Ostrzeżenia: to co zwykle i hm... sugestywne sceny
Zakończenie działalności panny D'artoix rozważała też Lavender, obecna w atrium jako korespondentka „Proroka". Uważnie obserwowała całą scenę, nie bez złośliwości. Blondynka należała do licznego grona osób nie cierpiących Jeanne D'Artoix chociaż z innych powodów niż inni. Nie chodziło tylko o to, że kobieta głosiła mniej lub bardziej bzdurne hasła, lecz jeszcze wygłaszała je tonem przywodzącym na myśl Dolores Umbridge. Podobnie jak różowa zmora, miała zwyczaj, by całkowicie próbować zdominować rozmówcę, którego traktowała z wyższością. Nie ważne czy chodziło o uczniów szkoły czy też osoby o niepoprawnych poglądach.
Sama Lavender miała za sobą okres buntu, uczestnicząc w GD oraz Bitwie o Hogwart. Głośno przeklinała tych, co uważali posiadanie czystej krwi za uzasadnienie do prześladowania innych. Nieudane małżeństwo z Ronem Weasleyem, oraz jego liczne ekscesy, pokazały boleśnie, że prawi i sprawiedliwi rzadko kiedy bywają inni od tych, których krytykują za chęć zachowania jakiegoś porządku społeczeństwie. A swoich zwolenników często traktują tylko minimalnie lepiej niż wrogów. To konserwatywna kuzyna Elaine oraz jej otoczenie pomogli jej wyjść z trudnego okresu, nie zaś zwolennicy praw uciskanych. Czyściciele w swoich chaotycznych i nieprzemyślanych działaniach przypominali dawny Zakon Feniksa. Głosili ich hasła i równie nieudolnie działali, co organizacja-matka. Z tym, że dodali do swoich działań chuligańskie zachowania i zachowania pierwotnego człowieka, przynajmniej wobec czarownic. Ona też nie zapomniała, co jej zrobiono i jak to odbiło się na jej relacjach z otoczeniem.
Teraz zaś była w trakcie pisania wysoce złośliwej notatki o wydarzeniach w Polsce. Poziom złośliwości może nie był jeszcze zbyt zbliżony do Rity Skeeter, jej idolki, ale też w coraz mniejszym stopniu ustępowała jej w czymkolwiek. O tak, zdecydowanie potrafiła napisać dobrą relację. Pobyt w Polsce był dla niej świetnym sposobem na wykształcenie w sobie swoistej pewności siebie, co mogłaby osiągnąć w Magicznej Anglii, ale dopiero po kilku latach. Przebojowość, i paradoksalnie optymizm, Polaków bardzo korzystnie na nią wpłynęły. Cormackowi zaś udało się przekonać do siebie Justycjariuszy dzięki zasadzie „Kiedy wejdziesz między wrony, musisz krakać jak i one". Zaczęli go zabierać na akcje dzięki czemu mógł wiele się nauczyć. Ulica Bazyliszka powinna być obligatoryjnym miejscem szkoleniowym dla wielu młodych kadetów Akademii Aurorów Angielskich.. Bez współczucia obserwowała ambasador francuską, której zresztą niewielu okazywało. O tak, pobyt w Polsce był owocny dla obojga. Cormack poznał ulicę Bazyliszka, zaś dzięki eliksirom na kaca oraz rozcieńczając alkohol mógł wydobywać z nich informacje. Lavender była wielce dumna z męża, a sama zasięgała wszelkich plotek. Uważnie słuchała opowieści, doskonale pamiętając, w jaki sposób kuzynka Elaine potrafiła wykorzystać ministerialne plotkary dla zdobywania informacji.
Lavender została zaproszona na bankiet na zamek królewski, jako dziennikarka „Proroka". Ubrana w długą niebieską szatę wyglądała elegancko, co pomagało dyskretnie poruszać się po parkiecie. Dostrzegła Hermionę z Lucjuszem oraz Bellę z Rudolfem. Nawet z dość dużej odległości widać było lodowate powitanie między Aleksandrem Orłowskim a panią Malfoy. Lavender z ciekawością obserwowała Natalię, ściskającą rękę swego dostojnego kompana. Obserwując tę dwójkę wyraziła pogląd, że owa para była czymś więcej niż parą zwyczajnych kochanków. Lecz wówczas nic jeszcze nie umiała w pełni nazwać.
Lavender przeniosła wzrok z Natalii i JKM, i poczęła uważnie obserwowała Hermionę, popijając przy tym ostrożnie poncz. Nauczyła się, by uważać na wszelkie napoje na polskich bankietach. Kilka kaców gigantów potrafiło wiele zasugerować i wymusić niejedno, toteż piła z wielką wstrzemięźliwością. Nie spuszczała też wzroku z Natalii, słusznie zgadując, że kobieta nosiła wartą fortunę biżuterię.
- Hermiono, co za spotkanie! – powiedziała Lavender, podchodząc do dawnej koleżanki z klasy.
- Lavender? A co ty tutaj robisz?
- Jestem zagraniczną korespondentką „Proroka" – wyjaśniła blondynka ciepło – a ty jesteś tutaj z powodu?
- Lucjusz odwiedza przyjaciela – wyjaśniła Hermiona mając przy tym lekko zasmuc.
Rozmawiały jeszcze przez chwilę, podczas kiedy Malfoy toczył intensywną rozmowę z Aleksandrem. W którymś momencie arystokrata o platynowych włosach zaśmiał się diabolicznie, po czym delikatnie zaczął prowadzić przyjaciela w kierunku obu kobiet. Zamierzał kontratakować, co zawsze go radowało.
- Pani McLaggen – zaczął z drapieżnym uśmiechem – co za spotkanie, nie oczekiwałem spotkać starych znajomych aż tak daleko.
- Wasza Wysokość, panie Malfoy – odparła witając arystokratów z pełnym zadowolenia uśmiechem – jestem zagraniczną korespondentką „Proroka" i korzystam właśnie z polskiej gościnności.
- Ręce Rufusa sięgają daleko, skoro kuzynka jego żony jest korespondentką – kontynuował Lucjusz gładko.
- Intrygujące – odparł Aleksander z uśmiechem chytrego lisa, tak częstym u polityków różnych opcji politycznych działających na terenie obu polskich światów - zatem mam przed sobą krewniaczkę Elaine Scrimgeour, pani McLaggen – mówiąc to akcentował każdą głoskę wpatrując się głęboko w oczy Lavender i dyskretnie smagał jej umysł swoim, by wybadać i określić prawdziwość jej działań - musi pani koniecznie opowiedzieć więcej o swej kuzynce. Sława jej ogłady oraz elegancji dotarła aż tutaj, jak widzę mam kolejny powód by gratulować Rufusowi rozsądnego wyboru żony, co bywa rzadkością w ostatnich czasach. Czyżby miała pani pusty kieliszek pani McLaggen? Wielce to nieuprzejme – powiedział Aleksander z promiennym uśmiechem.
Lavender oczywiście wyraziła radosną chęć, nie rozumiejąc wówczas przytyku wobec Hermiony. Dopiero widząc jak dawna koleżanka z klasy zaciska pięści, zaczęła patrzeć uważnie na całą grupę. Zanotowała w głowie, by powiedzieć Elaine o, w żaden sposób niemaskowanej, niechęci polskiego króla do pani Malfoy. Czymże Hermiona aż tak podpadła temu skądinąd szarmanckiemu mężczyźnie?
- Dziękuję Wasza Wysokość – odparła Lavender zarumieniona od ilości komplementów, które tego wieczoru na nią spłynęły – zaś w „Proroku" z pewnością znajdzie się wzmianka o pańskiej uprzejmości.
