Od tłumacza: Podziękowania dla Shaunee Altman, mojej szybkiej i niezawodnej redaktorki.
Z tego rozdziału usunięto co bardziej soczyste fragmenty. Pełna wersja dostępna jest na countweswest. livejournal. com (usuńcie spacje).
Rozdział 10 – Do lubej szczęścia mojego przystani
Aż mi na koniec udało się przybić
Do lubej szczęścia mojego przystani
Poskromienie Złośnicy, Akt V, Scena 1, tłum. Leon Urlich
Późnym wieczorem, gdy wyszli z Grimmauld Place, Ginny zasmuciła Harry'ego, prosząc go niechętnie, by zabrał ją do jej mieszkania. Gaby wyjeżdżała na przerwę letnią do rodziny do Włoch i Ginny obiecała jej pomoc w pakowaniu. Oczywiście mogła jej pomóc i wrócić do mieszkania Harry'ego, ale spędzenie u niego dwóch nocy z rzędu uważała zbyt wczesne na tym etapie związku, nieważne jak właściwe się wydawało. Obawiała się, że jeśli będzie za dużo czasu siedziała u Harry'ego, może go wystraszyć.
Mieszkanie Ginny i Gaby znajdowało się w czarodziejskim sąsiedztwie. Otaczały je silne osłony. Para aportowała się przy drzwiach.
- Chcesz wejść? – spytała Ginny.
- Pewnie – odpowiedział Harry, zerkając na zegarek. – Nie jest jeszcze tak późno.
Weszli, używając magicznego klucza Ginny. Po mieszkaniu miotała się Gaby, klnąc po włosku. Buty i ubranie porozrzucała po podłodze.
- Dzięki Merlinowi że jesteś, Ginny! – zawołała Gaby, nie zwracając uwagi na Harry'ego. – To taki chaos, że nie wiem co ze sobą zabrać, co zostawić, a co wyrzucić!
Ginny nie była entuzjastyczną uczennicą, ale Molly Weasley i tak wbiła swojej córce do głowy cały szereg zaklęć potrzebnych w dbaniu o gospodarstwo domowe. Szybko przywołała, posortowała, poskładała i zapakowała wszystko, co miało być Gaby potrzebne podczas podróży do domu. Harry tylko przysłuchiwał się, gdy dwie młode kobiety rozmawiały i śmiały się ze swoich przygód w czasie sezonu przy piwie kremowym. Kilka razy Gaby szeptała coś Ginny na ucho, co sprawiało, że Brytyjka czerwieniła się i chichotała, a potem odpowiadała Włoszce w ten sam sposób. Harry uznał, że chyba lepiej by wyszedł i umożliwił im swobodną rozmowę.
- Zostawię was, żebyście mogły sobie spokojnie powspominać. Robi się późno. O której wyjeżdżasz, Gaby? – spytał Harry.
- Muszę być w Ministerstwie w Biurze Międzynarodowych Świstoklików o dziesiątej rano.
- Masz coś przeciwko, żebym przyszedł cię pożegnać?
- Jasne, że nie. Będzie mi bardzo miło. Przepraszam za dzisiaj… Na pewno miałeś inne plany – powiedziała, sugestywnie unosząc brwi.
- Możesz mu to wynagrodzić – odezwała się Ginny z psotnym uśmiechem.
- Jak? – spytała Gaby.
Na oczach Harry'ego Ginny nachyliła się współlokatorce do ucha i wyszeptała coś, zakrywając usta dłonią. Cokolwiek powiedziała, sprawiło to, że brwi Gaby podjechały niemal do linii włosów.
- Tak, zdecydowanie mogę mu to wynagrodzić – uznała ze śmiechem.
Ginny odprowadziła Harry'ego do drzwi i pocałowała na dobranoc.
Dwa tygodnie wolnego i rudowłosa czarodziejka, która kochała go tak bardzo, jak on kochał ją. Co mogłoby się jeszcze potoczyć lepiej? Osoba, dzięki której znikały wszystkie troski jego życia wróciła do niego. Cały ból, śmierć, zabójstwa, lata ucieczek i życia w ukryciu niczym ścigane zwierzę rozwiały się jak odległe wspomnienie. Dziewięć dni wolnego przed urodzinami Ginny wypełniała szaleńcza radość zakochania.
Po odstawieniu Gaby do Biura Międzynarodowych Świstoklików, Harry i Ginny wpadli do Biura Aurorów, gdzie Harry z radością dowiedział się, że nie będzie musiał oddawać swojego lusterka dwukierunkowego. Zamiast tego Tonks zaczarowała lusterko Ginny, by łączyło się też z lusterkiem jej nowego ochroniarza.
- To najnowszy wynalazek w dziedzinie zaklęć – poinformowała ich Tonks. – Któregoś dnia powinny działać jak mugolskie telefony komórkowe, tylko sprawniej.
Przedstawiono im nowego ochroniarza, absolwenta Akademii sprzed kilku miesięcy, Johna Zellera. Jak na gust Harry'ego Zeller za bardzo zachowywał się jak onieśmielony fan, ale Tonks zapewniła go, że młody człowiek ukończył szkołę w czołówce swojego rocznika. Gdy wyszli z Ministerstwa mogli na dobre cieszyć się dniami wolnymi.
