N/A Trochę mi zeszło z tą częścią, nie ma co tu kryć. Może dlatego, że mi Wena nieco zmieniła zainteresowanie, a może temu, że jakby nie patrzeć, koniec semestru i sesja to jakieś tam jednak wyzwanie umysłowe, które zżera dużo czasu strasznie. Nie mniej jednak biję się w piersi i pokornie proszę o wybaczenie.

Przeczytałam dosłownie wczoraj 7 część sagi, tak w ramach powrotu do tego kanonu i przypomnień przed premierą ostaniego filmu. Muszę przyznać, że jest kilka nieścisłości w tym moim fiku, jeśli chodzi o jego kanoniczność. Może kiedyś, jak znajdę trochę wewnętrznej energii, przeregaduję go odpowiednio. Tymczasem postaram się zakończyć moją opowieść w miarę kanonicznie. Zobaczymy, co z tych starań wyjdzie ;)

Po tym rozdziale planuję coś w formie epilogu i będzie koniec ;)

Z dedykacją dla wszystkich Czytelników, zwłaszcza komentujących. Cieszy się me serce i dusza raduje, gdy komentujecie, więc jeśli chcecie coś napisać – nie krępujcie się ;) Konstruktywna krytyka mile widziana.


Aportowali się z trzaskiem na ponurej uliczce jakiegoś zapomnianego miasta. Snape zachwiał się nieznacznie i z dezaprobatą spojrzał na Pottera, który poprawił chwyt na jego przedramieniu.

- Nic mi nie jest, Potter… - wycedził przez zęby, patrząc przed siebie. Tak naprawdę kręciło mu się w głowie mocniej niż zwykle po aportacji – najprawdopodobniej w wyniku osłabienia. I gdzieś w głębi duszy, poczuł ciepło wynikające z tego, że ktoś się o niego martwił i chronił przed upadkiem. Szybko jednak odepchnął od siebie tę myśl. Zwłaszcza, że jego ostoją był, bądź co bądź, Potter. Merlin by się uśmiał, pomyślał, krzywiąc się lekko.

- Dokąd teraz? – zapytał Harry, rozglądając się po okolicy i wzdrygając się lekko. Owszem, jego dzieciństwo nie było szczytem marzeń żadnego dziecka, ale przynajmniej wychował się w schludnej i porządnej dzielnicy, wśród ludzi trzymających jakiś poziom. I choć nigdy nie przypuszczał, że będzie o Privet Drive myślał pozytywnie, to nagle wydała mu się całkiem fajnym miejscem na spędzenie dzieciństwa. W przeciwieństwie do miejsca, w którym obecnie się znajdował. Brudne, od lat nieremontowane fasady starych kamienic robiły fatalne wrażenie, podobnie jak powybijane okna zabite deskami i kawałkami kartonów. Mimo słonecznego dnia, uliczka była mroczna i przerażająco smutna.

- Ty dokąd chcesz – odburknął Snape, nie ruszając się jednak z miejsca, jakby bojąc się zrobić krok naprzód.

Harry spojrzał na niego z ukosa i nic nie powiedział. Ruszył przed siebie, w międzyczasie puszczając przegub Mistrza Eliksirów. Odetchnął z ulgą, słysząc za sobą kroki Snape'a, choć bez towarzyszącego im zwykle szelestu szat. Severus ubrany był w zwykłe mugolskie ubranie i Harry nie mógł przestać gapić się na niego z otwartymi ustami, gdy zastał go tak ubranego dziś rano w szpitalu. Jakby nagle Nietoperz stał się zwykłym człowiekiem…

- Wolniej Potter, nie będę za tobą biegał – usłyszał zza swoich pleców i uśmiechnął się lekko, zatrzymując się.

- Zwykle to ja za tobą musiałem biec, gdy sadziłeś tymi swoimi wielkimi krokami… - spojrzał na byłego nauczyciela z rozbawieniem. Snape machnął pogardliwie ręką, ale Harry mógłby przysiąc, że w czarnych oczach Severusa również błysnęło rozbawienie.

- Poczekaj, jeszcze wrócę do formy… - wymamrotał pod nosem, choć na tyle głośno, by chłopak go usłyszał.

- Nie wątpię – Harry wyszczerzył się w uśmiechu, kiwając gorliwie głową, czym zasłużył sobie na prychnięcie.

