Po krótkiej rozmowie rzuciłem czar na samochód, aby mógł się poruszać po wodzie. Gdy znaleźliśmy się w pobliżu statku, na którym był Valentine zacząłem się obawiać. Nigdy nie byłem dobry w walce. Zwykle podstawowe czary wystarczały, ale uważam, że tu będą potrzebne silniejsze zaklęcia. Jace, Luke i Clary udali się na statek a ja trzymałem samochód na wodzie, obserwując sytuację.

Widziałem, jak różni Nocni Łowcy walczyli z demonami, ale moje oczy w szczególności poszukiwały jednego wojownika. I wtedy zauważyłem, jak wpada do wody. Moje serce zamarło. Nie zastanawiałem się długo i szybko rzuciłem zaklęcie utrzymujące samochód na wodzie i skoczyłem za nim. Chwyciłem go, zanim uderzył o dno rzeki. Ledwo go wyciągnąłem z wody i położyłem na podłodze furgonetki. Oddychałem ciężko i starałem się ocucić go. Zacząłem naciskać na jego klatkę piersiową, aż w końcu zaczął się krztusić. Pomogłem mu lekko usiąść, choć czułem, że za kilka chwil sam zemdleję. Za dużo energii wykorzystałem do utrzymania auta. Alec spojrzał na mnie ogłupiały.

-Co…co się stało?—zapytał.

-Próbowałeś wypić East River. Wyciągnąłem cię.—powiedziałem ciężko. Alec szukał czegoś w okolicy swojego pasa. Wywnioskowałem, że chodzi o stelę, żeby mógł się uleczyć.

-Isabelle! Schodziła po drabince...

-Nic jej nie jest. Dotarła na łódź. Widziałem ją. – dotknąłem jego głowę. -Natomiast ty masz wstrząs mózgu.

- Muszę wracać do walki. - Alec odepchnął moją rękę. - Jesteś czarownikiem. Nie możesz... nie wiem, polecieć ze mną z powrotem na statek albo coś w tym rodzaju? I wyleczyć mnie, skoro już zacząłeś?

Oparłem się o bok ciężarówki z ciężkim bólem serca. Czy naprawdę tylko to go obchodzi? Westchnąłem głośno i spojrzałem na niego.

- Przepraszam - bąknął Alec - Wiem, że nie musisz nam pomagać... to przysługa...

- Przestań. Nie chcę oddawać ci przysług. Robię dla ciebie różne rzeczy, bo... cóż, jak myślisz, dlaczego je robię?—przez dłuższą chwilę był milczący i starał się unikać mojego wzroku.

- Muszę wrócić na statek - oświadczył w końcu.

- Pomógłbym ci, ale nie mogę. – powiedziałem zmęczonym głosem. Czułem, że opadam z sił i nie mam za dużo czasu - Usunięcie czarów osłaniających statek, bardzo silnych, demonicznego pochodzenia było ciężkim zadaniem. W dodatku, kiedy wpadłeś do wody musiałem szybko rzucić czar na furgonetkę, żeby nie zatonęła kiedy stracę przytomność, a to jest tylko kwestią czasu, Alec, - Przesunąłem dłonią po oczach, które chciały się zamknąć z wyczerpania. –Ale zdążysz jeszcze doprowadzić samochód z powrotem na ląd.

- Ja... nie wiedziałem.—rzucił zmieszany, patrząc na mnie z przejęciem. Może jednak odrobinkę mu na mnie zależy. Po chwili wyciągnął swoje ręce w moją stronę. Spojrzałem zdziwiony na niego—Weź moją siłę Żebyś mógł dali funkcjonować.

- Sądziłem, że musisz wracać na statek – powiedziałem po chwili

- Muszę walczyć, ale przecież ty też to robisz, prawda? Bierzesz udział w walce, tak samo jak Nocni Łowcy na statku.—mówił jednym tchem—Możesz zaczerpnąć ode mnie trochę siły, słyszałem, że czarownicy to potrafią, więc ci ją daję. Weź ją. Jest twoja.