- Z pewnością pani McLaggen. – odparł Aleksander na pożegnanie czule całując w rękę Lavender dalej ją leglimując.
Lavender zdążyła wysłać niejeden list na temat Jeanne D'Artoix, wyjaśniając kuzynce jak wielce Polacy nie cierpią francuskiej ambasador. Teraz zaś dojrzawszy marny jej koniec zrozumiała, że powinni uważać, bowiem Aleksander Orłowski nie jest kimś, z kim można toczyć zbyt śmiałą grę.
. . . . . . . . . . . . .
Elaine Scrimgeour czytała raport swej kuzynki z nieopisaną radością. Codziennie wstawała rano, by zjeść śniadanie razem z mężem. Zamierzała pilnować, by Rufus zjadł coś pożywnego przed wyjściem do pracy. Jeśli nie nakaże skrzatom przygotowania, on gotów zapomnieć a przecież musi o siebie dbać. W końcu wiek robi swoje, a mężczyźni niezależnie od tego ile mają lat bywają często jak dzieci. Jak by to o niej świadczyło gdyby przestał być taki… zadbany?
Siedziała na wygodnym krześle samej tylko koszuli nocnej, na szczęście dość przyzwoitą by pokazać się w takowej przed dziećmi. Odkąd w ich domu przybyło małych domowników, musieli się z Rufusem pilnować. Nie żeby nie potrafili rzucać zaklęć ciszy oraz prywatności, lecz Elaine wyznawała zasadę, że ostrożności nigdy dość, zwłaszcza jeśli w sypialni ich zachowanie ciężko uznać za przyzwoite. Rufus powtarzał, że ciśnie w siebie avadą, jeśli kiedyś po pracy przyjdzie niezainteresowany swoją młodą żoną.
Miała na sobie długą, zdobną koszulę nocną w kolorze zwanym écru. Wynalazła cudo w sklepie z mugolską bielizną i założyła ku wielkiemu zadowoleniu męża. Szata opadała miękko aż do samej ziemi, zakrywając co trzeba a jednocześnie zwracając haftami oraz dekoltem uwagę na piersi. Elaine z zadowolenie zauważyła, że po urodzeniu dwójki dzieci uległy trwałemu powiększeniu, co skłaniało Rufusa do chodzenia dumnym jak paw. Szerokie, długie rękawy nadawały całemu strojowi elegancji, co powtarzała Rose Weasley, córka Lavender i rudej pomyłki magicznej Anglii.
Elaine oglądała zdjęcie francuskiej ambasador krzywiąc z obrzydzeniem. Wyraziła głośno wątpliwość co do zachowania polskiego króla wobec bądź co bądź posła. Co prawda udział w „Marszu Szlam" nie uważała za właściwie zachowanie, ale polskie prawa nieco ją przerażały. Oficjalnie jednak wspierała politykę męża, a nawet napisała kilka listów do Polski. Ponieważ nie było tak królowej, napisała do Liliany, w danej chwili najwyższej rangą damy na dworze. Wysłanie Czyścicieli stanowiło doskonały pretekst by wysłać podziękowania i wyraz podziwu dla doskonale rządzonego kraju.
„Dziękujemy pani Scrimgeour za ciepłe słowa" – brzmiała odpowiedź – „dobrze wiedzieć, że w zalewie szaleństwa na Zachodzie Europy powstał bastion normalności". Oczywiście mogła, a nawet winna była pisać listy jako żona Ministra Magii. Lavender zapewniała, że polskie gazety cenią jej elegancję, co dodawało jej odwagi. Wiedziała też, że Aleksander Orłowski do bólu przypomina angielskich czarodziei czystej krwi, którzy co prawda akceptowali ją jako potomkinię rodziny czystej krwi, lecz posiadanie matki Mugolaczki nijak nie pomagało. Dlatego pewnie Elaine wykazywała życzliwość wobec Hermiony i sceptycyzm wobec Polaków. Jej matka to czarownica mugolskiego pochodzenia, ktoś kto w Polsce nie miałby praw wyborczych. Czytała książki o dziwnym systemie politycznym w dalekim kraju, lecz zachowała dla siebie wątpliwości. Powinna wspierać męża w działaniach.
- Lavender pisała, że Lucjusz był na bankiecie na zamku królewskim w Warszawie, ponoć zabrał Hermionę. Ciekawe jak im poszło – zaczęła Elaine.
- Gdyby Lucjusz odniósł sukces, zapewne by wiele razy o tym wspominał – odparł z przekąsem Rufus - Wątpię czy Hermiona wywarła dobre wrażenie na Orłowskim. To konserwatysta z krwi i kości – stwierdził fakt Minister
- Hermiona to dobra osoba – szepnęła Elaine – popełniła błędy, ale czy to ją przekreśla?
- Trwa w takowych, co nie może się podobać nikomu. Poza tym nie chcę, by Lucjusz zaczynał politykę niezależną ode mnie, korzystając ze swej pozycji. Dla arystokratów jak on, czy Orłowski, zawsze będę po prostu urzędnikiem – wyznał posępnie – W tym momencie jednak, to problemy Francji są dla nas wymarzoną sytuacją – mówiąc to miał podejrzanie błyszczące oczy - zatem Orłowski wywlekł ambasador Francji, doskonale! – teraz już nawet nie udawał, po prostu miał minę dziecka, które zgubiło się w sklepie z zabawkami i wcale nie szukało drogi powrotnej
Elaine wysłuchała męża, mając wyraźnie mieszane uczucia. Pragnęła powodzenia planów Rufusa, lecz wciąż nie wiedziała co też powinna zrobić. Naprawdę polubiła ongi Hermionę, zaś odkąd pogodziła się z Ginny nie żywiła już żadnych pretensji do Gryfonki. Ale przede wszystkim musiała stać za mężem, któremu podawała teraz jego ulubioną bułeczkę. Dbała o niego, zaś Rufus tamtego dnia miał ogromny apetyt. Zadbała o takowy wieczorem, kiedy to nie dała mu za szybko zasnąć. Po urodzeniu drugiego dziecka nabrała pewności i wyraźnie wyrażała chęć by mąż o niej pamiętał oraz nie zapominał o małżeńskich obowiązkach. Nie zapominał, przyciskają ją do ich szerokiego, miękkiego łoża nie tracąc czasu na zbędne działania, czy nadmierną subtelność. Tego oboje potrzebowali.
- Myślisz, że niedługo wyślemy swego ambasadora do Polski? – zapytała przeczesując jasne włosy.
- Mam takową nadzieję i oby to nie był Draco Malfoy. Masz może kochanie ochotę pojechać na koncert Feliny?
- Tej śpiewaczki? – zapytała – a może Percy i Audrey by pojechali, moja obecność będzie co najmniej dziwna, lecz oni..…
- Słusznie, Percy jest potomkiem upadłej rodziny, ale ambitnym i powinien wywrzeć dobre wrażenie, przekonując że po prostu uwielbia śpiewaczkę.
. . . . . . . . . . . . .
Lucjusz w tym czasie zakupił bilety dla Draco i Pansy. Koncert Feliny stanowił wielkie wydarzenie towarzyskie i tylko najdroższe miejsca wciąż pozostały wolne, a on był gotów zapłacić naprawdę dużo za takowe. Wyrzucenie francuskiej ambasador na zbity pysk oznaczało zmianę pytania „czy" relacje angielsko-polskie ulegną pogłębieniu na „kiedy". A wówczas Lucjusz miałby o wiele większa szanse na inwestycje oraz interesy za granicą. Francja pod rządami Trudearoro była wielce niestabilnym i nieprzewidywalnym krajem, z którego należało raczej wyprowadzać pieniądze niż takowe inwestować. Polska sprawiała wrażenie o wiele bardziej obiecującego partnera, lecz Lucjusz należał ongi do śmierciożerców, a Polacy nie cierpieli tak Voldemorta jak i Zakonu. Nie mógł nawet marzyć o robieniu interesów bez dogadania się z miejscowymi magnatami. A oni za nim nie przepadali, odkąd cała magiczna Europa odtrąbiła powrót Voldemorta a on został wskazany jako śmierciożerca.
