CHAPTER 10
So, he wasn't talking about Hogwart's History?
- Między Bogiem, a prawdą, to ja słyszałem tą wersje o historii Hogwartu – powiedział po chwili Draco. Bieg, trzask, szybki oddech.
Yaxley chwycił piwo Notta i dopił jednym haustem, chociaż było praktycznie pełne.
- Ja to samo.
Po raz kolejny zapadła ciężka, dająca się kroić nożem cisza.
- Widocznie.. on wie – Blaise irracjonalnie się zaśmiał. - Cholera, staram się od dwóch miesięcy ukryć to, że jestem nienormalny, a ten mały skurwiel się zorientował!
- Czy tylko ja kompletnie nie rozumiem o co chuj tutaj chodzi? - zapytała Helen, jednak nikt jej nie odpowiedział. Atmosfera była naprawdę nerwowa.
- Później, na razie nie mamy czasu – odpowiedziała Erin, machając ręką ze zniecierpliwieniem. Po chwili zwróciła się do Blaise'a. - Wiesz gdzie on teraz jest?
- Nie – odparł chłopak beznamiętnie podpalając papierosa.
- A umiesz się dowiedzieć? - drążyła dziewczyna.
- Kurwa, nie jestem jakąś Trelawney – obruszył się Zabini, wypuszczając z ust kłąb szarego dymu. - Nie sadzę żebym potrafił zlokalizować chłopa w Hogsmeade. Niby jak?
- Spróbujemy, nie zaszkodzi – odezwała się dotąd milcząca Ginny. Rozejrzała się dookoła, zaciskając usta. Po chwili wstała i schyliła się nurkując pod stół. Po chwili wyłoniła się spod blatu, trzymając w ręce szalik w kratę. - Wasze?
- Nie, Notta – odpowiedział cicho Yaxley, łapiąc piwo Helen i również dopijając je do dna.
- Dobra Yaxley, ty się spij a my się pobawimy w detektywów, świetny pomysł – Draco kiwnął głową z uznaniem.
- Jakbyś nie wiedział palancie, trzeba o wiele więcej niż dwóch piw, żebym się choćby wstawił.
- Taaak? Bo jakoś na imprezie wcale nie piłeś dużo, a byłeś zajebany jak..
- Możecie się zamknąć? - przerwała im Weasley zimnym głosem. Po chwili zwróciła się do Blaise'a. - Słuchaj, nie mam zielonego pojęcia czy to działa, ale nie zaszkodzi spróbować. Chodzisz na wróżbiarstwo?
- Nie – odpowiedział chłopak.
- Chodziłeś kiedykolwiek? Masz jakieś predyspozycje do wróżbienia, mówił ci ktoś kiedyś coś takiego? Ktoś w twojej rodzinie wróżył, nie wiem.. widzisz codziennie w fusach kawy ponuraka?
- Nie, nie i nie.
- Okej. Nikt nie obiecywał że będzie łatwo – westchnęła dziewczyna. - W każdym razie, u Trelawney gówno się nauczyłam, ale rok temu miałam z Firenzo i wtedy.. No dobra, mamy przedmiot, który należy do osoby zagubionej. Mamy osobę, która może mieć zdolności do jej znalezienia, a co najważniejsze zna zaginionego osobiście. Powinniśmy jeszcze czekać na jakąś ustaloną porę dnia, ale no nieważne. Aby go wzmocnić potrzebna jeszcze nasza pomoc..
- Co mamy zrobić? - przerwała jej Erin, czując jak drżą jej kolana. Ostatni raz czuła się tak zdenerwowana w lecie, kiedy czarodzieje napadli na dom Mary Anne.
- Włos z głów wyrwać, co najmniej czterech różnych osób będących zaginionemu służnym, po kropli krwi dwóch przeciwieństw uronić, od ognia czarodzieju nie bój się stronić, mocno się skupić na poszukiwanym, a odnajdzie się on w miejscu nieznanym – wyrecytowała Ginny. - W wolnym przykładzie musicie mi dać po jednym włosie.
Wszyscy jak jeden mąż rzucili się do wyrywania włosów i po chwili na kartce papieru przygotowanej przez gryfonkę leżało kilka, różnej długości i koloru.
- O co chodzi z tą krwią przeciwieństw, czy jak to tam było? - zapytała Helen.
- Dwie osoby, swoje kompletne przeciwieństwa we wszystkim, muszą oddać po kropli krwi.
- Jak na przykład ślizgon i gryfon? - upewniła się Erin.
- Dokładnie. Czyli ja..
