Wrócili na posterunek we względnej ciszy. Danny spoglądał na niego niepewnie przez cały czas i może dlatego zgodził się, aby to Steve prowadził. Przewodnik miał większe pole do popisu, kiedy nie musiał interesować się tym, co działo się na jezdni.
- No co? – spytał w końcu, zirytowany przedłużającą się ciszą, kiedy zgasił silnik.
To Danny powinien cały czas mówić. On nie był w tym dobry nawet, kiedy wszystkie jego komórki nerwowe współpracowały.
- Nic – odparł jego Przewodnik i splótł ich palce razem.
Steve odprężył się momentalnie.
- Powiedziałeś, żebym zdał się na instynkt… - zaczął Danny i urwał, kiedy ktoś zapukał w ich szybę. – Co jest posterunkowy? – spytał, otwierając drzwi.
- Kapitan wzywa – odparł mężczyzna przepraszającym tonem.
- Steven, wiedziałem, że będziemy mieli kłopoty – jęknął Danny.
ooo
Jeszcze nigdy go nie zawieszono. Uczucie było dziwne. Delano wydawał się naprawdę szczęśliwy, kiedy Danny oddał odznakę i swój pistolet Kapitanowi. Nie przypominał sobie, aby jego Przewodnik był kiedykolwiek tak wściekły.
- To jest idiotyczne – stwierdził Steve. – Nie może nas pan zawiesić.
- Nie mogę? – spytał Kapitan podniesionym tonem.
- Steve – warknął Danny ostrzegawczo.
- Nie mogę? Twoja współpraca ze SWAT nie została autoryzowana przeze mnie. Williams nie ma prawa brać udziału w akcjach innych jednostek bez uzgodnienia tego ze mną – poinformował go sucho mężczyzna.
- Moja współpraca nie wymaga autoryzacji. Poza tym jestem starszy stopniem. Jesteś tylko kapitanem, a ja komandorem porucznikiem. Policja ma obowiązek podporządkować się wojskowym – przypomniał mu.
Mężczyzna poczerwieniał na policzkach.
- Steven, zamknij się – warknął Danny.
- W takim razie, komandorze poruczniku Strażniku McGarrett jest pan wolny – stwierdził Kapitan. – Williams, zostań – dodał.
I Danny wypuścił z płuc długie westchnienie, spoglądając na niego spode łba. Może tego należało się spodziewać. Danny w końcu był jego podkomendnym i Steve jakoś nie wziął pod uwagę, że użyją jego Przewodnika jako siły nacisku.
- Dobra – warknął w końcu, wyciągając swojego zabezpieczonego sig sauera z pochwy.
Zostawił swój pistolet na biurku i zaplótł dłonie na piersi. W Marynarce nie robili takich cyrków. Naprawdę tęsknił do wojska.
ooo
Danny nie odzywał się do niego przez całą drogę do budynku Organizacji. I to jego Przewodnik prowadził, więc Steve mógł dostrzec napięte linie mięśni, ścięgien, pulsujące żyły pod skórą. Danny był wściekły. Wszystko wskazywało na to; zarówno biologiczne aspekty jak i analiza wcześniejszego zachowania.
Nie wiedział czy to oznacza, że nigdy nie wrócą do przerwanej rozmowy. Danny pocałował go. Pamiętał nadal smak jego ust. Trochę słony od potu. Może był jednak efektem adrenaliny. Ludzie różnie reagowali na stresowe sytuacje. A mimo to kiedy on pocałował Danny'ego Przewodnik się temu poddał, więc to musiało coś znaczyć.
Danny wysiadł z samochodu bez ostrzeżenia, więc Steve podążył za nim, starając się nie zwracać uwagi na to jak kobieta w recepcji patrzyła na ich wtargnięcie. Jego Przewodnik był trochę cholerykiem, ale ponieważ został zawieszony, miał powód do złości. Steve nie wiedział co zrobić, kiedy Danny posiadał faktyczne argumenty.
- Przepraszam – powiedział, kiedy drzwi się za nimi zamknęły.
Danny odwrócił się gwałtownie z palcem skierowanym w jego klatkę piersiową.
