Bardzo przepraszam wszystkich za opóźnienie publikacji tego rozdziału. Miał on zostać opublikowany wcześniej, ale przy ponownym przeczytaniu go zdałem sobie sprawę, że Lena i Emily zachowują się w nim jak napalone lesbijki, a przecież nie o to chodzi. To mój ulubiony wątek w całym opowiadaniu i po prostu nie mogłem pozwolić, żeby tak niechlujnie napisana scena została jego częścią. Napisałem cały rozdział od nowa, zajęło mi to trochę czasu, ale szczerze mówiąc mniej niż się spodziewałem :) Jeszcze raz przepraszam za opóźnienie, miłego czytania!


Kilka dni później...

- Zdobyliśmy jakieś poszlaki… ale to ciągle za mało by ustalić dokładną pozycję - usłyszała głos Any - Ale raczej na sto procent jest w Azji.

- Sądziłam, że to oczywistość - wtrąciła Wdowa - Nie widzę powodu, żeby przenosił swoją bazę operacyjną na zupełnie inny kontynent.

- Uwzględniłaś że znamy położenie jego starej bazy przez co możemy się tym terenem zainteresować?

- To nie ma znaczenia, nie obawia się nas. Poza tym jego celem było zabicie nas wszystkich i był pewien, że to się uda. Nie potrzebował miejsca, które przez lata pozostanie niewykryte. Wystarczyło maksymalnie kilka tygodni.

- W każdym razie nie ma to najmniejszego znaczenia. I tak go namierzymy. Winston mówi, że jesteśmy blisko. Jeszcze dziś powinien ustalić dokładną pozycję. Wtedy zajmiemy się planowaniem. Nie możemy zapominać, że musimy wygrać sprytem i zaskoczeniem.

- Jeszcze jakaś oczywistość? - odparła sucho.

- Na razie nie. Powiedz lepiej, jak tam z Leną.

- Tragedii nie ma. Nie budzimy się podczas snów, nie wchodzimy sobie w drogę, nie…

- Ekhm… dobrze wiesz, że nie o to mi chodzi - nastała chwilowa cisza. Złotooka wzruszyła ramionami i dyskretnie spojrzała się w stronę drzwi do pokoju.

- Ciągle jest… - nie dokończyła. Nie potrafiła znaleźć słów, które określiłyby sytuację, ale jednocześnie brzmiałyby znośnie w jej ustach.

- Mam nadzieję, że… nie, co ja gadam… to Smuga. Wiele w niej zażyłości, ale nigdy nie podjęłaby pochopnej decyzji. Zresztą… nieważne, nie było tematu. Przekaż jej to ze Żniwiarzem - W tym momencie siwowłosa rozłączyła się. Wdowa jeszcze przez moment bezwiednie patrzyła się na holoemiter. Ułożyła usta w dzióbek. Wtem usłyszała kroki.

- Hej! Wydawało mi się, czy z kimś rozmawiałaś? - Lena wyszła z pokoju i usiadła obok złotookiej.

- Z Aną. Kazała Ci przekazać, że są blisko namierzenia Reyesa. Został w obrębie Azji… choć to według mnie jasne - Brunetka lekko przytaknęła. Popatrzyła się za okno i nagle napadła ją taka jedna myśl… już dawno nad tym nie rozmyślała. Żniwiarz, Jack, Angela… te sprawy jakoś nie zaprzątały jej głowy. Wiedziała, że gdzieś tam siedzą… ale jakby pogodziła się z tym. Przez chwilę nawet wpadło jej do głowy, że to źle. Nie powinna o tym zapominać, ale... - Ekhm - z zamyślenia wyrwał ją głos złotookiej - Pewnie nawet się teraz nad tym nie zastanawiasz, co…? Twoje myśli krążą wokół Emily?

- Hej, skąd ten pomysł?! To, że kręcę się teraz wokół niej, nie oznacza że kompletnie zapomniałam o Bożym Świecie!

- Nie sądzisz, że poświęcasz jej zbyt dużo czasu?

