Dodatek.

Salon w Snape Manor jak zawsze był trochę mroczny. Zasłony zaciągnięte prawie całkowicie, przepuszczały tylko przez małą szparkę smugę słońca. Wystarczającą jednak dla czytającego w fotelu mężczyzny.

— Ojcze? — doleciało wołanie z korytarza.

— Tu jestem, Harry.

Do komnaty wszedł dziwnie podejrzanie uśmiechnięty młody mężczyzna. Czarne, długie włosy spięte w kucyk spływały mu na plecy, a dziko rosnąca grzywka została właśnie przyczesana na bok.

— Mam dla ciebie niespodziankę, ojcze. Dokładniej dwie — wypalił zaraz od progu.

Severus Snape uniósł brwi w zdziwieniu.

— A z jakiej to okazji?

— Bez okazji. — Podszedł bliżej, stając po jego prawej. — Draco! Już! — zawołał.

W szeroko otwartych drzwiach pojawił się drugi mężczyzna, z blond warkoczem na ramieniu.

Szedł trochę dziwnie. Jakby kogoś delikatnie popychał przed sobą. Tyle, że nikogo przed nim nie było.

Uklęknął nagle i uniósł dłoń.

— Oto, moje drogie panny, wasz nowy dziadek. — I zdjął pelerynę-niewidkę z dwóch wyraźnie zaciekawionych dziewczynek. — Ukłońcie się ładnie — szepnął im na ucho.

Dziewczynki dygnęły posłusznie.

— Harry?

— Tak, ojcze? — Młodzieniec zaniepokoił się tym bardzo dobrze znanym mrocznym tonem.

— Mógłbym prosić o wytłumaczenie tej sytuacji?

Uśmiech znów rozjaśnił twarz Harry'ego.

— Oczywiście. Zielonooka brunetka to Anna, lat siedem, a szarooka blondyneczka to Penny, lat sześć. Siostry.

— Kontynuuj. Nadal czekam.

— Adoptowaliśmy je z Draco. A ty, jako nasz opiekun, stajesz się ich dziadkiem.

— Jak to adoptowaliście? Czarodzieje nie...

— Ale mugole mogą.

Severus zmierzył obu swoich podopiecznych takim spojrzeniem, że dziewczynki zapiszczały i schowały się. Blondynka za Harrym, a brunetka za Draco.

Mężczyzna sięgnął po laskę opartą dotąd o bok fotela i podpierając się na niej, wstał.

— To znowu jakieś wasze durne żarty? Nie zdążyłem jeszcze naprawić szafy po tych waszych kundlach, a wy już sprowadzacie tu...

— Ojcze! — Głos Harry'ego nagle stał się ostry. — To są od dziś nasze córki! Staraliśmy się o nie od dwóch lat. Zostały porzucone przez swoich rodziców, bo uznali je za dziwolągi.

Severus obejrzał się na obie dziewczynki.

Harry zasyczał cicho, a one mu odpowiedziały tak samo.

— Obie? — zdziwił się Snape.

— Tak. Ale to nie wszystko. Anno, mogłabyś?

Brunetka wysunęła się zza pleców Draco i uniosła dłoń. Zasyczała i pokój rozjaśnił się delikatnym światłem, wydobywającym się z kilkunastu maleńkich kul.

— Nie potrzebuje różdżki?

— Penny też nie. — Wziął blondyneczkę na ręce.

— Czemu dziadzio jest zły? — spytała Penny. — Nie lubi niespodzianek?

— Na pewno nie bachorów sikających do łóżka — sapnął zdenerwowany Snape.

Nie lubił być zaskakiwany w ten sposób.

— Głupi jesteś! Ma już sześć lat. Nie sika do łóżka. Tylko niemowlaki i staruszki tak robią, bo nie potrafią chodzić do łazienki. A ty potrafisz zdążyć? — spytała nagle starsza dziewczynka.

— Mała!

— Żadna „mała"! Penny jest od dziś Potter, a ja Malfoy!

— Wy tak całkiem na poważnie? ― Spojrzał na przybranych synów.

Chyba do mężczyzny zaczęło w końcu docierać.

— Tak, wujku. Jesteśmy tego całkowicie pewni. Zakochaliśmy się w nich dwa lata temu i do dziś nam nie przeszło. Co prawda, mugole strasznie nam utrudniali, ale słówko do ministra magii od Harry'ego Pottera, pogromcy Voldemorta, zadziałało cuda. Sam premier Anglii dał zgodę na tę adopcję.

Harry wezwał skrzata.

— Zgredku, zajmij się dziewczynkami. Pewnie mają ochotę na coś słodkiego.

— Tak jest, paniczu.

Dziewczynki pobiegły za skrzatem, szepcząc coś do siebie.

— Czemu ten wąż nie zeżarł także ciebie? Miałbym teraz spokój i ciszę — warknął Snape.

— Mam go poprosić, by dokończył?

— O, nie! Jak ostatnio go wezwałeś, rozwalił cały ogród.

— Naprawiłem go przecież! — oburzył się Harry.

— Dobrze, że był chociaż raz przydatny — mruknął zamyślony Severus.

— Tak, połknięcie przez boga wiatru, powietrza, dziennego nieba i dobrobytu, nie należało do najprzyjemniejszych rozrywek Voldemorta — zaśmiał się Draco.

— Za to niezły nawóz wyszedł. Jak ostatnio byłem w Hogwarcie, wierzba bijąca okładała Wielką Kałamarnicę, bo łamała jej gałęzie, pochylające się nad jeziorem.

— Tak, a Hagrid może spokojnie zdjąć dach, i tak będzie miał sucho.

— Co robią dziewczynki? — spytał nagle Snape, przerywając im wspominki.

Draco spojrzał na Harry'ego, ale ten już okręcał się na pięcie, wypadając z salonu.

Severus Snape pokiwał głową i ruszył za Draco.

Kuchnia wyglądała jak pobojowisko po bitwie.

— Panno Potter! Panno Malfoy! — warknął Snape, widząc stan kuchni. — Co to ma znaczyć?

— Chciałam zrobić eliksir wzmacniający, taki, o jakim mówił tata, ale Anna wrzuciła mi do niego sody i wybuchł.

— Eliksir? Potter i eliksir?

Harry przewrócił oczami.

— Zaczyna się.

— Panno Potter, proszę za mną. Pokażę ci, co to jest prawdziwe laboratorium warzyciela eliksirów. A wy tu posprzątajcie!

— Tato? — usłyszał jeszcze mistrz eliksirów, gdy kierował się na pierwsze piętro.

— Tak, Anno.

— Czy to jest to, co nazwałeś „szlabanem"?

— Tak, kochanie. To jest właśnie szlaban.

Koniec.

Definitywny.

Ale jak wiemy, ze mną to różnie może być :D