Epilog, dedykowany szczególnie Hipno i Titanii, które były od początku i wytrwały do końca, a także Toille, która przez ostatnie rozdziały suszyła mi łeb najbardziej.

Dziękuję.

Po raz ostatni - indżoj.


Akane, 28 VI x778

PW Natsu


Nie mogłem się pomylić. Byłem pewien swego.

Woda lała się z nieba strumieniami.

- Szkoda, że pogoda się zepsuła... - Gray wyjrzał przez okno. - Myślałem, że przejdziemy się jeszcze dziś na plażę.

Zaśmiałem się pod nosem.

- Ciekawe jak bardzo zmienisz zdanie - rzuciłem pod nosem.

- Co tam mruczysz, skośnooki?!

- Chcesz się bić, świniooki?!

Już miałem mu przyłożyć, gdy do drzwi zapukały dziewczyny. Wpuściliśmy je bez chwili zwłoki - chociaż były na zewnątrz raptem niecałą minutę, przemokły do suchej nitki.

Miały już ze sobą kufry.

- Nie mogę wezwać Aurigi - oświadczyła od razu Lucy, zanim jeszcze się przywitała. - Wciąż się regeneruje.

Dla mnie lepiej.

- Musimy się targać na pociąg w taką pogodę? - Gray aż jęknął. Zaśmiałem się, na co zmierzył mnie złowieszczym wzrokiem.

- Ty za to pożałujesz w środku.

Westchnąłem ciężko, wyglądając za okno.

- Trzeba iść do Shikiego.


Wyszczerzyłem się, cisnąc z Luce pod jednym lodowym parasolem - topiły się gdy tylko ich dotknąłem - gdy Gray i Erza wpakowali się do pociągu. Pociągnąłem partnerkę do tyłu, gdy ta już miała wsiadać.

- Natsu?

- My wrócimy jutro! - rzuciłem do zaskoczonych Erzy i lodowego młotka, gdy pociąg ruszył. Luce zamrugała.

- Eh?

- Musisz mi pomóc - rzuciłem wesoło, zupełnie ignorując deszcz i wychodząc spod tego kawałka lodu. Zacząłem węszyć.

Musiała być gdzieś niedaleko.

- Natsu, ale o co chodzi?! - Lucy obruszyła się. Nie było czasu na wyjaśnienia. Pobiegłem za zapachem.

Nie było wątpliwości.


PW Mirajane


- Tak?

- Wasz wniosek został rozpatrzony pozytywnie. - Znajoma twarz uśmiechnęła się do mnie.

- Dziękuję, Mest... To znaczy Doranbalt! - Mężczyzna zaśmiał się, co usłyszałam przez lachrymę komunikacyjną. Nareszcie! Po tylu próbach, zeznaniach, kolejnych wnioskach... Kiedy sprawa zdawała się być beznadziejna...

- Co jest, kochanie? - Usłyszałam głos Frieda. - Czemu płaczesz?

Haha, nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, że po moich policzkach pociekły łzy. Przytuliłam się do męża.

- Spokojnie. Tylko dobre wieści.

Westchnął ze śmiechem, obejmując mnie.

- Ty i te twoje tajemnice...

- Muszę zadzwonić do Lucy! - Drgnęłam jak oparzona, znowu szperając za lachrymą, zapominając, gdzie przed chwilą ją odłożyłam.

- Lucy Heartfilia! Lucy! - gdy tylko sylwetka zamajaczyła w lachrymie, bez zastanowienia zaczęłam nadawać dobre wieści.

- MIRA! - usłyszałam po chwili. - Nie mogę teraz. Cieszę się, ale... - łzy. Coś było nie tak. Spojrzałam na Lucy zmartwiona.

- Co się stało?! - krzyknęłam, przerażona, widząc krew na jej policzku.

- Spokojnie, wszystko dobrze! Ale... Sama zobacz. Nie mogę rozmawiać.