- Nawet taka myśl nie przeszła mi przez głowę! Jest warta każdej sekundy - Wdowa zwróciła wzrok przed siebie - Powinnaś ją kiedyś poznać - Lena uśmiechnęła się lekko - Wiesz, mam coś dla ciebie! - Nagle brunetka wystrzeliła jak z procy i pędem pobiegła w stronę torby, którą przyniosła ze spotkania. Sięgnęła do środka… i wyjęła naszyjnik. Ale nie byle jaki. Nie był on zdobiony w prawie żadnym stopniu, cały czarny. Lena, tym razem spokojniej, ruszyła w stronę Wdowy. Im bliżej była, tym wyraźniej złotooka widziała detale. W pewnym momencie dostrzegła, że naszyjnik był z… pająkiem. Małym, lecz pięknym dla oczu Wdowy czarnym pająkiem. Wykonanym z innego materiału, mimo takiego samego koloru co obwódka, odróżniał się od niej - Pamiętasz jak Ci mówiłam o tym, jak opowiadałam jej nieco o Tobie? Cóż… widać włożyłam strasznie dużo wysiłku by podkreślić, że jesteś dla mnie ważna - uśmiechnęła się lekko wyciągając rękę w stronę Wdowy. Ta przez moment nie ruszała się ani trochę. Po chwili powoli uniosła rękę i delikatnie przejechała dłonią po pająku. Potem ułożyła ją pod naszyjnikiem. Lena puściła go. Łańcuszek wylądował w rękach złotookiej. Przyglądała się jemu przez dłuższą chwilę. Dla każdego oka była to zwyczajna ozdoba… ale nie dla niej. Ona widziała w tym coś więcej. Widziała siebie. Ułożyła usta w dzióbek, po czym spojrzała się na Lenę.

- Takiego prezentu… się nie spodziewałam - Brunetka uśmiechnęła się figlarnie.

- Rozpoznaję ten błysk w twoich oczach… - nie odwracając się od złotookiej powoli zaczęła iść w stronę wyjścia - Naciesz się bez moich czujnych oczu - zniknęła za drzwiami, zostawiając ją samą po raz kolejny, ale tym razem z czymś więcej. Z... przemyśleniami.


Jakiś czas później. Ośrodek sportowy na obrzeżach Londynu

Weszła na kort. Westchnęła głęboko. Poprawiła uścisk na swojej rakiecie, po czym zaczęła nią wymachiwać kilka razy zmieniając sposób, w jaki ją trzyma. Wzięła lekki rozkrok i zaczęła lekko, na zmianę odbijać się na boki. Mała rozgrzewka przed grą w tenisa. Emily naprawdę kochała ten sport… choć ostatnio nie miała zbyt wiele czasu na takie rzeczy. To był jej pierwszy raz od kilkunastu dni. Miała nadzieję, że nie straciła zbytnio formy. Ze sposobu jakim wymachiwała rakietą wywnioskowała, że nie będzie tak źle. Pewnie ją trzymała i manewrowała. A to najważniejsze w tym sporcie. W pewnym momencie usłyszała otwieranie drzwi po drugiej stronie. Wzięła głęboki oddech - 'No dobra, Emily… czas zagrać' - pomyślała. Uniosła głowę, by zobaczyć swojego przeciwnika i… oniemiała. Na kort weszła znajoma jej brunetka. Uniosła rękę i pomachała do rudowłosej. Ta tylko wykrzywiła głowę i z mieszaniną zaskoczenia i uśmiechu popatrzyła na nią.

- …Lena? - spytała się w końcu.

- No a niby kto inny? - brunetka uśmiechnęła się lekko.

- Co ty tu robisz?

- Noooo… a jak Ci się wydaje? Przyszłam pograć w tenisa! - Emily spojrzała się na nią podejrzliwym wzrokiem.

- Taaaak? I akurat trafiasz dokładnie w to miejsce w tych samych godzinach co ja?

- Cóż... co mogę powiedzieć? Tak wyszło - Rudowłosa zaśmiała się z nutką rezygnacji w głosie.

- Ach, Amy… będę musiała z Tobą poważnie porozmawiać - powiedziała na głos.

- Chciałaś ode mnie odpocząć?

- Nie - odpowiedziała bez wahania - Ale Amy ma zdecydowanie za długi jęzor - w tym momencie do Emily podjechał pewien android, wręczając jej kilka tenisowych piłeczek. Ta wzięła je i, nie spuszczając wzroku z Leny, odbiła każdą po kolei sprawdzając, która by była dla niej najlepsza. Kiedy wybrała jedną z nich i cofnęła się nieco, brunetka pochyliła się lekko przybierając pozycję do odbioru piłki- Leno Oxton! - usłyszała głośny głos Emily, która przymierzała się do serwu - Zobaczymy, jak sobie ze mną poradzisz! - rudowłosa uśmiechnęła się złowieszczo, pewna wygranej. Wzięła olbrzymi zamach i zaserwowała.


