Okey.. Mała podmianka tematów, jako że pisanie prawie tego samego mnie nie bawi..
Day Ten - Moving in together
Zaczęło się od tego, że sąsiadowi z góry pękły rury. Nie było go w domu - godziny pracy, konkretniej zatem nikogo w całym bloku nie było. Nie miał, więc powstrzymać cieknącej wody. I jak nie trudno się domyślić woda płynęła zgodnie z prawem fizyki ku ziemi, przenikając przez podłogę. A że płynu było dużo, to i długo spływała, zalewając kolejne mieszkania, zanim dozorca zauważył, że słyszy szum wody, której jako że mieszkał w dzielnicy, gdzie rzek brak, nie mógł słyszeć. Co prawda cały budynek nie ucierpiał, najgorzej miały się dwa mieszkania - bezpośrednio pod tym, skąd ciekła woda i jedno niżej.
Molly była nieszczęśliwym wybrańcem jednego z zalanych mieszkań. Trzeba było zrobić remont. Właściciel pękniętej rury postąpił pięknie z miejsca ofiarując się, że wypłaci odszkodowanie bez wystąpienia na drogę sądową, co jednak nie zmieniało faktu, że panna Hooper najadła się strachu, obawiając się o Toby'ego. Poza tym musiała się wyprowadzić na czas remontu i ponaprawiać to, co dało się naprawić i wyrzucić to, czego uratować się już nie dało.
Pani Hudson zaproponowała jej pokój po Johnie. Molly, która w tak zwanym międzyczasie przespała dwie noce w kostnicy - do dzisiaj nie wie, dla kogo było to bardziej traumatyczne doświadczenie dla niej, czy dla dozorcy, który przyszedł w nocy posprzątać - zgodziła się z wielką chęcią. Nie czekała aż pani Hudson zmieni zdanie lub co gorsza, do jej własnej głowy przyjdą bardzo praktyczne argumenty za niemieszkaniem - co prawda tylko na okres remontu, ale zawsze był to jakiś czas - z Sherlockiem.
Wprowadziła się wraz z Toby'm, jednak minął dzień lub dwa, komentarza na temat jej obecności od Sherlocka nie usłyszała. Po tygodniu detektyw nadal uważał jej obecność za coś zupełnie naturalnego - choć zdarzyło mu się kilka razy nazwać ją Johnem - i bez skrupułów budził ją w nocy i wysyłał w celu zrobienia jakiejś Ważnej Rzeczy, Która Nie Może Czekać Ani Minuty Dłużej. Mniej więcej po dwóch tygodniach spytała, czy przeszkadza mu jej obecność. Sherlock nie oderwał oczu od probówki, powiedział, że życzy jej szybkiej sprzedaży mieszkania, bo czynsz za 221B Baker Street sam się nie opłacił, po czym wrócił do eksperymentu.
I tak jakoś wyszło, że już się nie wyprowadziła.
