- Chcę znaleźć tego drania, który zamordował Jess.
Sam zrzucił bombę swobodnie, jakby to była najnormalniejsza rzecz jaką mógłby powiedzieć. Dean skinął głową, więc pewnie była. Nie dla mnie.
- Czy on właśnie powiedział zamordował? - spytała Brenda potwierdzając, że usłyszeliśmy to samo. - Jess została zamordowana?
Chciałem powiedzieć, że to był pożar. Coś z przewodami, wypadek. Ale zanim zdążyłem otworzyć usta ugryzłem się w język. Nie było mnie tam, Brendy też nie. Jedynymi ludźmi, którzy naprawdę wiedzieli co się stało tamtej nocy byli Jess, która nic już nie mogła powiedzieć i Sam, który powiedział, że to był wypadek. No i Dean.
- Policja twierdzi, że to był wypadek - powiedziałem w końcu próbując ogarnąć ten pomysł. Czy Sam wiedział coś, czego nie powiedział policji? Czego nie powiedział nam?
- Ale mówił... - Brenda zaczęła, ale jej przerwałem.
- Może nie może sobie z tym poradzić - próbowałem być racjonalny. - Może potrzebuje zrzucić winę na kogoś.
Potrzebowałem czasu na przemyślenie tego, ale w pokoju obok rozmowa ciągnęła się jakby nic niezwykłego nie zostało powiedziane.
- Dobrze się chociaż bawiłeś z przyjaciółmi? - Dean zmienił temat. - Poza tym, że zmuszali cię do powrotu do Stanford i... no wiesz... tym, że myślą, że jestem dla ciebie Najdroższym Braciszkiem - starał się obrócić to w żart, ale wyglądał na bardzo dotkniętego. Nie to spodziewałem się zobaczyć na jego twarzy.
Sam przeciągnął się górną połową ciała opartą o zagłówek i odwrócił się twarzą do kamery. Smutny uśmiech przemknął mu po ustach.
- Przez jakiś czas - odpowiedział cicho. - Przez jakiś czas mogłem znów udawać, że jestem jednym z nich - potrząsnął głową. - Ale teraz to bardziej oczywiste niż kiedykolwiek, że nie jestem - westchnął ciężko, a ja i Brenda wymieniliśmy spojrzenia. Z tej strony żadne z nas nigdy nie widziało Sama i zastanowiłem się, czy to był ten sam Sam, którego znaliśmy. Co miał namyśli mówiąc o udawaniu?
- Jesteśmy dziwakami - wzruszył ramionami Dean i uśmiech Sama stał się ciepły i czuły.
- A ty? - ponaglił Sam. - Co ty robiłeś po tym jak mnie podrzuciłeś?
- Ah, Sammy. - Dean wyszczerzył się od ucha do ucha. - Miałem niezły ubaw. Poszedłem do baru, tego, który widzieliśmy wcześniej i stary, myślę, że moje urodziny przyszły wcześniej w tym roku - zrobił dramatyczną pauzę - bliźniaczki. Identyczne bliźniaczki, Sammy.
Sam przewrócił oczami, ale nie poprawił Sammiego.
- Więc mam szczęście, że nie byłeś zbyt... zajęty, żeby odebrać kiedy zadzwoniłem?
- Nah. - Dean machnął ręką. - Przekopywałem się przez raporty koronera. Uratowałeś mnie od wieczora pełnego nudnych badań. Oh, swoją drogą. Brakuje serc - dodał radośnie.
- Więc mieliśmy rację - powiedział Sam jakby brakujące serca to było coś dobrego. - I cieszysz się tym stanowczo za bardzo, wiesz o tym, co? Masz chorą obsesję na tym punkcie.
- Cóż mogę powiedzieć? Jestem prostym gościem z prostymi potrzebami. - Rozłożył ręce w geście bezradności. - A jak już jesteśmy przy prostych rzeczach. Jak długo utknęliśmy z twoimi kumplami z uniwerku?
- Do poniedziałku - odpowiedział Sam wcale nie wyglądając na szczęśliwego. - Może krócej, jeśli Cole da radę dodzwonić się po pomoc.
- Ekstra. - Dean opadł tyłem na swoje łóżko, gapiąc się na sufit. Zamilkli na chwilę, co pozwoliło wszystkim pytaniom krążyć swobodnie po mojej głowie.
