Prawdziwe kolory

W tym czasie w Snape Manor powstał rytuał.

W pół do ósmej Harry schodził do kuchni, gdzie Snape (Priya z jakiegoś powodu nigdy nie była obecna) siedział już przy stole, czytając gazetę. Po wejściu Harry'ego i grzecznej wymianie powitań, Snape odkładał gazetę, nalewał im obu kawę i podawał śniadanie. Jedli w przyjaznej ciszy i kiedy Snape kończył, rozdzielał gazetę, oddając jedną połowę (sport i komiksy) Harry'emu i wracając do czytania reszty. Nie rozmawiali dużo, ale Potter czuł, że cisza między nimi nigdy nie była krępująca. Czasami dyskutowali na temat artykułu, który właśnie przeczytali lub ubliżali Ricie Skeeter. Harry był zmuszony przyznać, że ironiczne poczucie humoru Snape'a może być diabelnie zabawne – jeżeli tylko nie było w ciebie skierowane. A skoro tak, bardzo polubił fakt, że nie był ofiarą sarkazmu Snape'a… zbyt często.

Punkt dziewiąta trzydzieści wpadał Draco (Dzień dobry!) i nakazywał Harry'emu dotrzymanie sobie towarzystwa. Harry zawsze protestował dokładnie dwa razy, co Malfoy oczywiście ignorował.

Nudzi mi się, zagrajmy w szachy.

Nie lubię szachów.

Nie bądź śmieszny, chodź.

Nie.

Rusz się!

Och, no dobra.

Nudzi mi się, poćwiczmy zaklęcia.

Nie możemy używać magii poza szkołą.

Chodzi ci o to, że…?

Nie chcę.

No chodź!

Och, no dobra.

Przed poddaniem się i podążeniem za Ślizgonem z kuchni (przez cały ten czas buntowniczo mamrocząc), Harry pytał Snape'a, czy chciał, aby najpierw posprzątał ze stołu, ale nauczyciel zawsze odmawiał i ostrzegał ich, aby nie spóźnili się na lunch – bo inaczej! – zwykle zostawiało to Harry'ego jąkającego coś w stylu „tak, proszę pana, do widzenia, proszę pana!" przed wybiegnięciem na zewnątrz.

Trzeciego dnia Harry stwierdził, że bardzo lubi swoją nową codzienną rutynę, chociaż był coraz bardziej przekonany, że naprawdę dostał się do równoległego wszechświata. Jak inaczej można było wyjaśnić, że obecność dwóch ludzi, których najbardziej nienawidził, teraz stała się… cóż… całkowicie znośna?

Prawdę mówiąc, miał ubaw!

Może to było powietrze w Snape Manor, może było coś w wodzie… ale zarówno Draco jak i Snape wydawali się być wręcz towarzyscy podczas tych wakacji.

Trzeba przyznać, że Malfoy nadal był tak samo przykry jak wcześniej, ale gdy tylko nauczyło się nie brać go zbyt poważnie, wydawał się całkiem zabawny. Harry szybko doszedł do wniosku, że rządzenie się Draco (zupełnie jak u Hermiony, naprawdę) nie było niczym innym jak tylko przyzwyczajeniem i zwykle ustępowało pola kompromisom, gdy tylko było się wystarczająco wytrwałym. Poza Hogwartem Draco Malfoy nadal był zepsutym dzieciakiem i obrzydliwie ambitnym snobem, ale zdecydowanie brakowało mu jednej rzeczy: zjadliwości.

Harry i Draco zwykle obchodzili ziemie Snape Manor do południa (punkt pierwsza – bo inaczej!), potem wracali do domu, by zjeść lunch z Priyą i profesorem Snape'em. Następnie Draco czasami szedł do domu (Do zobaczenia jutro, Potter!Musisz?), ale zwykle obaj marnowali kolejną godzinę, kłócąc się o to, co będą robić i dokąd teraz pójdą, zanim ponownie znikali na zewnątrz.

Ale to wieczory Harry polubił najbardziej. Po obiedzie profesor Snape, Priya i on przechodzili do salonu (czasami dołączała do nich Świąteczka, skrzat domowy), gdzie zwykle siedzieli przed kominkiem, pili herbatę i czytali jedną z wielu książek z biblioteki albo rozmawiali o tym jak spędzili dzień.

