Jakimś cudem udało mi się dotrzeć do siebie i nawet się nie pogubić. Zbyt daleko nie miałem – w swoim nierozgarnięciu i natłoku myśli po poznaniu Akashiego z innej strony zdążyłem zapomnieć o tym, że mam pokój z całą resztą dżentelmenów.. tuż obok.
Jak się okazało wróciłem jako ostatni, i spodziewałem się, że może zabraknąć dla mnie miejsca, aczkolwiek zastał mnie całkiem miły gest – wolny futon między Aomine i Kise. Modlę się, by oboje spali, bo gdyby Aomine zaczął mnie wypytywać o Grażynę, albo Kise użalać się na temat swojej małżonki.. to czuję, że nie usnąłbym do rana, a potrzebuję trochę wypocząć.
Tak więc najciszej jak mogłem wsunąłem się pod kołdrę i zacząłem liczyć owce, mając nadzieję, że usnę. Jedna, dwie, trzy.. Ktoś dotyka palcem mojego policzka. Nie reaguję. Tu się śpi. Cztery, pięć, sześć.. Tym razem zostaję lekko szturchnięty. Nie reaguję, ale zaczynam być zirytowany. Siedem, osiem, dziewięć.. Tym razem ktoś ciągnie mnie za policzek. Liczę, że to było trzecie i ostatnie podejście osoby próbującej mnie zaczepić, bo jeśli nie, to się wkurzę. Dziesięć, jedenaście, dwanaście skaczących przez płotek owieczek..
- Ej..
Nie rozpoznaję głosu, ale już mnie to nie obchodzi. Wynurzam głowę spod kołdry i niezbyt cicho pytam:
- Co chcesz?!
Nie zdążyłem jednak zidentyfikować osoby która w bezczelny sposób nie daje mi spać, ponieważ przeciągnęła mnie na swój futon i zakryła mi usta dłonią.
- Kundlu, ciszej, to tylko ja.
Cholera. Aomine. No to mam po spaniu.. Ściąga rękę z moich ust, więc spokojnie obracam się twarzą do niego.
- Dobra, pomijam, że nie dajesz mi spać, ale czemu mam być ciszej?
- Eee.. mamy ciszę nocną?
Wywracam oczami. Jasne.
- Nie wyglądasz na kogoś, kogo by to obchodziło.
- Tsk. Dobra, nie obchodzi. Kise śpi.
- Tak się troszczysz o jego sen?
- Kurwa, bardzo. Powiem ci krótko bo inaczej chyba nie zrozumiesz – jest w stanie.. lekko nietrzeźwym, powiedzmy. I śpi koło ciebie. Jakby się obudził i cię zobaczył, to.. teraz czaisz?
Kiwam szybko głową ze strachem w oczach. Ten argument zdecydowanie do mnie przemówił. Chociaż..
- Aomine, ale to miejsce publiczne, więc wątpię, żeby..
- Dobra, jesteś taki odważny to go obudź. Za konsekwencje, żale, płacze na życie nie odpowiadam.
Wzdycham i przypominam sobie, słysząc o obudzeniu, że czegoś chyba ode mnie chciał.
- Przejdźmy do rzeczy bo jestem zmęczony. O co ci chodzi?
- Bo.. ten.. no.. – pociera palcami o palce. Boże. Błagam. Tylko nie..
- N-no o co?
- Bo ty się chyba dobrze znasz z tą.. Grażyną.. I.. czy mógłbyś..
Szybko stopuję jego zapędy, zanim to wszystko źle się skończy.
- Nie, nie mógłbym cię z nią umówić. Przypominam o zakazie związków.
- Chuje muje dzikie węże, ten zakaz ustalił nam koleś, który sam ma tyle dup na boku, że ciężko zliczyć. O jej numer chciałem zapytać, sam się.. z nią umówię..
Po tym, w jaki sposób mówi, nie muszę nawet widzieć jego twarzy, by wiedzieć, że się zawstydził. No i wykrakałem.. Mogłem udawać, że mam sen z kamienia, uniknąłbym tej sytuacji. Zabiję Garasu. Nawet nie wie, w co mnie wpakował.
Cholernie spocony na twarzy mamroczę pod nosem coś o sikaniu i próbuję wstać, ale bezskutecznie.
Mogłem chodzić na siłownię. Bo gdybym miał więcej siły to, jestem pewny, z łatwością wyszarpnąłbym się z uścisku Aomine.
