Status związku z SVM - 'to skomplikowane'


10. Odkąd wampiry wkroczyły w moje życie, zdążyłam się nauczyć nieco o nich i o ich świecie. Teraz nie byłam już tak naiwna, jak kiedy zetknęłam się z nimi po raz pierwszy. Klapki zaskoczyły w mojej głowie i wszystko stało się jasne: wampiry były nieskończenie praktyczne i bardzo interesowne.

Straszne podejrzenie uderzyło mnie i osiadło gdzieś w żołądku. Czułam się, jakby ktoś wlał we mnie miarkę rozgrzanego ołowiu.

- Dlaczego nigdy dotąd nie próbowała mnie wykorzystać? – zapytałam bardzo cicho.

Ścisnęłam dłoń Erica tak mocno, że gdyby był człowiekiem, pewnie krzyknąłby z bólu. Przeczucie druzgocącej zdrady sprawiało, że krew zaczęła huczeć mi w skroniach.

- Śmiem twierdzić, że próbowała – przyznał szczerze Eric.

To było to. Moment, w którym moje życie rozsypywało się na kawałki. W jednej chwili zrozumiałam wszystko.

Chciałam odwrócić wzrok, ale nie mogłam.

- Kto? – zapytałam bez tchu.

Mój głos był ochrypły, złamany. Nie poznawałam go.

- Sookie – powiedział Eric.

Słowo miało w sobie proszący ton, którego nigdy nie słyszałam u Szeryfa Erica. Zimny dreszcz spłynął mi po kręgosłupie.

Nie.

Nie, nie, nie! To nie może być prawda.

- Sookie, spójrz na mnie. Nie miałem z tym nic wspólnego. Ani ja, ani Pam.

Jestem zadowolona, że w tym momencie patrzyłam mu w oczy. Wiem, że Eric ma tysiącletni trening w kłamaniu, ale byłam pewna, że mówił wtedy prawdę. Poczułam minimalną ulgę. Eric mnie nie zdradził. Jeśli się nad tym zastanowić, to było logiczne – gdyby manipulował mną dla królowej, to unikanie przekazywania mu poleceń odnośnie mnie nie miałoby sensu. Ale w takim razie…

- Kto? – powtórzyłam.

Tym razem to Eric odwrócił twarz (co samo w sobie było niepokojące – nie podobało mi się, że unikał mojego spojrzenia), nie dość szybko jednak, bym nie zdążyła dostrzec czegoś, co przeraziło mnie chyba najbardziej ze wszystkiego – cienia współczucia.

- Eric! Kto?! – krzyknęłam.

- Nie mam jeszcze dowodów. I to nie ja powinienem ci powiedzieć – jego głos był mroczny i przepełniony gniewem.

Eric znał odpowiedź. Nawet, jeśli nie wiedział wcześniej, odgadł ją. W jego tonie słyszałam pewność. Wychwyciłam też słowo „jeszcze".

W głowie dźwięczało mi jedno imię, ale nie potrafiłam wypowiedzieć go na głos, by potwierdzić ostatecznie podejrzenie o najgorszej zdradzie mojego życia, która miała rozedrzeć moją duszę na strzępy. Nie chciałam nawet myśleć o odpowiedzi, którą podpowiadała mi logika. Jakby z wielkiej oddali usłyszałam głos Erica:

- Jesteś zmęczona. Powinnaś się położyć. Chodźmy do domu.

- Nie powiesz mi, prawda? – zapytałam z goryczą.

- Nie – przyznał. – Ale dopilnuję, żebyś dowiedziała się prawdy. A teraz chodź. Potrzebujesz snu.

Skinęłam drętwo głową. Było mi wszystko jedno. Czułam się, jakby coś we mnie umarło. Kurczowo złapałam się mechanizmu wyparcia i starałam się nie dopuścić do siebie myśli, że moje podejrzenie może być prawdziwe, dopóki nie będę mieć niepodważalnego dowodu.

