Betowała wspaniała Himitsu!

Z całego serca dziękuję za wszystkie komentarze. Są tak absolutnie cudowne, że wywołują u mnie przeogromną chęć dalszego tłumaczenia. Przeczytałam je niezliczoną ilość razy i za każdym razem czułam takie niesamowicie ciepłe uczucie w sercu. Dziękuję wam!

Kraken, Tom jest jedną z tych postaci, którą uwielbia się na papierze, a którą znienawidziłoby się w rzeczywistości. I chociaż zgodzę się z tobą, że poznanie osoby o takim usposobieniu jak on mogłoby być wspaniałe, to szczerze wątpię, bym była w stanie długo w jego towarzystwie wytrzymać... W każdym razie cieszę się, że rozdział ci się podobał :). I tak, Potter da jeszcze Tomowi popalić - Riddle po prostu nie przyjmuje do wiadomości, że ktoś mógłby być taki dobry jak on :). Dziękuję za miłe słowa i niesamowicie cieszę się, że nie masz żadnych zastrzeżeń co do tłumaczenia. neko246, bardzo trafne porównanie - zwłaszcza biorąc pod uwagę to, że widoczna część góry lodowej to naprawdę jedynie mały jej ułamek. :) Star1012, taak, Tom z pewnością jest dobrym psychologiem. Do perfekcji opanował rozpoznawanie emocji u innych, bo jako psychopata nie jest w stanie sam ich zbytnio odczuwać... Zgadzam się również z tym, że jego talent się zmarnował - a przynajmniej jeżeli pomyślimy o jego alternatywnym, Voldemortowym ja. I dlaczego wybrał terror? Tom zawsze próbował wywoływać strach. To leżało w jego naturze. Tak, jak kiedyś powiedział (powie...), jedynym, co może powstrzymać go od pójścia tą drogą, jest Harry. Bo Harry w pewnym sensie... zajmuje tą część jego natury. Co do kursów - tak, mnie też to przeraża. PannaAgata, taak, umysł Toma jest z pewnością powalający. Na temat Zeviego na razie nic nie mówię, chociaż przyznam, że jego postać jest bardzo urokliwa :). I chcę tylko powiedzieć jeszcze, że podobnie od ciebie raczej nie byłabym w stanie wytrzymać pod presją Toma. To, jak dobrze radzi sobie z tym Harry, jest niezwykłe. Dziękuję za miłe słowa :). Evolution, cieszę się, że tak bardzo podobał ci się ten rozdział :). Chociaż, tak jak ty, podziwiam Harry'ego za to, jak doskonale radzi sobie z rozmawianiem z Ridde'em, to chyba jednak jeszcze bardziej podziwiam Riddle'a za to, że jego rozmowy wyglądają tak a nie inaczej. Ale, oczywiście, rozumiem twój punkt widzenia - Harry jest niedoświadczony i sam fakt, że nie zachowuje się jak zagubiony szczeniak jest niesłychany. I tak, Riddle czyta z Harry'ego jak z obrazka, ale zarazem nic tak naprawdę o nim nie wie. Potrafi udawać, że wie wiele, ale, bądźmy szczerzy, nie ma żadnego pojęcia o Harrym. Poza tym, jak sama wspomniałaś, pomysł podróży w czasie był dla Toma po prostu niesłychany. Pamiętaj, że w jego czasach nie było nawet Zmieniaczy Czasu. Wszelkie ingerowanie w czas było nie do pomyślenia, uważane jedyne za śmieszne bajki, wymysł szalonych naukowców. A co do twoich słów o Tomie, to, cóż... trudno się z tobą nie zgodzić :). Co do uprzedmiotowienia Harry'ego - Riddle taki właśnie jest. Tak traktuje swoje zabawki. A, jak na razie, tym właśnie jest dla niego Harry. Tom nie może mieć zielonego pojęcia o tym, jak się to wszystko ostatecznie skończy. Dziękuję za miłe słowa - naprawdę cieszę się, że podobało ci się tłumaczenie :). Himitsu, tak podpuszczać czytelników, no wiesz ;). Więcej nic nie powiem, bo właściwi twój komentarz nie był skierowany do mnie ;). Edge, bardzo cieszę się, że podoba ci się moje tłumaczenie - to wiele dla mnie znaczy. Pierwsza poważna walka powinna być opublikowana w następnym tygodniu. Tyle mogę powiedzieć :). ozi, cieszę się, że tak sądzisz :). Mam nadzieję, że nie zawiedziesz się kolejnymi rozdziałami :). Czytadlo, miło mi słyszeć, że rozdział ci się podobał :). Nie mogę się nie zgodzić - też uważam, że rozmowy między chłopakami są magnetyczne. Ja zdecydowanie wolę władczego i niebezpiecznego Toma, skoro o tym już wspomniałaś :). Oczywiście bardzo lubię też tego uroczego Riddle'a, ale to nie on trafił do mojego serca :). Dziękuję za komentarz. AyoAdanna, Tom w "Ulubieńcu" jest już bardziej obyty w całej sytuacji i... nie potrafię stwierdzić, która jego odmiana jest bardziej kanoniczna. Jego postać została niestety w kanonie tylko pobieżnie omówiona, nigdy nie mieliśmy okazji wejść głębiej w jego zachowanie między Ślizgonami...