- Nigdzie nie idziesz.
- Z-zleję się w-więc do ł-łóżka..
- Chuj mnie to. Daj mi ten numer.
- A-ale mi naprawdę się ch-chce.. – próbuję kłamać dalej, ale jak na takiego idiotę Aomine nie bardzo chce mi w to uwierzyć.
- Dla ciebie to jest minuta, a dla mnie to jest laska, o której nie zapomnę. Jestem kretynem, bo sam jej nie poprosiłem, ale kurwa, daj mi po prostu numer, to cię puszczę i szczęśliwie do niej rano przedzwonię.
- A-ale m-m-masz r-r-rejestr..
- Gówno, nie rejestr. Szef mi nie da, Akashi tym bardziej, a Kise po prostu mnie wyśmieje i będzie chciał jakiejś przysługi za to. Podaj numer, albo się wkurzę.
- M-m-m-muszę s-s-siku, n-n-naprawdę.. – od początku kłamałem, nie odczuwam potrzeby oddalenia moczu. Ale jeśli dalej Aomine będzie zwracał się do mnie w ten sposób, to naprawdę się zleję. Ze strachu.
- Daj. mi. ten. numer. TERAZ. – cedzi przez zęby, podnosząc głos przy tym ostatnim.
Miałem go już uciszyć, gdy odezwała się ostatnia osoba, którą chcieliśmy obudzić.
- Nngh.. co ma się stać teraz, Aominecchi? – pyta Kise, przecierając oczy i przeciągając się.
- Eeee, no, miałem cię ululać do snu, rozumiesz, tak teraz. No. TERAZ.
- Aha.. Ale Aominecchi, i tak spałem, a poza tym nie mam pięciu lat. Zaraz, chwilę!
I w tym momencie dostrzegł, że Aomine nie leży na swoim futonie sam.
Zanim zdążę się zreflektować czuję, jak silna ręka obejmuje mnie w pasie i przyciąga do siebie.
- To dobranoc. I nie próbuj mi kraść młodszego brata, Aominecchi. – po czym obejmuje mnie mocno, co niestety kojarzy mi się z uściskiem węża duszącego swoją ofiarę.
- Nie kradnę ci go! Sam wszedł!
- Nieprawda! – buntuję się.
- Śpijcie już, debile! – chyba trochę niechcący zdenerwowaliśmy Midorimę.. - No naprawdę, każdy wyjazd z wami kończy się tak samo! Albo żrecie, albo się kłócicie, albo nie umiecie usnąć, a niektórzy z nas jednak tego potrzebują!
- Zgadzam się z tym w zupełności, Midorima-kun. Dlatego byłbym wdzięczny, gdybyś był uprzejmy nie krzyczeć. – chyba nie bardzo chcę wiedzieć, jaki wyraz twarzy ma teraz Kuroko.
- T-to nie tak że teraz chciałbym cię przeprosić..
Ostatecznie obudzili się też Murasakibara i Kagami, i jakoś tak wyszło że wszyscy zaczęli się żreć między sobą..
.. dlatego skorzystałem z nieuwagi Kise i po cichu się wymknąłem.
Wcale nie do toalety, jak uparcie próbowałem wmówić Aomine. Bywają chwile, kiedy są w życiu rzeczy ważniejsze niż potrzeby fizjologiczne.
I taki moment jest wtedy, gdy musisz poważnie porozmawiać ze swoim przyjacielem-transwestytą, który chyba trochę się zapomniał w sytuacji.
Grażynkę znajduję na murku niedaleko pensjonatu, który według tabliczki zamieszczonej obok jest palarnią.
Dawno już podarowałem sobie wykłady na temat zdrowia, więc nie martwi mnie widok palącej Grażynki. Martwi mnie to, że wiem, że pali tylko w dwóch sytuacjach. Gdy jest bardzo zdenerwowana..
..albo bardzo podekscytowana.
- Cześć kochaneczkuuu! Wpadłeś na dymka?
- Nie zmieniłem swoich poglądów w kwestii tego nałogu.
- Szkoda. Siadaj, bo musimy pogadać! Mateczko moja, ten Aomine z waszej agencji.. Ja się chyba zakochałam! Taki opalony! Taki przystojny! Taki umięśniony! A jak mnie całował to aż całym świecie zapomniałam! Jest może wol.. – urywa swój monolog w momencie, w którym dostrzega moje spojrzenie numer trzy pod tytułem ,,nie pierdol ze mną''.
