Wakacje rozpoczęły się szybciej, niż można było się tego spodziewać. Upały, które przyszły były naprawdę nieznośne, przez co jedyne, na co człowiek miał ochotę, to leżenie na kanapie, przed ogromnym wiatrakiem, jedząc lody i oglądając telewizję. Z ewentualną przerwą na inne, szczególniejsze przyjemności.. Przynajmniej tak było w przypadku Aomine, który nie był zbyt chętny do wyjścia na tę patelnię, niezależnie od próśb Kise. Może i częściowo uzasadnionych poprzez bardzo częste napastowanie blondyna przez ciemnoskórego.
- Wyjdźmy gdzieś, jest taka piękna pogoda.. A może! Jak w przyszłym tygodniu nie będę musiał jechać do szkoły, to wybierzemy się nad morze?- pytał, podekscytowany, szczerze mając ochotę w końcu zrobić coś dla siebie. Poleżeć na plaży, nabrać trochę koloru, zrelaksować się. Dopiero zaczął przyzwyczajać się do nowej sytuacji i choć czuł się przy Daikim coraz swobodnej, i niezaprzeczalnie szczęśliwiej, musiał jednak jakoś odreagować po nie tak dawnych wydarzeniach, które w dalszym ciągu pozostawały w jego pamięci. Bo choć ostatecznie doszedł do porozumienia z Kasamatsu, od tamtej pory ich kontakt, ku ogromnemu zadowoleniu Aomine, zmienił się na gorsze.
- A co będę z tego miał?- chłopak momentalnie wydał się być zainteresowany tym pomysłem, najwyraźniej samemu na jakiś wpadając. Odłożył pudełko z lodamim na stolik i odwrócił w stronę blondyna, zupełnie ignorując jego przerażone spojrzenie.- Bo chyba mogę się na to zgodzić.
- O nie, nie, nie. Aomine, przestań!- blondyn początkowo zaczął się śmiać, kiedy chłopak wsunął dłonie pod jego koszulkę i brutalnie zaczął drażnić skórę w okolicy pępka, ale nim Kise zdążył się uspokoić, co więcej, nim do niego dotarło w jakiej sytuacji się znalazł, chłopak już powalił go na kanapę i pochylając się nad nim wystraczająco nisko, zaczął całować szyję mężczyzny.- Ej! Zostaw..
- Jak mam na imię?
- O co ci chodzi tym razem?
- Pytam jak mam na imię.- powtórzył chłopak, swoim melodyjnym, niskim głosem, który sprawiał, że Kise naprawdę nie mógł się opierać.
- Daiki..
- A teraz zapamiętaj to i już nigdy więcej nie mów do mnie Aomine.
- Profesorze Kise, wezwałem pana do siebie, ponieważ mam ogromną prośbę.- powiedział dyrektor, gestem ręki nakazując blondynowi, żeby ten usiadł.
- Czy coś się stało?
- I tak, i nie. Chciałbym, żeby przygotował pan uczniów drugiej klasy do egzaminu poprawkowego.
Ryouta początkowo się nie odzywał, choć wiedział, że nawet nie powinien protestować, poczuł, że ściska go serce na samą myśl o oddalającej się od niego nieubłaganie wizji o miejscu na cieplutkiej plaży.
- Chyba nie mogę odmówić.- wysilił się na krótki śmiech, choć kompletnie nie miał na to ochoty.
- To naprawdę duża pomoc. Zajęcia będą się odbywały trzy razy w tygodniu, po trzy godziny. Oczywiście dostanie pan za to wynagrodzenie.
Zupełnie jakby to miało największe znaczenie..
Poranek okazał się być dla Kise naprawdę okropny. Pewnie głównie ze względu na fakt, że pogoda była naprawdę upalna, a on musiał wstać wcześnie rano, doprowadzić się do porządku, choć w najmniejszym stopniu nie miał na to ochoty, i pójść do szkoły. W dalszym ciągu średnio podobał mu się pomysł prowadzenia zajęć również przez wakację, bo choć wcale nie pracował w tej szkole długo, miał ochotę choć trochę odpocząć od swoich uczniów.
Na domiar złego, kiedy otworzył drzwi, mając już wychodzić, przed jego mieszkaniem stał Aomine. Blondyn zmarszczył brwi, przyglądając mu się podejrzliwie.
- Kim jesteś?
- O co ci chodzi?