Miłego czytania!


Gracz Przeszłości

Rozdział dziewiąty

Harry delikatnie zacisnął palce wokół uchwytu swojej różdżki – nie oczekiwał, że uda mu się wyjść z tego zwycięsko, ale z całą pewnością nie miał też zamiaru poddać się i w ogóle nie walczyć, jeżeli do tego dojdzie! Riddle przyglądał się mu leniwie, ale jego oczy wypełnione były determinacją, jak u szykującego się do ataku węża.

- Zatem, mój drogi, może powiesz nam prawdę? – zapytał po chwili. Harry zmusił swoją twarz do pozostania bez żadnego wyrazu, chociaż niezmiernie trudno było mu powstrzymać się od zaciśnięcia pięści lub zębów.

- Zatem, dupku, może odwalisz się od spraw innych ludzi? – zripostował chłodno. – Poza tym, mówiłem prawdę.

- Gdybyś mówił prawdę… to dlaczego tak bardzo zawracałbyś sobie głowę tym, aby ją wcześniej ukryć? – zakwestionował Riddle. – Powinieneś nie mieć nic do ukrycia, skoro, jak twierdzisz, jesteś „nikim", przeciętny, zwyczajny.

- Nawet zwykli ludzie skrywają swoje zwykłe tajemnice i zwyczajnie pragną czegoś, co nazywa się prywatnością… słyszałeś o niej kiedyś?

- W takim razie przyznajesz, że masz swoje tajemnice? – zauważył Riddle, jego oczy błyszczały. Harry zacisnął z irytacją szczękę.

- Jak my wszyscy; śmiem twierdzić, że sam masz ich sporo. Dlaczego o nich nie powiesz, Tom? No dalej, prefekcie, daj sobą przykład – drażnił go. Tom odchylił głowę do tyłu.

- Ujawnię ci moje, jeśli ty ujawnisz mi swoje. – Na twarzy chłopca pojawił się uśmieszek. – Tajemnica za tajemnicę? Ty pierwszy.

- Dlaczego miałbym się na to zgodzić? – Harry uniósł brew, myśląc szybko. Nie podobało mu się ogarniające go poczucie ponownego zapędzenia w kozi róg, bycia badanym jak znajdujący się pod mikroskopem robak. – To jasne, że milcząc nic nie stracę, a ty jesteś zainteresowany moim życiem znacznie bardziej niż ja twoim.

- Ponieważ… - Uśmieszek Toma rozszerzył się. - …odmowę zrobienia tego wezmę jako… ach, rezygnację z gry i po prostu wyciągnę sobie tę wiedzę z twojej uroczej główki.

Tym razem otaczające go różdżki skierowały się bezpośrednio na niego z powodu małego gestu, który wykonał Riddle, przyglądając mu się zarazem spokojnie, z miłym uśmiechem na twarzy.

- To jak, kochanie? Milcząc również niczego nie zyskasz.