Choć Ginny była równie ciekawa mugoli jak jej ojciec i czasami robiła zakupy w mugolskich sklepach, wiedziała bardzo mało o mugolskim Londynie. Harry z radością posłużył jej za przewodnika po mieście. Codziennie młodzi kochankowie szli na miasto zwiedzać, pochodzić po sklepach i zjeść w jakiejś restauracji. Pierwszego dnia wsiedli na London Eye*, co niezmiernie ucieszyło Ginny. Potem popłynęli statkiem po Tamizie i zjedli kolację w eleganckim lokalu nad rzeką. Następnego dnia udali się do Muzeum Brytyjskiego, by podziwiać wspaniałą architekturę odrestaurowanej Czytelni i Wielkiego Dziedzińca*. Wstąpili też do kilku sklepów na Oxford Street.* Ginny fascynowały bankomaty i karty kredytowe, z których korzystał Harry.
- Muszę opowiedzieć o tym tacie – oznajmiła z uśmiechem.
Harry wyjaśnił jej, że zawsze trzyma połowę swoich płynnych oszczędności w mugolskiej walucie. Było to koniecznością podczas lat spędzonych w ukryciu i nie widział powodu, by nagle zmienić zwyczaje. Na Piccadilly Circus* pokazał Ginny jeden ze swoich licznych schowków, w których trzymał zapasy czarodziejskiej i mugolskiej waluty, nielegalne świstokliki, fałszywe dokumenty tożsamości i zapasowe różdżki. Podobne miejsca znajdowały się nie tylko w Wielkiej Brytanii, ale i we Francji, Hiszpanii, Niemczech i Szwajcarii. Tej pozostałości ze swojej przeszłości również na razie nie planował się wyrzec.
- Gdzie się tego wszystkiego nauczyłeś? – spytała Ginny.
- Jednym z moich nauczycieli sztuk walki był amerykański mugol, David Webb. Nauczył mnie też dużo o konspiracji. To on pomógł mi rozmieścić te skrytki. Któregoś dnia pokażę ci je wszystkie – obiecał. – Mam jedną w Lucernie w Szwajcarii. Chciałbym tam kiedyś z tobą pojechać i napić się herbaty nad brzegiem jeziora w Vitznau*. Widoki mają oszołamiające.
- Bardzo chętnie – odpowiedziała Ginny, podekscytowana myślą o podróżach z Harry.
W czasie tych dziewięciu dni odwiedzili również Hampton Court*, Twierdzę Tower*, Muzeum Handla* i większość typowych atrakcji turystycznych. Jednak wycieczki nie oznaczały, że zrezygnowali ze swojego ulubionego sposobu spędzania wolnego czasu. Ginny podchodziła do seksu z niemal dziecięcą ciekawością, co sprawiało, że wszystko wydawało się niewinną zabawą.
Zabawa to była, ale na pewno nie niewinna. Jedyną granicą, którą sobie ustanowili było, że obojgu musi się podobać to, co robią. Jeśli coś podobało się tylko jednemu, nie było wystarczająco dobre.
[…]
Podczas tych dziewięciu dni Harry odkrył wiele rzeczy. Jedną z nich było to, że niesamowity nasycony wanilią zapach Ginny to nie coś jednorazowego, a stałego. Nie mógł się go nachwalić, co niestety spowodowało, że Ginny zaczęła pytać o inne kobiety, z którymi był intymnie. Harry poczuł się w obowiązku odpowiadać jedynie ogólnikami, ale zgodnie z prawdą stwierdził, że zapach żadnej z nich nie był tak słodki i podniecający jak Ginny. Młoda czarodziejka udawała, że drażnią ją jego odpowiedzi, ale w głębi serca imponowała jej jego dyskrecja i cieszyły komplementy.
Harry odkrył też, że bogowie są nieuczciwi. On, poza genitaliami, był wrażliwy na pieszczoty tylko w okolicach szyi i na wewnętrznej stronie uda. Za to na ciele Ginny nie było właściwie żadnej części ciała, która nie byłaby erogenna przy właściwej stymulacji.
[…]
Tak właśnie odkrył, że Ginny jest erogenna od stóp do głów i postawił sobie za punkt honoru opanować techniki, dające jej najwięcej rozkoszy. Zwracał szczególną uwagę na jej reakcje i cierpliwie je katalogował.
Delikatne pocałunki po szyi były najlepszym sposobem, by rozbudzić jej pożądanie. Wyjątkowo wrażliwy obszar za uszami podkreślała, nakładając tam malutkie krople perfum. Wykazywała dużą wrażliwość na pieszczoty po wewnętrznej stronie ramion i ud. Pieszczoty pleców były wskazane w czasie seksu i tuż po nim. Gładzenie ich czubkami palców stanowiło pewny sposób na wywołanie u niej gęsiej skórki.
Przebywanie wewnątrz Ginny to przyjemność nieporównywalna z niczym innym. Mistyczna. Dawała mu poczucie przynależności, jakiego nie czuł nigdy wcześniej, ale też wrażenie przybycia do z dawna i niecierpliwie wyczekiwanego celu podróży. Dawali sobie nawzajem dużo więcej niż tylko rozkosz i orgazmy. To miłość, którą czuli, sprawiała, że całe doświadczenie stawało się magiczne i mistyczne, czymś znacznie piękniejszym i szlachetniejszym niż tylko seks, choć seks miał w tym swój udział.
