Wielki Mistrz miał tego dnia bardzo podły humor. Janin, jego oficjalny adiutant wyraźnie widział, że dowódca Rycerzy chce jak najszybciej wrócić do swoich apartamentów. Tymczasem sprawy komplikowały się. Zwiadowcy donieśli, że Japonka mianująca się wcieleniem Ateny razem z wiernymi sobie Rycerzami przylatuje do Grecji. W korytarzu przed Salą Audiencyjną czekał Srebrny Rycerz Strzały Trammy, wezwany specjalnie przez Wielkiego Mistrza i obdarzony przepustką przez Świątynię na ten dzień. Przepisy bezpieczeństwa zostały maksymalnie zaostrzone. Złoci Rycerze czekali w swoich Domach gotowi do walki w każdej chwili. Rycerz Koziorożca prosił o posłuchanie, przyprowadziwszy ze sobą jeszcze innego Srebrnego Rycerza, tym razem dziewczynę. Siedział z nią na kamiennej ławie w przedsionku Pałacu i twierdził, że poczeka ile trzeba żeby uzyskać posłuchanie u Wielkiego Mistrza. Jakby tego zamieszania nie było mało, z samego rana Shina, Srebrny Rycerz Wężownika, także przybyła niedawno z Japonii, domagała się z całą stanowczością o udzielenie przepustki na teren Świątyni, gdzie, podobnie jak Marin mogła swobodnie się poruszać podczas pokoju. Janin odrzucił jej prośbę. Nie chciał żeby ani ona, ani jej umięśniony uczeń plątali się teraz po okolicy.

Wielki Mistrz kazał wpuścić Rycerza Strzały i drzwi za nim zamknęły się szybko.

Słońce nad Świątynią powoli zaczeło zachodzić. Shura siedział naprzeciwko otwartego okna i myślał o tym, co się dzisiaj wydarzyło. Skończył właśnie rozmawiać z waścicielem zakładu kremacyjnego i rozglądał się za swoim patrolem, kiedy nagle w powietrzu rozległ się huk. Zanim dotarli do szpitala, cały budynek leżał już w gruzach. Ze zgrozą szukał wszędzie Milo, który musiał przecież dotrzeć tu przed nim. Wreszcie, kiedy chmura pyłu zaczeła opadać żołnierze odnaleźli wszystkich w czymś w rodzaju krateru. Milo dostał lekko w głowę kamieniem, ale to tylko zadrapanie. Najbardziej zaskakujące było to, co Rycerz Skorpiona opowiadał. Tuż przed zawaleniem się całego budynku on i kilka osób z personelu próbowało przeczyścić zawalone przejście do ostatniego pokoju w szpitalu. Nie chcieli nikogo zostawić na pewną śmierć, zwłaszcza, że gdyby nie bójka Brązowych Rycerzy na zewnątrz, budynek wytrzymałby jeszcze przez dłuższy czas. W pewnym momencie usłyszeli huk i do korytarza dostała się chmura pyłu. Zorientowali się, że budynek wali się na dobre, ale było za późno na odwrót. Niestety lekarze i sanitariusz stracili przytomność kiedy Milo walczył z ciśnieniem ogromnej masy walącej się na nich. Rycerz Skorpiona skoncentrował wszystkie siły na utrzymaniu bariery dzięki której sufit nie spadał im się na głowy i myślał nad stosowną chwilą żeby wykopać się na zewnątrz. Nagle, tuż zanim zdążył zamknąć barierę wokół siebie i reszty grupy, przez korytarz wpadł długowłosy mężczyzna, którego Milo nigdy nie widział i zupełnie nie znał. Człowiek ten z trudem uniknął zasypania przez gruz sypiący się ze stropu. Od razu, nie odzywając się ani słowem pomógł Złotemu Rycerzowi podtrzymać barierę. Dzięki temu Milo miał czas udrożnić przejście do pokoju z chorymi i razem rozszerzyli zasięg bariery na pokój obok. Potem sprawnie i szybko skoncentrowali swoje energie kosmiczne i zaczęli wybijać przejście na zewnątrz. Niestety, w pewnym momencie coś poszło nie tak jak powinno i słup energii przerzedził się. Przez szczeliny zaczęły spadać na obu Rycerzy odłamki skał i jeden trafił Milo w czoło. W końcu wytworzyli coś w rodzaju wybuchu i wydostali się na powierzchnię. Milo uderzenie w głowę zamroczyło nieco i zanim się zorientował że zagrożenie minęło, nieznajomy mężczyzna zniknął.

