Zapraszamy na ostani rozdział.

Piosenka wykorzystana w tym rozdziale: '2A.M.' Alex Johnson.

Bohaterowie należą do Cassie Clare, z wyjątkiem oryginalnych.

Miłego czytania.


Epilog

Wydarzenia tamtych dni zaczęły się w miarę przyjemnie. Pamiętam, że po tamtej nocy obudziłem się z przyjemnym uczuciem na całym ciele. Jak mogłoby być inaczej, skoro obudziłem się obok nagiego mężczyzny. Przyznaję, z początku byłem tym przerażony, zwłaszczazwłaszcza że doszło do mnie, iż poszedłem do łóżka z Jack'iem, będąc na poły pijanym. Jednak, gdy dziś o tym myślę, nie zrobiłbym tego na trzeźwo, nie po tamtym spotkaniem z Magnusem. Nie po tym, jak serce mi znów zabiło w kierunku kociookiego.

Tamtego poranka czułem do siebie odrazę. Praktycznie wykorzystałem Jack'a do swoich idiotycznych testów. Chciałem… nie, musiałem się dowiedzieć, czego tak właściwie pragnę, z którym chciałbym spróbować czegokolwiek. Choć prawdę powiedziawszy, zrozumiałem to dopiero później, po spędzeniu dwóch dni z Jack'iem.

Dobrze się bawiliśmy, to świetny facet, ale...moje serce nie myślało tak, jak mój umysł. Moje serce za każdym razem biło szybciej, gdy tylko moje myśli powracały do Bane'a i tamtego pocałunku w jego mieszkaniu. W ostatnich dniach coraz częściej myślałem o wszystkim. O tym, jak wyglądał nasz związek w przeszłości, o jego dobrych i złych stronach. Mimo tego, że Magnus był kiedyś kompletnym dupkiem, który wolał koszykówkę ode mnie, ja nadal go kochałem tak samo, jak w liceum. Pomimo tego, że nie byliśmy razem od tylu lat, pomimo tego, że złamał mi raz serce, moje głupie serce nadal biło dla niego.

- Hej, wszystko gra, Alec? - zapytał Jack, gdy siedzieliśmy przy śniadaniu w jego mieszkaniu. Spojrzałem na niego w zamyśleniu. Był przystojny, cholera, był niezłym ciachem, jak to Isabelle mówi. Do tego miał własne mieszkanie, był rozrywkowy, nawet akceptował to, że nie lubię tak publicznie okazywać uczuć, nie przejmował się tym, że czasami trudno mi było trzymać się za ręce, gdy gdzieś szliśmy. Prawie ideał, choć tak naprawdę nie ma ideałów, matka tak zawsze powtarzała. Poza tym moi rodzice też go polubili. Tak, przedstawiłem go rodzicom, gdy niechybnie nas nakryli, odwiedzając Isabelle i Simona w ich mieszkaniu. Tamtego wieczora Jack oczarował moją matkę komplementami, a ojcu przypodobał się tym, że był fanem baseballu, jak Robert. Matka to nawet zaczęła snuć plany mariażu dla nas, jak się potem dowiedziałem od Simona, który podsłuchał jej rozmowę z Izzy. Jak mówię, niemal ideał.

- Tak, wszystko w porządku, Jack. - Chłopak pokiwał głową i odstawił swój kubek po kawie na stół. W tym momencie zadzwonił jego telefon. Uśmiechnął się przepraszająco i wyszedł do sypialni, by porozmawiać. Gdy mężczyzna zostawił mnie samego, wstałem z krzesła i włożyłem brudne naczynia do zmywarki. Z radia płynęła cicha melodia jakiegoś starego przeboju. Wsłuchując się w słowa, uświadomiłem sobie, że to musi być jakieś fatum.

I can't tell the stars from the downtown lights

If i said I was truly over you

my heart would say amen

but I'd give in to the cold caress of 2 am.

If I admit I can't get used to this

will my heart break again?

as i fall into the waiting arms of 2 AM

Doprawdy? Piosenka o tym, że ktoś się nie pogodził z rozstaniem? Że nadal kocha się kogoś, z kim już się nie jest? To musi być jakiś niesmaczny żart fatum. Wyłączyłem radio, ponieważ miałem wrażenie, że zaraz znów zacznę rozmyślać o swoim byłym. A przecież nie mogłem, nie kiedy byłem w towarzystwie nowego chłopaka...moment. Czy Jack i ja w ogóle jesteśmy parą? W zasadzie nie rozmawialiśmy o naszym statusie. Wiedziałem, że wkrótce musimy o tym porozmawiać, w końcu muszę wiedzieć, na czym potencjalnie stoję.