Pomysł, że seks oralny, jakkolwiek przyjemny, mógłby być piękny, wydawałby się Harry'emu dziwaczny, gdyby nie czyniła go takim Ginny. Z nią seks wykraczał poza zwykły mechaniczny akt, w którym kluczową kwestię stanowiła bezbłędna technika. Był to raczej rytuał, w którym dwie dusze stają się jednym ciałem. Podczas szczytowania, w chwili, gdy otrzymywana absolutna rozkosz miesza się z radością całkowitego dawania, to właśnie fakt, że dzielił to z Ginny, czynił wszystko takim pięknym i szlachetnym. W tych chwilach czuł przepływającą między nimi magię. Niepowstrzymaną. Niezwyciężoną.
W drugi piątek tych wakacji słodki zapach seksu z Ginny wciąż unosił się w powietrzu, podczas gdy ona leżała z głową opartą na jego ramieniu. Jej dłoń krążyła spokojnie po jego klatce piersiowej i brzuchu, a on bawił się kosmykiem jej włosów. Seks nie działał na nich usypiająco, przynajmniej nie od razu, więc chwile odpoczynku po łóżkowych przygodach wykorzystywali na rozmowę, by lepiej się poznać. Ginny opowiadała mu historie o Hogwarcie, quidditchu i Gwardii Dumbledore'a. Harry mówił jej o ludziach, których poznał i miejscach które odwiedził. Przekonywał ją też do „Wielkiej Wycieczki po Skrytkach" opowiadając jej co nieco o każdym z miejsc, w których się znajdowały.
- Harry.
- Hmmm?
- Musimy wymyślić jakąś psotę, żeby zemścić się na Tonks za to, jak weszła na nas gołych.
Harry uniósł głowę i spojrzał na nią. Jego zażenowanie tym incydentem już dawno zniknęło, ale wiedział, że Ginny nalega na spłatanie figla w imię zasad.
- Wiesz, to nie będzie łatwe – zauważył. – Przecież nie możemy jej po prostu zmienić włosów na różowe.
- Wiem – przyznała sfrustrowana Ginny. – Niezależnie od tego, w co ją zmienimy, ona zmieni się w coś innego. Myślałam o tym – zachichotała – oczywiście gdy nie byliśmy zajęci i nic nie przychodzi mi do głowy. Chyba mój talent do psot gdzieś się rozmył – podsumowała z nutą smutku.
- Jestem pewien, że coś wymyślisz, kochanie – zapewnił ją Harry, wciąż bawiąc się kosmykiem włosów.
- Dzisiaj będę spała w Norze – powiedziała nagle, pogrążona w myślach.
- Czemu?
- Jutro są moje urodziny, a w moje urodziny mama zawsze robi mi specjalne śniadanie. To tradycja – wyjaśniła, patrząc na niego. – Chciałbym, żebyś przyszedł. Będzie tam cała rodzina, bo to sobota. Nie widziałam się z nimi ostatnio za często.
Harry wiedział, że jest samolubny. W końcu ona faktycznie miała rodzinę. Nie licząc jednej samotnej wizyty u rodziców, by spytać ich o zaklęcia pamięci i kilku rozmów przez Fiuu, nie widziała się z nimi przez te dni. Praktycznie wprowadziła się do niego. Dwa razy spali w jej mieszkaniu, wpadali tam też po ubrania i bieliznę, ale spędzali większość czasu u niego. Harry wiedział, że niedługo będą musieli omówić kwestię faktycznego zamieszkania razem, ale wydawało mu się, ze na to zbyt wcześnie, choć sam pomysł życia bez Ginny wydawał mu się oburzający. Harry wiedział, że to jest między nimi było wyjątkowe, ale wciąż musiało dojrzeć.
- Oczywiście, kochanie, będę tam. O której musimy wyjść? – spytał Harry starając się, by rozczarowanie nie przebijało się w jego głosie.
- Jak tylko weźmiemy prysznic. Możemy tam też zjeść dzisiaj kolację – odpowiedziała ożywiona Ginny.
- No to chodźmy – zaproponował Harry z uśmiechem.
W promieniach zachodzącego słońca szli niespiesznie ścieżką do Nory. Harry nieco się niepokoił, bo nie był pewien, jakiego przyjęcia może się spodziewać. Jej matka wiedziała, że ze sobą współżyli, co zapewne oznaczało, że wiedział też jej ojciec. Gdy wchodzili do domu, Ginny uspokajająco ujęła jego dłoń. Pan Weasley siedział w salonie, pochylony nad jakimiś raportami, ale natychmiast wstał, by uściskać córkę. Początkowo Ginny obraziła się na nich za cała tę sprawę z zaklęciami pamięci, ale szczęście jakie czuła będąc z Harrym sprawiło, że szybko zmiękła. Nurzanie się w dawnych krzywdach nie miało sensu, skoro obecnie była tak szczęśliwa.
Pan Weasley ujął dłoń Harry'ego, wpatrując mu się uważnie w oczy i przytrzymał ją kilka sekund dłużej niż wymagała grzeczność.