- Daiki, którego znam, na pewno nie byłby na nogach o tej godzinie.- powiedział z przekąsem Ryouta, chcąc opuścić w końcu dom i zamknąć za sobą drzwi, ale ciemnoskóry zdecydowanym ruchem je zatrzymał.
- Przyszedłem cię przekonać, że lepiej ci będzie ze mną.
- Nie mam czasu się teraz z tobą przekomarzać.- westchnął Kise, podświadomie zdając sobie sprawę z tego, że może wcale nie być łatwo.
- Oj, daj spokój, możemy bardzo miło spędzić ten czas.- szepnął Aomine, tuż przy uchu blondyna, wywołując tym samym u niego zamierzoną reakcję. Ryouta już się rumienił, mając wyraźny problem z własną asertywnością. Przynajmniej do momentu, w którym ciemnoskóry nie zaczął go bezwstydnie obmacywać.
- Głupku, a co jakby ktoś nas zobaczył?!- krzyknął, odsuwając chłopaka od siebie i wykorzystując moment jego niezadowolenia, zatrzasnął szybko drzwi i przekręcił klucz.- Wracaj do siebie, ja muszę iść do pracy.
- Znajdź sobie zastępstwo.
- Nie, koniec tematu. Muszę lecieć.- już zmierzał w stronę schodów, kiedy to po raz kolejny został zatrzymany. Aomine odwrócił go w swoją stronę i przelotnie pocałował.
- Widzimy się później, Ryouta.
Był trochę oszołomiony, do nieprzewidywalnych i niczym nie skrępowanych zachować Aomine wciąż jeszcze się nie przyzwyczaił. I przeklinał chłopaka w duchu za to, że do tego stopnia udawało mu się wstrząsnąć jego sercem.
Na miejsce oczywiście dotarł spóźniony i był naprawdę wściekły, bo była to wyłącznie wina Aomine. Gdyby mógł się spodziewać, że faktycznie chłopak wstanie tak wcześnie, zapewne wyszedłby po prostu wcześniej. Zwłaszcza, że nie był pewien samego siebie.. Na całe szczęście uczniowie czekali już na niego w sali i nawet nie musiał się zbytnio namęczyć, żeby ogarnąć panujący chaos.
Była tylko jedna rzecz, która go wyprowadzała go znacznie z równowagi, z każdym jednym chrupnięciem.
- Mógłbyś schować jedzenie?- spytał, zwracając się do naprawdę wielkiego, fioletowowłosego chłopaka, siedzącego w ostatniej ławce.
Jak to możliwe, że wcześniej go nie zauważyłem?
- Huh?- chłopak uniósł na blondyna leniwe spojrzenie, ale nie wyglądał jakby miał go posłuchać.- Inni nauczyciele pozwalają mi jeść.
- Jak się nazywasz?
- Murasakibara Atsushi.
Kise przez chwilę milczał, przyglądając się chłopaki z uwagą. Był naprawdę dziwny, jakby coś wysysało z niego wszelkie energie życiowe i pozwalało tylko jeść.
- No dobra! Umówmy się tak.. Dopóki nie będziesz przeszkadzał innym i będziesz uczestniczył w zajęciach, nie ma problemu, w porządku?
Chłopak mierzył go spojrzeniem, z mrożąco beznamiętnym wyrazem twarzy, ale uśmiech blondyna chyba pomógł mu zgodzić się na tę propozycję. Skinął tylko głową, wycierając w spodnie palce ubrudzone chipsami i sięgnął po paczkę żelków.
- Na wstępie chciałbym rozdać wam kilka plików z zadaniami.- tym razem zwrócił się już do wszystkim uczniów. Spodziewał się pełnych załamania westchnień, ale postanowił się tym nie zrażać.- Nie chcę was karać, tylko zorientować się z czym macie problemy, więc zależy mi na tym, żebyście wszystko zrobili sami, okej?
Nikt się nie odzywał, ale kilkoro uczniów skinęło głowami, więc uznał, że może kontynuować.
- Takie zadania będziecie robić dzisiaj i jutro, a w piątek dostaniecie już ode mnie materiały. To do roboty.- wyciągnął z biurka całkiem pokaźny stos papierów i rozdał je kolejno każdemu.
- Za dużo..- jęknęła jedna z uczennic, a kilka osób tylko to potwierdziło.
- Niestety, od czegoś trzeba zacząć!