Początkowo Lenie nie szło za dobrze. Grała bardzo chaotycznie i nie raz nie potrafiła wykonać dobrego zamachu rakietą, by dobrze odbić piłkę. Emily wykorzystywała te błędy. Jednak po jakimś czasie brunetka zaczęła stanowić dla niej większe wyzwanie. Widać było, jak szybko się uczy. Jej ruchy były coraz bardziej wyrafinowane i kontrolowane, a czas reakcji, który z wiadomych powodów był wiele krótszy niż u rudowłosej, również pomógł. Wkrótce Emily miała coraz mniej okazji by się z niej śmiać, ciągłe acz nienachalne, zaskakujące i zabawne docinki Leny słyszała coraz częściej, a początkowo luźny pojedynek przerodził się w wyczerpującą walkę, gdzie jedna strona imponowała nieprzewidywalnością, precyzją i techniką, a druga szybkością i zwinnością. Dziewczyny przestały zwracać uwagę na wynik, który teraz nie miał dla nich żadnego znaczenia, za to obie czuły, że grają teraz wyczerpującą grę, w której po prostu liczy się adrenalina. Trwało to dosyć długo, nikt nie liczył ile. Z tenisowego transu wyrwały je dopiero zapalające się reflektory, uświadamiając im jak późna już pora. W tym momencie obie spojrzały się na siebie, tracąc z oczu piłkę. Przez chwilę wpatrywały się tak, spocone, nie mogąc złapać oddechu. Nagle obie wybuchły śmiechem, Emily upadła na kort, jakby nagle utraciła siły w nogach, a Lena pochyliła się, upuszczając rakietę i brechtając się przy tym niemiłosiernie. Czemu? Prawdę mówiąc nie było żadnego powodu. To po prostu wysiłek, po którym takie zachowania to zupełna normalka. Minęło kilka minut zanim obie doszły do siebie, przestały się śmiać i powoli zeszły z kortu, zaraz po tym łapiąc wodę i biorąc kilka porządnych łyków. Emily uśmiechnęła się jeszcze szerzej. To był zdecydowanie najlepszy mecz, jaki kiedykolwiek zagrała.

- Hej! - krzyknęła Lena, gdy skończyła jej się woda - Spójrz! Wcale nie jestem taka zła! - Rudowłosa odwróciła się i spojrzała na tabelę wyników. Faktycznie, wynik był bliski.

- Wyrównana walka. Szybko się uczysz - odpowiedziała Emily - W pewnym momencie nawet myślałam, że mnie prześcigniesz… dałaś mi porządny wycisk.

- A co ja mam powiedzieć? Musimy to kiedyś powtórzyć!

- Zdecydowanie - Rudowłosa schowała nie do końca opróżnioną wodę do plecaka i, chwytając go (nie założyła go na plecy, ze względu na to, jak gorąco jej było), ruszyła w stronę wyjścia, a Lena obok niej - Powiedz mi… jak to się dzieje, że każda chwila spędzona z Tobą to czysta frajda? Miałam kiedyś tak wyczerpujące gry, które wylewały ze mnie siódme poty i po ich zakończeniu czułam się... dziwnie, powiedzmy. Ale... nigdy w taki sposób. Podczas meczu stworzyłaś... niesamowitą atmosferę. Jak Cię pierwszy raz zobaczyłam nie sprawiałaś takiego wrażenia.

- Cóż… to nie byłam prawdziwa ja. Za to ta Lena, którą widzisz od kilku dobrych tygodni to moja najprawdziwsza wersja. Która zresztą powróciła dzięki Tobie.

- A więc to miała na myśli mówiąc Amy… - Emily przytaknęła - Tak… zdecydowanie.

- Tak z ciekawości… co o mnie mówiła?

- Oj… masę rzeczy. Żeby Ci to wszystko opowiedzieć potrzeba czasu… dużo czasu.

- Ups… no to mamy problem, bo ja niestety nie kojarzę w tej okolicy żadnego fajnego lokalu - brunetka uśmiechnęła się lekko.

- Hmmmm… to może spotkałybyśmy się w twoim mieszkaniu? - Lenę przymurowało - Z tego co mi mówiłaś jest niedaleko - 'Aj… ups… niedobrze… bardzo niedobrze' - pomyślała.