- Harry, bądź dla niej dobry. Wiem, ze jesteś człowiekiem honoru, ale nie mam nic cenniejszego od niej. Jak długo jej nie skrzywdzisz, macie moje błogosławieństwo.
Odwrócił się do Ginny, która uśmiechała się do niego promiennie. Gdy tylko wypuścił dłoń Harry'ego, rzuciła się ojcu na szyję.
- Dzięki tato – powiedziała z szerokim uśmiechem.
Pani Weasley przywitała się z nim znacznie chłodniej lecz uprzejmie. Gdy Harry, za radą Ginny, poprosił o dokładkę przy obiedzie, zaczęła się do niego przekonywać. Rozmowa toczyła się niespiesznie w zrelaksowanej atmosferze. Wszyscy unikali tematu mieszkania Harry'ego i Ginny, zamiast tego skupiali się na ich wycieczkach po Londynie. Pan Weasley słuchał z fascynacją, jak jego córka opowiada o przejażdżce London Eye i wyjaśnia jak działają mugolskie karty kredytowe.
- Mógłbym zobaczyć jedną? – spytał nieśmiało Harry'ego. Harry z całych sił powstrzymywał wybuch śmiechu, gdy zobaczył minę, z jaką Minister Magii dokładnie ogląda kartę.
Po obowiązkowej dokładce deseru i zaproszeniu od pani Weasley na jutrzejsze śniadanie, Harry opuścił Norę, pożegnany długim pocałunkiem Ginny.
Poczuła to, gdy wróciła do swojego dawnego pokoju. Okropna pustka rozstania. Ta noc, którą spędziła bez Harry'ego w swoim mieszkaniu nie była taka zła. Gadała do późna z Gaby, a potem padła zmęczona długim dniem. Nie była też tak przyzwyczajona do sypiania z nim. Ale teraz, po ośmiu nocach, podczas których czuła obok siebie uspokajające ciepło jego ciała, miała w łóżku poczucie samotności. Nie ważne jak ułożyłaby poduszki i tak nie zdołała osiągnąć tej wygody, jak leżąc na jego piersi, objęta jego ramieniem. Powolne unoszenie i opadanie jego klatki piersiowej i spokojne bicie serca pomagały jej zasnąć. Nawet wygodna koszulka, którą od tak dawna ubierała do snu, wydawała jej się obca i krępująca ruchy po ośmiu nocach spania nago po długim, namiętnym i satysfakcjonującym pieprzeniu.
Zaśmiała się cicho. Szczerze mówiąc było tego zbyt dużo i oboje zapewne potrzebowali przerwy… krótkiej, ale jednak. Nie tęskniła za seksem. Tęskniła za Harrym, za byciem z nim. Seks to tylko element miłości, jaką do siebie czuli i to wcale nie najważniejszy. Ginny wyciągnęła się i złapała lusterko dwukierunkowe z szafki nocnej.
- Harry Potter – powiedziała, stukając w szkło czubkiem różdżki. Po chwili jego twarz pojawiła się w lusterku. Ginny usiłowała się uśmiechnąć. – Cześć, kochanie.
- Tęsknię za tobą – powiedział Harry bez żadnego wstępu.
Wiedziała, że Harry nie oczekuje dowodów sympatii, ani nie chce, żeby rzuciła wszystko i popędziła do niego. Po prostu stwierdza fakt.
- Ja za tobą też – powiedziała smutno. – Jesteś dobrą poduszką. Ciężko mi spać bez mojej wygodnej poduszki – dodała ze smutną minką, starając się go rozbawić.
Harry uśmiechnął się.
- Cieszę się, że masz ze mnie jakiś pożytek.
- A za czym we mnie najbardziej tęsknisz? – spytała.
- Za kwiatowym zapachem twoich włosów, rozrzuconych na mojej piersi – odpowiedział natychmiast – za tym jak wzdychasz, gdy obejmujesz mnie ramieniem przed pójściem spać, jak przesuwasz głowę po mojej piersi, aż położysz ucho na wysokości mojego serca – Ginny zaczynała czuć się głupio z powodu wcześniejszego komentarza o poduszce – za twoją ciepłą śliną ściekającą mi po mostku… - dodał z lekkim uśmiechem.
- Ej, ja się nie ślinię przez sen! – zaprotestowała Ginny z udawanym oburzeniem.
- Ale gdyby tak było, to bym za tym tęsknił – odpowiedział Harry ze smutnym uśmiechem.
Ginny poczuła, jak w piersi coś ją zakłuło.
- Tęsknię za tym, jak całujesz czubek mojej głowy, gdy myślisz, ze śpię, za tym jak przyciągasz mnie do siebie, żebym była bliżej, za tym jak gładzisz mnie kciukiem po policzku, ale przede wszystkim za uczuciem twojej skóry dotykającej mojej.
Przez dłuższą chwilę po prostu patrzyli na siebie w ciszy. Wyraz tęsknoty na ich twarzach przekazywał więcej niż słowa, ale mniej niż mogłyby przekazać usta. Ginny przełknęła ciężko.
- Chciałam ci tylko powiedzieć dobranoc.
- Dobranoc, kochanie. Do zobaczenia rano – powiedział i przerwał połączenie.
