Bardzo proszę o komentarze i konstruktywną krytykę. Całość jest już wprawdzie gotowa, ale drobiazgi wciąż mogę zmienić w dalszych rozdziałach. Może wrzucę dziś jeszcze jeden rozdział. Zaraz zabieram się za poprawianie i może zdążę.
Ten rozdział jakoś nie bardzo mi się podoba, ale nie bardzo mam pomysł jak go zmienić. Może jakieś sugestie?
Rozdział 10
Pociąg
Stukot kół pędzącego pociągu przypominał podróżującym nim uczniom o tym, że nadszedł czas wakacji i że nie zobaczą swoich znajomych przez ponad dwa miesiące. Większość z podróżujących rozmawiała ze swoimi kolegami i koleżankami wykorzystując ostatnie wspólnie spędzone chwile; inni rozmyślali o rozpoczynających się wakacjach i planach które mieli na ich spędzenie. Żadne z nich nawet nie przypuszczało, że dla dwojga uczniów będą to zupełnie nietypowe wakacje.
Hermiona siedziała teraz w przedziale z Harrym, Ronem, Ginny, Luną i Nevillem.
- Idę się przejść – Poinformowała w pewnym momencie swoich towarzyszy podróży. – Zobaczę, czy uczniowie nie łamią regulaminu. – To był pretekst, przez chwilę chciała być sama, a obowiązki prefekta dawały jej do tego doskonałą wymówkę. Choć nie wspominała o tym przyjaciołom, bardzo denerwowała się jak wypadnie spotkanie Malfoya z jej rodzicami. Bała się, że już przy pierwszej okazji Malfoy powie coś, co urazi jej rodziców. Bała się również ich reakcji na wieść o ciąży. Wiedziała, że się od niej nie odwrócą, ale już wyobrażała sobie ten zawód w ich oczach. Do tej pory nigdy ich nie zawiodła, a teraz miał być ten pierwszy raz.
- Mam iść z tobą? – Zapytał Ron. Od czasu ostatniej kłótni nie powiedział do niej nic przeciwko Malfoyowi. Nie wynikało to jednak z faktu, że pogodził się z ich związkiem, ale rozmowy z Harrym w trakcie której przyjaciel przekonał go, że dopóki nie znajdą dowodu na nieszczerość Malfoya nie będą w stanie przekonać Hermiony, a tylko spowodują kolejną kłótnię.
- Nie, dziękuję Ron, dam sobie radę. – Odpowiedziała.
- Ale na pewno? – Naciskał dalej.
- Tak, na pewno. – Odpowiedziała wychodząc z przedziału.
Draco siedział w przedziale z Pansy, Millicentą, Vincentem i Gregorym i zastanawiał się jak to się stało, że podobno byli jego najlepszymi przyjaciółmi, bo w tym momencie nie miał nawet ochoty z nimi rozmawiać. Żadnemu z nich nie mógł zdradzić swojego sekretu, żadnemu z nich nie mógł się wyżalić, jak bardzo nie chce spędzać tych wakacji u mugoli i jak boi się, że Czarny Pan znajdzie go i zemści się za niewykonane zadanie. Kiedy pozostali Ślizgoni w przedziale zaczęli rozprawiać o czystości krwi i sukcesach Czarnego Pana w opanowywaniu światów czarodziejskiego i mugolskiego wolał udawać, że śpi i rozmyślać o tym co go czeka w najbliższym czasie. Tak bardzo nie chciał spędzać wakacji z mugolami; sama myśl o tym, że on Draco Malfoy, członek starego rodu czystej krwi, wyznawców ideologii czystej krwi, miałby spędzić wakacje wśród mugoli wydawała mu się absolutnie abstrakcyjna. Nie było jednak innego wyjścia; Dumbledore uznał, że to najlepsze rozwiązanie w sytuacji w jakiej się znalazł Draco, a jego rodzice się z tym zgadzali. Przebywanie u mugoli przez całe wakacje miało jeszcze jeden wielki minus, rodzice Draco byli jedynymi osobami, które wiedziały o jego sytuacji i tylko oni byli mu naprawdę bliscy, a podczas wakacji nie mógł utrzymywać z nimi kontaktu, ponieważ przychodzące do niego listy mogłyby wzbudzić podejrzenia Granger, a przecież ona powinna mu całkowicie ufać.
- Draco, jesteś chyba śpiący. Może chcesz mi położyć głowę na kolanach? Tak ci będzie wygodniej. – Z zamyślenia wyrwał go głos Pansy.
- Nie, dzięki Pansy, tak mi dobrze. – Odpowiedział blondyn, nawet nie spoglądając w jej kierunku.
- Ale Draco, przecież kiedyś tak lubiłeś opierać głowę na moich kolanach. – Upierała się dziewczyna.
- Pansy, zostaw mnie tylko w spokoju, chcę pomyśleć. – Odpowiedział starając się aby nie zabrzmiało to zbyt niegrzecznie.
- Draco, ty ostatnio jesteś jakiś dziwny, unikasz mnie i reszty swoich przyjaciół. – Zauważyła Ślizgonka.