- Wiesz… - zaczęła z kwaśną miną - ...nie jest tam tak czysto jak u Ciebie… to w ogóle inny poziom - na twarzy Emily pojawił się szeroki, ząbkowaty uśmiech - Ostatnio nie za dużo sprzątałam, więc… - Nie zdążyła dokończyć. Rudowłosa chwyciła ją za dłoń i pędem ruszyła w kierunku jej domu - 'Ups… Wdowa… obyś to w porę usłyszała...'


Emily powoli otworzyła drzwi. Weszła do środka. Klasnęła szybko dwa razy.

- Ekhm… - usłyszała głos Leny zza jej pleców - Włącznik jest po lewej stronie.

- Oh… - rudowłosa zdziwiła się nieco, ale uniosła rękę i włączyła światło. Ujrzała mieszkanie brunetki w pełnej okazałości. W wielu aspektach zupełne przeciwieństwo jej apartamentu. Stanęła w pokoju, który był połączeniem przedpokoju i sypialni. Przy drzwiach były wieszaki na ubrania i mały dywanik na buty, dalej kanapa, stoliczek obok niej i, nieco dalej, holoekran który pełnił też rolę telewizora. Po prawej były drzwi do łazienki, a po lewej do kuchni.

- Noooo… tak. Teraz już wiesz, czemu aż tak bardzo nie chciałam Cię tu wpuścić? - Emily powoli podeszła do kanapy. Wyglądała na zadbaną… ale na stoliku było pełno przeróżnych rzeczy - Nie jestem... pedancikiem. Delikatnie mówiąc.

- "Pokaż mi jak mieszkasz, a opowiem Ci kim jesteś" - odpowiedziała - Coś w tym jest… to miejsce w pewnym stopniu oddaje Ciebie… choć nie do końca - Lena wskazała na kanapę gestem sugerującym, by usiadły. Tak też zrobiły - Wiesz? Szczerze mówiąc właśnie tak wyobrażałam sobie twoje cztery ściany- Emily uśmiechnęła się lekko - oddają to, jak bardzo przejmujesz się innymi, ważniejszymi sprawami, przekładając je ponad… to wszystko.

- Taaa, jasne... mówisz tak do każdego, kto ma taki syf w mieszkaniu?

- Nie. Większość takich ludzi często nudzi się w domu, leży do góry brzuchem, a i tak nie chce im się sprzątać. Ale ty... popraw mnie, ale wydaje mi się, że z Tobą jest zupełnie odwrotnie. Poza tym... nie spędzasz tu chyba dużo czasu - Lena po prostu przytaknęła.

- Wiesz... cieszę się, że tak to widzisz. Byłam pewna, że spojrzysz się i od razu powiesz coś w stylu "O nie, co to jest, po co w ogóle chciałam tu przyjść"? - Emily uśmiechnęła się lekko.

- Podoba mi się tu. To miejsce ma jakiś taki klimat. Kawalerka na uboczu należąca do osoby, która potrzebuje tylko miejsca zamieszkania, żadnych luksusów. Bo w rzeczywistości ma w życiu ciekawsze zajęcia niż napawanie się mieszkaniem.

- Naprawdę tak myślisz?

- Nie wiem. Ułożyłam sobie w głowie taką wizję. Przyjemna, więc się jej trzymam - Rudowłosa puściła jej oczko, na co Lena lekko się uśmiechnęła.

- Dobra... nie będę przecież damy z apartamentowca traktowała takim widokiem - Wstała i zaczęła zbierać rzeczy ze stołu, Emily razem z nią, choć właścicielka nalegała, żeby się nie kłopotała. Kiedy było już w miarę czysto, Lena poszła do kuchni i wyjęła jedyne ciasto, jakie miała w lodówce. Trzymała je na specjalną okazję i czuła, że taka właśnie nadeszła.


Emily miała wpaść na godzinkę… ale oczywiście na godzince się nie skończyło. Zbyt dobrze się jej rozmawiało… jak zresztą zawsze. Ciasto szybko się skończyło… ale nie przeszkodziło im to ani trochę. Niesamowite, że po tylu przeprowadzonych rozmowach o dosłownie wszystkim cały czas potrafiły znaleźć nowe tematy.

- ...Poważnie? - spytała z niedowierzaniem Lena.

- No nie mów, że trudno Ci w to uwierzyć… znasz ją.

