Rozdział dziesiąty: Gorzka prawda
Heahmund stał przed tronem, wpatrując się w milczeniu w dziewczynę, którą do niedawna uważał za najbliższą mu osobę na całym świecie.
Astrid nie została skazana na śmierć – ten los czekał Hakona za zdradę swojego króla. Małżonka władcy Vestfold została na tę chwilę skazana na areszt. Gdy oboje zostali wyprowadzeni z sali tronowej, w środku pozostali tylko Harald, Ivar, Eira, Heahmund i Hvitserk. Harald odwołał nawet wszystkich swoich wojowników i postawił ich na zewnątrz pomieszczenia, aby pilnowali, żeby nikt im teraz w niczym nie przeszkodził.
Eira wciąż siedziała na tronie swojego ojca. Heahmund przyglądał się jej, jak obraca w dłoniach swój sztylet. Wciąż nie odezwała się do niego nawet choćby jednym słowem.
Ja też wciąż milczę. – pomyślał. – Nie wiem nawet, co teraz powiedzieć. Nie ma słów na to, co teraz czuję.
- Czy cokolwiek, co powiedziałaś mi przez te wszystkie dni, które spędziliśmy razem, było prawdą? – spytał się w końcu. Nie mógł już dłużej tego znieść. – Czy w ogóle jesteś chrześcijanką?
W odpowiedzi Eira cicho się roześmiała.
To nie jest ta sama dziewczyna, z którą spędziłem cały ten czas. To nie jest Eira. To nie jest moja Eira.
Harald też się roześmiał. Nic jednak nie powiedział. Milczał, czekając na to, aż jego córka sama odpowie biskupowi.
- A jak sądzisz? – odcięła mu się w końcu pytaniem na pytanie dziewczyna. – No dobrze… mała część tego była prawdą.
- Która część? – wiedział, że to, co najbardziej by chciał, żeby było prawdą, nie okaże się nią. Mimo to zapytał się jej o to.
- Miałam starszego brata. – powiedziała. – Nie był on co prawda moim rodzonym bratem, tylko przyrodnim, ale miałam go. Zmarł wiele lat temu.
Nie dociekał, jak on zmarł. Nie interesowało go to. Chciał teraz wiedzieć coś innego.
- A bycie chrześcijanką?
- Nie jestem nią. – Te trzy słowa ubodły go boleśnie. Zignorował jednak ten palący ból w sercu i w milczeniu pozwolił na to, aby Eira dokładnie mu to wyjaśniła. – Nie spotkałam też nigdy Athelstana, jeśli to jest twoje następne pytanie.
- Skąd zatem tyle wiesz o mojej religii? – Heahmund zignorował spojrzenia rzucane mu przez Ivara i Hvitserka. Dwaj najmłodsi synowie Ragnara mieli wyraźny ubaw z całej tej sytuacji. I oni go jednak nie interesowali. Nic dla niego nie znaczyli. – Skąd miałaś ten wisiorek i różaniec?
- W przeszłości przewinęło się tutaj paru chrześcijan. – wyjaśniła mu Eira. – Niektórzy przybyli tutaj z handlarzami, inni byli jeńcami wojennymi z krainy Franków. Wy chrześcijanie jesteście bardzo ciekawi. – dodała po chwili, uśmiechając się przy tym pod nosem. – Jesteście bardzo skorzy do dzielenia się z innymi informacjami o swojej wierze. Sądzicie, że jeśli nagadacie ludziom o niej wystarczająco dużo, to ci ot tak zmienią swoją wiarę.
- Czy to dlatego mnie okłamywałaś? – dociekał dalej Heahmund. – Liczyłaś na to, że być może to ja ulegnę i zmienię swoją wiarę? To dlatego próbowałaś mu wmówić tę filozofię o tym, że żadna wiara nie jest doskonała?
- Trzymała się blisko ciebie, bo ja jej to poleciłem zrobić. – odpowiedział za dziewczynę Harald. Heahmund niechętnie przeniósł na niego swoje spojrzenie. Co jakiś czas zerkał jednak w stronę Eirę, ciekaw jej reakcji na każde kolejne wyznanie jej ojca. – Razem z Ivarem wpadliśmy na pomysł zabawienia się twoimi emocjami. Chcieliśmy zobaczyć, jak zareagujesz na to, że jest tutaj ktoś taki jak ty, i jak się wtedy zachowasz. Patrząc się po twojej minie, najwyraźniej nasz plan się powiódł.
- I twoja córka się na to wszystko zgodziła? – biskup przygryzł dolną wargę, z trudem powstrzymując się od posłania steku przekleństw. – Czy może ją do tego zmusiłeś? Tak się zachowuje dobry ojciec? Naraża swoje dziecko na potencjalne niebezpieczeństwo?