- Nie unikam cię, ani nikogo innego! Po prostu nie mam ochoty trzymać ci głowy na kolanach! – Wyjaśnił z wściekłością chłopak.
- Sami widzicie? – Mówiąc to Parkinson zwróciła się do podróżujących w tym samym przedziale kolegów. – Jest jakiś inny.
- No w sumie… - Zaczął Goyle.
- Ciągle gdzieś znikasz. – Zauważyła Millicenta.
- Co wyście się wszyscy uparli? Nie jestem dziwny! Dajcie mi święty spokój! – Wybuchnął blondyn. Wstał ze swojego miejsca, otworzył klatkę ze swoją sową, a kiedy zwierzę posłusznie usiadło na jego ramieniu wyszedł z przedziału zatrzaskując za sobą drzwi.
Szedł korytarzem; był tak wściekły, że rzucił kilka nieprzyjemnych zaklęć na pierwszorocznych, którzy mieli pecha przechodzić obok. Kiedy już wysłał list do matki, nie wiedział co ma ze sobą zrobić. Nie chciał wracać do przedziału, aby wysłuchiwać o tym jaki jest ostatnio dziwny, ale nie mógł też przez całą podróż chodzić po korytarzach. Kiedy zastanawiał się co zrobić, zobaczył idącą z naprzeciwka Hermionę. Rozejrzał się dookoła i kiedy nie zobaczył żadnego z uczniów, podszedł do niej i przyciągnął ją do siebie.
- Zróbmy to teraz. – Wyszeptał jej do ucha.
- Ale przed nami jeszcze kilka godzin jazdy. – Zdziwiła się.
- Nieważne. Zrobisz to czy nie? – Dziewczyna skinęła głową. Blondyn odsunął się od niej, a ona wyjęła różdżkę z kieszeni szaty. Kiedy rozejrzała się dookoła i upewniła, że są sami machnęła nią kierując ją w stronę chłopaka. Draco zaczął szybko wirować w miejscu, tak iż trudno było rozróżnić jego części ciała. Kiedy zatrzymał się po kilku sekundach, na miejscu gdzie stał Ślizgon było tylko małe, śnieżnobiałe stworzonko, nerwowo poruszające długimi wąsami. Hermiona uśmiechnęła się na ten widok. Musiała przyznać, że w tym wydaniu wydawał jej się naprawdę słodki. Już miała wziąć go na ręce, kiedy usłyszała głosy nadchodzących z sąsiedniego wagonu uczniów i odwróciła się w tamtą stronę. Stworzonko, nie zastanawiając się długo, kilkoma susami pokonało dzielącą je od dziewczyny przestrzeń, wbiegło po jej szacie i dało nurka do środka, chowając się w przestrzeni między guzikami. Ponieważ brzuch Hermiony nieco się ostatnio zaokrąglił, dziewczyna zaczęła nosić dużo luźniejsze szaty, aby nikt nie zorientował się jaką tajemnicę ukrywa. Dzięki temu, teraz schowane pod jej szatą zwierzątko było całkiem niezauważalne dla patrzących na nią ludzi.
Kiedy Hermiona siedziała już wygodnie w swoim przedziale, schowany pod jej szatą Draco poczuł jakiś dziwny impuls, który każe mu się schować jak najgłębiej. Zaczął się kręcić i wiercić. Dziewczyna położyła na nim ręce próbując go uspokoić. Nie chciała, żeby któryś z jej przyjaciół zorientował się, że pod szatą ukrywa żywe stworzenie. Kiedy próby uspokojenia kręcącego się Draco nic nie dały, sięgnęła po opasły tom, który leżał tuż obok. Rozłożyła książkę i zaczęła ją czytać równocześnie zasłaniając nią swój brzuch. Tymczasem blondynowi udało się zagrzebać pod ostatnią warstwę jej ubrania i kiedy poczuł, że jego ciało dotyka skóry na brzuchu dziewczyny wiedział już, że znalazł się we właściwym miejscu, zwinął się w kłębek i przestał wreszcie kręcić. Jej brzuch był lekko zaokrąglony, miękki i ciepły. Draco poczuł się bardzo bezpiecznie; było mu ciepło i przytulnie. Jego dużo wrażliwszy teraz zwierzęcy nos wyczuwał jakiś przyjemny i zapach, a do uszu docierał równomierny rytm bijącego serca dziewczyny. Nie minęło jednak nawet kilka minut, kiedy usłyszał jakieś dziwne bulgotanie. Nadstawił uszu, a wtedy coś, od strony brzucha Hermiony nagle zaczęło wywierać delikatny nacisk na jego bok. Zignorował to, bo uczucie nie było bolesne, ale już po chwili poczuł ten sam nacisk w innym miejscu. Chłopak postanowił, że kiedy tylko odzyska swoją prawdziwą postać, wytknie dziewczynie działanie jej bardzo rozpraszającego spokój układu trawiennego. Bulgoty i nacisk nie powtórzyły się jednak i szybko o nich zapomniał. Było mu tak dobrze, tak błogo, że zasnął zanim zaczął się zastanawiać, czy podsłuchiwać rozmowy przyjaciół Hermiony, czy nie.
