Disclaimer: I don't own Harry Potter.


Autor oryginału: Jpena

Link do oryginału: s/8550456/1/Green-Eyes

Zgoda na tłumaczenie: jest

Paring: SS / OC


Tym razem rozdział dłuższy : ) Nie mam pojęcia dlaczego, ale o wiele łatwiej tłumaczy mi się rozdziały z punktu widzenia Amelii. Zapraszam : )


Rozdział 10


Pierwszy dzień w nowej pracy był całkiem przyjemny – mógł na spokojnie usiąść w swoim gabinecie i zapoznać się z prowadzonymi badaniami. Już wcześniej dowiedział się, czym konkretnie będzie się zajmował – jakby nie patrzeć od wielu lat analizował wpływ klątwy Cruciatus na ośrodkowy układ nerwowy oraz ogólną istotę tego zaklęcia. Nigdy nie miał na to wystarczająco czasu, ponieważ jego dzień wypełniony był innymi obowiązkami. Nauczanie młodzieży, patrolowanie korytarzy oraz szpiegowanie było czasochłonne i zajmujące.

Przed wyjściem z pracy przypomniał sobie swoje poranne spotkanie z Amelią Williams. Było w tej kobiecie coś dziwnego – kojarzyła go z wyglądu, choć nie powinna. Był zbyt dobrym czarodziejem, żeby ot tak sobie przełamała jego zaklęcie…

Pomyślał nad tym chwilę, po czym deportował się do domu.


- Dobry Merlinie, byłem pewien, że nigdy nie zasną. Snape jest jakimś pieprzonym świętym. To nie są chłopcy. To jakieś reinkarnacje cholernego szatana!

- Harry był dzisiaj troszkę trudny – przyznała Hermiona, opierając się plecami o klatkę piersiową swojego chłopaka.

- Bądź szczera, Mionka. Harry jest po prostu koszmarny w zasypianiu. W porównaniu do niego, Draco to istny aniołek.

- Po prostu tęsknili za profesorem.

- W życiu bym nawet nie przypuszczał, że Harry będzie tak przywiązany do swojego ojca. W sumie to musieliśmy go nosić na rękach dobrą godzinę po tym, jak Snape wyszedł – powiedział Ron. – Normalnie cieszę się, że musimy się nim opiekować tylko raz w tygodniu – dodał, całując Hermionę w płatek ucha i rękoma błądząc po jej brzuchu.

- Przepraszam, że przeszkadzam, ale nie mogę pozwolić na kontynuowanie tego, panie Weasley – powiedział Severus. Jeśli miał być szczery, to ucieszyła go reakcja panny Granger. Dziewczyna natychmiast odskoczyła od swojego chłopaka na przynajmniej trzy metry i zrobiła się wręcz purpurowa. - Dobrze. Teraz postarajcie się zachowywać jak prawie-dorośli i powiedzcie mi, jak tam moi chłopcy – dodał. W jego głosie dało się słyszeć zazdrosną nutę.

- Harry tęsknił za panem, profesorze. Był niepocieszony. Najpierw bardzo płakał i przestał, dopiero gdy Ron przypadkowo się potknął. Wtedy wybuchnął takim śmiechem, że ledwo łapał oddech – opowiedziała Hermiona.

- Potem specjalnie się potykałem, żeby się cieszył – dodał Ron.

- Draco był o wiele spokojniejszy. Ładnie bawił się klockami. Cały czas wkładał je do ust. Myślę, że zaczął ząbkować. Nie był marudny. Grymasił tylko wtedy, kiedy Harry nie zwracał na niego uwagi – kontynuowała Hermiona.

- Obydwaj są bardzo energiczni, profesorze. Próbowali wszędzie wejść. Nawet pan nie wie, jak się wtedy cieszyłem, że dom jest odpowiednio przystosowany – wtrącił Weasley. - Jesteśmy po prostu wyczerpani.

- Rozumiem – odpowiedział Severus, kierując się na piętro. – Możecie zostać na kolacji, jeśli będziecie chcieli – dodał po namyśle. Uznał, że takie podziękowanie będzie wystarczające. Mimo że był im wdzięczny za opiekę nad dziećmi podczas jego nieobecności wolał, żeby nie przekraczali pewnej granicy.

- Och, z wielką chęcią – powiedział ucieszony Ron.

Severus nie oglądał się na nich dłużej. Na piętrze sprawdził jak tam chłopcy. Obydwaj spali. Potem wziął prysznic, a po nim zajął się przygotowaniem gulaszu. Gryfoni mu pomogli.

