A/N: Hm. Wygląda na to, że zaczęli mnie doceniać! Nie mówię, że mnie nie docenialiście wcześniej, ale chodzi mi o to, że już niedługo będzie mnie można przeczytać na... *werble* Cudach Thedas! Tak, TYCH Cudach Thedas. Brawa proszę. C:

I, wybaczcie za czekanie. Byłam trochę chora i leżałam i dmuchałam w chustki praktycznie przez tydzień, a potem pianino zadzwoniło i powiedziało, że się bardzo za mną stęskniło. Nigdy nie mam czasu *sigh*.
...Ktoś chce mi kupić pluszowego Andersa? :3

W dzisiejszym odcinku: Twierdza Czuwania i próbuję swoich sił w opisywaniu walki!

Bioware tu rządzi.
Nie no, dzisiaj wyjątkowo mam zbyt dobry humor, żeby coś tu pisać :D

~o0o~

Następny dzień wydawał się być taki jak inny – za wyjątkiem faktu, że grupa Hawke miała teraz dwie nowe dodatkowe osoby, do których można by otworzyć usta. No, jedną. Varania wydawała się być bardzo czymś przybita, wlokła się smutno z tyłu ze spuszczoną głową. Espere z jednej strony miała nadzieję, że to z powodu Fenrisa, druga jej część jednak w to wątpiła, wnioskując z jej wcześniejszego zachowania. Ale kto wie? Może elfka naprawdę się zmieniła? W końcu pomogła Feynrielowi i innym magom. Wyszło jak wyszło, co prawda, ale to już nie jej wina. Mądrze myślała, skoro przywiodła swoich podopiecznych do Fereldenu. Oczywiście, jest tu Krąg, ale z tego co słyszała Hawke, o wiele luźniej zarządzany niż na przykład orlezjańska Biała Iglica.

Espere wzdrygnęła się. Z tego, co opowiadał jej Anders, życie w Twierdzy Kinloch było gorsze niż podróż w Otchłań. Więc jak może wyglądać sytuacja magów w Kręgu w Orlais? Kobieta nawet bała się o tym myśleć. W takich właśnie momentach stwierdzała, że nawet cieszy się z tej całej wojny. Może dzięki niej wszystkie Bethany i Andersowie w Thedas będą mogli wreszcie egzystować bez strachu, a nie uciekać, bez przerwy czując zimny oddech templariuszy na karku. Hawke żyła właśnie tak, jako córka i siostra dwójki magów, i nie życzyła podobnego życia nikomu. Za to Anders wiedział o wiele więcej, niż ktokolwiek by sobie życzył, o losie magów zamkniętych w zimnych, głuchych ścianach Kręgu. Wiecznie szczuci, niezauważani, lub wręcz przeciwnie, zauważani aż za bardzo (ile bezbronnych osób zgwałcili templariusze, to chyba tylko Stwórca wie. A ilu zostało ukaranych? Czy którykolwiek został ukarany?). Czego tak właściwie obawia się Zakon? Lub raczej, obawiał się? Powrotu Imperium Tevinterskiego? Abominacji szalejących po Thedas? Magów krwi uprawiających swoje potworne rytuały na środku ulicy? Cóż, nie mają się czym martwić. Andrastianie zagarnęli sobie całą władzę – nawet monarchia czasem podporządkowuje się woli Zakonu. Przykład? Chociażby Orlais. Cesarzowa Celene już dawno przestała sprawować prawdziwą władzę, stając się jedynie ładnie ubraną marionetką z wymyślną fryzurą. Według kontaktów Varrika kraj zmierza w stronę wojny domowej. Ferelden na pewno nie będzie płakać.

Grupa Hawke opuściła Lothering, uprzednio wybierając najodpowiedniejszą trasę. Oczywiście, nie obyło się bez kilku sprzeczek.

– Powinniśmy iść Zachodnim Szlakiem, tędy, wzdłuż rzeki Drakon – zaproponowała Espere, wskazując palcem trasę na nieco sfatygowanej, acz dokładnej mapie.

– To za blisko Denerim! – zaprotestował Anders. – Nie mam ochoty wpaść na cudownych przyjaciół ludzkości po drodze – rzucił ironicznie, krzyżując ręce na piersi. Miał na myśli oczywiście templariuszy. Miał na nich wiele mniej lub bardziej zabawnych określeń, ale nigdy nie mówił o nich wprost. Zapytany, odpowiadał, że nie może znieść brzmienia słowa 'templariusz'.

– Tak? Wskaż mi lepszy pomysł – odpowiedziała buntowniczo Espere.