Siadam w ciszy koło niej.
- Zgadza się, Garasu, z tego, co wiem, jest wolny. Jest także facetem do towarzystwa i niejedna mu płaci za o wiele więcej niż to, co robił tobie.
- Kotusiu, ale..
- Nie skończyłem. Chcę ci też przypomnieć, że macie jedną rzecz wspólną. I jest to nawet potężne podobieństwo.
- A-a co, kochaneczku?
Patrzę jeszcze bardziej złowrogo i przestaję się powstrzymywać.
- Płeć, do cholery! Bo chyba nie zapomniałeś, że macie między nogami to samo!
- Nie mów do mnie, kochaneczku, jak do..
- Mężczyzny?! No niestety, ale czy ci się to podoba, czy nie – tym właśnie jesteś, Garasu! A on jest wielkim miłośnikiem kobiet i cycków.
- A ty myślisz, że jak długo w tym siedzę? Płeć da się łatwiej ukryć niż sądzisz, Kouki. I przez dłuższy czas, niż możesz to sobie wyobrazić. – wzdycha, po czym przeczesuje włosy palcami. Swoją drogą te długie loki to dzieło sztuki. I nawet nie peruka, zapuszczał je przez trzy lata a dbał bardziej niż niejedna kobieta.
- Garasu, nie rozumiesz, w co mnie pakujesz? Coś ty zrobił tak w ogóle? On też jest tobą zainteresowany, byłby mi spuścił łomot, by dostać twój numer.
- To czemu mu nie dałeś? Z chęcią z nim porozmawiam.
- Bo wiem, co będzie potem, i wiem, jak potrafisz człowieka oczarować. Ty skończysz ze złamanym sercem, bo następny cię nie chciał i nie zrozumiał tego, że zbierasz pieniądze na operację zmiany płci, on skończy wkurwiony, bo go oszukałeś i ja przy okazji też, a ja skończę na oddziale intensywnej terapii po jego wpierdolu!
- Daj nam szansę. Jeśli oboje jesteśmy sobą zainteresowani, to nie będziesz w stanie tego powstrzymać.
Pojmuję, że ta rozmowa nie ma dłużej sensu, więc wstaję i wracam do pensjonatu. Garasu robi to samo. Po drodze nie zamieniamy ze sobą ani słowa. Nie mam siły się w to pakować, bo trochę racji ma – dobrze wiem, że go nie zatrzymam. Ani Aomine. Poza tym, jeśli się uprze, to dorwie się do rejestru, i tak się umówią, a ja..
A ja i tak będę skończony. Chcę, by oboje byli szczęśliwi, ale zwyczajnie wiem, że w tej relacji to niemożliwe. Nie da się zbudować związku na kłamstwie. Tak sądzę.
Szkoda, że Garasu tego nie rozumie. I zamiast postawić się w mojej sytuacji, korzysta z okazji, że Aomine śpi, i wsuwa mu pod głowę karteczkę, na którą nawet nie muszę patrzeć, by wiedzieć, co tam napisał. Nie zapominając pocałować go w policzek i zostawić mu śladu szminki.
Mam ochotę zakopać się pod tą kołdrę i nigdy stąd nie wyjść. Ale to niczego nie rozwiąże.
Budzę się dosyć wcześnie rano, bo czuję, że zaczyna brakować mi powietrza od przyduszania. I pojmuję falę braterskiej miłości, nawet nie mam siły, by mieć cokolwiek przeciw niej, ale byłbym wdzięczny, gdybym nie był w związku z tym duszony. Odpycham Kise i dochodzę do wniosku, że i tak dłużej nie będę w stanie spać, więc tylko idę odbyć poranne czynności i zjeść śniadanie na świeżym powietrzu.
Nawet nie liczyłem na to, że uda mi się to zrobić samemu. Bo gdy tylko wyszedłem z pensjonatu do części stolikowej z moją zupą miso i ryżem, zauważyłem Akashiego spokojnie popijającego herbatkę. Skinął na mnie ręką, zapraszając, bym z nim zjadł.
- D-dzień dobry. – mamroczę, rumieniąc się. Powinienem przez wydarzenia z Aomine i Garasu zapomnieć o tym, co stało się między nami wczoraj, ale nie zapomniałem.