- O ósmej wieczorem Weasleyówna aportowała się z Potterem – powiedział Mulciber do zgromadzonych ludzi. Wszyscy mieli członków rodziny odsiadujących wyroki w Azkabanie za współpracę z Voldemortem. – Pokazała się tam po raz pierwszy od przeszło tygodnia.
- Punkt teleportacyjny przy Norze wciąż jest najlepszym miejscem na dorwanie jej – dodał Rookwood, patrząc bezpośrednio na Narcyzę Malfoy. – Jest odosobniony i będzie nam sprzyjał element zaskoczenia. Punkt teleportacyjny w jej mieszkaniu jest odsłonięty i non stop używany przez różnych ludzi. Osłony w obu tych miejscach są za silne, żeby się przez nie przebić, co ogranicza nasze opcje. Wystawimy czujkę przy punkcie koło Nory. Poślemy tam czterech ludzi. Dwóch złapie dziewczynę, dwóch zajmie się Potterem. Jak tylko będą ją mieli, ewakuują się świstoklikiem do bezpiecznej lokalizacji.
- Jeszcze jedno, pani Malfoy – wtrącił Mulciber z chytrym uśmiechem. – To, że cały czas przebywa z Potterem sprawia, że cała operacja jest znacznie bardziej niebezpieczna. Będziemy musieli podwoić naszą stawkę.
- Jak śmiesz! – wrzasnął Draco, zrywając się na nogi. – Zapomniałeś o wszystkich przysługach, które jesteś winien rodzinie Malfoyów? – warknął.
- Rodzina Malfoyów nie jest już tym czym kiedyś – odwarknął Mulciber. – Może chcesz sam zająć się Potterem, chłoptasiu?
- Dość! – powiedziała pani Malfoy, unosząc się z miejsca. Aura władzy, którą roztaczała sprawiła, że Mulciber pochylił nieznacznie głowę. – Zapłacisz mu, ile żąda. Kosztami podzielą się rodziny wszystkich uwolnionych – poleciła synowi.
Mulciber skłonił się jeszcze niżej.
- Interesy z damą o pani klasie to zawsze przyjemność – zapewnił, po czym spojrzał z nieukrywaną wrogością na jej syna. – Czy bezpieczna lokalizacja została przygotowana?
- Tak. Zajęto się tym dzisiaj – odparł Draco. – Macie dokładnie tydzień na dokonanie porwania, w przeciwnym wypadku ludzie zaczną zadawać pytania.
- Możecie odejść, panowie – powiedziała pani Malfoy do Mulcibera i Rookwooda. – Bądźcie gotowi do akcji, gdy nadarzy się okazja.
- Oczywiście, milady.
Obaj Śmierciożercy ukłonili się i zniknęli. Pani Malfoy zwróciła się do pozostałych w pokoju:
- Przypominam wam o Przysiędze Nienaruszalnej, którą wszyscy złożyliście. Jeśli ktoś was będzie przesłuchiwał, odpowiadajcie tak, jak was nauczono.
Zebrani rozeszli się w milczeniu.
Harry przybył do Nory punktualnie o dziewiątej rano z zapakowanym prezentem i bukietem dwudziestu róż Tantau. Ginny stała przy schodach ubrana w zieloną sukienkę w paisley* i sandały rzymianki. Uśmiechnęła się do niego promiennie, po czym rzuciła mu się w ramiona i pocałowała namiętnie, nie przejmując się widownią, która przyglądała się temu ze zróżnicowanym poziomem akceptacji lub dezaprobaty. Pani Weasley zachwycała się kwiatami. W końcu musiała je niemal wyrwać córce, która stała z twarzą zanurzoną w różach i rozmarzonym uśmiechem na twarzy, by włożyć je do wazonu.
- Otworzysz prezent? – spytał Harry.
- Z reguły otwieram je po śniadaniu, ale… a do diabła – rzuciła podekscytowana zdzierając opakowanie. Otworzyła pudełko i odkryła parę złotych kolczyków z rubinami. – Są przepiękne – powiedziała Ginny, całując czule swojego chłopaka. – Pomożesz mi je ubrać?
Harry pomógł jej nałożyć kolczyki i został nagrodzony kolejnym pocałunkiem. Potem przeszli do stołu, by zjeść śniadanie.
Harry przywitał się ze wszystkimi braćmi, a Ginny przedstawiła go Charliemu, który zmierzył go sceptycznym spojrzeniem. Harry nigdy w życiu nie widział tyle jedzenia na śniadaniu. Na stole piętrzyły się kopce jajecznicy, boczku, kiełbasek, naleśników i wiele więcej. Wszystko wyglądało pysznie.
- Możemy wreszcie zacząć? – spytał niecierpliwie Ron, ignorując Hermionę, która kopnęła go pod stołem.
- Tak Ron – powiedziała Ginny, wywracając oczami. - Możesz już zacząć wypychać sobie bebech.
Nie potrzebował więcej zachęty, by zacząć nakładać góry jedzenia na swój talerz. W międzyczasie Ginny, siedząca obok Harry'ego, zaczęła nakładać mu jedzenie, mimo jego protestów.
- Od kiedy to nakładasz innym jedzenie? – spytał zdumiony Charlie. – Nie taką Ginny pamiętam.