Przeszli bez słów jeszcze kilkadziesiąt metrów, gdy nagle Snape stanął jak wryty, wpatrując się w punkt przed sobą. Harry podążył wzrokiem za jego spojrzeniem i poczuł, jak dreszcz przebiega mu po plecach. Stali przed stosem gruzów i drewna, który kiedyś musiał być domem Snape'a. Wyglądało na to, że jakiś zabłąkany śmierciożerca urządził małą zemstę na zdrajcy Voldemorta. Co było dość oczywiste, sądząc po napisie z jarzących się na czerwono liter, zawieszonych kilka metrów nad pobojowiskiem: „Będziesz następny Snape! Dla zdrajców nie ma litości!".

Severus zacisnął zęby i pięści, wpatrując się bez ruchu w szczątki swojego domu. Domu, którego nienawidził, ale który stanowił jego jedyną ostoję, zwłaszcza przez ostatni rok, odkąd domem przestał być mu Hogwart. Domu, w którym przeżył tak wiele strasznych chwil jako dziecko, ale jedynego domu, jaki miał, jedynego miejsca, do którego mógł wrócić.

- Snape… - zaczął Harry, zerkając na niego ze współczuciem – Tak mi przykro… - dotknął jego ramienia, ale ten strząsnął z gniewem jego rękę i zrobił krok w stronę ruiny.

Harry wyjął różdżkę i wymamrotał kilka zaklęć, sprawdzając, czy rumowisko nie jest obłożone jakąś klątwą, ale wszystko wydawało się być w porządku. Podążył za Mistrzem Eliksirów, który schylił się i podniósł wyświechtaną resztkę jakiejś książki. Potter z trudem odcyfrował z nadpalonej okładki tytuł: „Leksykon Eliksirów". Snape wpatrywał się bezmyślnie w trzymany w dłoni swój ukochany tom, zupełnie nie wiedząc, co ma dalej zrobić, dokąd pójść.

Tym razem nie odtrącił dłoni Harry'ego, gdy poczuł, jak ten łapie go za ramię i prowadzi w stronę, z której przyszli. Nic nie powiedział, nie obejrzał się za siebie ani razu. Po prostu szedł ze spuszczoną głową za Wybrańcem, patrząc na książkę, której nie wypuścił z ręki.

- Zabiorę nas na Grimmauld Place… - powiedział chłopak, zatrzymując się i poprawiając chwyt. Snape tylko nieznacznie skinął głową.

Deportowali się z trzaskiem.

/\

Pojawili się na zaniedbanym skwerku na Grimmauld Place ułamek sekundy później. Harry rozejrzał się, ale placyk był tradycyjnie pusty. W stojących nieopodal pojemnikach na śmieci buszował bury kot, który nie okazał im swojego zainteresowania.

- Chodźmy – powiedział cicho Harry, wciąż zaciskając palce na przegubie Snape'a. Bez słowa przeszli niewielki odcinek i stanęli przy barierce między numerami 11 i 13.

- Hermiona pomogła mi rzucić nowego Fideliusa – wyjaśnił Harry – Dawna Kwatera Główna Zakonu Feniksa znajduje się przy Grimmaud Place 12 – wyrecytował. Snape bez ruchu obserwował, jak pojawia się przed ich nosami dom Blacków – Zapraszam – Potter wykonał nieokreślony ruch ręką i uśmiechnął się niepewnie. Snape milczał. Weszli na schodki przed drzwiami, Harry dotknął końcem różdżki drzwi, które otworzyły się bezszelestnie.

W holu momentalnie zapaliło się światło. Snape rozejrzał się, lekko zdezorientowany.

- Trochę tu odnowiliśmy – wyjaśnił Harry, podążając za wzrokiem Mistrza Eliksirów, który patrzył na kremowe ściany ponurego dotąd holu. Nagle starszy mężczyzna stanął jak wryty. Harry obejrzał się na niego przez ramię – Profesor Flitwick pomógł nam zdjąć to... zabezpieczenie Szalonookiego... – wyjaśnił, czując lekkie zażenowanie – Było dość... męczące.

Snape nie prychnął pogardliwie, nawet nie uśmiechnął się ironicznie, tylko kiwnął głową i z ledwo widocznym wahaniem podążył za Wybrańcem wgłąb korytarza. Zerknął na miejsce, w którym wisiał zawsze portret matki Blacka i uniósł brwi, gdy go tam nie znalazł.