Po zajęciach bez zawahania postanowił udać się do Aomine. Choć ciężko było mu to przyznać przez samym sobą, autentycznie za nim tęsknił. Im dłużej myślał o ciemnoskórym, tym bardziej przyspieszał kroku i się rozpromieniał, i choć wiedział jak głupie i dziecinne to było, nie potrafił zapanować nad swoją reakcją.
Lepiej, żeby nie był tego świadomy, bo wtedy będę już całkowicie skończony..
Szybko dotarł na miejsce, a kiedy drzwi w końcu się przed nim otworzyły, pierwszym widokiem, jaki uraczył jego oczy był wyraźnie zaspany Aomine w luźnych bokserkach. Choćby chciał, nie mógłby nie zwrócić na to uwagi. Na to idealnie umięśnione ciało, potężne ramiona, wyrzeźbiony brzuch..
Mam naprawdę przechlapane.
- Nie wstyd ci spać o tej godzinie?- usiłował odgonić od siebie złe, bardzo złe myśli i bez ostrzeżenia wszedł do środka.
- Gdybym nie wstał tak wcześnie, teraz nie musiałbym tego odespać.- mruknął, przeciągając się leniwie, po czym bezwstydnie poprowadził blondyna do swojej sypialnii.- To wszystko twoja wina.
- Wiedziałeś, że muszę wyjść.
- A ty, że nie chciałem, żebyś wychodził.
Był blisko. Zdecydowanie zbyt blisko, żeby Kise mógł ot tak zignorować jego obecność. Z każdym dniem upadał dla tego egoisty coraz niżej, ale co gorsza, nawet nie próbował się niczego po drodze łapać. Po prostu oddawał mu się jak na tacy. To nawet trochę śmieszne, bo naprawdę nigdy wcześniej nie zachowywał się w ten sposób. Zawsze miał więcej, samokontroli, dystansu. Ale przy Aomine nie potrafił taki być, oj nie. Dlatego też nie protestował przy pierwszym pocałunku, ani przy żadnym następnym. W dalszym ciągu nie czuł się całkowicie pewny siebie, ale jakie to miało znaczenie, kiedy to ciemnoskóry wszystko prowokował i bez zawahania brał to, na co tylko miał ochotę.
Kise czuł się coraz bardziej rozpalony i przestawał nad sobą panować, do momentu, w którym nie zadzwonił jego telefon. Speszył się wyraźnie, ale Aomine wyraźnie nie miał zamiaru przestać całować jego szyi, obojczyków, i niebezpiecznie sunąć dłonią coraz niżej.
- Nie odbieraj.
Nie odpowiedział. Po chwili telefon też przestał dzwonić. Na bardzo krótko, bo zaraz potem znów rozległa się wesoła melodia. I po raz kolejny, i jeszcze raz.
- Może to coś ważnego.- sapnął blondyn, wyślizgując się z objęć niezadowolonego chłopaka i sięgnął szybko po telefon. Nieznany numer.- Słucham?
Cisza.
- Halo?- odezwał się znowu, ale po drugiej stronie słuchawki wciąż ktoś milczał.
- Kto dzwoni?
- Nie mam pojęcia..
Miał zamiar spytać ostatni raz, ale Daiki wyrwał mu telefon i bardzo szybko zajął go znowu swoją osobą.
Kiedy wracał już do domu, dostał wiadomość. Sądził, że to Aomine, może o czymś zapomniał, ewentualnie, co było akurat mniej prawdopodobne, Kurokocchi, więc treść szczerze go zdziwiła. Co więcej, był to ten sam numer, z którego wcześniej ktoś do niego dzwonił. Wejdź do kawiarni na rogu. Zmarszczył brwi, rozglądając się nerwowo dookoła. Co to miało być? Jakiś głupi żart? Początkowo chciał to zignorować, i choć czuł się dziwnie zaniepokojony, ruszył w stronę swojego domu. Myślał, że na tym się skończy, albo raczej miał taką nadzieję, ale wtedy jego telefon zadzwonił raz jeszcze. To w przeciwnym kierunku.
- Co jest, do cholery..- mruknął pod nosem, znowu rozglądając, ale naprawdę nie widział nikogo znajomego.
I choć ogarnął go mały lęk, postanowił to sprawdzić. Wziął głęboki wdech i wszedł do środka, początkowo nie dostrzegając nikogo, ale w końcu..
To chyba się nie dzieje, prawda?