Ostatnie spotkanie z Saszą przebiegło fatalnie. Dawny druh nie tylko zwymyślał go za wybór żony, to jeszcze zarzucił oportunizm oraz zmianę poglądów. Doskonale przybierał postać urażonej przyzwoitości, co musiał mu przyznać Lucjusz. Cholerni politycy i ich gadki.
- Nie bredź mi tutaj o miłości - syczał urażony Aleksander, a magia wokół niego wirowała – kochasz li tylko wpływy i pieniądze, zaś małżeństwo z Mugolaczką z pewnością zabrzmiało wielce przekonująco.
- Podolak jest Mugolakiem a mimo to się z nim przyjaźnisz – nie dawał za wygraną Lucjusz.
- Nie jestem w przeciwieństwie do ciebie maniakiem czystości krwi – Aleksander sprawiał wrażenie urażonego – to nigdy nie było naszą tradycją w Polsce, zaś przed wprowadzeniem Kodeksu Tajności Czarów, król jednej części był uznawany w drugiej. Czarodzieje pierwszego pokolenia mogą być bezcenni, lecz nie tacy jak twoja druga żona, która nie raczy poznać i uszanować naszych zwyczajów. Zakuwa te swoje książki, lecz niczego nie rozumie. Lecz to nie ja się z nią męczę – tu na twarzy króla była widoczna ulga i lekka złośliwość - lecz w jaki sposób można tobie ufać, że na nowo całkowicie nie zmienisz poglądów?
Lucjusz dlatego właśnie zamierzał wysłać Draco. Draco nie można było zarzucić zmian poglądów, a wszelkie błędy młodości można było wyjaśnić wpływem wychowania oraz ojca. Nie chciał przyznawać się do błędów, ale niestety w przypadku polskiego króla nie działało ni przekupstwo ni zastraszenie. To Lucjusz był petentem.
Siedzieli akurat przy śniadaniu w Malfoy Manor. Dzieciaki biegały akurat w ogrodzie, ciesząc się promieniami sierpniowego słońca. Wrześniowa pogoda bywała naprawdę okropna, toteż korzystali z okazji. Abraxas i Scorpius latali na dziecięcych miotełkach, koniecznie chcących wykazać który z nich jest lepszy w zawodach. Narcyza Hermiona przeglądała jakąś książeczkę, prychając na podobne zabawy, wzorem matki. Lucjusz okropnie pokłócił się z żoną po powrocie z Warszawy, obwiniając niewyparzony język Hermiony za klęskę wyprawy.
- Mam coś dla ciebie Draco – powiedział Lucjusz patrząc na swego pierworodnego – mam nadzieję, że lubisz Felinę?
- Tę śpiewaczkę – odparł Draco, po czym dodał - Pansy ją uwielbia.
- Doskonale, zatem chętnie pojedziecie do Warszawy, na jej koncert – wyjaśnił. Nie. On po prostu ogłosił swoją decyzję jak za starych dobrych lat.
- O co ci chodzi ojcze? – zapytał Draco marszcząc brwi – interesy z polskim królem? Ale przecież on ..…
- Hermiona zadbała bym nie mógł zrealizować moich planów – Lucjusz spojrzała nienawistnie na żonę – zaczęła przy Saszy wygłaszać idiotyczne tezy, by Mugolacy mogli brać udział w wolnej elekcji. Nie przyjął tego dobrze.
- Lucjuszu – zaczęła czarownica pojednawczym tonem.
- I dlatego musisz pojechać Draco – powiedział Lucjusz – to wielce nieuprzejme krytykować cudze zwyczaje będąc czyimś gościem – spojrzała lodowato na żonę.
- Te zwyczaje są złe, Mugolacy mają takie same prawa jak inni – upierała się, zaś jej twarz przybrała ten sam wyraz zaciętości jak wówczas kiedy mówiła o stowarzyszeniu WESZ.
- Nie tobie ustalać prawa w Polsce – powiedział zimno Lucjusz – dlatego właśnie musisz jechać Draco. Jesteś synem Narcyzy, to pomoże – zapewnił.
- Ale co mama…? – zaczął zdezorientowany młodszy Malfoy.
- Sasza się w niej zadurzył podczas swego pobytu w Anglii. Byliśmy wówczas zaręczeni, ale gdyby nie to, stary Cygnus Black radośnie by ją wydał za niego. Był cudzoziemcem rzecz jasna, lecz z dość znamienitej rodziny by ów fakt nie miał znaczenia. No i jego matka była księżniczką, to wielce się podobało. Nigdy nie zaszkodzi zagrać na starych sentymentach.
Hermiona słuchała z zaciśniętymi ustami. Lucjusz był na nią tak wściekły, że od dwóch tygodni spał poza ich sypialnią zaś w czasie dnia często się mijali. Obwiniał ją za zrujnowanie planów na robienie interesów w Polsce, co okazywał dobitnie. Szydził bezlitośnie z jej wątpliwości co do polskiego prawa, co być może właśnie tym bardziej wepchnęło ją w towarzystwo ludzi z Zakonu Feniksa.
Nawet Andromeda Lestrange była przeciwna. Przyszła do nich w pierwszą sobotę września, razem z dziećmi. Zamierzała wypytać Lucjusza o wizytę a zwłaszcza o to, co też wyprawiała w czasie owego wypadu Bella. Kiedy weszła do posiadłości w eleganckiej, ciemnoszarej szacie jasnym było jak wielce przypomina Narcyzę. Chociaż miała ciemniejsze włosy, nosiła w sobie nieopisany czar sióstr Black. W elegancko ułożonych włosach, delikatnym makijażu oraz szatach pasujących do jej statusu sprawiała wrażenie młodszej niż przed wojną. A może to zasługa regularnych, nocnych starań Rabastana?
- Lucjuszu, czy możesz mi powiedzieć co Bella wyprawiała w Warszawie? Wczoraj znalazłam ją i Rudolfa leżących w salonie, bez szat. Ponoć nie po raz pierwszy!
- Popiliśmy nieco i Bella nie dotarła do łóżka w gościnnej komnacie – wyjaśnił Lucjusz – pięknie wyglądasz, małżeństwo ci służy.
- O tak, a teraz porwę twą żonę na spacer.
Starsza czarownica chwyciła rękę Hermiony i ruszyły w kierunku ogrodów posiadłości. To był piękny, słoneczny dzień zachęcający do wyjścia na zewnątrz. Andromeda zaś zamierzała porozmawiać z Gryfonką a przy okazji przejść po pięknym ogrodzie.
- Co się dzieje? Co zaszło w Warszawie? – zapytała troskliwie – nie możesz krytykować cudzych zwyczajów będąc w obcym kraju – zauważyła Andromeda, po wysłuchaniu opowieści.
- Ale oni mają złe prawa i nie dają takim jak ja możliwości głosowania w wolnej elekcji! To nieuzasadnione przywileje i…
- I ja się buntowałem ongi przeciw światu – powiedziała powoli Andromeda – lecz ostatecznie, to właśnie rodzina, którą porzuciłam wyciągnęła do mnie rękę w krytycznej chwili. I wśród ludzi, od których się odwróciłam znalazłam moją miłość. Też myślałam, że zmienię świat, ale nie rewolucje prowadzą społeczeństwo na przód. Masz męża i dzieci, nie niszcz tego w imię źle rozumianej chęci wyzwalania innych. – tłumaczyła cierpliwie czarownica i spojrzała na nią wzrokiem zmartwionej matki - Przemyśl moje słowa.