Harry nigdy nie mówił dużo, ale godzinami mógł słuchać Priyi i swojego nauczyciela eliksirów, dyskutujących o jutrzejszym menu, składnikach eliksirów, które trzeba uzupełnić lub o tym, co na brodę Merlina zrobić z nieoswojoną orchideą, która szczęśliwa, wywoływała zamieszanie w szklarni. Harry kochał te spokojne momenty!

Pomagały mu zapomnieć.

Mimo że Harry zawsze lubił wizyty w Norze, to stale przypominały mu one o domu, którego nigdy nie miał. Rodzicach, których nie posiadał, braciach i siostrach, których nie miał… zamiast tego tkwił ze swoją rodziną. Bardzo kochał Weasleyów, ale nie mógł nic poradzić na to, że czuł się przy nich jeszcze bardziej wyobcowany… i Harry nie sądził, aby miało to coś wspólnego z faktem, że był jedyną nie rudą osobą w ich gronie.

W Snape Manor rzeczy były nieco inne. Nikt mu nie przypominał jakim był dziwadłem, jaką biedną sierotą albo bohaterem, którym przypuszczalnie miał zostać.

On był… tylko Harrym.

Nikt nie robił przedstawienia, by dać mu „Najlepsze Wakacje W Jego Życiu", ale również nie czuł się, jak gdyby jego obecność była zaledwie tolerowana. Właściwie nawet nie czuł się tu już jak gość.

Tu, w Snape Manor Harry czuł się jak część czegoś.

xxxxxxxxxx

– Profesorze?

Severus spojrzał pytająco znad brzegu swojej porannej gazety, ale Harry pochylał się z uwagą nad „swoją" połową Proroka i nie patrzył na niego.

– Potter? – rzucił Severus.

– Co według pana jest w tym pokoju w Ministerstwie, do którego ciągle się włamują? – zapytał Harry.

Severus wzruszył ramionami.

– Nie mam pojęcia, Potter. Ale oczywiście mam nadzieję, że wkrótce zdołają to ukraść lub zniszczyć, lub zrobić z tym cokolwiek chcą, żeby dla odmiany było więcej miejsca na bardziej interesujące artykuły.

Na to Harry spojrzał na niego, podnosząc brwi z powątpiewaniem.

Kilka sekund minęło w ciszy.

– Rzeczywiście niezła odmiana, nie uważasz? – odparł śmiertelnie poważny Severus i Harry zachichotał. – Nie żartuję.

Kontynuował czytanie artykułu o ostatnim włamaniu do Ministerstwa, a Severus wrócił do własnego z uśmiechem. Rozkoszował się uczuciem zadowolenia spowodowanym tym, że Harry zaczął uśmiechać się w jego obecności. Chociaż nie trzeba było być leglimentą, by zobaczyć, że Harry dobrze się tutaj czuł.

Lekko opalony od uprawianego sportu, Gryfon wyglądał zdrowiej niż Severus kiedykolwiek pamiętał. Chłopak nie tylko w końcu zyskał kilka bardzo potrzebnych funtów dzięki uprzejmości wspaniałych potraw Priyi, ale również prawie zupełnie utracił tak charakterystyczną dla siebie nerwowość. Napięcie, które zwykle mu towarzyszyło, odeszło i przez większość czasu Harry wydawał się zrelaksowany i spokojny. Fakt, że ani razu nie zapytał Severusa o to, kiedy powinien opuścić ten dom był wystarczającym sygnałem, że brunetowi było dobrze w Snape Manor.

Severus powstrzymał westchnienie z trudnością.

Wiedział, że powinien powiedzieć Harry'emu, ale po prostu nie miał serca informować nastolatka, że musi opuścić Snape Manor już jutro. Tak naprawdę Severus sam nie chciał przyjąć tego do wiadomości, chociaż od początku wiedział, że te dwa tygodnie z Harrym były tylko wypożyczonym czasem.

xxxxxxxxxx

Kilka dni wcześniej

To było to. Chwila prawdy.

Siedząc w gabinecie Dumbledore'a i czekając na jego przybycie, Severusa uderzyło wszechogarniające poczucie déjà vu. Ileż razy siedział w tym biurze jako uczeń Hogwartu, wykręcając nerwowo ręce na kolanach dokładnie tak, jak robił to teraz, oczekując na kolejne kazanie typu „Nie powinniśmy używać magii, by zyskać nad kimś przewagę dla własnych korzyści!" lub „Właściwe użycie Eliksiru Dezorientacji podczas zajęć z eliksirów".