- Nigdy przez dziesięć lat służby nie zostałem zawieszony. Nigdy – podkreślił to Przewodnik. – Jesteś dureń i imbecyl. I jak mogłeś pomyśleć, że rzucanie mojemu szefowi tekstu, że jesteś wyższy stopniem w czymkolwiek pomoże? – spytał.
- Nie wiedziałem, że cię zawieszą – odparł. – Ale dlaczego cię zawiesili? Akcja się udała. Nie miałeś nawet broni w rękach. Jedynie tam stałeś – dodał.
- Ale najwyraźniej nie mogą się dobrać do twojej dupy, więc dobrali się do mojej. A ja mam dziecko na utrzymaniu i proces w toku, Steven. Nie mogą mnie zawieszać na prawo i lewo – jęknął jego Przewodnik. – A co najgorsze nie mogę być nawet na ciebie wściekły, bo SWAT nie poradziłoby sobie bez ciebie. Nakierowałeś ich na tych dupków tylko swoim słuchem. Nigdy wcześniej nie widziałem zdenerwowanego snajpera – westchnął.
Steve nie mógł nie zapleść dłoni na piersi, zastanawiając się jak to rozumieć.
- Czyli nie jesteś na mnie zły? – upewnił się.
- Jestem. Jestem wściekły. Jestem tak wściekły, że mógłbym ci teraz przywalić. Jesteś maniakiem. I z pewnością coś z tobą nie tak. Nie mieliście czegoś takiego jak hierarchia w armii? – spytał.
- Tak, jestem komandorem porucznikiem – przypomniał mu.
- Cieszę się twoim szczęściem, ale nasz łańcuch dowodzenia mówi, że podlegasz Kapitanowi i nie możesz robić takich numerów – westchnął Danny.
- Czyli zawiesił swojego najlepszego detektywa i jedynego w mieście współpracującego Strażnika, bo nacisnąłem mu na odcisk? – spytał z niedowierzaniem.
- Nie, zawiesił nas, bo nieprzestrzeganie zasad oznacza chaos – warknął Danny.
Steve nie do końca to rozumiał. W świecie ogólnie panował chaos. Steve słyszał go wyraźnie każdego dnia. Na polu bitwy też kule nie trafiały kolejno podkomendnych aż do dowódców. Czasami porucznicy stawali się majorami, kiedy wymagała tego sytuacja. Wszystko było bardziej płynne i logiczne. Ludzie robili to, co musieli, żeby przeżyć.
- Zawiesił nas, żeby dać reszcie przykład i to mój świat jest szalony? – spytał z niedowierzaniem.
Danny schował tylko twarz w dłoniach.
ooo
Woda przestała w końcu spływać po kafelkach. Słyszał jak Danny zaczął wycierać się, nadal przeklinając pod nosem. Najwyraźniej nie potrzebował nawet rozmówcy. A może teraz wiedział już, że Steve słyszy go tak czy siak. Mniej więcej dopiero teraz wracaliby z pracy i nie wiedział co zrobić z całym tym czasem.
Jego Przewodnik równie dobrze mógł planować nadrobić stracone wcześniej godziny snu. Nie wypił w końcu dzisiaj swoich trzech kaw. Ciśnienie jego krwi wydawało się nadal wysokie, ale miał się kiedyś uspokoić.
Steve jeszcze się nie wściekał. Po prostu nie rozumiał sytuacji.
Danny miał drobne stopy. Nie wydawały za bardzo dźwięku w kontakcie z dywanem. Steve postanowił również nie komentować faktu, że kiedy jego Przewodnik siadał na łóżku, jego stopy nie dotykały podłogi.
- Prysznic – rzucił krótko.
Danny skinął tylko głową. Nadal miał tę minę, której Steve nie rozgryzał.
ooo
Danny czekał na niego. Nie sięgnął nawet po kopie akt, które przyniósł ze swojego mieszkania. Może dzisiaj mogliby nawet wykorzystać wolne i przenieść jego rzeczy, ale Steve miał wrażenie, że mają na to całe dwa tygodnie i jeśli nie zajmie czasu odpowiednio swojemu Przewodnikowi ten odgryzie mu głowę. Danny do tej pory żył pracą i Grace. Mała była rano w szkole, a i tak dostawał ją tylko na weekendy.