- Fakt… brzmi jak coś, co by zrobiła. Tylko wiesz… myślałam, że znowu opowiesz mi o jakiejś niezręcznej sytuacji… a tu proszę. Dla odmiany coś szlachetnego.

- Jest tego więcej. Amy naprawdę zależy na innych - Lena lekko przytaknęła - Zresztą… mówiła, że to ty w jej to zaszczepiłaś.

- Cóż… nie chwaląc się... - brunetka puściła jej oczko, na co rudowłosa uśmiechnęła się ciepło.

- Wiesz… to dzięki Tobie robię to wszystko. Dzięki Tobie prawie codziennie zaglądam do Domu Żebraków, dzięki Tobie jestem w stanie pomagać tak wielu ludziom. Nie podziękowałam Ci nigdy za to. Jesteś… niesamowitą osobą. Cokolwiek zaraz powiesz, nie bądź zbyt skromna. To prawda - Lena uśmiechnęła się lekko, a na jej policzkach pojawił się prawie niezauważalny rumieniec.

- Dzięki… nie wiem co powiedzieć. Wiesz… też chcę Ci podziękować. Za wszystko. Za to, co zrobiłaś, kiedy potrzebowałam pocieszenia.

- Każdy...

- Nie - Lena spokojnie przerwała - Nie każdy. Większość ludzi w takiej sytuacji po prostu wzięłaby co ma wziąć i się ulotniła. Albo na siłę starałaby się pomóc. Ale nie ty. Nie wyczułam wtedy tylko tego, że mnie rozumiesz. To nie było dla mnie najważniejsze. Starałaś się pomóc. Szczerze. A to rzadkość. Ja... Emily, ty po prostu kochasz pomagać. I to w Tobie... - zatrzymała się na chwilę - ...cenię - Po wymówieniu tego słowa prawie ugryzła się w język. Nie wiedziała czemu, ale wydawało jej się, że brzmiało to szorstko. Rudowłosa jednak na pewno nie zauważyła. A jeśli zauważyła, nie dała po sobie poznać. Tym razem to ona się lekko zarumieniła.

- ...Nie wiem co powiedzieć. Nikt inny mi czegoś takiego nigdy nie przyznał...

- Niemożliwe... jak można to przeoczyć?

- Oj, przestań! - Policzki rudowłosej jeszcze bardziej się zaczerwieniły, choć uśmiech na twarzy miała coraz szerszy.

- Jestem śmiertelnie poważna. W moich oczach jesteś kimś unikalnym, Em. Kimś... po prostu niesamowitym - Emily nie wiedziała, jak zareagować. Twarz brunetki zupełnie się zmieniła. Jak i jej głos. Te ostatnia słowa wybrzmiały tak... głęboko... być może... - 'Nie' - powiedziała sobie - 'Przestań... popsujesz to'.

- ...Dziękuję. To wspaniałe uczucie, gdy ktoś taki jak ty zauważa moje starania. Ja...

- Nie starania. Chęci. Szczere chęci.

- No tak - Rudowłosa uśmiechnęła się lekko - To dlatego tak często mnie zapraszasz? - Lena westchnęła.

- Emily... jest masa powodów dla których to robię.

- Tak? - brunetka zatrzymała się. Chciała się zastanowić nad tym, co zaraz powie, upewnić się, że nie wypapla za dużo... ale nie mogła. Nie mogła powstrzymać uczuć, które zaczęły wychodzić z jej ust.