I Hermiona przemyślała sprawę, lecz słowa rozwagi przyszły w złą chwilę. Wciąż miała świeżo w pamięci kąśliwe uwagi Aleksandra, a także lodowate przyjęcie w Warszawie. Fakt, że Lucjusz spał poza ich sypialnią tylko zwiększał jej wściekłość, bowiem przywykła do regularnego pożycia małżeńskiego.
. . . . . . . . . . . . .
W dalekiej Polsce mężczyzna o ciemnych włosach także zamierzał omawiać swoje plany małżeńskie. Aleksander starannie przygotował się do rozmowy z rodzicami, których zdanie wiele znaczyło w tak ważnej kwestii. Niedzielne przedpołudnie wydawało się odpowiednim czasem na podobne spotkania.
Elegancka i wciąż piękna, mimo zaawansowanego wieku, pani Anastazja Orłowska szła pewnie zamkowymi korytarzami. Dzięki zaklęciom i eliksirom czarownice mogły zachować młodość znacznie dłużej niż kobiety Mugoli zwłaszcza, kiedy miały dość funduszy na zakup takowych. Zaś księżna Anastazja, jak na nią mówiono, z pewnością do takowych należała. Znała rozkład pałacowych korytarzy nieomal na pamięć, wszak wychowywała się w tych właśnie wnętrzach. Była córką jednego z poprzednich królów a i matką obecnego, co dawało jej bardzo wysoki status społeczny. Będąc kobietą dobrze po sześćdziesiątce wyglądała na mniej więcej czterdzieści, zaś ciemnoblond włosy spięte w kok, dodatkowo odejmowały jej lat.
- Co sprawiło, że nas zaprosiłeś Sasza? – zapytała ściskając syna.
- Wziąłem sobie do serca co mi mówiliście o ustatkowaniu się. Pragnę się ożenić – wyjaśnił spokojnie, acz z niebezpiecznym błyskiem w oku.
- Nareszcie podjąłeś decyzję – Liliana wyglądała na wielce uradowaną – czy chodzi o Natalię?
- Jaką Natalię? – zapytała zaskoczona matka i posłała synowi spojrzenie „zdumionego Bazyliszka" – to ty się z kimś spotykasz?
- Gazety trąbią o tym od początku lipca – powiedział nonszalancko – nie mów, że niczego nie zauważyłaś matko.
– Nie mam zwyczaju interesować się twoimi przelotnymi romansami – wyjaśniła cierpko kobieta i kontynuowała – zdaję sobie sprawę, że mężczyźni potrzebują nieco czasu, ale nie możesz… co to w ogóle za dziewczyna? Nie należy do naszej sfery, czyż nie?
- Nie – odparł lekko – ale od kiedy tak zwracasz uwagę na podobne sprawy? Zawsze lubiłaś Podolaka i nawet byłaś na jego ślubie z Gertrudą! Sama mówisz, że nasze rody wyginą bez dopływu świeżej krwi. Natalia nie pochodzi z magnaterii, ale z dobrej, średniozamożnej rodziny. Nie jest trzpiotką ni szczebiotką, pracuje w Instytucie Alchemii. Nigdy nie byłaś przeciwna takim osobom!
- Zaiste – skinęła głową – średnia szlachta to przyszłość naszego kraju, gdyby ta dziewczyna …
- Ma na imię Natalia – syknął – nie jest jakąś tam …
- Dobrze, zatem Natalia, to było wielce nieuprzejme – powiedziała Anastazja – gdyby zechciała wyjść za jednego z twoich kuzynów z bocznej linii, nie miałabym nic przeciw. Ale nie, to się nigdy nie uda. – odparła szczerze i usiadła na kanapie ze skrzyżowanymi rękoma obserwując uważnie syna
Wziął głęboki oddech i spojrzał na swoją matkę. Uśmiechnął się pewny siebie, nie dając po sobie poznać żadnych emocji. Dawno już zapanował nad swoim wyrazem twarzy, coś było niezwykle potrzebne w polityce.
- Ale nie dość dobra dla mnie, czyż nie? Nie zmienię zdania, nie chcę żadnej innej a już na pewno nie zamierzam dać się wyswatać. Dlaczego jesteście tak przeciw?
- Bo to nie takie proste synu – odezwał się po chwili dumny ojciec Pierwszego Obywatela – sam doskonale wiesz ile masz obowiązków. Twoja przyszła żona także będzie miała ich niemało, przywileje idą zawsze w parze z powinnościami. Nie wystarczy być uprzejmą dziewczyną, by zostać królową. Skąd wiesz, że ona… Natalia udźwignie ciężar? Czy wiesz czemu należy szukać sobie kompanów wśród swego środowiska? Bo tak jest najbezpieczniej. Gwarancji powodzenia nigdy nie ma, lecz są duże szanse. Dlaczego ona?
- Czy nie mam prawa wybrać kobiety?
- Masz, lecz myśl o konsekwencjach!
Nie doszło między nimi do kłótni, nie było rodzinnych klątw czy ostrych słów. Byli na to zbyt kulturalni i taktowni by używać ostrych słów. Myśl o mezaliansie nijak im nie odpowiadała, lecz perswadowali synowi zdanie powołując na trudność możliwych obowiązków, różnicę statusów która z czasem zacznie im ciążyć. Ostatecznie jednak zgodzili się dowiedzieć nieco o dziewczynie, chociaż sprawiali mniej niż zadowolonych wyborem syna. Ostrzegali, że dziewczyna może próbować podwyższyć swój status społeczny jego kosztem, a co najgorsze nie zdoła udźwignąć obowiązków.
- Ona jako jedyna traktuje mnie jak normalnego człowieka, ceni za coś więcej niż tytuł i nazwisko – wyjaśnił – mogę z nią godzinami rozmawiać, jest dla mnie partnerem w tak wielu sprawach a jej towarzystwo daje mi nieopisaną radość. Czy to już bez znaczenia?
- Musimy wiedzieć więcej o niej i jej rodzinie, ale nie podoba nam się twój wybór.
Natalia nie miała rzecz jasna pojęcia, że ktokolwiek może ją obserwować. I tak uważała na siebie bardziej niż kiedykolwiek, teraz kiedy gazety o niej pisały. Zaczynała być wręcz paranoicznie ostrożna wracając z pracy prosto do domu i unikając wypicia więcej niż lampki wina z kolegami z pracy. Wiedziała, że czarownica musi się pilnować a teraz miała dodatkową motywację. Ludwika rozumiała jej działania, chociaż uważała zachowanie Natalii za przesadne.
Zresztą Natalia musiała znosić złośliwe komentarze także ze strony bliskich. Młodsza siostra dosadnie dała znać co sądzi o jej wyborze, a sprzeczka którą miały zaciążyła na ich relacjach na dobre.
- Nie wierze, że to zrobiłaś – krzyczała Anuszka, obecnie mająca zacząć przedostatnią klasę – tyle razy mawiałaś jak bardzo pragniesz realizować swoje pasje, a tymczasem dołączyłaś do kochanek Orłowskiego! Jak mogłaś, ot tak zostać jedną z tych dziewczyn co wskakuj a do łóżka zamożnych facetów?!
- Nikomu nie wskoczyłam do łóżka i nie mów do mnie tym tonem – syknęła Natalia lodowato – spotykamy się, lecz ja nigdy… kocham go, lecz on jest dżentelmenem i nigdy mi nie uchybił.
- Wciskaj te bzdury naiwnym – Anuszka nie dawała za wygraną. Była upartą panną mającą niedługo siedemnaste urodziny – kochać to możesz kolegę z pracy a on jest królem i nigdy, przenigdy cię nie pokocha, i nie potraktuje poważnie. Masz prawie trzydzieści lat a wierzysz w bajki? Nie uchybił… a niby po co mama i ciotki dają ci eliksir?