Jego Przewodnik poklepał miejsce koło siebie na łóżku, więc Steve zbił usta w wąską kreskę.
- Nie będę przepraszał po raz kolejny – ostrzegł go lojalnie. – Wasze zasady są głupie – dodał.
- Tak, tak, ponieważ hieny i szakale, które cię wychowały, zapewne nie mogły się w nich połapać – sarknął Danny. – Nie chcę na ciebie krzyczeć. A przynajmniej nie planuję – dodał.
I to było w miarę uczciwe postawienie sprawy. Steve i tak się czuł winny.
- Chciałem cię zapytać o strażnicze kwestie – przyznał Danny. – Możesz mnie potem wyśmiać. Chociaż sądzę, że raczej do tego nie dojdzie. Chrzaniłeś coś o moim instynkcie i zacząłem wszystko analizować w trochę inny sposób. W trochę bardziej otwarty sposób i… - urwał.
- Pocałowałeś mnie – dokończył za niego Steve.
Nie był pewien w jaką stronę zmierza ta rozmowa.
- Tak, pocałowałem cię – przyznał Danny. – I pewnie powinienem był zapytać wcześniej czy…
- Nie musisz pytać, jeśli chcesz mnie pocałować – zapewnił go Steve.
- Okej, świetnie, że ustaliliśmy, że nie masz nic przeciwko temu, żebym cię całował. Tak jakby zauważyłem to wcześniej – prychnął Danny. – Chciałem wiedzieć czy nie masz problemu ze zmysłami, kiedy… no wiesz.
- Kiedy mnie całujesz – wtrącił Steve, ponieważ to cholernie dobrze brzmiało.
Danny zmrużył niebezpiecznie oczy.
- Nie – odparł w końcu z pewnym wahaniem. – Znaczy początkowo mnie zaskoczyłeś, ale to się powinno stać łatwiejsze.
- Powinno? – spytał Danny podejrzliwie. – Znaczy nie wiesz w ogóle, czy tylko w naszym przypadku? Bo odniosłem wrażenie, że nie masz pojęcia co robisz. Znaczy wbiłeś we mnie swoją twarz i zamarłeś. Przez sekundę sądziłem, że masz epizod, ale miałeś zamknięte oczy i dość mocno ściskałeś moje ręce. Jeszcze pamiętam jak wyglądał mój pierwszy pocałunek i mniej więcej tak to przebiegało.
Steve zamarł. Danny obserwował go o wiele zbyt uważnie i z każdą sekundą jego milczenia oczy Przewodnika robiły się tylko większe.
- Mów do mnie, Steven – poprosił go Przewodnik wyjątkowo cicho.
- Co mam ci powiedzieć? – spytał lekko zirytowany. – Trafiłem do systemu, kiedy miałem jedenaście lat. Sądzisz, że łatwo jest robić cokolwiek, kiedy twoje zmysły są twoim wrogiem?
- O jakim cokolwiek mówimy? - spytał Danny. – Chodzicie i liżecie ludzi. I nie wmawiaj mi, że nie wiesz, że się podobasz, bo twój nos na pewno podpowiada ci w tych kwestiach – dodał oskarżycielskim tonem. – Nie, słuchaj, przepraszam – rzucił pospiesznie. – Nie masz się z czego tłumaczyć. Po prostu jestem zaskoczony. Tylko tyle. Nie spodziewałem się. Jeśli nie możesz się całować, bo to jakaś strażnicza forma pozbawiania was przytomności to totalnie rozumiem. I przepraszam. To się więcej…
Steve wcisnął go w materac, bo Przewodnik wydawał się milczeć tylko wtedy, kiedy miał jego usta na swoich. Danny przez chwilę wgapiał się w niego zaskoczony, jakby nie wiedział nawet jakim cudem wylądował rozłożony na łopatki. Steve nie zamierzał mu tłumaczyć, że był naprawdę szybki, kiedy tego chciał.
- Nie mówiłem, że nie mogę się całować, tylko,że nie umiem – wyjaśnił krótko.