Dzisiejsze kazanie będzie oczywiście z rodzaju „Nie powinniśmy kraść Harry'ego Pottera z domu jego opiekunów bez uprzedniego poinformowania Zakonu".

Ale tym razem Severus będzie obstawiał przy swoim, tak zrobi.

Tym razem Severus mimo wszystko postąpił właściwie.

Ale obojętnie jak mocno Ślizgon starał się przekonać samego siebie, że nieposłuszeństwo wobec nakazu Dumbledore'a, by pozostał poza życiem Harry'ego Pottera, było właściwą rzeczą, nie potrafił odegnać lęku. Bał się, iż stanięcie oko w oko z dyrektorem zniszczy jego nowoodkrytą śmiałość, aby pozwolić jego i Harry'ego przeznaczeniu biec swoim naturalnym torem – nieważne jak karygodne to by nie było.

Przez ponad dekadę był zmuszony nie troszczyć się o Harry'ego Jamesa Pottera. Psiakrew, zapominał troszczyć się o siebie! Odkąd pamiętał, Severus był zmuszany, by zostawiać swoje życie na drugim planie. Bez zastanowienia oddałby życie za Harry'ego, ale wątpił, żeby był na tyle odważny, by dać mu całe swoje serce już teraz.

Ale niech będzie przeklęty, jeśli nie spróbuje!

Głos oderwał Severusa Snape'a od jego myśli.

Dzień dobry, Severusie. Dziękuje ci za przybycie.

Albus Dumbledore usiadł za biurkiem przed nim. Mężczyzna pokiwał głową w powitaniu.

Dyrektorze – ukłonił się krótko staremu czarodziejowi.

Czy mogę ci zaproponować…

Severus wstał nagle z krzesła.

Darujmy sobie uprzejmości, Albusie. Jestem tu, ponieważ zabrałem Harry'ego do domu od jego mugoli, nie zawiadamiając cię. Nie dotrzymałem danego słowa, że będę się trzymać z dala od jego życia. Jestem winny! Ale kiedy przepraszam za rozczarowanie cię i za złamanie danej ci obietnicy, myślę, że obaj wiemy, iż mam zamiar dalej to kontynuować, aby dać Harry'emu życie, na które zasługuje – w końcu! Ale oczywiście, powiedz, co masz do powiedzenia.

Severus podniósł ręce do góry w geście porażki, ale szybko je opuścił, kiedy uświadomił sobie jak śmiesznie dramatycznie musi przez to wyglądać. Zaczął chodzić po biurze, ale po chwili zastanowienia usiadł z powrotem na krześle. Cały ten czas Albus Dumbledore obserwował go cicho. Wtedy stary czarodziej spytał:

Czy z Harrym wszystko dobrze? – pytanie i towarzyszący mu brak wyrzutów przestraszyły Severusa.

Oczywiście, że wszystko w porządku – wybełkotał. – Myślisz, że co z nim robię, truję go?

Oczy Dumbledore'a migotały.

Domyślam się, że nie.

Zresztą zapewniam, że ma znacznie lepsze warunki w Snape Manor niż na Privet Drive pod numerem czwartym. I znów, to wszystko nie jest takie trudne, nieprawdaż? – odparł gorzko Severus. – Czy masz jakiekolwiek pojęcie jaka jest ta jego tak zwana rodzina?

Albus pochylił głowę, patrząc na swoje dłonie.

Wiem, mój drogi – odpowiedział cicho, smutnym głosem.

Więc dlaczego, na Merlina, pozwoliłeś tym ludziom wychowywać Harry'ego? – spytał, nie wierząc własnym uszom Severus. – Nigdy nie podobał mi się pomysł, by był wychowywany przez nieuświadomionych mugoli, ale myślałem, że oni przynajmniej będą się o niego troszczyć.

Oni się o niego troszczyli, Severusie.

Naprawdę? Byli bardziej niż chętni, by wyrzucić go z domu, z tego co usłyszałem. Nazywali go dziwadłem, Albusie. – Dyrektor wzdrygnął się nieznacznie i zamknął oczy. – Mógłbym przekląć samego siebie za to, że nigdy wcześniej nie pofatygowałem się, by sprawdzić co się z nim dzieje, Albusie! – ciągnął Severus. – Ale kiedy dałem ci słowo, że zerwę moją więź z Harrym, ufałem, że umieścisz mojego towarzysza - wyraźnie zaakcentował te dwa słowa - u ludzi, którzy będą się o niego troszczyć. Troszczyć się o niego dla mnie.