- Jesteś zabawna, inteligentna, dowcipna... potrafisz zrozumieć drugą osobę, pocieszyć ją, z całego serca. Dajesz z siebie tak dużo, by zadowolić innych... można z Tobą porozmawiać o czymkolwiek. Poplotkować, pożartować, wypłakać się... zawsze znajdzie się u Ciebie ciepło i wsparcie, którego tak nam potrzeba. I zawsze złapiesz za rękę, przytulisz, gdy puszczą nerwy. Właśnie dlatego. Emily, nie miałam nigdy tak ciepłego towarzystwa, takiego wspaniałego uczucia, że ktoś się o mnie tak bardzo troszczy, takiej wspaniałej, dobrodusznej p... - zatrzymała się. Słowo, które miało właśnie wyjść, utknęło jej gdzieś w gardle. Była pewna, że właśnie zdradziła wszystko. I tak za dużo powiedziała, a teraz jeszcze przerwała w takim momencie... Jasne, chciała wyznać rudowłosej, co do niej czuje. Ale miała nieodparte uczucie, że zrobiła to zbyt szybko. I zbyt nachalnie. Westchnęła głęboko. Uniosła obie dłonie i lekko objęła samą siebie, niepewnie ocierając ramię, jakby nagle zrobiło się chłodniej. Nie spojrzała się na nią z powrotem. Nie potrafiła. Po prostu siedziała tam zastanawiając się, czy właśnie czegoś potwornie nie popsuła. Była prawie że pewna, że Emily jej nie zostawi, że nawet jeśli domyślała się jakie brunetka żywi do niej uczucie, nie zerwie kontaktu, że była na to zbyt dobroduszna. W pewnym momencie usłyszała odsuwane krzesło. Uniosła lekko głowę i spojrzała się na rudowłosą, pozornie ze spokojem na twarzy, jednak ciągle miała obawy odnośnie tego, co się zaraz stanie. Emily bez słowa podeszła, uklęknęła lekko obok niej i złapała ją za ramię. Był to ciepły uścisk. Zupełnie jak jej wyraz twarzy, choć połączony był z troską i ze zmartwieniem. Trwało to kilkanaście sekund, żadna z nich nie odrywała od siebie wzroku. W końcu Emily bez słowa wzięła ją za rękę i powoli zaczęła wstawać. Lena razem z nią. Obie wyszły na zewnątrz.


Lena westchnęła głęboko. Nocne powietrze, to było coś. Pozwoliło jej się odrobinę zrelaksować. Dołączał się do tego fakt, że Emily nie wyglądała na odstraszoną. W pomieszczeniu z jakiegoś powodu zrobiło się jej gorąco, więc chłód pomagał. Delikatnie oparła się prawym ramieniem o kolumnę podtrzymującą zadaszenie nad wejściowymi drzwiami. Zamknęła oczy. Nie myślała o tym, co zaraz będzie, nie myślała w ogóle. Po prostu odprężyła się. Po pewnym czasie otworzyła oczy i spojrzała się na ulicę przed nią. Lekko zamoczoną, oświetlaną światłami ulicę, po której co jakiś czas przejeżdżały samochody. Wsłuchiwała się w dźwięki elektrycznych silników, w buczenie transformatora po drugiej stronie ulicy. Nie był to co prawda widok z wysoka na cały Londyn, ale i tak odprężał. W pewnym momencie poczuła z lewej strony obecność Emily. Rudowłosa podeszła do niej powoli, z pełnym spokojem. Przez chwilę po prostu razem z nią pochłaniała ten widok, te dźwięki, wszystko dookoła. W końcu delikatnie uniosła prawą rękę i założyła ją na ramię brunetki. Uścisnęła je. Nie był to uścisk nachalny, mówiący jej "weź się w garść". Był ciepły, jak zresztą wszystko, co biło od Emily. Lena uśmiechnęła się lekko. Em nie chciała uciec, nie szukała wymówki, teraz była tego pewna. I to jej starczyło. Ale w pewnym momencie stało się coś nieoczekiwanego. Rudowłosa puściła jej ramię, owinęła rękę wokół szyi i popchnęła lekko, zmuszając Leną, by ta się odwróciła, spojrzała jej prosto w oczy. Spodziewała się ujrzeć to samo, co przed chwilą, twarz wymalowaną ciepłem, troską i zmartwieniem. Ale tak się nie stało. Zamiast tego ujrzała radość. Ząbkowaty uśmiech pełen radości, płynący prosto z serca, ten typ uśmiechu, który mimo wyrażania tak wielkiej radości nie był w stanie pokazać jak wielka ona była. I wtedy Lena zrozumiała. Wszystkie obawy nagle zniknęły, poczuła, że spełnia się to, o czym marzyła od pierwszego spotkania. Równie radosny uśmiech pojawił się i na jej twarzy, całkowicie niekontrolowany, ale, prawdzie mówiąc, nie obchodziło ją to. Oboje wybuchły śmiechem i padły sobie w ramiona. Ulga, ulga i jeszcze raz radość. Tylko to im wtedy towarzyszyło. Tkwiły w tym uścisku przez dobre kilka minut. I wtedy w końcu Emily coś zauważyła. Coś, co ją zaniepokoiło. Nie wiedziała, jak dawno temu, ale uścisk Leny zmienił się z silnego, kierowanego uczuciem na... sztywny. Po prostu sztywny. Podczas gdy rudowłosa delikatnie opuściła ramiona i spojrzała się na zmienioną twarz Leny, w głowie brunetki krążyła tylko jedna myśl - 'Jak mogłam o tym zapomnieć?!'