Harry zacisnął pięści, przesuwając wzrokiem po otaczających go osobach, w ciszy rozważając, czy byłby w stanie poradzić sobie z nimi wszystkimi i Riddle'em, gdyby powiedział „nie". Być może gdyby Riddle'a tutaj nie było, mógłby. Ale nie z Tomem. Jakim cudem Riddle mógł wyciągnąć wszystko z jego głowy?

Postanowił zapytać.

- Za pomocą sztuki umysłu zwanej Legilimencją – odpowiedział natychmiast Riddle. – Twoja kolej. Co ukrywasz?

Cholera. To nie było fair, nie zgodził się „grać" i nawet, gdyby tak było, to z pewnością nie zadałby tak trywialnego pytania.

A jednak… z tego, co zrozumiał, Riddle naprawdę był w stanie po prostu przeczytać jego myśli, gdyby znudził się pogrywaniem sobie z nim; gdyby Harry odmówił i przerwał grę.

Młody Czarny Pan łatwo się nudził, chciał mieć coś do roboty, mieć jakieś wyzwanie. To wyzwanie powstrzymywało go przed zrobieniem tego po prostu w najłatwiejszy sposób.

Harry musiał w jakiś sposób stać się dla niego interesujący, a do tego stanowić dość dobrego przeciwnika, aby Riddle grał, a nie po prostu brał sobie to, co chciał.

Myślami szukał gorączkowo czegokolwiek, czym mógłby kupić sobie czas potrzebny na wyślizgnięcie się z tej sytuacji i ucieczkę.

- Jeśli zgodzę się na granie – odparł po chwili – będę grał tylko z tobą, nie z nimi wszystkimi. Chyba że, oczywiście, czujesz się przeze mnie zagrożony. W tym przypadku muszę powiedzieć, że czuję się zaszczycony tym, iż jesteś zbyt przerażony, by ścierać się ze mną bez swoich czterech sługusów trzymających cię za rękę.

Wargi Riddle'a uniosły się nieznacznie, ale po chwili chłopiec skinął głową na swoich śmierciożerców, wskazując im, że mają się oddalić.

Zrobili to bez zbędnych słów, chociaż Lestrange rzucił mu urażone spojrzenie.

Harry przełknął ślinę, z jakiegoś powodu nie czując tak wielkiej ulgi jak myślał, że go ogarnie, kiedy Ślizgoni odejdą. Nie mieli teraz żadnych świadków, a szczerze wątpił, by pieski Riddle'a pozwoliły komukolwiek im przeszkadzać… lub komukolwiek odejść.

Dyskretnie wziął uspokajający oddech, zmuszając swoje ciało do zrelaksowania się, starając się zachowywać nonszalancko, chowając ręce do kieszeni – mocniej zaciskając je wokół swojej różdżki i po to, by ukryć ich drżenie.

- Mam powtórzyć pytanie? – zapytał niewinnie Tom.

- Ukrywam to, co nie chcę, by wiedzieli o mnie inni ludzie – poinformował ostrożnie.

Brwi Riddle'a uniosły się na ten brak odpowiedzi, po czym chłopiec wstał, okrążając go, przyglądając mu się badawczo. Harry śledził go oczami, ale nie ruszał swoją głową, nie pozwalając sobie na okazanie słabości.

Myślał nad pytaniem, które mogłoby zaniepokoić chłopca, sprawić, że ten się wycofa, a które nie dawałoby do zrozumienia jak wiele już o nim wiedział. Z drugiej strony nie chciał też wykorzystywać tej sytuacji do zdobycia bezużytecznych informacji poprzez pytanie o coś, o czym już wiedział.

- Masz plany, które mnie dotyczą. Jakie one są?

Riddle zatrzymał się za nim, prawdopodobnie robiąc to celowo, by go zdenerwować. Harry praktycznie był w stanie usłyszeć uśmieszek w jego głosie.

- Po prostu chcę cię lepiej poznać, skarbie.

Harry zmarszczył brwi, próbując go zrozumieć… chłopiec chciał poznać jego tajemnice? Prawdopodobnie tak. To się nie stanie, a przynajmniej nie z czymkolwiek istotnym.