Gdy już siedli przy stole, to Hermiona odezwała się pierwsza.

- Draco jest niesamowicie uroczy. Przez myśl mi nawet nie przeszło, że może taki być.

- Nie sądziłem, że kiedyś polubi pani „fretkę" panno Granger. Jestem zszokowany – odpowiedział Severus.

Kobieta roześmiała się.

- Jest cudowny. Dzisiaj wydął śmiesznie wargi i powiedział „jeś". Był słodki, prawda Ron?

- O dziwo, faktycznie taki był. Teraz jest lepszy w porównaniu do dawnego siebie. Taka udoskonalona wersja – powiedział Weasley, po czym natychmiast pożałował tych słów. – Przepraszam, profesorze. Nie… chciałem…

- Niech pan się nie jąka. Mnie też czasami się wydaje, że to odmłodzenie jest istnym błogosławieństwem – przyznał Severus.

Kolejnych kilka minut dyskutowali na temat wygłupów maluchów, po czym temat zmienił się na Owutemy.

- Jak tam przygotowania? – zapytał.

- Mamy własny plan oraz zajęcia, które odbywają się w Hogsmeade. Chcieliśmy też zapytać pana o możliwość tutoringu – odpowiedziała Hermiona wyglądając, jakby z góry zakładała, że dostanie negatywną odpowiedź.

- Pod jednym warunkiem – tylko wasza dwójka, nikt inny – stwierdził.

- Och! Dziękuję, dziękuję! Dziękujemy! – krzyknęła kobieta, po czym wstała i z radości zarzuciła Severusowi ramiona na szyję. Mistrz Eliksirów rzucił zrozpaczone spojrzenie Weasleyowi.

- Nic pan na to nie poradzi. Trzeba się przyzwyczaić. Hermiona lubi się przytulać. Jak już zacznie, to nie przestanie – zaśmiał się Ron.

Severus był zaskoczony tym, że siedzący naprzeciwko niego chłopak zareagował tak swobodnie na widok swojej dziewczyny przytulonej do innego mężczyzny. Gdy panna Granger się uspokoiła, poszła do salonu po plan zajęć, który (jak się okazało) miała już wcześniej przygotowany, podczas gdy Mistrz Eliksirów został w jadalni sam z Ronem.

- Będziecie obecni w życiu Harry'ego i Draco. Nie ma sensu, żebyśmy utrudniali sobie życie i zwracali się do siebie tak formalnie. Musimy się do siebie przyzwyczaić. Mówcie mi proszę po imieniu – powiedział po chwili milczenia Severus.

- Mionka! Nie uwierzysz… - krzyknął Ron, uśmiechając się od ucha do ucha.


Po dopracowaniu planu nauki, który zaspokoiły jednocześnie Severusa i Hermionę, młodzi czarodzieje zebrali się do wyjścia.

- Przyjdziemy w sobotę rano. Pasuje ci to, Severusie?

- Tak, Hermiono. Idźcie, zanim zmienię zdanie – odpowiedział.

Dziewczyna zaśmiała się.

Kiedy wyszli na dwór, ich oczom ukazała się Amelia Williams.

- Hej sąsiedzie! Nie przedstawiłeś się ostatnio…

- Severus Snape – odpowiedział szybko.

- Mieszkasz z nimi? – zapytała, przyglądając się uważniej parze nastolatków.

- Nie, zajmujemy się jego dziećmi – odpowiedziała grzecznie Hermiona. Po minie lekarki można było z łatwością wywnioskować, że stojąca naprzeciwko niej dziewczyna wydawała się jej dziwnie znajoma.

- Och, więc jesteś żonaty… - skomentowała Amelia, wyglądając na skonsternowaną.

- Co? Że profesor? Na pewno nie… - parsknął Ron i już po chwili skrzywił się z bólu. Hermiona dźgnęła go łokciem w żebra.

Severus patrzył na to wszystko, czując się dość niekomfortowo.

- No cóż. W takim razie do zobaczenia. Może nawet jutro – powiedziała lekarka, najwyraźniej uznając, że zdobyła kilka ciekawych informacji.


Amelia weszła do swojego domu, nie oglądając się już na czarnowłosego sąsiada. Niepokoił ją do tego stopnia, że rozmyślała o nim cały dzień. Nie był szczególnie atrakcyjny fizycznie, ale jeśli miała być szczera, to nigdy nie pociągali ją przeciętni mężczyźni. Zawsze przychylniejszym okiem spoglądała na tych odróżniających się od całej reszty. Szczególną uwagę zwróciła na jego nos – nie należał do najmniejszych. Co więcej, wyglądał jakby został złamany więcej niż raz.