Obudziło go lekkie szturchnięcie. Kiedy podniósł głowę zaciekawiony tym co się dzieje, poczuł, że Hermiona zaczęła wstawać. Aby nie wypaść, chwycił pazurkami ubrania dziewczyny i wtedy poczuł, że Gryfonka dokądś idzie. Denerwował się, czy nie stało się nic złego, ale nie wyszedł ze swojej kryjówki, aby przed nikim nie zdradzić swojej obecności. W pewnym momencie usłyszał dźwięk zamykających się drzwi, a czyjaś ręka chwyciła go delikatnie za kark, wyciągając na zewnątrz. Oczy Draco, przyzwyczajone do ciemności panującej pod ubraniem Hermiony, zabolały od jaskrawego światła. Kiedy po chwili jego wzrok przystosował się do tych warunków, Draco zdał sobie sprawę, że znaleźli się z Hermioną w toalecie w pociągu. Toalety w Express Hogwart były bardzo komfortowe i przestronne, przystosowane dla przebierających się w nich uczniów. Były tam nie tylko muszla klozetowa i umywalka umieszczona na dużym marmurowym blacie, ale i wielkie lustra, oraz miękki fotel bez podłokietników. Bardziej przypominało to łazienkę w luksusowym hotelu niż w pociągu.
Kiedy Hermiona wyciągnęła Draco spod swojego ubrania, położyła go na fotelu, który stał naprzeciw lustra. Pomimo swojej zwierzęcej postaci Draco nie mógł opanować typowego dla siebie nawyku i kiedy zobaczył lustro stanął na dwóch łapkach, aby się sobie przyjrzeć.
- Odwróć się tyłem. – Powiedziała dziewczyna. – Muszę się przebrać, bo została nam niecała godzina drogi. – Chłopak nie poruszył się nawet o centymetr. – No odwróć się! – Zażądała – Dalszy brak reakcji. Wyciągnęła więc różdżkę i machnęła nią. Zwierzątko zawirowało w miejscu i już po chwili na fotelu siedział Draco w swojej ludzkiej postaci. – No dlaczego nie chcesz się odwrócić? – Zapytała.
- Naprawdę musiałaś mnie zamienić we fretkę? – Zapytał z wyrzutem.
- Przepraszam, nie mogłam się oprzeć. – Mówiąc to uśmiechnęła się złośliwie. – Poza tym uważam, że jako fretka jesteś naprawdę słodki. A teraz się obróć, muszę się przebrać.
- Nie – Odpowiedział.
- Dlaczego nie?
- Bo nie.
- Nie możemy tu siedzieć aż do końca podróży, żebyś wreszcie zdecydował się odwrócić.
- Nie odwrócę się, a ty w końcu i tak będziesz musiała się przebrać.
- Musisz się odwrócić.
- A co, wstydzisz się? – Zapytał, a na jego twarzy pojawił się charakterystyczny grymas. Chciał ją zawstydzić w odwecie za to, że zamieniła go w to znienawidzone przez niego zwierzę. Wiedział, że Gryfonka była typem wstydliwej, grzecznej dziewczynki, która prędzej umrze z zażenowania niż tak po prostu rozbierze się przed nim, ponieważ za każdym razem kiedy dochodziło między nimi do bardziej intymnych sytuacji, dziewczyna czerwieniła się kiedy choćby uniósł jej bluzkę o kilka centymetrów eksponując przy tym nagi brzuch. Draco już cieszył się wyobrażając sobie jak błaga go aby jednak zdecydował się odwrócić.
- Ty też będziesz musiał się przebrać. – Zauważyła.
- Ja się nie wstydzę. – Odpowiedział, a w jego głosie wyczuć można było wyzwanie. Była to absolutna prawda, ponieważ Draco nie miał żadnych kompleksów odnośnie własnego ciała, poza tym rozbierał się już przed tyloma dziewczynami, że Granger nie stanowiła dla niego żadnego problemu. Przypuszczał, że jego roznegliżowanie prędzej wywoła rumieniec na jej niż na jego twarzy. Dziewczyna zrozumiała, że Ślizgon chce aby poczuła się niezręcznie. Domyśliła się, że on spodziewa się, iż będzie go błagać, żeby się odwrócił, albo nie mając innego wyjścia, przebierając się będzie starała się zasłaniać przed jego wzrokiem, co będzie potem dla niego bardzo dobrym powodem do żartów. Pomimo, że naprawdę bardzo się krępowała, nie zamierzała mu dać tej satysfakcji.