Rycerz Skorpiona nie miał wątpliwości. Energia tego kogoś była energią której szukali.

Shura natychmiast kazał aresztować sprawców zawalenia się szpitala, dopiero przytomniejących, według naocznych świadków po walce z Rycerzem Kameleona. Shura, jak tylko upewnił się że Milo nic się nie stało przekazał mu dowództwo i skierował się do aresztu. Za niecałe pół godziny dwaj żołnierze przyprowadzili do jego gabinetu znajomą dziewczynę. June była ubrana w swoją zbroję, jeszcze nieco zakurzoną. Miała także na sobie maskę, jak zawsze, ale dla Shury nie stanowiło to już problemu.

Po krótkim przywitaniu Złoty Rycerz zapytał June o jej udział w akcji ratunkowej i wyraził podziękowanie za unieszkodliwienie agresorów. Wiadomo było jednak, że nie po to ją tu sprowadził.

- Czy rozpoznaje pani to? – pokazał jej ułożony na swojej dłoni cienki i długi przedmiot koloru kiedyś niebieskiego, teraz pokrytego sadzą i jakby martwego.

Dziewczyna wyraźnie zareagowała na przedmiot, tak jak się tego Shura spodziewał.

- Jest to, jak pani wie bardzo dobrze, część pani zbroi.

Milczała dalej. Shura nie mógł zrozumieć dlaczego uparcie nie chce z nim współpracować.

- Twierdziła pani kategorycznie, że nie ma żadnego związku z zamordowanymi w zeszłym tygodniu czterema wojownikami. Tymczasem rozmawiałem dzisiaj z osobą odpowiedzialną za kremację ich ciał – ciągnął – i dowiedziałem się, że fragment pani zbroi znaleziono przy jednym z nich. Zapewne przypadkowo przykleiła się do otwartej rany lub coś podobnego.

June nadal milczała.

- Nie wiedziałem dlaczego miałaby pani ukrywać to, że panią napadli. Ciała zostały dokładnie zbadane pod kątem ataków, które ich uśmierciły i z zupełną pewnością nie padłoby na panią podejrzenie o morderstwo. Tymczasem ta antenka, którą trzymam w dłoni jest dowodem na to, że mnie pani okłamała. Tamtej nocy została zauważona niezwykle silna, obca energia kosmiczna, prawdopodobnie należąca do czowieka, który zabił tych wojowników. Dzisiejszego dnia pojawiła się ponownie i znów pani była w pobliżu. I znów twierdzi pani, że nic na ten temat nie wie.

June nie poruszyła się. Shura obserwował ją szukając jakiejkolwiek reakcji. Brak reakcji też jest reakcją.

- Widzi pani, bardzo jest mi trudno z panią rozmawiać ponieważ nie mówi pani zbyt wiele, a twarz ma zakrytą maską. Nie chciałbym nadużywać swojej władzy i łamać zasady masek dla tek zwanego"wyższego celu", dlatego pozwoliłem sobie poprosić pewną znajomą osobę aby porozmawiała z panią w cztery oczy. Ufam, że ponieważ jest to kobieta będzie pani czuła się w jej obecności mniej skrępowana i szybko wyjaśnimy sytuację. Nie chciałbym zatrzymywać pani tutaj dłużej niż to zupełnie konieczne.

Shura patrzył na siedzącą obok niego June. Drzwi do Sali Audiencyjnej Wielkiego Mistrza nadal pozostawały zamknięte. Nie życzył tej dziewczynie źle, ale był pewien, że ona wie coś na temat tego tajemniczego Rycerza. Na przesłuchaniu przez jedną ze strażniczek więziennych June także nie powiedziała nic. Surowa kobieta, przywykła do upartych aresztantów narzekała pod nosem, że Shura powinien jej pozwolić na bicie, wtedy wszystkiego by się w mig dowiedział, ale Złoty Rycerz nie chciał żeby takie metody były stosowane pod jego dowództwem. A tym bardziej w stosunku do kobiet. Kto wie, może June była właśnie zastraszona.