Zdał sobie sprawę, że żaden z nich nie miał tak naprawdę zamiaru bezpośrednio odpowiadać na zadane pytania, w tej grze informacje zdobywało się poprzez czytanie między wierszami, zauważanie niejasnych dwuznaczności i wszelkich potknięć lub zmian w wyrazie twarzy, które mogłyby coś ujawnić.

- Skąd mnie znasz? – zapytał Tom, okrążając go tak, by po raz kolejny stanąć przed nim, całkowicie skupiając na nim swoją uwagę.

- Dzielę z tobą dormitorium, Dippet nas sobie przedstawił. O ile pamiętam, byłeś przy tym.

W następnej sekundzie powietrze wokół niego stało się chłodniejsze, zdecydowanie bardziej niebezpieczne i… syczące. Znajdujące się w Pokoju Wspólnym węże ożyły z kamiennych posągów na ścianach, opadając na podłogę, otaczając ich.

Jego oczy rozszerzyły się.

Riddle nie potrzebował śmierciożerców, którzy wskazywaliby na niego różdżką, każdy cal powierzchni ich domu był dla kogoś wężoustego wystarczającą bronią.

Dla niego też.

Tyle że, niestety, nie mógł tak naprawdę korzystać teraz z tego szczególnego talentu bez ujawniania, iż go posiada… co z całą pewnością nie byłoby dobre.

- Spróbuję jeszcze raz – mruknął Riddle, najwyraźniej nie chcąc grać w grę „czytanie między wierszami". Niecierpliwy. A może po prostu eskalował ze zwyczajnej słownej potyczki na wyższy stopień przesłuchiwania, bardziej… bezczelny? – Jak to możliwe, że znasz mnie tak dobrze, iż wiedziałeś, jak mam na imię w sekundzie, w której mnie zobaczyłeś, co?

Węże przypełzły bliżej, sprawiając wrażenie gotowych do ataku. Harry odsunąłby się od nich, ale, szczerze mówiąc, były wszędzie. Slytherin wygrawerował wiele węży na kolumnach tych komnat, ich ścianach i krawędziach, a także kominkach, drewnianych nogach kanap i foteli.

- Odpowiedziałem już na twoje pytanie – odpowiedział spokojnie, nie odwracając od chłopca wzroku. – Teraz moja kolej… chociaż zawsze możesz się poddać…

Wyraz twarzy Riddle'a był jak wyrzeźbiony z lodu, mroźny, śmiertelny i gładki jak szkło. Chłopiec jednak wskazał tylko Harry'emu ręką, by wykonał swój ruch.

Miał ochotę zapytać „czy szybko biegasz?", ale zaraz z tego zrezygnował, jako że nie ufał otaczającym pokój wężom, a Riddle i tak by go w końcu dopadł.

Poza tym, najprawdopodobniej jego słudzy byli tuż za drzwiami, bez wątpienia gotowi na to, by zablokować mu drogę. Uśmiechnął się złośliwie, wpadając na doskonałe pytanie.

- Jaki jest twój najgłębszy sekret?

Ku jego zdziwieniu, Riddle odwzajemnił ten uśmieszek, zbliżając się do niego, co spowodowało, iż Harry automatycznie zaczął się cofać, w czym po chwili przeszkodziła mu uderzająca w jego kolana kanapa.

Kanapa z wężami.

Natychmiast zdał sobie sprawę, że Riddle przewidział jego ruch – będzie musiał w końcu nauczyć się tego, by nie cofać się pod wpływem bliskości i dotyku chłopca, jako że dziedzic Slytherina wykorzystywał to i manipulował nim z tego powodu - ponieważ węże owinęły się wokół jego łydek, szarpiąc nim tak, iż stracił równowagę i opadł na kanapę, na której dwa pozostałe od razu owinęły się wokół jego ramion, wyciągając jego dłonie, wraz z różdżką, z kieszeni.

Zerknął na nie, nagle pragnąc, by Riddle wiedział, iż jest wężousty, aby ukrywanie tego nie było dla niego problemem. Nie wykonał jednak żadnego ruchu.

Wokół niego rozbrzmiewały podekscytowane syki, a materiał jego spodni i koszuli zaczął być dla niego okropnie nieprzyjemny. Tom pochylał się nad nim, a jego ręce spoczywały po obu stronach ramion Harry'ego na oparciu kanapy, skutecznie go więżąc.