- Jak chcesz. – Powiedziała obojętnie i włożyła rękę do małej torebki, którą miała ze sobą. Ku zaskoczeniu Ślizgona wyciągnęła z niej nie tylko swój, ale i jego strój na przebranie i rzuciła mu go w twarz – Zaklęcie zwiększająco-zmniejszające – Odpowiedziała na jego pytający wzrok i zaczęła ściągać swoje ubranie, nawet nie próbując się zasłaniać. Była bardzo zawstydzona, bo co innego chcieć fizycznego zbliżenia, a co innego tak po prostu rozebrać się przed kimś. Mimo to udawała, że rozbieranie się przed nim nie sprawia jej żadnego kłopotu. Kiedy powoli zaczęła rozpinać guziki szaty, popatrzył na nią zdumiony i nie odrywając od niej wzroku stał bez ruchu; nie mógł uwierzyć, że chciała to zrobić. Kiedy spojrzała pytająco na trzymane przez niego ubrania, a potem jego twarz, zorientował się, że gapi się na nią jakby pierwszy raz w życiu widział kobietę. Spuścił wzrok i sam zaczął się szybko rozbierać.
Kiedy stali już naprzeciwko siebie w samej bieliźnie spojrzała z podziwem na jego umięśnione, gładkie ciało. Lata treningów quidditcha wyrzeźbiły je i ze swoją bladą skórą i jasnymi włosami przypominał teraz wapienną rzeźbę greckiego boga z jego idealnymi proporcjami. Nie mogła zmusić się aby oderwać od niego wzrok. Jej hormony zaczynały buzować, a jej ciało zaczęło budzić się do życia. Chciała podejść do niego i dotknąć wyraźnie zaznaczonych mięśni na jego klatce piersiowej i brzuchu. Miała ochotę przejechać po nich palcami i sprawdzić, czy są równie twarde jak te w kamiennych rzeźbach. W tym momencie, korzystając z chwili jej zamyślenia, Draco zbliżył się do niej i zebrał wszystkie jej ubrania, oraz torebkę. Nie poruszyła się nawet, kiedy złożył je ze swoimi. Z zamyślenia wyrwała się dopiero wtedy, kiedy położył je na fotelu i usiadł na nich a na jego twarzy znów zagościł złośliwy grymas.
- Malfoy, oddaj moje ubrania! – Krzyknęła zaskoczona.
- Weź je sobie. – Odpowiedział i uśmiechnął się szyderczo.
- Malfoy, nie mamy czasu, zaraz będą tu chcieli wejść inni uczniowie, aby się przebrać.
- No to jak ci się tak spieszy, to je sobie weź sama, bo tak po prostu ich nie oddam. – Wściekła spiorunowała go wzrokiem, podeszła do niego, chwyciła za przegub jego ręki i usiłowała ściągnąć go z fotela. Zachichotał, kiedy nie udało jej się przesunąć go nawet o centymetr. Nie próbowała już dłużej. Zamiast tego chciała sięgnąć po fragment swojej bluzki wystającej z boku fotela, w miejscu, gdzie plecy chłopaka łączyły się z oparciem. Kiedy jednak próbowała się tam zbliżyć, aby chwycić fragment ubrania, chłopak zagrodził jej drogę swoją silną ręką, objął ją w pasie i przytrzymał w miejscu, tak że nie mogła dosięgnąć wystającego skrawka materiału. Hermiona robiła się coraz bardziej wściekła, wiedziała, że Malfoy robi to specjalnie, aby jej dokuczyć i ją zawstydzić. Nie chciała dać mu satysfakcji, więc nie widząc innego wyjścia postanowiła spróbować jeszcze raz. Starając się nie myśleć o tym, że jest w samej bieliźnie stanęła w rozkroku nad nogami siedzącego Malfoya; przysunęła się bliżej jego twarzy i opierając się jedną ręką o jego ramię, drugą spróbowała wytargać swoją spódnicę zza pleców chłopaka. Nie było to jednak łatwe, ponieważ ten mocno przygniatał materiał swoim ciężarem. Cała sytuacja bardzo bawiła Malfoya; uwielbiał dokuczać jej w ten sposób. Kiedy jednak stanęła przed nim w rozkroku i tylko parę centymetrów od swojej twarzy zobaczył jej różowe figi, a jej mięśnie spięły się z wysiłku, poczuł jak przeszywa go dreszcz podniecenia. Dawno nie spał z żadną dziewczyną, dlatego ten widok tak silnie na niego podziałał. Tuż przed oczami miał jej majteczki i zdał sobie sprawę, że od jej kobiecości dzieli go tylko cienka warstwa materiału. Nie zastanawiając się wiele, wyciągnął rękę i przejechał opuszkami palców po materiale między jej nogami. Jęknęła cicho, ale udała, że nie zauważyła tego co zrobił i dalej próbowała wydrzeć materiał zza jego pleców. Kiedy jego działanie zostało zignorowane, ponowił próbę i znów dotknął tego samego miejsca, po czym zaczął je delikatnie gładzić palcami. Przygryzła wargę, aby znów nie jęknąć i wciąż udawała, że nie zauważyła tego co jej robi Ślizgon. Kiedy po chwili poczuł wilgoć przedzierającą się przez cienki materiał, postanowił sprawdzić jak zachowa się dziewczyna, kiedy pozwoli sobie na jeszcze więcej. Delikatnie chwycił lewą dłonią brzegu jej majteczek i odchylił je. Prawa ręka powędrowała w tym samym kierunku i opuszkami palców zaczął gładzić jej kobiecość już bez dzielącej je od niej materiałowej bariery. Jego palce gładziły jej otwarte wejście, zatapiając się w nim coraz głębiej z każdym ruchem.