– Spokojnie, nie będziemy się teraz kłócić – wtrąciła się Lorrien, wstępując pomiędzy pochyloną przy mapie parę. – Myślę, że moglibyśmy odbić przy rzece Hafter, to parę mil przed stolicą i poza tym, przechodzi ona przez Amarant. Podwójna korzyść. Hm? Co wy na to? – dziewczyna uśmiechnęła się ciepło.

– Świetny pomysł! – wyrwał się Feynriel. – Powinniśmy zrobić tak, jak mówi Lorri.

Reszta grupy przytaknęła, więc nie było sensu już się wykłócać. Wszyscy zgodnie spakowali swoje rzeczy i ruszyli w dalszą drogę. Hawke czuła żal opuszczając Lothering. Ale, jak to mówią, jedna rzecz się kończy, druga się zaczyna. Espere zamknęła już swój etap jako Bohaterki, teraz jest po prostu... sobą. Tak, pomyślała wyjątkowo optymistycznie, biorąc pod uwagę jej nieciekawą sytuację, może i nie mieszkam już w mojej pięknej posiadłości, nikt mnie tu nie zna. Ale wreszcie mogę porzucić tą fasadę, mogę robić co mi się podoba. Wreszcie jestem... wolna. Coraz weselsze myśli napływały jej do głowy, gdy patrzyła na Zevrana, usiłującego poderwać Varanię, która tylko uśmiechała się uprzejmie w odpowiedzi, na Feynriela i Lorrien, rozmawiających i... czy oni się rumienią?, i wreszcie na swoją dłoń, splecioną ze smukłymi palcami jej ukochanego.

Nie mogłabym chyba być szczęśliwsza.

Ale do wszystkiego zawsze musi przyjść koniec.

~o0o~

Atak nie był wielkim zaskoczeniem, gdyż Varania ostrzegła, że w okolicy mogą wciąż wędrować maruderskie patrole templariuszy. Gdy byli w połowie drogi do rzeki Hafter, zza wzgórze wyłoniła się garstka rycerzy w srebrnych zbrojach, ozdobionych dumnym Mieczem Łaski. Było ich pięciu, czyli grupa Hawke miała przewagę liczebną. Jednej osoby, ale zawsze to coś. Tak jak opowiedziała wcześniej Varania, templariusze nawet nie próbowali nawiązać dialogu. Możliwe, że potrafili wyczuć magię, możliwe, że po prostu mieli rozkaz zabić każdego, kto nie był rolnikiem lub kupcem.

Walka zaczęła się. Magowie trzymali się z tyłu, jak również i Lorrien, i starali się trzymać poza zasięgiem Świętego Uderzenia, bo nikt nie miał lyrium, aby uzupełnić nadwątlone zapasy many. Hawke zniknęła w chmurze dymu – trik podchwycony od Izabeli – i pojawiła się za jednym z przeciwników, płynnym ruchem podcinając mu gardło – zbroja nie chroniła dobrze tej części ciała, zresztą jej sztylety równie dobrze mogłyby przebić metal. Obok Zevran tańczył z drugim templariuszem, próbując go zdezorientować i wyczuć jakiś słaby punkt. Po paru chwilach było po wszystkim i rycerz wylądował na ziemi z wielką plamą jasno czerwonej krwi tryskającej z gardła. Tymczasem magowie zajęli się kolejnym templariuszem, zamrażając go w miejscu, by Hawke mogła go bez problemu zdekapitować. Tuż za nim padł kolejny, trafiony potężną błyskawicą Andersa. Hawke straciła jednak z oczu ostatniego z nieprzyjaciół. Trafiło ją uczucie przerażenia, bo wyglądało na to, że zagubionym templariuszem był łowca. To znaczyło, że jak Hawke mógł poruszać się w cieniach i atakować z ukrycia. Jej obawy okazały się jednak bezpodstawne. Wkrótce szmaragdowe oczy Bohaterki padły na ociekające krwią zwłoki...

...leżące tuż u stóp Lorrien. Dziewczyna miała wyciągnięty sztylet, z którego kapały karmazynowe krople; jej twarz była obojętna, przerażająco pusta. Szare oczy wędrowały po nieruchomym ciele, przyjmując do wiadomości co się właśnie stało.

Zabiłam człowieka.