Nie był na tyle głupi, żeby dać dojść do głosu Danny'emu tym razem. Rozchylił lekko swoje usta, starając się złapać wargę Przewodnika. Danny nadal miał otwarte oczy, bo czuł na sobie jego wzrok i zastanawiał się nawet czy nie przestać, ale dłoń mężczyzny objęła tył jego głowy, zmieniając trochę kąt, pod którym się stykali. Czuł na swoich wargach mokry śliski język, który nie niósł smaku kawy. Rozchylił usta odrobinę szerzej, wpuszczając go do środka i był trochę zaskoczony, kiedy Danny odbił się od łóżka, zmieniając ich pozycję.
Nie miał powodu protestować, więc poddał się, zszokowany jeszcze bardziej, kiedy w jego ustach pojawiło się tak wiele smaków. Wiedział, że zakończenia nerwowe w języku pozwalały mu również wyczuwać teksturę, ale to był całkiem nowy poziom. Wszystko mieszało się ze sobą i jego wcześniejsza nerwowość, zażenowanie, może nawet trochę złość, że Danny robił z tego coś tak wielkiego – odleciało w niebyt.
W uszach słyszał szum własnej krwi, ale jeden dźwięk przebijał się jednostajnie przez cały ten chaos. Serce Danny'ego przyspieszyło lekko, kiedy mężczyzna położył się na nim, klatka przy klatce. Nie był pewien, który z nich oddychał głośniej. Na pewno powietrze wypuszczane z płuc przez Przewodnika czuł na własnym policzku. Wszystko nagle nabrało kształtów. Oddech miał smak, zapach i dźwięk. Miał wrażenie, że mógłby złapać go w palce, ale to była tylko gra pozorów. Nie mógł również zobaczyć powietrza.
Danny zwolnił, jakby uznał, że czas spowolnić maltretowanie jego ust. Jego Przewodnik przestał też tak kurczowo ściskać jego głowę i oderwał się od niego na krótką chwilę, żeby zaczerpnąć tchu. Jego policzki były zaczerwienione, podobnie jak opuchnięte usta. Wilgotne włosy zsunęły się na czoło, więc poprawił je nerwowym ruchem.
Steve nie widział nic bardziej doskonałego.
Uśmiechnął się, ponieważ Danny znowu mu się przyglądał. Tym razem jednak z czymś miękkim we wzroku.
- Wszystko dobrze? –spytał jego Przewodnik.
- Tak – odparł, dotykając jego ramienia wyłącznie opuszkami palców.
Jego ręka i tak mrowiła.
ooo
- Nie zachęcali nas – powiedział, czując się przyjemnie odprężonym.
Stykali się na całej długości ciała, a przynajmniej na tej powierzchni, której dosięgał Przewodnik. Danny trzymał palce w jego włosach, co było interesującym doznaniem. Nie sądził, że jego głowa jest tak podatna na dotyk. Najchętniej wygiąłby się w kierunku tej ręki, ale był tak cudownie bezwolny. Jego spodnie były zbyt wąskie, żeby ukryć erekcję, ale jego nos podpowiadał mu, że Danny był w całkiem podobnym stanie, więc nie musiał się o nic martwić.
- Do całowania? – spytał jego Przewodnik.
- Do kontaktów z ludźmi – odparł. – Dotyk jest trudny. Ludzie dotykają innych ludzi i kiedy my się z nimi widzimy, noszą już setki substancji na sobie. Dotyk jest problematyczny, ale gdyby jeszcze jakieś zmysły wzięły w tym udział, to byłby koszmar. Odlot na trzech poziomach? Smaku? Zapachu? Dotyku? – ciągnął dalej i potrząsnął głową. – Niektórzy orientowali się, że są Strażnikami później niż ja. Trudniej im było zrozumieć niebezpieczeństwo, kiedy znali profity – przyznał ostrożnie.
- Epizody? – upewnił się Danny.
- Po których nie wychodzili – odparł Steve.
- Cholera – westchnął Danny. – Dlaczego nie powiedziałeś? – spytał wprost.
Steve wzruszył ramionami.
- Dlaczego nie powiedziałeś, że jesteś biseksualny? – spytał w zamian.