- Dzień dobry. – odpowiada mi z delikatnym uśmiechem. Takim samym jak wczoraj..
- D-dobrze spałeś? – pytam, po czym szybko zasłaniam sobie usta dłonią. Cholera, nie mogę tego wspominać, bo zacznę się dziwnie zachowywać! Już zacząłem!
- Nienajgorzej, dziękuję za twoje zainteresowanie. Jednak chciałbym cię o coś zapytać. – zamiast jednak pytać od razu, po prostu kładzie mi rękę na ramieniu i chwilę się we mnie wpatruje. Ostatnimi czasy cholernie boję się otrzymywać od ludzi pytania..
- Czy wiesz może, dlaczego dzisiaj rano obudziłem się nagi?
ZAPOMNIAŁEM GO UBRAĆ WCZORAJ?! Cholera, może faktycznie, bo się spieszyłem i chciałem jak najszybciej od niego wyjść, ale.. nie no, bez jaj, wydawało mi się, że coś na niego nałożyłem!
- C-c-c-c-co?! – rumienię się automatycznie na to pytanie.
Przykłada mi rękę do czoła.
- Gorączki nie masz. Kouki, czyżbyś miał z tym coś wspólnego? Nie, żebym narzekał..
- Nie, nie, to nie, ja nie, tylko byłem u ciebie na chwilę, znaczy się, my nic nie, nie śmiałbym, n-n-nie..
- Nie musisz się już tłumaczyć, nie mam ci tego za złe. Jednak na przyszłość proszę, zbliżmy się do siebie gdy będę trzeźwy. Wolałbym pamiętać tak cudowne chwile.
- P-p-p-przecież mówię że.. !
Zaczynam wymachiwać rękami, wstaję energicznie, gubiąc się w słowach i próbując mu wytłumaczyć, że nie miałem z tym nic wspólnego. Dobra, miałem, ale nie w taki sposób, po prostu jak odniosłem go do pokoju to zapomniałem go ubrać i tylko na szybko przykryłem go kołdrą, nic więcej!
Gdzieś w środku moich nielogicznych tłumaczeń się opamiętuję, by zobaczyć, że głaszcze mnie po głowie, jednak widzę, że ogromnie się powstrzymuje, by się nie roześmiać.
Nawet dobrze, że się nie śmieje. Nie umiem sobie wyobrazić jego śmiechu.
- Kouki, tylko się z tobą droczę. Dobrze wiem, że do niczego między nami nie doszło.
- A s-s-skąd wiesz?
Mierzy mnie wzrokiem od góry do dołu. No i skąd on to niby wie, no? Ma jakiś seks-skaner i jak go użyje to widzi nad czyjąś głową na przykład napis ,,Niezaliczony'', czy co?!
- Nie należę do wybitnie delikatnych osób. Nie miałem zadrapanych pleców rano, a ty nie masz na szyi żadnych malinek czy śladów po ugryzieniach, no i nie zauważyłem, żebyś się krzywił przy chodzeniu. A przy tobie raczej ciężko byłoby mi się powstrzymać.
- E-e-e-e-ej, no.. P-proszę, nie mówmy już o tym!
- Ależ nie ma problemu. Tylko udzielam ci informacji na przyszłość.
- N-niepotrzebnych informacji..
- Kouki, kiedyś zobaczysz, że ci się przydadzą. Obiecuję.
- N-nie!
- Może chcesz się założyć? Lubię zakłady.
- P-podziękuję!
Na chwilę przestaje się ze mną droczyć, tylko po to, by mi oświadczyć:
- Nie sądzę, żebym kiedyś się znudził patrzeniem na ciebie. W życiu nie widziałem tak ciekawych reakcji.
Nie cierpię tego. Nie cierpię tego, że się przy nim rumienię. Nie cierpię tego, że zachowuję się jak baba. Nie cierpię tego, że zawsze dam się wciągnąć w jego gierki. Nie cierpię tego, że coraz trudniej mi przestać o nim myśleć. Nie cierpię tego, że zastanawiam się, jak nasze relacje by wyglądały, gdyby był sobą. Tym prawdziwym, tym, którego poznałem wczoraj.
Myślę, że to czas w moim życiu, by poszukać sobie dziewczyny. Bo od myślenia o jego bladej, nagiej skórze i mięśniach na brzuchu może mnie już chyba uratować tylko studencka popijawa w akademiku pełna ładnych panienek i konto na Edarlingu, tak ewentualnie, jakby z bibą nie wyszło.