- Nie potrzebuje eliksiru – warknęła Natalia wychodząc.
To było przed wyjazdem siostry do szkoły. Długo płakała po tej rozmowie, prawdę mówiąc przepłakała całą noc. Nie mogła wierzyć, że akurat Anuszka była tak okrutna, by wykrzyczeć w twarz obawy. Nienawidziła wówczas siostry i nie odzywała do niej podczas odprowadzania na Dworzec Centralny. To stamtąd odjeżdżał pociąg do Lwowa, podobnie jak z innych większych miast. Zwykle siostra przyjeżdżała do niej w ostatnich dniach sierpnia, kiedy to spacerowały po mugolskiej jak i magicznej Warszawie, plotkując i chodząc po sklepach czy kawiarniach. Chyba tylko dzięki eliksirom uspokajającym dała radę iść do pracy. Nie sądziła, że może stracić siostrę przez swój romans... romans na wszystkie bóstwa opiekuńcze nie robili nic poza całowaniem się!
Nie rozumiała co wstąpiło w Anuszkę. Owszem nieraz wyrażała swoje zdanie w zdecydowany sposób, lecz nie była okrutna. Wyśmiewała niektóre zwyczaje i przesądy, lecz teraz.. zwykle wspierała ją w planach kariery, sama snując marzenia o byciu dziennikarką oraz schadzkach ze swoim chłopakiem, Darkiem. Była zwyczajną, nieco zwariowaną dziewczynę lecz nie podłą. Natalia dawała sobie radę ze złośliwymi spojrzeniami w pracy a listy od nieznanych nadawców paliła bez czytania. Na to była przygotowana, lecz nie na zachowanie siostry. Dlatego pewnie łkała w poduszkę, a jakaś część jej marzyła by zamiast płakania w poduszkę, wtulić się w silne, męskie ramiona. Ale nie mogła… nie mogła. Musiała stawić czoło siostrze i innym, nieżyczliwym osobom. Musi być dzielna dla niego. By wciąż był z niej dumny, tak jak dotychczas. Dlatego nic nikomu nie mówiła, a jedynie codziennie szła do pracy, znajdując w pracy wyciszenie. Przygotowywanie raportów oraz czytanie takowych mogło pomóc w opanowaniu szalejących emocji.
. . . . . . . . . . . . .
Wrzesień przechodził powoli w październik, a koncert Feliny nadchodził wielkimi krokami. Pansy wyraziła konieczność zakupienia nowej szaty i zaciągnęła na zakupy Andromedę Lestrange. Draco nie protestował i dał nawet kartę Gringotta, o ile czarownice nie zaciągną go na zakupy. Miał szaty wyjściowe i nie potrzebował kolejnych. Dystans między Lucjuszem a Hermioną nieco zmalał, co zdecydowanie wyszło na zdrowie wszystkim.
Elaine zabrała Audrey na zakupy. Kobieta doskonale rozumiała znaczenie wizyty w Polsce, toteż zamierzała zadbać, by żona podopiecznego męża wypadła możliwie najlepiej. Audrey była wspaniałą dziewczyną, zaś odkąd relacje między Elaine i Hermioną nieco ostygły, zaczynała także uważać uzdrowicielkę za kogoś w rodzaju przyjaciółki. Ambitna, pracowita i zaangażowana pracownica Munga stanowiła odpowiednie towarzystwo dla żony Ministra Magii. Obie to rozumiały. Ruszyły w kierunku „Twilfitta i Tattinga", gdyż tylko damy mogły znaleźć odpowiednie szaty.
- Pani Scrimgeour oraz pani Weasley co za spotkanie – sprzedawczyni witała je ukłonami – czym mogę paniom służyć?
- Szatami wyjściowymi na koncert śpiewaczki – wyjaśniła Elaine – a jednocześnie coś, co będzie godne by wystąpić na bankiecie w towarzystwie wielu ważnych czarodziei.
- Ach, koncert Feliny w Warszawie! Mam coś odpowiedniego.
Czarownica faktycznie znalazła odpowiednią szatę. Sięgające do ziemi, lekko dopasowane cudo z jasnoniebieskiego jedwabiu wspaniale podkreślało figurę Audrey. Młoda kobieta aż pisnęła na widok swego odbicia w lustrze, patrząc na samą siebie z zachwytem. Elaine od razu kupiła szatę, nie pozwalając Audrey nawet spojrzeć na cenę. Zabójczą cenę, lecz sojusz z Polską był wart takowej.
- Pożyczę ci coś z mojej biżuterii – zaoferowała się Elaine – musisz olśnić wszystkich. Nie możemy pozwolić by Lucjusz Malfoy wcisnął swego syna na placówkę!
- Wyrzucenie francuskiej ambasador otwiera nam drogę – zauważyła Audrey.
- Oczywiście, zaś Doris i Mafalda mówiły, że widziały Pansy Malfoy na zakupach, oni też pewnie jadą do Warszawy. Lecz nie możemy się poddawać.
Audrey skinęła głową, opowiadając co też usłyszała na korytarzach św. Munga. Jako uzdrowicielka zawsze miała oczy i uszy szeroko otwarte, nasłuchując wszelkich potencjalnie ważnych informacji. Ludzie bywali dość gadatliwi w poczekalni, zaś sprytni słuchacze potrafili wyłowić ważne informacje z ogólnego jazgotu.
Niedawno przyszła Amfitryta Greengrass wraz ze swoją córką Dafne. Odwiedzali krewniaczkę, która rodziła swoje pierwsze dziecko i jako taka oczywiście wielce to przeżywała. Prawie każda młoda matka wielce się denerwowała, zaś odwiedziny kobiet z rodziny miały pomóc przejść przez trudny okres. Ploteczki prawie zawsze pomagały opanować nerwy, zaś Audrey idąc na zwyczajowy obchód podsłuchała wielce ważną rozmowę.
- Lucjusz wrócił z Warszawy niepyszny – mawiała pani Greengrass – wcześniej raz po raz wspominał swoją przyjaźń z Aleksandrem Orłowskim a teraz nic!
- Ale co się stało? – zapytała leżąca w skrzydle porodowym kobieta.
- Wiele – odparła złośliwie matrona rodu Greengrass – a przede wszystkim Hermiona Malfoy, wszyscy wiemy o jak zaangażowaniu w walkę o prawa skrzatów domowych i wilkołaków. No i ktoś życzliwy doniósł o tym Saszy… znaczy polskiemu królowi.
- Mamo, skąd znasz…? – zaczęła Dafne.
- Poznaliśmy się lata temu, przed pierwszą wojną, kiedy on... znaczy Aleksander Orłowski przyjechał do Anglii na praktykę jak mawiali, to było w czasach kiedy oba kraje miały placówki dyplomatyczne – my w Warszawie, a Polacy w Londynie. Niestety Polacy zwinęli placówkę, kiedy Lord Voldemort zaczął działalność, i do tego jeszcze ta fatalna wizyta Knota w Warszawie – westchnęła z niesmakiem pani Greengass - dość, że poznałam wówczas niezwykle uprzejmego i szarmanckiego młodzieńca z dobrej, zagranicznej rodziny. Byli z Lucjuszem w podobnym wieku, uwielbiali bankiety, polowania i politykę więc oczywiście szybko się zaprzyjaźnili. Och, do dzisiaj pamiętam jak wchodzili razem na bankiet w wyjściowych szatach i jak na wyścigach prosili do tańca wszystkie panny, każdą z nas obsypując komplementami – matrona wydawała się wielce rada na samo wspomnienie – Lucjusz potem kilka razy gościł w Polsce i chyba ci dwaj naprawdę zostali przyjaciółmi, ale potem Lucjusz przystąpił do śmierciożerców, och żebyście słyszały jakiego wyjca dostał od swego dawnego kompana! Dość rzec – zniżyła głos – że określenie „podnóżek wchodzący w tyłek wariatowi" to jedyne co się nadaje do powiedzenia na głos. No a potem Lucjusz ożenił się z Hermioną Granger, ponoć z miłości, pokazując jednocześnie odcięcie od ideologii śmierciożerów. No i stąd zapewne doszło do wielkiej sprzeczki!