Stojąc tak i rozmyślając, nie zauważyłem, że oblałem się kawą na jasnych jeansach, które podprowadziłem Jack'owi. Przekląłem siebie w duchu i ruszyłem do łazienki, by sprać tę brzydką plamę, nim na dobre wsiąknie w jasny materiał. Po drodze usłyszałem strzępki rozmowy telefonicznej Jack'a.

- Oczywiście, złotko. Mówiłem ci, że mój plan się uda. Niczego nie podejrzewa, a wieczorem pójdę do tego idioty i wszystko mu pokażę. Mam parę fajnych filmików - mówił. - Zobaczysz, jak będzie go zżerała zazdrość. Pewnie, że przyjdź. Będzie kupa zabawy. O dziewiętnastej? Spoko, Alec i tak coś mówił, że musi wrócić w końcu do domu. Także wieczór mam wolny. No to do zobaczenia.

Najwyraźniej Jack miał plany na wieczór. Nie wnikałem, z kim ma się spotkać, nie mój interes. Nie spotykamy się na wyłączność. Z jednej strony to, że nie będziemy razem tego wieczora, dało mi sposobność, by pójść do Magnusa i jeszcze raz z nim porozmawiać i w końcu odkryć, czego tak naprawdę chcę, zwłaszczazwłaszcza że chwilę po tym, jak Jack zakończył rozmowę dostałem wiadomość od Magnusa, choć z innego numeru, z informacją, bym go dziś odwiedził. Po dzisiejszym wieczorze miałem się tego upewnić. Albo spróbuję być na nowo z Bane'm, albo z Jack'iem.

Tylko wtedy jeszcze nie wiedziałem, co takiego odkryję. I jak bardzo mi to złamie serce.

Stałem przez dłuższą chwilę przed drzwiami do mieszkania Bane'a, wpatrując się w nie z niedowierzaniem. Głosy, które dochodziły ze środka, świadczyły o tym, że Magnus miał gości. Jednak dziwnym było to, że ja znałem te głosy, przynajmniej jeden z nich.

- Mówiłem ci, Bane, że przegrasz ze mną. - Głos ten należał do Jack'a, mojego Jack'a. To było dziwne. Skąd Jack znał Magnusa? A co więcej, co robił w jego mieszkaniu i o jaki zakład chodziło? - Mówiłem ci od samego początku, że to ja będę miał Alec'a, a nie ty.

- Ty sukinsynu! - Usłyszałem dźwięk, jakby coś się złamało. - Jak śmiałeś wykorzystać tak Alec'a?!

- A ty może nie próbowałeś go zaciągnąć do łóżka? - wtrącił znów Farlow. - Wiesz, Alec dużo gada przez sen. Mówił o tym, jak dobierałeś się do niego kilka dni temu. Muszę przyznać, że byłem zaskoczony, że ci odmówił. A potem przybiegł do mnie i praktycznie wskoczył mi do łóżka. Muszę przyznać, że cholera, dobry jest w te klocki. O spójrz tutaj! Cam podaj telefon.

Cam?

- Ależ proszę bardzo, kochanie - odezwał się damski głos, przepełniony francuskim akcentem. Oh, Alec znał również i ten głos. Pamiętał go jeszcze z czasów liceum.

Camille Belcourt, dziewczyna, którą Magnus rzucił dla niego.

'Mocniej, Jack' Rozpoznałem swój własny zasapany głos, wymieszany z jękami. Policzki mnie piekły, zarówno ze wstydu, jak i ze złości. Jack nagrał, jak uprawialiśmy seks? Co to miało znaczyć.

'Dobrze ci, Alec?' 'Taak, o tak!'

- Widzisz, Alec stał się moją małą dziwką. Musi cię zżerać zazdrość, że wybrał mnie, a nie ciebie, prawda? A tak naiwnie wierzyłeś, że wciąż cię kocha.

- Alec mnie kocha! A ja jego.

- Tak? To dlaczego założyłeś się ze mną, huh? - Moment. Jaki zakład?! Zastanawiałem się, przysłuchując się im dalej. - Teraz rozumiem, czemu najpierw zaoferowałeś mi kasę, bym się od niego odczepił. Z góry wiedziałeś, że przegrasz, prawda? To było do przewidzenia. Mnie nikt nie odmawia, zwłaszcza gdy chodzi o seks.