Cudowne i przepełnione niespodziewanymi wydarzeniami wyjazdy na weekend mają to do siebie, że kiedyś muszą się skończyć. Tym razem już po wejściu do autokaru od razu zająłem miejsce na końcu przy oknie, żebym uniknął sytuacji w której dwóch facetów kłóci się o to, który będzie siedział ze mną.
A przynajmniej tak chciałem.
- Kise, czemu lgniesz do niego jak pies i musisz być wszędzie tam, gdzie on?! Mało ci przytulania było w nocy? Oddałbyś mi go na trochę!
- Zamknij się, Aominecchi, nic ci do tego! Poza tym po co ci MÓJ młodszy brat?
- Bo mam do niego interes! – Jasne, już ja wiem, jaki on może mieć do mnie interes. Ten interes nazywa się ,,Chcę wiedzieć wszystko o Grażynie, a jeśli ty chcesz żyć, to mi powiesz''.
- Ty zawsze masz do kogoś interes, a ja po prostu go lubię. Aominecchi, odstąp mi miejsce koło niego, ty i tak siedziałeś z nim w drodze do gorących źródeł, teraz moja kolej!
- Tereferekuku, kundelek ma znajomości i wiedzę, która może mi się przydać. – w wyrywaniu transwestyty jak najbardziej, Aomine.
- Furicchi ma też wygodne ramię, na którym można spać. I jest mięciutki.. I miło się go przytula.. – dla kogoś, kto wije się podczas spania jak wąż to chyba każdy będzie mięciutki. Poza tym on myli duszenie z przytuleniem.
Wzdycham ciężko i zabieram się do czytania książki, bo i tak mnie to nie obchodzi, koło kogo będę siedział w drodze do Tokio.
- Można?
- Jasne. Jak tu siądziesz to ci dwaj przestaną się kłócić i będzie spokój. Dobrze, że szefa jeszcze nie ma..
Osoba nieznajoma siada tylko i milczy przez chwilę.
- Ryou rozdzieliłby Daikiego i Ryoutę w minutę.
Obracam powoli głowę by zobaczyć, kogo wpuściłem na miejsce koło siebie. Jak pech, to pech..
- M-miło cię widzieć, A-Akashi..
- Nie miałbym nic przeciwko, gdybyś mówił do mnie po imieniu.
- N-Nie będę, i n-nie drocz się ze mną!
- Dlaczego miałbym sobie odpuścić taką rozrywkę?
- MORDY W KUBEŁ! – wydziera się ktoś, zanim odpowiadam Akashiemu. Głos tej osoby brzmi niebezpiecznie podobnie do naszego szefa.
Zatem milczymy wszyscy jak jeden mąż.
- Moje gratulacje, przepraszam, panowie. – nie jesteśmy pewni, czy mówi poważnie, więc dalej milczymy. – Jesteśmy bogaci!
.. Co?
- Tak, moi chłopcy, jesteśmy, przepraszam, bogaci! Panny młode i druhny były wami, przepraszam, zachwycone, więc wpłaciły nawet większą sumkę niż, przepraszam, powinny, powiem więcej – druhny chcą was na wesele, biedaczki nie mają, przepraszam, partnerów.. Zbijemy na tym, przepraszam, fortunę! Kocham was! Wszystkich jak leci! Matko, przepraszam, duma mnie, przepraszam, rozpiera.. – z kieszonki w koszuli garniturowej wyciąga chusteczkę i ociera łzy z twarzy.
Po czym kontynuuje swoje przemówienie.
- Pamiętam, jak zakładałem tą, przepraszam, agencję po tym, gdy usłyszałem od, przepraszam, mojej byłej, że mężczyźni nie potrafią, przepraszam, uszczęśliwiać kobiet.. I, przepraszam, co? I jesteście wszyscy tutaj żywym, przepraszam, dowodem, że się da! Uch.. To na zakończenie tylko, przepraszam, powiem, moje kochane chłopaczki, że, przepraszam, niedługo ogłoszę kto spakuje manatki i pojedzie na wesele.. I co do Ciebie, przepraszam, Ryouta.. Powodzenia jutro na rozwodzie! Daj jej popalić!
- S-Szefie..
Niespodziewanie dla wszystkich Kise wstaje z miejsca i biegnie do szefa, by mocno się z nim przytulić.