- Skąd tyle wiesz mamo? – zapytała Dafne z podziwem.
- Nie mam siatki szpiegowskiej jak Elaine Scrimgeour – wyjaśniła pani Greengrass wyraźnie podziwiając żonę Ministra – po prostu piłam wino z Bellą, a ona pomimo wielu zalet i ogromnej mocy nie umie trzymać języka za zębami, więc opowiedziała między innymi o wielkiej kłótni „drogiego Saszy" z Lucjuszem oraz występie Hermiony Granger..
Audrey nie usłyszała nic więcej, ale i tak zameldowała wszystko Elaine. To tylko zwiększało ich szanse, co zauważyły diabolicznie chichocząc kiedy już doszły do posiadłości państwa Scrimgeour. Z radości dwa zaprzyjaźnione małżeństwa wypiły z radości niejeden toast, zakończony wylądowaniem za szczelnie zamkniętymi drzwiami sypialni.
. . . . . . . . . . . . .
Natalia widziała eleganckie zaproszenie na koncert. Patrzyła z podziwem na staranne, eleganckie pismo swego ukochanego, stając przed odwiecznym problemem kobiet: w co powinna się ubrać. Potrzebowała odpowiednio eleganckiej szaty, ale raz, że wybór takowych ją kompletnie przerażał a dwa, że niektóre kosztowały fortunę.
- Daj im czas – Liliana zapewniała brata by zachował cierpliwość – zaskoczyłeś ich, muszą spokojnie przemyśleć sprawę. I martwią się o ciebie.
- Wiem, muszą wiedzieć, że Natalia ani mnie nie skompromituje ani nie zechce podwyższyć swego statusu moim kosztem. A ty? Czemu tak mnie popierasz?
- Bo znam cię od dziecka i widzę ile szczęścia daje ci ta dziewczyna. Jeśli kocha cię i zapragnie uczynić szczęśliwym, ma we mnie oddaną przyjaciółkę, ale jeśli skrzywdzi zostanę JEJ śmiertelnym wrogiem. –stwierdziła poważnie, a w jej oczach pojawiły się niebezpieczne błyski zapowiadające rundę tortur w razie gdyby Natalia poszła tą drugą ścieżką - Czy zaprosiłeś ją już na koncert Feliny? – zapytała, by odwrócić uwagę brata
- Oczywiście, jak możesz pytać!
- Doskonale braciszku, a teraz daj swoją kartę bankową. No już bez gadania! - nakazała nie znoszącym sprzeciwu tonem.
- Czy wyjaśnisz mi co planujesz? – zapytał patrząc na siostrę uważnie.
- Udam się z twoją Natalią na zakupy. Dziewczyna ma głowę na karku, a ja zadbam by miała szaty, które wszystkich rzucą na kolana.
- Jesteś najwspanialszą siostrą na świecie – powiedział dając mały, plastikowy przedmiot – i wybierzcie coś w odcieniach granatu. Mam dla niej prezent z szafirami.
- Rozumiem – odparła nieco wyniośle - w granacie będzie czarująca.
Natalia kilka razy czytała list od Liliany Krzemień, z którą rozmawiała ledwie parę razy, lecz która była jej życzliwa. Oczywiście zgodziła się na wyjście na lunch do „Pyłku Magii", zastanawiając co też właściwie tamta ma w planach. Znalazła prawie idealną szatę w „Białej Damie" i zamierzała takową kupić. Ale po spotkaniu.
Wciąż dochodziła do siebie po kłótni z siostrą. W pracy, tak Ludwika, jak i Michał pytali czy wszystko w porządku. Wykręciła się bólem głowy, nie chcąc mówić o siostrze. Co było do powiedzenia? Słowa Anuszki bolały, ale nic nie mogła zrobić. Jeszcze latem razem z siostrą planowały kariery, jedna w alchemii druga w dziennikarstwie, jedna miała szefować Instytutowi a druga „Polskiej Czarownicy". Teraz wszystko przepadło. A co najgorsze ona nie zrobiła połowy rzeczy, o które ją oskarżali.
Ruszyła w kierunku „Pyłku Magii", do bardzo dobrze znanej sobie, prywatnej komnaty. Pracownik od razu ją poznał i bez pytania wskazał drogę. Skinęła głową czując chęć by po prostu usiąść wygodnie.
- Pani Krzemień przybędzie nieco później. Czy podać pani coś do picia? Lekką przekąskę, a może prasę?
- Gazeta starczy, dziękuję – odparła Natalia.
- Herbaty też nie? – pytał kelner – proszę się nie krępować, oczekiwanie może potrwać a to wielce nieuprzejme, by gość czekał bez niczego.
Ostatecznie zgodziła się na herbatę tłumacząc, że nie chce się objadać przed lunchem. Zasiadła na fotelu, zamierzając czytać gazety tak lokalne, jak i europejskie na które rzucono zaklęcie tłumaczące. Dla ciekawych dostarczano tez mugolską prasę, lecz Natalia czytała aktualnie „Kurier".
- Bardzo przepraszam za spóźnienie, poprzednie spotkanie się przedłużyło – Liliana była jak zawsze nienagannie uprzejma i elegancka.
- Nic się nie stało, pani – odparła Natalia – i mnie się nieraz przedłuży spotkanie.
- Zamówiłam już dla nas moje ulubione danie, bo nie wiem, jak ty Natalio, ale ja umieram z głodu – powiedziała Liliana – i nie mów mi „pani" jak jesteśmy w cztery oczy, brzmi to dziwnie biorąc pod uwagę, że mój brat za tobą szaleje. I raczej nie mówicie do siebie… nie, nie chcę wiedzieć.
- Muszę uzyskać pozwolenie jako … – zaczęła Natalia.
- Oczywiście, jesteś dobrze wychowaną wiedźmą. A teraz powiedz czy masz już suknię na koncert Feliny?
- Wypatrzyłam w „Białej Damie" bardzo ładną, kremową szatę z…
- Nie – pokręciła głową Liliana – musisz mieć coś wyjątkowego, co rzuci na kolana gości. Idziemy na zakupy i bez protestów – nakazała widząc sprzeciw na twarzy kobiety – masz pięknie wyglądać, to sprawa wizerunku.
- Szata z „Białej Damy" jest elegancka, nie założyłabym… – nie dawała za wygraną Natalia.
- Sasza mówił, że jesteś uparta. Idziesz ze mną – nakazała Liliana – Sasza rozmawiał z naszymi rodzicami o swoich planach – wyjaśniła – nie będę kłamać, że skoczyli do góry z radości, ale potrzebują czasu. Musisz się zachowywać i nosić niczym panna z wysokiego rodu by uznali, że się nadajesz. Pomogę.
- Zatem oni uważają… rozważają… - dumała Natalia, nieco przerażona stanem rzeczy
- Nie powiedzieli „nie", a to już dużo – wyjaśniła Liliana – ja zaś zamierzam pomóc byś została w przyszłości moją siostrą. I mam dość czytania o romansach Saszy, chcę by się ustatkował i miał dzieci.