- Nasza kultura drastycznie różni się od waszej, biskupie. – odparł mu wiking. – My nie boimy się naszych kobiet. Nie chowamy ich pod ciężkimi welonami i grubymi sukniami. Pozwalamy im walczyć. Pozwalamy im decydować o swojej przyszłości. Wiemy, że każdy z nas prędzej czy później umrze. Chcemy zatem zapewnić wszystkim naszym dzieciom możliwość wejścia do Valhalli. Wojownikom oraz wojowniczkom. Nie boimy się grzechu i diabła, bo czegoś takiego nie znamy. Nie boimy się swoich pragnień. Spełniamy je podług naszych reguł. Gdybyś nie był tak zapatrzony w swoją wiarę, też być to dostrzegł. I przestałbyś się bać i zaczął żyć tak jak my.
- Nigdy nie będę taki jak wy. – odciął mu się Heahmund. – My w przeciwieństwie do was nie próbujemy bawić się emocjami innych.
- Och, czyżby? – Harald roześmiał się głośno. – To ciekaw jestem tego, jak nazwiecie te wasze „pokojowe" próby wymuszenia na innych kulturach waszej religii. Wciąż utrzymujemy kontakty ze Słowianami i Germanami. Wiemy, co tam zaczynacie wyrabiać. Wiemy, co odstawialiście u Franków i Brytów. Jeśli nie zmienią swojej wiary, wtedy wyrżniecie ich wszystkich. Mężczyzn, kobiety i dzieci. To w ten właśnie sposób krzewicie wśród ludzi swoją wiarę miłości? Poprzez mord i gwałt? Mów sobie co o nas chcesz, klecho, ale my przynajmniej jesteśmy ze sobą szczerzy. Nie wywyższamy się nad innych. Jesteśmy jednak lepsi od was. – dodał po chwili. – W głębi ducha wiesz o tym. I to cię przeraża.
Heahmund zacisnął usta w wąską linię. Tak bardzo chciał się teraz rzucić na tego człowieka. Powstrzymał się jednak. Wiedział, że tuż za drzwiami stoją strażnicy, a tutaj musiałby stawić czoła nie tylko Haraldowi, ale także i Hvitserkowi i Ivarowi.
I Eirze. Na pewno nie dałaby pomiatać swoim ojcem.
Powoli spojrzał się w jej stronę. Dziewczyna wciąż w milczeniu mu się przyglądała. Jej twarz nie okazywała teraz żadnych emocji. Nie wiedział, o czym teraz ona myśli.
Jej spojrzenie było jednak inne. Nie wiedział dokładnie, co w nim było nie tak, ale coś w nim poruszyło go. Emocje, jakie z niego emanowały, były trudne do określenia. Nie miał pojęcia, czy te emocje powiązane są z nim, ze słowami jej ojca, czy też z czymś kompletnie innym.
Nawet teraz, gdy znam już prawdę, dalej się o nią martwię. Kompletnie się w niej zatraciłem. Naprawdę jestem idiotą. Moja żądza jest moim przekleństwem. Nie mogę się od niej uwolnić, nawet gdybym tego chciał.
- Wezwij moich strażników z powrotem. – polecił nagle Harald Hvitserkowi. Heahmund drgnął, wyrwany gwałtownie z zamyślenia. – Niech zabiorą tego klechę do jego nowej celi. My już tutaj z nim skończyliśmy.
W momencie, gdy do środka weszli ludzie Haralda, Heahmund wykorzystał swoją ostatnią chwilę wolności, żeby móc jeszcze ten jeden raz spojrzeć się na Eirę. Wciąż miał nadzieję, że zobaczy coś w jej spojrzeniu lub mowie ciała. Że to wszystko, co właśnie usłyszał, okaże się kolejnym kłamstwem. Że dalej jest ona tylko pionkiem w grze, a nie królową, która ma w zanadrzu wszystkie karty.
Nic takiego jednak się nie stało – Eira widząc, że ten się w nią wpatruje, odwróciła wzrok i stała w milczeniu aż do momentu, gdy strażnicy nie wywlekli go z sali.
- Doskonale się spisałaś. – pochwalił ją Harald, gdy drzwi zamknęły się. – Naprawdę, wspaniała robota. Jestem z ciebie dumny. Dałaś świetny popis. Ten klecha jeszcze długo będzie dochodził do siebie.