- I ja – Draco przerwał wypowiedź rudej dziewczyny (Ginny uśmiechnęła się do niego cierpko) i zaczął grzebać w swojej skórzanej torbie. Wyciągnął z niej czarną sakiewkę, w której znajdował się średniej wielkości nóż, ze srebrnym uchwytem. Po chwili ukuł się nim w palec, na którego opuszku pojawiła się natychmiastowo niewielka czerwona kropka.
- Twoja kolej – podał scyzoryk Weasleyównie, kiedy wyciskał kroplę krwi na papier.
Kiedy Ginny powtórzyła jego czyn, Erin złożyła kartkę i podpaliła ją swoją srebrną zapalniczką.
- Okej Blaise, twoja kolej. Skup się. - Ginny złapała chłopaka za ramię.
Zabini ścisnął mocno szalik Notta i zamknął oczy.
Theodore...Theodore Nott.. Theo... Nott
Okrągłe okulary, potargana ciemne czupryna, trochę za długi nos, niebieskie oczy, lekki uśmiech... Theodore śmiejący się, Theodore zdenerwowany, Theodore palący papierosa, Theodore zbulwersowany, Theodore smutny..
Nott zasypiający na podłodze, Nott szczerzący się znad notatek, Nott pijany w trzy bele, Nott opowiadający śmieszną historię, Nott ze smutną miną opowiadający o rodzicach..
Theodore.. Theodore Nott.. Theo... NOTT!
Spóźnię się, on zorientuje się, że coś jest nie tak.
Muszę przyśpieszyć.
Szybszy oddech.
Rany Boskie Święte, muszę przestać tyle palić.
A chuj z paleniem, pewnie i tak został mi jakiś kwadrans życia.
O, jest tam.
- Nareszcie jesteś chłopcze. Świetnie, zaraz ruszamy.
- Kim jesteś do cholery?
- Twoim najgorszym koszmarem mój drogi.
Ciarki, zimny pot oblewa mój kark.
Mam ochotę zwymiotować ze strachu.
Trzask, trzask – słychać tylko chrobotanie szyldu knajpy pod którą stoimy.
Ach, pieprz się Świński Łbie.
Tak mnie zapamiętają ludzie. Theodore Nott, ten chłopak, którego zabili pod szkolną speluną..
Zabini zorientował się, że leży na podłodze, trzęsie się, a całe jego włosy są mokre od potu.
- Co się kurwa stało?! - zapytał Draco, szarpiąc jego sweter.
- Wszystko było okej, a nagle spadłeś na podłogę, zacząłeś mamrotać i warczeć – wyjaśniła Ginny, klękając obok chłopaka.
- Lockwood go ma – wycharczał Blaise, podnosząc się do pozycji siedzącej. Wierzchem dłoni otarł pot z czoła.
- O cholera – Erin zerwała się na równe nogi.
- Są pod Świńskim Łbem – wyrzucił z siebie po chwili. - Szybko, szybko mamy mało czasu.
Oprócz Blaise'a, tak naprawdę nikt nie miał zielonego pojęcia o co chodzi, co ma robić i po co, jednak wszyscy rzucili się w stronę drzwi. Złapali tylko różdżki, zostawiając torebki, płaszcze (oraz piwa!) na pastwę losu.
- MAMY JAKIŚ PLAN?! - zawołał Draco w biegu.
- NIE SĄDZE! - odkrzyknął Blaise, przyspieszając.
- PO PROSTU TAM WPADNIEMY I KRZYKNIEMY WAL SIĘ LOCKWOOD? - upewniła się Erin, dysząc ciężko.
- LEPIEJ MIEĆ JESZCZE RÓŻDŻKI W POGOTOWIU! - odpowiedziała jej Ginny.
- BĘDZIEMY SIĘ Z KIMŚ BIĆ? - zapytał Yaxley, doganiając Blaise'a.
- BIĆ TO MAŁO POWIEDZIANE! - zawołała Erin.
- ZLEJEMY SUKINSYNA TAK, ŻE NAS POPAMIĘTA! - Draco uśmiechnął się mściwie pod nosem.
Dwie, może trzy minuty później zatrzymali się pod Świńskim Łbem.
- Widzicie ich tutaj gdzieś? - zapytał Draco, mając wrażenie że zaraz wypluje swoje płuca.
- Nie – odpowiedziała Helen, rozglądając się dookoła.
- Chodźcie – Blaise kiwnął głową.
Weszli pomiędzy knajpę a dom stojący obok i ruszyli przed siebie z zamiarem udania się na jego tyły. Za lokalem znajdowało się średnich rozmiarów podwórko. Było ciemne, zagracone i dosyć nieprzyjemne.
