Red: No, wreszcie będzie się trochę działo. :3 Mam nadzieję, że spodoba Wam się, jak rozwinęłam tę sytuację. Lubię Snape'a w wersji prawdziwego nauczyciela. Mało realistyczne wydaje mi się, gdy Severus w opowiadaniach nie interesuje się losem Pottera. W końcu przez tyle lat musiał go chronić, jak może mu na nim nie zależeć? Nawet Rowling pokazała to wyraźnie, że przez cały ten czas chłopak coś dla niego znaczył. Snape-opiekun, tak to mogę nazwać. :)
PS. Ale wciąż jest cholernie wredny, o. ^^
Jeśli chodzi o pytanie, co miałam na myśli przez "długi chapterowiec"... Chcę pociągnąć tę historię jak najdłużej. Mam już plan na jej zakończenie, nie wiem jednak ile dokładnie rozdziałów mi to zajmie. Ale spokojnie, jeszcze ich trochę będzie. :D
Rozdział 9 - Prawda
Był wściekły. Nie pamiętał dokładnie momentu, gdy wybiegł z gabinetu Snape'a, kierując się w stronę wieży Gryffindoru. Nie pamiętał, co mówił przyjaciołom, gdy roztrzęsiony rzucił się na swoje łóżko i zasunął kotary. Chciał zasnąć i już się nie obudzić. Jak mógł myśleć, że Snape mu pomoże? Teraz jego znienawidzony profesor będzie węszyć niczym pies, szukać pretekstu by znowu go gnębić. Pamiętał jednak wyraz twarzy Mistrza Eliksirów, gdy wyrzucił go ze swojego umysłu. Był zaskoczony i... zdenerwowany. Zastanawiał się pewnie, o czym Harry rozmawiał z Grayem. Co mogło go sprowokować do takiego zachowania. Na pewno będzie próbował połączyć to z Voldemortem. Gryfon zaśmiał się gorzko w myślach. Po chwili jednak pewna myśl zmroziła mu krew w żyłach. A jeśli... Jeśli Gray nie jest tym, za kogo się podaje? Jeśli ich spotkanie w Babilonie nie było przypadkowe? Prychnął, pokręcił głową i zasłonił twarz poduszką, nie mogąc zachować powagi, gdy wszystko zdawało się być tak cholernie ironiczne. Jego całe życie to była ironia. Przez połowę swego życia nie wiedział nawet, że jest czarodziejem. A teraz stał się symbolem nadziei i zwycięstwa nad złem. Był zwykłym siedemnastolatkiem, który własnie zaczął odkrywać samego siebie, a jednak na jego barkach spoczywał los całego świata czarodziejów. Czasem... Czasem tego nie wytrzymywał. Chciał zakończyć tę męczarnię. Czasem spoglądał na swoje życie z daleka i czuł jedynie żal i smutek.
XXXXXXXXXX
Gdzieś w lochach, w pokoju całym w zieleni i szarości, siedział Severus Snape. Jedna z jego smukłych, bladych dłoni ściskała szklankę z Ognistą Whisky. Jego ciemne oczy skupione były na płomieniach tańczących w kominku, odzwierciedlających chaos jaki obecnie zachodził w jego myślach. Marszczył czarne brwi, tworząc na czole nowe, ciemne kreski i jednocześnie postarzając swoją twarz o co najmniej dziesięć lat. Usta zaciśnięte miał w wąską linię, a górna warga wyraźnie mokra była od spożywanego alkoholu...
Jego podejrzenia co do nowego profesora były słuszne. Mężczyzna najwyraźniej był w jakiś sposób powiązany z Potterem, a przynajmniej wiedział coś istotnego. Coś, co najwyraźniej Gryfon skrzętnie chciał ukryć. Miał dość zagadek, chciał pomóc chłopakowi wyrwać się z tej sytuacji, w której widać było, że nie chce się znajdować. Mimo niechęci i krytycznej opinii na temat jego zachowania, wciąż przeszkadzał mu widok ucznia uwięzionego w stresie i strachu. Albus kazał mu się nim zająć, zadbać o jego bezpieczeństwo. Nie mógł po prostu odpuścić... Tak naprawdę nawet nie chciał.