Chwyciłem delikatnie jego dłonie i złączyłem nasze palce. Alec zacisnął mocniej nasz uścisk i przysunął się bliżej mnie. Zobaczyłem, że przymyka oczy i po chwili ja zrobiłem to samo. Czułem ciepło jego ciała, przy swoim ciele. I wyszeptałem zaklęcie. Chwilę później czułem jego siłę w swoim organizmie. Przebiegała przeze mnie, jak prąd. Poczułem dreszcze na kręgosłupie. Dawno nie czerpałem od nikogo siły. Ale z Alec'iem, to było coś innego niż poprzednie razy. Czułem niesamowitą przyjemność, lepszą niż najlepszy seks do tej pory w moim życiu. Moje serce przyspieszyło. To było coś intymnego pomiędzy nami. Tylko on i ja. Nic więcej się nie liczyło. Otworzyłem swoje oczy szeroko i zobaczyłem, że Alec na mnie patrzy z równie szeroko otwartymi oczyma. Zanim puściłem jego ręce przysunąłem się do niego i pocałowałem go. Gdy poczuł moje usta na swoich odwzajemnił pocałunek i lekko rozchylił swoje wargi. To był znak dla mnie. Zanim wsunąłem swój język do środka, zerwałem magiczne połączenie między nami. Natomiast teraz połączyliśmy się w czymś więcej, w miłości. Jestem pewien, że Alec czuł wszystko, co ja czułem w tej chwili. Wiem, że mógł wyczuć to, co czuję do niego. Jego dłoń powędrowała na moje plecy, pod moją mokrą koszulę i marynarkę. Jego zimne dłonie spowodowały, że na moim ciele pojawiła się gęsia skórka. Kiedy oderwaliśmy się od siebie, wcale nie odsunąłem się od Alec'a. Przeciwnie położyłem swoją głowę na jego ramieniu i mocno ścisnąłem.

-Bałem się o ciebie—zacząłem cicho, kreśląc na jego plecach okręgi jednym z palców—Kiedy wpadłeś do wody…bałem się, że nie zdążę…, że nie zdążę cię uratować…

-Dziękuję, że mnie uratowałeś—przełknął ciężko ślinę—Myślałem, że boisz się otwartych wód

-Bo boję się—odpowiedziałem po chwili niespokojnym głosem, a on zwiększył uścisk i zaczął głaskać mnie po głowie. Zawsze mnie to uspokaja —Panicznie się boję…Ale nie mogłem pozwolić, żebyś utonął…Zawsze cię uratuję…Zawsze skoczę za tobą Alexandrze… nie ważne, czy się boję czy nie. Zawsze skoczę za tobą. Woda, czy ogień…skoczę za tobą.

Spojrzałem mu głęboko w oczy i już miałem go pocałować, ale wtem usłyszeliśmy głośny huk. Odskoczyliśmy do siebie i otworzyłem tylnie drzwi furgonetki. To, co zobaczyliśmy przeraziło nas. Statek, na którym był Valentine razem z innymi Nocnymi Łowcami wybuchł. Alec zaczął się trząść. Wiedziałem, że najchętniej to by skoczył do wody, by znaleźć Jace'a. Szybko doprowadziłem samochód na ląd i oboje wyskoczyliśmy. Rozejrzałem się w poszukiwaniu blond czupryny, albo chociaż rudej. I po chwili ich zobaczyłem. Nie było z nimi, aż tak źle. Luke zabrał ich do furgonetki a ja wyleczyłem kilkoro rannych Łowców. Zobaczyłem, że Alec lekko się uśmiechnął do mnie, zanim ruszył w stronę swojej rodziny. Dziękowałem w duszy bogu i aniołom, że nie zginął tej nocy, że wciąż był ze mną.