Od wczoraj zastanawiam się, czy w powietrzu nie są rozpylane substancje, które działają tylko na mnie. Bo to niemożliwe, żebym tylko ja widział i słyszał tyle pojebanych rzeczy. Niemożliwe.
Dalsza część podróży przebiega w podobnie wesołej atmosferze, Akashi już się ze mną tak nie droczy (ale to pewnie dlatego, że powiedziałem mu, że jeśli przestanie to robić to zgadzam się na jego propozycję, by trzymał mnie za rękę w trakcie drogi), Aomine i Kise nawet się tak nie kłócą, Midorima jest przyjaźniejszy dla otoczenia, Murasakibara dzieli się ze wszystkimi słodyczami, a Kuroko i Kagami.. po prostu są sobą.
W takiej miłej atmosferze aż przyjemnie było na chwilę przysnąć, co też uczyniłem. Ale nie na długo. Obudził mnie dopiero Akashi, informując, że mamy postój i jeśli chcę skorzystać z toalety, to tylko teraz.
I o czymś jeszcze.
- Kouki, ktoś do ciebie dzwonił.
Rzeczywiście. Jak tylko wyjąłem telefon to zobaczyłem, że mam wiadomość głosową o pokaźnej długości, jednak nawet nie zerknąłem od kogo.
Po prostu po dotarciu na stację benzynową i załatwieniu swojej potrzeby oddaliłem się na parking, by w spokoju ją odsłuchać.
I to był mój błąd.
,,Kou-chan, braciszku, dlaczego nie odbierasz? Nii-san się bardzo o ciebie martwi, wiesz? Mógłbyś czasami do mnie zadzwonić! Mamy mnóstwo do obgadania, drogi braciszku.. Oj, tak, tak, mnóstwo.. Liczę, że dasz się dzisiaj wyciągnąć na kolację. Ja płacę. Masz czas, prawda? Oczywiście, że masz. Nie odmówisz niczego kochanemu, starszemu bratu, prawda?
Trzymaj się. Będę czekał na ciebie o 20 w Kaiseki. Liczę, że się pojawisz.''
To, jak bardzo zrobiło mi się słabo, jak opadłem na kolana i jak mało kontaktowałem, ciężko mi opisać. Nawet nie pamiętam, kto mnie zaniósł do autokaru, ale karetki nie wzywali, bo byłem przytomny. Jedyne, co podobno powiedziałem, to ,,Akashi, będę dzisiaj później w domu...''. Ponoć tylko pokiwał głową i powiedział, że będzie czekał.
Dziwne. Spodziewałem się, że będzie mnie wypytywał gdzie i z kim idę, i po co. Ale pewnie i tak dowie się tego sam.
Zresztą nieważne. Mam teraz poważniejszy problem na głowie.
Iemitsu Furihata. Lat dwadzieścia pięć. Koszmar mojego życia nawet gorszy od Akashiego. Wpędził mnie w trwały syndrom niższości i wieczne poczucie bycia gorszym. To on był tym udanym synem, dumą domu. We wszystkim był lepszy. Dosłownie. I to nawet nie przez pryzmat bycia starszym i mądrzejszym. Nie. Jemu zwyczajnie studia, praca, życie miłosne szły lepiej. Odkąd tylko sięgam pamięcią.
Żeby było śmieszniej nawet straciłem przez niego swoją pierwszą dziewczynę, gdy miałem piętnaście lat. Nie, to nie to, że mi ją odbił. Był na studiach, nie interesowały go 'gówniary z gimnazjum', no i już wtedy miał narzeczoną. Być może lepiej wspominałbym pierwszą miłość, gdyby nie rodzinny obiadek, na którym akurat Iemitsu raczył się pojawić. Moją ówczesną dziewczynę tak bardzo wtedy trafiło, że odniosłem wrażenie, że zakochała się w samym sposobie, w jaki mój starszy brat chwytał widelcem kotleta. Ale łudziłem się, że mi się przywidziało.
Wkrótce potem rzuciła mnie, twierdząc, że w nim odnalazła miłość swojego życia i nie może bez niego żyć. Po JEDNYM obiedzie rodzinnym. Tak mnie zraniła, że musiałem ją w pewnej rzeczy uświadomić.
- Ma narzeczoną, więc życzę ci powodzenia.
Popłakała się i uznała, że nie miała pojęcia, że jestem takim sarkastycznym dupkiem, po czym uciekła, no i tyle ją widziałem.