Dumbledore spojrzał na niego. Jego szczęka była zaciśnięta.

Umieściłem Harry'ego tam, gdzie wiedziałem, że będzie bezpieczny – powiedział z determinacją. – Wszystkie te lata Harry był chroniony przez najskuteczniejsze, najbardziej złożone starożytne zaklęcia – przez krew jego rodziny!

W porządku, chroniłeś go przed śmierciożercami! – uciął Severus, odmawiając zostania onieśmielonym przez potężnego i teraz raczej rozgniewanego czarodzieja przed nim. – Wierzę, że równie dobrze mógłbym to sam zrobić. Nie możesz zaprzeczyć, że więź między dwoma życiowymi towarzyszami jest…

A co by się stało, jeżeli ty i Harry nie bylibyście jednak życiowymi towarzyszami? Nie mogłem ryzykować, Severusie! – Dwaj mężczyźni patrzyli się na siebie twardo.

Och, ale jesteśmy, Albusie – powiedział miękko po kilku sekundach Severus, uśmiechając się przy tym delikatnie. – Możesz być tego pewien.

Jeśli to prawda, ryzykujemy życie chłopca również w tym momencie.

- Mogę ryzykować życie Harry'ego, po prostu oddzielając go od siebie, dyrektorze – odparł spokojnie Severus i ponownie wstał z krzesła. – A to jest ryzyko, którego nie jestem już dłużej skłonny podejmować. Teraz, jeżeli mi wybaczysz…

Skinął grzecznie głową i skierował się do drzwi.

Oczekuję go w Kwaterze Głównej Zakonu do końca następnego tygodnia – zawołał za nim Dumbledore. – Remus Lupin przyjdzie i go zabierze.

Doskonale, dyrektorze – odpowiedział, nie oglądając się za siebie Severus. Wtedy wyszedł.

xxxxxxxxxx

Głos jego chrześniaka wyrwał Severusa z zamyślenia.

– Dzień dobry, profesorze Snape! – powitał go radośnie Draco. Klapnął na puste krzesło obok Harry'ego. – Dzień dobry, bezdomny włóczęgo.

Harry bez przekonania ukrył uśmiech za pustym kubkiem kawy.

– Dzień dobry, głupku.

– Nudzi mi się, chodźmy torturować mugoli.

– Ty naprawdę jesteś głupkiem, wiesz o tym?

– To też. Chodźmy.

– Spadaj!

– Maniery, Potter!

– Och, no dobrze.

Harry wstał z krzesła.

– Czy powinienem posprzątać ze stołu zanim wyjdę, profesorze?

– Nie. Idź, Potter – powiedział Snape, dolewając do swojego kubka kawy. – Ale nie myśl, że nadal będę cię traktował ulgowo, gdy wrócimy do szkoły.

– Ależ oczywiście, proszę pana, nigdy! – odparł gorliwie Harry, patrząc na niego z szerokimi oczyma. Jednakże jego niewinne spojrzenie szybko zostało zdradzone przez duży uśmiech, którego już nawet nie starał się ukryć.

Severus czuł, że jego wnętrzności zamieniają się w papkę, gdy tylko zrozumiał, jak bardzo ten chudy, noszący okulary nastolatek stojący tuż przed nim zaczął przypominać dziarskiego, młodego człowieka, którego znał jako swojego przyszłego męża. Pozwolił małemu uśmiechowi rozciągnąć się na wargach, gdy wypowiadał standardową formułkę:

– Punkt pierwsza! Potem kuchnia będzie zamknięta dla was obu… gnomy.

Harry pokiwał głową z rozbawionym błyskiem w szmaragdowych oczach, podczas gdy Draco zasalutował krótko.

– TAK JEST!

Zaczął popychać Harry'ego w kierunku drzwi, ale ten już na progu obrócił się raz jeszcze. Przechylił głowę na bok i popatrzył na Mistrza Eliksirów w zamyśleniu.

– Wie pan – powiedział po chwili. – Jestem pewien, że Priya dałaby mi jedzenie nawet po pierwszej, jeżeli ładnie bym ją poprosił.