- Potter, w coś ty się znowu wpakował? - mruknął do siebie, biorąc kolejny łyk alkoholu, który przyjemnie palił go w gardło, niosąc ze sobą ciepło i relaks. To ostatni rok chłopaka w Hogwarcie. Nie będzie musiał się nim już zajmować. Nie będzie widywać go na korytarzach i w sali. Prawdopodobnie na zawsze zniknie z jego życia.
Nie wiedząc czemu, poczuł nagłe ukłucie w sercu. Jakby żal... Coś na kształt smutku. Czyżby tak przyzwyczaił się do obecności Pottera? Zaśmiał się w duchu. Merlinie, przez te sześć lat ratował nastolatkowi tyłek, więc to oczywiste, że będzie mu go trochę brakować. Oczywiście nigdy by tego głośno nie przyznał, ale w momencie gdy sobie to uświadomił, nagle wszystko uległo zmianie. Czuł jak powoli jego umysł dojrzewa z faktem, że dzieciak coś dla niego znaczył. Że chciał go chronić i stać u jego boku, gdy ten czas nadejdzie.
XXXXXXXXXXX
Profesor Gray lubił uczyć. Lubił obdarzać uczniów wiedzą i obserwować jak rośnie w nich pasja do jego przedmiotu. Lubił sprawdzać prace i odpowiadać na pytania, tworzyć autorytet, stawać się częścią historii tych młodych czarodziejów. Nie był pewiem, czy był stworzony do tej pracy. Choć cechowała go cierpliwość i uprzejmość, nigdy nie czuł się prawdziwym nauczycielem. Zwłaszcza, gdy w jego sali przebywał Harry. Wyobrażał sobie nastolatka otoczonego blaskami kolorowych świateł, w obsisłej bluzce i dopasowanych jeansach. Widział jego zaszklony wzrok i rozwarte usta, ciekawskie dłonie, drżące z potrzeby ramiona... Nie mógł powstrzymać uczuć, które z dnia na dzień stawały się silniejsze. Fantazjował o swoim uczniu, o chłopaku, który był nadzieją tego świata. O siedemnastolatku, który dopiero niedawno uświadomił sobie, że jest homoseksualny. Czuł się jak zboczeniec. Był piętnaście lat starszy, był jego profesorem, nie kochankiem. Powtarzał to sobie w głowie jak mantrę. Obawiał się jednak, że po ich rozmowie w klasie będzie jeszcze gorzej. Wybuch Gryfona wzbudził w nim o wiele gorsze emocje. Złość... Żądzę... Zachłanność.
- Gray, chcę z tobą porozmawiać - doszedł do niego niski, męski głos. Podniusł wzrok i ujrzał ciemną postać, stojącą w drzwiach jego gabinetu. No tak, zapomniał je zamknąć, gdy jeden z Puchonów wychodził ze szlabanu. Był tak roztargniony...
- Tak, Snape? Coś się stało?
- Zauważyłem ostatnio, że między tobą a panem Potterem jest pewne... napięcie. - Gray przełknął ślinę, co nie umknęło bystremu oku Mistrza Eliksirów. - Czy byłbyś tak uprzejmy i podzielił się ze mną informacją, co jest jego przyczyną? - Ciężko by było nie zauważyć małej dozy sarkazmu w słowie "uprzejmy". Snape chciał wiedzieć i łatwo nie odpuści. Gabriel słyszał, jak nieprzyjemny potrafi być profesor eliksirów i nie był pewien czy chce to potwierdzić na własnej skórze.
- Cóż, to nic takiego - zaśmiał się nerwowo Gray, przeczesując dłonią włosy. Czarna brew uniosła się nieznacznie, jakby Severus chciał powiedzieć "robisz ze mnie kretyna?" - Naprawdę, Snape, mieliśmy małą wymianę zdań wcześniej... Być może Potter wziął to za bardzo do siebie...
- Uczę Pottera już siódmy rok, Gray - odparł twardo Snape. - Nigdy nie szczędziłem mu krytycznych uwag, a Potter jakoś radził sobie z nimi bez większych problemów, więc bądź łaskaw wymyślić coś lepszego.