Wracając do tematu.. Niestety wiadomość, że braciszek stęsknił się i chce się ze mną zobaczyć nie była najszczęśliwszą w moim życiu. Mentalnie zacząłem się przygotowywać.
Bo bynajmniej jego powrót do mojego życia nie oznaczał dla mnie ogromnej fali braterskiej czułości. Kolacja z nim nie oznaczała miłych wspominek, ciepła w oczach i typowych dla braci rozmów. Oznaczała ciasny krawat, duszności powodowane nadmiarem nerwów, i chęć pójścia do domu już po minucie ujrzenia jego fałszywie troskliwej twarzy. Czułem, jak to się skończy, ale i tak tu przyszedłem. Dobrze wiem, jaki jest mój brat i co może zrobić, gdy wystawię go do wiatru.
- To powiedz, Kou, jak ci się żyje?
Pozornie miłe pytanie wyrażone troską o moje życie. W rzeczywistości doskonała okazja, by z jakiegoś powodu mi dokopać. Ale nie pozwolę sobą gardzić. Koniec z tym.
- Dobrze, tak sądzę.
- Akurat. Rodzice się o ciebie martwią.
- To oni cię przysłali?
- Dobrze mnie znasz. Będę szczery – ogarnij się wreszcie.
Uwaga, trzy, dwa, jeden..
- Co ty ze sobą robisz? Ani porządnej pracy, ani dobrych studiów, ani dziewczyny czy przyszłej żony.. Nie mógłbyś chociaż w jednym aspekcie wziąć ze mnie przykładu?
Chcę. Tak bardzo tego chcę. O jak bardzo chcę go zdzielić pałeczkami prosto w oczy..
- Nie mógłbyś przestać udawać troskliwego brata i zająć się swoją cudowną pracą, żoną i dwoma synami?
Wyprostował się, bardzo dumny i zadowolony z siebie. Naprawdę mu przywalę.
- Ależ tym właśnie się zajmuję. Chcę po prostu, żebyś ty też tak żył. Po to przybyłem. By wreszcie przemówić ci do rozumu!
- Mózg mam we właściwym miejscu i robię to, co uważam za stosowne. Zejdziesz ze mnie?
- Chciałbym, ale nie mogę. A już najbardziej nie mogę znieść myśli, że okłamałeś rodziców. Usługi.. dobre sobie, wyjaśniłeś im chociaż jakie konkretnie?
Kurwa. Nie. To się nie dzieje. On NIE MOŻE o tym wiedzieć.
- Nie bardzo wiem, do czego pijesz.
- Na pewno masz mózg we właściwym miejscu? Bo odnoszę wrażenie, że już dawno temu pojechał na długie wakacje, nie mogąc znieść życia z tobą. Że też ci nie wstyd pracować w taki sposób..
Milczę.
- Masz na twarzy wręcz wypisane ,, skąd wiesz?". Nie będę ci mówił, że mam swoje źródła, to zbyt oklepane. Jedna z przyjaciółek mojej żony nie mogła przestać się zachwycać nowym hostem ze słynnej agencji. Wyobraź sobie, jak moją szanowną małżonkę zmroziło, gdy usłyszała, o którego chodzi.
- Odwalisz się wreszcie od mojego życia?!
- Morda w kubeł, szczeniaku. Rzuć tą robotę, przestań przynosić hańbę rodzinie albo zmień nazwisko, bo aż wstyd mi się przyznać, że mam młodszego brata. Może facetów też obsługujesz? Jeszcze ktoś cię skojarzy.
- Nie, przestań, ja tylko rozmawiam z tymi kobietami i czasem im coś poleję. Po prostu staram się je uszczęśliwić swoim towarzystwem..
- Zlituj się, Kou, i nie ubieraj w tak piękne słowa swojego ohydnego zawodu. Jesteś zwyczajną męską dziwką. Rzygać mi się chce jak na ciebie patrzę. Zawsze wiedziałem, że do niczego w życiu nie dojdziesz, ale żebyś upadł tak nisko.. Szczerze? Jestem tu tylko dlatego, że mamy ślepych rodziców, za ślepych by dostrzec, jak nieudanego syna mają. I za ślepych na to, by choć się zainteresować mną – tym jednym, sukcesem. Ale nie. Widzą tylko ciebie, niedojdę w wielkim mieście.