Ostatecznie Złoty Rycerz postanowił przyprowadzić dziewczynę przed oblicze Wielkiego Mistrza. Zastępca Ateny potrafił podobno czytać w cudzych umysłach, a nawet jeśli nie, mógłby wydać rozkaz przebadania jej przez Shakę albo Mu. Shura nie był pewien czy powinien aż tak zawięcie ścigać nieznajomego Rycerza, skoro ten pomógł uratować ludzi z gruzów szpitala. Shurze wracało ciągle na myśl, że mógł on po prostu uratować życie tej blondwłosej dziewczynie i przez to zyskać sobie jej wdzięczność. Ale takiej wersji wydarzeń June także nie chciała potwierdzić, upierając się że nie ma pojęcia o kogo chodzi.

Shura nie wiedział co ma o tym wszystkim myśleć, ale czuł, że wobec podwyższonego stanu gotowości wojennej powinien zbadać każdego nieznajomego jaki pojawiłby się w okolicy, szczególnie jeśli jego siła dorównuje Złotym Rycerzom. Dlatego zabrał June ze sobą żeby dać Wielkiemu Mistrzowi możliwość ocenienia zagrożenia i podjęcia decyzji. Jeżeli dowódca Rycerzy zlekceważy cały problem, Shura przynajmniej nie będzie musiał odpowiadać za konsekwencje.

Nareszcie wielkie drzwi otworzyły się. Shurę minął czarnowłosy rycerz w niebieskiej zbroi, nieco tylko ciemniejszej odcieniem od tej June. Patrzył głównie przed siebie i tylko przejściowo wykonał należny ukłon głowy przed Shurą. Poszedł w dół schodów z miną tak pewną siebie, że Shura był przekonany, że ten młody arogant zginie podczas swojej misji, jakakolwiek by ona nie była. Janin, jak zwykle czuwający nad sytuacją powiadomił go, że Wielki Mistrz jest gotów go przyjąć. Shura znacząco spojrzał na June i przepuścił ją przed sobą przez drzwi. Kiedy się zamknęły, Złoty Rycerz Koziorożca wyprzedził nieco dziewczynę ze względu na przepisy nakazujące Rycerzom podchodzić według rangi.

Wielki Mistrz czekał siedząc na tronie jak zwykle. Kiedy znajdowali się w połowie drogi przez Salę Shura usłyszał, że rytm kroków June zmienił się nagle. Shura obejrzał się, ale stwierdził, że dziewczyna nie próbuje uciekać. Nie miałaby zresztą żadnych szans. Poza tym to potwierdziłoby, że ma coś do ukrycia. Shura nie sądził żeby tego spróbowała. Zatrzymali się na czerwonym dywanie, którego Milo tak bardzo nie znosił.

Wielki Mistrz poruszył się na tronie, wyraźnie zirytowany.

- Co to ma znaczyć? – odezwał się - Jakim prawem przyprowadzasz tutaj Srebrnego Rycerza? W każdej chwili możemy rozpocząć wojnę! Bez mojego wyraźnego rozkazu nikt niepowołany nie ma prawa znaleźć się na terenie Świątyni.

- Wiem o tym Wielki Mistrzu. Jednak uważam, że ta sprawa jest wyjątkowej wagi. –Shura pominął fakt, że przez nową zbroję wszyscy brali June za Srebrnego Rycerza. To nie był dobry moment na popisuwanie się wiedzą przed przełożonym. Shura kontynuował:

- Zgodnie z wcześniejszym raportem Shaki na terenie Aten zmanifestowała się ostatnio nieznana ale silna energia kosmiczna. Należy ona do długowłosego mężczyzny, którego siła może być porównana z możliwościami Złotych Rycerzy. Dzisiaj pomógł Milo uratować ludzi zasypanych w gruzach szpitala, jednak to nie zmienia faktu, że to on stoi za zabiciem czterech wojowników przed tygodniem na przedmieściu. Mu i Shaka twierdzą, że człowiek ten jest wyjątkowo potężny i może być bardzo niebezpieczny. Potwierdzają to ciosy jakie zadał zabitym wojownikom. Ponadto, według Rycerza Barana mężczyzna ten potrafi adaptować swoją energię do otoczenia i z tego powodu do tej pory nie udało nam się go dokładnie namierzyć.