Danny spiął się.
- Nie jestem – odparł jego Przewodnik, ale nie brzmiał tak pewnie.
Może dopiero teraz dotarło do niego, że całowali się przez dobre dwadzieścia minut.
- Znaczy – zaczął Danny. – Chciałem cię pocałować – przyznał.
- Patrzysz na mnie cały czas, kiedy myślisz, że nie wiem, ale ja czuję twój wzrok – odparł Steve. – I wiem, że lubisz moje tatuaże – dodał.
Danny nie zaprzeczył, ale nie powiedział ani słowa.
- Nie przeszkadza mi to – rzucił jeszcze.
- Mnie przeraża, że wiesz takie rzeczy – przyznał Danny. – I nie mieści mi się w głowie jak mogłeś całe życie nie… - urwał. – Ale wiesz pod prysznicem…
- Mogę ci zagwarantować, że wszystko działa – prychnął Steve, zirytowany. – Nie jestem mnichem.
- Fakt, że nie uprawiałeś seksu z nikim czyni cię niemal świętym – odparł Danny. – Znam się na tym. Jestem katolikiem.
- I przez to masz problem, że jestem mężczyzną? – spytał wprost.
Danny uniósł się na łokciach i spojrzał na niego marszcząc brwi.
- Nie mam problemu z twoją płcią. Mam problem z tym jak bardzo nie mam z tym problemu. Oraz faktem, że jesteśmy w tym samym wieku, a ty… - urwał Przewodnik. – I nie rozumiem dlaczego nie mogłeś z Cath. Przecież byliście razem przez piętnaście lat razem. Pracowaliście nad twoimi zmysłami.
- To nigdy nie było seksualne – powtórzył cierpliwie.
- To dlaczego to ze mną jest? – spytał Danny wprost.
- Bo to ty – odparł tylko.
Oczy Danny'ego znowu zrobiły się większe.
- Czyli to ukrywa rząd? Jakoś magicznie dobieracie się w pary na całe życie jak pingwiny? – spytał z niedowierzaniem jego Przewodnik. – I teraz już nigdy w życiu nie prześpię się z nikim innym?
Steve wiedział, że jego mięśnie zareagowały same, kiedy się spiął.
- Nie musisz się o to martwić – powiedział mu tylko spokojnie. – Dalej możesz spać z kim chcesz – przyznał, podnosząc się powoli.
- Ale co to w ogóle znaczy? – spytał Danny. – I gdzie idziesz? – zainteresował się.
- Pod prysznic. I to nic nie znaczy – westchnął, czując się nagle naprawdę zmęczonym.
- Steve! – usłyszał za sobą, ale zamknął drzwi, ponieważ chociaż pomieszczenie nie było wygłuszone, to było dość symboliczne.
Chciał pozostać chociaż na kilka minut sam, ale powinien był lepiej wiedzieć. Zdążył rozebrać się do bielizny, kiedy Danny wszedł bez pukania.
- Znowu się obraziłeś – oskarżył go Przewodnik.
- Nie – skłamał. – Chciałem się wykąpać.
Danny nie wydawał mu się wierzyć.
- Nie podobało ci się całowanie ze mną? – spytał Przewodnik.
- Nie jestem dzieckiem. Gdyby coś mi się nie podobało, powiedziałbym ci o tym – poinformował go sucho. – Nie podoba mi się, że jesteś w łazience, kiedy chcę się wykąpać.
- Teraz masz granice? – prychnął Danny. – Podsłuchiwałeś, kiedy ja byłem w łazience –przypomniał mu. – Poza tym się kąpałeś pół godziny temu – dodał i sugestywnie spojrzał na lekko wybrzuszony przód jego bokserek.
Steve nie miał w planach prysznica, ale najwyraźniej przeszli na nowy poziom docinania sobie.
- Zamierzam się masturbować pod prysznicem, podobnie jak ty używając prawej ręki – poinformował go całkiem poważnie.
Usta Danny'ego rozchyliły się, jakby nie chciał wierzyć, że Steve faktycznie to powiedział. Spodziewał się napadu złości, ale jego Przewodnik po chwili zaczął się śmiać jak opętany. Nie mógł również przestać i Steve poczuł jak kąciki jego ust odrobinę drgają.