- Dziękuję – szepnęła Natalia, czując jak głos się łamie ze wzruszenia – nie śmiałam marzyć… co zatem powinnam założyć?
W odpowiedzi Liliana tylko zachichotała, po czym po lunchu zaciągnęła Natalię w kierunku najdroższych sklepów. Brunetka próbowała protestować, lecz druga z kobiet ją ignorowała. W pierwszym butiku nakazała podać wino, by nieco opanować stres, po czym zaczęła krytycznie przeglądać dostępne szaty.
Większość z nich nie podobała się Natalii. Lubiła klasyczne kroje, lecz wszystkie tutaj dostępne pasowały na o wiele starsze kobiety. „Masz rację, to coś dla kobiety w wieku mej matki, chodź". I tak wylądowały w ostatnim, najbardziej kosztownym sklepie. Natalia wiedziała, że jedna apaszka tutaj kosztuje tyle co suknia w „Białej Damie". Lecz nic nie mówiła.
- Potrzebuję granatu – wyjaśniła Liliana – ale dla mojej młodej przyjaciółki – dodała patrząc na ciężką szatę.
- Ta powinna pasować – powiedziała sprzedawczyni podając długą, zwiewną kreację bez rękawów.
- Ale to na koncert Feliny! – zaprotestowała Natalia – nie mogę pójść z nagimi ramionami i tym dekoltem – jęknęła.
- Dekolt jest w sam raz – przerwała Liliana – lecz ramiona musisz przykryć, o to powinno pasować – wskazała na elegancką, białą narzutkę z jasnego jedwabiu.
- Nie będzie mi za zimno? – zapytała Natalia.
- O to już zadba mój brat – zachichotała Liliana, widząc młodszą czarownicę w sukni – bierzmy.
- Czy potrzebują panie dodatków? – pytała sprzedawczyni.
- Nie dzisiaj – odparła Liliana.
- Rozumiem, zakupy dopisujemy do rachunku? – upewniła się sprzedawczyni.
- Mamy tutaj otwarty rachunek – wyjaśnia Liliana zaskoczonej Natalii.
- A może panienka Natalia potrzebuje szat do pracy? Mamy nową kolekcję – kontynuowała sprzedawczyni z błyszczącymi oczami.
- Pokaż proszę – nakazała Liliana.
Ostatecznie Natalia wyszła ze sklepu z szatą na koncert a także dwiema szatami do pracy. Czuła, że czarownice z Instytutu ją za to znienawidzą. Czuła się coraz bardziej jak utrzymanka. Ale Liliana nawet nie dała dojść do głosu, czy zgłaszać wątpliwości. Teoretycznie nie powinna protestować, kiedy ktoś koniecznie pragnie dać prezent. Ale nie ma nic za darmo, „nie ma darmowych lunchy" mawiają Mugole. A mama oraz ciotki wyjaśniły czego mężczyźni oczekują za hojne podarki. Anuszka wykrzyczała jej to prosto w twarz a potem jeszcze napisała w listach. „Zawsze byłam z ciebie dumna, że miałaś dobre stopnie i zapragnęłaś odkrywać tajemnice alchemii. Chciałam być jak ty. A ty wskoczyłaś do łóżka czarodzieja, dla którego jesteś zabawką". Nikomu nie powiedziała o słowach siostry, ale czasem… czasem zastanawiała się czy nie powinna zrobić czegoś, co wszyscy jej przypisują. Przestać mu odmawiać i pozwolić…
Wiedziała, że tego pragnął. Mama, ciotki oraz kuzynki wyjaśniły jej wszystko, a także jak poznać, kiedy mężczyzna odczuwa zadowolenie. Pamiętała dokładnie swoje przebudzenie po bankiecie w sierpniu, a co najbardziej ją przerażało to reakcje własnego ciała. Bo zanim pojęła co i jak czuła się dobrze i nawet mocniej w niego wtuliła. Gdyby nie ogromna różnica statusu między nimi, być może zdołała by zapomnieć o zasadach. Owszem fascynował ją, uwielbiała z nim rozmawiać a pocałunki rozpalały ją do czerwoności. Smakowała każdą chwilę i cieszyła ze wszystkiego, nawet z drobnej notatki. Chowała takowe niczym skarby w szkatułkę. Nosiła też kolczyki od niego, wyobrażając że on w jakiś sposób trzyma jej dłoń, poprzez nie. Dzięki temu nabierała sił na wiele. Lecz jednocześnie pamiętała opowieści, które poznawała jako dziewczynka: o niewinnych pannach uwiedzionych i porzuconych przez magnatów. Te opowieści miały przypominać o ryzyku.
Któregoś dnia intensywnie rozmawiali o liście od Ministra Trudearoro. Wyrzucenie ambasador wywołało wściekłość Francuza, którą wyraził głośno wszem i wobec nazywając polskiego króla „wschodnim satrapą o manierach jaskiniowca", który co gorsza nie rozumie głębi jego skomplikowania, cokolwiek to miało znaczyć. Nie doszli do znaczenia słów, pomimo wypicia paru lampek wina w „Pyłku Magii" w owej prywatnej salce. Potem oczywiście przeszli, trzymając się za ręce, Babiogórską, ku uciesze gapiów. Potem planowała wracać do domu, na co jej nie pozwolił, nieomal siłą zaciągając ze sobą. Ona nie wiedziała czy aby na pewno czuje się pewnie na zamku.
- Boisz się mnie czy siebie – pytał patrząc prosto w oczy – bo chyba siebie – kontynuował składając na ustach gorące pocałunki.
Nie tylko na ustach zresztą. Całował jej policzki, szyję i odsłoniętą część dekoltu jednocześnie zsuwając dłonie w kierunku bardzo, ale to bardzo nieprzyzwoitych miejsc. Jej zdradzieckie ciało reagowało zachwytem na jego dotyk, nawet jeśli rozum krzyczał. A przecież miała eliksiry, podpowiadała rozsądna część.
- Chyba siebie samej – kończył z tym tak denerwującym jak i czarującym uśmieszkiem wskazującym na niczym nie zmąconą pewność siebie – pragniesz mi się oddać, a twój rozum krzyczy „nie".
- Tak zostałam wychowana – wyjaśniła – czy to złe, że kobieta pragnie zachować swój klejnot dla tego jedynego? – zapytała zadziwiająco spokojnie, czując nieprzyzwoite drżenie.
- Ależ skądże, lecz przecież jestem jedynym – zaśmiał się składając przelotny pocałunek – a porządne wiedźmy czekają do ślubu, to okrutne.
- Przynajmniej do zaręczyn – wyjaśniła – a co zrobił Trudearoro oprócz krzyków?
Jak się okazało wiele. Na złość wszystkim, mianował Lunę Lovegood swoim rzecznikiem prasowym. W ten sposób zamierzał dać do zrozumienia wiele tak Anglikom jak i Francuzom. Luna zaś miała niepowtarzalny sposób wyrażania zdania. Dlatego pewnie królewski sekretarz nieomal udławił się herbatą czytając list. A miał powód. „ Żarłoczne Akwawirusy na kontynencie" – brzmiał tytuł wypowiedzi. A dalej było ciekawiej.
„Znany wampir Rufus Scrimgeour oraz jego żona, matrona klanu sukubów, wysłali ostatnio w prezencie żarłoczne akwawirusy swoim przyjaciołom na Wschodzie. Rządzący Polską klan szynszymor wielce ceni żarłoczne ryby o ludzkich mózgach uważając je za przysmak. Nie wiadomo nic o armii heliopatów angielskiego Ministerstwa, lecz wedle naszych wiadomości heliopaci są naturalnym wrogiem psów-wampirów, gatunku endemicznego w dalekich krajach..".