Gabriel przez chwilę zastanawiał się, co ma powiedzieć. Kłamstwem nic nie zdziała, profesor z pewnością miał swoje sposoby by sprawdzić wiarygodność jego słów. Musiał działać szybko, jednak...
- Dobrze. Nie powinienem tego mówić, tym bardziej, że jest to sprawa osobista... - zaczął mężczyzna, spuszczając wzrok. Harry nigdy mu nie wybaczy. - Musisz obiecać, że zachowasz to dla siebie.
- Jeśli nie będzie takiej potrzeby, ta informacja pozostanie tajemnicą.
- Potter... - Gray westchnął i oparł się o swoje biurko. - Przypadkiem dowiedziałem się, że Potter jest homoseksualny. Najwyraźniej speszyło go, że jeden z jego nauczycieli o tym wie. Nie dziwię mu się, sam czułbym się niezręcznie. Starałem się go przekonać, że nie ma się czego wstydzić, ale wiadomo jak to bywa z młodymi chłopcami. Boją się reakcji rówieśników, bliskich...
Snape przestał słuchać bzdur, którymi Gabriel próbował złagodzić przekazany mu sekret. Był podwójnym szpiegiem, miał chłopaka wciąż na oku. Nic by mu nie umknęło. Do tego momentu mógł przysiąc, że Gryfon był w stu procentach hetero. Spotykał się z jakąś Krukonką, potem często widać go było w towarzystwie młodej Weasleyówny...
- Jak się dowiedziałeś? - zapytał chłodno, przerywając paplaninę Graya. Mężczyzna zamarł, zaciskając dłonie na drewnianym blacie. Jego brązowe oczy uparcie wpatrywały się w podłogę. Nie miał pojęcia skąd to nagłe przesłuchanie. Harry z pewnością nie zdradziłby, co się zdarzyło w Babilonie. Milczał zbyt długo, aby uspokoić obawy Mistrza Eliksirów. Gdy uniósł głowę, usłyszał cichą inkantację.
- Legilimens.
Wspomnienia zaczęły pojawiać się w jego głowie, ukazując różne rzeczy z życia czarodzieja. Snape skupił się na Potterze. W końcu wychwycił fragment, z wizerunkiem młodego Gryfona...
Przystojny, młody chłopak, około dwudziestki wszedł do klubu i rozejrzał się niepewnie. Miał na sobie ciasną, granatową bluzkę, która ukazywała jego smukłą, jednak wysportowaną, sylwetkę. Obserwował, jak podchodzi do baru i zamawia drinka. Poczuł nagłą ochotę, by samemu się napić. Był już całkiem wstawiony, po rozmowie z dyrektorem Hogwartu potrzebował relaksu. Oderwania się od rzeczywistości. Zanim wkroczy w mury szkoły, która zdecydowanie ograniczy jego życie seksualne, musi trochę poszaleć. Wziął piwo, wciąż przyglądając się nowo przybyłemu. Gdy chłopak odwrócił się, miał okazję ocenić jego tyłek. Był naprawdę ładny. Uśmiechnął się do siebie i szybko wybił alkohol do końca, odstawiając kufel i podążając za nastolatkiem w tłum.
Gdy intensywne, zielone oczy zetknęły się z jego własnymi, wiedział, że jest stracony. Chłopak musiał wypić coś mocnego, bo jego oczy były szkliste, a ciało kompletnie pozbawione jakichkolwiek zahamowań. Nie przeszkadzał mu mężczyzna stojący za nim, którego ręka wędrowała po jego klatce. Nastolatek uśmiechnął się i poczuł, jak przyciąga go do siebie. Tańczyli przez chwilę, wdychając swój zapach. Pachniał słodko i niewinnie. Jego skóra była gorąca i lepka od potu.
- Hej.
- Hej.
To było takie niewinne i jednocześnie podniecające. Równie dobrze mógł powiedzieć "chodźmy się pieprzyć". Dawno nie czuł takiej żądzy jak teraz...