- Nadal ni... - zaczął Yaxley, jednak nie dane mu było skończyć.
- Och, witam – rozległ się cichy, zimny głos zza ich pleców. Wszyscy jak na komendę odwrócili się w jego stronę. - Cóż sprowadza tyle wybitnych osobistości do mojej skromnej osoby?
- Gdzie jest Nott? - warknął Blaise, mając ochotę splunąć na Lockwooda.
- Och, tutaj – mężczyzna wskazał palcem do góry.
Nott stał na dachu Świńskiego Łba. Miał skrępowane nogi, ręce oraz spory knebel w ustach. Wymamrotał coś, jednak przez knebel zrozumienie go nie było możliwe.
- Co on powiedział? - zastanowił się Draco. - Czuje swąd?
- Dla mnie to bardziej brzmiało jak „wypierdalajcie stąd" - odrzekła Ginny.
- Słuchaj, nie mam zielonego pojęcia o co ci chodzi, ty chory skurwielu, ale masz stąd w tym momencie się od nas odwalić, albo cię zabije – powiedział Blaise lodowatym tonem, ignorując rozmowę przyjaciół.
- Tout, tout panie Zabini, proszę się tak nie gorączkować! - zaśmiał się cicho Lockwood. - Aż się panu oczka czerwone robią ze złości, nie, nie, tak nie można.
Draco spojrzał na przyjaciela. Rzeczywiście, jego tęczówki przybrały krwiście czerwoną barwę.
„O Chryste panie.."
Malfoy dokładnie w tym momencie zrozumiał o co tutaj chodziło.
- Ty naprawdę myślisz, że nas pokonasz? - zaśmiał się Zabini, ignorując słowa zakapturzonego człowieka. - Co z tego, że jesteśmy o połowę młodsi? Jest nas o wiele więcej i wszyscy mamy różdżki. Mógłbym cię rozwalić Avadą jakieś pięć minut temu, ale jestem zbyt ciekawy o co tutaj do ciężkiej cholery chodzi.
- Och, czyżbym naraził się na gniew szóstki uczniów Hogwartu? Och, cóż za nietakt z mojej strony – Lockwood zaśmiał się głośniej. - Panie Zabini, czyżbym pana zdenerwował?
Blaise poczuł, że wszystko się w nim gotuje.
Chciał mu zadać ból. Chciał go zabić. Chciał widzieć jak cierpi. Chciał..
- BLAISE NIE! - krzyknął Draco, ale było za późno.
Na twarzy Lockwooda pojawił się czerwony ślad, jakby mała rana po goleniu. Z sekundy na sekundę powiększała się, na policzku mężczyzny pojawiły się stróżki krwi.
Lockwood syknął.
- Zabije cię – warknął Blaise.
- Nie sądzę - „czarny" machnął od niechcenia ręką, a Blaise wyleciał w powietrze na dobrych kilka metrów i odrzuciło go na przeciwległą ścianę.
Pozostała piątka zastygła w bezruchu.
- Przepraszam za użycie przemocy – westchnął Lockwood, zcierając dłonią krew płynącą po jego twarzy. - No cóż, mam to czego chciałem moi drodzy. Teraz muszę już odejść, ale nie martwcie się.. Szybko się zobaczymy.
Lockwood zniknął, leżący na ziemi Blaise jęknął, a Theodore nie trzymany już żadnymi więzami krzyknął i spadł z dachu na trawnik z gracją worka kartofli.
Kwadrans później, kiedy okazało się, że Theodorowi oprócz niewielkich zadrapań i paru siniaków nic się nie stało, a na Blais'ie nie było widać nawet śladu draśnięcia (chociaż uskarżał się na „kurewski ból kręgosłupa") wrócili w ciszy do Wściekłej Mandragory, ignorując ciekawskie spojrzenia barmana.
- Czy ktoś nareszcie może mi wytłumaczyć o co tutaj chodzi? - powtórzyła swoje pytanie sprzed pół godziny Helen.
- Jeżeli masz na myśli całą historię, to za chwilę – powiedziała Erin. - Czy ktoś wie jaki cel miał ten cały cyrk?
- Nie wiecie? - zapytał zdziwiony Draco.
Reszta popatrzyła na niego zdezorientowana.
Wszyscy oprócz... Ginny.
- To dobrze Weasley, że mam chociaż jednego kompana w grupie, który potrafi myśleć – westchnął blondyn. - Theo, co powiedziałeś kiedy wychodziłeś?
- Żeby Blaise oddał mi Historię.