Reszta listu była utrzymana w podobnym tonie, a sekretarz nie wiedział co powinien zrobić z listem. Poratował go Podolak, który polecił swemu kamratowi, by poczytał list na poprawę humoru. „Sasza, to cię rozbawi". I faktycznie Aleksander wpierw czytał całość ze zmarszczonymi brwiami, po czym wybuchnął śmiechem, wyrażając na głos opinię, że pisząca osoba nie była przy zdrowych zmysłach.
Opowiedział też Natalii o liście a nawet takowy pokazał, na co czarownica zareagowała histerycznym wręcz śmiechem. Zaczęli oboje chichotać tak rozpaczliwie, że ostatecznie wylądowali na kanapie w wielce nieprzyzwoitej pozie. Czując bliskość kobiety, orzeźwiający zapach jej perfum, a może jej skóry, zaczął dosłownie pochłaniać jej usta gorącymi, pełnymi pragnienia pocałunkami a dłonie same podciągnęły jej szatę. Wrześniowy dzień należał do dość ciepłych, lecz nie płonął z powodu pogody. Właściwie, to deszczowa pogoda mogłaby ugasić ten pożar, ale dziś wszystko miało być inaczej. Tak jak tylko wymarzyła to sobie Fortuna, kapryśna Pani Losów Ludzkich.
- Jesteś taka piękna, nawet nie zdajesz sobie sprawy jak mocno cię pragnę – szeptał prosto od ucha, ściskając coraz mocniej – nie opieraj mi się słodka Natalio.
Lecz ona nic nie mówiła. Potrzebował chwili by zdać sobie sprawę, że nie tylko nic nie mówiła lecz nie reagowała a nawet nie gniotła jego szaty, co często czyniła, kiedy wymieniali pocałunki. Była sztywna niczym rzeźba a gwałtownie przyśpieszony oddech wskazywał raczej na atak paniki niż wielką namiętność. Jej oczy były szeroko otwarte, lecz dostrzegał w nich wstyd i strach, nie zaś pragnienie. Nic nie mówiła ni nie robiła, jakby trafiona Petrificus totalus. Nastój zniknął w jednej sekundzie i nikt nie musiał używać różdżki.
- Przepraszam – wybąkała kiedy w końcu odzyskała mowę – moje zachowanie… moje zachowanie było niedopuszczalne, nie powinnam tak cię kusić i tak zachowywać. Zapomniałam się, przepraszam.
- Dlaczego jesteś taka, czemu z takim uporem … – wycedził czując rosnące irytację.
- Nie mogę – odparła – nie mogę wyzbyć z głowy wbitej przez wychowanie myśli, że czarownica oddająca swe ciało jest kimś godnym pogardy, zwykłą nierządnicą! Nie mogę… ja nikomu bym nie weszła do alkowy by zdobyć …
- Mówiłem byś nie przejmowała anonimami i złośliwcami – syknął.
- Wszyscy tak myślą, nawet własna siostra oskarżyła mnie o bycie zwykłą… dziwką… kobietą w czerwieni robiącą karierę przez łóżko, ja już mam dość – powiedziała wbijając wzrok – nie możemy się spotkać jak normalni czarodzieje, zakochać, byś ze sobą naprawdę, po prostu cieszyć swoim towarzystwem. Paliłam wyjce i listy od nieznanych osób, piłam eliksiry na uspokojenie zanim szłam ulicą, ale to ... Anuszka.
- O czym ty mówisz? – zapytał łagodniej, dotykając jej ramienia.
- Mówię o mojej siostrze, rodzice uważają.. cóż, że jestem dorosła i powinnam wiedzieć co robić, kpiące spojrzenia kolegów to coś na co liczyłam, ale moja siostra była straszna. Mówiła okropne rzeczy o mnie, o tobie nie wiem to mi naraz stanęło przed oczami. Ona mnie nienawidzi, rodzona siostra mnie nienawidzi.
- Już dobrze, to ja powinien pamiętać w jaki sposób zostałaś wychowana – szepnął – chodź tutaj do mnie i coś mi obiecaj, obiecaj, że nie każesz mi czekać dłużej niż do zaręczyn.
- Przysięgam mój piękny – zapewniła – ale czy to możliwe, czy ty i ja...czy my?
- Cierpliwości kochana, cierpliwości – szeptał gładząc jej kark – co to za sprawa z twoją siostrą?
Zacisnął palce słysząc o sprawie. Jak potem wyjaśnił Podolakowi nienawidził ludzi nielojalnych, którzy nie tylko odmawiali wsparcia bliskim ale wręcz ich dręczyli. A Natalia... zanim w ogóle pomyślał by ją zaprosić do siebie, by się z nią spotykać nakazał zebrać o niej informacje. Pierwsze spotkanie w „Magicznych Fusach" było ostatnią próbą. Wcześniej wiedział, że jest typem zajętej pracą, spokojnej czarownicy zaś poglądy poznał podczas wymiany listów. Ponieważ wówczas nie znała jego tożsamości wierzył w szczerość i wiedział, że należy do uczciwych ludzi, ostatniej osoby która by uwodziła kogokolwiek dla kariery. To kim był, bardziej ją przerażało niż pociągało, bowiem doskonale rozumiała zasady działania świata. Prawdopodobnie należała do rzadkiego gatunku kobiet, które na dźwięk jego tytułu nie odczuwały podniecenia, ale strach i potrzebę ucieczki.
Teraz tulił ja mocno, przeklinając nieznaną wiedźmę. Zniszczyła romantyczny nastrój, a zamiast mruczącej z zadowolenia kochanki przytulał szlochającą kobietę. Nienawidził młodszej siostry swej ukochanej.
- Ona się boi Sasza – wyjaśnił Podolak tonem znawcy – masz reputację playboya jak mawiają Mugole i to ją przeraża.
- Skąd ty tyle wiesz?
- Gertruda lubi czytać na głos „Polską Czarownicę" w łóżku – wyjaśnił – och nie patrz tak na mnie, jak sprawy z twoją rodziną?
- Zbierają informacje.
- No i widzisz, pójdziecie razem na koncert, potem znowu jak trzeba hukniesz w stół pięścią, oni wymodzą kontrakt małżeński wedle którego ona nic nie dostanie w razie rozwodu, potem się zaręczycie i wszyscy będą szczęśliwi. Ty przestaniesz chodzić jakbyś spał w mrowisku, gazety dostaną wieczny temat do plotek, a rodzina przestanie ci suszyć głowę byś się ustatkował.
- Nie chodzę zirytowany!
- Alicja twierdzi, że bywasz tak spięty że palce ją bolą od masowania ci karku. Biedactwo sobie palec wyłamało. Wiesz lepiej ode mnie jak wygląda tradycyjne wychowanie czarownic. Chciałeś takiej, co nie pragnie pieniędzy i tytułu, to masz problemy – odparł tonem znawcy, ale potem dodał pojednawczo – A teraz powiedz kto jeszcze zasiądzie w loży na koncercie.
Właśnie dlatego przed koncertem czuła się nieswojo. To wszystko, co wówczas zaszło, nie powinno było mieć miejsca. Dlatego pewnie szła zdenerwowana na zamek, zastanawiając co też przyniesie wieczór. Oczywiście Borewicz szedł na koncert, tak samo jak Michał i inni znajomi z Instytutu. Kuzynka Idalia też, a także szkolna delegacja. Anuszka się do takowej nie dostała i z pewnością odczuwa złość. Pisała pełne złości listy. Natalia spojrzała na dostarczony przez ciotki eliksir.
Właściwie to lepiej coś zrobić i żałować czy nie zrobić i żałować?
A/N: Następny rozdział "dziewczyny w zieleni" jest tłumaczony. W tej historii mam wszystko napisane i zbetowane kilka rozdziałów na przód więc na razie łatwiej mi aktualizować.