Wielki Mistrz poruszył się z irytacją. Jego energia kosmiczna wzrosła i Shurze przeszły ciarki po plecach, mimo że bywał tu już nie raz. Ta energia zawsze niepokoiła go swoją mrocznością i bezpośrednio manifestowanym okrucieństwem. Nieraz Złoci Rycerze nie mogli uwierzyć, że taki człowiek został wybrany żeby reprezentować Atenę podczas jej nieobecności.

Shura wyczuł ruch za plecami i zobaczył, że June cała się trzęsie. Nigdy by nie przypuszczał, że Wielki Mistrz wywrze na niej takie wrażenie. June wyglądała jakby za chwilę miała upaść.

„Nie jest dobrze. On nie toleruje słabości" – przemkneło mu przez głowę.

- Większość z tego już słyszałem – powiedział wreszcie – Co ona ma tutaj do rzeczy?- wskazał stojącą za Shurą June.

- Mam podstawy podejrzewać, że ta dziewczyna wie o tym poszukiwanym mężczyźnie coś ważnego, utrzymuje z nim kontakt, a może nawet posiada informacje, które pozwoliłyby nam go zlokalizować. Za twoim pozwoleniem, Wielki Mistrzu Shaka lub Mu mogliby ją przesłuchać.

Wielki Mistrz patrzył na June zza prawie czarnej maski o krwisto czerwonych wygietych złowrogo oczodołach. Shura czuł jak jego energia emanuje aż prawie dotykając Złotego Rycerza. Zdradzała jakiś tajemniczy proces mający miejsce w umyśle dowódcy Rycerzy, jakieś zaklęcie, badanie energii kosmicznej, a może telepatia? Shura obejrzał się na June, która stała sparaliżowana i chociaż nie było widać jej twarzy, skóra na szyi straciła zupełnie kolor i June trzęsła się raz po raz mimo naprężonych do granic możliwości mięśni. Shura nie wiedział jak jej pomóc. Musiał stać przodem do przełożonego i w żadnym razie nie mógł teraz pocieszać aresztantki! Wreszcie aura Wielkiego Mistrza podniosła się do olbrzymich razmiarów. Shura poczuł jej temperaturę na twarzy. Nigdy nie widział żeby jego dowódca był tak wyprowadzony z równowagi.

- Przypominam ci, że jesteśmy u progu wojny! – zagrzmiał – Jak śmiesz zawracać mi głowę podobnymi rzeczami! Za kilka godzin może dojść do pierwszych walk. Natychmiast wyprowadź tą kobietę z terenu Świątyni i zajmij swoje stanowisko.

Shura spuścił wzrok na dywan.

- Rozumiem, że mam porzucić poszukiwania.

- Nie słyszałeś?! – głos Wielkiego Mistrza przybrał niski, agresywny ton – Wracaj na posterunek!

Shura ukłonił się energicznie i skierował June w stronę drzwi.

- Tą dziewczynę – Shura odwrócił się na głos dochodzący z tronu – zamknij w Sunnion. Jakiekolwiek ma konotacje, ta metoda najlepiej je unieszkodliwi.

Zaśmiał się. Shurę zmroziło. Otworzył usta ale w tym momencie Wielki Mistrz zakończył wszelką dyskusję:

- Odmaszerować!

Milo czekał sam w progu Domu Barana. Mu powinien niedługo przyjść i go zmienić. Rycerza Skorpiona jeszcze nieco piekło nacięcie na czole i kilka siniaków od odłamków kamieni dawało o sobie co jakiś czas znać. Pogrążył się w rozmyślaniach. Jego zadumę na temat zawalenia się szpitala, zmian wśród Rycerzy, wojny i niebezpieczeństw grożących Świątyni przerwało zbliżenie się dwóch osób. Pierwszą z nich była kobieta w Srebrnej Zbroi. Milo stał i czekał aż podejdzie, szła szybkim, zdecydowanym krokiem. Kilka kroków za nią trzymał się cały czas niezwykle potężny, chociaż młody mężczyzna. Oboje wyglądali na zaczepnych, zresztą Złoty Rycerz dobrze ich znał.