- Zapewne tak będzie. – odpowiedziała mu córka. Podniosła powoli spojrzenie w stronę drzwi, za którymi Heahmund zniknął. Przez długi czas milczała, wpatrując się w nie trudnym do odgadnięcia wzrokiem. – Szkoda tylko, że tobie tak długo zajęło uświadomienie sobie, że trzymałeś u swojego boku dwulicową żmiję.
Harald po jej słowach westchnął ciężko. Teraz, gdy było już po wszystkim, ból powrócił ze zdwojoną siłą.
- Na moim miejscu też nie wiedziałabyś, jak na to zareagować, i do samego końca nie dopuszczałabyś myśli, że tak bliska ci osoba może cię zdradzić.
- Ostrzegałam cię przed nią. – Eira przeniosła spojrzenie na swojego ojca, wyraźnie zirytowana. Ivar i Hvitserk siedzieli w milczeniu przy jednej z długich ław, obserwując w milczeniu tę wymianę zdań. – Nie, raz i nie dwa, ale wiele, wiele razy. Czułam, że coś jest z nią nie tak. Ale ty mnie nie słuchałeś. Zarzuciliście wcześniej Heahmundowi, że myślał on „nie tym narządem, co trzeba", a sam popełniłeś identyczny błąd co on.
Haraldowi nie umknęło, że pod sam koniec zdania jej głos nieco zadrżał. Zmarszczył brwi i przyjrzał się uważnie córce, dokładnie lustrując ją swoim spojrzeniem.
- Może i popełniłem taki błąd, ale coś widzę, że i ty kroczysz tą samą drogą, co i ja. – powiedział. – Czy aby jesteś pewna, że to, co musiałaś zrobić, nie odbiło się na tobie w żaden sposób? Czy mogę liczyć na to, że twoja lojalność wobec mnie nie została zachwiana?
Po jego słowach z ust Eiry wydobyło się ciche syknięcie. Stanęła przodem przed ojcem i spojrzała mu się prosto w oczy, nawet na moment nie przerywając kontaktu wzrokowego. Ivar, obserwując to wszystko, uśmiechnął się nieznacznie. Ta dziewczyna niezmiernie go fascynowała. I teraz, gdy wreszcie mogła być w pełni sobą, dawała z siebie wszystko. Nic jej już nie hamowało. Mogła mówić i robić, co tylko chciała.
- Potrafię oddzielać obowiązki od uczuć! – wykrzyknęła, tracąc na moment cały rezon. – Nie to co ty. – dodała zaraz potem, uśmiechając się krzywo. – Zobacz, co ta kobieta z tobą zrobiła. Mało brakowało, a pociągnąłbyś cały swój naród do klęski. Podobno chcesz zjednoczyć pod sobą całą Norwegię. To dlatego mamy zaatakować Kattegat. Zacznij się więc zachowywać jak król, który ma to wszystko osiągnąć.
Harald nic jej nie odpowiedział. Przez moment na jego twarzy pojawił się grymas złości. Uśmiechnął się jednak potem ponuro, kiwając przy tym nieznacznie głową.
- Masz może i rację. – przyznał niechętnie. – Posłucham się twojej rady. Ty natomiast dopilnuj, żeby ten twój biskup nic nie wykombinował.
Po tych słowach mężczyzna skierował się szybkimi krokami w stronę wyjścia. Gdy tylko zamknął za sobą drzwi, uwaga dziewczyny skierowała się od razu w stronę dwóch młodych braci.
Hvitserk siedział w milczeniu, uśmiechając się ponuro i wpatrując się gdzieś przed siebie nieobecnym wzrokiem. Wyraźnie było po nim widać, że zatracił się w swoich myślach.
Ivar z kolei przez cały ten czas przyglądał się z zaciekawieniem Eirze. Gdy jej ojciec wyszedł, na ustach chłopaka pojawił się szeroki uśmiech zadowolenia. Obserwował ją w milczeniu, jak ta podchodzi niespiesznym krokiem do tronu i siada na nim, po czym zaczyna obracać machinalnie w dłoni swój sztylet.
- Wreszcie znajdujemy się na równym poziomie. – powiedział do niej, nie przestając się uśmiechać. – Czekałem z niecierpliwością na to, aż ta szarada dobiegnie końca. Nie mogę doczekać się dalszej współpracy z tobą, księżniczko.
- Och, zamknij się. – odcięła mu się momentalnie dziewczyna. Ivar tylko roześmiał się na jej słowa, odchylając się przy tym nieznacznie do tyłu.
Eira osunęła się z ciężkim westchnieniem na oparcie tronu. Ostrzem sztyletu delikatnie przejechała po skórze palca wskazującego, będąc teraz dręczona przez jedną niezmiernie natarczywą myśl.
I co ja dalej z tym wszystkim zrobię?
