Voldemort bębnił palcami o podłokietnik swojego tronu słuchając raportów. Nie słynął z cierpliwości, jednakże w ostatnich dniach, nawet te nikłe rezerwy zaczęły się kończyć. Im więcej słuchał, tym bardziej się wkurwiał. Otaczali go idioci. Czy naprawdę nic nie potrafili zrobić poprawnie? Podniósł różdżkę i przeklął jednego ze swoich popleczników, stojącego tuż przed nim. Z uśmieszkiem pełnym zadowolenia obserwował jak ten wił się z bólu na podłodze.
-Następny! - wrzasnął przerywając klątwę i ktoś inny zajął miejsce nieszczęśnika, tylko po to żeby jeszcze bardziej zirytować Czarnego Pana. Jeśli Voldemort miałby być ze sobą szczery, to musiałby przyznać, że jego irytacja nie miała wiele wspólnego z nieudolnymi działaniami jego sług, a z nim samym. Był sfrustrowany nie tylko emocjonalnie, ale także seksualnie. Nie mógł pozbyć się z głowy wizji tego, co się stało. To, co czuł pod sobą, te jęki wychodzące z różowych ust... nachodziło go to zarówno we śnie jak i na jawie. Nie mógł wyrzucić tego z głowy. A to wszystko przez-
- ...Pottera?
Voldemort poderwał głowę.
- Powtórz to!
- Mój Panie? - zapytał jego sługa.
- Słyszałeś! Powtórz to, co powiedziałeś przed chwilą!
- Ah! Udało mi się ustalić, że Potter został wysłany gdzieś na jakieś specjalne szkolenie. Nie wiem jednak dokąd, ani kiedy wróci. Mam go szukać?"
Specjalne szkolenie? Zamyślił się.
- Szukajcie go i dajcie mi znać jak tylko coś ustalicie. Potter był mi solą na oku zdecydowanie za długo, czas by było pozbyć się go raz na zawsze.
- Tak jest, Mój Panie.
Pokój opustoszał, pozostawiając Voldemorta samego ze swoimi myślami. Specjalne szkolenie, hę? - pomyślał Voldemort wstając z tronu i kierując się w kierunku bocznego wyjścia z sali. - Czy Dumbledore naprawdę sądzi, że jakieś szkolenie naprawdę pomoże Potterowi w pokonaniu mnie? - pomyślał drwiąco. Nie wydaje mi się. W momencie kiedy wchodził do swojego gabinetu, pozwolił formie Voldemorta stopnieć i zmienił się w prawdziwego siebie. Uformował mu się nos, a usta wypełniły. Wyrosły mu grube, czarne, falowane włosy i tam gdzie wcześniej był Voldemort, stał Tom Riddle. Usiadł za biurkiem i machnął różdżką by zamknąć i zabezpieczyć drzwi. Nie mógł się doczekać momentu kiedy dorwie bachora i się go pozbędzie. Nie może przecież się wiecznie ukrywać za Dumbledorem i Zakonem. - Już to widzę... na kolanach, przede mną, te zielone oczy przepełnione strachem, błagający o litość... - kiedy tak sobie marzył, nagle jego mózg podsunął mu zgoła inny obraz. Potrząsnął gwałtownie głową, by pozbyć się tego obrazu. Wykrzywił się z niezadowoleniem. Musi przestać o tym myśleć! Pobrzdąkiwanie rury wyrwało go z tych myśli, kiedy Nagini wpełzła do pokoju.
- Panie? Wyglądasz na niezadowolonego.
- Jestem niezadowolony.- przyznał Tom. Nagini zwinęła się na chodniku i zatrzepotała swoim językiem w jego kierunku.
- Zechciałbyś mi powiedzieć?- Tom zawahał się, po czym kiwnął głową i odchylił się w fotelu.
– To ten cholerny Potter. Znowu zniknął i zrujnował mi nastrój.
- Raczej nie bywasz w dobrym humorze, Panie. - Tom spojrzał na nią i wykonał gest, który prawdopodobnie miał być wzruszeniem ramion.