Zaczął siąpić jeszcze większy deszcz, wiatr zmienił kierunek w ten sposób, że nawet pod zadaszeniem ciężkie krople deszczu mogły być dokuczliwe. Nie czekały jednak na ten moment, od razu weszły do środka, usiadły na kanapie. I Lena jej powiedziała. Powiedziała jej, kim naprawdę jest, co tak naprawdę robi, nie szczędząc żadnych szczegółów. Bała się, jak Emily na to zareaguje. Tu nie było oczywistej odpowiedzi. Szanse na to, że Emily się na nią obrazi za to, że wcześniej nie pisnęła ani słówka były wysokie... nawet prawie że oczywiste, w rozumieniu Leny. Ale nie sprawdziły się. Kolejne zdania wychodziły jej z ust, i mimo że zwykle wypowiadała je bez choćby cienia zdenerwowania, teraz było zupełnie odwrotnie, jej głos się niemal załamywał. W pewnym momencie, ku jej zdziwieniu, rudowłosa delikatnie uścisnęła jej dłoń, w geście dodania otuchy. Brunetka zaczęła mówić coraz mniej smutnym głosem, pokazywać różne zdjęcia, fragmenty wiadomości, artykuły internetowe… wszystko, co pomogłoby Emily zrozumieć sytuację, Jej twarz przez cały ten czas była nieodczytywalna. Trwało to chwilę, aż Lena skończyła mówić. I zapadła cisza, której przez długi czas nikt nie przełamał. Każda z nich miała w głowie co innego, Lena czekała na reakcje Emily, a ona starała poukładać sobie to wszystko w głowie. Była zszokowana.

- Przepraszam - w końcu brunetka odważyła się odezwać - Pewnie czujesz się wykorzystana. Jak ktoś, kim postanowiłam się zabawić na pewien czas, ale ja... - Przerwała. Zobaczyła, jak rudowłosa spojrzała się na nią z szerokimi oczami, do których powoli napływały łzy.

- A tak jest? - Nie otrzymała odpowiedzi - Opuścisz mnie teraz? - Lena zastygła. Nie spodziewała się takiej odpowiedzi. Była przekonana, że jak tylko Emily usłyszy co ma ona do powiedzenia, pozbawi brunetkę wszelkich złudzeń, że dojrzy jakie brzemię musiałaby nosić jako ktoś bliski superbohaterki.

- ...Jak to? Mimo wszystkiego, co Ci teraz powiedziałam chcesz dalej… utrzymywać kontakt? - twarz rudowłosej na chwilę zastygła. Zupełnie, jakby Lena powiedziała właśnie jakąś głupotę.

- Tak - odpowiedziała definitywnie. Ton jej głosu kazał brunetce sądzić, że uważała tą odpowiedź za oczywistość.

- Emily... zdajesz sobie sprawę, co to oznacza? Ja... wkrótce nie będę miała czasu... będę kilka tygodni spędzać na misji, a potem na kolejnej. I kolejnej. Nie będziesz mnie widziała przez... szmat czasu. Ale nie to jest najgorsze. Em, ja... ja mam wrogów. Potężnych wrogów. Jeśli wejdziesz ze mną w bliższą relację... - przełknęła ślinę - ...nie mogę na to pozwolić!