- To zmarnowanie pytanie, Harrisonie, gdyż wydaje się, iż znasz już na nie odpowiedź.

Jego usta pochyliły się drwiąco do jego ucha w imitacji tego, jak dzieci dzieliły się z innymi swoimi sekretami.

- Nie jestem tym, kim się wydaję.

Jasne. No tak. To był właśnie powód, dla którego w ogóle zachowywał się jak wzorowy uczeń, czyż nie? To maskowało prawdziwą naturę Riddle'a, Czarnego Pana. Mroczną stronę, która, jak doskonale Harry wiedział, była w nim.

To było zmarnowane pytanie – a wydawało się takie dobre! Naprawdę był teraz najlepszy czas na to, by wiecznie otaczające go szczęście w końcu zaczęło działać i pozwoliło mu uciec.

- Zatem, jak to możliwe, że znasz mnie tak dobrze, iż znałeś moje imię w sekundzie, w której mnie zobaczyłeś?

Serce Harry'ego zatrzymało się. Nie mógł pozwolić sobie na to, by nie odpowiedzieć, ale… och. Genialne. Uśmiechnął się triumfalnie.

- Twoja reputacja cię wyprzedza.

To było to. Odpowiedź. Prawdziwa, ale nie ujawniała niczego, czego Riddle by już nie podejrzewał i na nic nie odpowiadała.

Chłopiec przez minutę przyglądał mu się w milczeniu, jego oczy błyszczały, chociaż Harry nie był pewien, czy było to dobre, czy złe.

Powietrze między nimi wręcz wrzało z napięcia. Po chwili Riddle uśmiechnął się, chociaż nie był to szczególnie miły uśmiech.

- Jesteś dziwny, Harry, inny. Powiedziałem ci, że jestem Czarnym Panem, a ty, związany przez węże, które bez wątpienia słyszysz, że mogę kontrolować, nadal mi się przeciwstawiasz. Kim jesteś? Czym jesteś?

Harry milczał, tak naprawdę nie będąc nawet w stanie wymyśleć czegokolwiek, co mógłby odpowiedzieć na takie oświadczenie. Tom odwzajemnił jego spojrzenie. Harry był zaskoczony tym, że nie użył jeszcze różdżki – Voldemort by to zrobił, a Tom był Voldemortem… prawda?

Po chwili Riddle wyciągnął różdżkę z szyderczym westchnieniem.

- Przypuszczam, że w takim razie się poddajesz.

Och, nie zdawał sobie sprawy, że to było pytanie, a nie retoryczna zaduma. Cholera.

- Jestem, kim jestem – odpowiedział szybko. – Wygląda na to, że bardziej cierpliwy od ciebie. Dlaczego chcesz mnie poznać?

Riddle zamarł ponownie, zaspokojony. Harry ostrożnie się mu przyglądał.

Gry.

Wyzwania.

Riddle je uwielbiał, kwitł przy nich, była to jedyna rzecz, która powstrzymywała go przed zwyczajnym zaatakowaniem i natychmiastowym zadaniem śmiertelnych ran. Tom uwielbiał polować, jak prawdziwy drapieżnik.

Już, w pewnym sensie, to ustalił.

Po prostu nie wiedział, co stanowiło dla niego wyzwanie, a co nie, nie wiedział jak być… wyzwaniem.

- Wiedza to władza – powiedział gładko Riddle.

Władza. Riddle chciał mieć nad nim władzę. To znów związane było z poddaniem się.

Jakkolwiek Tom uwielbiał wyzwania, nie tolerował, kiedy ktoś zagrażał jemu lub jego imperium. Jak… paradoksalnie.

Riddle przyglądał mu się przez chwilę z namysłem, a jego różdżka wzniosła się leniwie, śledząc linię jego szczęki i przesuwając na bok jego grzywkę.

- Jaka jest historia tej blizny?

Harry natychmiast poczuł niepokój i nie wiedział, co było tym spowodowane, bo było to jedno z łatwiejszych do odpowiedzenia pytań. A następnie uświadomił sobie, że chodziło o różdżkę.