- Mam wrażenie, że cofnąłem się do podstawówki – przyznał jego Przewodnik. – Powiedz mi o co się właściwie pokłóciliśmy? Przepraszam, jeśli zadawałem za dużo pytań. Zaskoczyłeś mnie. Źle sobie radzę ze zmianami. Naprawdę źle. Muszę je obgadać i dostosować do siebie. Co chyba wiele mówi o zmianach w moim życiu, skoro i tak staram się mieć na nie wpływ. I przepraszam, jeśli potraktowałem cię jak nastolatka.
- Jestem dorosły – przypomniał mu jeszcze raz Steve.
- Po prostu nie wyobrażam sobie w jak gównianej sytuacji byłeś. Nie wyobrażam sobie nieuprawiania seksu – powiedział wprost Danny.
- Masz specyficznie spięte mięśnie ramion – poinformował go Steve. – Nie musisz sobie niczego wyobrażać. I tak tego nie robisz – prychnął.
- I znowu defensywa – cmoknął jego Przewodnik. – Nie pozwolisz mi dokończyć? Nie chcę cię zawstydzić. Chciałem spytać czy… nie umyć ci pleców? – spytał.
Steve spojrzał na Przewodnika jak na idiotę, ponieważ faktycznie brał prysznic trzydzieści minut temu. A co najważniejsze sięgał do swoich pleców. Troska Danny'ego o jego samopoczucie powinna mieć pewnie granice, ale Przewodnik miał problemy z ich wyznaczaniem. Albo po prostu nie miał żadnych, ale narzucał je na siebie, bo katolickie wychowanie go do tego zmuszało. Tak czy siak, Steve wiedział, że dotarcie się nie będzie łatwe.
- Umyć moje plecy? – spytał z niedowierzaniem, kiedy dotarło do niego o czym mówił Danny. – Ty się naprawdę cofnąłeś do podstawówki.
- Wybacz mi, ale trochę świruje, bo podobasz mi się, czego się nie da przed tobą ukryć. Mam też wszelkie przesłanki, żeby sądzić, że ja podobam się tobie. Normalnie to prowadziłoby do całowania i czegoś więcej, ale jesteś niepokalany jak…
- Jeśli zakończysz to zdanie, wykopię cię stąd tak mocno, że nie siądziesz przez tydzień – zagroził mu.
- Czy ty nie miałeś mnie chronić? – spytał Danny ciekawie.
- Przed innymi, a nie przede mną – odparł Steve.
Danny uśmiechnął się do niego szeroko, jakby znowu coś chodziło mu po głowie. Steve zaczął kojarzyć tę minę ze sporymi zmianami w swoim życiu. Jak godziną spędzoną na dotykaniu Przewodnika w jakuzzi, pocałunkami i nocą we wspólnym łóżku. Jego dłonie znowu mrowiły.
- Ruszasz palcami, jakbyś chciał mnie dotknąć - zauważył jego Przewodnik.
- Może chcę - odparł, nie ukrywając nawet, że rzuca Danny'emu wyzwanie.
- Więc mnie dotknij – powiedział Przewodnik, jakby to było takie proste.
I może było. Przynajmniej w tej chwili. Nie ruszył się, ale Danny podszedł do niego i podniósł się na palcach, kiedy zarzucał mu ręce na szyję. Gładził go przez chwilę dłońmi po karku, więc wygiął się w stronę dotyku. Objął mężczyznę rękami, starając się jakoś ustabilizować go w tej pozycji. Stanie na palcach nie mogło być wygodne. Nie potrafił się jednak przejąć tym, że ich biodra dociskały się do siebie. Danny oddychał głęboko, jakby odbierał to wszystko, co robił z nim.
Steve za bardzo nie miał jak się ukryć w samej bieliźnie. I Danny musiał czuć dreszcze, które przebiegały po jego ciele, tylko od tego jak muskał palcami jego kark.
- Naprawdę chcesz wejść pod prysznic? – spytał Przewodnik ciekawie.
- Łóżko – zdecydował bez wahania.