- Nie. – Szepnęła bez przekonania. Nie mogła już dłużej znieść jego zachowania bez żadnej reakcji. W tym samym momencie siadła mu na kolanach i zablokowała w ten sposób dostęp do newralgicznego miejsca. Miała podejrzenia, że Draco tylko chce jej dokuczyć, jak zwykle podnieci ją, a potem zostawi mówiąc, że przecież jeszcze nie jest na to gotowa. Siedzieli teraz twarzą do siebie, a jej piersi były na wysokości jego wzroku.
- Dlaczego nie? – Hermiona przełknęła ślinę. Patrzyła na niego oniemiała, czując w swoim wnętrzu wzrastające pragnienie jego obecności i dotyku. Kiedy nie odpowiedziała na jego pytanie, cały czas patrząc jej w oczy, poprowadził swoje dłonie od jej talii w górę, aż ku jej plecom. Odnalazł po omacku zapięcie jej stanika i rozpiął je. Potem powędrował dłońmi w górę, aż do jej ramion i zsunął z nich przytrzymujące stanik ramiączka. Nawet się nie poruszyła, aby mu przeszkodzić. Spojrzał na jej krągłe piersi, które były większe niż pamiętał po spotkaniu w pustej klasie i nie odrywając od nich wzroku rzucił stanik gdzieś na ziemię.
- Zaraz ktoś przyjdzie – Powiedziała wciąż szeptem, choć w dalszym ciągu nie zrobiła nic, aby go powstrzymać. Cała się trzęsła sama nie wiedząc czy z podniecenia, czy ze strachu, że zostaną nakryci. Z jednej strony bała się tego co robią, z drugiej modliła się by tylko Draco się nie rozmyślił i nie przerwał teraz tego co zaczął. W tym samym momencie Ślizgon sam nie wiedział do czego to wszystko zmierza, choć miał już podejrzenia, że jeżeli Hermiona nie przeciwstawi mu się bardziej stanowczo, posuną się dużo dalej niż do tej pory. Już pogodził się z myślą, że nigdy nie usłyszy z jej ust upragnionego zdania. Było mu to w tym momencie już całkowicie obojętne. Teraz liczyło się tylko jedno, żeby nie zaczęła się sprzeciwiać bardziej stanowczo i żeby wreszcie zrobić to o czym od dawna myślał.
- Jesteśmy zamknięci, nie dostaną się tu. – Odpowiedział i pochylił się, aby złożyć swoje usta na jednej z jej piersi. Jęknęła i wygięła plecy do tyłu. Podtrzymując dłońmi jej wygięte w łuk plecy, równocześnie wodził ustami po jej piersiach i górnej części jej brzucha. Wreszcie jego usta zatrzymały się przy jednej z brodawek. Zaczął delikatnie, ledwie dotykając skóry językiem, kreślić kółka wokół ciemniejszego od reszty skóry obszaru. Potem chwycił brodawkę w usta i ssał ją delikatnie mrucząc przy tym z zadowolenia. Kiedy brodawka była już twarda jak kamień, oderwał się od niej, wzbudzając w Hermionie jęk protestu. Uśmiechnął się zawadiacko i zatopił usta w jej drugiej piersi, robiąc z jej drugą brodawką dokładnie to co poprzednio. Kiedy słyszał jej delikatne jęki, czuł jak krew spływa do jego członka i pulsuje w nim przypominając o istnieniu tego organu i domagając się poświęcenia mu uwagi. Kiedy jego męskość twardniała i nabrzmiewała do granic swoich możliwości, miał wrażenie, że jego bokserki zrobiły się zdecydowanie za ciasne i że zaraz rozerwie je ciśnienie nagromadzone w jego pobudzonym przyrodzeniu. Draco oderwał usta od piersi Hermiony i postawił dziewczynę na nogach. Kiedy popatrzyła na niego pytająco z mieszaniną zaskoczenia i wyrzutu sięgnął do brzegów jej majteczek, wsunął w nie dłonie i przebiegł powoli otwartymi dłońmi wzdłuż jej nóg, przy okazji zsuwając jej majtki. Kiedy stała już przed nim całkiem naga, chwycił za materiał swoich własnych bokserek i zsunął je również, uwalniając przy tym swoją, stojącą już całkiem sztywno męskość. Kiedy Hermiona popatrzyła na niego pożądliwie, przyciągnął ją do siebie i znów posadził sobie na kolanach w tej samej pozycji co poprzednio. Chwycił jej lekko trzęsącą się dłoń i powoli poprowadził ją wzdłuż swojego torsu, w dół, aż do wezbranego pulsującą krwią penisa. Zacisnął na nim delikatnie jej palce i zaczął przesuwać jej dłonią w dół i w górę wzdłuż jego długości. Po chwili, kiedy złapała już powolny rytm jego ruchów, sama zaczęła prowadzić swoją rękę wciąż po tej samej trasie. Puścił jej dłoń i nieznacznie rozsunął