Gdy się bardziej na tym skupiła, doszła do wniosku, że najbardziej podobają się jej jego ciemne oczy i kości policzkowe. Mógł co prawda odwiedzić fryzjera i nieco przyciąć włosy, ale nie one były najważniejsze. Bardzo pociągający był też jego głos – głęboki i hipnotyzujący.

Z niewianego powodu miała też wrażenie, że już gdzieś wcześniej widziała te oczy i słyszała ten niesamowity głos. Spotkali się już wcześniej? Gdzie? Amelia miała pamięć fotograficzną – zapamiętanie twarzy nie stanowiło dla niej żadnego problemu. Ta zdolność była szczególnie przydatna, gdy uczyła się w szkole medycznej. Tak samo te dokumenty… Gdy podnosiła je z rana, dałaby sobie za to głowę uciąć, że były nie do naprawienia…

Nalała sobie kieliszek wina i postanowiła, że już dzisiaj nie będzie rozmyślać na temat swojego tajemniczego sąsiada. Włączyła telewizor i zaczęła przysłuchiwać się wiadomościom. Dochodziła już północ. Poniedziałki w pracy zawsze były najgorsze. Najchętniej wzięłaby już gorącą kąpiel i położyła się spać.


W domu naprzeciwko, Severus był zły. W oczach Amelii Williams po raz kolejny dostrzegł rozpoznanie jego osoby. Niecałkowite co prawda, ale…

Hermiona nie wyglądała jakby ją rozpoznała. Lekarka też nie zwróciła na nią większej uwagi. Powinien przestać przejmować się tymi nonsensami i zerwać wszystkie kontakty z tą kobietą. Jak będzie to trudne? To Londyn, tutaj nikt się z nikim nie zna. A tym bardziej nikt nie miał czasu na pogaduszki z sąsiadami.

Amelii udało mu się unikać jedynie przez dwa dni. Wypatrzyła go niczym drapieżnik zwierzynę w środę wieczorem, gdy żegnał się z Molly.

- Ahoj sąsiedzie! – przywitała się wesoło, maszerując w jego stronę. Severus poczuł nagłą potrzebę zastrzelenia się. A przecież szło mu tak dobrze. Zanim się też zorientował, już do niej machał.

Gdy w końcu do niego podeszła, przyjrzała się Molly.

- Och, kolejna opiekunka?

- Spotkałaś już Andromedę lub mojego Rona, kochanie? – zapytała zachwycona Molly. Najprawdopodobniej bardzo jej się podobało, że tak szybko z kimś się zaprzyjaźnił.

- Poznałam Rona i jego dziewczynę – odpowiedziała Amelia, wyglądając jakby się nad czymś zastanawiała. Severus nie musiał nawet próbować przejrzeć jej myśli – na twarzy miała wypisane pytanie „ile osób zajmuje się tymi dziećmi?".

- To mój syn, kochanie. Chciałabyś się może napić filiżanki herbaty? Przygotuję kolację. Severus uparcie twierdzi, że jest najedzony jeszcze po obiedzie, ale nie wierzę mu.

- Molly, proszę. Pani Williams na pewno jest zmęczona… - próbował się wyłgać Mistrz Eliksirów. Nadaremnie, niestety.

- Z przyjemnością – przerwała mu kobieta. Z pewnością zauważyła, że w dniu, w którym jego dziećmi opiekowała się para nastolatków, to on był u władzy, lecz teraz sytuacja wygląda zgoła inaczej. Molly była zbyt dominującym typem, żeby się jej przeciwstawiać. Amelia umiejętnie wykorzystuje swoje zdolności obserwacji. Co gorsza, sama rzuciła mu jedno twardsze spojrzenie, na którego widok od razu zamknął usta.

- Więc ustalone. Chodź, kochanie. Opowiesz mi nieco o sobie, gdy będę przygotowywała jedzenie. Ty Severusie, idź wziąć prysznic – przyda ci się – nakazała mu Molly.

Nie mogąc się powstrzymać, Amy zachichotała. Mistrz Eliksirów rzucił ponure spojrzenie obu kobietom.