- Cóż, Czarna Różdżka ma parę fajnych właściwości – Potter wyszczerzył się do niego, wspominając oburzenie Rona i Hermiony, gdy powiedział, że odłoży różdżkę do grobowca Dumbledore'a dopiero, gdy wykorzysta ją do naprawienia choć fragmentu tego wszystkiego, co zniszczył Voldemort i jego sługusy. Skoro potrafiła naprawić jego złamaną różdzkę z piórem Fawkesa, to potrafiła naprawiać o wiele więcej. Tak więc przy pomocy Berła Śmierci, Harry odbudował sporą część Hogwartu – zwłaszcza części zniszczone przez czarnoksięskie zaklęcia, na które nie działała „zwykła" magia. Przypadkowo któregoś popołudnia, wpadł z Czarną Różdżką do domu Syriusza i odruchowo, gdy tylko pani Black rozwrzeszczała się na niego jak zwykle, machnął nią w kierunku portretu i sprawił, że ten znikł. Użył więc różdżki z czarnego bzu do usunięcia z domu wszystkich czarnomagicznych pamiątek po Blackach, których innymi sposobami nie dało się usunąć. Łącznie z kolekcją głów domowych skrzatów wiszącą na klatce schododowej.

Snape patrzył na niego, niedowierzając. Gówniarz wykorzystał najpotężniejszą różdżkę na świecie do sprzątania.

- Nie rób takiej miny, Snape – Harry nie tracił dobrego humoru – Odbudowałem Czarną Różdżką Hogwart, pomogłem postawić za jej pomocą bariery ochronne wokół zamku i wygnać dementorów z kraju. Pierwszy raz ta różdżka robiła coś pożytecznego... coś dobrego, a nie zabijała... – rozejrzał się po domu, odnowionym, jasnym i przyjemnym – Dumbledore nie miał nic przeciwko temu – dodał, jakby autorytet nieżyjącego dyrektora Hogwartu miał decydujące znaczenie.

Severus chrząknął, ale nie odezwał się. Harry zmarszczył brwi.

- Pozwoliłem sobie przygotować ci pokój... – zaczął chłopak – Na pierwszym piętrze, zaraz przy schodach. Jest skromny, ale...

- Wystarczy, Potter – warknął Snape – Nie zabawię tu długo.

- Możesz mieszkać tak długo, jak chcesz – ton głosu Harry'ego był zupełnie pozbawiony złościwości, czy zniecierpliwienia – Stworek będzie ci gotował, jest w tym całkiem dobry – uśmiechnął się na wspomnienie obiadów, jakie serwował im skrzat, gdy z Ronem i Hermioną mieszkali tu rok temu.

- Nie trzeba – burknął Snape, ale Harry go zignorował.

- To ja pójdę, poproszę Stworka o jakieś drugie śniadanie dla nas, a ty może obejrzyj swój pokój? – zaproponował i nie czekając na odpowiedź, skierował kroki do kuchni.

Mistrz Eliksirów zmełł w ustach jakąś kąśliwą uwagę i z cierpiętniczą miną zaczął wspinać się po schodach. Lekko zdyszany stanął na ich szczycie i rozejrzał się. Korytarzyk miał tą samą kremową barwę, co hol na dole, drewniana podłoga lśniła czystością. Uchylone drzwi do łazienki ukazywały fragment srebrnej wanny i marmurowej podłogi, która zmieniła swoją nieskazitelną czerń w piaskową żółć. Westchnął lekko i odszukał wzrokiem drzwi do pokoju, który miał zająć. Tylko jedne, poza tymi do łazienki, były uchylone, więc skierował swoje kroki w ich stronę. Zajrzał niepewnie do pomieszczenia i zamarł na chwilę. Okno pokoju wychodziło na ulicę, wpadało przez nie poranne słońce. Zasłony miały ten sam kolor co narzuta na łóżku – butelkowej zieleni. Mahoniowe łóżko z kolumienkami zasłane było srebrną, jedwabną pościelą. Stonowany kolor ścian w połączeniu z ciemną, drewnianą podłogą, sprawiał, że pokój był jednocześnie przytulny i surowy w wyrazie. Mahoniowa szafa, półka na książki i biurko z prostym krzesłem stojące pod oknem stanowiły całe wyposażenie.

- Chciałem dodać jeszcze herb Slytherinu nad łóżkiem, ale się powstrzymałem – usłyszał za sobą rozbawiony głos Pottera. Zacisnął zęby – Jeśli czegoś byś potrzebował, Stworek na pewno ci pomoże – dodał chłopak, stając obok niego, ale nie wchodząc do pokoju – Może być? – spojrzał mu w twarz.

Snape kiwnął głową, próbując odzyskać mowę. Nie spodziewał się, że Chłopiec Który Przeżył zaoferuje mu pokój dorównujący jego sypialni w rezydencji Malfoyów.

- Cieszę się – odparł chłopak, udając, że nie dostrzega wilgotnych oczu Snape'a – Mam coś dla ciebie...

Severus popatrzył na niego spode łba. Harry podszedł do biurka i wysunął szufladę. Snape przełknął ślinę i poczuł, że miękną mu kolana. Potter wracał do niego z jego różdżką w ręku. Oprócz różdżki trzymał w ręku zdjęcie.