Przy stole zapadła cisza, ale Ginny była w fantastycznym humorze i odpowiedziała z szerokim uśmiechem:
- Odkąd znam Harry'ego.
- To ile wy się właściwie znacie? – naciskał Charlie.
Jej uśmiech nie przybladł ani odrobinę. Odwróciła się do Harry'ego i szybko policzyła w myślach.
- Trochę ponad trzy tygodnie – odpowiedziała.
Charlie uniósł brew, ale postanowił nie kontynuować tematu. Zamiast tego nałożył sobie na talerz porcję, która niewiele ustępowała porcji Rona.
Rozmowy przy śniadaniu dotyczyły różnych lekkich tematów i trwały nawet po skończeniu jedzenia.
- Masz na dziś jakieś specjalne plany, Ginny? – spytała Hermiona, nalewając Ronowi soku z dyni.
Ginny zerknęła na Harry'ego, który lekko potrząsnął głową.
- Nie, nic konkretnego.
- Pomyślałam sobie, że moglibyśmy pójść wszyscy do Trismegistusa. Neville i Luna już od pewnego czasu pytali czy gdzieś razem nie wyskoczymy. Moglibyśmy ich wziąć ze sobą.
- Świetny pomysł – powiedziała Ginny, patrząc pytająco na Harry'ego.
- To twoje urodziny, kochanie. Zrobimy co zechcesz – powiedział, ujmując ją za rękę.
- Możecie na nas liczyć! – zawołali chórem Fred i George.
- Jestem zbyt zajęty pisaniem raportu dla Międzynarodowego Stowarzyszenia Transportu Magicznego – powiedział pompatycznie Percy.
- I dzięki Merlinowi! – rzucił Fred. George roześmiał się, a pozostali usiłowali zamaskować wesołość.
- A wy, Bill? – spytała Ginny.
Otworzył usta, by odpowiedzieć, ale wyprzedziła go żona:
- Oui, Ginny – odpowiedziała, po czym zwróciła się do męża: - Kiedy mnie ostatni raz gdzieś zabrałeś?
Pokonany Bill wzruszył ramionami i skinął Ginny głową. Ginny parsknęła śmiechem.
- A ty, Charlie?
- Jeśli załatwisz mi randkę z twoją współlokatorką, wchodzę w to – odpowiedział, ruszając sugestywnie brwiami.
- Przykro mi, Charlie, ale wyjechała do rodziny do Włoch dziesięć dni temu.
- Wydawało mi się, że mama wspominała, że przyszłaś do Nory dopiero wczoraj wieczorem – zauważył zdumiony Charlie. – Nie powinnaś być w tym mieszkaniu całkiem sama w nocy.
Wokół stołu zapadła pełna napięcia cisza. Bliźniacy z uśmiechami czekali na odpowiedź Ginny i nieuniknione zamieszanie. Kilka razy próbowali się z nią skontaktować nocą przez Fiuu, po czym kontaktowali się z Norą, by dowiedzieć się, że jej tam nie ma. Wiedzieli jakie wyciągnąć wnioski. Z kolei Ron spodziewał się najgorszego odkąd Ginny deportowała się do mieszkania Harry'ego i robił co w jego mocy, by uniknąć myślenia o miejscu zamieszkania siostry. Hermiona naciskała, by zostawił ją w spokoju i wynagrodziła go bardzo hojnie za nie zadawanie pytań. Bill zrobił wielkie oczy i patrzył to na Harry'ego, to na Ginny. Powoli dochodziło do niego co się dzieje.
- Eeee… jestem wystarczająco dorosła, bym spała sama w swoim mieszkaniu, jeśli mam na to ochotę – odpowiedziała Ginny, ale to nie wyszło tak gładko i stanowczo, jak miała nadzieję.
- Gdzie spałaś, Ginny? – spytał Charlie, patrząc z wściekłością na Harry'ego i z każdą chwilą czerwieniejąc coraz bardziej.
Harry szykował się na najgorsze. Zerknął na Ginny, bezgłośnie pytając, czy ma się wtrącić. Ginny zaprzeczyła ruchem głowy.
- Czy muszę przez to przechodzić z każdym z was po kolei? – spytała sfrustrowana. – Mam dwadzieścia lat. To gdzie sypiam to nie twój jebany interes! – powiedziała, patrząc ze złością na Charliego.
Bill wciąż nie mógł wyjść z szoku, poza tym trzymała go Fleur, ale Charlie mógł wstać groźnie z krzesła.
- SIADAĆ! – rozkazał pan Weasley.
Charlie, zaskoczony tonem głosu ojca, opadł na siedzenie. Ciszę przerywał tylko chichot bliźniaków.
- Wasza siostra ma w nocy ochronę aurorów. To WSZYSTKO co musicie wiedzieć i czym możecie się troszczyć. Zrozumiano? – spytał retorycznie. – Razem z waszą mamą aprobujemy związek waszej siostry z Harrym i mamy nadzieję, że będzie rozkwitał.
Pan Weasley zwrócił się do Ginny:
- Uważam, że twoi bracia powinni dowiedzieć się o Komnacie. Czy pozwolisz mi im powiedzieć?
Ginny złapała Harry'ego za rękę i spojrzała mu w oczy. Harry przymknął je na moment, wyrażając zgodę.