- Nie przejmuj się nim, złotko. Głośno szczeka ale nie gryzie. Sterroryzował siedmioro moich dzieci, gdy były jeszcze w szkole. Pozwól, że opowiem ci historię, jak to kiedyś mój najmłodszy syn, Ron, ukradł samochód…

Nie mając większego wyboru, Severus wszedł do domu i zaczął kierować się ku łazience. Doskonale zdawał sobie sprawę, że Molly zawsze jest czujna i nigdy nie pozwala, żeby umknęło jej coś istotnego. Wspinając się po schodach, pociągnął żałośnie nosem. To nie była jego wina, że nie pachniał najlepiej. W pracy eksperymentował z nowymi ingrediencjami. Po szybkim prysznicu sprawdził chłopców. Wciąż smacznie spali. W tym momencie zazdrościł im niesamowicie. Jego czekała teraz ciężka kolacja.

- Zjem i już nigdy więcej jej nie zobaczę – wymamrotał do siebie. – Dlaczego Molly musiała zachować się aż tak przyjaźnie?


- Severusie, zajmij się sosem – powiedziała do niego Molly, gdy wszedł do kuchni. - Bardzo dobrze, Amy. A mówiłaś, że nie gotujesz…

Dwadzieścia cholernych minut. Tyle go nie było. I tyle w zupełności wystarczyło, żeby zaczęły mówić do siebie po imieniu. Po prostu cudownie.

- Tylko kroję warzywa, Molly. To żadne gotowanie. Pokroić kilka składników może każdy – odpowiedziała lekarka.

- Nie spotkałaś jeszcze Neville'a Longbottoma – wtrącił się Severus.

Molly rzuciła mu gniewne spojrzenie.

- Dla twojej informacji, mój drogi, Neville jest razem z Pomoną w Szkocji i radzi sobie bardzo dobrze.

Severus jedynie kiwnął głową i wrzucił warzywa do sosu.

- Potrafisz gotować – stwierdziła Amy, przyglądając się jego poczynaniom.

- Odkąd skończyłem szkołę – odpowiedział znudzonym tonem.

- Molly mi powiedziała, że przez długi okres czasu pracowałeś jako nauczyciel w szkole z internatem, a teraz jesteś szefem działu badawczego w laboratorium farmaceutycznym. Ja jestem lekarzem, więc wychodzi na to, że jesteśmy z tej samej branży.

Atmosfera w kuchni natychmiast zgęstniała. Jeśli Amelia faktycznie myślała, że będzie to dobry temat na rozmowę, pomyliła się. Molly była jednak niezawodna – widząc napięcie, wkroczyła do akcji.

- Pomożesz mi nakryć do stołu, Amy? – zapytała, krzątając się w okolicy. Gdy pani doktor wyszła, odwróciła się do Severusa. – Nie zrujnuj tego, proszę cię. To naprawdę urocza uzdrowicielka a ty potrzebujesz jakichś przyjaciół. Może ci pomóc.

- Już nam pomogła, Molly – odpowiedział, zaciskając zęby. – Ona jest lekarzem, który zbadał moich chłopców. Nie chcę przez przypadek odblokować jej prawdziwych wspomnień. Musiałem zmodyfikować jej pamięć i już teraz widzę, że coś sobie kojarzy.

- Nie bądź głupi. Nie chcę, żeby to, co powiem uderzyło ci do głowy, ale jesteś potężnym czarodziejem. Mało prawdopodobne, żeby cię skądś kojarzyła – stwierdziła Molly, po czym dołączyła do Amelii w jadalni.

Severus westchnął i zastanowił się, jakby to wyglądało zaledwie dwa lata temu. Najprawdopodobniej najzwyczajniej w świecie by się deportował bez słowa wyjaśnienia i nie przejmował dwiema czekającymi na niego kobietami.

Westchnął cicho raz jeszcze, po czym dołączył do nich.

- Pospiesz się, Severusie. Kolacja już ci stygnie – zakomunikowała Molly, ręką wskazując mu na pełen jedzenia talerz.

Spiorunował ją wzrokiem i usiadł naprzeciwko wścibskiej czarownicy. Kolacja o dziwo, nie była najgorsza. Tak właściwie, to przebiegła w całkiem przyjemnej atmosferze. Molly za swój cel postawiła sobie wyciągnięcie od Amelii wszystkiego, co było interesujące, dzięki czemu już po czterdziestu pięciu minutach uprzejmej rozmowy Severus dowiedział się, że lekarka ma trzydzieści pięć lat (choć wyglądała na młodszą), jej rodzice fascynują się podróżami i są już na emeryturze, oraz nie mieli więcej dzieci, co znaczy, że Amelia jest jedynaczką.