Lorrien w końcu ruszyła się, lecz zamiast pobiec w stronę Hawke, wskoczyła za najbliższy krzak. Dało się usłyszeć odgłosy wymiotowania i trochę kasłania. Po chwili dziewczyna wyłoniła się z nieświeżym wyrazem twarzy. Zanim Espere zdążyła cokolwiek zrobić, do Lorrien natychmiast doskoczył Feynriel z naprawdę zmartwionym wyrazem twarzy. To jasne, że pół-elf czuł coś do dziewczyny, ale czy było to odwzajemnione? W każdym razie, Hawke nie musiała się martwić o swoją podopieczną. Feynriel zapewniał jej wystarczające wsparcie. I pozostaje mi się tylko cieszyć, że być może znalazła kogoś, kto będzie o nią dbał, jak Anders o mnie. Uśmiechnęła się w duchu, po czym zakomenderowała:

– W drogę!

~o0o~

Dalsza część drogi odbyła się już bez żadnych komplikacji. Podróż zajęła krócej, niż przypuszczali. Jedynie dwa razy zatrzymywali się, by rozbić ognisko. Przyczyną tego pośpiechu była najprawdopodobniej niezbyt wielka chęć spotkania kolejnej grupy wybawicieli Thedas. Po drodze Hawke rozmyślała, jak sformułować list do Varrika, aby uniknąć jakichkolwiek problemów. W końcu udało jej się. Wiadomość była niezbyt długa, ale czytelna dla krasnoluda.

Do Bianki, Pod Wisielcem
Kochana, podróż mija nam bez problemów. Znalazłam nową przyjaciółkę, i nie uwierzysz, kogo spotkaliśmy. Pamiętasz siostrę Marudy? No więc jest z nami, razem z chłopcem Arianni. Nie wyszło mu w nowym miejscu zamieszkania. Dołączył także Kruk, ten z tatuażem, stary kumpel Rivainki. Blondasek i ja trzymamy się nieźle, żadnych problemów ze sprawiedliwością. Jak na razie. Znaleźliśmy miejsce, żeby się zatrzymać – na pewno kojarzysz starych znajomych Blondaska? Tych, co tak lubili gryfy? No więc, zapewnią nam jakieś miejsce do spania. Tam wysyłaj do nas wiadomości. Potem zobaczymy.
Twoja,
B.K.

Podpisała się jako Bohaterka Kirkwall, bo jej prawdziwe inicjały ktoś mógłby skojarzyć z jej nazwiskiem. Varrik na pewno zorientuje się, o co chodzi. Stęskniła się trochę za krasnoludem, z nim najlepiej się dogadywała. Mieli podobne sarkastyczne charaktery, i uwielbiała słuchać jego opowieści. Może i były wyssane z palca, ale, Stwórco, gość miał talent! Wciąż miała gdzieś kopię jego 'Twardzieli z Górnego Miasta'... zaraz... już nie miała. Została w jej posiadłości w Kirkwall. Może tam kiedyś wróci, tylko żeby zabrać swoje rzeczy, oczywiście. Nie chciała mieć już z tym miastem nic wspólnego. Zbyt dużo bolesnych wspomnień.

Twierdza Czuwania była wspaniałym budynkiem, to prawda. Jej czubek było widać już z odległości kilku mil, a przy wejściu falowały dwie srebrno-niebieskie flagi Szarej Straży. Hawke podeszła do żelaznej bramy i zaanonsowała się, prosząc o Nathaniela Howe'a. Strażnik kiwnął głową i wkrótce Espere zobaczyła czarnowłosego mężczyznę zmierzającego w stronę grupy. Brama uniosła się z głośnym szczękiem i łucznik wyszedł powitać Espere.

– Hm, widzę, że trochę was przybyło – stwierdził Howe, mierząc wzrokiem pozostałych towarzyszy kobiety. Zdziwił się nieco, widząc dwójkę nastolatków – co tak młodzi ludzie mogli by robić z Bohaterką Kirkwall? – nie znalazłszy jednak odpowiedzi na swoje pytanie, kontynuował. – To nie problem, mamy wystarczająco dużo miejsca – zapewnił ich, po czym podszedł do Andersa i porządnie uścisnął mu dłoń, potrząsając nią mocno. – Dobrze cię znowu widzieć, chłopie. Sigrun za tobą tęskniła. Oghren w sumie też, ale się nie przyzna.

–... A ty? – zapytał go mag, unosząc jedną brew. Łucznik nie dopowiedział, kiwnął tylko ledwie niezauważalnie głową, po czym odwrócił się i zaczął maszerować w stronę głównego wejścia do Twierdzy. Za sobą usłyszał oskarżający głos Hawke:

– Możesz mi powiedzieć, kim jest Sigrun?

– Spokojnie, kochanie. To tylko przyjaciółka. Krasnoludka – zapewnił ją mag, po czym, aby potwierdzić swe słowa, objął Espere w talii i pocałował w policzek. – Dobrze wiesz, że poza tobą świata nie widzę.

Chciałabym, żeby tak było, pomyślała smutno Hawke.