Eric rzadko składał obietnice i wiedziałam, że dotrzyma słowa. Kiedy już będę mieć pewność, będę mogła zwinąć się w kłębek i umrzeć naprawdę.

Pozwoliłam Ericowi poprowadzić się do mojego domu. Prawie nie zarejestrowałam faktu, że za progiem wziął mnie na ręce i bez słowa zaniósł mnie do sypialni. Nawet moje ciało nie zareagowało w żaden sposób na jego bliskość. Patrzyłam w sufit, kiedy położył mnie na łóżku, ściągnął moje buty, a potem przykrył mnie jak dziecko. Gdybym miała wtedy do tego głowę, zauważyłabym, jak niezwykłe było jego zachowanie. Przez cały czas, gdy wykonywał metodycznie wszystkie te czynności, nie wypowiedział ani jednego słowa, a jego twarz nie zmieniła neutralnego, kompletnie nieodgadnionego wyrazu.

Palące kwestie nie pozwoliły mi zapaść się głębiej w mój stan.

- Co z Gladiolą? – zapytałam głucho, bo to było najpilniejsze.

- Zadzwonię do Catalidesa. Zawiadomię go, co się stało i dowiem się jak najwięcej.

Poczułam głęboką ulgę. Nie miałam wcześniej czasu o tym pomyśleć, ale zdałam sobie sprawę, że nie uśmiechało mi się zawiadamianie prawnika o śmierci jego bratanicy. Cieszyłam się, że ktoś inny zrobi to za mnie. Spojrzałam na Erica, który usiadł obok mnie na łóżku.

- Co z ciałem?

- Zajmę się tym.

W tej chwili byłam mu taka wdzięczna, że miałam ochotę go pocałować. Musiał to wyczuć, bo przysunął się do mnie bliżej.

Pieprzyć to – pomyślałam nagle.

Kierując się impulsem zarzuciłam mu ręce na szyję i uniosłam się z zamiarem cmoknięcia go w policzek, ale oczywiście w ostatniej milisekundzie odwrócił głowę i moje usta wylądowały na jego ustach, które nie wypuściły mnie szybko. Eric wsunął jedną rękę pod moje plecy, a drugą we włosy na mojej potylicy zamykając mnie w pełnym objęciu. Wydał zadowolony pomruk, który robił cudowne rzeczy z moim obolałym sercem i ciałem. Pocałunek był idealny, leniwy i bardzo słodki, ale podszyty trzymaną na wodzy pasją. Pozwoliłam magii Erica działać i na moment zapomniałam o wszystkich okropnych rzeczach, które mi się przydarzyły, o wszystkim poza Erikiem i niezaprzeczalną przyjemnością, jaka płynęła z prostego aktu całowania się z nim. Z ochotą zatraciłam się w tym uczuciu. Bóg mi świadkiem, potrzebowałam tego. Była to najlepsza terapia relaksacyjna, jakiej kiedykolwiek doświadczyłam.

W końcu, kiedy zaczynało mi brakować tchu, uwolnił moje wargi i położył mnie z powrotem na poduszce, ale pozostał pochylony nade mną, a otaczające mnie ramiona nie zmieniły pozycji. Jego złote, rozpuszczone włosy opadały mu na oczy i łaskotały mnie w twarz. Przez moment na jego twarzy gościł osobliwy wyraz, prawie jakby całując mnie sprawdzał coś i teraz usiłował ocenić wyniki tej próby. Chwila minęła tak szybko, że nie byłam pewna, czy coś mi się nie przywidziało i rysy Erica zrelaksowały się ponownie. Na jego ustach igrał uśmiech.

- Jeśli takie podziękowanie dostaję za spalenie martwego rozpołowionego półdemona, – powiedział konwersacyjnym tonem – to co dostałbym za pozbycie się całego żywego demona pełnej krwi?

- Możesz sprawdzić, jeśli jakiś będzie próbować mnie zabić – mój umysł nie funkcjonował w pełni. Byłam dziwnie odrealniona.