- Och, już tak późno! Artur musi być już chory ze zmartwienia – powiedziała Molly, zbierając się do wyjścia. – Pamiętaj o czym rozmawialiśmy, Severusie – dodała szeptem w jego kierunku, gdy rudowłosa kobieta nie patrzyła. – Cudownie było cię poznać, Amy! Jestem pewna, że Severus bardzo doceni twoją pomoc, zwłaszcza że teraz jest sam – zwróciła się do mugolki, po czym pocałowała ją w policzek i wyszła z domu.

Bycie sam na sam z Amelią było niekomfortowe dla Severusa. Nie był przyzwyczajony do posiadania w swoim otoczeniu ludzi, których nie znał.

- Masz bardzo ładny dom. Wygląda jak mój, z tym wyjątkiem, że masz piętro – powiedziała Amy.

Czarodziej milczał. Nie zamierzał współpracować. Jedną rzeczą było przyjęcie pomocy członków Zakonu Feniksa a czym innym nieznajomych.

- Nie jesteś zbyt rozmowny, co? Nieważne, mogę mówić za dwóch – oznajmiła Amelia, siadając na kanapie w salonie. – Molly mówiła, że masz dwójkę dzieci. Bliźniaki? – zapytała grzecznie, po czym upiła łyk herbaty.

- Nie – odpowiedział twardo.

Lekarka nie skomentowała tego w żaden sposób – jedyne co robiła, to patrzyła na niego zdeterminowana. No dobrze, czas na inne podejście. Po chwili wahania spojrzał w jej niebieskie oczy i… nie był w stanie dostać się do jej umysłu. Amelia przerwała kontakt wzrokowy.

- Co to było? – zapytała ze zmarszczonymi brwiami.

- Co takiego? – spytał zdezorientowany, ponawiając próbę. Nadal nic.

Kobieta ponownie odwróciła wzrok.

- Właśnie to. To coś dziwnego z oczami. Wyglądasz, jakbyś próbował mnie przejrzeć…

- Hm, przepraszam? – odpowiedział pytająco. Nie musiał udawać zaniepokojenia tą sytuacją. Był tym rozdrażniony i zmartwiony.

- Och, zapomnij o tym. – Machnęła lekceważąco ręką. – Trochę odpływam dzisiejszego dnia. Wróćmy do naszej rozmowy – dodała, wracając do swojej herbaty. Najwidoczniej liczyła, że zacznie temat.

Severus podszedł do niej bliżej. Jeśli nie subtelnie, to bezpośrednio…

- Dlaczego wciąż tutaj siedzisz? Nie wydaje ci się oczywiste to, że nie mam ochoty na pogaduszki?

Amelia uśmiechnęła się do niego.

- Muszę przyznać, że mnie zaintrygowałeś. Jesteś dość niesympatyczny i dzięki naszej małej pogawędce mogę swobodnie założyć, że nie masz najmilszego usposobienia. Nigdy nie kłamię, Severusie – uważam, że jest w tobie coś dziwnego. Odnoszę też wrażenie, że spotkaliśmy się już wcześniej.

- Niedorzeczność. Dopiero się tutaj przeprowadziłem. Gdyby nie Molly, nie siedziałabyś na mojej kanapie – odpowiedział drwiąco.

- Na dzisiaj może wystarczy. To był długi dzień a ty jesteś zgryźliwy. Wpadnę do ciebie w sobotę, kiedy znowu odwiedzi cię Molly ze swoją rodziną – stwierdziła Amy, wstając i całując go na odchodne w policzek.

- O co ci chodzi? – zapytał zaniepokojony ale kobieta już zamykała za sobą drzwi wejściowe.

Stojąc samotnie w salonie, miał czas żeby zastanowić się nad tym głębiej. Pierwsze pytanie, jakie zrodziło się w jego głowie, dotyczyło nieudanej próby legilimencji. Dlaczego nie potrafił spenetrować jej umysłu? Nigdy nie miał z tym problemów. Amelia jest mugolką – nie posiada żadnych magicznych umiejętności. Na podstawie kilku ich spotkań mógł też stwierdzić, że nie jest charłakiem.

Cóż za sprzeczność. Z jednej strony chciał się o niej dowiedzieć więcej a z drugiej wiedział, że kontynuowanie tej znajomości może być niebezpieczne. Na to, że Molly ją polubiła i zaprosiła na kolację, nic nie mógł poradzić.

Teraz gdy o tym pomyślał, to czy w ogóle pozwolił Weasleyom wpaść do siebie w sobotę? Och, nic z tego. Musi zafiukać do Molly i naprostować tę sprawę.