swoje uda zyskując w ten sposób dostęp do nabrzmiałych warg okalających jej wejście. Wsunął rękę między jej uda a jego delikatne palce znów zaczęły gładzić wilgotne z podniecenia płatki jej kobiecości. Potem wsunął w jej szparkę palec wskazujący i środkowy i poruszając nimi w jej wnętrzu, równocześnie kciukiem zakreślał kółka na jej łechtaczce. Rytmicznymi ruchami swoich dłoni pobudzali się nawzajem, a ich oddechy stały się szybsze i płytsze; ich zgodny rytm przerywały tylko co jakiś czas stłumione jęki, które wyrywały się z ich gardeł. Kiedy Draco wsuwał w nią swoje palce, nie mógł oderwać wzroku od ich widoku znikających w jej wnętrzu. Czując jej dłoń na swoim członku, wyobrażał sobie, że to właśnie on znika w jej szparce. W tym samym czasie Hermiona również patrzyła jak zahipnotyzowana na swoją dłoń ślizgającą się po jego przyrodzeniu. Ściskała go coraz mocniej chcąc wydobyć z chłopaka jak najgłośniejsze dźwięki. Były one dla niej dowodem na to, jak dobrze wywiązuje się ze swojego zadania. W pewnym momencie zaplotła chłopakowi lewe ramię na szyi i delikatnie zagryzła zęby na płatku jego ucha, co stało się dla niego kolejnym bodźcem wywołującym przyjemność. Kiedy z jego ust wyrwał się przeciągły jęk, dziewczyna zdała sobie sprawę, jak bardzo chce poczuć jak jego wielki członek wypełnia jej wnętrze. Tym razem postanowiła zaryzykować. Uniosła się delikatnie w górę i patrząc mu w oczy przytknęła, jego napuchniętą główkę do spragnionych płatków swojej waginy.
- A dziecko? – Zapytał, równocześnie pragnąc wsunąć się w nią, aż po samą podstawę swojego sterczącego sztywno członka i bojąc się, że w jej stanie nie jest to wskazane.
- Czytałam w kilku książkach, że to absolutnie bezpieczne. – Odpowiedziała słabym z przepełniającego ją pragnienia głosem.
- Po raz pierwszy cieszę się, że jesteś tak oczytana. – Odpowiedział z uśmiechem, wdzięczny za odpowiedź, której mu udzieliła. Kiedy objęła go obiema ramionami za szyję i powoli zaczęła obniżać swoje biodra, pozwalając mu całkowicie wniknąć do środka, jęknął z rozkoszy. Nie mógł wyjść z podziwu jaka jest w środku równocześnie wąska i gościnna. Mięśnie jej wnętrza obejmowały go ciasno i bał się, że w stanie w jakim obecnie sam się znajdował nie wytrzyma zbyt długo. Nie mógł na to pozwolić, bo jako seks bóg Slitherinu, jak nazywali go niektórzy, nigdy nie pozostawił kobiety niezaspokojonej, podczas gdy sam osiągnął spełnienie, dlatego kiedy zaczęła ruszać się bardzo powoli, pozwolił jej całkowicie przejąć kontrolę, by znając swoje potrzeby zbliżyła się bardziej do spełnienia niż on sam. Poruszała się powoli, jakby nieśmiało, bo nie miała dużego doświadczenia i nie była pewna, czy robi to właściwie.
- Tak Granger, właśnie tak. Robisz to znakomicie. – Wyszeptał Draco wyczuwając jej niepewność i chcąc zapewnić ją, jak mu dobrze. Zbliżał się do swojego spełnienia niezbyt szybko, ale właśnie o to mu chodziło; ona w tym momencie nie musiała o tym wiedzieć.
Czuła jak jego twardy trzon wślizguje się w jej wnętrze, przy każdym ruchu pobudzając w nim wrażliwe zakończenia nerwów. Już po paru ruchach zauważyła, że kiedy przyciska mocniej swoje piersi do jego torsu i silniej obejmuje go za szyję, jego członek intensywniej pobudza tylną, najbardziej wrażliwą ścianę jej wąskiego tunelu. Przywarła więc mocno do niego nie przestając nadziewać się powoli na jego męskość aż do samej jej nasady. Pragnęła go czuć jak najgłębiej, tak jakby chciała, aby cały chłopak wniknął do jej wnętrza. Kiedy tak całkowicie kontrolowała sytuację, a Draco pozwolił jej bawić się swoim ciałem tak jak tylko miała na to ochotę, poczuła jak znajduje się coraz bliżej granicy, której przekroczenie oznaczało absolutne spełnienie. I wtedy nagle ktoś z zewnątrz szarpną za klamkę.
- Ej, tam ktoś jest. – Usłyszeli znajomy głos dziewczyny mówiącej do kogoś z kim stała. Hermiona i Draco popatrzyli na drzwi. - Pospiesz się, inni też chcą się przebrać. – Zwróciła się dziewczyna do zajmującej łazienkę osoby.