– Potter?

– Tak, profesorze?

– Znikaj.

Chichocząc, Harry podążył za Draco do wyjścia.

xxxxxxxxxx

– Gdybyś był smakiem lodów, to jakim?

Płaski kamień przeskakiwał po wodzie wesoło, zanim utonął blisko środka jeziora. Draco obrócił się, by spojrzeć na Harry'ego.

– HA! – powiedział tryumfalnie. – Prawie! Więc… który smak?

Harry również wybrał kamień, biorąc przykład z Draco.

– Smak lodów? – spytał. – Nie wiem. Czekoladowy?

Rzucił kamień do jeziora, gdzie plusnął kilka stóp od niego i zniknął. Draco potrząsnął głową lekceważąco.

– Osobiście, myślę, że byłbyś stracciatellą – powiedział po chwili.

– Och? – uśmiechnął się głupio Harry. – A czym ty byś był?

– To akurat łatwe, byłbym wanilią. Prosty, ale jednocześnie elegancki i nieprzyzwoicie przepyszny. CO? – spojrzał z oburzeniem na Harry'ego, który udawał zwijanie się w niemym śmiechu.

– Prosty? – spytał z niedowierzaniem Harry. – Uważasz, że jesteś prosty?

Draco zmarszczył brwi.

– Masz rację, prosty nie jest słowem o jakie mi chodziło. Bardziej pasowałoby… – Nagle jego twarz rozświetliła się w psotnym, szerokim uśmiechu. – Więc naprawdę uważasz, że jestem elegancki, Potter?

Szturchnął figlarnie łokciem Harry'ego. Gryfon oddał wściekle blondynowi.

– Chciałbyś! Tylko dlatego, że twoje ubrania są droższe niż moje, nie znaczy, że jesteś elegancki, Malfoy.

Uśmiechnął się i Draco szturchnął go jeszcze raz.

Naprawdę myślisz, że jestem elegancki, Potter. I także myślisz, że jestem nieprzyzwoicie przepyszny!

– NIEPRAWDA!

– PRAWDA!

– Nieprawda.

– Tak, prawda.

– Jesteś taki pewny siebie, Malfoy, to już nawet nie jest zabawne!

– Myślisz, że jestem prze-py-szny! – wyśpiewał Draco.

– Ile ty masz lat, Malfoy? – Harry ponownie szturchnął Ślizgona.

– Prze-py-szny! Prze-…

Gryfon popchnął go, tym razem trochę mocniej.

Draco nagle stracił równowagę. Machając rękami, usiłował chwycić Gryfona stojącego obok niego i odzyskać równowagę zanim… wyląduje z głuchym pluskiem w jeziorze.

– Potter! – wydyszał, wypluwając trochę wody.

Tym razem Harry zwijał się ze śmiechu naprawdę.

– Jesteś teraz topniejącymi lodami waniliowymi, nieprawdaż? – zażartował, ale jego śmiech szybko ustał na widok wyrazu twarzy Draco. Blondyn gapił się na wodę spojrzeniem pełnym czystej paniki.

– Nie umiem pływać! – pisnął.

– Ale… przecież… tu nie jest głęboko! – jąkał się Harry. – Po prostu wstań!

Draco połknął kolejny łyk wody i zaczął się krztusić.

– Potter, pomóż mi! – wybełkotał. – PROSZĘ!

Harry natychmiast wszedł do zaskakująco zimnej wody. Wziął Draco za ramię i zaczął ciągnąć go do góry.

– Wstań, Malfoy! Tu nie jest głęboko! Nawet nie musisz pływać.

Ale Draco gorączkowo się go trzymał.

– Wydostań mnie stąd! Wydostań mnie!

– Uspokój się, Draco! – rozkazał Harry. – Wydostanę cię stąd, ale musisz się uspokoić! W PORZĄDKU?

Draco pokiwał głową beznamiętnie, nadal trzymając się Harry'ego z całej siły. Brunet zaczął manewrować ich do brzegu, kiedy poczuł, że Draco puszcza go. Obrócił się.

– Malfoy! – powiedział surowo. – Powiedziałem ci, że za… och, cholera, Mal…!