- No, nie bywasz. - Tom odwrócił wzrok.
- On zawsze wszystko rujnuje. Do czasu. Pozbędę się do raz na zawsze.
- W kółko to powtarzasz, Panie. Jednakże, puste to słowa.
- Chłopak ma szczęście - wycedził Tom zgrzytając zębami.
- Tak, wydaje się mieć go całkiem sporo. Powiadam, zostaw go w spokoju i zajmij się własnymi planami...
- Ale? - zachęcił ją Tom. Nagini zatrzepotała językiem niepewnie.
- Ewidentnie nie jesteś w stanie. Ostatnio o niczym nie mówisz tylko o tym pisklaku Potterów.
- Wcale że nie!- syknął Tom.
- Ależ tak. Rozmawiamy o nim nawet teraz. - Tom zdusił ostrą ripostę i z powrotem odchylił się w fotelu, ponieważ mógł sobie mówić i myśleć cokolwiek, ale Nagini miała rację. Od tamtej nocy nie był wstanie wyrzucić Harry'ego z głowy i doprowadzało go to do szewskiej pasji. Odrzucił jednak natrętne myśli,że to coś oznaczało. Bo taka była prawda.
Xxx
Tom śnił...
O delikatnym a jednocześnie twardym ciele wijącym się pod nim. O silnych nogach owijających się wokół niego, o jękach rozkoszy otaczających go, kiedy wbijał się w ciało pod nim. Znaczył lekko opaloną skórę pocałunkami, chłonąc piżmowy zapach kochanka i gładkość jego skóry. Obcałowywał kochanka posuwając się coraz bardziej do góry aż napotkał to głębokie, uwodzicielskie zielone spojrzenie.
Tom zerwał się gwałtownie z jękiem na ustach i erekcją domagającą się uwagi. O czym ja do cholery myslę?
- Wszystko w porządku, mój Panie? - Tom spojrzał na Nagini wylegującą się na poduszce w cieple bijącym od kominka. - Tak, Nagini.
- Jesteś pewien? - Wąż podniósł się, jednak w jego głosie widoczne było rozbawienie.
- Brzmiałeś jakbyś był torturowany. - Tom nie nie mógł wiele poradzić na rumieniec wpełzający na jego twarz. Odwrócił szybko wzrok i przyjął wystudiowany wyraz twarzy
- Nie byłem.
— Dziwne.
- Wypowiadałeś imię pisklaka Potterów. - Oczy Toma rozszerzyły się w zdumieniu.
-Zmienisz może teraz zdanie, Panie?
-Zamknij się, Nagini. - Syknął Tom, po czym przewrócił się na drugi bok ignorując erekcję, mając nadzieję, że problem zniknie. Nagini zaśmiała się na swój syczący sposób i usadowiła się z powrotem na swoim miejscu.
-Jak tam sobie życzysz.
Cholera! Cholera! Czemu to się dzieje? To staje się z każdą chwilą coraz bardziej niedorzeczne. A trwa już od miesięcy. Próbował to od siebie odsunąć, ale wracało za każdym razem ze zdwojoną siłą. Jeszcze żeby miał jakikolwiek pociąg seksualny do Pottera, którego oczywiście nie miał. Ta potrzeba powinna już dawno zostać zaspokojona. Tymczasem on pragnął więcej. Wślizgnąć się w to chętne, ciasne ciało... Tom niemal jęknął na tę myśl i ukrył twarz w poduszce.
To musiało się skończyć. To go odciągało od jego obowiązków. Samo wspomnienie... Nie, skończ. Jestem Czarnym Panem, Lordem Voldemortem. Nie mam czasu by to roztrząsać. Co się stało, to się stało, a teraz się skup! Ale... Nie! Nie ma miejsca na wątpliwości. Kiedy Potter umrze, wszystko wróci do normy. Kiedy umrze, będzie w końcu w stanie ruszyć ze swoim życiem. Jednakże najpierw musiał tego bachora zlokalizować.