- Już chwileczkę. – Nerwowo odpowiedziała Hermiona. Kiedy już chciała się podnosić z kolan chłopaka, aby się ubrać, Draco chwycił ją mocno jedną ręką przyciskając jej plecy, a drugą podtrzymując jej pośladki, po czym wstał unosząc ją do góry. Automatycznie zaplotła nogi na jego biodrach i pozwoliła mu przenieść się przez pomieszczenie, aż do blatu na którym umieszczona była umywalka. Posadził ją na nim i wciąż podtrzymując lewą ręką jej plecy znów wniknął do jej wnętrza. Tym razem to on kontrolował sytuację i zaczął się w niej poruszać zdecydowanie szybciej niż do tej pory. Poruszając się w niej równocześnie kciukiem prawej ręki masował kolistymi ruchami jej łechtaczkę. Wiedział, że dziewczyna była już bliska spełnienia i będzie w stanie doprowadzić ją do niego zanim sam zatopi się w absolutnej rozkoszy. Wchodził w nią gwałtownie i głęboko w tym samym czasie całując jej szyję, wzdłuż jej całej długości. Jego gwałtowna i głęboka inwazja spotkała się z pozytywną reakcją ze strony jej rozbudzonego ciała, tak że przy każdym jego pchnięciu dziewczyna czuła coraz silniej zbliżającą się falę rozkoszy. Zamknęła oczy i zacisnęła wargi, aby powstrzymać się od głośnych jęków, które mogły zwrócić uwagę czekających za drzwiami. Tuż przy uchu słyszała jego przyspieszony oddech, co dodatkowo wzmagało jej doznania. Już po chwili przeszył ją dreszcz obezwładniającej rozkoszy. Kiedy wbiła paznokcie w jego szerokie i umięśnione plecy, a mięśnie jej wnętrza owinięte wokół jego członka zaczęły zaciskać się na nim niemal boleśnie, stało się to dla niego dodatkowym źródłem przyjemności i dowodem na osiągnięcie przez nią szczytu. W tym momencie pozwolił uwolnić się do jej wnętrza całemu napięciu, które skumulowało się w jego podbrzuszu. Silny strumień uwolnionej przez niego spermy wypełnił ją, dodając do fizycznej przyjemności Hermiony również satysfakcję ze wspólnego doznania przepełniającego ich dygocące ciała. Kiedy dreszcz ich spełnienia minął, pozostał zanurzony w niej jeszcze przez chwilę, by po kilkudziesięciu sekundach odsunąć się od niej delikatnie. Kiedy to zrobił, chwycił jedną dłonią jej twarz i przyciągnął jej głowę do swoich ust, całując przy tym jej skroń.
- To było super. – Powiedział szeptem i uśmiechnął się do niej, a jej twarz zalał szkarłatny rumieniec, który stopił się jednak z czerwienią policzków wynikającą z przyjemności jaką przed chwilą dał jej chłopak.
- No szybciej. – Znów usłyszeli głos zniecierpliwionej dziewczyny stojącej na zewnątrz.
Draco postawił Hermionę na ziemi i oboje zaczęli pospiesznie zbierać swoje ubrania. Ubrali się szybko, a kiedy byli już gotowi, powkładali szkolne stroje do torebki Hermiony. Draco stanął przed dziewczyną, uśmiechnął się i puścił do niej oko, ona odpowiedziała mu nieśmiałym uśmiechem, by po chwili machnąć różdżką, znów zamieniając go we fretkę. Zwierzątko szybko wbiegło po jej nodze i schowało się pod zdecydowanie za dużą bluzą kangurkiem, która w założeniu miała ukryć powiększający się brzuch dziewczyny. Hermiona stanęła przed lustrem i poprawiła fryzurę. Nie miała jednak czasu pozbyć się zaczerwienionych policzków, które były dowodem na to, że jeszcze nie ochłonęła po tym co wydarzyło się przed chwilą. Kiedy otworzyła drzwi, stanęła oko w oko z wściekłymi Millicentą i Pansy.
- Granger, co ty tam tak długo robiłaś? – Zapytała ze złością w głosie Millicenta
- Pewnie próbowała poprawiać urodę. Daremny trud. – Zaśmiała się Pansy. – Mil, chodźmy szybko, musimy jak najprędzej wrócić do przedziału, może Draco już tam jest. – Ponagliła koleżankę. Hermiona poczuła satysfakcję wyobrażając sobie minę szukającej Draco Ślizgonki, gdyby ta dowiedziała się co zaszło przed chwilą w łazience. Zanim Hermiona zdołała cokolwiek odpowiedzieć na skierowaną pod jej adresem złośliwość, obie Ślizgonki weszły do łazienki i zamknęły za sobą drzwi.