Harry miał zaledwie tyle czasu, by zauważyć jak wyraz przerażenia na twarzy Draco zamienia się w perfidnie triumfalny, szeroki uśmiech zanim znalazł się – najpierw twarzą – w wodzie, trzymany przez dłonie Draco Malfoya. Powinienem był wiedzieć, pomyślał zirytowany. Został wypuszczony kilka sekund później i kiedy jego głowa pojawiła się ponownie ponad powierzchnią jeziora, Ślizgon szybko odskoczył z zasięgu rąk Harry'ego i zaczął brodzić w stronę głębszej części jeziora.

– Uratuj mnie, Potter! – zapłakał wesoło i zaczął odpływać od Harry'ego na plecach, uśmiechając się psotnie. – Nie umiem pływać, och, mój Boże, nie umiem pływać!

Harry potrząsnął szybko głową, chcąc pozbyć się wody z uszu.

– Już jesteś martwy! – poinformował Ślizgona zanim spokojnie ściągnął okulary i wytarł je do czysta mokrą koszulką.

– Och, jestem? – wykrzyknął Draco. – Wydaje mi się, że najpierw musisz mnie złapać, Potter!

Już prawie dotarł do środka jeziora.

– W ogóle nie oglądałeś zeszłorocznego turnieju, Malfoy? – spytał nonszalancko Harry przed założeniem z powrotem okularów i przeczesaniem kapiących włosów rękami.

– Oglądałem! – zawołał Draco, zupełnie nieporuszony. – Chodzi ci o to, że…?

– …jestem cholernie dobrym pływakiem!

xxxxxxxxxx

Ich śmiech niósł się salą wejściową, ogłaszając przybycie Harry'ego i Draco na długo przed tym, jak chłopcy weszli do jadalni. Severus czuł, jak coś ścisnęło się w jego klatce piersiowej. Minęło dużo czasu, odkąd słyszał, jak jego chrześniak śmieje się w ten sposób. Harry musi zostać! Harry tu przynależy! Natychmiast zalało go poczucie winy.

Naprawdę powinienem powiedzieć Harry'emu wcześniej!

Priya położyła dłoń na jego i zaoferowała mu szybki, pocieszający uścisk zanim go puściła.

– Już zawsze będę pamiętać twoją minę, Potter! Ty naprawdę myślałeś, że tonąłem!

– Zdecydowanie zasługujesz na Oscara, to na pewno!

Draco pchnięciem otworzył dwuskrzydłowe drzwi do jadalni.

– Kim jest Osc…? – Zatrzymał się w pół kroku. I otworzył usta.

Harry szybko podszedł do niego. Podążył za nieruchomym spojrzeniem Draco i uśmiechnął się.

– Profesor Lupin! Dobrze pana widzieć! – zawołał radośnie.

Severus spróbował zignorować kolejny ostry ból w klatce, który tym razem nie miał nic wspólnego z poczuciem winy. Obok niego wilkołak wstał z krzesła (Draco zwęził oczy podejrzliwie) z uśmiechem na twarzy.

– Ciebie też dobrze widzieć, Harry. Witaj, Draco.

Draco mrugnął. Potem pokiwał grzecznie głową.

– Profesorze Lupin.

Severus odzyskał wreszcie swój głos.

– Co się wam stało? – spytał, wskazując na mokre ubrania i włosy chłopców. Nastoletni czarodzieje wymienili szybkie spojrzenia.

– Nic. – Draco wzruszył ramionami. – My tylko….

– … tak jakby… – kontynuował Harry z zakłopotaniem.

– … wpadliśmy do jeziora… – stwierdzili zgodnie, uśmiechając się do siebie.

Priya potrząsnęła głową i również wstała.

– Przeziębicie się! – zrugała chłopców. – Idźcie i szybko przebierzcie się w jakieś suche ubrania!

– Priiiiya! – zajęczał Draco. – Jesteśmy czarodziejami!

–No i? – odpowiedziała Priya, uderzając czule blondyna w pupę. – Czarodzieje nie dostają kataru?

– Nie. Tak. Ale… możemy rzucić zaklęcie, które nas wysuszy.

– Więc dlaczego tego nie zrobiliście?

Draco westchnął.

– Ponieważ nie wolno nam używać magii poza szkołą! – wyjaśnił, patrząc zirytowanym spojrzeniem na Harry'ego. Potter potwierdził, kiwając głową, zupełnie niezaniepokojony. Jego oczy spotkały Severusa i uśmiechnął się. – Mimo wszystko nie chcemy, żeby nam zabrali różdżki – zażartował. – Prawda, profesorze?