O… trzymającą ją rękę, znajdującej się tak blisko przeklętej błyskawicy. Rękę, która ją stworzyła. To powodowało u niego ból głowy.

Nie bolała go tak, jak przy Voldemorcie, ale ból i tak się tam znajdował, poza tym Tom tak naprawdę, fizycznie, go jeszcze nie dotykał. Odchylił od niego swoją głowę, nie będąc się w stanie przed tym powstrzymać, kiedy intensywność bólu w jego bliźnie zaczęła rosnąć, powoli stając się coraz boleśniejsza, jak gdyby jego głowa miała zaraz wybuchnąć.

- Dziwaczny wypadek – powiedział szybko, mając nadzieję, że przejdą dalej. Jego umysł wirował.

To był wypadek, Voldemort miał zamiar go zabić, był również dziwaczny, gdyż nikt nie powinien przeżyć morderczego zaklęcia. Blizna reagowała na Voldemorta… dlaczego? Reagowała na Toma… tym bardziej, dlaczego tak było?

- Co muszę zrobić, abyś na stałe się ode mnie odwalił? – zapytał gwałtownie.

Ale wzrok Riddle'a przesunął się teraz na jego bliznę, a jego głowa przechyliła się na bok.

- Wcześniej nie byłeś tak poddenerwowany – zauważył chłopiec. – To ta blizna po przekleństwie. Coś w niej jest. Ona… - Riddle przykucnął, sprawiając, że ich oczy znalazły się na tym samym poziomie, wolną ręką chwytając jego szczękę, bardziej się mu przypatrując. – Ona cię boli.

Skąd, do cholery, Riddle o tym wiedział?

Harry odchylił się do tyłu, kiedy Riddle pozwolił swojej różdżce opaść na kanapę obok różdżki Harry'ego, kilka cali od uwięzionych przez węże rąk chłopca… zresztą Riddle wydawał się mieć lekką obsesję na punkcie fizycznego ograniczania jego ruchów… przypierał go do murów, używał węży jako lin… dlaczego?

Chodziło o… potyczkę o władzę. Riddle zauważył jego niechęć do kontaktu fizycznego, a ponadto jego nienawiść do znajdowania się w stanie, w którym jego ruchy są ograniczone.

To przywodziło mu na myśl cmentarz, przywiązanie do nagrobka… a także pomieszczenie z Quirrelem i lustro. Również w nim był w pewien sposób związany.

Przypuszczał, że był to sposób na wyeliminowanie zagrożenia, tego fizycznego. To pozwalało Riddle'owi bawić się jego umysłem, nie zwracając przy okazji uwagi na uniknięcie kierującej się w stronę jego twarzy pięści lub czegoś w tym stylu. Na pojedynkowanie się. To zwiększało podatność jego przeciwnika na zranienie, poprawiając jednocześnie pozycję dziedzica Slytherina.

Dłoń Riddle'a skierowała się ku jego twarzy, odgarniając jego grzywkę. Jego ciało napięło się.

- Nie… - zaczął.

Jego głowa eksplodowała bólem.


Ręka Toma szybko cofnęła się, kiedy dziwne uczucie przeszło przez jego palce, szarpiąc boleśnie czymś wewnątrz niego, odpychając go i zarazem przyciągając.

Cofnął się, kiedy magia Harry'ego wzrosła, odrzucając go. Brutalna, czysta moc. Stracił oddech z powodu tego nagłego uczucia, tej czystej mocy.

Tak wielkiej, ukrytej mocy.

Krew. Blizna krwawiła. On… to nie było normalne. To… miał mętlik w głowie.

- Blizna po klątwie – szepnął. – To blizna po klątwie. Mrocznej. Która… reaguje na mnie. Skąd u diaska masz taką bliznę po klątwie? – zażądał odpowiedzi.

Harry spojrzał na niego ze wściekłością, ogniem w oczach, zaciśniętymi zębami, magią, która uspokoiła się i wróciła do postaci bardziej przypominającej tą, w której była wcześniej. Wpatrywał się w chłopca ze zdziwieniem.