- Tak, tato.
- Co Harry ma wspólnego z Komnatą? – spytał Bill, przebijając się przez mamrotanie pozostałych zgromadzonych osób.
- Gdy wasza siostra została uratowana z Komnaty Tajemnic – zaczął pan Weasley – Dumbledore poprosił o pozwolenie na wymazanie jej z pamięci pewnych szczegółów, a my wyraziliśmy zgodę.
- Co?
- Czemu?
- Jak mogliście?
- Nie jesteśmy z tego specjalnie dumni – kontynuował pan Weasley, unosząc dłonie, by przerwać protesty – ale wasza siostra niemal zginęła, a Dumbledore zapewnił nas, że jeśli zapomni pewne szczegóły, będzie bezpieczniejsza. Złapał nas w chwili słabości, gdy jej bezpieczeństwo było JEDYNYM co się dla nas liczyło, więc się zgodziliśmy. Nie zadawaliśmy wielu pytań, a Dumbledore nie udzielił wielu informacji. Jedną z rzeczy, które miała zapomnieć, była tożsamość jej wybawcy. Harry'ego Pottera.
- Jak to możliwe? – spytał Bill. – Przecież miał wtedy zaledwie…
- … dwanaście lat. Tylko najważniejsi członkowie Zakonu Feniksa mogli o tym wiedzieć. Reszta czarodziejskiego świata uznała, że to Dumbledore i Syriusz Black ocalili waszą siostrę i nie zrobiono nic, by wyprowadzić ich z tego przekonania. Wygląda na to, że w Komnacie coś zaczęło się między waszą siostrą i Harrym, coś, co nigdy nie zdołało dojrzeć. To nie więź dusz, ale jakaś inna więź. Czy magiczna czy nie, nie mam pojęcia. Czymkolwiek to jest, ja i wasza matka nie zamierzamy stać dłużej na drodze przeznaczeniu i nie zamierzamy tolerować kogokolwiek, kto to robi.
Nawet bliźniacy milczeli zdumieni, gdy ich ojciec skończył mówić. Kilka kolejnych godzin należało do najbardziej zawstydzających w życiu Harry'ego. Z całego serca nienawidził, gdy gratulowano mu za coś, co zrobił, bo nie miał wyboru. Uratowanie rudowłosej dziewczynki z Komnaty Tajemnicy to nie był wybór, a jedyna możliwa droga działania.
Wczesnym popołudniem Harry i Ginny siedzieli na tylnej werandzie, odpoczywając po towarzyskim meczu quidditcha. Ginny, Angelina, Ron i Harry zmietli drużynę złożoną z bliźniaków, Billa i Charliego.
- Wszystkie moje wieczorowe suknie są u mnie w mieszkaniu – powiedziała Ginny sennie. – Wpadnij po mnie o dziewiątej wieczorem.
- Przejdziesz tam przez Fiuu czy mam cię odprowadzić?
- Nie, kochanie, użyję Fiuu. Idź do domu i odpocznij, ja się zdrzemnę w moim pokoju.
- To chodź ze mną. Zdrzemnijmy się w naszym pokoju. W naszym mieszkaniu.
Ginny spojrzała na niego i uśmiechnęła się.
- Podoba mi się to. Nasz pokój. Nasze mieszkanie.
Przerwała i przypomniała sobie pustkę zeszłej nocy. Wierciła się przez większość czasu i była kompletnie niewyspana.
- Nie chcę już spać bez ciebie, póki nie będzie to konieczne – wyznała. – Póki będziesz mnie chciał.
- Myślisz, że to się skończy? Że przestanę cię kochać? – spytał, odrobinę zraniony.
- Mam nadzieję, że nie – jej oczy rozbłysły. – Ale czasami czuję się taka szczęśliwa, że boję się, że stanie się coś, co mi cię odbierze.
- Ginny, obiecuję, że nie pozwolę, by coś lub ktoś znów nas rozdzielił.
Uśmiechnęła się do niego ciepło.
- Trzymam cię za słowo, Potter.
Siedzieli kilka minut w ciszy. W końcu Ginny znów się odezwała.
- Jutro poproszę Lunę i Hermionę, żeby pomogły mi przenieść moje rzeczy do naszego mieszkania – powiedziała, obracając się, by zobaczyć jego reakcję.
Jego zielone oczy zalśniły szczęściem. Harry nachylił się w bok, a ona spotkała się z nim w pół drogi. Delikatny, wilgotny pocałunek trwał i trwał, aż oboje musieli zaczerpnąć powietrza.
- To tylko drzemka, Harry. Byłoby nieuprzejmie, gdybym wyszła, skoro wciąż są tu goście. Idź do domu i odsapnij – powiedziała, uśmiechając się słodko.
Harry również nie spał najlepiej zeszłej nocy i czuł się zmęczony.
- W porządku, kochanie. Wpadnę po ciebie o dziewiątej.
Po kolejnym długim, delikatnym pocałunku Harry wstał i ruszył do punktu teleportacyjnego.
Pani Weasley potrząsnęła energicznie córką.
- Ginny, obudź się. Obudź się!
Ginny drgnęła i wymamrotała:
- Co?... Która godzina?