- Witaj, Milo – odezwała się kobieta pomijając wszystkie zwyczajowe formalności.

- Witaj Shina – odpowiedział, ignorując zupełnie jej ucznia. Wśród Rcerzy było powszechnie przyjęte, że zanim ktoś nie uzyskał Zbroi, nie zostawał zazwyczaj jeszcze włączony do grona tak zwanych 'branych pod uwagę', z wyjątkiem może przypadków takich jak Kiki, gdzie wszyscy lubili małego ucznia i traktowali go jak młodszego brata Złotego Rycerza Barana. Zresztą, Kiki mimo niepoważnego zachowania wykazywał zarówno zdolnosći jak i determinację samodoskonalenia, wróżące przyszłego Złotego Rycerza. Mu był z tego szalenie dumny

Milo nie ruszył się z miejsca żeby przepuścić Shinę.

- Co tutaj robisz? – zapytała dziewczyna, zatrzymując się przed schodami, na których stał. Milo wiedział, że to przyjazna wersja jej głosu, mimo, że ktoś nie znający Rycerza Wężownika łatwo mógłby uznać ten ton za arogancki i zaczepny. Milo widział, że jest zmęczona. Na pewno ona też dopiero wróciła ze swojej misji.

- Strzegę wejścia do Świątyni pod chwilową nieobecność Mu.

- Mu nie ma? To nowość. – powiedziała. Rzeczywiście, nagle dało się odczuć, że nieobecność właściciela pierwszego Domu Zodiaku trwająca na tyle długo, że wymagane było zastępstwo wskazywała jakby zachwianie naturalnego porządku Światyni. Shina zaalarmowała się natychmiast faktem, że Dom Barana nie mógł pozostać pusty ani na chwilę. Normalnie nie obawiano się intruzów aż tak bardzo. Świątynia miała swoje bariery ochronne, a poza tym gdyby doszło do ataku, w dalszych Domach zawsze ktoś był.

- Mu ma coś wykonać dla Wielkiego Mistrza. – powiedział Milo - Szpital zawalił się dzisiaj w mieście. Trzeba rozlokować pacjentów i zorganizować nowe miejsce, przynajmniej tymczasowo.

Shina zrobiła krok w kierunku schodów, ale Milo nadal stał nieruchomo i patrzył na nią poważnie.

- Nie mogę cię wpuścić – powiedział Złoty Rycerz zanim jeszcze zapytała. Zresztą Shina nie znosiła robić rzeczy oczywistych. Wiadomo było, że coś jest nie w porzątku i że Milo prawdopodobnie zabrania jej wejścia, to dało sie odczytać z jego zachowania i dotychczasowych słów. Nie pytała więc tylko czekała aż sam wyjaśni w czym problem. Nie przyjeła dobrze tej informacji.

- Dlaczego nie? – zapytała nieco ostrzejszym tonem. Pomimo wrodzonej szorstkości lubiła Złotych Rycerzy tak samo jak Marin. Oczywiście Shina, jak to ona, nigdy by się do tego otwarcie nie przyznała. Sama u siebie ledwo tolerowała fakt, że tak przywiązała się do grupy MĘŻCZYZN. Nie znosiła stereotypów dotyczących obu płci i wolała trzymać się od przedstawicieli tej drugiej z daleka. Kontakt zawsze w końcu nawiązywał do słabości kobiet, emocjonalności vs fizycznej siły, zjawiska tak zwanego 'dżentelmeństwa', czy też całych ceregieli związanych z zakochiwaniem i podobaniem się. Shina normalnie nigdy nie unikała życiowych konfrontacji, ale te znienawidzone stereotypy potrafiły łatwo i głęboko ją zranić. Mu to sobie poważnie przemyślał na samym początku, kiedy Shina została przydzielona do przewodzenia wartownikom Świątynnym i Złoci Rycerze poza Mu ledwo ją właściwie znali. Mu odpowiednio nastawił kolegów przeprowadzając z nimi wstępną rozmowę. W rezultacie początkowo jadowicie nastawiona Shina w końcu przekonała się do wszystkich. Żaden nie próbował ją zaczepiać, mimo, że były z Marin jedynymi kobietami w Świątyni. Nie spotkała się z żadnymi docinkami nawet ze strony żołnierzy od czasu kiedy Janin dostał dotkliwy łomot od Aphrodite'a za komentarz, którego Shina na szczęście nie słyszała.