- Znaleźliśmy ją we Wrzeszczącej Chacie... – zaczął chłopak – Ministerstwo jej szukało... Dali sobie spokój dopiero, kiedy zabroniłem im traktować cię jako zbiegłego śmierciożercę... – podał mu ją. Snape musiał użyć całego zapasu swojej samokontroli, by powstrzymać drżenie ręki sięgając po swoją różdżkę, z której bezpowrotną utratą musiał pogodzić się, gdy pracownicy Munga powiedzieli, że nie było go przy niej, kiedy Potter teleportował się z nim do szpitala. Poczuł znajome ciepło i lekkie wibracje, gdy złapał ją w palce. Uśmiechnął się mimowolnie, ale szybko przywołał się do porządku. Uśmiech nie umknął jednak uwadze Pottera, który uniósł kąciki ust.

- Mam coś jeszcze... – kontynuował chłopak – Znalazłem w twojej szacie zdjęcie mojej mamy...

Severus oderwał wzrok od różdżki i podniósł oczy, z lekkim niepokojem patrząc na twarz syna Lily. Otworzył usta, ale po chwili je zamknął, nie mając pomysłu na to, co miałby powiedzieć Potterowi.

- Znalazłem też drugą połowę tego zdjęcia... – Harry odwrócił wzrok – Pozwoliłem sobie je naprawić i zachować, bo nie miałem tej fotografii...

Snape westchnął niemal niesłyszalnie. Powinien się tego spodziewać.

- Ale... – chłopak przełknął ślinę – Znalazłem to.

Ręka Harry'ego drżała, gdy podawał swemu nauczycielowi fotografię, którą znalazł w rzeczach swojej matki odkrytych w ruinach domu, w którym zginęli jego rodzice. Kilkanaście dni po Bitwie o Hogwart znów wybrał się do Doliny Godryka i po odwiedzeniu cmentarza, postanowił popatrzeć na swój dom. Tknięty przeczuciem postanowił do niego wejść. Wnętrze, najwyraźniej chronione jakimiś zaklęciami, zachowało się niemal idealnie pomimo 16 lat odkąd ktoś w nim mieszkał. Harry przez cały dzień przeszukiwał dom, płacząc i śmiejąc się na zmianę. Znalazł mnóstwo cudownych pamiątek po swoim utraconym życiu i zmarłych rodzicach, z masą zdjęć na czele. W pudełku ze szpargałami należącymi do Lily odkrył kilka zdjęć – mugolskich, na których Lily była z Petunią i rodzicami, niektóre już z czasów, gdy chodziła do Hogwartu i kilka magicznych, w tym większość ze Snapem. Harry wybrał jedno, na którym Severus obejmował ramieniem jego matkę i uśmiechał się radośnie, gdy brązowowłosa dziewczyna przytulała się do niego, obejmując go w pasie. Sądząc po ich wieku, było to niedługo przed wydarzeniami nad jeziorem, które na zawsze rozdzieliły Lily Evans i Severusa Snape'a. Kilkanaście minut Harry wpatrywał się w tę fotografię, próbując odegnać natrętną myśl, że gdyby Snape posłuchał swojej przyjaciółki każącej mu zerwać z czarną magią, gdyby nie przystał do śmierciożerców, Harry nie byłby zapewne synem Jamesa Pottera. W końcu postanowił oddać fotografię Snape'owi.

Mistrz Eliksirów wpartywał się w zdjęcie bezmyślnie, pochłaniając je wzrokiem. Zamrugał kilkakrotnie, gdy napływające do oczu łzy przesłaniały mu widok. Harry uśmiechnął się smutno, widząc jak ramiona jego nauczyciela zaczynają drżeć od tłumionego płaczu, a na podłogę skapują łzy. Podszedł do Snape'a i dotknął lekko jego ramienia.

- Będę w kuchni – powiedział ściszonym głosem i już miał wyjść, gdy zatrzymał go zachrypnięty głos.

- Potter...

- Tak?

- Dziękuję – nie popatrzył na niego, wciąż z oczami utkwionymi w zdjęciu – Nie wiem dlaczego to robisz, ale dziękuję...

- Kochaliśmy... kochamy... tę samą kobietę, Snape – odparł Harry ze ściśniętym gardłem – Obaj chcielibyśmy, żeby żyła. Obaj za nią tęsknimy...

Severus podniósł wzrok i utkwił czarne oczy w zielonych, tak podobnych do oczu Lily. Po chwili kiwnął lekko głową. Harry uśmiechnął się.

- Będę na dole – powtórzył, odwrócił się i wyszedł z pokoju.