- Ty podła kreaturo! Alec jest niewinny…

- Ja bym tak tego nie ujęła - Camille mu przerwała. - To wszystko zaczęło się od niego… - Przesunąłem się bliżej drzwi i przystawiłem ucho, by lepiej ich słyszeć. - Och, zdaje się, że ostatni gość, już przybył.

Chwilę później leciałem w stronę podłogi, gdy panna Belcourt otworzyła drzwi z impetem.

- Alexandrze, jak miło, że w końcu do nas dołączyłeś. - Magnus spojrzał na mnie z szeroko otwartymi oczami. Był wyraźnie zaskoczony moją obecnością w swoim mieszkaniu. Gdy tylko stanąłem na równe nogi, zmierzyłem całą trójkę wściekłym wzrokiem. - Obawiałam się, że nie dostałeś mojej wiadomości. Zaprosiłam Alec'a, by dowiedział się z pierwszej ręki, jakim podłym człowiekiem jesteś, Magnusie.

- Alexandrze…

- Dlaczego? - wydusiłem z siebie, kierując to na obu mężczyzn. Spojrzałem najpierw na Jack'a, moje oczy musiały być pełne bólu, który odczuwałem w sercu. Blondyn spojrzał na mnie chłodno, z szatańskim uśmieszkiem na twarzy. Wtedy zrozumiałem, że właściwie to go nie znam. Przede mną nie stał Jack, którego poznałem kilka tygodni temu, stał przede mną obcy mężczyzna, zimny jak lód, który zabawił się moim sercem. - Dlaczego? Co takiego ci zrobiłem?

- Och, Alec, Alec, Alec. - Nawet jego głos był wypełniony chłodem i pozbawiony był jakichkolwiek emocji. - Ja tylko się chciałem dobrze zabawić. Chyba nie wierzyłeś, że zaczniemy być parą, prawda? Dobry jesteś w łóżku, ale ja nie bawię się w związki. A założyłem się z Bane'm, by się na nim zemścić. Sprzątnął mi sprzed nosa staż, tylko dlatego, że poszedł do łóżka z facetem, który prowadził rekrutację.

- Ty idioto! - wybuchnął Magnus. - Wcale nie spałem z nim, by dostać tam miejsce. Po prostu moje projekty były lepsze!

- Wmawiaj to sobie dalej - burknął pod nosem Farlow. - A Cam się chciała zemścić za to, że Magnus ją zostawił w liceum, dla ciebie.

- Tak, przez ciebie straciłam swoją pozycję w szkole.

- Dlatego się o mnie założyliście?! To dla was zabawa?! Bawiliście się mną jak jakąś pierdoloną zabawką!? - Oczy Magnusa wypełniły się łzami, gdy zacząłem krzyczeć. - Cała wasza trójka jest zdrowo pojebana! Nienawidzę was!

- Alec… - zaczął Bane, podchodząc do mnie. Ja cofałem się.

- Ciebie nienawidzę najbardziej! - warknąłem na niego. Po jego policzkach płynęły łzy. - Oni chociaż mieli jakieś pseudo wymówki, ale ty?! Ty podobno mnie kochałeś…

- Nadal cię kocham, Alexandrze. Wybacz mi, popełniłem błąd, nie powinienem się godzić na ten zakład. Alexandrze, kocham cię, nigdy nie przestałe…

- A ja cię nienawidzę! I nie chcę mieć z wami już nic wspólnego. Nie chcę was nigdy więcej widzieć! - Wybiegłem z mieszkania Bane'a, ignorując jego krzyki, bym się zatrzymał. Nie mogłem. Musiałem stamtąd uciec, jak najszybciej mogłem.

Nie mogłem oddychać, serce waliło mi jak oszalałe, myślałem, że wyskoczy mi z piersi. Całe ciało mnie paliło, gdy biegłem przed siebie, ciemnymi ulicami Nowego Jorku. Mgła otaczała mnie z każdej strony, blokując jakiekolwiek światło. Czułem się przez chwilę jak w klatce, nie mogłem wykonać żadnego ruchu. Padłem na kolana, na zimną ziemię. Łzy leciały po moich policzkach, powoli powodując, że moja głowa stawała się coraz lżejsza. Ostatnie co pamiętałem to, to, że po omacku wyciągnąłem telefon i zadzwoniłem do kogoś.