Nie wiedział, co spodziewał się znaleźć pod warstwami kłamstw, nie wiedział nawet dlaczego Harry go znał, ale… to było... był zdezorientowany. Nie wiedział. Nie lubił nie wiedzieć.

To było coś o wiele większego. Zaczął się zastanawiać, w co się wpakował, a do tego nigdy nie czuł się tak… rozradowany.

Harry był naprawdę niebezpieczny, pogrywanie sobie z nim było prawdziwym wyzwaniem, gdyż nie bawił się nim po prostu jak zabawką, obaj grali. To było… inne. Nowe.

Znalazł sobie prawdziwego przeciwnika!

- Wydaje mi się, że to nie jest twoja kolej na zadanie pytania – odparł irytująco Harry. Tom zaczął nagle zastanawiać się, dlaczego myślał, iż wyzywający charakter chłopca był czymś dobrym.

Groźnie ruszył do przodu. Nie powinien naciskać, ale… naciskanie było czymś, co wychodziło mu najlepiej. Naciskanie i pomiatanie.

- Dlaczego posiadasz bliznę po klątwie, która jest ze mną połączona? – odparł cicho, podczas gdy jego umysł szalał na najwyższych obrotach. Czy to dlatego Harry go znał? Tyle że nie było to możliwe… Tom nigdy go nie spotkał. Pamiętałby to.

- Usuń węże, zaczyna nudzić mnie twoje powtarzanie się – odpowiedział Harry, lekceważąco przewracając oczami.

Rzucił się na niego, zaciskając palce na włosach chłopca i odsłaniając jego gardło, podczas gdy jego druga dłoń unosiła się nad blizną po klątwie. Harry zesztywniał.

- Dlaczego posiadasz bliznę po klątwie, która jest ze mną połączona? – szepnął znów. Pozwolił swoim palcom przenieść się, kiedy nie nadeszła żadna odpowiedź.

Harry skręcił się w jego uścisku, próbując uciec od nadchodzącego bólu. Bólu, który mógł spowodować przez sam dotyk… Czy Harry o tym wiedział? Czy to dlatego wzdrygał się przy jego dotyku? A może chodziło o coś innego?

- Ty draniu, nie waż się… - warknął Harry.

- Dlaczego posiadasz bliznę po klątwie, która jest ze mną połączona?! – zażądał i obaj wiedzieli, że robi to po raz ostatni, ledwo będąc w stanie opanować się na tyle, by powiedzieć to po angielsku.

A następnie drzwi do Pokoju Wspólnego otworzyły się.


Węże natychmiast wróciły na swoje miejsce i Harry gwałtownie wyprostował się, wyglądając, jakby nic się nie stało, tak samo jak Tom. Magia przeszła przez jego twarz, usuwając z niej wszelkie ślady krwi.

Spojrzeli na drzwi.

Serce waliło Harry'emu szaleńczo w klatce piersiowej. Nagle stał się bardziej świadomy stojącego niezwykle blisko niego chłopca, tak blisko, że czuł jego ciepło, które parzyło mu skórę.

Horacy Slughorn: nauczyciel eliksirów i głowa domu Slytherina.

Maska Toma bez zarzutu wzniosła się na twarz, jak druga skóra.

- Coś się stało, profesorze? – zapytał. Horacy przez chwilę spoglądał na nich, delikatnie skołowany, marszcząc brwi.

Harry spojrzał na siebie, zdezorientowany, ale nie był w stanie dostrzec niczego, co mogłoby być powodem takiego przyglądania się.

- Ja… Panie Evans, dyrektor i profesor Dumbledore proszą cię o przyjście do gabinetu dyrektora – sapnął mężczyzna, jakby niezadowolony tym, iż został wykorzystany jako sowia poczta. – W tej chwili.

Harry wstał, zażenowany, nie musząc nawet spoglądać na bok, by wiedzieć, że te ciemne oczy skierowane były na jego twarz.

- Oczywiście – wymamrotał. – Dziękuję, profesorze.

- Zobaczymy się później, Harry – zawołał za nim Riddle, uśmiechając się. W pełni świadomy obecności Slughorna, Harry wysłał mu jedynie napięty uśmiech.

Wszystko stawało się coraz gorsze.

A za trzy tygodnie było Halloween.