- Co tu sprowadza tak młodą istotę jak ty? - zagadnął, przyciskając ich ciała do siebie. Och, mógł to zrobić tu i teraz...
- Przyszedłem się rozerwać. - Odpowiedź ta zaskoczyła go i zmotywowała do działania. Chcieli tego samego. Przyszli tu by się zabawić i zostawić za sobą szarą rzeczywistość. Pocałował go namiętnie, wdzierając swój język między jego chętne usta. Chłopak jęknął i owinął swoje ręce wokół jego szyi. To było takie gorące i upojne. Mógłby tu stać i całować się do rana. Smakować tej delikatnej skóry, masować te twarde, spięte pośladki i wyćwiczone ramiona. Nie wiedząc jak, wkrótce dotarli do jego stolika i usiedli na skórzanej sofie. Młody czarodziej usiadł okrakiem na jego kolanach, przyjemnie przyciskając pulsującą pod materiałem erekcję.
- Chcesz tego? - zapytał, unosząc gwałtownie biodra. Chłopak zaśmiał się i zdjął koszulkę, ukazując swoje piękne, młode ciało.
Jedna z jego dłoni masowała go, przejeżdżając palcami po twardych, różowych sutkach. Jego klatka była niemal gładka, tylko na środku czaiły się nieliczne, czarne włoski. Pochylił się i przejechał językiem po spoconej skórze. Spomiędzy tych cudownych warg wydobył się kolejny głośny jęk.
- Nie! - krzyk rozbrzmiał w pomieszczeniu, posyłając Mistrza Eliksirów na ścianę. - Nie miałeś prawa! - warknął Gray, celując w profesora różdżką.
Snape był wściekły. Nie... To zbyt słabe określenie. Był na granicy wytrzymałości. W jego oczach kryła się dzika nienawiść. Oto przed nim stał dorosły mężczyzna po trzydziestce, który ośmielił się zostać nauczycielem w Hogwarcie, który w bezczelny i niewybaczalny sposób wykorzystał stan nietrzeźwości jednego ze swoich uczniów.
- Ja nie miałem prawa? - warknął, wyjmując swoją własną różdżkę i wymierzając ją w stronę Gabriela. - To powiedz mi do cholery, czy ty miałeś prawo wykorzystać ucznia-
- On nie był moim uczniem, Snape! - Gray trząsł się, jego twarz zdradzała strach i frustrację. - Nie znałem go. Nie rozpoznałem go. Gdybym wiedział... Merlinie, Snape, nigdy bym nie...
W tej samej chwili drzwi zaskrzypiały i do gabinetu wszedł obiekt tej gorącej dyskusji.
- Miałem przyjść w sprawie zapisów... - zaczął Harry, jednak przerwał, gdy jego wzrok skupił się na osobach w pomieszczeniu. Mężczyźni stali naprzeciw siebie, wyraźnie zdenerwowani, z wyciągniętymi różdżkami. Na twarzy Graya wręcz wypisana była jego wina. Zielone oczy rozszerzyły się w przerażeniu. Spojrzał niepewnie w stronę Mistrza Eliksirów. Ciężko było odczytać, co jego profesor myśli, jednak nie ukrywał gniewu i rozczarowania.
Kim? Kim Snape był rozczarowany? I dlaczego tak bardzo się tym przejmował? Serce biło mu szybko, a obraz przed oczami zaczął się zamazywać. Nieważne, co tu zaszło. Ważne, że on wie, co Harry zrobił. Prawdopodobnie wie więcej niż on sam. Mimowolnie zaczął wycofywać się z gabinetu na drżących nogach. Nie mógł tu zostać. Nie mógł o tym rozmawiać.
- Harry, proszę cię, zostań - powiedział jako pierwszy Gabriel, chowając różdżkę do kieszeni. - Są pewne sprawy, które trzeba wyjaśnić.
- Niczego nie trzeba wyjaśniać - odparł cicho, czując wzrastający w nim gniew. - Niech to się wreszcie skończy!
Nim któryś z nauczycieli zdążył go zatrzymać, Harry wybiegł z pokoju na korytarz. Prawda wyszła na jaw, a on wcale nie czuł się z tym lepiej.