Kiedy Hermiona wracała do swojego przedziału, przepełniała ją absolutna błogość. Nie pamiętała kiedy czuła się tak dobrze, zarówno psychicznie jak i fizycznie. Tym razem to co zrobili nie było wynikiem działania eliksiru i Gryfonka musiała przyznać, że Draco całkowicie zasłużył sobie na opinię doskonałego kochanka. Hermiona była zaskoczona tym, jaki był jednocześnie czuły i wrażliwy na jej potrzeby, ale i zdecydowany. Nie tylko dał jej olbrzymią fizyczną przyjemność, ale ukrył gdzieś złośliwość tak typową dla jego charakteru. Miała nadzieję, że będzie tak za każdym razem, ponieważ była pewna, że jej ciało niedługo znów zacznie się go domagać.
Kiedy schował się już pod ubraniem Hermiony, Draco rozmyślał o tym co się wydarzyło. To było coś zupełnie innego od ich pierwszego wspólnego doświadczenia tego typu. Tym razem chłopak nie miał żadnych wyrzutów sumienia i nie czuł do siebie obrzydzenia. Wprost przeciwnie, czuł się rewelacyjnie; był zrelaksowany i rozluźniony. Zaskoczyło go, że Hermiona dała mu tyle przyjemności pomimo swojego braku doświadczenia. Pomimo przepełniającego ją na początku wstydu, dała się poprowadzić jego sugestiom, a także potrafiła posłuchać swojego instynktu i własnego ciała. Draco musiał przyznać, że kiedy szczytował w jej wnętrzu, było to jedno z najintensywniejszych doznań w jego życiu. Chłopak doszedł do wniosku, że jest równie pojętna w tej dziedzinie jak w przypadku każdego przedmiotu w szkole. Ślizgon rozmarzył się wyobrażając sobie co będzie z nią robił, kiedy dziewczyna nabierze wprawy. To, że będzie robił z nią cokolwiek było dla niego pewne, bo nawet jeśli Hermiona dzisiejsze wydarzenia znów uzna za błąd, Draco postara się, by zmieniła zdanie. 'Szkoda będzie z tego zrezygnować.' Pomyślał chłopak, kiedy przypomniał sobie, że jego związek z Granger jest tylko tymczasowy i udawany.
Pół godziny później Hermiona opuściła pociąg i wysiadła z resztą uczniów na stacji Kings Cross. Kiedy zobaczyła swoich rodziców, którzy machali jej już z daleka, z uśmiechem na ustach ruszyła w ich kierunku. Po drodze minęła Narcyzę Malfoy, która rozmawiała z Pansy. Hermiona zauważyła, że Narcyza wygląda dużo gorzej niż podczas mistrzostw świata w quiddichu. Jej twarzy była wychudła i jakby zmęczona. Skojarzyła się Hermionie z twarzą osoby, która cierpi na jakąś ciężką, przewlekłą chorobę. Narcyza popatrzyła na nią z obrzydzeniem. Hermiona nie zauważyła jednak również nuty żalu, która była obecna we wzroku kobiety tęskniącej za swoim jedynym dzieckiem.
- Jak to zniknął? – Pytała z udawanym zdziwieniem Narcyza; w duchu miała nadzieję, że Draco jest teraz bezpieczny, schowany przez Granger. Żałowała, że nie może go zobaczyć, ale wiedziała, że nie ma innego wyjścia. Nawet nie znali z Lucjuszem adresu Gryfonki, ponieważ uznali, że tak będzie bezpieczniej. Narcyza była wprawdzie prawie tak dobrą oklumentką jak Lucjusz i jej siostra Bellatriks, ale wolała nie ryzykować w konfrontacji z Czarnym Panem.
- No wyszedł z przedziału i już więcej nie wrócił. – Odpowiedziała wyraźnie zmartwiona Ślizgonka. – Wzięłam jego kufer. – Mówiąc to wskazała na wózek na którym leżały teraz dwa kufry. – Jest strasznie lekki. – Dodała. Zaciekawiona Narcyza podeszła do kufra swojego syna i otworzyła go.
- Jest pusty. – Stwierdziła zdziwiona.
- To wszystko moja wina. Co się mogło z nim stać? – Rozpaczała dalej Pansy
- To nie twoja wina. – Uspokoiła ją Narcyza. – Z pociągu wysłał do mnie list w którym stwierdził, że nie wraca na wakacje do domu. Nie podał powodu, więc myślałam, że przyjdę na stację i przekonam go, żeby zmienił zdanie. - Pansy popatrzyła na nią zszokowana.
- Ale dlaczego on to zrobił? – Zapytała dziewczyna. – To bez sensu.
- Nie wiem, ale nie martw się, odnajdziemy go. – Pansy pokiwała tylko głową na słowa pocieszenia, a z jej oczu zaczęły spływać obfite strumienie łez.
- Mam nadzieję, że nic mu się nie stało. – Wyszlochała. Narcyza objęła ją. Bardzo lubiła dziewczynę; widziała jak Ślizgonka troszczy się o jej syna i miała nadzieję, że zostanie kiedyś jej synową. Żałowała, że na razie nie może powiedzieć jej prawdy, to byłoby zbyt niebezpieczne.