- Czemu to powiedziałeś? - drążyła ruda dziewczyna.
- Z początku chciałem dać wam jakoś do zrozumienia, że jestem w niebezpieczeństwie, ale stwierdziłem, że nie będę was narażać – odparł chłopak, rozmasowując zaczerwienienie na czole.
- I w żaden sposób tego nie kodowałeś? - upewnił się Draco.
- No co ty stary. Nie chciałem, żeby się wam coś stało.
- Dokładnie tak myślałem – kiwnął głową Malfoy. - Theodore nic nie zakodował, Blaise. Wyczytałeś to z jego myśli, bo dokładnie to chciał powiedzieć jeszcze chwilę wcześniej. Może nawet z zachowania, wyczułeś jego nastrój czy coś w tym stylu. Lockwood czuł, że w jakiś sposób dowiemy się o porwaniu Notta. Myślę, że nawet nie miał to być Nott – miał to być ktokolwiek, kto pierwszy pójdzie do kibla. Lockwood chciał złapać jednego z twoich przyjaciół Blaise.
- Ale po co? - zapytał zrezygnowany Zabini, podpalając entego papierosa.
- Chciał cię wkurwić, nadal nie rozumiesz? Chciał sprawdzić, czy dzięki temu, że kula rozwaliła się na twoim czole posiadłeś całą jej wiedzę. I niestety, wszystko poszło zgodnie z jego planem.
- Teraz rozumiecie? - odezwała się Ginny, wzdychając i ignorując „Nie" Helen. - Na dzisiaj nie było zaplanowanej żadnej większej akcji. Miał po prostu sprawdzić Zabiniego. Doprowadził go do szału, zobaczył, że potrafi czytać w myślach, w pewnym sensie wróżyć, że świecą mu się oczy na czerwono. No i oczywiście przypieczętowałeś fakt tym, że rozwaliłeś mu mordę stojąc w odległości paru metrów od chłopa i nawet nie miałeś w ręku różdżki.
Blaise schował twarz w dłoniach.
- Czyli wystawiłem mu się jak na tacy?
- Dokładnie.
Zapadła cisza.
- No dobra, a teraz ktoś opowie nam o co do kurwy nędzy tutaj chodzi – odezwał się Yaxley, nie znoszącym sprzeciwu tonem.
Erin westchnęła i zaczęła opowiadać od początku, a reszta wtajemniczonych była tak sfrustrowana, że nawet nie zdobyła się na wytknięcie wulgaryzmu wypowiedzianego przez ich kochanego prefekta.
- Podsumowując – odezwała się Helen kwadrans później, chcąc zebrać do kupy wszystkie informacje. - W wakacje nie wiadomo dlaczego banda ludzi przebranych na czarno wpadła do was do domu, chciała jakąś kulkę. Zabili waszą ciotkę, a Blaise przez przypadek dostał tą kulką w głowę. Teraz dzieje się z nim coś dziwnego, a oni najprawdopodobniej na was polują?
- Mniej więcej, okroiłaś to jednak o cały patos i uwznioślenie nas, jako odważnych herosów – stwierdził Draco, podpalając papierosa.
- Zresztą, przykro mi zauważyć Helen, ale nie na nich, a na nas – odezwał się Yaxley, poprawiając kołnierz od białej koszuli. - Zważając na to, że widzieliśmy teraz całe zajście, a zresztą pewnie będą chcieli złapać wszystkich przyjaciół Blaise'a, to jesteśmy w tym bagnie tak samo jak oni.
Zabini jęknął.
- O matko, sorry że was w to wciągnąłem...
- Nie, stary kompletnie nie o to mi chodziło – Sam pokręcił głową. - Nie jesteśmy na ciebie źli, to zupełnie nie twoja wina. No, dobrze, może jestem troche wkurzony, że dopiero teraz się o tym dowiaduje.
- Właśnie! - Helen po chwili zastanowienia zaśmiała się - Ludzie, nareszcie coś zaczyna się dziać w naszym nudnym życiu!
Wszyscy popatrzyli na nią jak na szaloną, jednak zmęczeni skrajnymi emocjami, które przejęły nad nimi kontrolę w ciągu ostatniej godziny, jak jeden mąż wybuchnęli głośnym (może zachodzącym na histeryczny) śmiechem.
Po raz kolejny chciałabym przypomnieć o uprzejmej funkcji komentowania :). Naprawdę, moim marzeniem jest poznać Waszą opinię w stosunku co do opowiadania oraz wszelkie uwagi krytyczne – co zmienić, co poprawić.
Z góry dziękuje za czytanie!