Wszyscy musieli przyznać, że była atrakcyjną dziewczyną. Pod względem figury niczego nie mogła się powstydzić. Zgodnie z umową zawartą pomiędzy Złotymi Rycerzami nikt głośno nie wymawiał swoich na ten temat komentarzy, ale ogólne wrażenie było jakimś sposobem zawieszone w powietrzu. Chociaż posiadała cięty język i często wachające się nastroje, wszyscy cenili jej zdanie. Myślała krytycznie, szybko i logicznie. Poza tym ewentualny śmiałek nie spotkałby konkurencji, nie miała żadnych adoratorów. Niestety każdy musiał respektować Złotych Rycerzy, a oni sami przyznawali Mu całkowitą rację. Gdyby tylko któryś z nich zagwizdał za nią, powiedział, że jest piekna, a co najgorsze zrobił uwagę że kobiety Rycerze są słabsze od mężczyzn, straciliby jej przyjaźń na bardzo długo, jeśli nie na zawsze.

- Wielki Mistrz zaostrzył wszystkie przepisy bezpieczeństwa w Świątyni i nie możemy nikogo wpuszczać bez specjalnego rozkazu. – powiedział Milo.

- Co?! – oburzyła się Shina – To jak w takim razie mam się dostać do swojego domu? – zapytała teraz już zupełnie zła. Ramiona jej się zatrzęsły i Milo prawie fizycznie odczuł jak atmosfera się zaostrza. Nie będzie z nią łatwo, zresztą nie spodziewał się czegokolwiek innego. Shina była zdecydowana, porywcza i łatwo wpadała w złość. Cóż, będzie musiała to przełknąć, pomyślał Złoty Rycerz. Nie żeby nie miała gdzie się zatrzymać. Podobnie jak Marin, Shina miała swój mały kącik na wysokości Domu Strzelca, gdzie było miejsce na zbudowanie drewnianych domów dla dziewczyn. To, że Shina nie mogła wejść do Świątyni oznaczało, że będzie zmuszona do zamieszkania u swojego ucznia Cassiosa. Najgorsze, że rozkaz obowiązywał tak zwanie 'aż do odwołania', czyli absolutnie nie wiadomo na jak długo. Shina uważała to za upokożenie. Milo domyślał się tego, ale rozkazy były wyraźne.

- Posłuchaj Milo, nie obchodzi mnie co Wielki Mistrz sobie postanowił! Gdzie ja niby mam teraz mieszkać?!

Nie dała Rycerzowi Skorpiona nic odpowiedzieć, może częściowo żeby uniknąć tego, na co jak oboje wiedzieli będzie musiała w końcu przystać. Na razie musiała mu wypowiedzieć co o tym myśli, taka już była. Nigdy nie chciała pasywnie zgodzić się na swój los i walczyła z nim do końca, aż nie osiągneła swojego celu, lub całkowicie nie opadła z sił.

- Tak po prostu nagle sobie zamknął Świątynię akurat dla mnie, dla nikogo innego! Co za bzdury, bez przerwy mamy stan alarmowy i nic się jakoś nie stało jak dotąd. Poza tym co ja do Hadesa jestem, co? Tak nagle mi nie ufacie! Straszne, jest się czego bać, straszliwa Shina przekradnie się nocą pod nosem dziesięciu Złotych Rycerzy i zagrozi Wielkiemu Mistrzowi! Rzeczywiście! Niech idzie do diabła! I tak go wykastruję jak będę chciała!

- Shina! – zaczął Milo, wiedząc, że za tego typu wystąpienia płaci się co najmniej więzieniem.

- Co?! Nie boję się niczego! Co mi zrobi?! Nadstawiałam za niego łeb tyle razy i co za to mam?! Nie chce mnie do mojego własnego domu wpuścić!