A potem była ciemność, dźwięk i ból łamiącego się po raz kolejny serca.

Minął dokładnie tydzień od tamtego wieczora. Przez ten cały czas próbowałem dojść do siebie, po tamtych wydarzeniach. Próbowałem zrozumieć, ale nie potrafiłem. Cisza, która wypełniała cztery ściany pokoju w mieszkaniu Isabelle i Simona, przyprawiała mnie o mdłości. Zdawało się, że moje serce umarło tamtego wieczora, a ja stałem się jakby pustym korpusem z mózgiem, który wciąż pokazywał mi tamte wydarzenia. Ten chłodny obraz Jack'a, który się mną zabawił. Camille, która się zemściła za coś, co stało się w liceum. I Magnus, który po raz kolejny złamał mi serce. Nawet zacząłem się zastanawiać, czy może jestem przeklęty? Może to dlatego nic mi nie wychodzi w miłości. Może ja po prostu nie jestem przeznaczony do miłości? Może to nie dla mnie?

- Alec? - Isabelle zapukała do drzwi, a ja odstawiłem walizkę. - Simon już się zbiera, jesteś gotów? Odprawa się zacznie za godzinę.

- Jestem gotów. - Wyszedłem z pokoju, trzymając jedną walizkę w ręku i torbę w drugiej. Isabelle posłała mi ciepły uśmiech, biorąc ode mnie torbę i podając ją swojemu narzeczonemu. - No szwagrze, jedziemy?

- Jedziemy - odpowiedział Simon i po chwili opuściliśmy mieszkanie.

Pół godziny później byliśmy na lotnisku. O dziwo dziś nie było tu wielu ludzi, a może ja po prostu nie zwracałem na nich uwagi, skupiając się na swoich myślach. Spojrzałem przez okno, obserwując budynki miasta. Będę tęsknił za tym miastem, jak to robiłem przez lata. Jednak wiedziałem, że muszę to zrobić.

To była moja jedyna szansa na pozbieranie się.

- Alexandrze! - Usłyszałem znajomy mi głos. I na Anioła, stanąłem jak wryty, z sercem walącym jak młot.

Magnus podbiegł do mnie, jego włosy były kompletnie nie ułożone, makijaż nie zrobiony, śmiem twierdzić nawet, że miał wory pod oczami. Jego strój też świadczył o tym, że miał gdzieś jak wyglądał, co było kompletnie dziwne. Magnus zawsze dbał o to, jak wyglądał.

Bane wielokrotnie dzwonił do mnie i nagrywał się na sekretarkę w minionym tygodniu. Przepraszał mnie, błagał o spotkanie, o telefon, albo głupią wiadomość. Jednak ja ani razu nie odpowiedziałem. Nie mogłem. To za bardzo bolało. Samo myślenie o nim bolało, bo mój umysł natychmiast przypominał mi o tym, że założył się z Jack'iem o mnie.

Zdziwiła mnie jego obecność na lotnisku. Ktoś musiał mu powiedzieć o moim dzisiejszym wylocie, tylko kto? Isabelle? Nie. Nie zdradziłaby mnie w ten sposób. Simon? Raczej też nie.

- Myślałem, że nie zdążę. - Starałem się zachować, jak najbardziej stoicki wyraz twarzy, choć moje serce wypełniło się znów bólem.

- Co tu robisz, Magnusie?

- Musiałem z tobą porozmawiać, nim wyjedziesz. Nie pozwolę sobie popełnić błędu z przeszłości.

- Na to już za późno - wtrąciłem, spoglądając na czubki swoich butów.

- Wiem, że cię skrzywdziłem i to nie raz. Byłem idiotą, że zgodziłem się na ten zakład z Jack'iem, ale nie mogłem mu pozwolić cię mieć - mówił. - Wiem, że nigdy mi tego nie wybaczysz i właściwie nie oczekuję tego od ciebie. Wiem, że spieprzyłem i to na całego. I to jest moja wina. Powinienem po prostu cię na nowo zdobyć, bez tych idiotycznych zakładów. Po prostu zdobyć twoje serce na nowo. Wiem też, że pewnie mnie nienawidzisz i masz do tego pełne prawo. Wiedz jednak, że ja nadal cię kocham, Alec. Tak samo, jak wtedy, gdy byliśmy razem, jak w dniu, w którym spojrzałem ci w oczy, w te twoje piękne niebieskie oczy, pod gwiazdami i wyznałem ci miłość. Kocham cię tak samo i pewnie będę cię kochał tak samo już zawsze. Ty jesteś moją jedyną miłością i zrozumiałem to o wiele za późno.