- Okay. - Brenda wskazała na Deana na ekranie. - To jest przerażające. Raporty koronera? Brakujące serca? Co do cholery?
Właśnie te pytania, oraz parę innych, ale na żadne nie miałem odpowiedzi.
- Co my teraz zrobimy? - wymamrotałem do siebie, ale miałem nadzieję, że Brenda mi odpowie.
- Może powinniśmy pogadać z Samem? - brzmiała tak niezdecydowanie jak ja się czułem.
- I przyznać się do ego, że go szpiegowaliśmy? - Nie, to odpadało. - Poza tym, o co byśmy się go spytali? - przerwałem wyobrażając już sobie tę rozmowę. - No więc, Sam, szukasz mordercy Jess? O, a jak już rozmawiamy to nie nie zgubiłeś ostatnio jakichś serc? Przy okazji, udawałeś tylko, że jesteś naszym przyjacielem?
Przez tą małą rozmowę braci pojawiło się znacznie więcej pytań, ale nie było mowy o tym, żebym je zadał.
- To co? Mamy udawać, że wszystko jest w porządku?
- To nie tak, że Sam się gdzieś wybiera w najbliższym czasie. - Potarłem twarz. - I Dean też tu jest. Może uda nam się wyciągnąć z nich jakieś odpowiedzi.
Taa, to się tak świetnie sprawdziło wcześniej z Samem. Ale może jego brat nie był aż takim milczkiem.
Pukanie do drzwi wyrwało mnie z zamyślenia. Andrea wsadziła głowę do pokoju i oznajmiła obiad. Dean wciąż leżał rozłożony na łóżku i wyglądało na to, że podobał jej się widok. Uśmiechnął się do niej i zarumieniła się.
- Obiad będzie za dziesięć minut - powiedziała. - Jeśli jesteście głodni. Jesteście, prawda? Więc na dole. - Wskazała za siebie szczebiocąc bez sensu jak nastolatka.
- Dzięki, Andrea - odpowiedział Dean wciąż z tym uśmiechem. - Zejdziemy za parę minut. - Wyglądał jakby wolał ją na obiad i Andrea wydawała się nie mieć z tym problemu.
Chwilę później była już u nas i Brenda pośpieszyła, żeby zasłonić jej widok na komputer podczas gdy ja wyłączałem dźwięk. Ale Andrea nawet nie spojrzała na laptopa, prawdopodobnie zakładając, że znowu gramy.
- Obiad za dziesięć minut. - I już jej nie było.
- Mógłbym się przyzwyczaić do niektórych z twoich przyjaciół - powiedział Dean za co Sam rzucił w niego poduszką.
- Nawet o tym nie myśl.
- No weź, to długi weekend.
- Tak, i chciałbym przejść przez niego bez ciebie sypiającego z moimi przyjaciółmi. Już i tak będzie niezręcznie.
Z tym prawdopodobnie miał rację. Nawet jeśli nie brać pod uwagę tego, co właśnie usłyszeliśmy, Sam wciąż chciał wyjechać. A teraz utknął tu z nami i swoim bratem na dokładkę. Dean nie znał nas, a my jego.
Jednakże ja wciąż miałem co do niego swoje wątpliwości i ostatnie parę minut wcale nie pomogło.
Sam wstał ze swojego łóżka, przeciągnął się i szturchnął stopę brata.
- Miejmy to już za sobą - powiedział Sam i, przechodząc obok laptopa, zamknął go. Czas szpiegowania się skończył i wątpiłem, czy znów uda mi się go ustawić.
/txtbreak/
No więc nie ukrywam, że Wasze komentarze bardzo mnie motywują do pracy :) A jako że mamy długi weekend mogę się spokojnie oddawać uszczęśliwianiu siebie i Was. Potem mogę nieco zwolnić ale postaram się, żeby nie za bardzo.
limbo Luis jest nieco uprzedzony, czyż nie? ;) Strasznie mnie frustrował ale zakończenie jest bardzo satysfakcjonujące pod tym względem. Dziękuję, staram się :)
hymhym dziękuję Ci! Przez te kolejne kilka dni planuję dodawać codziennie i nieco zwolnić kiedy zacznie się tydzień. Cieszę się, że Ci się podoba :)
Jak zawsze dziękuję wszystkim i do zobaczenia niedługo!