- Wybacz Shina, ale nic nie mogę zrobić – przerwał jej wreszcie Milo łapiąc ją za ręce i zatrzymując tym samym potok słów, a potem spokojnym rozbłyskiem energii kosmicznej atak Cassiossa, który rzucił się na poparcie swojego mistrza. Dość tego, za chwilę oboje zrobią coś czego trzeba będzie żałować. – Wpuściliśmy Marin i przez to o mało nie zgineła. – powiedział.

Shina nagle rozluźniła się zauważalnie. Milo nie mógł widzieć jej twarzy ale zamilkła i odgadł, że ta wiadomość zrobiła na niej niemałe wrażenie.

- Jakto? Co masz przez to na myśli? – powiedziała dalej ostro. Nie żeby przejęła się Marin za bardzo, ale kary nigdy nie były aż takie ostre.

- To długa historia... – Milo wetschnął i puścił jej ręce. Grzywka ruszała mu się lekko na wietrze i zasłaniała oczy co chwila. Czoło juz nie bolało, chyba, ze go dotknął – Aioria nie chciał jej przepuścić w górę Świątyni i o mało nie zabił. Potem Wielki Mistrz zakazał nam nawet jej leczyć. Nie możemy u siebie gościć nikogo a on kazał nam siedzieć w Domach Zodiaku. Położyliśmy Marin w domku letniskowym, ale nie było nikogo, kto mógłby ją nawet opatrzyć. Przez całą noc odchodziliśmy od zmysłów.

Shina nie lubiła Marin za bardzo i Milo nie dodawał już, że nic jej nie jest, bo Shina, domyśliwszy się po tonie Złotego Rycerza, przeszła myślami na coś innego. O dziwo jednak nic już nie powiedziała.

June szła obok Złotego Rycerza ciągle nie mogąc wyrwać się z szoku. Widziała, że Shura szczerze żaluje, że ją tu przyprowadził. Miał na uwadze dobro Świątyni, ale nie chciał żeby ona na tym ucierpiała. Jednakże rozkazy były wyraźne i niezastosowanie się do nich w obecnej sytuacji oznaczałoby dezercję. Złoty Rycerz usilnie próbował znaleźć wyjście z sytuacji. Niestety, wiedział że to niemożliwe.

Widać było jak jego powieki z długimi, ciemnymi rzęsami do połowy przysłaniają czarne, niecodziennie małe źrenice. Miał zupełnie bladą cerę, zadziwiająca cecha u Hiszpana. Szedł cały czas z pięściami mimowolnie zaciśniętymi na krawędzi złotego pasa Zbroi Koziorożca. Można było pomyśleć, że musiał chodzić tędy tak wiele razy, że teraz schodził po schodach zupełnie nie patrząc pod nogi. Mimo pewności kroku jednak patrzący z pewnej odległości Janin obawiał się czy Rycerz Koziorożca nie potknie się i nie upadnie, tak nieobecny był jego wzrok kiedy schodził po schodach zdecydowanie zbyt szybko żeby June mogła nadążyć.

- Tak mi przykro – odezwał się wreszcie Shura zatrzymując na schodach wpół drogi od Domu Ryb. Wielki Mistrz doprowadzał czasem swoich Rycerzy do sytuacji skrajnych decyzji moralnych. Rycerz Koziorożca milczał przez chwilę, po czym wezwał Janina i powtórzył rozkaz dowódcy. Żołnierze adiutanta otoczyli dziewczynę i poprowadzili ją w dół bocznych schodów. W tym momencie naprzeciw Shury wyrosła sylwetka Złotego Rycerza Ryb.

- Wojna! – jedno słowo dotarło do wszystkich obecnych.

June dalej nie mogła opanować drżenia. Prowadziło ją pięciu żołnierzy, ale nie zwracała na nich wcale uwagi. Nagle doszło do niej, że wszyscy się zatrzymali. Jeden z wojowników wskazywał palcem Zegar Złotych Rycerzy. Pomimo, że było jasno, płomienie na jego szczycie nigdy nie przestawały się palić, June zauważyła jednak jak drastycznie się zwiększyły w ciągu jej audiencji u Wielkiego Mistrza. Nagle przyjrzała się bliżej i zrozumiała prawdziwy powód zdumienia mężczyzn wokół siebie. Na olbrzymiej zwróconej ku morzu tarczy zgasły płomienie Barana i Byka.