- Ja też cię nadal kocham, choć złamałeś mi serce dwukrotnie - przyznałem, nie patrząc mu w oczy. - Ale nie mogę sobie pozwolić na kolejne złamanie serca. Nie przeżyję tego, Magnusie. Nie proś mnie, bym z tobą został.

- Nawet bym nie mógł. - Odważyłem się spojrzeć na niego. W jego kocich oczach malowały się łzy, ból, skrucha. - Wiem, że zbyt bardzo cię skrzywdziłem i za to sobie nigdy nie wybaczę. Chcę byś był szczęśliwy, Alexandrze. Nawet jeśli to nie ja mam ci dać to szczęście. Alec, zasługujesz na całe szczęście tego świata. I wiem, że gdzieś tam, jest ten ktoś, kto obdaruje cię nim, kto będzie cię kochał z całych sił, kogo ty pokochasz, kto naprawi twoje złamane serce. I żałuję, że tą osobą nie mogę być ja, ale wiem, że ja dawno zaprzepaściłem swoją szansę na to. Mam nadzieję tylko, że tym razem nie uciekniesz ode mnie na zawsze. Mam nadzieję, że może kiedyś, może pewnego dnia, pozwolisz mi wejść na nowo w swoje życie, choćby jako przyjaciel. Tęskniłem przez te wszystkie lata i nie chcę cię ponownie stracić. - Magnus chwycił moją dłoń w swoją, a ja mu pozwoliłem. Przebiegł przeze mnie dreszcz, gdy ją ścisnął i złożył na niej pocałunek. - Ja zawsze będę cię kochał.

- Ja… - niedane mi było dokończyć, bo z intercomu poleciał damski głos.

- Pasażerowie lotu E1534 do Londynu, są proszeni o podejście do wejścia G.

- To mój samolot - powiedziałem, spoglądając na zegarek. Magnus tylko pokiwał głową, ze smutnym uśmiechem na twarzy.

- Zobaczymy się jeszcze, prawda?

- Wrócę na ślub Izzy, za dwa tygodnie. - Wtedy na ustach Magnusa zagościł tak szczery uśmiech, że aż sam się uśmiechnąłem. - Ale na stałe zostaję w Londynie. Tam mam swoje życie.

- Mogę cię kiedyś odwiedzić? Albo ty mnie odwiedź tu, w Nowym Jorku.

- Jeszcze się zobaczymy. - Po raz drugi z intercomu poleciały słowa, nawołujące do odlotu. W tamtym momencie zrobiłem coś, czego sam po sobie się nie spodziewałem. Wspiąłem się na palce u stóp i złożyłem pocałunek na ustach Magnusa. Był krótki, Bane nawet nie zdążył na niego odpowiednio zareagować, a ja już się odsunąłem i wziąłem małą torbę podręczną w dłoń i ruszyłem w stronę wejścia.

- Alec! To chyba nie było pożegnanie jak w filmach miłosnych, co nie? - krzyknął za mną, uśmiechając się szeroko.

- Traktuj to jak 'do zobaczenia!' - odparłem i przeszedłem przez bramkę. Nim zniknąłem całkowicie jeszcze pomachałem całej trójce. Isabelle mroziła wzrokiem Magnusa.

Gdy siedziałem już na fotelu w samolocie, rozluźniony, rozpamiętując słowa Magnusa, które wypowiedział na lotnisku, coś do mnie dotarło. Miał rację, zasługuję na szczęście. I teraz był ten czas. Czas na drugą szansę, by znaleźć szczęście. A kto mi je da i kiedy? Tego jeszcze nie wiedziałem.

Ale nie mogłem się doczekać, by to odkryć.


I jak wrażenia?

To chyba pierwszy raz, gdy nie zrobiłyśmy typowego happy endu. Zostawiamy otwarte zakończenie, by każdy z was stworzył własną wersję. Czy Alec znajdzie kogoś nowego? Czy jednak wybaczy MAgnusowi? To już zależy od was.

Dziękujemy za komentarze, polubienia, śledzenia, a przede wszystkim za czytanie.

Pozdrawiamy

Ola i Intoxic