- Już 19.45, kochanie. Musisz iść się szykować.
Ginny zerwała się na równe nogi tak szybko, że zakręciło jej się w głowie.
- Mamo, czemu nie obudziłaś mnie wcześniej? Muszę się wykąpać, uczesać i ubrać!
- Spałaś tak spokojnie, że nie chciałam cię budzić. Przepraszam, skarbie.
- Nic się nie stało – rzuciła, pędząc już po schodach ku kominkowi.
Dotarł na miejsce i odkryła, że w pojemniku na półce nad kominkiem nie ma już proszku.
- Mamo – zawołała. – Macie jeszcze proszek Fiuu?
Pani Weasley zeszła po schodach.
- Nie, skończył się. Nie przewidzieliśmy, że tyle osób będzie przychodziło i wychodziło – odpowiedziała przepraszająco.
- Będę musiała teleportować się do mieszkania. Przypomnij mi, żeby kazała gościom z Szyści-Fiuu przysłać wam proszek. Nielimitowany osobisty zapas to jeden z elementów mojego kontraktu z nimi – Ginny cmoknęła mamę w policzek i ruszyła do wyjścia.
- Nie powinnaś wezwać ochroniarza? – zawołała pani Weasley, wychodząc za nią.
- Nie mam na to czasu. Przecież teleportuję się prosto do mieszkania! – odparła, idąc już ścieżką. – Przecież nigdzie się nie wybieram.
- Niech przynajmniej któryś z twoich braci cię odprowadzi!
Tego jednak Ginny nie usłyszała. Była już w połowie drogi. Gdy dochodziła do punktu teleportacyjnego znikąd pojawiło się dwóch mężczyzn. Serce Ginny zaczęło walić jak szalone. Wyszarpnęła różdżkę z kieszeni sukienki i w ostatniej chwili uniosła tarczę, by odbić wystrzelony w nią ogłuszacz. Natychmiast przeszła do ofensywy, wypalając zaklęcia w oszołomionych mężczyzn. Jeden zdołał zablokować jej atak, ale drugiego odrzuciło kilka metrów i padł nieprzytomny. Ginny usiłowała zbliżyć się do osłon, nie odwracając się od przeciwnika, ale kątem oka dostrzegła, że kolejny mężczyzna odcina jej drogę. Pierwszy wróg skorzystał z chwilowego rozproszenia jej uwagi i ocucił nieprzytomnego.
Ogłuszacze nie wystarczą, nie kiedy mieli przewagę liczebną. Zablokowała kolejną falę ogłuszaczy i skontrowała zaklęciem Depulso. Jej cel tylko częściowo go zablokował i runął do tyłu, uderzając w drzewo i ponownie tracąc przytomność. Diffindo przedarło się przez tarczę drugiego i trafiło go w ramię z cała jej mocą. Jego różdżka i ramię zwisały bezwładnie u boku na pasku skóry. Zawył z bólu, a wokół polała się krew. Ginny natychmiast odwróciła się do czarodzieja blokującego jej drogę, w samą porę, by zablokować Expelliarmus. Czarodziej zrobił nerwowy krok w tył. Bardziej troszczył się o tarczę, niż o atak. Widziała strach w jego oczach. Usłyszała krzyki jej braci i poczuła ulgę, ale w tej samej chwili coś poruszyło się za nią. Zaczęła się odwracać, ale ogarnęła ją ciemność.
Słowniczek:
London Eye – dosłownie „Oko Londynu" to gigantyczny diabelski młyn nad Tamizą, który przesuwa się bardzo powoli i z którego rozciąga się niesamowity widok na panoramę stolicy Anglii.
Czytelnia i Wielki Dziedziniec – to elementy Muzeum Brytyjskiego (British Museum) po angielsku znane jako Reading Room i Great Court. Stanowiły fragment British Library, która jednak wyprowadziła się do osobnego budynku w 1997 r. W czasie, gdy rozgrywa się ta opowieść, oba te miejsca zostały po renowacji uroczyście udostępnione zwiedzającym.
Oxford Street – to najsławniejsza zakupowa ulica Londynu, przy której znajdują się najdroższe i najbardziej prestiżowe sklepy najbardziej renomowanych marek.
Piccadilly Circus – to jeden z najważniejszych placów Londynu ze słynnymi iluminowanymi reklamami na obłym budynku. Tą nazwą określa się też ważną stację metra, do której wchodzi się z placu.
Vitznau – gmina i miasteczko w Szwajcarii w dystrykcie Lucerny.
Hampton Court – pałac na przedmieściach Londynu, własność monarchów angielskich od XVI w.
Twierdza Tower (Tower of London) to twierdza położona nad Tamizą, przez wiele lat ciężkie więzienie, ale także pierwsza siedziba brytyjskiej Mennicy Królewskiej.
Muzeum Handla – to nie literówka w odmianie tylko muzeum poświęcone niemieckiemu kompozytorowi Fryderykowi Handlowi, który większość życia spędził w Londynie.
Paisley – orientalny wzór na tkaninach. Dość popularny, wpiszcie w Google, by zobaczyć o jaki chodzi. Nie znalazłem polskiej nazwy.
W następnym rozdziale:
- Ginny trafia do niewoli
- Harry rusza na ratunek