Nie wytrzymuję. Wylewam mu sos sojowy na głowę, dziękuję za posiłek i opuszczam lokal.
Przyzwyczaiłem się do tego, że mnie upokarza i uważa za gorszego od siebie, żyjemy tak od wielu lat. Ale osiągnął w swoim upokarzaniu nowy poziom.
Gdy jeszcze mieszkaliśmy w jednym domu, to wiele razy słyszałem, jaką to jestem niedojdą, nieudanym synem, że pewnie jestem wpadką i że gdyby nie rejestry rodzinne to by nie uwierzył, że mamy tę samą matkę i tego samego ojca.
Ale dzisiaj? Dzisiaj.. Skumulował to wszystko. Sprawił, że przypomniałem sobie dzieciństwo. I to jedno, jedyne pytanie, na które nigdy nie umiałem znaleźć odpowiedzi – dlaczego mój własny brat pała do mnie taką niechęcią?
A do tego mogę sobie dodać drugie. I o wiele ważniejsze, bo w tej chwili dużo grozi mojemu otoczeniu, ale najwięcej mnie – kiedy przyjdzie, by się zemścić za to, jak go pożegnałem w restauracji? Bo na to, że zostawi sprawę samą sobie, nie liczyłem.
Mogę odliczać tylko dni, godziny. I żałować, że nie mam na tyle odwagi by ujawnić jego prawdziwą twarz. Bo chyba ze wszystkich ludzi, rodziny, wspólnych przyjaciół, znają ją tylko dwie osoby – ja i jego żona, zbyt czasem przerażona, by cokolwiek powiedzieć. Bo choć mój kochany braciszek nigdy nie podniósł na nią ręki, to potrafił tak ją zastraszyć, by bała się choćby kiwnąć palcem.
Do domu wróciłem w stanie ciężkim. Nie byłem pijany. Byłem po prostu kłębkiem niekorzystnych wspomnień. Akashi, jak się okazało, nie spał. Tak jak obiecał, czekał na mnie.
Nic nie powiedziałem na powitanie, on także nie. Tylko podszedł i mnie przytulił, mamrocząc cicho, że dobrze, że już wróciłem.
- Kouki, płakałeś. – stwierdził, już nawet nie bawiąc się w pytania.
- Nie. Padało.
- Możesz nabierać w ten sposób każdego, ale nie mnie. Kouki? – tym razem to już było pytanie, przemieszane ze zdziwieniem.
Bo chyba nie spodziewał się raczej tego, że położę głowę na jego ramieniu. Jakby to ująć.. ciężar moich myśli był przytłaczający także fizycznie. Dziw, że trzymałem się w pionie.
- Akashi.. Myślisz.. Myślisz, że..
- Hm?
- Że jestem.. niedojdą? Że mój zawód jest ohydny? Że.. że przynoszę.. h-hańbę swojej rodzinie? – zająknąłem się, bo z powodu tych cholernych łez coraz ciężej było mi mówić.
- Nie. Poza tym twój zawód jest także moim zawodem, przypominam, że pracujemy w tym samym miejscu. A teraz.. – podniósł mój podbródek, chcąc mi spojrzeć w oczy. – Kto ci to wszystko powiedział?
Skłamałbym, gdybym stwierdził, że tego nie przewidziałem. Wiedziałem, że zapyta. I wiedziałem, że mu nie powiem. Po prostu nie mogę. Nie chcę go obarczać historią moich relacji z osobą, która określa się moim bratem.
Więc tylko pokręciłem głową i powiedziałem, że chcę się położyć. Nawet mi w tym pomógł, bo choć chciałem, to niemoc w kończynach nie pozwalała mi ruszyć dalej.
Po prostu mnie podniósł i położył. Tylko tyle. Nawet nie pytał o nic więcej, tylko uznał, że jeśli będę go potrzebował, to mogę go obudzić nawet w środku nocy.
Ciekawe, że osoba, której bałem się niezmiernie, okazała się tą, na którą mogłem liczyć.
Gdy czujesz wsparcie, łatwiej ci usnąć. Głaskanie po włosach też jest w zasadzie całkiem uspokajające, trzeba przyznać. Nie inaczej jest ze mną. Otarłem łzy w oczach i czekałem na sen, modląc się, by Iemitsu dał mi spokój. Bym nigdy nie musiał już go oglądać.
Choć nie miałem nawet do kogo i po co się modlić. Nie da. Nigdy nie dał.