Jego słowa spotkały się z krępującą ciszą. Harry zmarszczył brwi.

– Coś nie tak? – powiedział Draco, rozglądając się.

Remus był pierwszym, który oczyścił gardło.

– To jest powód, dla którego tu właściwie jestem, Harry. Twoje przesłuchanie.

Harry zbladł.

– Więc jednak będzie przesłuchanie? – przerwał wilkołakowi. – Ale myślałem… Ale był… byłem tylko…

Popatrzył na Severus bezradnie. Snape wstał i podszedł do swojego chrześniaka i towarzysza. Stuknął szybko różdżką ponad ich głowami i sekundę później chłopcy byli znów doskonale susi z wyjątkiem małej kałuży wody, która utworzyła się u ich stóp.

– Nie martw się, Potter! – powiedział szorstko. – To będzie tylko formalność.

– Kiedy jest przesłuchanie? – spytał Harry, brzmiąc na dość przestraszonego. – Dziś?

Remus Lupin potrząsnął głową.

– Za trzy dni.

– Więc dlaczego chcesz mnie zabrać już dzisiaj?

– Nie, nie dzisiaj – poprawił go Remus. – Przyszedłem tylko powiedzieć, że zabiorę cię jutro.

– Jutro? Ale powiedziałeś, że to dopiero za trzy dni.

Lupin i Snape spojrzeli na siebie szybko. Mylnie interpretując wymianę spojrzeń między mężczyznami, Harry opuścił ramiona. Czy Snape wezwał jego byłego nauczyciela OPCMu, by się go wcześniej pozbyć?

– Pójdę i spakuję się – powiedział cicho i obrócił się, aby odejść.

xxxxxxxxxx

Uczucie smutku i rezygnacja Harry'ego uderzyły Severusa z taką siłą, że chwycił się ramienia Draco, by się na nim oprzeć. Blondyn popatrzył na niego zaskoczony.

Zwykle legilimenta potrafił „odgrodzić się" od stałego brzęczenia, jakie wywoływały emocje znajdujących się dookoła ludzi (raczej konieczna zdolność dla osoby pracującej w szkole z internatem pełnej nastoletnich czarodziei, dziękuję bardzo) i chociaż Severus dawno temu zauważył, że jego recepcja uczuć Harry'ego była silniejsza niż innych osób (czego można się domyślić, oczywiście), to nigdy wcześniej nie była tak mocna – za wyjątkiem jego spotkań z „przyszłym Harrym".

Ale oprócz wspomnianych spotkań i oczywistego braku wrogości, którą okazał mu obecny Harry, ta przytłaczająca transmisja emocji była pierwszym, prawdziwym „dowodem", że ich więź stale rosła w siłę.

To odebrało Severusowi dech.

– Potter! – powiedział zachrypniętym głosem.

Harry znów się obrócił.

– Tak? – spytał, nie patrząc starszemu mężczyźnie w oczy.

– Nie bądź śmieszny, nie musisz się jeszcze pakować. Profesor Lupin nie wróci wcześniej niż jutro wieczorem – warknął.

Harry pokiwał ponuro głową, nadal unikając jego wzroku.

– Ok.

– Mam pewne sprawy do załatwienia przez kilka następnych dni, dlatego musisz wyjechać już jutro – wyjaśnił profesor Snape. Remus Lupin odchrząknął nieswojo i nagle stał się bardzo zainteresowany obrazami na ścianie.

– Ok – powtórzył Harry, nie brzmiąc na szczęśliwszego. Priya spojrzała ostrzegawczo na Severusa. Wyraz twarzy mistrza eliksirów złagodniał.

– W innym przypadku… oczywiście byłoby mile widziane, gdybyś został – dodał. Mógł praktycznie wyczuć jak oczy Draco rozszerzyły się w szoku. Nie, żeby winił za to chłopca. Taka gościnność w jego zachowaniu była, delikatnie mówiąc raczej niezwykła.

Harry w końcu oderwał wzrok od swoich stóp. Przez chwilę badawczo przyglądał się Snape'owi, jakby próbował się dowiedzieć czy oferta była szczera i najwidoczniej zdecydował, że tak, ponieważ jego twarz rozpromieniła się jak choinka.

– Dzięki! – uśmiechnął się.

Severus pokiwał głową.

– Chodźmy jeść – powiedział.