Zamknął oczy i wciągnął z rozkoszą powietrze.

- Mmmm, Sookie – wymruczał. – Pachniesz bosko.

Zdałam sobie sprawę, że czuje krew i uderzyłam go w ramię. W odpowiedzi otworzył oczy i wyszczerzył się w promiennym uśmiechu. Ani drgnął. Droczył się ze mną. Oczywiście miał wysunięte kły. Drań.

Chciałam być na niego wściekła, ale nie miałam nawet siły porządnie się rozgniewać.

- Ależ, bez nerwów. Przecież cię nie ugryzę – powiedział tym samym tonem, po czym dodał: nieproszony.

Przeszedł mi po plecach niepożądany dreszcz – dokładnie wiedziałam, w jakiej sytuacji byłabym skłonna błagać go, by mnie ugryzł i miała ona wiele wspólnego z pożądaniem właśnie.

Nagle zdałam sobie sprawę, co ze mną robił, niezależnie od tego, czy był to jego świadomy zamiar, czy nie – rozpraszał mnie. Kiedy tylko uzmysłowiłam sobie ten fakt, czar prysnął. Cały ciężar dzisiejszej nocy powrócił i poczułam się znów okropnie. Łzy zakręciły mi się w oczach. Zacisnęłam mocno powieki i naciągnęłam kołdrę na nos. Schowałabym się pod nią całkiem, gdyby nie to, że była przytrzaśnięta ciałem Erica.

- Odejdź – wydusiłam ledwie słyszalnym głosem i poczułam, jak jedna ze zbierających się łez spływa mi po policzku.

Nie chciałam go obrazić, więc po krótkiej pauzie wymamrotałam jeszcze:

- Proszę.

Nie byłam na niego zła (a może raczej: nie byłam zła na niego, bo na kogoś byłam), po prostu potrzebowałam oddać się rozpaczy w samotności. Nie chciałam, by ktokolwiek był świadkiem mojego upokorzenia. Wbiłam palce w brzeg kołdry i trzymałam ją tak kurczowo, że jestem pewna, że zbielały mi knykcie.

Eric milczał dłuższą chwilę. Czułam na sobie jego spojrzenie. Potem pochylił się nade mną raz jeszcze (czułam, jak jego włosy kładą się miękko na mojej rozpalonej od płaczu skórze) i powoli spił łzy z moich powiek, po czym zlizał słoną kroplę z mojego policzka, powtarzając językiem dokładnie mokry ślad, który nakreśliła spływając z kącika mojego oka. Zmniejszyłam siłę, z jaką zaciskałam powieki, w miarę jak moje rysy zaczęły się nieznacznie rozprostowywać pod wpływem jego zabiegów.

Zaczerpnęłam głęboko powietrza w kilku przerywanych haustach. Wstrząsnął mną bezgłośny szloch.

- Dobrych snów, moja słodka – powiedział w końcu Eric, prosto do mojego ucha.

Przymiotnik „słodka" nie brzmiał w tym kontekście zupełnie niewinnie. Pocałował mnie na dobranoc w skroń, zwlekając nieco, zanim oderwał usta od mojej skóry, po czym wypuścił mnie z ramion (mimo że sama chciałam pozbyć się go z mojej sypialni, natychmiast odczułam boleśnie brak kontaktu) i wstał.

- Cieszę się, że Felicja była tam dziś w nocy – powiedział miękko od drzwi zamiast pożegnania zadziwiając mnie po raz kolejny tego wieczoru.

Eric Northman prawie powiedział mi, że mnie lubi.

- Dobranoc, Ericu – wyszeptałam.

- Dobranoc, Sookie.

Nasłuchiwałam dźwięku zamykających się nim drzwi. Jakiś czas później moje okno wypełniło się ciepłą, migotliwą poświatą od ogniska i wiedziałam, że to Eric pali na podjeździe ciało Gladioli. Zasnęłam zanim ogień zdążył wygasnąć.


Jak zwykle czekam na wieści.