Gdy odwróciła Lachrymę, moje serce zabiło szybciej.

- Jak... - zaczęłam, jednak wizja rozmyła się, zostawiając za sobą jedynie przebłysk błękitu.


PW Lucy, pół godziny wcześniej.


- Natsu, powiesz mi w końcu o co chodzi?! - warknęłam, szarpiąc go, by się zatrzymał. Zrobił to.

Na jego twarzy widniał bardzo szeroki uśmiech.

- No chodź! Luce, zaufaj mi, proszę. - Warknęłam bezsilnie, podążając za nim.

Cali przemoczeni od deszczu - parasol z lodu już dawno się roztopił - dobiegliśmy na kamienną ścieżkę prowadzącą na plażę.

Wzdłuż niej ciągnęła się długa kałuża, pod wpływem magii falująca niczym wzburzone morze.

- Widzisz to, Luce? Widzisz? Mówiłem, że będzie warto! - Wyszczerzył się do mnie jeszcze raz, podbiegając do kałuży.

Stanęłam wryta.

To nie mogła być pomyłka, tylko ona potrafiła wyprawiać takie rzeczy z wodą. Tylko jedna magini umiała zrobić coś takiego; i ta magini powinna nie żyć od dwóch lat.

Powinna, ale żyła. Czułam wyraźnie jej aurę.

Nie było czasu na bycie zszokowaną; podbiegłam do dziewczyny, rozpaczliwie próbującej przybrać swoją własną formę. Dotknęłam lekko jej powierzchni, starając się z całych sił przekazać jej odrobinę swojej magii i pomóc w tym.

Po chwili woda uspokoiła się nieco, kształtując w tak dobrze znane ciało.

- Juvia... - wyszeptałam, widząc jak nabiera własnego koloru. To samo ubranie, które nosiła wtedy, ta sama fryzura. Te same otarcia i rany, które zadane jej zostały bronią inną, niż cieplną. Rany, które zaczęły krwawić.

Zakrztusiła się, plując krwią na nas oboje.

- Lucy Heartfilia! - usłyszałam Mirę. Wyciągnęłam Lachrymę, próbując wytrzeć policzek z krwii. Natsu spróbował podnieść Juvię.

- Lucy, pozytywnie rozpatrzyli nasz wniosek, wypuszczą go! Oh jej, powinniście go odebrać po drodze z trasy i-

- MIRA! - przerwałam trajkotaninę. - Nie mogę teraz. Cieszę się, ale...

- CO SIĘ STAŁO?! - krzyk przyjaciółki zabrzęczał w uszach całej trójki.

- Spokojnie, wszystko dobrze! Ale... Sama zobacz. Nie mogę rozmawiać.

Po skierowaniu lachrymy na Juvię rozłączyłam się.

- Do szpitala, w trymiga! - wyciągnęłam klucz Aurigi, i wymusiłam przyzwanie; nie obchodziło mnie że jest zmęczony, są sprawy ważne, i ważniejsze.


PW Graya


Okej, coś się święci. Mira nigdy nie była tak podekscytowana. NIGDY. I co jakiś czas gada z Lucy przez lachrymę.

Czyli na pewno coś się święci. Obie są całe w skowronkach, ale nadają tak szybko, że nie sposób nawet podsłuchać.

A tak co do Lucy, to ze spalonym móżdżkiem się spóźniają. I Erza się przez to wyżywa. I oczywiście że na mnie.

- Och, już dzisiaj? Kiedy Lucy, kiedy? - Mira zaświergotała tuż przy naszym stoliku, upuszczając kufle niesione dla kogoś w dalszej części sali.

- Właśnie pakujemy się wszyscy do Aurigi - rzuciła blondynka. Mira wydała wręcz nieludzki dźwięk, na co uwaga wszystkich skupiła się na niej.

I na drzwiach, w których właśnie pojawił się niewielki, czarny powozik.