- Lena... - rudowłosa lekko przysunęła się w stronę brunetki - Ja... nie chcę rezygnować z tego, co razem zbudowaliśmy. Nie potrafiłabym. Nie potrafiłabym bez Ciebie żyć - chwilowa pauza, po której nadszedł krótki, bezpłciowy śmiech rudowłosej - Wiem, jak to brzmi, ale… nigdy nie miałam w życiu kogoś takiego jak ty. Nasza więź tyle dla mnie znaczy… - w tym momencie głos Emily urwał się. Przez chwilę nie mogła powiedzieć nic więcej - Wiem, brzmię jak wariatka... dopiero co wyznałam Ci miłość, i już mówię, że nie mogę bez Ciebie żyć, ale to prawda. Ostatnie tygodnie mojego życia... nie oddałabym ich za nic w świecie. Tygodnie, w których poczułam, że cała sympatia jaką próbuję dać światu do mnie powraca. Nie chcę tego tracić. Nieważne, czy nie będę widziała Cię przez tydzień, czy przez pół roku. Nieważne, czy po piętach będą mi deptali bardzo niemili ludzie... każdy dzień z Tobą jest tego wart. Każdej sekundy. Proszę... - jej głos zaczął się załamywać. Ten sam głos, co jeszcze kilkanaście minut temu był pewny, ciepły i radosny, i to on pocieszał, a nie szukał pocieszenia - Nie każ mi cierpieć... nie bądź jednym z tych komiksowych bohaterów, którzy odchodzą od bliskich dla ich dobra... ja... - Emily pochyliła się i mocno wcisnęła się w ramię brunetki. Trzęsła się, Lena była pewna, że zaraz się rozpłacze - Proszę… nie - zaczęła szlochać, po raz pierwszy od wielu miesięcy. Dłoń brunetki uniosła się i zaczęła delikatnie czesać jej włosy. Pochyliła się nad nią, mając nadzieję, że doda to jej jeszcze więcej otuchy. Ta scena trwała przez kilka minut, aż płacz Emily ustał. Kobieta powoli uniosła głowę, pokazując Lenie zapłakaną twarz, która wywołać mogła tylko współczucie. Brunetka uśmiechnęła się lekko, wyciągając do niej dłoń i delikatnie ocierając policzek. Rudowłosa przez cały ten czas była wpatrzona prosto w jej oczy - Czy to znaczy... ? - nie dokończyła pytania. Nie musiała. Lena przez chwilę nie odpowiadała. Patrzyła się tylko na nią ciągle z wyraźnym uśmiechem na twarzy. W pewnym momencie pokręciła głową.

- Nie mogłabym Ci tego zrobić, Emily… po prostu nie mogłabym - Być może były jeszcze jakieś słowa, które miała na końcu języka, ale nie miała szansy ich wymówić. Rudowłosa ponownie ją uścisnęła, rzuciła się na nią z takim impetem, że obie upadły na kanapę. Zaczęła jęczeć, coś, co łatwo można by było pomylić ze szlochaniem... ale Lena doskonale wiedziała, że nie był to płacz, tylko śmiech, słaby, ale pełen szczęścia - Wiedziałam... - Emily uniosła głowę i spojrzała się na nią, kiedy już zapanowała nad głosem - Wiedziałam, że tego nie zrobisz... że po prostu nie będziesz w stanie. Masz do tego za dobre serce - Emily uśmiechnęła się szeroko. Oczywiście Lena automatycznie reagowała w ten sam sposób, patrząc się na nią ze szczęściem w oczach.

- Nie mogłabym, Emily… po prostu nie mogłabym.

- Tak… i za to Cię kocham - twarz brunetki w tym momencie zastygła. Jej policzki zabarwiły się na delikatny odcień czerwonego, na co rudowłosa zareagowała lekkim chichotem - Tak jest... kocham Cię, Leno Oxton - Emily uśmiechnęła się ciepło, patrząc na swoją wybrankę.

- ...Wiesz co... ja chyba Ciebie też - Rudowłosa zaśmiała się i poprawiła uścisk, upewniając się, że brunetka nigdzie nie ucieknie. Kiedy już przestała się śmiać, pochyliła się nad nią, bez jakiegokolwiek zawahania, i…

- Lena! - Holoekran na stole włączył się w mgnieniu oka, i brunetka od razu wskoczyła na pozycję siedzącą jak z procy. Spojrzała się w stronę źródła dźwięku i ujrzała hologram Any. Która w tym momencie patrzyła się na nią z szokiem wymalowanym na twarzy. Sekundę później mocno potrząsnęła głową - Wybacz, że bez ostrzeżenia… ale nie mogliśmy z tym czekać - Siwowłosa popatrzyła się na Emily, która wylądowała na drugim końcu kanapy. Rudowłosa od razu zrozumiała przekaz.

- Jasne, poufne… - nie dała Lenie nic powiedzieć, szybkim krokiem ruszyła w stronę wyjścia, do innego pokoju.

- Zepsułam, prawda? - spytała Ana, w jej głosie było czuć, że czuła się winna za to, co się właśnie stało.

- Nie nie, bo wiesz… a, z resztą, później opowiem, mów lepiej o co chodzi! - Siwowłosa wzięła głęboki wdech, a na jej twarzy mimowolnie pojawił się lekki uśmiech.

- Mamy nagrania z kamer przemysłowych sprzed kilku dni. Angela… żyje.