I zamiast oczekiwanych dwóch osób, do gildii weszły cztery.

Wszyscy zamarli, widząc dwoje blutynów prowadzonych przez Natsu i Lucy.

- Juvia.

Nie potrafię opisać tego, co poczułem widząc ją. Nie wiem kiedy, ale już po chwili trzymałem ją w ramionach.

- Gray-sama... - Tym razem to nie wyobraźnia podyktowała mi moje imię. Tym razem to naprawdę była ona. Przycisnąłem ją do siebie z całej siły.

- Już nigdy mnie nie zostawiaj.


PW Erzy


Gray przytulił Juvię do siebie, gdy ja stanęłam jak wryta.

- Erza... Mam nadzieję że nie będziesz zła, że przez trzy lata walczyłyśmy o ułaskawienie dla niego. - Słowa Lucy wleciały jednym uchem, a drugim wyleciały, gdy zobaczyłam ten uśmiech.

- Jellal...

- Erza.

Łzy spłynęły po moich policzkach gdy Gray z Juvią szeptali czule, a mój własny książę podszedł do mnie, i porwał mnie w ramiona. Chodź ledwie fragment nad ziemią, czułam się jakbym była pod samymi chmurami.

- Kocham Cię, Erza. - Otarł moje łzy, i uśmiechnął się do mnie czule. Mira zapiszczała gdzieś z tyłu, a wszyscy członkowie gildii zaczęli wiwatować, gdy nasze usta zetknęły się w krótkim pocałunku.

Natsu zawsze był dobrym zwiastunem, naszym promykiem nadziei. I tym razem też tak było. Wraz z jego powrotem w Fairy Tail miało dziać się już tylko lepiej.

Uśmiechnęłam się, tonąc w objęciach Jellala, który uśmiechnął się, obejmując mnie ciaśniej.


PW Natsu.


Zerknąłem z zazdrością na Erzę i Lodowego Młotka. Lucy kibicowała im wesoło, wraz z resztą gildii.

- Ej, ja też chcę - burknąłem pod nosem, ciągnąc ją zaskoczoną za rękę. Wprawnie złapałem ją i musnąłem jej usta swoimi, oczekując na reakcję.

Wiwaty stały się jeszcze głośniejsze, gdy zaczerwieniła się, ale uśmiechnęła.

- Nie wyobrażasz sobie jak długo czekałam, aż to zrobisz. - Jej zadziornie wystawiony na chwilę język schował się znowu między wargami, nim przytknęła je do moich w nieco dłuższym i głębszym pocałunku. Zaśmiałem się między kolejnymi cmoknięciami.

- Szykuje nam się potrójne wesele! - usłyszałem mistrza.

Zignorowałem to jednak. Miałem ważniejsze, i ciekawsze rzeczy do roboty.

Koniec.


Cóż, trzyletnia przygoda kończy się takim oto typowo romantycznym - jak na mnie przystało - zakończeniem. Cieszę się, że udało mi się po wielu próbach doprowadzić tą historię do końca. Powstanie jeszcze jeden bonus, jednak oficjalna akcja jest już skończona. Jeśli nie jesteście czegoś pewni, dopytajcie w komentarzach, wątek poruszę jakoś w bonusie. Bonus powstanie bo zwyczajnie zapomniałam o jednej, ważnej dla mnie, scenie. A nie mogę umieścić jej w zakończeniu.

Dziękuję wszystkim za całe wsparcie i cierpliwość, które mi okazaliście. Gdyby nie wy, ta historia by nigdy nie została skończona.

A teraz pozwólcie że udam się na zasłużony dziś odpoczynek, by wrócić jutro do pisania drugiego bonusa, i mam nadzieję, że tłumaczenia całej historii.

Mam nadzieję, że dla was czytanie mojego Ciepła było równie ciekawą przygodą, jak dla mnie jego pisanie.